Witam,
tak tu sobie czytam i przeglądam... same zdradzone dziewczyny. A w moim
przypadku to ja zdradziłam.
Od razu zaznaczę, że moje małżeństwo było koszmarem, wieloletnim dla mnie
upokorzeniem i horrorem... Tkwiłam w tym bo dziecko, bo wspólny majątek bo
nie wiem co!?!?!?!?

(((
I w pewnym momencie stanął na mojej drodze ON. I ruszyło. Zdradziłam męża.
Byłam z tamtym niedużo ponad dwa lata i oczywiście się rozsypało (on żonaty,
z innej części kraju - nie miało szans) ale ja dzięki temu podjęłam wreszcie
decyzję. Zobaczyłam, że można inaczej, że są inni męzczyźni, że można
rozmawiać, można się nie bać, można SPOKOJNIE ŻYĆ, że można nie kłamać. Że ja
potrafię, że mogę mieć spokój, że mogę kochac i być kochana!!! Że mężczyzna
może prowadzić, pomagać, wspierać i takie tam różne ... I to był koniec
mojego "małżeństwa".
Założyłam sprawę już po rozstaniu z tamtym. Nie potrafiłam już zobaczyć
mężczyzny czy nawet człowieka w moim ex-mężu. Dzięki tamtemu wyszłam z
cienia, zobaczyłam inny świat, zrozumiałam co jest dla mnie ważne kim jestem
i czego tak na prawdę pragnę. Pozew pisałam jakieś cztery miesiące. W końcu
napisałam jedno zdanie i wysłałam poleconym.
Dziewczyny. Spójrzcie na swoje byłe związki i byłych mężów pod tym kątem.
Może oni też się męczyli? Może to dla nich nie było to? Podejmujemy decyzję o
zawarciu małżeństwa:
bo nieplanowana ciąża
bo rodzina
bo zakochałyśmy się na śmierć i życie (w wieku 20 paru lat albo wcześniej...)
bo znamy człowieka pół roku z randek i spotkań na mieście i nam się wydaje że
to ten jedyny, najwspanialszy itd...
bo jemu też się wydaje
bo mamy nadzieję itd itp...
Oczywiście. Mamy rozum i powinniśmy z niego korzystać ale uczucia chadzają
własnymi drogami...
Wiem jak mało kto co to znaczy cierpienie, w każdym wymiarze...
Nie oceniam nikogo - Panie broń!!! Każdy ma swoje potrzeby, oczekiwania,
moralność, duszę, uczucia itd. Ale ludzie się zmieniają, z czasem wychodzą z
własnej skorupki i pokazują prawdziwe JA. Często bardzo niewłaściwie
odczytujemy jakieś jego/jej zachowania czy postawy bo nam się tak wydaje, bo
myslimy że cos tam. Ludzie nie mówią czego chcą, czego oczekują, szczególnie
my kobiety. Ileż to razy zamiast mojemu ex powiedzieć STOP! NIE ŻYCZĘ SOBIE!
PROSZĘ NIE to czy tamto, to ja nadymałam się i nie mówiłam nic albo bez
przerwy twierdziłam, że "nic się nie stało", "nic mi nie jest". Znacie to?
znacie.
Oj dużo by pisać...