Dodaj do ulubionych

zaczeła się rozmowa o pieniądzach...

21.08.06, 19:10
mój maż nie poczuwa się do tego, żeby jakos mi ułatwic samotny start i pewnie
będziemy dzielić wszystko niezbyt przyjaznie...A jeszcze wczoraj deklarowal,
że chce wrócić, ze to był straszny błąd co zrobił, ale gdy schodzi na sprawy
mieszkaniowe od razu przyjmuje ton "chcesz mi zabrac to na co zapracowałem" a
ja po pierwsze nie chcę mu nic zabrać, po drugie zapracowalismy razem - on
zarabiał niewiele więcej ode mnie.... aha no i tekst, że zaczynam mylśec
tylko o pieniądzach....
jeszcze mówi, ze musi 1800 miesiecznie płacić na wynajęte mieszkanie - czy To
ja kazałam mu zdradzać??? wyprowadzka była tylko tego konsekwencją. a
myslenie i mówienie o pieniądzach jest chyba w miare normalne, gdy ludzie się
rozwodza.
jka Wam się udalo przez to przejść? to chyba jakiś koszmar...
Obserwuj wątek
    • der1974 Re: zaczeła się rozmowa o pieniądzach... 21.08.06, 23:43
      Rozmowa o pieniądzach to normalna sprawa. Nie daj się zmanipulować.
      • jarkoni Re: zaczeła się rozmowa o pieniądzach... 22.08.06, 01:20
        Plathless wróć......
        • pudeleczko_75 Re: zaczeła się rozmowa o pieniądzach... 22.08.06, 01:31
          jarkoni napisał:

          > Plathless wróć......

          jarkoni z tego co pamietam z którejs wypowiedzi plathless to jakiś gość,
          którego wywaliłeś Ty czy inny admin z forum. czy chesz mi dac do zrozumenia, ze
          nie mam co z Wami rozmawiać? jezli tak - można to po prostu napisac.
          pudełeczko



          • fian9 Re: zaczeła się rozmowa o pieniądzach... 22.08.06, 08:27
            Witam. Od pewnego czasu czytam wszystko, to jest niezwykle pomocne. Przymierzam
            sie do rozwodu, do tej pory bylam niezle zastraszana: Nie odejde, inwestowalem
            w remonty ( dom jest tylko moj), nigdy nie zgodze sie na rozwod, znajde na
            ciebie haka itp. Do tego tlumaczenie dzieciom: mama juz nas nie chce ( nie jego
            indywidualnie)i soczyste wyzwiska. Kiedys znalazlam sile i wezwalam policje i
            moj bohater skurczyl sie jak maly chlopczyk. Zna czuly punkt, bedzie wrzeszczal
            przy dzieciach, nie mam prawa mowic o rozwodzie.Sprawdzanie telefonow, program
            szpiegowski w komputerze, wciaganie rodzicow.Wielka biala niewolnica powinna
            zajac sie kuchnia, wybic sobie mrzonki o rozstaniu. Bo on nie zdradza i
            przestal pic. A ja nie moge oddychac swobodnie w jego obecnosci, dobrze mu
            zycze, ale chce byc sama, cudownie sama.
            Pudeleczko, kiedy wiem, ze wszystko zaczyna sie sprowadzac do pieniedzy, nie
            wiem juz, czy to instynkt samozachowawczy faceta, czy podlosc. Mysle, ze
            powinnas byc twarda, niech wynajmie sobie cos tanszego.
            • a.niech.to Re: zaczeła się rozmowa o pieniądzach... 22.08.06, 10:27
              fian9 napisała:

              > nie moge oddychac swobodnie w jego obecnosci, dobrze mu
              > zycze, ale chce byc sama, cudownie sama.
              Z serca Ci tego życzę!

          • jarkoni Re: zaczeła się rozmowa o pieniądzach... 22.08.06, 13:38
            Pudeleczko to było napisane tak trochę z przymrużeniem oka, plathless był typ
            fundamentalisty, uważał, że kobiety wręcz wychodzą za mąż tylko po to, żeby się
            rozwieść i jak pijawki ciągnąć kasę od exa...Kto pamięta plathlessa ten wie o
            czym mówię, to była jego obsesja...Ja tak nie uważam, pewnie też się ludzie
            żenią z miłości...Natomiast teksty i porady jak wydoić z kasy exa
            uważam,delikatnie mówiąc, za nie na miejscu...Bo zaczynam myśleć, że przez x
            lat to był kochany mężczyzna i życie bym za niego oddała, a nagle: niech tylko
            daje kasę i się nie pokazuje....Jestem bardziej zwolennikiem przyjaznych w
            miarę stosunków, nie tylko kasa się liczy...Może zostanę zlinczowany, ale widzę
            już te błyski w oczach byłych żon i szepty : kasa, kasa, kasa...więcej kasy...I
            żeby było jasne: nie wnikam kto był winien całego tego rozwodu...Najważniejsza
            kasa i ile jeszcze z niego się da wycisnąć...Powtarzam, staram się nie być
            męsko-szowinistyczny, ale w miarę obiektywny...Wiadamo, ze jeśli są dzieci to
            ojciec w naszym kraju i przy naszym prawodastwie i katolickich tradycjach nie
            ma szans na pozostanie z dzieckiem przy rozwodzie, vide film "Sara", musi
            mamusia...Ciekawe gdyby role odwrócić: tatuś z dzieckiem i do mamusi ciągle:
            więcej kasy, dawaj więcej...Jeszcze więcej...Za mało...Więcej...Już mam czekać
            na lincz? Jednakowoż pozdrawiam...
            • sinsi Re: zaczeła się rozmowa o pieniądzach... 22.08.06, 13:49
              Jarkoni, widze u Ciebie lekką obsesje pt "kasa i zła żona która chce cie wydoić".

              Twierdzisz tak bo wiesz, że zostanie samemu z 2 dzieci bez zaplecza finansowego
              Ci nie grozi.
              • f.l.y Re: zaczeła się rozmowa o pieniądzach... 22.08.06, 14:12
                odchodząc od męża zabrałam jedynie ubrania, książki i kasety/cd...

                wszystkiego dorobiłam się potem sama od łyżki po mieszkanie (kredyt) - dzisiaj
                wzięłabym więcej, a dumę schowałabym w kieszeń...
                w końcu też pracowałam na meble, agd i inne dobra...

                eks szczerzy na mnie kły, gdy chcę od niego odkupić działkę...jakby zapomniał,
                że został z całą resztą...

                pieniądze to zawsze jest wrażliwy temat...

                ale jedna rada dziewczyny - majątek dzielcie na pół...bo tak się należy i już..
                nawet tym, niepracującym zawodowo kobietom...
                • jarkoni Re: zaczeła się rozmowa o pieniądzach... 22.08.06, 14:22
                  f.l.y. dokładnie tak, NA PÓŁ, a opieka nad dziećmi to inny temat...Ja nie
                  zabrałem nic z domu i w związku z tym nie mam nic, powoli dokupuję, dumę
                  wystawiłem na wierzch, nie dzieliłem ani mebli, ani AGD ani nawet
                  mieszkania...Zostawiłem i już...I dobrze mi z tym...
            • pudeleczko_75 jarkoni: 22.08.06, 14:23
              ok, trochę przwrażliwiona byłam wczoraj, bo rozmowa z moim meżem była bardzo
              przykra. Ja w mojej ocenie nie należe do żon, ktore leca na kase i chcą się
              dorobić na rozwodzie, sama pracuję i się potrafię utrzymać. Ja nadal kocham
              mojego meża, zresztą trudno w cztery tygodnie się odkochac, ale skoro mój mąz
              mnie zdradził i będzie miał dziecko z inną kobietą (pisalam o tym trzy tygodne
              temu, gdy się doweidziałam o wszystkim) to wiem, ze musze się rozwieść. I
              uważam, ze rozmowa o pieniądzach w takiej sytuacji powinna być uczciwa -
              dorabialiśmy się razem, więc na spokojnei razem się dzilimy, nikt nikogo nie
              okrada... i jest mi strasznie ale to strasznie przykro, że mój mąż zaczyna od
              tekstu ile wydaje na wynajem mieszkania i że nasza rozmowa o pieniądzach
              wskazuje, ze chyba już tylko o nie mi chodzi. A to nie prawda - ja chciałabym
              tylko jeszcze przed rozwodem mieć rozdzielnośc majątkową i uzgodnieni kto
              zostaje z mieszkaniem, które mamy a kto z tym, ktore budujemy...dlatego próbuję
              to uregulować.

              nie mamy dzieci, staram sie z nim nie kłócić - nawet poszlam z nim spokojnie na
              obiad parę dni temu, żeby nie rozstawac sie w złej atmosferze, bo ja jestem
              zwolennikiem normalnych relacji...
            • hicksowa Re: zaczeła się rozmowa o pieniądzach... 22.08.06, 14:27
              Chyba to jakieś nieporozumienie.
              Pudzełeczko napisała, że jak dochodzi między nią a jej mężem do rozmów na temat
              podziału majątku, zaczynają się kłótnie. Nie wspomniała o tym, że chce
              męża "wydoić".
              A tak poza tym, to uważam, że facet powinien zachować się z godnością i
              zostawić wszystko, jeśli tylko on zawinił.
              I oczywiście nie wnikam w sprawę i nie oceniam.
              Jeśli ja bym zdradziła - odeszłabym zostawiając wszystko.
              • f.l.y Re: zaczeła się rozmowa o pieniądzach... 22.08.06, 15:40
                z tym 'na pół' to przecież nie tak dosłownie - nie trzeba zabierać jednego
                fotela czy kolumny od wieży, albo połowę segmentów z kompletu regału smile

                ja zostawiłam owe pół dla świętego spokoju...
                wtedy...
                teraz uważam, że takim podejściem do sprawy spowodowałam postawę roszczeniową
                mojego eks...

                ale z drugiej strony patrząc tak, że zdradzający ma zostawić wszystko i odejść
                to w imię czego tak? zadośćuczynienia?
                • hicksowa Re: zaczeła się rozmowa o pieniądzach... 23.08.06, 11:35
                  f.l.y - chyba tak...
                  Tak mi podpowiada sumienie.
                  Ale jak niczego w życiu, tak i tego nie jestem pewna...
                  • buba77 Re: zaczeła się rozmowa o pieniądzach... 23.08.06, 12:52
                    A o czym jeszcze macie rozmawiać?
                    Tak trzymaj, Pudełeczko, bo przecież, jak rozumiem teraz "wiąze" Was już tylko
                    majątek, który trzeba podzielić? to trudne decyzje, ale dorośli ludzie muszą je
                    podejmować. Twój mąż już wybrał, czego chce w życiu, teraz ponosicie tego
                    konsekwencje. Nie chodzi mi o obwinanie go, ale takie są fakty. Na jakies inne
                    rozmowy, nawet ewentualne dobre wspomnienia przyjdzie czas później, jak ucichną
                    emocje, które są teraz bardzo silne. A czy będziecie w ogóle w stanie do nich
                    kiedyś wrócić zależy także od tego, JAK się teraz rozstaniecie. Może warto mu
                    na to zwrócic uwagę, że kiedyś się kochaliście i czy warto psuć tę relację
                    kłótniami. Kompromisy są nieuniknione, zwłaszcza, ze każdy wychodzi z takiego
                    związku przegrany, co tu dużo gadać. A emocje pewnie są zwłaszcza u Ciebie
                    bardzo silne i domagaj się ich uszanowania.
                  • f.l.y Re: zaczeła się rozmowa o pieniądzach... 23.08.06, 14:46
                    hicksowa napisała:

                    > f.l.y - chyba tak...
                    > Tak mi podpowiada sumienie.
                    > Ale jak niczego w życiu, tak i tego nie jestem pewna...
                    ====

                    no wiesz...można o tym dyskutować, czy w takim razie zostawiając wszystko, nie
                    zostawia się za mało?
                    może należałoby jeszcze coś dorzucić extra?

                    no tak hipotetycznie zakładając... smile

                    zresztą, zdradzający ma ponieśc koszta swojej zdrady, ale czy przyczyny nie są
                    ważne? a wtedy jak się to ma do zadośćuczynienia?

                    wiem, wiem...zaczynam pleść głupoty... smile)
                    pozdrawiam..
                    • a.niech.to Re: zaczeła się rozmowa o pieniądzach... 23.08.06, 15:22
                      Tarczową przez środek ławy i będzie dobrze.
                      • to.ja.kas Re: zaczeła się rozmowa o pieniądzach... 24.08.06, 12:17
                        Ja jak FLY zabrałam tylko ciuchy swoje i dziecka, jego długi, siazki i
                        odeszłam. Exowi zostawiłam wszystko. I co? Teraz wiem ze taka uma to głupota i
                        nikt medalu za to nie da. Uwazam jak FLY po rozwodzie jesli zadno nie chce z
                        honorem odejsc jak ja zrobilam, wszystko na pół i spokój.
                        • jarkoni Re: zaczeła się rozmowa o pieniądzach... 24.08.06, 19:15
                          Wybaczcie......

                          serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,3568709.html
                        • jarkoni Re: zaczeła się rozmowa o pieniądzach... 24.08.06, 19:22
                          Ole, ole,ole , oleeeeeeeeeeeeee tnijcie wszystko piłami tarczowymi i do
                          zagryzienia o każdy grosz....Jestem ponad to...najwyżej samobójstwo popełnię,
                          wtedy pewnie będziecie szczęśliwe.....Tylko tak dalej... A łaskawe Panie niech
                          mnie zagryzą....Kasaaaaaaaaaaaaaaa, tylko to się liczy....Chyba Plathless się
                          robię...Won cokolwiek co ważne w życiu, dawaj pieniądze i sp.....Hmmmm a może
                          se zarób?? Albo porozmawiaj jak człowiek z człowiekiem, a nie: DAWAJ przez sąd??
                          Kasa, więcej kasy, jeszcze więcej kasy....
                          • jarkoni Re: zaczeła się rozmowa o pieniądzach... 24.08.06, 19:31
                            Ponownie przepraszam, przecież pieniądze się nie liczą......Wybaczcie Drogie
                            Panie.....
                            • pudeleczko_75 Re: zaczeła się rozmowa o pieniądzach... 24.08.06, 19:33
                              oj jarkoni, liczą sie i dlatego trzeba podzilic sie nimi spokojnie, bez kłótni.
                              ja tak mam zamiar, tylko maz trochę nerwowy..
                • pasikonna Re: zaczeła się rozmowa o pieniądzach... 26.08.06, 21:30
                  pol na pol byc powinno. Tylko oczywiscie z glowawink
    • der1974 Re: zaczeła się rozmowa o pieniądzach... 27.08.06, 00:17
      Bo najgorzej jest jak się nie oddziela emocji od pieniędzy. No dobra wiem, że
      łatwo się mówi. Sam się miotałem nieźle: "przyszła z reklamówką a teraz moje
      alimenty pójdą na jej ratę kredytową za mieszkanie w którym się z panem bla
      bla ..." No ale mi przeszło. Szkoda sobie głowę tym zawracać. Oczywiście jeśli
      nie ma żadnych umów majątkowych to dzieli się po połowie według stanu na dzień
      prawomocnego orzeczenia rozwodu. I tyle. Ja też miałem (mam?) poczucie, że
      niektóre kobiety skok na kasę robią i to wszystko. Ale to też wymaga wysiłku -
      męczyć się kilka lat dla paru groszy smile?
      • misbaskerwill Re: zaczeła się rozmowa o pieniądzach... 27.08.06, 00:47
        der1974 napisał:
        > Ja też miałem (mam?) poczucie, że
        > niektóre kobiety skok na kasę robią i to wszystko. Ale to też wymaga wysiłku -
        > męczyć się kilka lat dla paru groszy smile?

        Nie warto - podobno zdrowie najważniejsze.
        A z tymi "niektórymi" - robi się nam kolejny "wątek męsko-szowinistyczny"smile
        No ale faktem jest, że _niektóre_ strasznie na tę kasę lecą, choć "za żadne
        skarby" się nie przyznają...
        A co!smile
        • libra22 Re: zaczeła się rozmowa o pieniądzach... 27.08.06, 08:56
          Ja to strasznie lecę na te pieniądze, które zarabia eks. Przyznaję się bez
          biciasmile
          Co prawda sam sobie sp...ył z małżeństwa i zarabia 3 razy więcej ode mnie ( ja
          miałam mieć więcej czasu dla dziecka kosztem swojej mniejszej pensji), ale
          faktyczne - bardzo chcę dostwać duże alimenty. I nawet chcę, żeby zostawił mi
          mieszkanie biorąc sobie swoją kawalerkę i domek nad jeziorem. I na pewno (jak
          twierdzi moja ulubiona teściowa) zawsze - od tych 18 lat, odkąd się znamy z
          eksem, myślałam tylko o tym czego się dorobimy i jakie to pieniądze oraz
          majątek może mnie i synowi zostawić!
          Mea culpa

          Pudełeczko - zarzucając Ci, że lecisz tylko na kasę chce w Tobie wywołać
          poczucie winy i żebyś uniosła się honorem i zostawiła mu jak najwięcej - to
          klasyczny chwyt (bardzo często udawał się mojemu eksowi ze mną). W naszym
          społeczeństwie nie jest przeważnie akceptowane "lecenie na kasę", "bycie
          materialistą" choć równie dobrze można by to inaczej nazwać "bycie realistą,
          który wie, że pieniądze służą zapenieniu sobie przeżycia"
          • to.ja.kas Re: zaczeła się rozmowa o pieniądzach... 27.08.06, 22:43
            Ja jako kobieta z gruntu materialistyczna i lecaca na kase zostawam mieszkanie,
            samochód, kont, lokaty i poszlam do rodzcow do 40 m2.
            szkoda, ze Jarkoni nie spotkalam Cie wczesnej. Pewnie takego bledu bym nie
            popelnila, bo bys mi uswiadomił co lezy w mojej naturze jako kobiety smile
    • ice_ice Re: zaczeła się rozmowa o pieniądzach... 30.08.06, 14:45
      Witam, jestem tutaj pierwszy raz, ale jako rozwódka po przejściach wink uważam, że
      mogę tu się wtrącić.

      Uważam, że jeśli kobieta zostaje z dzieckiem, czy też dziećmi, to w ogóle nie
      powinna brać pod uwagę dumy i honoru, mimo, że tak podpowiada dusza i broń boże
      nie odchodzić tak jak się stało, mimo, ze dziecko bywa małe i wydaje się mało
      potrzebować. Jesteśmy odpowiedzialne nie tylko za siebie, ale i za nasze dzieci.
      Musimy im zapewnić byt, mieszkanie, warunki utrzymania i to wszystko mieści się
      nie tylko w alimentach, które, nie czarujmy się, rzadko są w wystarczającej
      kwocie, o ile w ogóle ex je płaci. Mój były mąz mnie zdradził. Odszedł do innej
      kobiety, była w ciąży. Ex raz w życiu zachował się honorowo, zostawił mi
      wszystko. Cóż, prawdą jest, że większośc była kupowana za kasę moją lub moich
      rodziców, ale coś tam pewnie też się dołożył. Swoje pół mieszkania przepisał na
      naszą córkę, całą zawartośc mieszkania - na mnie. I takie wyjście uważam za
      BARDZO właściwie. On jest młody, silny, chciał zacząć życie od nowa - proszę
      bardzo. Moze w końcu zacząć pracować i zarabiać sam na siebie.

      Z kolei znajoma, mając córkę 10 letnią, wyszła z domu dokładnie, TAK JAK STAŁA.
      I to uważam za absolutną głupotę. Ok, jak jest sama, to niech sobie idzie i śpi
      nawet pod mostem. Ale jak ma się dziecko... to ma się psi obowiązek zadbać o nie
      wszystkimi siłami i środkami. W tym przypadku cel jak najbardziej uświęca srodki.

      Ok, wiem - te dwa przypadki są skrajne - ale wydaje mi się, że wskazują właściwą
      drogę. Oczywiście, jeśli to meżczyzna zostaje z dziećmi, to z kolei jemu
      wszystko się należy, ale czemuż, ach czemuż, te przypadki są tak rzadkie...?
      • tricolour Straciłaś niezłego faceta... 30.08.06, 17:51
        ... bo rzeczywiście rzadki to przypadek...
        • marcepanna Re: Straciłaś niezłego faceta... 30.08.06, 22:53
          to facet stracil iceice- przeciez wyraznie napisala ze ja zdradzil
          • tricolour Oboje stracili się nawzajem... 30.08.06, 23:01
            tongue_out
            • ice_ice Re: Oboje stracili się nawzajem... 31.08.06, 10:14
              Uwierz mi, tricolour, to żadna strata smile NAPRAWDĘ byliśmy niedopasowani. A on
              nie bez kozery zostawił wszytsko - w końcu mało co z tego włożył. Chciał[a]byś
              mieszkać z kimś, kto wiecznie nie pracuje, nie uczy się, nie sprząta i nie
              gotuje? chciałbyś utrzymywać takiego obiboka?

              Jemu z kolei pewnie nie odpowiadały wieczne awantury z mojej strony i też cięzko
              mu się dziwić. Weź i mieszkaj z kimś, kto wiecznie coś chce - a to, zebyś do
              pracy poszedł, a to do szkoły, albo sprzątnął, albo dziecka przypilnował, a z
              jakiej racji? w końcu kto to rodził? Ludzie są dziwni, mają wymagania big_grin

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka