wróciłam właśnie, najpierw miły pan assesor nie potrafił znaleźć moich
dokumentów ale nic to był taki pocieszny, że zaofiarowałam mu pomoc, ale
w butach na obcasie moglabym wywinąć orła na drabinie a pólki wysoko,jak juz
znalazl to powiedzial w bardziej kurturalny sposób , że d. blada. Podsunęłam
mu dwa urzędy aby sprawdził a on mi abym poszła na policję.Głupia jestem bo
mam opory, ale pójdę. Na koniec zaproponował mi zaliczkę alimentacyjną,
niestety mój wygląd typowo pracowy mówił sam za siebie, że przekraczam
minimum.Zapytał mnie dlaczego ludzie się rozwodzą i co ja mu miałam
odpowiedzieć? uśmiechnęłam się tylko bo długa kolejka była za mną i nie czas
i miejsce na takie dywagacje.
Na koniec chciałam powiedzieć, że rzut beretem od mojej pracy pracuje jedna
forumowiczka, nie ma jak refleks szachisty