19.02.06, 10:23
Zycie moj drogi to ciagle zaczynanie czegos nowego a konczenie
poprzedniego.Jezeli kochales to mozesz cierpiec ale przeciez zycie jest tak
piekne jak ma sie przy sobie bliska osobe,ze warto odwazyc sie i zakonczyc
cos co nie daje bodzca do zycia.Ja po rozwodzie 10 lat bylam zamknieta w
swojej skorupce,10 lat nie interesowal mnie zaden mezczyzna i moze kiedys
zalowalam,ze tak dlugo to trwalo ale teraz jestem z o wiele starszym
mezczyzną i wiem,ze warto bylo czekac a nie zadowalac sie kazdym,ktory
pragnal mnie zdobyc.Pozdrawiam i zycze wiecej odwagi.Tola.
Obserwuj wątek
    • dorisska i cierpliwosc... 19.02.06, 11:36
      Ja dodalabym jeczcie Cierpliwosc.. Tolu, Twoja historia pozytywnie mnie
      nastroila...
      Moze to nietypowe ale ja dwa lata po rozstaniu z mezem nie moge usiedziec
      spokojnie i bardzo bym chciala jak najszybciej poznac tego wlasciwego faceta.
      Chociaz maz dostarczyl mi wielu przezyc po ktorych myslalam ze sie nie podniose
      teraz bardzo sie boje ze nie zdaze miec pelnej rodziny z dziecmi. Slyszalam od
      kogos ze dopadl mnie "syndrom budowy gniazda". Jestem po trzydziestce, nie
      mama dzieci (maz nigdy nie dorósł do takiej odpowiedzialnosci) a utrzymnie
      ciaży bedzie wymagac w moim przypadku specjalnego (prawdopodobnie dlugiego)
      leczenia. Czasem dopada mnie lekka panika.
      Pragnienie dziecka i swiadomosc wszytkich trudnosci ze zdrowiem powoduje, ze
      kazdego nowopoznanego faceta przeswietlam jakim moglby byc ojcem dla dziecka.
      Boje sie ze ten moj "radar" bedzie odstarszal kandydatowwink Zycze Wam rowniez
      cierpliowsci... Doriska
      • buba77 Re: oraz zgoda i otwarcie się na to co nas spotyka 19.02.06, 16:39
        Mija pół roku od rozstania. Miesiąc, dwa miesiące temu nie wierzyłam, ze moge
        się poczuć tak jak teraz. I nie jest jeszcze nawet dobrze (prawie dwadzieścia
        lat byłam w moim zwiazku). Ale jest różnica. Nieuchwytna, ale jest. Chyba nie
        potrafiłabym nawet tego nazwać. Ale ostatnio podjęłam decyzję spotkać sie z
        baaaardzo starym zajomym (no, pierwszy chłopak), który mieszka baaaaardzo
        daleko, nie widzieliśmy sie prawie 20 lat i on chce się ze mną spotkać, sam
        mnie odszukał po wielu latach. Jeszcze niedawno nie chciałam, czułam, ze nie
        potrzebuję nikogo, że moge być tylko sama, że nie mam nic do dania innym, że
        jest we mnie tylko smutek, żal, porażka i takie tam - sami wiecie. I właściwie
        nic sie nie zmieniło, ale... postanowiłam sie z nim spotkać. Taka decyzja
        spowodowała, ze całkiem od nowa patrzę na świat. Po raz pierwszy staram się
        poczuć radość, tj. przywołac taki stan, jak sie ma np. 4 lata. Jak to jest? Na
        razie nie wiem. Ale bardzo sie chce dowiedziec. I to jest chyba ta zmiana. Ze
        CHCĘ. Nie wiem, czy nie pierwszy raz w zyciu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka