Dodaj do ulubionych

syn a kochanka....?

04.04.06, 13:43
Przepraszam, jesli to nie tutaj powinnam o to pytac.
Moj kochany jest w trakcie rozwodu. Bardzo cierpi ze wzgledu na syna, na
to ,ze nie wie, jak rozwiazac sprawe jego wizyt u nas( syna), wspolnych chwil
w mieszkaniu moim i Jego.Ja nie wiem kompletnie jak pomoc. Eks zona nie
zgadza sie na kontakt ich dziecka ze mna i z moimi dziecmi.Wiem, najlepiej
tego unikac, ale jest to skomplikowane, no bo co ja mam zrobic? Na jedna noc
moge gdzies wyjechac, ale moje dzieci nie moga byc przeciez poniewierane
przez to ,ze ona jest konsekwentnie zlosliwa i utrudnia nam zycie.
Jesli ktos byl w takiej sytuacji, opowiedzcie, jak poradziliscie sobie.
Zaznaczam, ze chce miec dobry kontakt z Jego synem, i stworzyc sytuacje, w
ktorej bedziemy mogli wspolnie wyjezdzac, spedzac czas. Nie zawsze, ale
WOGOLE, zeby bylo to mozliwe.
Obserwuj wątek
    • naemi Re: syn a kochanka....? 04.04.06, 14:03
      Trzeba uszanować decyzję ex , co do możliwości spotykania sie syna z ojcem.
      Cała odpowiedzialność za wychowanie dziecka spadła na matkę, bo tatuś woli
      cudze dzieci wychowywac.
      Skoro ona sobie nie zyczy, aby to odbywało sie u was w domu, to są przeciez
      jeszcze inne mozliwości kontaktów ojca z synem.
      I nie obawiaj się , ze ona będzie ci dzieci poniewierać, ona raczej obawia
      się, ze to ty w waszym domu bedziesz jej dziecko poniewierać.
      Ona ani nie jest złośliwa, ani wam zycia nie utrudnia.
      To raczej ty chcesz zawłaszczyc sobie i jej męza i jej syna.
      Nie bedzie sielanki o jakiej marzysz: kochnka z dziecimi , tatus i jego syn.
    • brzoza75 Re: syn a kochanka....? 04.04.06, 14:06
      a przepraszam, że zapytam Ty, ON , Twoje dzieci a jego syn czy on chce z wami
      spędzać czas? może powoli powinniście się poznawać, to dla niego na pewno
      trudna sytuacja, zawsze można iść do zoo, na plac zabaw, centrum zabaw na 2h, a
      nie siedzieć w domu, nie wiem czy to taka frajda...zastanów się nic na siłę.
      • libra22 Re: syn a kochanka....? 04.04.06, 14:33
        Znam jedną sytuację, gdy nastoletni syn wolałby spędzać z ojcem mniej czasu,
        ale mieć go tylko dla siebie, niż bywać na noc w domu, w którym jego ojciec
        mieszka z nową kobietą i jej dzieckiem, bo nie czuje się tam dobrze, a do tego
        tata ogląda mecz w tv zamiast pogadać z synem.
        Może więc na początek - mniej czasu, ale intensywnie i tylko we dwóch. Potem
        pewnie samo się ułoży.
        • kvinna1 Re: syn a kochanka....? 04.04.06, 15:23
          Mój mąż tez spotyka się z kobietą która ma wlasne dzieci (my mamy dwoje). Po
          pierwsze dla moich dzieci Ona i jej potomstwo dosłownie odebrało ojca. Nie
          wchodząc w szczegóły to w koncu tatus ich teraz przebwa z inna kobieta i innymi
          dziecmi - moje bardzo niechetnie myslą o poznaniu "konkurencji". Dodam ze nie
          dysutuje z dzieci ani w ich towarzystwie o tej kobiecie. Po drugie uznałam, ze
          nie powinno byc tak, ze dzieciom naszym bede sprzedawac schemat taki, ze tatus
          ich choc złożył dwukrotnie mi sluby małżenskie teraz, jeszcze przed rozwodem
          moze sobie zyc jak chce, z kim chce i caly swiat łącznie ze mna to bedziea
          kaceptował. Ustalilismy z meżem ze dokąd nie dostaniemy rozwodu ni bedzie
          spedzania czasu nazych dzieci z jego kochanką i jej potomstwem. Rozwód juz
          wkrotce. A pozniej, to chyba bedzie zalezalo od dzieci - chciałabym zeby moj
          jescze mąz dal im wybór i nie zmuszaldo niczego.
          Sadze, ze ex zony, nie robią raczej nic z zemsty czy innych niskich pobudek.
          Ktos wyzej naoisał mądrze, ze teraz codzienny trud wychowania spada na matki i
          pozniej to one musza doprowadzac dzieci do jako takiej stabiloizacji
          emocjonalnej. Skoro sama masz dzieci powinnas to rozumiec. Zycze zeby sie Wam
          ułożyło, ale dobro dzieci jest teraz najwazniejsze.
          • brzoza75 Re: syn a kochanka....? 04.04.06, 15:29
            kvinna brawo nic dodac nic ująć, ja własnie to będę robić doprowadzać dziecko
            do równowagi emocjonalnej
    • ani_ta Re: syn a kochanka....? 04.04.06, 15:50
      to ojciec ma się spotykać z synem, a nie ty i twoje dzieci.
    • anja_pl Re: syn a kochanka....? 04.04.06, 17:21
      żartujesz? zabrałaś dziecku ojca, a teraz chcesz sobie z nim mieć"dobry
      kontakt"?
      sumienie chcesz uspokoić?
      dlaczego ma mmieć z tobą "dobry kontakt" ? przeciez skrzywdziłaś go najbardziej
      na świecie, to jego matka go wychowuje, gdy twój kochaś podążył za ..., ech bo
      mi się od tri dostanie ;-p

      ja nie życze sobie, żeby kocxhanka mojego męża i jej dzieci miały jakikolwiek
      kontakt z moimi dziećmi, dlaczego maja poznawać osobę, która zabrała im tatę z
      domu, nazywaj to jak chcesz, ale nie zgodze się na wspólne wyjazdy moich dzieci
      oraz męża i jego kochanki z przychówkiem, moje dzieci by im tylko
      przeszkadzały, a nie pozwolę na to, by ta kobieta jeszcze bardziej je
      skrzywdziła, cały czas z tatą powinien być przeznaczony dla jego dzieci,
      weekend to nie jest wystarczająco dużo by narawic krzywdę, jaka z twojego
      powodu doznały,

      jak sobie poradziłam: nie zezwalam na spotkania tata + dzieci + jeszcze ktoś, a
      mój mąż to szanuje,

      gdybyś ty była kochanką mojego męża, to powiedziałabym zapomnij o moich
      dzieciach, w nich przyjaciół, ani nawet zrozumienia nie znajdziesz...


    • swieta_1 Re: syn a kochanka....? 04.04.06, 19:43
      o rany dziewczyno! uciekaj ile masz sił, zjedzą Cię żywcem; jest forum -kochanki kontra żony- tam się przenieś.Bo tu nawet nie zapytają, ajuz zlinczują! Napisz na priv gazetowy to pogadamy. Pozdrawiam
      • libra22 Re: syn a kochanka....? 04.04.06, 20:07
        Linczu nie było. Było co najwyżej spojrzenie drugiej strony. Tej na ogół
        bardziej skrzywdzonej w takiej sytuacji, bo pozostawionej z dziećmi, porzuconej
        dla innej.
        I rozsądne radysmile
      • brzoza75 Re: syn a kochanka....? 05.04.06, 08:23
        Dziewczynko świąteczna 1 postaw się w roli mamy i dziecka twojego faceta choć
        na chwilę.Jak kiedyś nożka Ci się podwinie w związku i zostaniesz z dzieckiem
        sama czego nie życzę to porozmawiamy o Twoich aspiracjach psychologicznych.
        • swieta_1 Re: syn a kochanka....? 05.04.06, 10:04
          wiesz co, miła koleżanko, byłam w takiej sytuacji, pierwszy raz jako ta
          zdradzona z jakąś gówniarą, która życzyła sobie żeby mój mąż, przy jej mamusi
          obrączkę zdejmował, a 2 lata później zostałam(miesiąc przed komunią syna) WDOWĄ
          ! Więc nawet nie silę sie na żadne psychoanalizy w stosunku ani do siebie ani
          nikogo innego! Za dużo razy w tyłek kopa od życia dostałam. A prosiłam o kontakt
          na maila ponieważ jestem z moim mężczyzną, który jest po rozwodzie i ma problem
          z odwiedzinami u Córki, a rozwiódł się przed poznaniem mnie- żebyś nie miała
          wątpliwości i nie miałam w tym żadnego udziału. Pozdrawiam - bez aspiracji
          psychologicznych droga BRZOZO !
          • bet66 swieta 05.04.06, 10:08
            witaj nataszo, co nick zmieniłaś?
            • swieta_1 Re: swieta 05.04.06, 12:18
              o raju, jak bym gniazdo szerszeni ruszyła, więcej radości i uśmiechu- to w
              życiu pomaga drogie Panie. Ja Wam nic nie zrobiłam, żeby tak huzia na józia!
              Odpisałam tylko Brzozie,że wcale nie było mi lekko, miło i przyjemnie i nie
              takie leciutkie miałam życie. Przykro mi Bet, nie znam żadnej Nataszy, na tym
              wątku jestem od około miesiąca, sama szukałam tu rady, "swoją" historię też
              znalazłam- jak wszystkie - bardzo podobna. Postaram się więcej nie poruszać tak
              czułych strun. Pozdrawiam wszystkie uśmiechniete Panie.
            • natasza39 Re: swieta 05.04.06, 23:43
              bet66 napisała:

              > witaj nataszo, co nick zmieniłaś?


              hehehe, czyzby obsesyjka jakaś?

              Pozdrawiam święta!
              Zostałaś mną, ale się nie przejmuj! Nie Ty pierwsza, nie ostatniasmile
              Że tez ja takie "kfiaty" muszę znaleśc.
              Pozdrawiam wszystkich i sorry, ale nie mogłam się powstrzymaćsmile))
              • bet66 Re: swieta 06.04.06, 09:24
                no i co nataszo_wdowo mam rację, jak szybko odnalazłaś ten post, uderz w
                stół ...hahaha
                • natasza39 Re: swieta 06.04.06, 13:50
                  bet66 napisała:

                  > no i co nataszo_wdowo mam rację, jak szybko odnalazłaś ten post, uderz w
                  > stół ...hahaha


                  Miło mi, że myslisz ze jestem jedyna wdową na tym świecie, ale naprawdę lecz
                  to, bo może sie źle skończyć.
                  • swieta_1 Re: swieta 06.04.06, 18:18
                    wiesz bet- strasznie uparta jesteś, chyba bardziej pod Ciebie bym się podszywala( kretyństwo!), i spowodu skrótun imienia jak i roku urodzenia, nie mam nic wspólnego z Nataszą. A swoją drogą Natasza - pozdrawiam- coś Ty dziewczyno zrobiła że Cię po forum ścigają i wszędzie Cię widzą.
                    • natasza39 Re: swieta 06.04.06, 20:25
                      swieta_1 napisała:

                      > wiesz bet- strasznie uparta jesteś, chyba bardziej pod Ciebie bym się
                      podszywal
                      > a( kretyństwo!), i spowodu skrótun imienia jak i roku urodzenia, nie mam nic
                      ws
                      > pólnego z Nataszą. A swoją drogą Natasza - pozdrawiam- coś Ty dziewczyno
                      zrobił
                      > a że Cię po forum ścigają i wszędzie Cię widzą.

                      Tez pozdrawiamsmile
                      To długa historia, dlaczego tak własnie jest, ale nie na to forum.
                      Nie chcę zasmiecać prywatą tego watku i nigdy tego bym nie zrobiła, ale
                      poczułam się wywołana do tablicy.
                      Jeszce raz pozdrawiam to nader sympatyczne i zacne gronosmile)
          • brzoza75 Re: syn a kochanka....? 05.04.06, 11:04
            a życzyłaś sobie aby zabierał waszego syna do niej i tak bez problemowo syn to
            znosił? nie był smutny markotny?wracał szczęśliwy?
          • anja_pl Re: syn a kochanka....? 05.04.06, 11:31
            wiesz co wcale ty swieta nr 1 nie jesteś i nie wiesz o co chodzi:

            czy ta "gówniara" chciała się spotykac z twoimi dziecmi?
            czy proponowała wspólne wyjazdy: ona, jej kochas, jej dzieci, i twoje?

            nie zostawił cie samej z dzieckiem dla innej, nie "zapominał" placic alimentów,
            nie mokże spotykaqc się z synem, ale nie z powody innej kobiety i jej
            dzieciaków

            nic nie wiesz na ten temat

            to, że życie w tyłek cie pokopało nie przeczę, ale nie to jest tematem tego
            wątku,

            miłego dnia
            • brzoza75 Re: syn a kochanka....? 05.04.06, 12:43
              anju chyba się tego nie dowiemysmile co swieta nr 1 miała za doświadczenia w tym
              zakresie...
              • swieta_1 Re: syn a kochanka....? 05.04.06, 13:09
                Wiesz co Brzoza, nienawidzę tamtych wspomnień i rzadko do tego wracam> Ale jak
                tak Ci zależy to powiem- mam nadzieję że Ciebie ani żadnej z Was to nie spotkał
                i nie spotka. Mój " szanowny" małżonek nie żyje, ale gdyby żył to nie wiem czy
                to ja bym żyła! dostałam i to nie raz, a mój SYN to widział! I patrzył na to! I
                TO NIE RAZ !!! I tak! Teraz jest mi dobrze! I spokojnie! I wsółczuje że musicie
                przeżywać to co przeżywacie, ale zanim zaczniecie kogokolwiek oceniać to
                zastanówcie się czy macie do tego prawo, czy ten ktoś nie dostał po łbie gorzej
                od Was! Przemoc psychiczna i fizyczna jest gorsza niż najgorsza zdrada,a ja
                miałam wszystko! TAK! I wcale nie jest mi z tym dobrze! Pomimo upływu ( za
                12dni)6 lat ciągle pamietam! Zastanów się co wolisz - tłuczenie ( bo to już nie
                bicie!) czy "tylko" odejście! Pozdrawiam z wielkim uśmiechem smile
                • sinsi Re: syn a kochanka....? 05.04.06, 13:19
                  tak czytam i nie lapie, o co ci chodzi? przykro mi ze cie tyle zla spotkalo, ale
                  co daje to rownanie do dolu? jesli kogos glodzono zamknietego w ciemnej komorce
                  to automatycznie czulby sie duzo lepiej gdyby mogl siedziec w kuchni i czasem
                  ktos rzucilby mu kosc do ogryzienia. ale ani jedno ani drugie nie jest tym czego
                  wymagac nalezy od normalnych opartych na odrobinie szacunku do drugiej osoby
                  relacji miedzyludzkich.
                  co to za hasla- ciesz sie ze cie tylko zdradzał, mogl ci jeszcze dawac w morde-
                  to fałsz!- nie mogl, i nie mial prawa. i swiadomosc tego jest punktem budowania
                  normalnego zycia.
                  pozdrawiam.
                • brzoza75 Re: syn a kochanka....? 05.04.06, 13:29
                  swieta sama doswiadczałam przemocy i wiem o czym mówisz ale odbiegłaś daleko od
                  tematu, my tutaj o dzieciach prawimy a nie o przemocy domowej, wiem co to za
                  trauma i uwierz mi wiem co czułaś ale to za nami, pozostały dzieci i to o nich
                  mowa w tym wątku, nie denerwuj się aż tak bardzo, nikt tu nikogo nie ocenia,
                  pierwsza odebrałaś nasze odpowiedzi jak lincz, coś tutaj nie zagrało dobrze ,
                  nie uważasz?
                  • swieta_1 Re: syn a kochanka....? 05.04.06, 13:42
                    przepraszam Brzoza, faktycznie poniosło mnie- to ciągle boli, ale ja też
                    zaczęłam tylko o dzieciach. Życzę Wam poukładania sobie życia tak na miło.
                    Miłości, radości otrzymanej i danej, uśmiechu dla siebie i Waszych dzieciaków -
                    to one potrzebują tej radości a nie tylko łez i złości.Tyle widzę po moim Synu i
                    Córce mojego obecnego męża.
                    • brzoza75 Re: syn a kochanka....? 05.04.06, 13:54
                      wiem że boli i boleć będzie ale Ty oprawcę masz już daleko daleko, ja żyję w
                      przeświadczeniu jego bliskości, nie ważne, to nie temat na ten czas, święta
                      dzięki za życzenia, mam dużo uśmiechu w sobie i radości z uwolnienia że nawet
                      sobie nie wyobrażaszsmile
      • mindsailor Re: syn a kochanka....? 05.04.06, 09:01
        przecież nikt tu jej nie linczuje!!!!
        tu jest większośc skrzywdzonych zon, które maja prawo postrzegac sprawy z
        drugiej strony i im sie nie dziw. każdy ma prawo do swoich odczuć, na podstawie
        swoich doświadczeń.
      • naemi Re: syn a kochanka....? 05.04.06, 09:51
        swieta_1 napisała:
        > o rany dziewczyno! uciekaj ile masz sił, zjedzą Cię żywcem; jest forum -
        kochank i kontra żony- tam się przenieś.Bo tu nawet nie zapytają, ajuz
        zlinczują!


        Ona tam już pisze.
      • crazysoma Re: syn a kochanka....? 05.04.06, 11:55
        jasne uciekaj uciekaj tam same anioly, ktore wyrwaly z rak potwornych zon
        biednych nieszczesliwych mezow tu wiedzmy ktorym w nocy rosny kly, pokrywaja
        sie szczecina i po kawalku rozszarpuja. taaa
        a tak bardziej serio nie napisalas czy maz zostawil Zone bo poznal Ciebie, czy
        zostawil Ja przed zwiazaniem sie z Toba (najpierw odszedl by byc, choc przez
        chwile w samotnosci, potem poznał Ciebie) - to sa dwie zasadnicze sprawy (i
        kazdy o tym wie) bo pomysl jakbys sie czula gdybys np.:
        - miala 1 dziecko z drugim byla w ciazy maz od polowy ciazy sypialby z Toba u
        Ciebie bywal do 6 rano do domu wracal uprac gacie... Ty wyladowalabys w
        szpitalu 1 noga (z nienarodzonym jeszcze dzieckiem) na tym lepszym swiecie maz
        wyprowadzil sie do Ciebie, kiedy bylas w szpitalu, Ty opowiadasz wszystkim
        naokolo, ze mieszkacie razem, od od razu probujesz zaprzyjaznic sie (za
        przyzwoleniem oczywiscie i wrecz za namowa juz prawie Twojego ale jeszcze Zony
        meza)ze starszym dzieckiem traktujac Zone jak zuzyte cos odstawione na
        bocznice, ktore to cos sie zdematerializowalo, przestalo nagle istniec,
        niebywale intensywnie interesujesz sie sprawami starszego dziecka (mlodsze
        nie "istnieje" tak jak Zona), nie majac o nich pojecia zielonego bo to nie Ty
        je wychowywalas przez x lat, zagarniasz i zajmujesz po kawalku miejsce Zony w
        kazdej dziedzinie itp itd.
        Zakladajac taki scenariusz (ZAKLADAJAC, bo nie znam Cie),w duuuuzym skrocie i
        uproszczeniu, dziwisz sie ze Zona nie zyczy sobie kontaktow z Toba?
        pozdrawiam
    • nie_oceniam Re: syn a kochanka....? 04.04.06, 20:45
      uciekaj stąd kobieto, bo Cię żywcem zeżarli, jak to wzykle w polsece ludowej bywa.

      "byłe żony nie są złośliwe"... Tak jak reszta ludzkości bywają złośliwe, albo
      nie. nie wydaje mi się, żeby brak złośliwości był przypisany jako stała cecha do
      exżon.
      "czekanie na rozwód, żeby dzieci mogły spotykać się z ojcem i jego kobietą"...
      jakie znaczenie ma papier?
      "ta druga" jest winna całemu złu wyrządzonemu dzieciakom, które tatuś dla niej
      opuścił... czego on u tej kochanki szukał, skoro w domu miał takie szczęście?
      • anja_pl Re: syn a kochanka....? 04.04.06, 21:53
        nie_oceniam napisała:

        > uciekaj stąd kobieto, bo Cię żywcem zeżarli, jak to wzykle w polsece ludowej
        by
        > wa.
        >

        jakby tu ci powiedzieć, może masz jakies kłopoty z pamięcią? albo w głowę się
        uderzyłaś?
        bo Polska Ludowa już od dobrych kilku lat nie istnieje....
        przypomniał mi się skecz z "Dudka"...

        może poczytaj jakąs gazetę, albo wiadomości jakieś posłuchaj, wiem,
        że "Dziennika Telewizyjnego" juz nie ma, ale o 19:30 na 1 nadal jest jakiś
        program informacyjny,

        a jak juz sie odnajdziesz w czasie, to wtedy rzeczywiście nie_oceniaj
      • kvinna1 Re: syn a kochanka....? 05.04.06, 09:57
        > "czekanie na rozwód, żeby dzieci mogły spotykać się z ojcem i jego kobietą"...
        > jakie znaczenie ma papier?

        ano takie ma znaczenie, ze nie che zeby syn mial poczucie, ze słowo, przysiega,
        obietnice nie maja znaczenia. Dla mnie osobiście papier o rozwodzie nie zmieni
        sytuacji, ale chce zeby moje dzieci wierzyły w potege słowa, zeby miało ono dla
        nich wartosc, żeby byly odpoweidzialne za swoje slowa i czyny i dlatego uwazam,
        ze sprzedawanie schematu : mam żone (na papierze), ale zyje z inna kobieta i
        mam akceptacje takiego postepowania, ba na dodatek dla zaspokojenia wlasnych
        potrzeb, sprezentuje teraz dzieciom nową ciocie i jej dzieci, /które sie
        napewno polubia - bo przeciez to nic, że z ich powodu rozpadla sie
        rodzina.../to moim zdaniem jest calkowitym zaprzeczenie proby wytworzenia u
        dzieci kregosłupa moralnego. No coz dla mnie moralnosc jest istotna i nie lubie
        jak sie rzuca slowa na wiatr. Jesli dla Ciebie jest w porzadku takie
        postepowanie, taka podwójna moralność, to nie mamy o czym mowic.
    • naemi Re: syn a kochanka....? 05.04.06, 09:53
      A kto pluje na ex żonę w swoim poście, oczywiście autorka wątku.
      • farrukh2 Re: syn a kochanka....? 19.04.06, 09:22
        Chyba przesadzilas. Czym , jakimi slowami ja pluje na ex?
    • tyk30 Re: syn a kochanka....? 05.04.06, 14:15
      Jestem tutaj nowa i świeżo po odejściu męża do innej. Starszy syn bardzo
      cierpi, płacze po nocach i nie chce słyszeć o tym aby ojciec go zabrał do siebie
      (padła taka propozycja). Na dzień dzisiejszy nie wyraziłabym na to zgody, bo
      odbiło by się to bardzo na moim synu. Nie jest łatwo pocieszać dziecko i mówić
      mu, że kiedyś słońce się jeszcze uśmiechnie do nas. Uważam, że te drugie
      powinny być trochę bardziej wyrozumiałe, a nie dążyć do tego aby zaspokoić
      potrzeby swojego ukochanego nie patrząc na skutki.
    • julka1800 Re: syn a kochanka....? 05.04.06, 14:57
      po pierwsze:
      Twój kochany jest jeszcze w czasie rozwodu, a to z pewnościa czas pewnej dość
      nerwowy dla obu stron, dla niej dla niego , no i tez dla Ciebie, więc na razie
      darowałabym sobie jakiekolwiek ruchy.
      po drugie:
      skad wiesz ze syn chce kontaktów z ojcem w Waszej obecności tzn Twojej i dzieci
      w Twoim/Waszym mieszkaniu? Moze wolałby widziec Tatę u siebie w domu? /pomijam
      tu pytanie czy jest na tyle duzy by sam decydowac o tym czy powinna decydowac
      jego matka, bo rozumiem ze jest/
      po trzecie:
      napisałaś
      "Zaznaczam, ze chce miec dobry kontakt z Jego synem, i stworzyc sytuacje, w
      ktorej bedziemy mogli wspolnie wyjezdzac, spedzac czas. Nie zawsze, ale
      WOGOLE, zeby bylo to mozliwe."
      skąd tez pomysł byscie wspólnie spedzali czas, wyjeżdzali razem itd. To z
      pewnością Twoje myslenie zyczeniowe, bo moim zdaniem nalezy zadbac o same
      kontakty ocja z synem, ulozenie ich relacji i tu widze role dla Ciebie,
      niekoniecznie uczestnicząc w ich wspolnych wakacjach

    • farrukh2 Re: syn a kochanka....? 19.04.06, 09:17
      PRzepraszam, za rzadko tutaj wchodze, ale mam dosc "materialu", do ktorego chce
      sie teraz ustosunkowac.
      Faktycznie , moglam wejsc w inne pokoje, ale mysle, ze to i tak nic nie
      zmienia, jesli chodzi o krytyke ex zon. Nie zapominajcie, ze ja tez
      jestem "ex", i moja najstarsza corka mieszka teraz z ojcem, ktory jest z pania,
      ktora dba o moje dziecko, chociaz pelnoletnie, ale jeszcze uczace sie. Sa
      daleko, za oceanem, wiec taka sytuacja musiala nastapic.
      NIe bede nikomu mowic ,czy jest zlosliwy, czy msciwy. Wasze wypowiedzi sa
      szczere, a nigdy w zyciu nie myslalam, ze wszyscy musza miec takie poglady jak
      ja.
      Chcialam sie dowiedziec, jak jest mozliwe pogodzenie interesu mojego
      partnera, jego syna, moich dzieci, mojego. Dlatego, ze taka sytuacja jaka jest
      dzisiaj, bedzie juz stale. Nie mam zamiaru Jego syna zmuszac do przyjazni ze
      mna, z moimi dziecmi. Szukam mozliwosci normalnego kontaktu, w sytuacji, gdy
      bedzie to jedyna mozliwosc. On spedza z synem bardzo duzo czasu, jezdza gdzies,
      chodza, bywaja u rodziny. Ale syn chce zobaczyc ,jak jego tato teraz mieszka.
      A wlasnie tu zaczynaja sie schody. Nie napisalam wczesniej o postepowaniu ex
      zony. Te , ktore chca to uwierza mi,pozostalych nie przekonam zadnym
      argumentem .Otoz ex przy synu do ojca mowi np.: "Tatus ma nowa rodzine, ciebie
      juz nie kocha, on kocha tamte dzieci", albo, " Ty teraz tez bedziesz mial
      nowego tatusia", albo, "Tatus dyma tamta juz dwa lata". Do tego stale utrudnia
      im spotkania, znika z dzieckiem mimo umowionego spotkania, zamyka drzwi przed
      nosem. Jest tego naprwade duzo wiecej.
      Staram sie zrozumiec jej postepowanie. Bylam przeciez po "tamtej stronie
      barykady". Pamietam swoje uczucia, bol, zlosc. Nie, ja nie odgrywam sie, nie
      mszcze za nic i na nikim.Tak wyszlo. NIe planowalam rozwalic tego malzenstwa.
      On odszedl, bo bylo mu "latwiej" gdy ja sie zjawilam w jego zyciu. Mial to
      zrobic juz dawniej, ale dziwicie ,ze sie nie odwazyl? Ilu z obecnych malzonkow
      (mowie o obu plciach) wegetuje w swoich zwiazkach, bo nie wierzy ze sie uda
      rozpoczac nowe zycie, bo ma wyrzuty sumienia, obawy? Ja wiem, przysiega
      malzenska, itd. Ale Boze Kochany, czyz nie ma na swiecie rozwodow? Czyz nie
      zdazaja sie pomylki? Przeciez jest tyle przykladow, takze na to, ze po
      rozwodzie ludzie szanuja sie i potrafia w imie dobra swoich dzieci, kontynuowac
      wspolnie ich wychowywanie, chociaz nie bedac razem , nie jako malzenstwo.
      • to.ja.kas Re: syn a kochanka....? 19.04.06, 10:04
        Nie zapominajcie, ze ja tez
        > jestem "ex", i moja najstarsza corka mieszka teraz z ojcem, ktory jest z
        >pania,ktora dba o moje dziecko, chociaz pelnoletnie, ale jeszcze uczace sie.
        Sa
        > daleko, za oceanem, wiec taka sytuacja musiala nastapic.

        No i proszę i można. I nie trzeba się zastanawiać przez lata "jaki wpływ na
        dziecko bedzie miał rozpad rodziny, w ktorej nie ma miłości"?? Nie większy i
        nie gorszy niż tkwienie w chorym związku. A może pokazać, że dorosli,
        kulturalni ludzie potrafia się rozstać z klasa i , że rodzice potrafia nawet w
        takiej sytuacji zapewnic dziecku opiekę.


        > NIe bede nikomu mowic ,czy jest zlosliwy, czy msciwy. Wasze wypowiedzi sa
        > szczere, a nigdy w zyciu nie myslalam, ze wszyscy musza miec takie poglady
        jak
        > ja.
        > Chcialam sie dowiedziec, jak jest mozliwe pogodzenie interesu mojego
        > partnera, jego syna, moich dzieci, mojego. Dlatego, ze taka sytuacja jaka
        jest dzisiaj, bedzie juz stale.

        To pieknie. Ale i tak Ci nie zostanie zaliczone w poczet dobrych uczynków, że
        chcesz by sytuacja była " w miarę normalna" i jak najmniej sterujaca i bolesna
        dla wszystkich. Jakbys napisała, że masz gdzieś to co czuje i jaki układ z
        Twoim facetem ma jego dziecko, tez byłoby źle. Ogólnie martwienie się o dzieci
        maja prawo tylko matki. Nie ważne, że awanturami, zakazami, wyzwiskami wyrządzą
        dziecku więcej szkody. One maja do tego prawo.

        >"Tatus ma nowa rodzine, ciebie juz nie kocha, on kocha tamte dzieci", albo, "
        >Ty teraz tez bedziesz mial nowego tatusia", albo, "Tatus dyma tamta juz dwa
        >lata". Do tego stale utrudnia im spotkania, znika z dzieckiem mimo umowionego
        >spotkania, zamyka drzwi przed nosem. Jest tego naprwade duzo wiecej.

        I wtedy dzieci sa najszczęśliwsze, mają poczucie bycia kochanym i poczucie
        bezpieczeństwa i dobre wzory.


        >Ilu z obecnych malzonkow
        > (mowie o obu plciach) wegetuje w swoich zwiazkach, bo nie wierzy ze sie uda
        > rozpoczac nowe zycie, bo ma wyrzuty sumienia, obawy?

        Niestety, na każdym forum setki tego .

        >Ja wiem, przysiega
        > malzenska, itd. Ale Boze Kochany, czyz nie ma na swiecie rozwodow? Czyz nie
        > zdazaja sie pomylki? Przeciez jest tyle przykladow, takze na to, ze po
        > rozwodzie ludzie szanuja sie i potrafia w imie dobra swoich dzieci,
        >kontynuowac wspolnie ich wychowywanie, chociaz nie bedac razem , nie jako
        malzenstwo.

        A juz do tego to trzeba :
        szacunku dla siebie
        szacunku do innych
        szacunku do dzieci
        miłości do dzieci
        zdrowego rozsądku
        kultury
        wyzbycia sie chorego egoizmu co to " jak nie kochasz mnie to i dzieci stracisz"
        i wielu innych cech które okazują się nie zawsze przychodzą z wiekiem.
        • brzoza75 Re: syn a kochanka....? 19.04.06, 10:38
          ja bym dodała
          chorego egoizmu " jak już mnie nie kochasz i zdecydowałaś się na rozwód to ja
          zajmę się dziećmi mojej obecnej a swoimi nie będę się zajmował, a masz! na
          złość Tobie! bo sama tego chciałaś !"wink
          • to.ja.kas Re: syn a kochanka....? 19.04.06, 10:48
            Masz racje Brzoza. Tak też bywa i jest to tak samo chore i głupie. Patentu na
            głupotę czy też jej brak nie mają ani mężowie, ani kochanki, ani kochankowie
            ani żony. To właściwość po równo roździelona we wszystkich tych grupach.
            • 13monique_n do to.ja.kas 19.04.06, 11:15
              Podpisuje sie pod kazdym slowem Twego komentarza do opowiesci Farukh. Wcale jej
              sie nie dziwie, ze chce i sie stara ulozyc mozliwie najlepiej swoje stosunki z
              synem swego partnera.
              Co do zachowania Ex (matki dziecka), to pozostawie bez komentarza, bo choc bylam
              zdradzana/zdradzona zona, nawet wtedy nie "gralam dziecmi". Rozwod teraz odbywa
              sie za porozumieniem i nie z powodu jakiejkolwiek osoby trzeciej i nadal dzieci
              sa mozliwie najbardziej, jak na taka sytuacje, chronione przed naszymi
              negatywnymi emocjami.
              Nie jestem w stanie zrozumiec, w czym matka uwaza sie za lepsza i wazniejsza od
              swego dziecka, zeby jemu zatruwac umysl i serce. Dorosla osoba (dojrzala?)
              wczesniej, czy pozniej musi/powinna sobie z takimi emocjami poradzic, a dziecko
              na etapie dorastania....brak mi slow. Uwazam to za egoistyczny, bezmyslny sadyzm.
              Pozdrawiam kas i zycze milego dnia. Monique
              • to.ja.kas Re: do to.ja.kas 19.04.06, 11:26
                Też pozdrawiam Monique.

                Krew mnie zalewa na to męczeństwo dorosłych i poprawianie sobie nastroju
                kosztem dzieci. Co mają mieć lepiej niż my ???
                A potem partner zły bo nie sprostał wyzwaniu. A jak próbuje to zły bo chce
                normalnych kontaktów.
                Co niektórzy lubią czuć, że to oni rozdają karty. Szkoda tylko, ze kosztem
                własnych dzieci.
                • anja_pl Re: do to.ja.kas 19.04.06, 12:27
                  to.ja.kas napisała:


                  > A potem partner zły bo nie sprostał wyzwaniu. A jak próbuje to zły bo chce
                  > normalnych kontaktów.

                  nie bardzo rozumiem: jakie to są normalne kontakty, kiedy jednego z rodziców
                  nie ma w domu na codzień?
                  potrafisz mi to wyjasnić?
                  • to.ja.kas Re: do to.ja.kas 19.04.06, 12:33
                    Jakie?
                    Takie by interesowac sie i pomagać dziecku we wszystkim, by spedzac z nim czas,
                    by odrabiac lekcje, by isc do kina, na mecz i na lody.
                    By wiedzieć, że dziecko przezywa pierwszą miłość i boli je gardło.
                    By odebrać z wieczornej imprezy i by wpaść czasem na kawę i porozmawiać z
                    drugim rodzicem o problemach i usłyszeć o sukcesach dziecka. By mogło wpadać do
                    ojca/matki dziecka kiedy tylko dziecko czuje taką potrzebę i by druga strona
                    nie wzbudzała w dziecku poczucia winy "za ta zdradę".

                    Czyli to co zazwyczaj sie robi gdy sie wspolnie mieszka. Niestety czesto sie
                    nawet wtedy tego nie robi, bo czasu brak, bo nerwy z partnerem, bo kłotnie i
                    zmęczenie.

                    Anja współczuję dzieciom rodziców które odgrywaja się na partnerze za
                    pośrednictwem dzieci. I tyle.
                    • anja_pl Re: do to.ja.kas 19.04.06, 12:41
                      to co napisałaś to jest nierealne,
                      albo nowa rodzina nie zezwala na takie kontakty, bo to jest jej kosztem,
                      albo nie chce się, bo jak nie było czasu, gdy rodzice mieszkali razem, to teraz
                      jak ma być na to czas, gdy mieszkają osobno,
                      albo jest brak zwykłego zaufania do brakującego rodzica i o pierwszej miłości
                      wątpie czy on usłyszy,
                      a na kawę z osobą, która nas mocno zraniła, to ma ochotę tylko masochista,
                      i to nie ma nic wspólnego z odgrywaniem się na byłej czy byłym
                      to czas i odległość zabija uczucia w dzieciach do brakującego rodzica,
                      znam kilku dorosłych już ludzi, którzy po dojściu do pełnoletności postanowili
                      zmienić nazwisko, aby odciąć się od ojca, aby zatrzeć jakikolwiek po nim ślad ,
                      i nie było to spowodowane postawą matki, ona nie zmieniła nazwiska, ani nie
                      nastawiała ich przeciwko ojcu, ojciec sam sobie nagrabił
                      • to.ja.kas Re: do to.ja.kas 19.04.06, 12:54
                        Anja a znam kilku dorosłych, którzy wychowywali sie w niepełnych rodzinach i
                        bardzo miło wspominają kontakty zarówno z ojcem jak i z matką.
                        Ja ze swoim byłym Narzeczonym z którym byłam kilka lat, z którym mieszkałam,
                        który "był drugim opiekunem" i wielkim przyjacielem dla mojej córki rozstałam
                        sie bez szarpaniny. W lany poniedziałek był z nami w Kazimierzu. Moja córka
                        dalej go uwielbia. Tak więc można. Moja siostra dzis jechała w delegację. Nie
                        miał kto jej zawieżć bagaż do pracy, zrobił to jej były mąż (mnie po drodze też
                        do pracy podrzucił smile ). Można.
                        Jak się chce.

                        Anja Ty skupiasz się na tym jak jest źle, okropnie i jakie świństwo Ci zrobił .
                        I masz rację, z takim nastawieniem trudno o dobre stosunki.
                        Ja kiedy zakończyłam swój kilkuletni zwiazek starałm się pozostać w dobrych
                        stosunkach, z szacunkiem i w przyjaźni. Bo była przyjaźń. A to uczucie czasem
                        silniejsze niż miłość, a napewno trwa dłużej niż niejednokrotna miłość.
                        I osobom z takim nastawieniem się udaje.
                        I takie osoby istnieją. I takie związki też. O takim swoim byłym związku pisała
                        autorka wątku. Jej córka jest u ojca i jego nowej rodziny. Można.
                        To, że w Twojej głowie się to nie mieści by z eks zyć w poprawnych
                        stosunkach,nie znaczy jeszcze, że to utopia.
                        • swieta_1 Re: do to.ja.kas 19.04.06, 14:35
                          Podoba mi się Twoja wypowiedź - podzielam w 100%, tak samo zresztą jak autorki
                          wątku. Dziewczyny! jesteście wielkie! ja myślałam o sobie że jakaś nie z tej
                          planety jestem, albo wymagania jakieś takie nierealne, a tu proszę okazuje się
                          że ze mną wszystko ok jest! Dzięki. Pozdrawiam
                          • 13monique_n Re: do to.ja.kas 19.04.06, 15:25
                            Moze nie jestem na etapie wspolnej kawy, ale potrafimy porozmawiac. Z pewnych
                            wzgledow zawsze jednak poza "naszymi" terytoriami z Exem. Padlo nam malzenstwo,
                            to prawda, ale nie moze pasc kosztem dzieci. Oni teraz sa spokojniejsi niz,
                            kiedy trwal ostatni etap rozsypki. My dopiero wypracowujemy pewne mechanizmy,
                            byc moze Ex ma juz kogos, pewna nasza wspolna znajoma z przeszlosci. I...? I
                            dobrze. Dzieci ja znaja i zawsze lubily.
                            Nam nie wyszlo, ale moze z kims innym mu wyjdzie? Oby. Nie jestem pies ogrodnika
                            i nie bede dzieciom utrudniac wizyt i spotkan i pobytu w naszym dawnym domu
                            tylko z tego powodu. Duza dziewczynka jestem (chyawink ) - tak mi sie
                            przynajmniej wydaje. I nic nie musze sobie rekompensowac. Zycie jest piekne,
                            znowu piekne smile)). Pozdrawiam.
                            • to.ja.kas Re: do to.ja.kas 19.04.06, 15:26
                              Monique. Podziwiam. Oby więcej takich mądrych rodziców. Szacunek.
                            • farrukh2 Re: do to.ja.kas 25.04.06, 10:57
                              Dziekuje i pozdrawiam. Wierze, ze mimo wszystko boli, ale dla dzieci trzeba
                              starac sie wlasnie tak postepowac. Dla dzieci i dla nas samych . smile
                        • anja_pl Re: do to.ja.kas 19.04.06, 23:14
                          Ty odetchnęłaś kończąc swoje małżeństwo, dla mnie jest to tragedia,
                          mnie również mąz podwiezie, pomoże, kiedy, go poproszę, ale tak samo zrobi to
                          sąsiad, kolega z pracy, czy ktokolwiek inny,
                          moje dzieci straciły poczucie bezpieczeństwa, kiedy mąż nas porzucił, a nie w
                          trakcie wspólnego mieszkania, nigdy nie było u nas w domu krzyków czy awantur,

                          prayjaźń mozna budować tylko na zaufaniu, jesli go nie ma jest niemożliwa, a je
                          nie mam już zaufania do mojego męża i dlatego stwierdziłam, że nie mam o kogo
                          walczyć, ja juz nie chcę z nim ponownie mieszkać,
                          nie utrudniam kontaktów z dziećmi, to raczej on sobie "ogranicza", ale
                          oczywiście, jak nam nie pasuje, to :"nastawiam dzieci przeciwko niemu",
                          ostatnio to usłyszałam od teściowej sad, bo dzieci były na święta ze mną a nie
                          na "rodzinnym" obiedzie z teściami, na który zostałam ostatecznie zaproszona
                          trzy dni przed, a ja "pogardziłam" i ograniczam dzieciom kontakty z ojcem,
                          chyba będę musiałam telefony poblokować, by do taty nie dzwoniły ;-(

                          ja mam swoją rodzinę i mam miejsca, gdzie zawsze jestem mile widziana razem z
                          dzieciakami

                          a może mi powiesz jak jest dobrze? bo ja jakoś jakości nie widzę...
                          nie można wybaczyć czegoś, komuś, jeśli ktoś nie prosi o to...

                          a skupiam sie na dzieciach, na ich marzeniach, tęsknotach i pragnieniach,

                          twój Narzeczony nie skrzywdził Ciebie, ani twojego dziecka,
                          mam przyjaciół, z którymi moge wyjechać na wspólne wypady, pójśc na kawę itd,
                          ale to sa ludzie do których mam zaufanie,
                          natomiast nie mam zaufania do mojego męża i z nim przyjacielskich stosunków byc
                          nie może, wiem co piszę, mojego pierwszego chłopaka sprzed ponad 20 lat, do
                          dzisiejszego dnia omijam z daleka, również kryzys zaufania,

                          czas leczy rany, może
                          ale na pewno nie odbuduje za nas zniszczeń, które porobiliśmy w sercach innych,
                          tego sie nie da zapomnieć,
                          • to.ja.kas Re: do to.ja.kas 20.04.06, 08:03
                            Anja dyskusja tyczyła się zupełnie czegoś innego. Dyskusja toczyła sie na temat
                            tego czy i jak autorka wątku może "znormalizować" swoje układy z synem swojego
                            partnera.
                            Tak, ja sie przyjaźnie ze swoim ex, chociaż to ja odeszłam , wyprowadziłam się
                            i przez jakis czas byłam sama. Od jakiegoś czasu jest ktos inny. POtrafiliśmy
                            zachować przyjaźń, bo na tym opierał się nasz związek - cudowny, dający mi
                            poczucie bezpieczeństwa i podnoszący moją wartość we własnych oczach po traumie
                            mego małżeństwa. Nie przetrwało. Ja chyba nie umiem juz nikomu ufać na tyle
                            by "uzależnić się" od czyjegoś bycia w moim życiu.Ale też nie o tym chciałam
                            napisać.
                            Chciałam napisać, że nikogo nie przekonuję, do tego, że zawsze można się
                            przyjaźnić ze swoim byłym. Czasem jest to możliwe i jest to piekne, czasem nie.
                            Ale dzieci nie służą do walki i zemsty. Nie można z nich sobie
                            zrobić "argumentu" w przetargu. Nikt nie może - ani matka, ani ojciec, bez
                            względu na to, jakimi uczuciami darzy swego byłego partnera.

                            A jeśli uda Wam się moi Drodzy zachować przyjaźń do kogoś z kim spedziliście
                            ileś lat, z czego wiele cudownych, to naprawdę zobaczycie ile satysfakcji,
                            radości i ciepła może to dać.

                            Pozdrawiam porannie
                          • farrukh2 Re: do to.ja.kas 25.04.06, 11:02
                            To przykre. Ale moze dzieic nie maja poczucia bezpieczenstwa, bo Ty okazujesz
                            swoje niepokoje? To chyba musi byc na zasadzie robienia"dobrej miny do zlej
                            gry". Troszke musimy grac przed dziecmi, ze jestesmy silne i w stanie poradzic
                            sobie z tym wszystkim. One musza czuc przede wszystkim nasza sile. Ja wiem, gdy
                            wali sie swiat, moje slowa brzmia jak banaly. Ale jestem pewna, ze swojego
                            doswiadczenia, ze mozna... Tylko trzeba czasu i osoby, ktora pomoze, moja
                            przyjaciolka byla moja najlepsza opoka. Nie krytykowala, nie podjudzala,
                            poprostu sluchala, i czekala, az moje rany sie zabliznia, i stale przypominala,
                            ze zyje dla dzieci i one sa najwazniejsze, wiec trzeba jak najszybciej postawic
                            sie do pionu i dalej ,w to cholerne zycie, chocby pod wiatr
                        • farrukh2 Re: do to.ja.kas 25.04.06, 10:56
                          dziekuje smile
                      • farrukh2 Re: do to.ja.kas 25.04.06, 10:55
                        Ale ja naprawde znam przyklady{fakt ,ze nieliczne}, ze to jest mozliwe!!
                    • farrukh2 Re: do to.ja.kas 25.04.06, 10:54
                      Lepiej nie mozna tego okreslic, dziekuje
                  • farrukh2 Re: do to.ja.kas 25.04.06, 10:53
                    a ilu jest rodzicow, ktorzy musze byc poza domem wiecej czasu niz "w" ? Czy
                    kilka godzin spedzonych z dzieckiem pelnych dobrych przezyc, okazywania
                    milosci, zabawy, wspolnych zainteresowan, to nie liczy sie? To sa
                    przeciez"normalne kontakty". Bo spedzanie czasu w jednym pomieszczeniu, gdy
                    tato oglada telewizje a syn nie chce z nim rozmawiac, nie czuje zainteresowania
                    rodzicow, czuje sie niekochany, bez zaineteresowania ze strony rodzicow, a tak
                    czesto bywa w domach"normalnych par malzenskich", to ktora opcja lepsza?
              • farrukh2 Re: do to.ja.kas 25.04.06, 10:49
                Niestety masz racje, nie mam mozliwosci opisac dokladnie i obiektywnie jej
                postepowania wobec dziecka, ale masz racje...
          • farrukh2 Re: syn a kochanka....? 25.04.06, 10:48
            No chyba nie czytasz? nie ma takiej opcji.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka