brzoza75
29.05.06, 10:12
To miał być piękny weekend nad morzem...
pojechałam ze znajomymi i dzieckiem , w najmniej oczekiwanym momencie jak
grom z jasengo nieba...ale od początku
słonko świeciło stałam sobie na balkonie i rozkoszowałam się ciszą spokojem i
obecnością bliskich, przyszedł do mnie mąż mojej koleżanki nota bene facet,
który parę lat pracował z moim ex, zapytał "M...czy rzeczywiście tylko
przemoc? dlaczego nie o zdradę przeciez zdradzał chwalił się nam w pracy".
Wryło mnie w beton, mało nie upadłam, pamiętam tą sytuację , pamiętam
wyjaśnienia (głupawe) ale wtedy wierzyłam tak mocno chciałam wierzyć, teraz
żałuję, oni myśleli że ja wiem, że nie chcę o tym mówić, zapytałam tylko
rzeczowo, czy bedzie moim swiadkiem, powiedział ze tak i że jeszcze jeden
kolega, sięgnęłam po telefon zadzwoniłam do adwokata, do przyjaciółki, miałam
ogromną ochotę zadzwonić do niego, ale powstrzymałam się. W nocy siedząc sama
kiedy mała zasnęła rozpłakałam się....Pamiętam jego oskarżenia o zdrady,
czasem ktoś kto ma coś na sumieniu zawsze stara się wmówić tej drugiej osobie
że ona też..., mimo wszystko musze wierzyć w to że po coś to wszystko mnie
spotkało , że nie do końca będę smutna...,to był smutny weekend , ciesze się
że wróciłam, wiem że to będzie mój kolejny atut, wiem jak bardzo się zdziwi
widząc ich na sali rozpraw..., a pogoda była jak marzenie tylko w niedzielę
się rozpadało...