Dodaj do ulubionych

teraz ja...

01.08.06, 19:59
Witam wszystkich, znalazłam wasze forum wczoraj.
Przedwczoraj mój mąż po 2 latach małzeństwa i prawie 7 bycia razem
zakomunikowal mi podczas miłego wieczoru z winkiem, że mnie zdradził, że miał
romans przez kilka (może więcej...) miesięcy i że kochanka będzie miala z nim
dziecko - jest mężatką.
Mój mąz chce ze mną zostac, bo teraz "bardzo mnie kocha". kazalam mu się
wyprowadzić, co zrobił.
Nie wiedzialam, że ma romans, nikt z naszych bliskich i przyjaciół też nie
zauważył. chociaż mieliśmy chyba jak kazdy swoje problemy byliśmy dla
niektórych z nich parą do naśladowania - ironia losu. Mówiliśmy o dziecku...

A teraz nie wiem co dalej, rozwód jest oczywistością, napiszę pozew jak tylko
troche sił mi wróci. Tylko jak żyć dalej nie wiem.
poczytam Wasze forum, może będzie mi łatweij.
pudełeczko.

Obserwuj wątek
    • 13monique_n Re: teraz ja... 01.08.06, 20:36
      Oj, dziewczyno, dziewczyno... Ile bym nie myślała, co Ci napisać, to i tak tylko
      chciałabym Ci dodać otuchy. My tu czasem głupawki dostajemy, ale nie zrażaj się
      tym. Pocieszyc też potrafimy. I kawę na ławę wywalić. Trzymaj się... cieplutko.
    • malwi_s Re: teraz ja... 01.08.06, 20:40
      Ja byłam w podobnej sytuacji. "Nasza" nie była meżatką. Szukała ojca dla
      dziecka. Piszę o tym na forum Zdradzone. Wiem co czujesz, ale już po roku mogę
      Ci powiedzieć, że to aż tak strasznien nie boli. Było włóczenie po sądach,
      badania genetyczne itd. Są alimenty. My niestety nie przetrwalismy i o ironio
      nie z mojego powodu.
      Jest to naprawde trudne i myślę, że teraz zachowałabym się inaczej - rozstałbym
      się z nim wtedy. Ale zostałam ze względu na uczucie i na córeczkę. A teraz
      zostałam sama z małym dzieckiem i drugim w drodze. Nie skarżę się, ale myślę,
      że chyba rozstanie jest najlepszym rozwiązaniem. A wszyscy powiedzą Ci, że
      zdrajca będzie zdradzał zawsze. Trzymaj się ciepło.
      • pudeleczko_75 Re: teraz ja... 01.08.06, 20:49
        dzieki
        ja nie widze innego wyjścia niż rozwód, zwłaszcza, że o ciazy swojej kochanki
        powiedział trzy misiące po tym jak się dowiedział sam. w tzw. miedzyczasie było
        u nas super, bylismy na wakacjach i świetnie sie bawiliśmy. nie rozumiem jak
        mogł zyć w takiej obłudzie. Nic juz nie rozumiem.
        nie jestem w stanie z nim zostac, dziwie się, że w ogóle potrafie z nim
        rozmawiać przez telefon.
        pocieszajace jest to, ze moi przyjaciele już wiedza - powiedziałam od razu,
        żeby było mi latwiej i jakos tak od razu sie mną zajęli.
        najgorsze jest to, że wydawało mi się, że byliśmy dobrym małżeństwem.
        • 13monique_n Re: teraz ja... 01.08.06, 20:54
          Zwykle się wydaje, że "jesteśmy dobrym małżeństwem", no, może są pewne
          trudności. I nigdy nie wiadomo, kiedy coś walnie. Najlepszą rzeczą, jaką mogłaś
          zrobić, to powiedzenie przyjaciołom. Oni będą Ci bardzo pomocni, kiedy minie
          pierwszy szok i łzami zaczniesz zmywać swój zawód. Jak burza, a może nawet pora
          deszczowa, wymyją one wszystko i nagle się znowu uśmiechniesz. Przyjaciele
          pomagają do tego dojść...
        • malwi_s Re: teraz ja... 01.08.06, 20:58
          Ja sama się dziwię ile człowiek ma siły w sobie. Kiedyś myślałam, że takie
          wydarzenie to koniec wszystkiego. Ale człowiek ciągle zyje. Ze swoimi myślami.
          Mój nie powiedział mi sam, dowiedziałam się od niej - byłyśmy koleżankamismile A
          on wypierał się do końca. Dopiero jak powiedziałam, że będzie musiał płacic
          alimenty - przyznał się. Był płacz, błagania. I dałam się nabrać. U mnie była
          jeszcze kwestia dziecka. Nie chciałam, żeby nie miała taty, zwłaszcza, że
          ciągle go bardzo kocha. Wtedy miała 2 latka.
        • mirlen Re: teraz ja... 01.08.06, 21:02
          To chyba jakaś plaga. My też byliśmy bardzo dobrym małżeństwem - stawinym za
          wzór... Obłuda niektórych ludzi (obu płci) bywa powalająca. Znam to z autopsji.
          Jestem dopiero 2 tygodnie po rozwodzie.
          Bardzo dobrze, że masz przyjaciół. Ja dzięki nim przetrwałam najgorsze chwile.
          To było tak niesamowite - ta świadomość, że jest na świecie tylu ludzi, którym
          zależy na mnie. A on, niech ponosi konsekwencje swojego wyboru...
          • pudeleczko_75 Re: teraz ja... 01.08.06, 21:13
            i dobrze, ze jest internet, mozna cos napisać, zamiast turlać sie po ścianach.
            tylko ja nie wiem jak żyć dalej czy to wszystko jakoś się ulozy, czy ja bedę
            miała sily odzyskać wiarę w to, ze moze byc lepiej.
            3 lata temu przezylam tragedie - smierć rodziców w ypadku, teraz to. czy można
            dac sobie radę ? nie wiem i boję się, że nie dam...
            • mirlen Re: teraz ja... 01.08.06, 21:22
              Kochana moja, ja w tym roku oprócz zdrady i rozwodu przeżyłam jeszcze
              poronienie i smierć babci. Bolało tak bardzo, że nie dałam rady oddychać.
              Wylałam morze łez - to naprawdę nie przesada.
              Miałam do wyboru - poddać sie i dalej płakać albo podnieść głowę, otrząsnąć się
              i iść dlaej do przodu ratując siebie. To nie jest łatwa droga i nadal nie wiem
              co będzie za kolejnym zakrętem. Ale ciągle wierzę, że za którymś w końcu będzie
              słoneczna strona zycia.
              Dasz radę kobieto!
            • 1234ola Re: teraz ja... 01.08.06, 21:25
              dasz rade teraz tak to okropnie wyglada jestes mloda przed toba kawal zycia
              jeszcze wiele szczescia spotka ciebie
    • 1234ola Re: teraz ja... 01.08.06, 21:22
      witaj kobieto no prosze jak to jest zwykle sie wyczuwa jakos ze druga polowa
      zdradza a tu masz zadnych wczesniejszych objawow i takie wyznanie musisz byc w
      ciezkim szoku ja troche wiem na ten temat tyle ze u mnie objawy byly
      przeczuccie jakies mialam wiec ale w szoku tez bylam mowi ze teraz cie kocha
      byc moze zgodzisz sie by zostal moze wybaczysz tego teraz nie wiesz ale powiem
      ci ze jak raz ktos zdradzil to zdradzi drugi i trzeci raz trzymaj sie cieplo
      • pudeleczko_75 Re: teraz ja... 01.08.06, 21:29
        ja tych objawów nie widziałam, niestety mój mąz ma taką pracę, że go czesto w
        domu nie było, a ja naiwnie jak się teraz okazalo, wierzylam, ze to wyjazdy
        sluzbowe. Ale jak tu nie ufać osobie, z którą sie jest - ja nie mam natury
        podejrzliwca i szperacza.z jednej strony szkoda, ze dowiedzialam się tak pozno,
        z drugiej fakt ciazy kochanki pozwala mi na jednoznaczną decyzję w sprawie. na
        szczescie.
        • 1234ola Re: teraz ja... 01.08.06, 21:34
          to bedzie mniej bolalo obiecuje ale trzeba czasu troszke to jasne ze nie wiesz
          jak zyc bo zawalilo ci sie w sekundzie wszystko ale mysle ze silna jestes i
          calo z tego wyjdziesz
          • pudeleczko_75 Re: teraz ja... 01.08.06, 21:38
            mam nadzieje. dobrze, że w moim malżeństwei dzeci nie bylo.
            ale boje, sięze juz nigdy ich nie bede miala. tyle mam leków, tyle strachu
            przed zyciem. Umiem być sama w domu, bo czesto spędzalam dnie i noce sama od
            zawsze mial taka prace - przyzwyczaiłam sie. ale czy umiem zyc sama, sama o
            wszystko się troszczyc - nie wiem, nie wiem nawet ile wynosi czynsz za
            mieszkanie i w jakiej wysokości sa rachunki. Zrobilam sobie za to arkusz do
            zapisywania wydatków. może smieszne, ale takie techniczne sprawy pomagają
            przetrwac drugi trzeci dzień nowej świadomości.
            • 1234ola Re: teraz ja... 01.08.06, 21:44
              tak to dobrze ze nie mieliscie dzieci oplaty to nic skomplikowanego dasz rade
              no i wiecznie sama nie bedziesz nie wszyscy faceci sa zdrajcami ja wierzyc
              staram sie w to choc czasem ciezko mam tez kupe przykrych wspomnien i o np mam
              35 lat i dwa rozwody za soba corke 16 letnia
            • mirlen Re: teraz ja... 01.08.06, 21:45
              To wcale nie jest śmieszne. W tej chwili takie prozaiczne z pozoru sprawy mogą
              odciągnąć Twoje myśli od jednego tematu...
              A czas będzie działał na Twoją korzyść. To banał, ale bardzo prawdziwy.
            • daleko_do_siebie Re: teraz ja... 01.08.06, 22:05
              Na razie to szok. Jeszcze z niego nie wyszłaś, to widać. Zwykłymi sprawami
              trzeba sie zająć - ale to tylko parę drobiazgów, przeżyjesz. Posłuchaj -
              przyjdzie jeszce reakcja uczuciowa, emocje. Myślę, że go kochałaś - a z tego nie
              wychodzi się w trzy dni. Dobrze, że się zajmujesz tymi "przyziemnymi"
              drobiazgami, ale zostaw sobie czas i miejsce w sercu na żal, płacz, rozpacz. Bez
              tego nie wyzdrowiejesz.
            • scriptus Re: teraz ja... 02.08.06, 11:44
              Życ sama... pewnie się nauczysz. Strata partnera, trochę, jak amputacja własnej
              części ciała. Część ludzi sobie z tym radzi, inni zostają okaleczeni i bezradni.
              Młoda jeszcze jesteś, postaraj się być w tej pierwszej grupie. Skoro zrobiłaś
              sobie arkusz, sądzę, że sobie poradzisz z tym życiem codziennym.
    • der1974 Re: teraz ja... 01.08.06, 22:28
      To jest przykre jak nagle dowiadujesz się, że osoba którą kochasz była
      nieuczciwa i nielojalna. Boli po prostu i boleć będzie. Jednak warto sobie
      uświadomić, że nie jesteś ani pierwsza ani ostatnia. I przykład innych ludzi
      musi prowadzić do wniosku, że to da się przeżyć. Już sam nie wiem co lepsze,
      dostać tak nagle po łbie i się gryźć czy tak jak u mnie przeczuwać to rok czy
      więcej? Chyba na jedno wychodzi.
      Szukaj jak najwięcej zajęć, tematów zastępczych i wsparcia przyjaciół. Zleci
      rok i dojdziesz do siebie. I będziesz silniejsza i bogatsza o nowe
      doświadczenia. Pomyśl jakby było do dupy jakbyś się o tym dowiedziała
      przypadkiem za 5 lat? Wtedy by dopiero gryzły te lata obłudy.
      • mirlen Der 01.08.06, 22:34
        a kiedy przeczucia się sprawdziły, to bolało mniej? Mnie nie. Obłuda i tak już
        trwała od wielu miesięcy, ale gdzieś czaiła się nadzieja, że to tylko
        przeczucia. Zetknięcie z brutalną prawdą zabolało i to bardzo.
        Ulga przyszła dopiero póżniej.
      • pudeleczko_75 Re: teraz ja... 01.08.06, 22:38
        tylko, że tych tragedii trochę za duzo.
        i ja go naprawde kochałam, i wiem, ze to nie da sie tak wstac jutro otrząsnąc
        się i pwoiedziec, że nie kocham i zyję dalej. boje sie własnie tego, co się ze
        mną stanie za chwilę jak przyjda dni, kiedy zobaczę, ze to nie jest kolejny
        wieczór sama ale z oczekiwaniem na przyjazd meza, tylko, że to juz na zawsze.
        najgorsze jest to, że oszukał mnie, moja rodzie i wszystkich naszych
        przyjaciół - nikt sie tego nie spodziewał, a ja mimo róznych naszych problemów
        i kłopocików - tez nie. na poczatku małzeństwa obiecywaliśmy sobie i wiele razy
        to powtrzalismy, że w naszym życiu nie bedzie obłudy, że nawet jak coś będzie
        nie tak - to nawet nagrorsza prawde sobie pwoiemy... no więc mi powiedział,
        tylko dlaczego po prawie roku powójnego życia ???
        • der1974 Re: teraz ja... 01.08.06, 23:13
          No jasne, że jutro nie wstaniesz i nie pomyślisz, że jest OK bo nielojalny był.
          Będziesz się gryźć, rozstrząsać, denerwować. Ale popatrz na to z drugiej
          strony, że jednak powiedział. Zawsze rok lepszy niż pięć lat. Dasz radę i nawet
          się nie spostrzeżesz jak szybko to minie. Mi ostatnie parę miesięcy zleciało
          strasznie szybko, a wierz mi, że były to intensywne dni. Musisz dać radę, tak
          dla siebie. Po prostu to przeżyjesz. I pomyśl ile masz jeszcze życia przed
          sobą. Wszystko do wygrania!!!!
    • kruszynka301 Re: teraz ja... 02.08.06, 07:47
      Pudełeczko, będzie dobrzewink. Na razie boli, pewnie będziesz jeszcze wkurzona,
      będziesz płakać i rozpaczać, bać się o przyszłość - ale to wszystko przejdzie,
      z każdym dniem będzie coraz lepiej, naprawdę.
      Zostań z nami, poczytaj - wiele z nas, podobnie potrakowanych, ma już nowe
      życie, nowe, szczęśliwe rodziny....
      To tylko kwestia czasu.

      Jeślibym mogła coś dopowiedzieć do moich przedmówców, to zajmij się sobą -
      rower, basen, kosmetyczka, fitnes, spacery po lesie - to naprawdę pomaga, przy
      intensywnym wysiłku wytwarzają sie endorfiny, hormony szczęścia. Pozwala też na
      chwilę zapomnieć o tym, co się stało.
      • pudeleczko_75 Re: teraz ja... 02.08.06, 11:43
        a czy myślicie, że pozew wnieść od razu? czy poczekać ze dwa trzy tygodnie i
        dac sobie czas na dokonanenie lub spróbowanie dokonania róznych przyziemnych
        ustaleń ? przerabialiscie lub przerabiacie to, więc może mi poradzicie?
        pudełeczko.
        • misbaskerwill Re: teraz ja... 03.08.06, 11:12
          > a czy myślicie, że pozew wnieść od razu? czy poczekać ze dwa trzy tygodnie i
          > dac sobie czas na dokonanenie lub spróbowanie dokonania róznych przyziemnych
          > ustaleń ? przerabialiscie lub przerabiacie to, więc może mi poradzicie?
          > pudełeczko.

          Najlepiej od razu... U mnie czas od zlozenia pozwu do 1 rozprawy to ponad 4
          miesiace... Po co dluzej czekacsmile
          Zastanow sie, czy chcesz bez orzekania/z orzekaniem... W Twoim przypadku o
          orzeczenie winy meza nietrudno - w koncu ciaza zonatej kochanki...
          Poza tym - wyprowadzil sie, co tez swiadczy o zerwaniu wiezow "gospodarczych"
          (nie wpuszczaj go, wymelduj w trybie adm., wywal wszystkie rzeczy z mieszkania,
          by nie mogl probowac wejsc z policja).
          Dlaczego tak ostro? Bo ze swojego doswiadczenia wiem, ze "wyrzuty sumienia" u
          takich ludzi mijaja niezwykle latwo i szybko - zwykle zanim jeszcze wyznacza Ci
          termin 1 rozprawysmile
          Aha - poki sa te "wyrzuty", rozwaz podpisanie intercyzy i podzialu majatku u
          notariusza...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka