elizads
19.02.06, 14:36
No cóż sama, nie wiem, mój były mąż jest w porządku,to ja straciłam głowę dla
kogoś innego (żonaty, 1 dziecko). Postanowiłam, że nie mogę oszukiwać męża i
od razu mu powiedziałam. Rozwiedliśmy się jak mało kto, spokojnie, miesiąc
temu. Sama nie wiem, co teraz.
Czasem myślę, że sama sobie "nagrzebałam" Mężczyzna dla
którego to zrobiłam wydawał mi się naprawdę tym jedynym. Sam obiecywał wiele,
ale z czasem zaczął różne ważne plany weryfikować,albo po prostu przesał o
nich mówić.Wprawdzie wyniósł się właśnie z dzieckiem z domu
(dziecko ma prawie 17 lat i woli mieszkać z ojcem)do innego,który wybudował w
7 miesięcy,ale żona, z którą żyją od lat jak pies z kotem, wykonuje dziesiątki
telefonów dziennie, grożąc mu i mnie,a czasem płacząc mu do słuchawki,jak
bardzo go kocha (ma od lat depresję). Ona prędzej nas wykończy niż da nam
spokój.O rozwodzie nie chce słyszeć. Ja od roku mieszkam sama (mieszkanie
zostawiłam mężowi ) i czekam na moje- kupione w 100% na kredyt mieszkanie.
Miało być na wynajem, ale teraz coraz częściej myślę,że będę w nim
mieszkać.Kocham tego człowieka i jego dziecko, ale on jest od 8 miesięcy
zupełnie inny niż przez pierwsze pół roku. Nie widujemy się, mało rozmawiamy,
mamy oboje dosyć, a mieliśmy mieć dla naszej trójki własne miejsce na ziemi.
Pomagałam w projektowaniu domu , w jego urządzaniu,
pomagam w opiece nad dzieckiem, ale w nowym domu od ich przeprowadzki byłam
raz, bo on boi się, że ona przyjedzie...Obecnie ja jestem ta przyjemność,na
którą on nie może sobie za bardzo pozwolić, która nie wie co dalej, bo nikt
nie wie, która nie jest priorytetem... Jestem straszne naiwa- wierzyłam, że
taka historia może się dobrze skończyć. Teraz już nie wierzę. Nie będę
nikomu udzielać rad. Czy żałuję rozwodu-nie. Boję się tylko, że po takich
przejściach mogę już nie ułożyć sobie życia.Może ktoś z Was spotkał się z
taką paranoją i może napisać, że można po tym normalnie żyć?