Dodaj do ulubionych

szukam dziewczyny, która wyszła z tej pułapki

26.07.06, 21:11
Mam 29 lat i dopiero od roku z tym walczę. Od samego początku byłam
wychowywana tylko przez mamę. I przez dwadzieścia kilka lat wydawało się, że
jest ok. Teraz widzę, że nigdy nie było.

Od kilku lat mam problemy z uzależnieniem od pewnego mężczyzny. Choć jest to
czysto platoniczna relacja, przestałam istnieć i każdy oddech, słowo i myśl
jest dla niego, przez niego i o nim.
Kiedy juz prawie zrujnowałam sobie życie, zaczęłam chodzić na terapię. I
wtedy to wszytsko się rozgrzebało. Wtedy okazało się, że to, że przez 28 lat
nie poświęcałam mojemu ojcu więcej niż 3 myśli na rok to tylko sprytny wybieg
mojej psychiki. Minął rok. Wiem o sobie dużo więcej. Kosztowało to dużo
czasu, wysiłku i pieniędzy. Tyle, że nic się nie zmienio. Jest tylko gorzej.

Szukam kogoś, kto z tego wyszedł. Dziewczyny, która wychowywała się bez ojca,
a żyje. Istnieje. Jest kobietą. Nie przeprasza za wszytsko. Umie zadbać o
siebie i swoje sprawy, a nie tylko o innych, aby czuć się potrzebną i
akceptowaną. Która jest w normalnym związku z mężczyzną. Która wybaczyła (jak
udało się Wam to zrobić???)

Chciałabym tylko wiedzieć, że to jest możliwe. Bo znów straciłam nadzieję.
Wiem, że pewnie to co napisałam jest chaotyczne i niedojrzałe. Ale tak się
właśnie czuję - jakbym była maleńkim dzieckiem wyrzuconym na śmietnik.

Julka
Obserwuj wątek
    • magdmaz Re: szukam dziewczyny, która wyszła z tej pułapki 27.07.06, 07:19
      Moja droga,
      ja Ci nie pomogę - jestem dzieckiem pełnej, całkiem udanej rodziny. Trochę
      tylko despotycznej matki. I nie wiem, co mogło być u mnie przyczyną, że również
      swego czasu (w wieku lat 20) wpadłam w amok na tle pewnego mężczyzny.
      Amok trwał wiele lat. Najpierw przez dwa czy trzy lata (!) wyłam po nocach z
      bezsilności i niemożności zapanowania nad własnymi uczuciami, bo ślepa nie
      byłam i widziałam, ze to jest typ, z którym szczęśliwa nie będę. W końcu jakoś
      tam nieporadnie wyraziłam swoje uczucia, co spowodowało jego zainteresowanie
      się mną. Rozpoczął się trudny i bardzo nieszczęśliwy związek, po paru latach
      ślub, po kolejnych latach dwójka dzieci, w końcu rozwód.
      Powiem Ci tylko, że traumatyczne doświadczenia tego związku nauczyły mnie
      asertywności, wyleczyły z "poetyczności" i idealizmu dla idei. Ale nie zabiły
      woli i umiejętności kochania. Dziś jestem innym człowiekiem - pełniejszym i
      skuteczniejszym życiowo, choć na pewno "gorszym" - już nie tak śnieżnym,
      niewinnym. Może nawet cynicznym i wyrachowanym. Nieco.
      Nie wiem, czy NAPRAWDĘ pod Twoją sytuację rodzinną można podciągnąć wszystkie
      nieszczęścia życiowe czy porażki, jakie Cię spotykają. Ja bym nie demonizowała.
      Po prostu są osobowości, które przepraszają, ze żyją. Żebrzą o akceptację.
      Osobiście uważam, ze najlepiej po prostu siebie zaakceptować - z całym
      kompletem wad. Potem się polubić, nawet pokochać mocno. Potem porozpieszczać -
      znaleść w sobie samej to, co faktycznie sprawia mi przyjemność i olać zdanie
      całego świata. Poświęcić dla samej siebie czas i energię życiową. Zobaczysz,
      jak cały świat wokół Ciebie na tym skorzysta!
    • kklamerka Julka 27.07.06, 08:27
      a może warto zastanowić się - spokojnie i rzetelnie - w cichości i rozumności czterech ścian - kim jest dla Ciebie ten On?

      dlaczego jest On dla Ciebie taki wyjątkowy? jakie cechy Ci w nim urzekają? które elementy Jego lubisz, a co do których masz zastrzeżenia? dlaczego właśnie On jest dla Ciebie ważny?

      spisz je sobie spokojnie - przemyśl - i przeanalizuj

      Jeśli to trudne, to spróbuj zająć się zachowaniem jego w różnych sytuacjach - jakie jego zachowania akceptujesz, jakich nie możesz znieść

      ...

      nie bój się własnej analizy tego człowieka

      im bardziej będziesz świadoma jaki on jest, tym może bardziej spojrzysz nań z dystansem.



      Jeśli chcesz, pisz na @
      • blask2 witaj 27.07.06, 09:38
        mimo zaawansowanego wieku wink jestes dopoiero na początku drogi - problem
        powinnas już zazcąć rozwiązywać wczesniej i zeby przejść szczęsliwie życie
        powinnac starać się mieć go juz za sobą.
        Piszesz, że poświeciłas swojemu ojcu ( nieobecnemu) tak niewiele swoich myśli
        i uwazazazs że to mało. masz rację! Na pewno twoja psychika broni się pzred tym
        co jest zbyt bolesne.
        ale niestety - ten skrywany ból " wypłynie" w sytyłacjach zupełnie
        nieoczekiwanych.
        wybacz, że tak chaotycznie... ale trochę się spiesze.
        wkażdym razie zanim spieprzysz sobie życie kolejnym nieudanym toksycznym
        związkiem, alkocholem , depresją lub czymś tam jeszcze uświadom sobie, ze
        musizs przez to przebrnąc. Nie powiem jak bo pewnie każdy pzreżywa to inaczej.

        Dla mnie pomocne były: wiedza o całej sytuacji, próba zrozumienia tego co sie
        stało( nie mylić z wybaczeniem - to może byc koniec procesu ale nie należy
        robić tego zbyt szybko), rozmowy z tymi którzy za ten stan rzeczy byli
        odpowiezdialni. Wyartykulowanie tego co mnie boli ( najpierw trzeba sobie to
        uświadomić!) i przede wszystkim nie udawanie że nie ma problemu!
        A równocześnie zajmij się swoim zyciem. Zyj tak jakbyś miala tylko 1 życie ( bo
        to jest prawdasmile)
        jedno, niepowtarzalne i twoje
        strasznie szkoda je zmarnowaćsmile
        • nikt77 Re: witaj 28.07.06, 21:59
          Dziękuję bardzo za odpowiedzi. Wiem, że nie można zbyt łatwo zwalać winy za
          wszytsko na tę jedną sprawę. Dla mnie to przez lata było absurdalne, jak
          oglądałam filmy na ten temat, o ludzich z takimi problemami. Stąd jakoś długo
          nie chciałam dopuścić do siebie tej świadomości. Ale potem wszytsko zaczęło się
          układać w tak logiczną całość, że trudno było ignorować to dalej...

          Dokładnie jest tak właśnie jak napisała blask2 - teraz czuję, że ten ból z tych
          wszytskich lat nagle wypłynął. I czuję się trochę jak maszyna, któa przerabia
          jakiś surowiec, ale jego jest tyle, że nie daje rady.... I się zapycha.

          Co do wiedzy i zrozumienia - moja mama nigdy nie chciała o tym ze mną
          rozmawiać. Nie wiem, co się wydarzyło, czemu moi rodzice nie byli razem. Jeden
          problem to to, że ja nie jestem w stanie z nia o tym rozmawiać. Mimo tego, że
          jestesmy tak blisko, to jednoczesnie ogromnie daleko (ktoś kiedys powiedział
          mi, że aby relacja mogła zaistnieć między ludźmi musi być pewna minimalna
          przestrzeń, aby mogły istnieć osobno jako osoby). Inny problem - że nie wiem,
          czy mam prawo o to pytać. Dla niej to tez musiało byś straszne przeżycie - czy
          mam prawo to wyciągać? Czemu moje życie i samopoczucie miałoby być ważniejsze
          od jej życia?

          Co do życia pełnią życia. Nie mogę się ruszyć. Jestem jakoś zamrożona.
          Zamrożona świadomością tego, co zniszczyłam, co zaprzepaściłam. Że już jest za
          późno. Ze nie warto. Czy można rozpocząć życie od zero w wieku 30 lat?

          Pozdrawiam wszytskie osoby czytające to forum
          J.

          • magdmaz Re: witaj 29.07.06, 07:24
            Czy można zacząć od nowa???
            To ja Ci coś powiem:
            Kilka lat temu miałam lat nieco więcej niż 30. Byłam w depresji albo
            przynajmniej porządnym rozstroju psychicznym - zupełnie poważnie rozważałam,
            czy nie popełnić samobójstwa, bo inaczej czułam się zobligowana zabić mojego
            męża. Zupełnie poważnie życzyłam mu śmierci i zupełnie poważnie zaczynałam
            wierzyć, ze muszę to załatwić sama, żaden "los" mi nie pomoże.
            Pojechałam na wakacje z dziećmi w jedmo miejsce, które odwiedziłam kilkanaście
            lat wcześniej, zanim zaczęły się moje wszelkie kłopoty - kiedy byłam jeszcze
            naiwną, ale idealistycznie nastawioną do życia dziewiętnastolatką, kiedy
            kochałam cały świat i miałam dość energii, żeby przenosić góry. Tam coś z
            zaczęło mi się przypominać. Ta chęć do życia, do walki, ten apetyt na życie z
            tamtych czasów. W dodatku natknęłam się tam na pewnego mężczyznę, na którego
            sam widok dostałam speeda. Po jakimś tygodniu znajomości (!!!!!) zdecydowałam
            sie na romans - taki wakacyjny. Ja, która miałam dotąd jednego tylko faceta -
            własnego męża. Ten króciótki wakacyjny epizod postawił mnie na nogi - odeszłam
            od męża jeszcze w tym samym miesiącu, podjęłam nową pracę - najpierw byle jaką,
            potem zdecydowałam się poprowadzić podupadły rodzinny interes, co wiązało się z
            przeprowadzką na jedno z większych polskich zad...pi. Rozwiodłam się,
            oczywiście. Dziś jestem całkowicie samodzielną, asertywną, nieco wredną i
            wyrachowaną samotną matką, realistką i pragmatyczką. Jestem inna, bardzo inna.
            Ale zaczęłam od nowa i mimo ciężkich chwil i momentów podłamań - idę naprzód. I
            jeszcze parę zakrętów na mojej drodze - czyli wyzwań, które na pewno podejmę.
            Jak widać - jestem optymistką.
            Jedno tylko mi się nie udało - nie nadaję się do flirtów i romansów. Zakochałam
            się i od tamtego czasu jestem z tym wakacyjnym facetem - już chyba "na zawsze".
            Widocznie nie pisane mi było odpocząć sobie od chłopa!!!
          • kklamerka Nikt, czytaj słowa Blasku jeszcze i jeszcze 30.07.06, 07:52
            zgadzam się z nimi w 100 procentach.


            jeszcze bardzo wiele przed Tobą. otworz się na to.
    • puszka.z.kawa Re: szukam dziewczyny, która wyszła z tej pułapki 04.08.06, 14:11
      Hm, pewnie nie jestem specjalnie świetlanym przykładem "normalności", ale
      zrobiłam parę kroków więcej w swoją stronę, może Ci się taki post przyda.
      Mam 34 lata i jestem krzyżówką DDD, dziecka z niepełnej rodziny i życia z
      toksyczną matką, w zestawie promocyjnym chrzan tarty gratis big_grin Zakochuję się
      zawsze na zabój, ale na szczęście coraz albo a) na krócej albo b) sensowniej.
      Uzależniłam się raz jeden, prawie na początku, na blisko trzy lata; uwolniłam
      konfrontując delikwenta z moimi pragnieniami: którejś nocy powiedziałam mu
      prosto w twarz, kim dla mnie jest i czego się po nim spodziewam (słoń by tego w
      nie zniósł, szczerze mówiąc) - na szczęście był na tyle normalny, że na moich
      oczach wpadł w panikę, co mnie w pół minuty uleczyło z całej historii. Później
      konsekwentnie stosowałam metodę bardzo szczerej konfrontacji, kiedy coś mi w
      kolejnych związkach nie pasowało. Bywało, że po takich rozmowach zostawały
      dymiące zgliszcza, ale nie żałuję: ani myślę zostać męczennicą, wolę wyjaśniać
      sprawy na początku, moje podejście i oczekiwania (dziwne, fakt), i oczekiwania
      faceta. Teraz staram się niczego nie udawać i wymagam bezwzględnej szczerości.
      Metoda ma ten minus, że 99% facetów odpada, uczciwie uprzedzam.
      Ojca całkiem niedawno potraktowałam dokładnie jak partnera (bo w końcu z racji
      ojcowstwa jest jednym z moich naturalnych - nie z wyboru - "partnerów
      życiowych", jak reszta rodziny) - po długich, prawie przyjacielskich rozmowach i
      nawet wspolnym mieszkaniu skończyło się to moim wybuchem frustracji w odpowiedzi
      na jego, delikatnie mówiąc, niedelikatne podejście do moich potrezb
      emocjonalnych (vide
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=18111&w=39709459&v=2&s=0).
      Wiesz, co zrobiłam?
      W środku nocy zaczęłam rzucać o ścianę wszystkim, co miałam pod ręką, głównie
      niestety kolekcjonowanym od lat angielskim fajansem, ale też radiem (fajnie
      zadymiło big_grin), drinkami, krzesłami itd. Wcześniej zawsze sądziłam, że rzucanie
      np. szklankami to chora histeria, ale po tym, jak spontanicznie rozpieprzyłam
      pół domu o ścianę, wiem już, że to b. uzdrawiający (i nieszkodliwy) sposób na
      wyładowanie agresji, do której mam prawo. Ojcu mocno to dało do myślenia. Skulił
      się, a nazajutrz powiedział tylko: "temperamentna baba jesteś". Owszem, jestem,
      od lat, testowane na mężczyznach big_grin. Ale kiedy byłam grzeczna, ojciec w ogóle
      nie dostrzegał we mnie "baby", kobiety. B. polecam taką seksistowską akcję,
      zmianę optyki z "dziecka z poprzedniego związku" (czyli sierotki w odbiorze OBU,
      a właściwie wszystkich trzech stron, nie czarujmy się) na temperamentną babę, z
      którą trzeba się liczyć.
      Wiesz, bardzo nie lubię wszystkich tych determinacji: że dziewczyna wychowana
      bez ojca i tak dalej, psychicznie rzadko czułam taką presję (wyłączając
      przypadek, w którym jeden z moich byłych usiłował tym kluczem mną manipulować),
      ale faktycznie warto się chyba zmierzyć z "idealnym, wiecznie nieobecnym" naszym
      partnerem. Kochankiem, albo po kochankach ojcem (mój wariant), albo w odwrotnej
      kolejności. Do ideałów chłopakom daleko, mimo tego ich kochamy, i właśnie
      dlatego mamy prawo wiedzieć, czy to nie humbug, bo jeśli tak, to świat
      przestawia się o 180 stopni. Po czym naturalnie kochamy dalej (jak np. ja ojca
      mimo wszystko, ale już z zastrzeżeniem, żeby mnie nie bajerował i nie liczył na
      cokolwiek, choćby na spotkania, jeśli będzie się zachowywał jak dotąd – teraz to
      jego wybór). Ale, paradoksalnie, trauma wywołana brakiem ojca, o którą się
      podejrzewasz, może zostać rozwiązana własnie w kontaktach z chłopakami, a potem
      już, w ramach podsumowania, skonfrontowana z ojcem. Z Twojego postu wynika, że
      czujesz się gdzieś tam podświadomie jak pacynka, determinowana układem
      rodzinnym. G.. prawda. Nie odpuszczaj sobie myślenia, asertywności i WOLI,
      absolutnie wolnej woli, którą masz w każdej chwili swojego życia (i z którą,
      podobnie jak większość ludzi, nie wiesz, co zrobić, więc skupiasz się na jej
      zagłuszaniu), powiedz sobie jak bodaj Bernard w „Fałszerzach” Gide’a: „Jeśli nie
      ja, to kto? Jeśli nie teraz, to kiedy?”.
      A teraz: dość się już naanalizowałaś. Zacznij wyrażać swoje emocje. Niech inni
      je analizują. Mów otwarcie o swoich pragnieniach, o sobie, krzycz, płacz,
      dotykaj drażliwych tematów, przestań się martwić o innych. Zobaczysz, kto Cię
      naprawdę lubi i akceptuje, Ciebie, nie grzeczną skorupę, którą się opancerzyłaś.
      Będzie paskudnie, bo mnóstwo osób okaże się „dobra tylko do brania”, jak mój
      ojciec. Ale też zaskoczy Cię, ilu jest bezinteresownie przyjaznych Ci ludzi na
      tym świecie. A potem z nimi buduj dalsze życie smile
    • elle00 a czy to jest możliwe? 06.09.06, 22:54
      hej, też się wychowywałam bez ojca, tylko że u mnie to był chyba rodzaj obsesji.
      Czekałam na niego w przedszkolu, w szkole, nigdy oczywiście się nie pojawił.
      Mama nigdy ze mną na ten temat nie rozmawiała, w ogóle ze mną prawie nie
      rozmawiała. Wychowała mnie babcia. Właściwie całe dzieciństwo to przedszkole
      szkoła i świetlica i to obsesyjne czekanie na niego. W końcu, dopiero na
      studiach, zrozumiałam, że on się nigdy nie pojawi. Wystąpiłam o alimenty.
      Okazało się, że ma nową rodzinę i jest oczwiście kochającym ojcem(dla nowych
      dzieci). A ja usłyszałam, że zniszczyłam ich(mamy i ojca) małżeństwo a mamie
      podcięłam skrzydła. Teraz mam 24 lata i nie potrafię być z nikim. Nikomu nie
      ufam. Nie wiem jak to zmienić, siebie. Jeżeli się zakochuję to zawsze mi się
      wydaje, że to ten. Najczęściej są to mężczyźni(chłopcy) z problemami- alkohol,
      niemili, gruboskórni, po kilku dniach jak zaczynają "zagrażać" mojemu poczuciu
      bezpieczeństwa- uciekam. Nie wiem czy się zmienię, ale jeżeli Tobie się uda to
      napisz jak to zrobiłaś może mi i innym to pomoże. Cieszę się, że przeczytałam
      Twój wpis. Dziękuję. Pozdrawiam
      • sloggi Re: a czy to jest możliwe? 06.09.06, 22:58
        elle00 napisała:

        > usłyszałam, że zniszczyłam ich(mamy i ojca) małżeństwo a mamie
        > podcięłam skrzydła.

        Kto śmiał Ci tak powiedzieć?
        • elle00 Re: a czy to jest możliwe? 07.09.06, 12:43
          mama z tatąsmile
          • blask2 Re: a czy to jest możliwe? 07.09.06, 13:20
            zaglądam tu od czasu do czasu i śledze ten wątek ze smutkiem
            zawsze myślałam ze to tylko ja jedyna na całym świecie jestem tak poraniona a
            jest nas wiecej...

            nie wiem co napisac w miare optymistycznego żeby pocieszyć tych którzy cierpią
            a bardzo bym chciala.
            w każdym razie da się nie żyć szczęśliwie po takich złych doświadczeniach
            tylko trzeba zbudowac poczucie własnej wartości na nowo
            i zapomnieć o tym że ktoś nas skrzywdził nie zapominając o tym i nie wymazując
            tego ze swojej pamieci( wiem że to zagmatwane ale inaczej nie potrafię tego
            określić smilepozdrawiam.
          • sloggi Re: a czy to jest możliwe? 07.09.06, 20:56
            elle00 napisała:

            > mama z tatąsmile

            Mogę Ci współczuć, ale nie sugeruj się tymi słowami - na świat się nie prosiłaś.
            • elle00 Re: a czy to jest możliwe? 08.09.06, 11:38
              w sumiesmile wydaje mi się że wtedy antykoncepcja była dostępnasmile.
    • ewka5 Re: szukam dziewczyny, która wyszła z tej pułapki 01.10.06, 05:47
      nikt77 napisala:

      > Szukam kogoś, kto z tego wyszedł. Dziewczyny, która wychowywała się bez ojca,
      a żyje. Istnieje. Jest kobietą. Nie przeprasza za wszytsko. Umie zadbać o
      siebie i swoje sprawy, a nie tylko o innych, aby czuć się potrzebną i
      akceptowaną. Która jest w normalnym związku z mężczyzną.

      * przede wszystkim - co to za nick?!?!?!
      Jak to "nikt?!" Szybko to zmien, najszybko!

      Prosze bardzo, oto przyklad - zywy. Ja.
      Moj ojciec zmarl kiedy mialam osiem lat. Przy mojej mamie Margaret Thatcher to
      przyklad lagodnosci, ciepla i kompletnego braku konsekwencji, hahahaha.
      Przeszlam przez bardzo trudne malzenstwo, odeszlam, poszlam na terapie (cos mi
      sie zdaje, ze zwialas z terapii, w kazdym razie NA PEWNO jej nie skonczylas -
      inaczej efekt bylby zgola inny), i moje terazniejsze malzenstwo wciaz mnie
      zachwyca, moj mezczyzna jest mi mezem, kochankiem, bratem, ojcem, przyjacielem -
      wszystkim czego potrzebuje. Kocham tego mezczyzne i lubie tego czlowieka.
      Ojcuje tez moim dzieciom.

      > Która wybaczyła (jak udało się Wam to zrobić???)

      * rozumiem, ze mowisz o wybaczeniu rodzicowi - ze zostawil?
      Ja mialam wielkie pretensje do Boga, ze zabral mi ojca. Choc czasami myslalam
      tez sobie, ze z tego mojego ojca niezly cwaniaczek - ja go potrzebuje, tesknie
      za nim nieprzytomnie, a on bezczelnie wzial i umarl, cholera jego jasna! (jakby
      mial na to jakis wplyw, hehe).
      Nie wiem jak wybaczyc, jak to zrobic, ale jedno wiem na pewno - jesli nie
      wybaczysz, to ugrzezniesz, bedziesz sie karmila nienawiscia czy jakimi tam
      uczuciami, ktore beda Cie dreczyly, drazyly i robily wiecznie dziure nie do
      zasypania niemal.
      A po co? Do czego Ci to potrzebne???
      • olaaloo Re: szukam dziewczyny, która wyszła z tej pułapki 05.10.06, 17:24
        Przyłączam się do apelu, nikt77, zmień nick na ktoś77smile. Przykro mi, że nie
        moge pomóc, niedawno wydawało mi się, że się udało, że założę rodzinę itd. Ale
        się pomyliłam. Chyba zacznę wierzyć, że rzeczywiście nie mam szans, bo jestem
        DDA. Sama nie wiem, co ze mną jest nie tak. Ale trzymam za Ciebie kciuki i
        wierzę, że się udasmile. Serdecznie pozdrawiam
        • ewka5 Re: szukam dziewczyny, która wyszła z tej pułapki 05.10.06, 18:03
          olaaloo napisała:

          > Chyba zacznę wierzyć, że rzeczywiście nie mam szans, bo jestem DDA.

          * idz na terapie, koniecznie to zrob! Dla siebie. Zobaczysz, ze z czasem
          wybierzesz sobie czlowieka do wspolnego zycia, ktory bedzie Ci tym, za kim
          tesknisz.
          IDZ NA TERAPIE. Znajdz w sobie sile. Trzymam kciuki.
    • imme1981 Re: szukam dziewczyny, która wyszła z tej pułapki 09.10.06, 02:32
      Julko droga, doskonale Cię rozumiem, przechodziłam przez to wszystko tyle że
      sama, bez terapii zdałam sobie sprawę, że wychowanie tylko przez mamę nie miało
      samych plusów, przechodziłam przez same trudne związki, z każdego z nich
      wyciągałam wnioski i starałam się czegoś nauczyć. Julko mi się udaje z tego
      wychodzić, nie wyszłam jeszcze, ale od 2 lat próbuję i jestem na dobrej drodze,
      wierzę, że i Tobie i innym się uda, świadomość swoich słabości to połowa
      sukcesu, druga połowa to walka z nimi o o swoje szczęście. Życzę tego samego
      Tobie, pozdrawiam ciepło.
      Emilia
      • nikt77 Re: szukam dziewczyny, która wyszła z tej pułapki 11.10.06, 14:40
        Bardzo często zaglądam tutaj, choć dawno się nie odzywałam.
        Dziękuję za wszystkie wypowiedzi - te odnoszące się bezpośrednio do mojego
        postu i innych. Przeczytałam je wszytskie wiele razy, chcąc znaleźć w nich
        receptę.
        Niestety nie udało mi się wejść na tę dobrą drogę. Te ostatnie miesiące to w
        moim życiu taka równia pochyła w dół, jakbym brała udział w konkursie - jak w
        bardziej wydajny i skuteczny sposób mogę zrobić sobie krzywdę? Zawalając sprawy
        w pracy (jestem na granicy jej utraty), oszpecając się (w ciągu 12 miesięcy
        utyłam 32 kg), zaniedbując swoje zdrowie (nawet nie pamiętam, gdzie mam
        skierowanie na biopsję tarczycy), niszcząc kontakty ze znajomymi. Itd. Pewna
        bliska mi osoba powiedziała mi ostatnio coś bardzo oczywistego, o czym chyba
        wiedziałam, a jednak.... nie wiedziałam. Ze zachowuję się jak małe dziecko,
        które chce być zauważone. Które chce usłyszać, że ktoś je kocha i się troszczy.
        Które chce skrzywdzić się jak może najbardziej, aby ktoś je zauważył - moja
        mama, On, moja przyjaciółka. A po co ta reakcja? Sama nie wiem, ale mam
        wrażenie, że ona dałaby mi jakies poczucie wartości, którego w sobie nie mam.
        Tyle, że gdy nikt nie reaguje, efekt jest dokładnie odwrotny od zamierzonego.
        Dopiero wtedy te resztki godności i miłości własnej, jakie masz w sobie
        wyparowują jak woda na pustyni.
        Jak to się dzieje, że człowiek kocha sam siebie? To niby oczywistość. "Kochaj
        bliźniego, JAK SIEBIE SAMEGO". A zatem miłość ku sobie, troska o siebie,
        działania we własnym interesie są najbardziej podstawową z cech człowieka.
        Jestem ekonomistą z zawodu - cała ekonomia jest na tym zbudowana - na tym, że
        człowiek chce maksymalizować własne szczęście.
        A czasem ten mechanizm zawodzi....
        Jak go w sobie wzbudzić? Czy może ktoś z Was wie? Może tego doświadczył? Jak w
        sobie wzbudzić ten początek, te kropelkę, którą można pielęgnować, dzielić z
        innymi itd. Ale skądś ten początek się bierze, prawda?
        J.
        • i_robot Re: szukam dziewczyny, która wyszła z tej pułapki 19.12.06, 12:47
          milość do siebie można wzbudzić zaczynając od szczerego WSPółCZUCIA dla siebie.
          Dobrze jest połozyc obie dłonie na sercu, poczuć jak ono bije, poczuć że jest
          się istota czującą, która zasługuje na uwagę i współczucie. Jeżeli własne zycie
          postrzegamy jako pasmo klęsk, krzywd i zmarnowanych szans, to tym szybciej to
          współczucie powinnismy poczuć. Uwaga! Nie chodzi o użalanie się nad sobą, ani o
          litowanie się, bo możemy automatycznie przejść do pogardy samego siebie ("jaki
          to ja jestem biedny=słaby=zły=dobrze mi tak, że tak strasznie cierpię, bo na to
          zasłuzyłem"), ale o szczere i racjonalne uznanie prostego faktu, że tak naprawdę
          to zasługuję na szczęście (...i miłość)- no bo dlaczego niby nie?
    • tygrysio_misio Re: szukam dziewczyny, która wyszła z tej pułapki 11.10.06, 15:33
      ja nie widze zwiazku tego, ze wychowalas sie bez ojca z tym, ze uzalezniasz sie
      od mezczyzn do ktorych cos czujesz...

      ja mam ta samo a mam 23 lata i nadal (przynajmniej do onca studiowsmile mieszkam z
      rodzicami

      mam dokladnie tak samo...ja wyjasnil by to Twoj psychoterapelta?? pewnie jego
      cala koncepcja z tych wyladow na studiach by runela

      wierz mi..jest nas wiecej
      • nikt77 Re: szukam dziewczyny, która wyszła z tej pułapki 11.10.06, 22:09
        Witaj tygrysio_misio,
        Nie wiem, jak Twoje problemy wyjaśniłby to psychoterapeuta. Szczerze mówiąc
        wciąż nie mam pełnego zaufania do psychologii, psychologów i terapeutów, ale
        związki przyczynowo-skutkowe, jakie nam czasem uświadamiają wydają się zbyt
        logiczne, aby można je było ignorować. I mam wrażenie, że ich wiedza nie
        pochodzi z wykładów ze studiów, ale raczej z lat doświadczeń i rozmów z ludźmi.
        Wydaje mi się też, że w psychologii (tak jak w mojej nieszczęsnej ekonomii) ten
        sam (podobny) efekt może być skutkiem różnych przyczyn. A zatem wydawać się
        może, że Twoje problmy przy wychowaniu w pełnej rodzinie nie oznaczają, iż u
        innej osoby nie moga wynikać właśnie z powodów rodzinnych.

        Jak takie obsesyjne uczucie ma się do braku ojca? Kiedyś pani psycholog
        stwierdziła, że jest to wyraz mojego dążenia do niedopuszczenia możliwości do
        bycia ponownie odrzuconą. Myślę, że zwykle, gdy obdarzasz kogoś uczuciem, a
        osoba ta go nie odwzajemnia, po pewnym czasie uczucie to wygasa. To chyba taki
        mechamizm obronny wbudowany w człowieka. Może po częsci wynika to z poczucia
        urażenia. Urażenia miłości własnej. Jeśli ją masz w sobie....
        Kiedy jednak zdarzy Ci się zostać bolesnie odrzuconą, za wszelką cenę chcesz
        uniknąć kolejnego razu. Są tu dwie opcje. Pewnie wiele osób z tego forum je
        zna. Jedna to uciekanie przed ludźmi (100% zabezpieczenie). Druga - jesli już
        masz z nimi kontakt, przymilasz się do nich, próbujesz odgadnąć ich oczekiwania
        i dopasować się do nich. Nie sprawiać kłopotów. Aby nie odeszli... I w tym
        można się zagalopować za daleko, tak że po wielu latach nawet tego nie
        zauważasz.
        Ja uzależniłam się od mężczyzny, który po raz pierwszy w życiu zbliżył się do
        mnie na tyle, że mnie "oswoił". I choć odrzucił mnie jako kobietę, nie umiem
        się z tym pogodzić, zamknąć ten rozdział i iść dalej.
        Czy Tobie się to udało? W każdym razie całym sercem życzę Ci powodzenia. Każde
        uzależnienie niszczy człowieka...
        J.
      • eddybear Re: szukam dziewczyny, która wyszła z tej pułapki 24.10.06, 19:43
        tygrysio_misio napisała:

        > ja nie widze zwiazku tego, ze wychowalas sie bez ojca z tym, ze uzalezniasz sie
        taki związek JEST

        brak ojca może spowodować tendencje do wikłania się w niedobre związki, ale nie
        jest to zapewne JEDYNA przyczyna wikłania- skoro Ty również, mimo kochającej
        rodziny, wpadasz w tę pułapkę

    • ewka5 Re: szukam dziewczyny, która wyszła z tej pułapki 12.10.06, 08:55
      ejze, bedziecie klocic sie z nauka??? Z wynikami badan???

      Rozumiem, ze z ginekologiem, endokrynologiem, stomatologiem, internista,
      chirurgiem, laryngologiem czy ortopeda tez sie klocicie oraz nie ufacie.
      I kiedy boli Was zab, po prostu bierzecie kombinerki i wyrywacie go sobie sami
      albo ewentualnie usmierzacie bol wodeczka, bo przeciez chyba nie macie zaufania
      do farmaceutow oferujacych srodki przeciwbolowe?!
    • eddybear znalazłaś :) 24.10.06, 19:39
      Julko,

      mnie się udało smile
      było dokładnie tak, jak u Ciebie- chory związek, uzależnienie od faceta,
      odgadywanie jego życzeń i dostosowywanie całej siebie do jego potrzeb. Poniewaz
      facet też miał swoje problemy--nie było łatwo. Moja frustracja się pogłębiała,
      az w końcu po okropnym ataki histerii zaczęłam się bać o siebie- i poszłam do
      psychoterapeuty.

      Do psychoterapeuty trafiłam już ze sprecyzowaną myślą- że kluczowa dla mnie jest
      relacja z ojcem.
      Zdaje się, że Tobie też intuicja to podpowiada- słuchaj jej, bo intuicja się nie
      myli....

      I walcz o siebie- chciałabym Cie zachęcić do podjęcia terapii, bo warto. Ja po
      rocznej terapii jestem zupełnie inną osobą- wielokrotnie mówili mi to znajomi
      bliżsi i dalsi...

      No i bez trudu wyzwoliłam się z chorego związku- i wiem, że następny bedzie
      budujący i bezpieczny!!!

      przesyłam uściski
    • decymka jest możliwe:) 04.12.06, 00:52

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka