Dodaj do ulubionych

Pomozcie mi...

02.04.06, 17:25
Po 17 latach razem...jego kochanka, moje wybaczenie, na nowo porcja mojego
zaufania dla niego, proba bycia razem i znowu jego kochanka, jego wyprowadzka
i rozmowy o rozwodzie...Wiem ze musze podolac najgorszym chwilom, zeby jak
najbardziej ochronic swoje dziecko, wiem ze powinnam byc silna...ale potykam
sie i upadam, nie mam ochoty sie podniesc, by zyc dalej. Nie mam z kim
pogadac, komu sie wyplakac. Jego rodzina wini mnie, bo gdybym bardziej o niego
dbala to nie szukalby kochanki. Moi rodzice nie nie uznaja rozwodow, traktuja
to jak wstyd najwiekszy. Przyjaciolka sama zmaga sie ze swoimi problemami.
Prosze pomozcie mi...jak oddychac, by zyc?
Obserwuj wątek
    • hela74 Re: Pomozcie mi... 02.04.06, 17:45
      Mi pomogło, jak się wypłakałam iw ygadałam, nawet tutaj. Poleca też spacer i
      pooddychanie ne świeżym powietrzu, pobycie w słoneczku.
      Pozdrawiamsmile
    • libra22 Re: Pomozcie mi... 02.04.06, 17:50
      Nie daj się "wrobić" w poczucie winy. Tzn zawsze gdzieś tam ona jest, ale
      zrozumienie swojego udziału w rozpadzie zostawiłabym na potem, kiedy uporasz
      się ze swoim największym bólem.
      Odetnij się najlepiej od jego rodziny - skoro tak uważają, to trzeba ich olać
      (jakbym o mojej teściowej czytała).
      Twoi rodzice też w końcu zrozumieją, szkoda, że teraz nie możesz na nich
      liczyć. Nie szukaj więc u nich pomocy, bo nie znajdziesz, a jeszcze mogą Cię
      zdołować. Chyba, że powiesz im, jak cierpisz, i jak na ciebie wpływa ich
      postawa: może wtedy ją zmienią.
      Walcz o siebie. Poszukaj osoby, osób, które już to przeszły i Cię zrozumieją.
      Idź do psychologa.
      Pisz tu.
      Pisz pamiętnik.
      Poczytaj wątki tutaj - nie jesteś samasmile

      Przepraszam, jeśli moje rady nie są trafione.
      trzymaj się
      pozdrawiam ciepło
    • maheda Re: Pomozcie mi... 02.04.06, 18:41
      Rozumiem Cię... u mnie przy rozwodzie wyglądało podobnie.
      Jego rodzina uważała mnie za zło wcielone, On uważał, że wszystko, co złe, to
      moja wina, a moja Mama uważała, że rozwód to wstyd i hańba.
      Nie daj się. Wiem, że łatwiej powiedzieć, niż wykonać... ale da się, naprawdę.
      Ile lat ma Wasze dziecko? Jak się układają relacje na linii dziecko-tata?
      • arvena64 Re: Pomozcie mi... 02.04.06, 20:36
        Mam 13-letnia córke. Robie co moge by jej relacje z ojcem byly dobre. Spotykaja
        sie zawsze gdy tylko corka chce tego, nigdy jej tego nie zabronilam. Tu chyba
        jako tako jest ok. Gorzej z moimi uczuciami, z bolem, zalem, lekiem,
        zloscia...Boje sie ,zeby moje negatywne emocje nie odbijaly sie zle na niej.
        Wiec udaje silna, opanowana, rozsadna...moze dlatego tak sie w srodku rozsypuje?
        I w koncu zaczyna mi teraz brakowac sil...Dzieki za dobre slowa.
        • dwujka Re: Pomozcie mi... 02.04.06, 20:50
          Możesz córce pokazać lub powiedzieć, że jest ci ciężko w tej sytuacji. Byle by
          nie wmanewrować ją w wybór "ja albo tata", żeby nie czuła się winna, gdy dobrze
          się bawi z ojcem. Zresztą - sama pewnie wiesz.
          Masz prawo się "rozsypywać" - nikt nie jest aż tak silny. Siła przychodzi potem.
          Zastanów się, co może dla Ciebie "kołem ratunkowym"? Jakie myśli, rzeczy,
          czynności...
        • maheda Re: Pomozcie mi... 02.04.06, 21:31
          Nie daj się wkopać w to, w co ja się dałam! Niewiele to daje, a dziecko może
          przestać Ci wierzyć - co to znaczy, że robisz, co możesz, żeby relacje z ojcem
          były dobre? Mam nadzieję, że go nie bronisz, nie wybielasz, nie tłumaczysz?
          13letnie dziecko to już dość duże dziecko. Wiele widzi i rozumie.
          Jeśli się zorientuje, że było przez Ciebie oszukiwane, nie wpłynie to dobrze na
          relacje między Wami.

          smile Możesz zacząć chodzić na przykład na siłownię? smile Zawsze to jakieś
          rozładowanie się, z pożytkiem dla siebie wink
    • 13monique_n Jakie poczucie winy....?????? 03.04.06, 09:42
      boszzzzzzzzzzz, Twoi tesciowie to extra ludki - jasne, zona jest wszystkiemu
      winna, temu ze facet poszukal sobie kobiety na boku, bo Ty nie co ?
      1. Nie nosilas na rekach...?
      2. NIe ustawilas oltarzyka codziennie majonego swiezym kwieciem, obkladanego
      kadziedlka wonnymi oraz swieczkami?
      3. Bo nie lecialas kapciami w zebach, kiedy on "umeczony polowaniem i wojna"
      wracal w pielesze domowe?
      4. Nie daj Boze, smialas byc samodzielna, pracowac, miec zainteresowania i
      oczekiwac w domu partnera?????
      ..... mozna wylicza do nieskonczonosc minus n....
      Tak, wiem. Jestem jadowita, przepraszam. Ktos trzeci w zwiazku, to jest zawsze
      skutek, ale na pewno nie tego, ze zona (maz) nie dbali.
      Nie daj sobie tego wmowic, dziewczyno.
      Jak oddychac? - Na poczatku powoli - po jednym oddechu. I chcoaz czas sie
      strasznie dluzy, to z kazdym kolejnym ten oddech bedzie mniej bolal. Pomysl, co
      Ciebie cieszy - nawet minimalnie - spacer, ksiazka, kino, wino z przyjaciolka...
      poszukaj.
      Gdybys potrzebowala, pisz na priv, poslucham (poczytam)... nie zabiore Ci bolu,
      bo nie w mojej to mocy, ale poklepie po ramieniu... Trzymaj sie. Monique
      • ladyhawke12 Jakie poczucie winy....?????? 03.04.06, 10:07
        Byla tesciowa do dzis uwaza ze to wszystko moja wina, ale coz jej problem, juz
        sie nie denerwuje jak do mnie dzwoni z pretensjami ( mimo iz juz 6 lat po
        rozwodzie) ze jej synek cos tam , a co mnie to obchodzi.
        Moi rodzice tez nie uznawali rozwodow , wstydzili sie mnie przed rodzina i co po
        6 latach sie przekonali ze tak jest lepiej.
        A dla Ciebie rada, jak masz jakis dzien wolny bez dzieci, to popierwsze wyzlosc
        sie , wyplacz, wytargaj poduszki lub rozbij jakis jego ulubiony przedmiot, potem
        otrzyj lzy zrob makijaz i wyjdz na miasto, polaz po sklepach teraz sa takie
        piekne w nich kolorki, kup sobie ( niekoniecznie cos drogiego) jakis drobiaz,
        moze nowe kolczyki, broszke, czy apaszke, ubierz od razy mimo iz np do niczego
        co masz na sobie nie pasuje i usmiechnij sie, bark chwilowy faceta to nie koniec
        swiata, a Ty jestes jedyna w swoim rodzaju co wlasnie widac po Twoim ubiorze, ja
        tak zrobilam ludzie sie na mnie gapili a ja sie do nich usmiechalam, i w myslach
        sobie mowilam ze mam w sobie cos. Wiele trudnych chwil tak przterwalam nosilam
        w torebce apaszke wsiekle zielona, na rozprawy rozwodowe, na rozprawy o podzial
        majatku, i ubieralam ja po i szlam usmiechajac sie do innych ludzie mysleli
        pewnie ze wariatka, ale co mi tam.
    • mindsailor Re: Pomozcie mi... 03.04.06, 10:03
      musisz byc silna, musi Ci sie chcieć!!! nikt za Ciebie tego nie dźwignie!!!
      z rodziną - rozumiem cię doskonale. moja tez uważała (i zreszta nadal uważa),
      że rozwód to wstyd, hańba i patologia! zero wsparcia, a wręcz obwinianie mnie o
      wszystko łacznie z chorobą babci, szantaze emocjonalne itp nawet nie chcę tego
      pamiętac.
      niestety, przychodzi taki moment, że człowiek zostaje sam i musi walczyc, musi
      sie podnieśc i iśćsmile
      dasz radęsmile)zobaczyszsmile
      • ulkar Re: Pomozcie mi... 03.04.06, 12:45
        Córkę wiedza o sposobie zycia tatusia w końcu w jakiś sposób dopadnie. Tak
        naprawdę to ojciec traktuje dziecko jak zabaweczkę. Kochający ojciec, dba
        przede wszystkim o swoja rodzinę, o swoje dziecko, a nie ugania sie za
        kochankami. Kochający rodzic rozumie, jak bardzo kaleczy dziecko rozwalając mu
        dom i poczucie bezpieczeństwa. Stygmatyzuje je tymi przeżyciami na całe zycie
        nie tylko na okres dzieciństwa i dorastania.
        Niestety córka kiedys sama to zrozumie, niezależnie od tego jak bardzo będziesz
        ją przed tą prawdą chroniła ...
    • 5aga5 Re: Pomozcie mi... 03.04.06, 12:59
      Byłam pierwszą osobą w mojej rodzinie która brała rozwód.
      Ależ się nasłuchałam! Później wszystko ucichło, a nawet ściągnęłam na rodzinę
      kilka rozwidów.
      taka jestem diablica.
      A teściowa zawsze była po stronie synusia, bo on taki dobry i zapracowany a ja
      siedzę na wychowawczym, mam wszystko i jeszcze źle.
      Trudne będą początki ale z czasem będzie Ci lepiej.
      • arvena64 Re: Pomozcie mi... 03.04.06, 16:01
        Bardzo bardzo Wam wszystkim dziekuje za slowa wsparcia. Najgorsze jest to, ze
        przechodze to jakby po raz drugi. Myslalm, ze teraz wlasnie bedzie mi latwiej.
        Wtedy bylo kupowanie sobie drobiazgow, fryzjer, usmiechy do obcych ludzi, bylo
        rzucanie talerzami, uzdrawiający krzyk...Teraz, gdy okazalo sie, ze na nowo
        zaufalam i dalam mu szanse, a on dalej zdradzal - teraz nie moge sie pozbierac.
        Robie co moge, znalazlam sobie nowe hobby, chodze na spacery, czytam ksiazki,
        ale wszystko czasem traci sens. Łzy same sie cisna do oczu, ogarnia mnie
        fizyczna niemoc, ciagle zmeczenie, poddaje sie po prostu...nic tylko lezec pod
        koldra, a najlepiej spac, spac i nie budzic sie. Gdyby nie corka wyladowalabym
        pewnie z gleboka depresja na oddziale szpitalnym. Teraz znalazlam Was. Dziekuje
        • afryka75 Re: Pomozcie mi... 03.04.06, 17:29
          Ja mam nieco odwrotnie- pierwszym i drugim razem byłam totalnie załamna, a za
          trzecim najwyraźniej się do tego już przyzwyczaiłam wink
          Arvena, norweska królowo smile Trudno mi coś napisać pocieszajcego, bo wiem, jak
          sie czujesz, ale uwierz, że Ty byłas w porządku, byłas uczciwa do końca, a to
          on okazał się beznadziejnym dupkiem. Przynajmniej mozesz sobie popatrzeć
          spokojnie w twarz w lustrze, czego o nim nie możan powiedzieć. To wazne.
          Trzymaj się!
        • 13monique_n Re: Pomozcie mi... 03.04.06, 20:27
          > Teraz, gdy okazalo sie, ze na nowo
          > zaufalam i dalam mu szanse, a on dalej zdradzal - teraz nie moge sie pozbierac.
          Ja mialam o tyle lepiej, ze o tym, ze Exio , jak dostal druga szanse, nadal
          szukal przygod na boku, dowiedzialam sie juz po naszym pokojowym rozstaniu. I
          tylko to mi uratowalo zmysly, ale i tak siedzialam przez cala noc z siostra na
          gg (cala moja rodzina mieszka na innym koncu swiata) i lzy zlosci, bezsilnosci,
          goryczy i cholera wie czego, lecialy i lecialy... i tylko zgadzalam sie, ze
          dobrze, ze juz mnie to nie dotyczy, ze juz minelo....
          Trzymaj sie, kobieto kupy, albo placz (ale rzeczywiscie nie przy corce).... i
          zbieraj sily. To bedzie juz niedlugo za Toba, wyrzuc z siebie trucizne.
          Wyzdrowiejesz. A zycie jest piekne smile Gwarantuje.
          • 374.4w Re: Pomozcie mi... 03.04.06, 22:58
            ile ludzi tyle scenariuszy...
            mnie najbardziej dobijało:co nas nie zabije to nas wzmocni-są bardziej
            humanitarne sposoby wzmacniania
            cały swiat był przeciwko mnie, mojemu rozwodzeniu się
            pomógł adwokat-dawny znajomy moich rodziców, do którego zapukałam po 20 latach,
            powiedziałam: dzień dobry, czy może mi pan pomóc. Pomógł. Jak prawdziwy
            Przyjaciel. Mojego Ojca poznał, gdy ten był jeszcze kawalerem.
            Każdy musi przejść te zawirowania po swojemu. Ty też dasz radę. Trzymam kciuki
            • arvena64 Re: Pomozcie mi... 04.04.06, 04:12
              Ile ludzi tyle scenariuszy, tak, ale w gruncie rzeczy jak czytam Wasze historie
              i moja tez,to widze ten sam schemat: bylo sobie malzenstwo, razem pchalo wozek
              zyciem zwany, raz bylo gorzej , raz lepiej i nagle kleska. Dlaczego? Czy to
              mezczyzni sa tak slabi, ze nie wytrzymuja gorszych stron zycia? Moj maz po
              prostu uciekl od zwyklego zycia, pognal za atrakcja, nowoscia w
              poszukiwaniu....no wlasnie, czego? Nowej milosci? Kazda w koncu kiedys bedzie
              stara miloscia. Nowych doznan w seksie? Kazde po setce powtorzen stana sie
              starymi. Wolnosci? Co to za wolnosc, gdy zdobywa sie ja kosztem bolu inych? Nie
              moge zrozumiec o co tu chodzi.A moze lepiej odpuscic sobie te filozoficzne
              dywagacje i pora stwierdzic ze - jak napisalas Afryko - moj jeszcze maz jest
              beznadziejnym dupkiem po prostu! I wiecie co? Ja rzeczywiscie moge popatrzec
              sobie w twarz w lustrze i bez wzgledu na to, co mysli maz, tesciowa - moge sobie
              powiedziec: jestem uczciwa. Szukalam partnera w malzenstwie,a zylam z
              niedojrzalym chlopcem. Bardzo mi pomoglyscie, to wspaniale czuc wsparcie tylu
              osob, dzieki!
              • ak70 Re: Pomozcie mi... 04.04.06, 08:02
                Arveno... kiedy to czytam jestem po prostu wkurzona (mówiąc delikatnie)... i
                przerażona. Czyli nie warto dawać drugiej szansy? Jak ktoś raz wdepnął - sorry -
                w gówno, to juz zawsze będzie śmierdział? Wiem, jak sie czujesz... wszystkie
                uczucia, o których piszesz są mi (i wielu innym kobietom na tym forum)
                doskonale znane... nie jesteś sama, naprawdę! Przestań sobie zawracać głowę i
                serce tą namiastką faceta, bo nie jest Ciebie wart. Masz córkę, pracę,
                przyjaciół... dla nich żyj. A być może kiedyś... za życiowym zakrętem...
                spotkasz Kogoś, kto doceni Twoją kobiecość, ciepło, zdolność do prawdziwej
                miłości... Życzę Ci tego, a teraz głowa do góry! Musisz byc silna i nie
                pokazywać mu swojego bólu... zaśpiewaj mu:
                "Żałuję, że Cię znałam
                żałuję, że kochałam
                bo niewart jesteś jednej łzy
                nie chciałeś wierzyć im!
                I powiem wreszcie to co chcę
                że będziesz kiedys sam,
                całkiem sam i bez żadnych szans.."
                Trzymaj się!
                • ladyhawke12 Re: Pomozcie mi... 04.04.06, 10:08
                  Bardzo czesto powtarzalam sobie w myslach slowa tej piosenki, tez pomagalo, a do
                  Arveny, usmiechnij sie slonko swieci, i wyjdz z tego "g... umyj buty, otrzep
                  ubranie" i do przodu, swiat nalezy teraz do Ciebie i do corki.
                  • libra22 piosenka 04.04.06, 14:36
                    Obecnie bardzo podoba mi się " I choćbyś upadł na kolana i choćbyś błagał...."
                    Kasi Cerekwickiejsmile
                    • maggie11 Re: piosenka 04.04.06, 15:03
                      Tez tego namietnie sluchalam wink A teraz jestem na etapie zastanawiania sie, czy
                      dac druga szanse. Wasze doswiadczenia nie napawaja optymizmem niestety...
                      • afryka75 Re: piosenka 04.04.06, 21:42
                        A ja ostatnio ciągle nucę piosenkę Hey: "Jeśli, zwątpisz choć jeden raz, jeśli
                        zwątpisz choć raz, to choćbyś z pistoletem zaszedł mi drogę- powrotów nie
                        będzie!".
                        Gdybym tak działała od początku, zaoszczędziłabym sobie mnóstwa kłopotów.
                        smile
                • annuulla8 Re: Pomozcie mi... 04.04.06, 15:26
                  bardzo dziękuję ci za te słowa chociaż nie były skierowane do mnie dodały mi
                  dużo pewności siebie i spowodowały że się usmiechnełam. czytam forum codziennie
                  bo dzielę wasze losy. Znam ból kobiety zdradzonej okłamywanej i porzuconej.
                  jestem sama z córeczką.Już nie czekam na porót męża bo wiem,że szuka innej
                  partnerki nie chce do nas wracać. Przezyłam depresję, pojawiło się poczucie
                  niskiej wartości, brak nadziei na lepsza przyszłość. Teraz tez boli ale widzę
                  światełko w tunelu bo potrafię się już uśmiechać. Mam tylko problem z
                  kontaktami z meżem nie potrafię traktować go jak kolegę, znajomego. do niedawna
                  był miom mężem i teraz nie mogę się po prostu przestawić. pozdrawiam cię
                  serdecznie aga
                  • arvena64 Re: Pomozcie mi... 04.04.06, 18:52
                    To trudny moment powiedziec sobie: to juz nie jest ten sam bliski mi czlowiek.
                    Gdzies w srodku sa w nas wspomnienia dobrych, czulych chwil i nie mozemy
                    zrozumiec, jak nagle to wszystko moglo sie rozpasc. Pytamy sie: jak to? to on
                    mnie nie kochał? jak to? to on nie chce byc ze mna? jak to? on zostawia mnie i
                    nasze ukochane dziecko? Przeciez dbalam o dom, o niego, o dzieci, sypialam z nim
                    nawet wtedy, gdy brakowalo mojego spelnienia, chodzilam do fryzjera, by mu sie
                    podobac, pozwalalam i pomagalam mu kwitnac, zdobywac kolejne szczyty...Co
                    jeszcze powinnam zrobic? czego nie zrobilam? Nie mozemy uwierzyc, ze to koniec.
                    I ze po tym koncu spotka nas jakis poczatek nowego. Tak jest...
                    • libra22 Re: Pomozcie mi... 04.04.06, 19:57
                      Ale taki moment nadchodzi. On jest już przeszłością, kimś z kim mogę spokojnie
                      rozmawiać o dziecku i sprawach z nim związanych. O niczym innym. Mam swoje
                      życie i jego w nim już nie ma. Nie żałuję, że kiedyś był - były piękne chwile,
                      jest wspaniały syn, ale nie wracam do tego, nie rozdrapuję, nie gdybam, nie
                      zastanawiam się dlaczego tak się stało. Po co? Nie zmienię niczego już. Muszę
                      żyć i być silna : dla syna, dla siebie.
                    • afryka75 Re: Pomozcie mi... 04.04.06, 21:53
                      arvena64 napisała:

                      > To trudny moment powiedziec sobie: to juz nie jest ten sam bliski mi czlowiek.
                      > Gdzies w srodku sa w nas wspomnienia dobrych, czulych chwil i nie mozemy
                      > zrozumiec, jak nagle to wszystko moglo sie rozpasc. Pytamy sie: jak to? to on
                      > mnie nie kochał? jak to? to on nie chce byc ze mna? jak to? on zostawia mnie i
                      > nasze ukochane dziecko? Przeciez dbalam o dom, o niego, o dzieci, sypialam z
                      ni
                      > m
                      > nawet wtedy, gdy brakowalo mojego spelnienia, chodzilam do fryzjera, by mu sie
                      > podobac, pozwalalam i pomagalam mu kwitnac, zdobywac kolejne szczyty...Co
                      > jeszcze powinnam zrobic? czego nie zrobilam? Nie mozemy uwierzyc, ze to
                      koniec.
                      > I ze po tym koncu spotka nas jakis poczatek nowego. Tak jest...


                      Ja też po pierwszym i drugim porzuceniu godzinami leżałam i zastanawiałam się,
                      co zrobiłam nie tak, co mogłam zrobić, żeby zapobiec temu, co sie stało,
                      obwiniałam sie o to, że to wszystko się stało przeze mnie (było mi łatwo
                      zrzucać wszystko na siebie, bo ex codziennie od nowa udowadniał mi, jaki to on
                      był doskonały, a ja beznadziejna).
                      Dopiero teraz to wiem- to nie jest tak, że można było czemuś zapobiec, że
                      swoim postepowaniem popchnęłyśmy go w ramiona nowej.
                      To coś w nich, to pęd do czegoś nowego, bardziej ekscytujacego. Coś, czemu nie
                      mogłysmy zapobiec, bo było niezależne od nas....

                      Ja teraz jestem na etapie powolnego dochodzenia do wiary, że po tym koszmarze
                      zacznie się coś nowego, naprawdę wartościowego smile
              • groszek_73 Re: Pomozcie mi... 28.04.06, 10:33
                a jeśli facet czuje się przez lata nieszczęśliwy, niekochany, i potem okazuje
                się, że można żyć inaczej ? i nawet jeśli potem okazuje się, że żona kocha, ale
                dla niego jest już trochę za późno ?
                • anja_pl Re: Pomozcie mi... 28.04.06, 10:40
                  a powiedz mi, czy rozmawiałeś o tym z żoną zanim poszukałeś
                  sobie "katalizatora"?
                  czy nic nie mówiłeś i poszedłeś na łatwiznę?
                  • groszek_73 Re: Pomozcie mi... 28.04.06, 11:17
                    anja_pl napisała:
                    > a powiedz mi, czy rozmawiałeś o tym z żoną zanim poszukałeś
                    > sobie "katalizatora"?
                    > czy nic nie mówiłeś i poszedłeś na łatwiznę?

                    próbowałem rozmawiać, proponowałem pójście do specjalisty. Potraktowała to jak
                    próbę zamknięcia w wariatkowie. "Jestem jaka jestem, jak się nie podoba, to
                    możesz się wynieść".
                  • misbaskerwill Re: Pomozcie mi... 02.05.06, 18:16
                    moja poszla na latwizne...sad(((((((
                    Bo podobno ze mna sie nie dalo rozmawiac...
                    Zreszta polecam forum zdradzajacychsmile) Tam wszystkie "szczesliwe kochanki" tak
                    mowia o mezach...
    • anja_pl Re: Pomozcie mi... 04.04.06, 22:00
      rozumiem Cię, trudno dojśc do siebie po takim zawodzie, nie ma możliwości
      bezbolesnego przejścia, ale życie toczy się dalej, czy spotkasz kogoś nowego
      czy, to nieważne, ważne jest Twoje życie, byś umiała żyć dla siebie,
      może najpierw spróbuj dla dziecka, powoli, a jednak sie uda, nie wszystko
      naraz, będzie górka, potem dól, a potem znowu górka, ale te górki będą coraz
      dłuższe, a doły nie takie głębokie, nie zapomnisz, ale będziesz mogła z tm żyć
      dla siebie, trzymaj sie ciepełka, pozdrawiam
      • phokara Re: Pomozcie mi... 28.04.06, 12:09
        Anja ma racje,
        najpierw jest 'row marianski' i depresja morza martwego, ale potem czlowiek
        wychodzi na brzeg. Tak sie dzieje. Wiem, ze to marne pocieszenie (pamietam,
        pamietam....) dla kogos, kto siedzi w dole i nie widzi cienia slonca nad glowa.
        Ale to slonce caly czas sie pali. I czas pieknie lagodzi wszystkie zle emocje.
        U mnie minal juz rok. Pierwszej polowy nie pamietam (i nie chce) - potem bylo
        juz tylko lepiej. Dzisiaj jest, no moze jeszcze nie gorka - ale rownina to z
        pewnoscia. I to jak wiosennie kolorowa... naprawde.

        Nie mysl o "swojej winie", co robilas nie tak, gdzie popelnilas blad. To
        strasznie przytlacza, a w stanie rozwalki emocjonalnej nie prowadzi do zadnych
        sensownych wnioskow. Docen to, ze mozesz sobie spojrzec w twarz, jak czlowiek.
        Sama sie kiedys przekonasz, jak wielka nagroda jest godnosc, ktorej nikt nie
        jest w stanie podeptac.

        Acha, mi swietnie zrobilo nabijanie sie z samej siebie. Jak w pewnym momencie w
        miare ochlonelam, to popatrzylam na ta cala brazylijska telenowele z dystansem
        i ironia i zaczelam sie z tego po prostu smiac. Dzien, w ktorym napisalam na
        wygaszaczu ekranu haslo "Jestem walnieta i wcale sie nie dziwie, ze maz ode
        mnie uciekl" byl doprawdy kamieniem milowym w moim zyciu. Dla niego zreszta
        tez, bo postanowilam wtedy definitywnie nie dawac KOLEJNEJ szansy temu mojemu
        bohaterowi, ktory jakos po dzis dzien nie potrafi sie z tym bohatersko
        pogodzic. No ale ja tez nie zamierzam do konca zycia grac tandetnej roli w
        kiczowatej telenoweli... taka wredna jestem.
        • 13monique_n No pewnie, ze jestes :DDDDD 28.04.06, 13:02
          .... i przepracowana tez. Ale dlugi weekend przed Toba, przed nami i tak jak
          mowisz, ten czas jest cudownie wiosenny i kolorowy - nadzieja. Obietnica.

          PS Zreszta - ja tez sie zapisuje do klubuu niereformowalnych walnietych - pasuje
          mi smile))
        • misbaskerwill Brawo! 02.05.06, 18:14
          I tak trzymaj...
          Ja - dopiero 1,5 miesiaca... Mamy male dziecko, wiec o niej nie dane mi zapomniec...
          Ale w koncu przechodze na strone normalnosci... Jak na razie to najbardziej
          chyba rozwalilem psychicznie zone jej kochanka... A z nia akurat sie
          utozszamialem... Coz, jak czlowiek cierpi to miota silnymi ciosami, szkoda, ze
          wszystkie sa chybionesmile))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka