der1974
30.06.06, 22:28
Dzisiaj małżonka wywiozła rzeczy, które chciała zabrać. Wczoraj pakowała się do czasu aż słoneczko wschodziło nad ranem. Przysłała krótkiego smsa, że już po wszystkim, że zabrała rzeczy. Jak wszedłem do domu to zastałem totalne pobojowisko. Po prostu syf, wszystko zabrane, mi zostawiła jakieś ochłapy. Najpierw mi się przykro zrobiło. Ale jak się przyjrzałem dokładnie to mnie to niesamowicie do życia zmotywowało. Doszedłem do wniosku, że jaka była w małżeństwie, w taki sposób kończy. Posprzątałem chałupę. Wszystko to co zostawiła zgarnąłem do worków do wywalenia. Wywaliłem chyba z 6 wielkich worków ze śmieciami, z gratami które mi łaskawie zostawiła, starymi ubraniami, jakimiś beznadziejnymi prezentami od niej. Obejrzałem mecz Niemcy-Argentyna, wk... się i pojechałem na zakupy. Pomyślałem sobie, że skoro mam urodziny to nie będę sobie niczego żałował. I pokupowałem różne sprzęty do domu. A potem się zastanowiłem jeszcze raz i doszedłem do wniosku, że to dobra okazja urodzinowo-rozstaniowa żeby napić się szampana. I jak pomyślałem tak zrobiłem. Ten pierwszy dzień samotności nie jest taki zły. Pewnie potem nadejdą mnie marne myśli i złe samopoczucie, ale teraz mam to w nosie.