Dodaj do ulubionych

"Rozwody" dla par bez ślubu... (!) (?)

17.10.06, 09:37
Do tej pory wydawało mi się, że nawet ślub nie jest gwarantem posiadania
szczęśliwej rodziny. Dzisiaj się dowiedziałem, jak bardzo się myliłem indifferent

wiadomosci.onet.pl/1419130,11,item.html
To już zwykła "rejestracja" wyzwala miłość do dzieci i partnera. Ech... to ja
teraz rozumiem obowiązek meldunkowy:
Jeżeli ktoś ma stały meldunek - to na pewno jest porządny obywatel.
Jeżeli ktoś ma meldunek tylko czasowy - pewnie to szara strefa, ale nie
przestępca.
Jeżeli ktoś nie ma zameldowania - ooo... to kryminalista, zboczeniec, komuch,
pedofil albo - co najgorsze ze wszystkiego - liberał !
Obserwuj wątek
    • kruszynka301 Re: "Rozwody" dla par bez ślubu... (!) (?) 17.10.06, 09:50
      Ten pomysł ma większy sens - pomyśl, jak to będzie wyglądać przed wyborami:
      - zlikwidowaliśmy korupcję (zamiast tego są negocjacje)
      - zlikwidowaliśmy patologię w konkubinatach (zamiast tego jest patologia w
      związkach).

      Tutaj nie chodzi o eliminację przemocy, tylko eliminację przemocy w
      konkubinatachwink))).


    • tricolour Powinny się wypowiedzieć osoby... 17.10.06, 10:27
      ... które to dotyczy - tzn takie, które żyja razem, ale bez żadnego legalnego
      (prawnego) związku.

      Mnie to ani ziębi, ani grzeje - po prostu nie dotyczy i tyle.
      • 374.4w Re: Powinny się wypowiedzieć osoby... 17.10.06, 10:59
        ciekawy tok myslenia i związek przyczynowo skutkowy wg autorki pomysłu;
        rejestracja jak za dotknięciem czarodiejskiej różdżki wyeliminuje wszelkie
        zachowania patologiczne

      • kruszynka301 Re: Powinny się wypowiedzieć osoby... 17.10.06, 11:05
        tricolour napisał:

        > ... które to dotyczy - tzn takie, które żyja razem, ale bez żadnego legalnego
        > (prawnego) związku.


        To na przykład jawink)). Ponieważ jednak przemoc, alkoholizm, patologia w żaden
        sposób mnie nie dotyczy, też nie uważam, żeby mnie to dotyczyłowink.
        A rejestrowac się i tak nie będę.
        • akacjax Re: Powinny się wypowiedzieć osoby... 17.10.06, 11:30
          Ja może połowicznie-bo teraz mam status samotnej matkismile (a tu jednak chodzi o pary bez ślubu, tylko nie wiem, czy z naciskiem na pary posiadające wspólne dzieci, czy niekonieczniewink
          Dla mnie to brzmi jak pierwszy krok w strone nadania konkubinatom praw małzinków-tzn. wspólnoty majatkowej, czy dziedziczenia po sobie itp.
          Bywają takie głosy, by dać takim parom te prawa.
          Osobiście uważam, że skoro chcą tych niby przywilejów, to wystarczy wziąć ślub w USC.

          A pseudopomysły naszej władzy jak opanować przemoc zwaną górnolotnie patologią(wszystko by nie uzyć słowa przemoc) są coraz niższego lotu.
          A w sumie nie tak wiele trzeba...
          • nieide Uwaga - będę się czepiał szczegółów... 17.10.06, 12:09
            W kwestii merytorycznej: patologia w rodzinie to nie tylko przemoc. Chcesz
            przykładu?
            Masz: małżonek - alkoholik, który nigdy nie użył przemocy ani nie był w żaden
            sposób agresywny a (prawie) każdego dnia zalewa się spokojnie w trupa i zasypia
            we fotelu. To nie ma nic wspólnego z przemocą, ale jest to patologiczne i na
            pewno bardzo szkodliwe dla dzieci.

            Aaa... i jeszcze jedno. - takie przypadki na prawdę się zdarzają. Tylko rzadko o
            nich się słyszy. po prostu rodzina z takim alkoholikiem najczęściej stara się
            ukryć problem a często sama przed sobą udaje, że wszystko jest OK.
            • kruszynka301 Re: Uwaga - będę się czepiał szczegółów... 17.10.06, 12:15
              nieide, zgadza się w 100%, ale widzisz, w tym rozporządzeniu chodzi o to, aby
              ukrócić patologię w konkubinatach, a nie ukrócić patologię wogóle.......

              Pomysł genialny w swej prostocie, ale tu nie chodzi o nic innego, jak o
              podbarwienie statystyk.
            • akacjax Re: Uwaga - będę się czepiał szczegółów... 17.10.06, 23:51
              A czy tam nie ma przemocy psychicznej? Nie rozmawianie z partnerem, kłopoty finasowe, -to też przemoc.
              • akacjax Re: Uwaga - będę się czepiał szczegółów... 17.10.06, 23:59
                i p.s.
                czy alkoholizm w rodzinie nie działa nią? to ukrywanie to tylko skutek-objaw współuzależnienia-to uleczalne...
            • tricolour Piękny przykład. 17.10.06, 23:56
              Jeszcze możesz dodać, że ten mąż alkoholik dobrze zarabia i wszystkie pieniądze
              oddaje żonie, która kupuje mu alkohol, by miec spokój kiedy ten śpi zalany w trupa.

              Mówiąc serio - widziałeś kiedy alkoholika, który nie awanaturuje się? I nie na
              filmie...
              • akacjax Re: Piękny przykład. 18.10.06, 00:02
                Są alkoholicy nieawanturyjący się, ale i tak działają źle na dzieci, nie są prawdziwymi rodzicami, niszczą więzi, rodzinę, siebie.
                Alkoholik to czysta patologia. Niepatologia pozorna- niby jest ok, a jednak są toksyczne słowa, toksyczne traktowanie członków rodziny..
              • nieide Re: Piękny przykład. 18.10.06, 09:24
                Myślę, że ironizując trafiłaś w sedno...
          • kruszynka301 Re: Powinny się wypowiedzieć osoby... 17.10.06, 12:10
            Akacjo - mój tok rozumowania (po przebytym rozwodzie, co jest bardzo istotne)
            jest następujący:

            Jeśli wszystko jest w porządku, tak jak do tej pory, ślub jest nam zupełnie do
            szczęścia niepotrzebny, kochamy się, szanujemy, dbamy zarówno o siebie, jak i o
            nasze dzieci i zwierzakiwink.

            Jeśli jednak nasz związek miałby problemy (a to, że koniec związku może
            nastąpić w najmniej spodziewanym momencie - wiem z doświadczenia z pierwszego
            małżenstwa) - ślub tylko niepotrzebnie komplikuje sprawę, trzeba starać się o
            rozwód, co9 wcale nie jest łatwe - a poza tym, posiadanie oficjalnego statusu
            podwójniej rozwódki wcale mi się nie uśmiecha.

            Dlatego na razie bronię się przed ślubem jak mogę, ale znając teściową, kiedy
            za 2 lata wróci ze Stanów, pewnie zawloką mnie do Urzęduwink)))). Teściowa, za
            niedługo babcia, chce koniecznie wyprawić ślub swojemu jedynakowiwink)).
            • akacjax Re: Powinny się wypowiedzieć osoby... 18.10.06, 08:36
              Coraz częściej słyszę, że osoby po rozwodzie wiążące się z nowym partnerem zakładaja tymczasowość związku. Nawet takiego z dziećmi. To jest przykre i nad tym państwo powinno pracować. Bo miłość, dzieci, rodzina, powinny raczej generować wiarę w nierozerwalność związku.

              Wiem, że to skutki rozwodu, skutki przeżyć z dzieciństwa(rozwód rodziców też na to wpływa), moda, brak statecznych wartości w dzisiejszym świecie, wygodnictwo itp. Jednak przy takich założeniach cierpią najbardziej dzieci, które potem...i tak się koło toczy.
      • nieide Możliwe, że mnie właśnie to będzie kiedyś.... 17.10.06, 12:14
        ...ziębiło albo grzało. Więc nie chcę odgórnego zmuszania mnie przez państwo do
        jakiś "rejestracji związków". Jak będę chciał to mogę po prostu wykorzystać
        instytucję małżeństwa. Jak nie to mogę załatwić sprawę odpowiednimi umowami
        cywilno-prawnymi i odpowiednim skonstruowaniem testamentu. I tyle. A jak będę
        chciał po prostu z kimś zamieszkać to chcę móc to zrobić bez żadnych przymusów
        rejestracyjnych i ograniczania mojej wolności.
        • libra22 Re: Możliwe, że mnie właśnie to będzie kiedyś.... 17.10.06, 16:09
          W radiowej Trójce będą o tym mówić dziś nawet
          • brzoza75 Re: Możliwe, że mnie właśnie to będzie kiedyś.... 17.10.06, 16:31
            "Uzasadniając te pomysły Rzecznik Praw Dziecka napisała, że wolne związki są
            czasem przyczyną przemocy, anarchii i demoralizacji, a nade wszystko tragedii
            najmłodszych". Bardzo ciekawe i równie bardzo absurdalne, potrzebne do
            statystyk? chyba tylko po to...
    • tricolour A moim zdaniem.... 17.10.06, 19:50
      ... para decydująca się na wspólne życie powinna mieć umocowanie prawne. To, że
      komuś nie podoba się instytucja małżeństwa, nie ma nic do rzeczy w takich
      sprawach jak:
      - wspólnie dzieci,
      - wspólny wypracowany majątek.

      Bo potencjalne rozstanie znów wygeneruje takie myślenie, jakie mamy tu na forum:
      facet mnie porzucił, a ja taka biedna. Jak się komuś nie podoba małżeństwo czy
      inna legalizacja związku, to niech żyje sam...
      • kruszynka301 Re: A moim zdaniem.... 17.10.06, 21:12
        Tri - ale PO CO???
        Mamy odrębne majątki (tzn odrębne mieszkania, samochód i tak ze względu na zniżki jest na mojego tatęwink, a pieniądze "bieżące" mojej połówki wydaję bez skrupółów, nie patrząc na legalizację.

        I tak, w przypadku ślubu (bo kiedyś pewnie weźmiemy) będziemy mieć rozdzielność majątkową.

        • tricolour Zadajesz jakieś dziwne pytania. 17.10.06, 23:16
          Tobie to może nie byc do niczego potrzebne i wydaje się, że tak jest.

          Ja też nie rozumiem dlaczego upierałaś się, że masz męża gdy go nie masz. Też
          mogłem zadawac pytanie PO CO.

          Zresztą... nie rozumiem Twojego postepowania...
      • nieide Ależ, oczywiście, masz rację... 18.10.06, 09:18
        ...że obstajesz przy swoim. I nikt Ci nie zabrania regulować Twoich związków
        tak, jak Ty sobie tego zażyczysz. Ale każdy powinien mieć możliwość wolnego
        wyboru. Jeżeli chce brać ślub lub w inny sposób się "legalizować" (brzydkie
        słowo) to niech to robi. Ale jeżeli nie chce to dlaczego go do tego zmuszać?
        Może jeszcze jakieś kary dla tych, którzy się nie "zalegalizują". Chore!
        • tricolour Bo nie można być w związku i jednocześnie... 18.10.06, 17:58
          ... nie być. Bo dochodzi do takiej sytuacji, jaką ma Kruszynka, która na faceta
          mówi MĄŻ, a on mężem nie jest.

          Dlaczego nie mówi inaczej, adekwatnie do sytuacji?
          • kruszynka301 no i znowu się zaczęło;) 18.10.06, 19:10
            tricolour napisał:

            > ... nie być. Bo dochodzi do takiej sytuacji, jaką ma Kruszynka, która na faceta
            > mówi MĄŻ, a on mężem nie jest.
            >
            > Dlaczego nie mówi inaczej, adekwatnie do sytuacji?

            Tri, dla Ciebie są ważne szkiełko i oko, dla mnie uczucia - i nigdy nie dojdziemy do porozumienia.
            A po wyczynach pierwszego, poślubionego dwukrotnie męża (czasy sprzed konkordatu) jakoś nie potrafię docenić wagi papierka.
            Ślub wezmę tylko i wyłącznie dlatego, że teściowa wyprawić wesele swojemu jedynakowi - moi rodzice już na moim byli i wcale im nie zależy,chociaż mieszkamy wszyscy razem pod jednym dachemwink.

            Jakoś tylko i wyłącznie na tym forum niektórym przeszkadza nazewnictwo - no i widzę, że nie doceniasz faktu, że od czasu naszej pamiętnej rozmowy już nie nazywam mężem mojej połówkiwink.

            • tricolour Doceniam. 18.10.06, 19:45
              Rzeczywiście nie używasz określenia mąż na swoją połowkę. Powinienem uzyć czasu
              przeszłego...

              Tylko ja dalej nie rozumiem jak można nie chcieć ślubu, znaleźć argumenty, by
              nie iśc do USC, twierdzić, że papierek nie ma znaczenia, że liczą się tylko
              uczucia, że dawny mąż... itp...
              A potem nagle napisać, że ślub będzie, bo... uwaga... teściowa chce.

              sad(
              • kruszynka301 Re: Doceniam. 18.10.06, 20:38
                Bo ją naprawdę bardzo lubię i cenię - i jest jedyną osobą, której zależy na ślubie, oprócz oczywiście mojej córeczki, która bardzo chciałaby zobaczyć mamusię w sukni księżniczki i uwielbia uroczyste wieczory w restauracjiwink))).

                Jeśliby to od nas zależało - nie bralibyśmy ślubu, ale chcemy nie chcemy sprawić przykrości mamie połówki. Zresztą, znając jej charakter, pewnie postawi nas przed faktem dokonanym i powie tylko, kiedy i w którym USC się mamy stawićwink. Cztery miesiące temu chciała nam wyprawić ślub w Las Vegas, zdążyła omówić ze mną szczegóły (syna się nie pytała o zdaniewink, ale zaszłam w ciążę, i swierdziłam, że w stanie błogosławionym na pewno nie będę brać ślubuwink))).

                Więc mamy teraz oficjalny zakaz pobierania się w trakcie jej nieobecności w Polscewink.




          • nieide ...ale o Co właściwie nam chodzi... 19.10.06, 13:57
            Tricolour - żeby było jasne - ja nie atakuję Ciebie i Twojego podejścia do
            zawierania związków. Po prostu jestem przeciwny odgórnemu ograniczaniu mojej
            wolności przez jakieś przepisy o obowiązkowej rejestracji związków.
            Przyjmuję, że Ty również nie uważasz za sensowne wpowadzanie takiej obowiązkowej
            rejestracji a jedynie wyrażasz Twoje osobiste podejście do problemu, do którego
            oczywiście masz prawo. smile
            • tricolour O jakiej wolności piszesz? 19.10.06, 16:31
              Wymień przejawy tej wolności, które odbierze Ci legalizacja związku.
              Podejrzewam, że bedziesz musiał sie nieźle nagimnastykować.

              Zresztą masz teraz pole do popisu i pisz, co Ci ogranicza legalizacja w takim
              rozumieniu, że bez legalizacji można z tego korzystać, a po legalizacji już nie...
              • nieide Re: O jakiej wolności piszesz? 20.10.06, 09:47
                Każda regulacja prawna, która nie jest uzasadniony ważnymi względami współżycia
                społecznego jest ograniczeniem wolności. A tworzenie nakazów tylko dlatego, żeby
                jakaś grupa społeczna poczuła się lepiej i uznała świat za bardziej "moralny" to
                już totalna hipokryzja i głupota.

                Pozdrawiam smile
      • brzoza75 Re: A moim zdaniem.... 18.10.06, 17:15
        rozumiem Tri że czekasz aż taka chwila nastapi i zarejestrujesz swój związek
        asap?

        "Bo potencjalne rozstanie znów wygeneruje takie myślenie, jakie mamy tu na
        forum facet mnie porzucił, a ja taka biedna".

        Popatrz a mnie facet nie porzucił tylko skrzywdził i jaka ja biedna ...
        ech Tri,
        • tricolour Nie zarejestruję... 18.10.06, 17:59
          ... bo już wszystkie auta mam porejestrowane. Ja normalnie wezmę ślub.
          • akacjax Re: Nie zarejestruję... 18.10.06, 23:07
            Jednak czas trwania tego bezślubia...to niejednokrotnie dłuższy czas niż niejednego związku od ślubu do rozwodusmile)))
          • brzoza75 gratuluję 19.10.06, 10:31
            gratuluje naprawde szczerze! bo oznacza to że trafiłeś na swoją połówkę.

            Natomiast czemu uczepiłes się Kruszynki? czy nie jest tak że mamy prawo wyboru
            i decydowania o swoim życiu? Ja widziałam Kruszynkę w Krakowie i powiem Ci
            szczerze, że dla mnie ze ślubem czy bez ślubu pozostanie w mojej pamięci na
            dłużej , tak szczęśliwej kobiety dawno nie widziałam, ten blask w oczach
            szczęścia bezcenny...czy to nie jest najważnejsze w życiu bycie po tym co nas
            doświadczyło szczęśliwym? z papierkiem czy bez jakie to ma znaczenie doprawdy...
            • kasiar74 Re: gratuluję 19.10.06, 14:31
              fakt po Kruszynce widać że jest szczęśliwą, spełnioną i kochaną kobietą,
              naprawdę aż cieszy oko, to daje nadzieje że może się udać mimo wszystko
              • libra22 bywa 19.10.06, 15:14
                Ja widziałam sporo patologii w związkach zalegalizowanych.

                Na konkubinacie cierpi konkubin/konkubina w przypadku śmierci jednego z nich,
                gdy dorobili się wspólnego majątku, którego jednak nie uprawomocnili i nagle
                okazuje się, że dziedziczy go rodzina.
                A nie to chyba przyświeca idei rejestracji?
            • tricolour Już pisałem o co mi chodzi... 19.10.06, 16:34
              ... nie będę się powtarzał, bo jest w tym wątku.
              Zresztą OK - wolnośc jest dla dwóch stron. Proszę w takim razie nie narzekać,
              gdy facet rzuca kobietę dla jakieś drugiej, bo on tylko korzysta ze swej
              wolności. Żonę i dziecko ma w dupie, bo wolność, to wolność...
              Aliemntów nie płaci, bo wolny jest...
              • brzoza75 diagnoza 19.10.06, 17:22
                wredziola forumowego dopadła depresja jesienna,
                Tri proponuję spacer w parku z kobietą jedyne lekarstwo,
                rzecz jasna ze swoją kobietą , bez podtekstów, bo ja bym Cie rękami owszem ale
                poddusiła...
                • tricolour Chybiona... 19.10.06, 18:14
                  ... ta diagnoza. Zresztą nie przekonam nikogo do mojego "porządku rzeczy".

                  Poczekam za to na posty o alimentach i wtedy wyjadę z wolnością...

                  tongue_outP
                  • libra22 Re: Chybiona... 19.10.06, 18:28
                    hehe Trismile

                    Zdaje mi się, że jak ojciec uzna swoje ojcostwo, to choć nie ma ślubu z matką
                    dziecka, i tak zobowiązany jest do świadczeń alimentacyjnych.
                    Ale może się mylę?
                    • tricolour No oczywiście, że ma obowiązek płacić... 19.10.06, 18:38
                      ... ale wolność to wolnośc i wielu nie płaci ani grosza.

                      Wolność, Libro!
                      • libra22 Re: No oczywiście, że ma obowiązek płacić... 19.10.06, 18:47
                        Ale ową wolność odczuwają także ci, którzy byli w węzach małżeńskich formalnych.
                        Ale może ja za zmęczona jestem i nie rozumiem - przyznaję się.
                  • nangaparbat3 Re: Chybiona... 19.10.06, 20:54
                    tricolour napisał:

                    > ... ta diagnoza. Zresztą nie przekonam nikogo do mojego "porządku rzeczy".
                    >
                    Widzisz, Tri, problem polega na tym, że "porzadek rzeczy" jest dla Ciebie
                    tożsamy z Twoją wizją swiata.
                    Oczywiscie do pewnego stopnia dotyczy to nas wszystkich, ale Ciebie w stopniu
                    szczegolnie nasilonym, stad problemy.
                    • tricolour A może być inaczej... 19.10.06, 22:02
                      ... i może być tak, by porządek rzeczy nie był tożsamy z wizją świata?
                      • nangaparbat3 Re: A może być inaczej... 19.10.06, 22:38
                        tricolour napisał:

                        > ... i może być tak, by porządek rzeczy nie był tożsamy z wizją świata?


                        Może. "Porządek rzeczy" sugeruje obiektywizm - więc ja na przyklad na jego
                        temat sie nie wypowiadam, bo uważam, ze do wiedzy o czymś takim mogę się co
                        najwyzej zblizać, a osiągnąc to moze po smierci, co tym bardziej wątpliwe.
                        Dlatego wolę mowić "myślę", "sądzę", "przupuszczam", "czuję" - a nie -
                        "porządek rzeczy jest taki a taki".
                        • brzoza75 wiesz Tri 20.10.06, 09:11
                          bardzo proszę generalizuj sobie uogólniaj na wszystkich, przepraszam na
                          wszystkie kobiety, rozumiem że jak już będziesz taki wolny i będziesz miał
                          druga żonę to zero alimentów.
                          • tricolour Jakaś bardzo pobudzona jesteś... 20.10.06, 09:37
                            ... Poza tym uważam za świństwo zyczenie czegokolwiek w przyszłych związkach,
                            bo są to zazwyczaj życzenia szmaciarskie. Jak to Twoje, że kiedy już będę miał
                            drugą żonę, to będzie zero alimentów...
                            • brzoza75 przeciwnie Jakaś bardzo pobudzona jesteś... 20.10.06, 09:43
                              zniżyłam się tylko do poziomu Twojej forumowej wypowiedzi ale przyszło mi to z
                              ogromnym trudem, nie potrafię tak jak Ty sączyć jadu, dlatego też zakończmy to
                              Tri, bo czuję że atakujesz zupełnie niepotrzebnie.
                              • brzoza75 jeszcze jedno 20.10.06, 09:45
                                ? na końcu zdania powinien być , więc raczej pytanie a nie życzenie,
                                rozpędziłeś się.
                                • tricolour No to jak miał być znak zapytania, to... 20.10.06, 18:55
                                  ... nie ja się rozpędziłem w interpretacji tylko zdanie jest niedokończone. Brak
                                  znaku zapytania zmienia treść, co nie jest moją winą tylko Twoim niedociągnięciem.
                            • kruszynka301 Tri, zagalopawałeś się 20.10.06, 09:51
                              Brzoza TYLKO I WYŁĄCZNIE wyciągnęła wnioski z Twoich wypowiedzi w tym wątku.
                              Przeczytaj je jeszcze raz ze spokojem i zrozumieniem, i sam dojdziesz do tego
                              samego wniosku.

                              I nikt Tobie źle nie życzy, bo to nie było osobiste (nawiasem mówiąc, wyznajesz
                              filofofię Kalego, Ty możesz innym docinać, inni Tobie nie) to są teoretyczne
                              rozważania.
                              • tricolour A kto mówi, że życzy źle? 20.10.06, 18:54
                                Piszę o sytuacji komentowania czyichś przyszłych związków. Ja nie wyciągałem
                                wniosków na przyszłość z Twojego zachowania, ani z tego, że nie chcesz brać
                                ślubu. Nie mówiłem nigdy o tym, że Twoje dziecko będzie nieślubne (czy coś
                                takiego)... nigdy nie napisałem niczego podobnego.
    • misbaskerwill Re: Od siebie... 21.10.06, 01:40
      Debata wydawała się czysto akademicka, bo pomysł p. Sowińskiej nawet w tym
      rządzie nie ma szans na urzeczywistnienie... nie mówiąc o tym, że jest
      kłopotliwy (czyt. niemożliwy) w realizacji wink.
      Ale, dla p. Sowińskiej (która tu na pewno nie zagląda, bo nie przyznałaby się do
      tak niemądrych pomysłów), dodam coś od serca.
      Czuję, że gdyby nie legalizacja mojego związku, moje dziecko byłoby znacznie
      szczęśliwsze. Bo ominąłby go koszmar, jakim jest rozwód rodziców, nieludzkie
      przenoszenie rozpraw w czasie i ciągnące się terminy...
      A przede wszystkim, wykorzystywanie tzw. " kwestii dobra dziecka" w personalnych
      zagrywkach dorosłych. A wszystko to byłoby całkiem niepotrzebne, gdyby nie... ta
      legalizacja.

      Oczywiście - nie przenoszę winy za działania niby-odpowiedzialnych ludzi na
      nieożywione (i często też nieludzkie) procedury.
      Konfrontuje jedynie to, co ujrzała Pani Rzecznik w swojej wyobraźni, z tym co
      się dzieje naprawdę. I to nie w "amoralnym" i "nielegalnym" konkubinacie, a
      mojej katolickiej zalegalizowanej rodzinie.
      • crazysoma Re: Od siebie... 21.10.06, 08:31
        > Czuję, że gdyby nie legalizacja mojego związku, moje dziecko byłoby znacznie
        > szczęśliwsze. Bo ominąłby go koszmar, jakim jest rozwód rodziców, nieludzkie
        > przenoszenie rozpraw w czasie i ciągnące się terminy...

        Misiu. To nie Twoje dziecko sie rozwodzi, tylko Jego Rodzice. Koszmar, jaki
        teraz ma to jest tylko i wylacznie wina ludzi, ktorzy w tym uczestnicza, a nie
        sytuacji. Sytuacja "tylko" uwidocznila, jak ludzie moga sie zachowywac. Twoje
        dziecko kompletnie moze nie widziec o przeciagajacych sie terminach,
        przenoszeniu rozpraw w czasie, ba smiem twierdzic, ze w o ogole o tym wiedziec
        nie powinno...
        A teraz popatrz na to tak, jak mnie sie popatrzylo. Gdybys nie mial slubu, byc
        moze do konca swiata nie zobaczylbys swojego dziecka. Czemu? Bo w czasie
        rozwodu ustalone zostana Twoje z nim kontakty, gdybys nie uczestniczyl w
        rozwodzie, no bo nie mialbys slubu, byc moze nie mialabys szans na ustalenie
        kontaktow. Mowie, byc moze... Bo moze byloby inaczej. Ale popatrz na to Misiu,
        w taki sposob, ze teraz masz szanse na ustalenie normalnych, stosunkow, ktore
        jesli nie sa egzekwowane podlagaja "karze". Nasze prawo jest krzywe (ostatnio
        moja pani adwokat sama przyznala, ze wielu spraw nie rozumie) ale mimo
        wszystko, prawo jest prawem.
        • misbaskerwill Re: Od siebie... 22.10.06, 18:42
          > Sytuacja "tylko" uwidocznila, jak ludzie moga sie zachowywac.

          Niewątpliwie masz rację i nie chciałem zrzucać winy za zachowanie rodziców na
          procedury. Chciałem tylko dać konkretny przykład, gdzie legalizacja nie jest
          żadnym "lekiem" na sytuację "patologiczną", natomiast bezduszna biurokracja
          tylko pogarsza sprawę...

          Ale chyba jak ktoś trafnie określił, to próba likwidacji "patologii" na
          papierze. Bo jak się biją obce osoby, to jest to przestępstwo, a jak się biją
          legalni partnerzy - to tylko "kłótnia rodzinna" i policja się nie miesza - dla
          "dobra sprawy"wink

          > A teraz popatrz na to tak, jak mnie sie popatrzylo. Gdybys nie mial slubu, byc
          > moze do konca swiata nie zobaczylbys swojego dziecka.

          I tu trafiłaś w dziesiątkę. Naprawdę. Od dziś będę mniej psioczyć na te
          "procedury"smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka