Dodaj do ulubionych

pierwsza sprawa - jak wygląda

20.02.06, 11:57
dostałam właśnie wezwanie na pierwszą rozprawę. proszę, uświadomcie mnie jak
to wygląda. troche sie boję tego, czy oboje bedziemy przesłuchiwani, w
obecności drugiego. Jak to wygląda. wdzięczna bedę gdyby mi to ktos opisał.
Obserwuj wątek
    • ladyhawke12 Re: pierwsza sprawa - jak wygląda 20.02.06, 12:03
      Pierwsza rozprawa nazywa sie pojednawcza, beda was obydwoje przsluchiwac i
      oczywiscie ze w obecnosci drugiej strony, najpierw osobe ktora sklada pozew,
      pozniej druga strone. To stres, ale ta pierwsza jest najprostrsza, oni chca
      ustalic czy nie da sie juz nic zrobic, i wyznacza termin kolejnej sprawy.
      • an.ex Re: pierwsza sprawa - jak wygląda 20.02.06, 12:20
        dlaczego pierwsza jest najprostsza? co jest później, ze jest gorzej?
        • ladyhawke12 pierwsza sprawa - jak wygląda 20.02.06, 12:33
          To zalezy co bylo w pozwie, czy jest podzial majatku, czy sa dzieci itd...., nie
          musi byc gorzej, ale kazda nastepna, psychicznie jest trudniejsza, mimo iz moze
          byc prosciejw sadzie, to zawsze jest stres, i nic przyjemnego.
          • joasia69 Re: pierwsza sprawa - jak wygląda 20.02.06, 14:18
            z tego co się orientuję, to nie ma już spraw pojednawczych.
            Każda kolejna sprawa jest tak samo cięzka. Ale wszystko mija....
            • dagma75 Re: pierwsza sprawa - jak wygląda 13.03.06, 19:04
              nie ma? czy to związane jest z mediacją?
              jesli tak, to co nalezy napisac jeśli chciało sie zaniechania sprawy
              pojednawczej? zaniechanie mediacji?
    • sar36 Re: pierwsza sprawa - jak wygląda 21.02.06, 10:18
      Ale to posiedzenie pojednawcze, czy już rozprawa? Ja mam na razie doświadczenia
      tylko z posiedzenia pojednawczego, "prawdziwa" rozprawa dopiero przede mną.
      Posiedzenie pojednawcze trwało z 10 minut i wyglądało mniej więcej tak:

      Sędzia: Gdzie pan pracuje?
      Ja - tu i tu
      S: Kim pan jest z zawodu?
      Ja - tym
      S: Kiedy zawarł pan związek małżeński z pozwaną?
      Ja - w tym roku i w tym miesiącu
      S: Czy z małżeństwa są małoletnie dzieci?
      Ja - tak, córka.
      S: Jak córka ma na imię?
      Ja - tak
      S: Kiedy córka się urodziła?
      Ja - w tym a tym roku
      S: a w którym miesiącu?
      Ja - w tym a tym
      S: kiedy ustało pożycie fizyczne pomiędzy panem a żoną?
      Ja - w tym roku i tym miesiącu
      S: Czy widzi pan możliwość pojednania z żoną?
      Ja - nie
      S: Czy pan podtrzymuje żądanie zawarte w pozwie (rozwód bez orzekania o winie)?
      Ja - tak
      S: (mniej więcej ten sam ciąg pytań do żony)
      S: mogę zaproponować Państwu mediację - czy państwo są zainteresowani?
      Żona - tak
      Ja - nie
      S: Czy pani zgadza się na rozwód
      Żona - nie
      S: Czy pani kocha męża?
      Żona - tak
      S: czy pan kocha żonę?
      Ja - nie
      S: (do mojego pełnomocnika) - proszę w ciągu dwóch tygodni przygotować pozew z
      nową kwalifikacją pod rygorem pozostawienia sprawy bez rozpoznania.
      I koniec posiedzenia.

      No i napisałem pozew o rozwód z winy obu stron, parę miesięcy trwała wymiana
      korespondencji, ja powołałem świadków, żona powołała świadków i teraz czekam na
      rozprawę...
      • gabriella21 Re: pierwsza sprawa - jak wygląda 14.03.06, 14:42
        No i mogę Ci powiedzieć, że dalsze Twoje działanie nie ma sensu... Mój mąż jest
        w podobnej sytuacji, ja nie zgadzałam się na rozwód bo również kocham męża, w
        takiej sytuacji sąd jest zawsze po stronie kobiety i dzieci, więc rozwodu nie
        ma.
        • kruszynka301 Re: pierwsza sprawa - jak wygląda 14.03.06, 22:01
          Gabriello, może nie masz odpowiedniego papierka z pieczątką, ale małżeństwo to też nie jest.
          Współczuję.
          • gabriella21 Re: pierwsza sprawa - jak wygląda 15.03.06, 09:04
            Juz pisalam na ten temat, oceniać jest łatwo. Muszę przyznać, że czuję
            satysfakcję z tego powodu, że mąż nie dostał rozwodu. Mi rozwód nie jest
            potrzebny, a o jego potrzeby w tym zakresie, wybacz, nie będę się martwiła. Dla
            mnie nadal jesteśmy małżeństwem. Ja jeszcze nie zamknęłam tych drzwi.
            • ak70 Re: pierwsza sprawa - jak wygląda 15.03.06, 15:13
              Życzę siły, bo ta walka nie będzie łatwa.
              Życzę wytrwałości, bo pewnie to troche potrwa.
              I życzę, aby zrozumiał... i finał okazał się szczęśliwy.
            • sar36 Re: pierwsza sprawa - jak wygląda 15.03.06, 16:30
              Przy odpowiedniej determinacji i tak w końcu ten rozwód dostanie.
              W mojej ocenie takie konsekwentne odmawianie zgody na rozwód prowadzi tylko do
              narastania niechęci ze strony małżonka, który chce odejść.

              Uważasz, że wróci? Zgódź się na rozwód - jak wróci, pobierzecie się raz
              jeszcze. Wziąć ślub jest znacznie łatwiej niż rozwieść się.
              Trzymanie kogoś siłą, "w kajdanach" raczej nie służy rozkwitowi miłości.
              • anja_pl Re: pierwsza sprawa - jak wygląda 15.03.06, 18:57
                chciałbyś,żeby twoja żona się zgodziła na wszytko co jej zaproponujesz,
                a dlaczego?
                dlatego ,że ją oszukiwałeś i twoje słowa są nic nie warte?
                że złamałeś dane jej słowo?

                ma prawo i chęć utrzymania małżeństwa, nie możesz nikomu kazać kochać, nie
                możesz też rozkazać przestać kochać,

                nie trzyma cię w "kajdanach", zrobiłes co chciałeś, a do czego nie miałeś prawa
                • sar36 Re: pierwsza sprawa - jak wygląda 15.03.06, 20:15
                  Wypowiedziałem się co myślę na temat takiej postawy (na przykładzie Gabrielli).
                  Nie napisałem nic na temat tego co miałbym kazać, bądź zabraniać swojej
                  (jeszcze) żonie.

                  A wracając do mojej sprawy: MAM PRAWO żądać rozwodu.
                  • tricolour Ciekawe... 15.03.06, 20:34
                    ... podejście do własnej przysięgi.

                    Przysięgałeś na dobre i złe i do grobowej deski. Tak mówiłeś z własnej woli i chęci.

                    Nie masz prawa żądać rozwodu. Możesz wnioskować o orzeczenie rozwodu.
                    • sar36 Re: Ciekawe... 15.03.06, 21:29
                      Kodeks Rodzinny i Opiekuńczy:

                      Art. 56. § 1. Jeżeli między małżonkami nastąpił zupełny i trwały rozkład
                      pożycia, każdy z małżonków może ŻĄDAĆ, ażeby sąd rozwiązał małżeństwo przez
                      rozwód.

                      Dziękuję za uwagę.

                      Nie mam ślubu kościelnego. To tak na marginesie.
                      • tricolour No i sprawa jasna... 15.03.06, 21:39
                        ... bo mamy żądanie warunkowe. Najpierw musi być rozkład, a potem można "żądać".

                        To "żadanie" też ma swoje wymogi formalne i raczej przypomina prośbę o
                        rozpatrzenie własnej sprawy: cierpliwe czekanie w kolejce na wolny termin na
                        wokandzie, odpowiadanie na pytania sądu (czasem dociekliwe i intymne),
                        wykonywanie poleceń sądu pod groźbą kary, no i w końcu wyrok, który może być
                        taki albo śmaki.

                        Raczej mija sie to pojęciem ŻĄDANIA, które jest butne i nie znoszące sprzeciwu.
                        Tak odebrałem Twoje "mam prawo żądać".

                        smile
                      • anja_pl Re: Ciekawe... 16.03.06, 08:32
                        sar36 napisał:

                        > Kodeks Rodzinny i Opiekuńczy:
                        >
                        > Art. 56. § 1. Jeżeli między małżonkami nastąpił zupełny i trwały rozkład
                        > pożycia, każdy z małżonków może ŻĄDAĆ, ażeby sąd rozwiązał małżeństwo przez
                        > rozwód.
                        >
                        w cytowanym przez ciebie art. niema słowa,że druga strona MUSI zgodzić się na
                        ten rozwód.
                        • sar36 Re: Ciekawe... 16.03.06, 08:41
                          No bo nie musi.
            • kruszynka301 Re: pierwsza sprawa - jak wygląda 15.03.06, 16:59
              gabrielo, zgadzam się z tym, co napisał sar36.
              Wiem z własnego doświadczenia (sama byłam zdradzaną żoną), że życie płata figle, i być może Ty kiedyś jednak będziesz potrzebować orzeczenia rozwodu (o, choćby kwestie finansowe - teraz odpowiadacie za swoje długi).
              Co do satysfakcji - uwierz mi, większą satysfakcję sprawiło mi znalezienie przystojniejszego, bogatszego i młodszego męża od eks (wiem, że teraz znajomi się z niego śmieją), niż brak rozwodu.
              • tricolour Szkoda tego męża... 15.03.06, 20:44
                ... bo co będzie jak się zestarzeje i jeszcze bogactwo straci?

                tongue_outP
                • kruszynka301 Re: Szkoda tego męża... 15.03.06, 21:52
                  Tri, więcej poczucia humoruwink
                  Poza tym, każdy jest bogatszy od hazardzisty - przynajmniej nie ma długów, prawda?
                  Nie pisałam, że bogaty, tylko bogatszy, a to różnicawink)).

                  Strasznie zaciekle bronisz małżeństwa - jednak uważam, że nie można nikogo zmuszać do niego na siłę, bo to przyniesie jedynie odwrotny skutek do zamierzonego. Ale - każdy ma swoje zdanie, to, czy Gabriela miała rację, zweryfikuje po kilku latach. Jednak będzie wtedy starsza, a nie młodsza, niestety. Ja piszę z perspektywy kilku lat po rozwodzie, i dalej uważam, że zgodzenie się na szybki rozwód, bez orzekania o winie, pozwoliło mi bardzo szybko uporać się z przeszłością, i zająć się tym, co najważniejsze - przyszłością.
                  Znajomi z jednej strony dziwią mi się, że byłam tak ugodowa (faktycznie, mogłam się wcale nie zgodzić na rozwód), z drugiej - nie wierzą, że można tak szybko uporać się psychicznie po paskudnej zdradzie, i związać się na nowo. Tymczasem jedno z drugim się wiąże. Trzeba raz na zawsze zerwać z przeszłością, zanim się zacznie myśleć o pzyszłości. Bez orzeczenia rozwodu tego sobie nie wyobrażam.
                  • tricolour O tyle bronię małżeństwa... 15.03.06, 22:01
                    ... o ile bronie danego słowa przysięgi. Lojalności, partnerstwa,
                    odpowiedzialności itp.

                    Dla mnie są to ważne słowa i nie chcę by robić z nich krętactwo, które potem da
                    się czyms zakłamać. Jednak gdy do rozwodu dojdzie, to nie piszę, że nic sie nie
                    stało i małżeństwo dalej jest, tylko szukam właściwego nazwania nowego stanu rzeczy.
                    No i jestem przekorny, co daje czasem odwrotne efekty...

                    "Trzeba raz na zawsze zerwać z przeszłością, zanim się zacznie myśleć o
                    pzyszłości" - oczywiście.

                    • kruszynka301 Re: O tyle bronię małżeństwa... 15.03.06, 22:36
                      Rozumiem, ale kiedy jedna strona kpi sobie z tych rzeczy? Czy druga strona za wszelką cenę ma zachować lojalnośc, partnerstwo? Umowa jest obustronna, i skoro jedna strona ją łamie, to druga jest też zwolniona z bycia jej strażnikiem za wzelką cenę. Ceną jest spokojne ułożenie sobie życia, tak naprawdę niemożliwe do zrealizowania bez rozwodu - i tego niektóre osoby sobie nie uświadamiają.

                      Gabriela w pewnym momencie przyznała, że czerpie satysfakcję ze swojego postępowania - i po odrzuceniu różnych górnolotnych słów (miłość, lojalność, rodzina), pozostaje wredne uczucie, moim zdaniem najbardziej wpływające na takie zachowanie - ZEMSTA. W większości przypadków niewyrażania zgody na rozwód chodzi niestety o nic innego, jak o zemstę. Przytaczanie innych uczuć to jedynie słabe wymówki - wiem, co piszę, bo przecież też rozmyślałam podobnymi torami. Czy to jest dobre? Absolutnie nie.
                      • tricolour W jednej kwestii mam inne zdanie... 15.03.06, 22:49
                        .. od Ciebie - "skoro jedna strona ją łamie, to druga jest też zwolniona..."
                        Otóz uważam inaczej.
                        Ta druga strona nie jest automatycznie zwolniona (albo jakikis tajemniczymi
                        siłami) tylko ZWALNIA SIĘ SAMA. To różnica, bo oznacza nie tylko wzięcie
                        współodpowiedzialności za związek, ale także odpowiedni podział winy. Jest także
                        ciągłość pomiędzy decyzjami, a konsekwecjami...

                        smile
                      • anja_pl Re: O tyle bronię małżeństwa... 16.03.06, 07:22
                        kruszynka301 napisała:

                        > Umowa jest obustronna, i skoro jedna strona ją łamie, to druga jest też
                        > zwolniona z bycia jej strażnikiem za wszelką cenę.

                        jesli ktoś mnie okradnie - to mam prawo zostać złodziejem?
                        idąc dalej- ktoś zabije kogos z moich najbliższych - mam prawo zostac mordercą?

                        w obu przypadkach została złamana umowa wspólzycia między ludźmi i jest ona
                        bardziej ogólna niż przysięga małżeńska, która nie może być nazwana umową, tak
                        jak to zrobiłaś.

                        Nie zaczniesz przyszłości bez zamknięcia przeszłości, to prawda, ale i tak nie
                        zamknęłaś przeszłości, ciągle po twoim domu pałęta się facet, który jest ojcem
                        twojego dziecka,
                        czy rodzina nowego męża akceptuje cię bezwarunkowo ?
                        ile wspólnych znajomych odwróciło sie od ciebie ?
                        i na pewno jest jeszcze wiele innych problemów, z których na razie nie zdajemy
                        sobie sprawy. To jest właśnie: "..i co dalej?"

                        • kruszynka301 Re: O tyle bronię małżeństwa... 16.03.06, 09:13
                          "jesli ktoś mnie okradnie - to mam prawo zostać złodziejem?
                          > idąc dalej- ktoś zabije kogos z moich najbliższych - mam prawo zostac
                          mordercą?"

                          Mówimy tylko o rozpadzie małżeństwa, a nie o ogólnych zasadach. Jeśli któryś z
                          małżonków ma kochankę, mieszka z nią, spodziewają się dziecka - to wybacz, ale
                          czy uważasz, że druga strona nie może założyć z tej sytuacji własnej rodziny???
                          Miałam do wyboru - albo w wieku 26 lat, mając maleńkie dziecko, przyjąć godną
                          postawę zdradzanej żony, i zgodzić się, że już do końca będę sama, albo zerwać
                          z eksem, i wzweiązać się ponownie. Oczywiscie, wybraąłm trą drugą opcję,
                          wktórej wszyscy są zadowolemni - i eks,. i mój obecny mąz, nie mówiąc już o
                          mnie i o córeczce.
                          Stosunki z eksem mamy poprawne, przychodzi razem ze swoim synkiem (9 miesięcy
                          różnicy), i dzieci bawią się razem.
                          Rodzina mojego męża akceptuje mnie bezwarunkowo - oczywiście, na początku
                          teściowa mi dała do zrozumienia, że nie jestem idealną żoną dla jej jedynaka,
                          teraz jednak bardzo się lubimy - mamy bardzo podobne charaktery.
                          Nikt ze wspólnych znajomych nie odwrócił się ode mnie - dalej się przyjaźnimy
                          (odwrócili się od eksa).
                          Pytasz co dalej? A cóż może być? Normalne życie, praca, staranie się o drugie
                          dziecko, podróże. Przecież o to chodzi, aby jak najszybciej wrócić do
                          normalności i cieszyć się życiem. Jedna pomyłka życiowa (w moim przypadku
                          wyjście za pierwszego męża) nie może przekreślić całego mojego przyszłego
                          życia, ani na niego wpływać.
                          • anja_pl Re: O tyle bronię małżeństwa... 16.03.06, 10:45
                            kruszynka301 napisała:

                            > Mówimy tylko o rozpadzie małżeństwa, a nie o ogólnych zasadach. Jeśli któryś
                            z
                            > małżonków ma kochankę, mieszka z nią, spodziewają się dziecka - to wybacz,
                            ale
                            > czy uważasz, że druga strona nie może założyć z tej sytuacji własnej
                            rodziny???
                            >


                            Małżeństwo, to szczególny przypadek ogólnych zasad, jak sie nie potrafi być
                            wiernym własnemu słowu w tym szczególnym przypadku, jak można byc wiernym w
                            większych rzeczach?


                            Przecież już ma rodzinę, małżonka któremu ślubował "na dobre i na złe", nie ma
                            prawa zakładać nowej rodziny, bo ma już własną, ma osobę, której przysięgał
                            wierność, miłość i uczciwość.

                            Istnieje separacja, nie musisz być z nim, ale też nie zakładasz własnej, nowej
                            rodziny,
                            ciężkie, trudne, surowe, ale do tego zobowiązuje przysięga małżeńska,

                            Zrobiłaś, jak wybrałaś, mnie nic do tego.

                            Małżeństwo to dla mnie zbyt poważna sprawa, by je skwitować: "pomyłka"
                            • kruszynka301 Re: O tyle bronię małżeństwa... 16.03.06, 11:29
                              Anju, nasze priorytety drastycznie się różnią.
                              Mam ukochanego męża, mam szczęśliwą córeczkę, sama jestem szczęśliwa - ceną za
                              to było złamanie przysięgi małżeńskiej w małżeństwie, które już fizycznie nie
                              istniało. Ale warto było.
              • gabriella21 Re: pierwsza sprawa - jak wygląda 16.03.06, 10:19
                Ale mnie na prawde rozwód nie jest do niczego potrzebny. Nie chcę wyrażać
                zgody, tylko dlatego, zeby oni mogli sobie układać życie. A te utrudnienia, o
                których wspominasz bardziej dotkną męża i tę kobietę niż mnie. Początkowo
                myślałam, że przekona się jaki błąd popełnił odchodząc ode mnie, myślałam, że
                otworzą mu się oczy, jak usłyszy, że jest dla mnie całym światem, ale teraz
                czuję jak z dnia na dzień rośnie mur, jestem dla niego miła, a on traktuje mnie
                jak powietrze, na zadane pytania odpowiada półsłówkami, rani mnie to. Chyba juz
                nie będziemy razem. Ale gdybym dała mu rozwód to tak jakbym akceptowała to co
                zrobił, muszę się też przyznać, ze ucieszyłam się z decyzji sędziego, jednak
                prawo jest po mojej stronie, nie ukrywam, że czuję satysfakcję, że utarłam mu
                nosa. A on może sobie żądać tego rozwodu... tak?
                • kruszynka301 Re: pierwsza sprawa - jak wygląda 16.03.06, 11:19
                  Ja to widze w ten sposób - on mieszka z kochanką, są ze sobą, wiją sobie
                  gniazdko. Nie mają ślubu - trudno. Ty natomiast jesteś sama, masz jednak
                  satysfakcję, że utarłaś mu nosa. Ale jesteś SAMA. Czy na to zasłużyłaś? Na
                  pewno nie.
                  Jestem przekonana, że za parę lat poznasz kogoś, będziesz chciała założyć nowy
                  związek - ale przecież będziesz mężatką. Skoro Twój eks tyle lat żył bez ślubu,
                  to pewnie dla przekory on się nie zgodzi..... I co? Kto w tej sytuacji wygrywa?
                  Czy zresztą można mierzyć wszystko miarą wygrana/przegrana?

                  Widzisz, wiem jak może wyglądać wojna podjazdowa o rozwód na przykładzie moich
                  własnych teściów. Po 30 latach od rozstania tak bardzo się nienawidzą, że nie
                  chcą słyszeć jedno o drugim. Powiedzieli nam (każde z osobna), że nie życzą
                  sobie widzieć drugiej strony na naszym własnym ślubie - i jest to główna
                  przyczyna, dla której się nie pobraliśmy, i szczerze mówiąc, od kilkum lat nie
                  bardzo wiemy, co zrobić. Z obojgiem teściów mamy bardzo dobre stosunki, i nie
                  wyobrażamy sobie, żeby ich nie było z nami. Sytuacja patowa. Chcę oszczędzić
                  swojej córeczce czegoś takiego, chcę, aby widziała, że jej rodzice pomimo
                  wszystko się lubią (mówimy o sobie z szacunkiem, nie mamy nic sobie do
                  zarzucenia). Można się rozstać w sposób kulturalny, można nie stracić szacunku
                  drugiej osoby, i można zapewnić dziecku szczęśliwe dzieciństwo, nawet, jeśli
                  wychowuje się w rodzinie niepełnej, albo, tak jak teraz u mnie,
                  zrekonstruowanej (nowe urzędowe określenie).
                  • 374.4w Re: pierwsza sprawa - jak wygląda 05.04.06, 15:42
                    kruszynka301 napisała:

                    >
                    nawet, jeśli
                    > wychowuje się w rodzinie niepełnej, albo, tak jak teraz u mnie,
                    > zrekonstruowanej (nowe urzędowe określenie).


                    to nie jest nowe okreslenie. Rodzina może być pełna czyli taka normalna,
                    niepełna-zmarło jedno z rodziców, rozbita-rodzice rozwiedzeni
                    i...panna z dzieckiem. :0
                    • kruszynka301 Re: pierwsza sprawa - jak wygląda 05.04.06, 16:12
                      ostatnio wypełniałam kwestonariusz do przedszkola, i tam była, oprócz rodziny pełnej/niepełnej również rodzina zrekonstruowana - pierwszy raz się spotkałam z takim określeniem (rodzina zrekonstrowana = matka/ojciec mają drugiego męża/żonę/przyjaciela).
                      • tricolour Ciekawi mnie jaka jest intencja... 05.04.06, 17:39
                        ... takiego pytania. Jaki jest cel pytać, czy żona/mąż, to ta pierwsza, czy
                        druga. I dla kogo jest to ważne?

                        Ktoś jest strasznie wścibski, a najważniejsze, że można pisać, co się chce.
                        • kruszynka301 Re: Ciekawi mnie jaka jest intencja... 05.04.06, 21:01
                          Akurat mamy dziwną sytuację, że moja córa i jej przyrodni brat chodzą do tej samej grupywink. Na początku przedszkolanki, nie znając historii, próbowały wmówić maluchom, że są kuzynowstwemwink. Ponieważ my, czyli pierwsza i druga żona przyjaźnie ze sobą rozmawiamy, nie wierzyły, że dzieci (różnica wieku 9 m-cy) mają tego samego ojca.... Ankieta takie sprawy wyjaśnia, jest mi to na rękę.

                          Mogłam wpisać rodzinę pełną, ale wolałam zrekonstruowaną, zresztą taka rodzina może mieć specyficzne problemy (np akceptacja drugiego męża). Wolę, aby pewne sprawy były jasne od początku, gdyby się cokolwiek działo, łatwiej będzie przedszkolankom rozmawiać z córeczką.
                  • akacjax Re: pierwsza sprawa - jak wygląda 05.04.06, 19:20
                    kruszynka301 napisała:




                    > Widzisz, wiem jak może wyglądać wojna podjazdowa o rozwód na przykładzie moich
                    > własnych teściów. Po 30 latach od rozstania tak bardzo się nienawidzą, że nie
                    > chcą słyszeć jedno o drugim. Powiedzieli nam (każde z osobna), że nie życzą
                    > sobie widzieć drugiej strony na naszym własnym ślubie - i jest to główna
                    > przyczyna, dla której się nie pobraliśmy, i szczerze mówiąc, od kilkum lat nie
                    > bardzo wiemy, co zrobić. Z obojgiem teściów mamy bardzo dobre stosunki, i nie
                    > wyobrażamy sobie, żeby ich nie było z nami. Sytuacja patowa.

                    Zgubiłam się: to teściowie ze zrekonstruowanego związku, czy z Twojego małżeństwa?
                    No skoro ineteres teściów ponad Waszą chęć małżeństwa, to chyba nie chcecie się wiązać papierkiemwink

                    • kruszynka301 Re: pierwsza sprawa - jak wygląda 05.04.06, 21:08
                      Teściowie są rozwiedzeni, więc dlatego też tak szybko zaakceptowali mnie, czyli rozwódkę z dzieckiem jako żonę swojego jedynakawink.

                      Co do formalnego zawarcia przez nas związku, to naprawdę, nie wiemy, co robić - widząc ich nienawiść, autentycznie boimy się wesela. Na szczęście oboje z przyszłym mężem z dystansem podchodzimy do ślubu, nie zależy nam na nim tak bardzo, więc na razie nie robimy nic. Teściowa teraz i tak przebywa za granicą i mamy oficjalny zakaz pobierania się bez niej, chociaż ostatnio coś zaczęła mówić o urządzeniu nam ślubu za oceanem.
                • ani_ta popieram cie Gabriello 11.04.06, 12:13
                  tak samo bym postąpiła, nie ma się co spieszyć z tym rozwodem i dawac go na
                  zyczenie zdrajcy i jego kochanki.
                  Zawsze zdążysz go dać , ale wtedy kiedy tobie będzie to pasowało.
            • nie_oceniam Re: pierwsza sprawa - jak wygląda 04.04.06, 21:08
              "Mi rozwód nie jest potrzebny, a o jego potrzeby w tym zakresie, wybacz, nie
              będę się martwiła. Dla mnie nadal jesteśmy małżeństwem.". bo miłość polega na
              tym, żeby się nie martwić o potrzeby drugiej strony...
              • marzena_p1 Re: pierwsza sprawa - jak wygląda 10.04.06, 19:54
                Witam
                Jak długi może być termin oczekiwania na 1 sprawę rozwodową(bez orzekania o
                winie)?
                Jak długie są przerwy między kolejnymi rozprawami?

                Z góry dziękuję
                • yashka Hej 11.04.06, 08:45
                  Wydaje mi się, że zależy to od sądu. Ja pozew złożyłam 30.11.2005 roku, a
                  rozprawę wyznaczono mi na 27.03.2006 r. Na szczęście skończyło się tylko na
                  jednej rozprawie (rozwód bez orzekania o winie), teraz czekam tylko na
                  uprawomocnienie się wyroku. Pozdrawiam i życzę powodzenia
                  • bibulina Re: Hej 11.04.06, 09:28
                    Yashka, a z jakiego miasta jesteś?
                    Bo ja z Warszawy i złożyłam pozew pod koniec stycznia, w lutym opłaciłam, a
                    jeszcze nie dostałam terminu pierwszej rozprawy i zastanawiam się co to tak
                    długo trwa. Ty miałaś 4 miesiące od pozwu do rozprawy więc może to normalka.
                    Czekam na wezwanie z datą pierwszej sprawy, więc może już niedługo. Boję się,
                    ale dam radęsmile
                    Pozdrawiam.
                    • yashka Jestem z Poznania 11.04.06, 11:12
                      Bibulinko, na pewno dasz radę! Ja opłatę wnosiłam w połowie grudnia, a wezwanie
                      dostałam dopiero pod koniec lutego. Podobno nie ma reguły, bo od mojej
                      adwokatki się dowiedziałam, że osoba, która składała pozew jeden dzień przede
                      mną, miała rozprawę już 23.12 (termin super, nie ma co smile). I tak teraz
                      wszystko odbywa sie szybciej, bo nie ma tzw. rozprawy pojednawczej. Aż strach
                      pomyśleć, ile trwaoły to wszystko według "starych" zasad! Jak masz ochotę, to
                      pisz na priva. Pozdrawiam serdecznie
                      • bibulina Re: Jestem z Poznania 11.04.06, 11:47
                        Napisałam na priva.
                        Pozdrowienia.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka