nikt77
26.07.06, 21:11
Mam 29 lat i dopiero od roku z tym walczę. Od samego początku byłam
wychowywana tylko przez mamę. I przez dwadzieścia kilka lat wydawało się, że
jest ok. Teraz widzę, że nigdy nie było.
Od kilku lat mam problemy z uzależnieniem od pewnego mężczyzny. Choć jest to
czysto platoniczna relacja, przestałam istnieć i każdy oddech, słowo i myśl
jest dla niego, przez niego i o nim.
Kiedy juz prawie zrujnowałam sobie życie, zaczęłam chodzić na terapię. I
wtedy to wszytsko się rozgrzebało. Wtedy okazało się, że to, że przez 28 lat
nie poświęcałam mojemu ojcu więcej niż 3 myśli na rok to tylko sprytny wybieg
mojej psychiki. Minął rok. Wiem o sobie dużo więcej. Kosztowało to dużo
czasu, wysiłku i pieniędzy. Tyle, że nic się nie zmienio. Jest tylko gorzej.
Szukam kogoś, kto z tego wyszedł. Dziewczyny, która wychowywała się bez ojca,
a żyje. Istnieje. Jest kobietą. Nie przeprasza za wszytsko. Umie zadbać o
siebie i swoje sprawy, a nie tylko o innych, aby czuć się potrzebną i
akceptowaną. Która jest w normalnym związku z mężczyzną. Która wybaczyła (jak
udało się Wam to zrobić???)
Chciałabym tylko wiedzieć, że to jest możliwe. Bo znów straciłam nadzieję.
Wiem, że pewnie to co napisałam jest chaotyczne i niedojrzałe. Ale tak się
właśnie czuję - jakbym była maleńkim dzieckiem wyrzuconym na śmietnik.
Julka