Dodaj do ulubionych

Gdzie szukać pomocy ?

08.12.06, 10:41
Moja historia jak wiele innych...
decyzja o rozwodzie niby podjęta ale są też ostatnie, rozpaczliwe próby
ratowania związku,
cieżko wyrzucić z życia 8 wspólnych lat,
tym bardziej, że mamy dwóch małych synków.

Jeden zasadniczy i podstawowy problem - M to typ faceta, który absolutnie nie
potrafi rozmawiać, nie rozmawia ze mną - kłopoty małżeńskie to wyłącznie MÓJ
problem, on się odwraca lub wychodzi z domu.
Norma to zachowanie: ja mówię (nie awanturuję się - dawno mi przeszło)
On - chcesz się rozwieść - proszę bardzo - dotarło do mnie - JEMU WOGÓLE NIE
ZALEŻY !!!!

Mieszkamy razem (mieszkanie wspólne) - M nie chce się wyprowadzić - jeśli MI
zależy na rozwodzie to powinnam:
1) wnieśc pozew
2) załatwić sprawy związane ze sprzedażą mieszkania
3) po załatwieniu ww. mam mu dać jego działkę kasy do ręki
(oczywiście gdzie się podzieję z 2 dzieci w czasie np. sprzedaży mieszkania -
to nie jego problem)

Powód rozwodu - PICIE, upijanie się do nieprzytomności, ale oczywiście ON nie
widzi tego problemu.
Przerabiałam: izbę wytrzeźwień, zabranie prawa jazdy po jeździe po pijaku,
leżenie nieprzytomnego M na klatce w bloku - mam mnóstwo dowodów i świadków i
sądzę, że przy rozwodzie z orzeczeniem o jego winie nia miałabym specjalnie
trudu w udowodnieniu mu alkoholizmu - moje argumenty przytoczone tutaj - w
jego ocenie TO NIE JEST PROBLEM - inni też piją - nooo...ręce opadają

to tak w krótkich, żołnierskich słowach

Ostatnia nadzieja...
Pomóżcie proszę - gdzie w Warszawie mogę szukać pomocy terapeuty od
uzależnień ?
Rozumiem, że terapia będzie dotyczyć nasz dwojga,od czego zacząć ?
Jak nakłonić męża do terapi?
Jakiego rzędu są to koszty ?

Ja mam przeczczucie, że się nie uda, tym bardzie, że widzę jego obojętność na
wszystko co się dzieje, ale chciałabym mieć też świadomośc, że zrobiłam
wszystko co mogłam aby uratować to małżeństwo.

Pomożecie ?


Obserwuj wątek
    • marek_gazeta Re: Gdzie szukać pomocy ? 08.12.06, 10:47
      > On - chcesz się rozwieść - proszę bardzo - dotarło do mnie - JEMU WOGÓLE NIE
      > ZALEŻY !!!!
      Nie bardzo tak jest. Tzn. tak nie musi być. Kiedy żona mnie wreszcie poinformowała o wniesieniu pozwu (leżał już na poczcie, przyszło awizo), nie od razu dotarło do mnie to, co powiedziała.

      Ciekawe, w jaki sposób wytrzymałaś z nim 8 lat? (i w jaki moja kobieta wytrzymała ze mną 11? też ciekawe). Niestety, jeśli chodzi o resztę pytań, to nie mam nic do powiedzenia.
      • fammoni Re: Gdzie szukać pomocy ? 08.12.06, 11:36
        Marku - ale jakim trzeba być człowiekiem, jeśli słowa własnej żony, wypowiadane
        wielokrotnie (groźby rozwodu też) nie skłoniły mojego M i Ciebie też (co wynika
        z postu) do zmiany zachowania
        czy słowo pisane czytaj pozew rozwodowy w cudowny sposób zmieni zachowanien ???
        i co alkoholik nagle przestanie pić bo przestraszy się ???

        ale niestety
        mój M to ciężki kaliber - zawzięty i gotowy się rozwieść byle nie przynać się
        do błędu

        jestem zrozpaczona bo ...kocham go...a z drugiej strony mam świadomość, że nic
        się nie zmieni

        nie chcę aby moje dzieci patrzyły na pijanego, obsikanego (delikatnie rzecz
        ujmując) ojca, wleczonego przez obcych ludzi do domu, rzucającego w pijackim
        szale naczyniami i wszczynającego awantury bez powodu, biegającego z nożem za
        obcymi ludźmi (cud, że facet nie wezwał policji)

        zawsze w sytuacjach kiedy mam dylemat i waham się co robić przypominam sobie
        mojego 6 letniego synka, który podczas takiego agresywnego zachowania pijanego,
        wrzeszczącego ojca dostał ataku histerii i próbował schować się pod łóżko sad

        M nigdy nie podniósł ręki na mnie czy na dzieci, więc agresja nie wchodzi w grę
        to typ człowieka, który pijany doprowadza rodzinę na skraj rozpaczy swoją
        agresją, gadaniem głupot, groźbami samobójstwa, ciagłym chodzeniem po
        mieszkaniu...ile można tak żyć ?


        • z_mazur Re: Gdzie szukać pomocy ? 08.12.06, 11:51
          Z Twojego opisu wynika, że Twój mąż to po prostu alkoholik.
          A Ty masz klasyczne objawy współuzależnienia.
          Potrzebujesz tak samo pomocy jak on, a może nawet bardziej.
          Skontaktuj się z jakimś ośrodkiem pomocy.
          Leczenie problemów alkoholowych jest w Polsce bezpłatne.
          W takich ośrodkach znajdziesz fachową pomoc i wsparcie,
          będziesz wiedziała jak postępować z mężem alkoholikiem
          żeby doprowadzić do sytuacji, w której on sam będzie chciał
          się poddać leczeniu.
          Alkoholika nie zmusisz do leczenia jeśli on sam nie zrozumie
          że potrzebuje pomocy. Najczęsciej następuje to wtedy gdy
          dosięgnie kompletnego dna. Najczęściej jednak bliskie osoby
          chronią alkoholika przed konsekwencjami jego picia i uniemożliwiają osiągnięcie
          tego dna.
          Potrzebujesz fachowej pomocy, udaj się po nią i to jak najszybciej.
    • fammoni Re: Gdzie szukać pomocy ? 08.12.06, 11:48
      dziękuj brzozo - już zadzowniłam i się umówiłam na spotkanie
    • fammoni na spokojnie 08.12.06, 12:17
      tak na marginesie
      zacznę ..jak w szkle kontaktowym, gdzie każdy kto się dodzwonił chwali
      program...
      czytam od...dawna, piszę chyba drugi raz

      najlepsze forum dla osób z takimi problemami jak ja

      JA WIEM,ŻE JESTEM UZALEŻNIONA i źle mi z tym
      i podjęłam w końcu decyzję, że MUSZĘ coś z tym zrobić

      mój problem - nie potrafię mówić nie płacząc
      rozlejami się kompletnie
      spotkanie już w poniedziałek
      nie chcę wyjść na ofiarę męża alkoholika bo tak nie jest
      ale jak opowiadać aby nie wyć przed obcą kobietą, nie rozkleić się kompletnie,
      być spokojną i opanowaną
      czy wogóle się da mówić o tak osobistych sprawach na spokojnie

      ja nawet dzwoniąc i umawiając się na wizytę popłakałam się w słuchawkę






      • akacjax Re: na spokojnie 08.12.06, 19:02
        Rozumiem, że trafiłaś do specjalisty od współuzależnień.
        Ogólny zestaw adresów tych poradni jest na (www.odwyk.pl)
        www.psychologia.edu.pl/index.php?dz=strony&op=spis&id=167

        Zespół uzależnienia alkoholowego to choroba działająca na cała rodzinę.
        Piszesz, że nie chcesz wyjść na ofiare m. bo tak nie jest-a jednak gdy poznasz wiedzę na temat wpływu alkoholizmu na rodzinę zobaczysz, że niestety tak jest.
        Okaże się ile razy byłaś nadopiekuńcza-dla niego i rodziny, ile razy "musiałaś" przejąc kontrolę nad sprawami domowymi i innymi-bo on był pijany i nieodpowiedzialny...itd.
        Alkoholik najczęściej pije w pełnym komforcie. Nie odczuwa żadnych skutków ubocznych-bo posprzatane(często po nim), bo ugotowane, bo czasem budzi się ułożony w łóżku...
        Po pierwsze-trzeba przestać stwarzać mu ten komfort.
        A co dalej..dowiesz się na terapii.
        Nie bój sie płaczu-on oczyszcza-gdyby to wszystko nie było ciężarem, łzy nie napływałyby do oczu.
        • fammoni Re: na spokojnie 09.12.06, 09:42
          tak właśnie było...
          kiedy zaczynał pić w już w godzinach pracy i nie mógł odebrać synka z
          przedszkola (a to należało do jego "obowiązków")ja zwalniałam się z pracy i
          gnałam z jęzorem na brodzie aby zdążyć przed 17-tą
          słałam łózko, rozbierałam, usprawiedliwiałam, tłumaczyłam, kryłam przed rodziną
          chociaż i tak wszczyscy wiedzieli - mieli niejednokrotnie okazję obserwować
          jego zachowanie na rodzinnych imprezach
          tłumaczyłam go sama przed sobą

          nie robię tego od kilku lat tzn. nie usprawiedliwiam, nie tłumaczę, mówię
          otwarcie o sytuacji - dzieko wtedy MUSIAŁAM i teraz też muszę odebrać z
          przedszkola - przecież on by tego nie zrobił pijany a zresztą chyba wolałabym
          żeby w takim stanie nie pokazywał się w przedszkolu
          często nie wraca na noc
          nie bardzo rozumiem jaki komfort picia mu sprawiam ?
          albo co miałabym w takiej sytuacji robić aby nie sprawiać mu tego komfortu ?
          wraca do domu trzeźwy bo zdążył się wyspać i wytrzeźwieć
          nie jada z nami posiłków, a jeśli jada to zaproszony do stołu przez dzieci -
          mam go wygonić od stołu ?

          najgorsze, że ja mam teraz wrażenie, że on wiedząc, że sprawy zaszły za daleko
          i moja cierliwość się wyczerpała - prowokuje, robi wszystko abym spełniła
          wielokrotnie wykrzyczaną obietnicę rozwodu
          niezależy mu na nic i na niczym
          przychodzi do domu jak do hotelu, żeby się przespać
          sobota, niedziela - ja nic nie mogę zaplanować, on wstaje i nic nie mówiąc
          wychodzi i nie zastanawia się nad niczym
          zabiera samochód i wróci albo nie
          najczęściej wraca bez słowa, kładzie spać
          w tej chwili zostało mu tylko to mieszkanie, z którego NIE CHCE SIĘ WYPROWADZIĆ
          (ma gdzie bo ma matkę w w-wie)i JA WIEM, że czeka na kasę z podziału mieszkania

          dodam tylko, że zarabiam 2-krotnie więcej od niego a kiedy się pobraliśmy NIE
          MIAŁ przysłowiowego złamanego grosza, pracy, samochodu - wprowadził się do
          mojego mieszkania z 2 parami spodni, koszulą i 2 t-shirtami
          ja znalazłam mu stała pracę - oczywiście za każdym razem kiedy jest pijany
          twierdzi, że tragiczną i jutro się zwolni, kupiliśmy większe, wspólne
          mieszkanie, samochód
          taka beznadziejna stabilizacja o której się marzą za młodu

          jest sens takiej terapii jeśli i tak się rozwiedziemy ?

          W ciągu tych 8 wspólnych lat nigdy nie usłyszałam słowa skruchy, przepraszam -
          to nie w jego stylu
          jego jedynym argumentem jest krzyk, z niczym się nie zgadza, nic mu się nie
          podoba, nawet kiedy wracam z dziećmi od fryzjera komentuje ścięcie - oczywiście
          jest tragiczne i gdyby on tam był...ale nie miał czasu
          ubranie moje, dzieci - tragedia, starszy synek do tej pory nie ma kupionej
          kurtki zimowej bo żadna się nie podobała ojcu sad(((
          chwała Bogu, że ciepło jest ...
          wychowałam się w rodzinie w której ...się nie pije, winko, likier stawiany od
          święta, ojciec, brat - nawet nie palą
          wpakowałam się w jakiś chory układ i czuję się podle

          samam się zastanawiam jak wytrwałam te 8 lat, ciężko jest uświadomić sobie, że
          kochany człowiek to..tak naprawdę ktoś obcy

          On w tej chwili stoi nad przepaścią - grozi mu zwolnienie z pracy właśnie za
          picie
          straci dzieci...wszystko
          na co on czeka aby się opamiętać
          świadomie i pełną premedytacją niszczy wszystko co posiada
          to jest jakieś chore
          wybaczcie te żale ale nie mogę tego zrozumieć
          jesli ktoś po przeczytaniu moich słów stwierdzi - idiotka - to całkowicie się z
          tym zgodzę

          • anja_pl Re: na spokojnie 09.12.06, 10:02
            fammoni,
            idiotka to na pewni nie jesteś, ale zakochaną po uszy,
            idź na terapię bez wzgledu na to czy będziecie razem czy nie,
            musisz ratować siebie i dzieci przed nałogiem męża i ojca,

            może musi sie całkowicie stoczyć, aby się odbić od dna ...
          • z_mazur Re: na spokojnie 09.12.06, 10:15
            Już pisałem.
            Nie jesteś idiotką tylko osobą współuzależnioną.
            Twój opis jest wręcz standardowym, klinicznym przypadkiem.
            Boże ile ja znam takich historii.
            Niektóre nawet z happy endem, ale ten happy end następował najczęściej po
            totalnym kryzysie (np. mój znajomy, świetny facet, dyrektor finansowy w dużej
            spółce, prestiż, władza, znaleziony po kilkudniowym cugu alkoholowym w jakiejś
            melinie pijackiej, potem oddział zamknięty, terapia, od paru lat jest ok).
            Niektóre bez happy endu (mój 35 letni przyjaciel zmarł na trzustkę -
            konsekwencje picia).
            Zrób pierwszy krok, zwróć się po profesjonalną pomoc.
            Jasne, że nie będzie łatwo wyjść z tego, ale trwanie w tym musi być dla Ciebie
            i dzieci koszmarem. Powinnaś to zrobić nie dla niego tylko dla siebie i dzieci.
          • akacjax Re: na spokojnie 09.12.06, 19:58
            Terapia jest dla Ciebie-zobaczysz ile starciłaś tak żyjąc, zobaczysz nowe możliwości, nową siebie. Poza tym dostaniesz profesjonalną wiedzę jak odebrać mu komfort picia.

            A kurtkę dziecku kup sama-o ile jest taka potrzeba.

            Co do rozwodu-Twój wybór-wg mnie na chwile obecną ważniejsze jest ustabilizowanie sytuacji domowej, spokój, normalność, szukanie metod odcięcia się od alkoholika.
            Jest też możliwość zgłoszenia go do gminnej komisji rozwiązywania problemów alkoholowych. Czasem to impuls, od którego zaczyna się prawdziwe leczenie.


          • tricolour Mają rację - jesteś współuzależniona. 10.12.06, 10:05
            Do tego stopnia, że piszesz "nie bardzo rozumiem jaki komfort picia mu sprawiam?
            albo co miałabym w takiej sytuacji robić aby nie sprawiać mu tego komfortu?"
            Dodatakowo nie chcesz iśc na terapię.

            Chodzisz do dentysty jak boli ząb? A do ginekologa chodzisz profilaktycznie?
            Chodzisz.

            To pójdź na terapię, bo Ciebie, męża, rodzinę zżera choroba alkoholowa.

            A na czym polega komfort picia? Proszę bardzo:
            1. kiedy zaczynał pić w już w godzinach pracy i nie mógł odebrać synka z
            przedszkola (a to należało do jego "obowiązków")ja zwalniałam się z pracy.
            2. tłumaczyłam go sama przed sobą
            3. mam go wygonić od stołu?

            Jesteś chora.
            • fammoni Re: Mają rację - jesteś współuzależniona. 10.12.06, 11:30
              tricolour - ale ja właśnie chcę iśc na terapie - nawet idę po raz pierwszy jutro

              z tym odbieraniem dziecka z przedszkola...
              kiedy dzwoni podpity że nie odbierze to nawet jeśli ja mu powiem, że nie będę
              mogła się zwolnić i odebrać....to nic to nie zmieni
              on i tak nie odbierze
              ten telefon to tylko formalność
              on jest już w takim stanie, że i tak nie przyjedzie do przedszkola
              (wcześniej nawet nie dzwonił)

              nie jadamy razem
              praktycznie nie rozmawiamy
              mamy oddzielne finanse
              miszkamy razem

              on nie zgadza się na jakąkolwiek terapię, nie tylko dot. problemu z piciem


              • fammoni Re: Mają rację - jesteś współuzależniona. 10.12.06, 12:37
                w mojej ocenie nastąpił trwały rozklad małżeństwa - oddielne sypialnie,
                finanse - od kilku lat
                jedynie mieszkamy wspólnie i tego nie da się zmienić
                terapia to ostatnia szansa dla mnie - ale chyba się łudzę sad
                • tricolour Oczywiście - łudzisz się. 10.12.06, 15:44
                  Pójdź jutro na pierwszą terapię, a wrócisz w szoku. Za miesiąc stracisz
                  złudzenia kiedy zobaczysz w jakim miejscu zycia jesteś i zrozumiesz kto Ci je
                  zmarnował.

                  Nie muszisz tłumaczyć mi nieodbierania dziecka z przedszkola przez pijanego
                  gościa, bo sytaucję rozumiem. Rozumiem, że takie coś może sie przydarzyć, ale
                  TYLKO RAZ.
                  Jeżeli zdarzło się wiecej razy, to ... idź na tą terapię.

                • akacjax Re: Mają rację - jesteś współuzależniona. 10.12.06, 20:27
                  Nawet gdybyś się rozwiodła, to terapia jest wskazana, bo trzeba odgrzebać siebie spod zmian, jakie kontakt z alkoholikiem w Tobie wywołał.
                  Mam nadzieję, że jutrzejsze wstępne spotkanie będzie początkiem pracy ze sobą samą. Życzę powodzenia!
              • tricolour Jasne jest, że alkoholik nie chce iść.. 10.12.06, 15:46
                ... na terapię, bo alkoholik chce pić. Terapia stanowi zagrożenie dla picia i
                stąd niechęć.

                Postawmy rzecz jasno: jeśli Twój mąż nie zacznie się leczyć, to umrze. Może
                dopiero za kilka lat, ale umrze na pewno.
                Dlatego Ty sie ratuj.
          • tictac11 Re: na spokojnie 11.12.06, 12:41
            Fammoni o ile dobrze zrozumiałam
            NIE
            MIAŁ przysłowiowego złamanego grosza, pracy, samochodu - wprowadził się do
            mojego mieszkania z 2 parami spodni, koszulą i 2 t-shirtami

            to miałaś mieszkanie PRZED slubem?
            Jeśli tak, to jest ono twoim majatkiem a nie wspólnym, nic nie musisz mu
            oddawać. Możesz sie rozwieść i go po prostu eksmitowac.
            • fammoni no własnie - czy ktoś wie jak się to dzieli ? 11.12.06, 13:01
              > Fammoni o ile dobrze zrozumiałam
              > NIE
              > MIAŁ przysłowiowego złamanego grosza, pracy, samochodu - wprowadził się do
              > mojego mieszkania z 2 parami spodni, koszulą i 2 t-shirtami
              >
              > to miałaś mieszkanie PRZED slubem?

              miałam mieszkanie przed ślubem - ale sprzedałam je + kredyt = nowe mieszkanie,
              które kupiliśmy już jako małżeństwo
              50% ze sprzedaży mieszkania (mojego panieńskiego) i 50% kredytu
              nie mam pojęcia jak w sądzie wygląda podział majątku w takiej sytuacji ale
              obawiam się, że to jednak wszystko jest wspólne i za bardzo wyrzucić go nie mogę
              tym bardziej, że przejawia dziwne zachowanie - wraca jak bumerang i żadna
              obelga nie jest wystarczającą obrazą, żeby się go pozbyć
              dał mi wyraźnie do zrozumienia, że mamy się dzilic po połwie i nie przemawia do
              niego absolutnie argument, że dzieci zostają ze mną...i w związku z tym ten
              podział tak po równo nie będzie
              ale to opowieść na inną bajke sad
              • tictac11 Re: no własnie - czy ktoś wie jak się to dzieli ? 11.12.06, 13:06
                Skoro masz dowód na to ze 50% pieniędzy na nabycie mieszkania juz po ślubie
                pochodzi z twojego majatku (masz chyba jeszcze umowę sprzedaży poprzedniego?)
                przedmałżeńskiego, to moim zdaniem te 50% nie wchodzi do podziału. Najlepiej
                zapytaj prawnika, będziesz pewna swoich racji.
                • z_mazur Re: no własnie - czy ktoś wie jak się to dzieli ? 11.12.06, 13:08
                  Jest dokładnie tak jak pisze tic tac.

                  Mało tego biorąc pod uwagę zmianę wartości mieszkania, przypuszczam, że do
                  odzyskania jest połowa aktualnej wartości tego mieszkania, a nie kwota
                  pochodząca ze sprzedaży mniejszego mieszkania.
                  • tictac11 Re: no własnie - czy ktoś wie jak się to dzieli ? 11.12.06, 13:13
                    myślę, że najlepiej bedzie wiedział majkel01
                  • fammoni Re: no własnie - czy ktoś wie jak się to dzieli ? 11.12.06, 13:15
                    NAPRAWDĘ ???
                    on już mi takie elaboraty powyliczał...że ..no jemu się jakoś zawsze dzieliło
                    po połowie a ja też nie za bardzo wiedziałam ja to się powinno dzielić

                    akt sprzedaży mieszkania mam oczywiście - sprzedałam notarialnie mojej mamie -
                    czyli de facto mama dała kasę na połowę nowego mieszkanka NASZEGO wspólnego (to
                    stare, moje panieńskie cały czas jest bo czeka na moich synków - dostaną je w
                    spadku po babci

                    NAJLEPSZE jest to, że mąż w rozliczeniu wspólnego majątku chciałby właśnie tego
                    mieszkania

                    • tictac11 Re: no własnie - czy ktoś wie jak się to dzieli ? 11.12.06, 13:17
                      ma bujną fantazje i wmawia Ci ciemnotę smile))
                      Nie daj sie, walcz o swoje. On nie ma szans w sądzie, i powiedz mu to zupełnie
                      spokojnie smile
                      • fammoni Re: no własnie - czy ktoś wie jak się to dzieli ? 11.12.06, 13:18
                        tiktacu - mogę Cię po rękach całować ?
                        przywróciłaś mi nadzieję
                        • tictac11 Re: no własnie - czy ktoś wie jak się to dzieli ? 11.12.06, 13:20
                          eeeeeeeeeeeejjjjjjj no nie wygupiaj sie wink))
                          Moj m mowi że jestem materialistka, moze cos w tym jest wink)))
                    • z_mazur Re: no własnie - czy ktoś wie jak się to dzieli ? 11.12.06, 13:24
                      Z mieszkaniem to IMHO powinno wyglądać w Twoim przypadku tak:
                      Bierzesz aktualną wartość tego mieszkania, które teraz jest waszą własnością i
                      obliczasz w nim taką procentową wartość jaką stanowił przy jego zakupie kredyt.
                      To jest wasza wspólna część tego mieszkania. Jeśli to było 50 % to mężowi
                      należy się 25% aktualnej wartości mieszkania. Niestety resztę majątku to już
                      fifty fifty.
    • bazyliada Re: Gdzie szukać pomocy ? 08.12.06, 22:21
      Zajrzyj tutaj, możesz poczuć, ze to co przeżywasz dotyczy wielu i można sobie z
      tym poradzić:

      forum.akcjasos.pl/index.php?sid=4c369729f6677691ecc2220bad3f6966
      www.timi.jawnet.pl/serwis/index.php
      życzę dobrych dni smile
      • fammoni zaczęłam terapię i......... 02.02.07, 13:26
        chodzę na terapię i...dobrze mi z tym
        i tak sobie dochodzę do przekonania, że moje życie jest to du...y, że nie mam
        ochoty męczyć się z alkoholikiem, że ...tracę wszystko..radość życia, ciekawośc
        świata, że się staję zgorzkniałą kobietą bez ambicji i marzeń...
        to wszystko uświadamia mi terapia i utwierdza w przekonaniu, że MUSZĘ cos z TYM
        zrobić, ale TYM czymś nie jest choroba męża tylko ...no własnie...życie w takim
        chorym związku

        a jakiego mam terapeutę smile)))))))))))
        chwilami mam ochotę właśnie ...zrezygnować....zmienić terapeutę...bo....jest
        dla mnie za idealny....przedstawia mi świat, którego nigdy nie poznałam,
        możliwości o których nawet nie śniłam...życie tak nierealne, niemożliwe...
        od tylu lat nie doznałam bliskości i miłości...a tu masz...obcy facet "który
        mnie rozumie"...któremy się mogę wypłakać na ramieniu i który trafi w samo serce

        to jest aż chore i zaczynam się bać...uzależnienia...od terapeuty smile))
        zadużyć się w terapeucie..tylko mi to było potrzebne ....jakbym kłopotów i
        problemów miała za mało sad
        a tego własnie się boję
        pozbawiona oparcia w najbliższym człowieku czepiam się osoby, która to oparcie
        mi daje
        jak sądzicie...bardzo źle ze mną ????

        • nanga.nanga Re: zaczęłam terapię i......... 02.02.07, 13:31
          O ile wiem, takie zadurzenie sie w terapeucie to klasyka, przynajmniej w
          psychoanalizie chyba zwykły element terapii. Jesli terapeuta jest naprawdę
          dobry, poradzi sobie z tym, tak zeby nie skrzywdzic Cie w zaden sposób.
        • betuana Re: zaczęłam terapię i......... 02.02.07, 13:46
          Fammoni, to co się z Tobą dzieje to najzupełniej ludzka i naturalna reakcja na
          terapię. Spotkałaś człowieka, który Cię wysłucha i nie ocenia, nie wartościuje.
          Nic dziwnego, że może pojawić się fascynacja. Ale, jak już pisała Nanga, to
          jeden z integralnych elementów terapii i terapeuci stykają się z tym często.
          Nie wiem, czy jest to pocieszające, ale chyba fajniej jest się zadużyć w
          terapeucie płci przeciwnej niż tej samej, a takie przypadki też są na początku
          dziennym (oczywiście u osób o zdeklarowanie heterosekksualnej oreinatcji, żeby
          nie było niedomówień)smile
          • fammoni Re: zaczęłam terapię i......... 02.02.07, 14:08
            ja wiem, że takie są zależności na terapi i niemal regułą staje się fascynacja
            terapeutą
            świadoma jestem też, że oczy będą się otwierać na różne sprawy i jestem coraz
            bliżej decyzji o rozwodzie
            ale jako kobieta pozbawiona bliskości drugiego człowieka jestem podatna na
            wpływy - tu terapeuty
            zauroczenie - nie chcę tego, nie chcę uzależnienia bo za jakiś czas będzie mi z
            tym ciężko
            nie mam oparcia w nikim, czuję się samotna - po co mi wsparcie tylko i
            wyłącznie obcej osoby, dla której jestem "przedmiotem" terapii raz na jakiś czas
            boje się tego "przywiązania",
            wiedziałam, że terapia nie uzdrowi mojego małżeństwa i nie zmieni mojego męża
            bo nie takie "jej" zadanie
            ale ...moja psychika jest w tej chwili chyba w gorszym stanie niż zanim
            zaczęłam terapię
            burza myśli i uczuć i tylko nadzieja, że to przejściowe i z czasem się unormuje
            radość z przełamania strachu i podjęcia decyzji o zmianie życia połączona z
            wulkanem przygnębienia z powodu osamotnienia

            nawet nie umiem wyrazić swoich emocji a są one...oj są ...

            • betuana Re: zaczęłam terapię i......... 02.02.07, 15:01
              Ale to właśnie na tym polega, że jesteś swego rodzaju przedmiotem terapii, a
              terapeuta bezstronnym obserwatorem Twoich reakcji. On nie może się angażować,
              ale Ty możesz. To on ma Ci pomóc. Nawet jeśli konsekwencją relacji
              terapeutycznej byłoby zauroczenie, to terapeuta ma Ci pomóc przez to przejść.
              Żeby nie było, że naczytałam się mądrości i się popisuję, to melduję uprzejmie,
              że od roku grzecznie uczęśzczam na terapię. Ja akurat na zadurzenie sie
              terapeucie mam marne szanse (nigdy nie mów nidgy), choć terapeutą jest facet i
              to symatyczny, bo jednym z moich problemów jest coś w rodzaju dystansu
              emocjonalnego. Trzymaj sie Fammoni, bo nie jest Ci łatwo, ale jeśli udało Ci
              się trafić na dobrego terapeutę to połowę sukcesu masz za sobąsmile
              • nanga.nanga Re: zaczęłam terapię i......... 02.02.07, 16:07
                Nigdy nie mów nigdy - moja zdecydowanie heteroseksualna i powsciagliwa
                przyjaciołka przeżyla wielka milość do swojej terapeutki - starszej pani. Ja
                byłam od zwierzeń, przerobiłam to dość dokładnie.
              • fammoni Re: zaczęłam terapię i......... 02.02.07, 16:11
                bo jednym z moich problemów jest coś w rodzaju dystansu
                > emocjonalnego.

                a moim problemem (także) jest cos wręcz odwrotnego -
                ja się za szybko angażuję sad a dystansu nie czuje absolutnie
                jestem tak "otwarta", że aż mnie to przeraża sad(((
                jako "wyposzczona" w różnych aspektach zycia łapczywie rzucam się na wyciąganą
                pomoc - w różnych jej przejawach i stąd moje emocjonalne rozchwianie...niestety


                • betuana Re: zaczęłam terapię i......... 02.02.07, 21:01
                  A ja buduję mury, tak na wszelki wypadek, żeby nikt nie mógł mnie skrzywdzić. Na
                  terapii próbuję jakoś poukładać i uporządkować ten potworny chaos w moim wnętrzu
                  - idzie mi to bardzo powoli, ale chyba jednak w dobrym kierunkusmile
                • betuana I jeszcze jedno... 02.02.07, 21:04
                  Porozmawiaj z terapeutą o swoich uczuciach, również tych, które zaczynasz żywić
                  w stosunku do niego. Jeśli jest dobry, a mam nadzieję, że jest, to pomoże Ci
                  przez to przejść w miarę bezboleśnie.
                  • crazysoma Betuana 06.02.07, 01:16
                    A ten profesor to kolega psycho... (dalej nie wiem, co napisac) S?
                    Sluchaj, to jaka kosmiczna bzdura. Szybciej mozna sie zakochac w ginekologu,
                    ale dobry psychoterapeuta nie powinien pozwolic na taki ewentualny fakt,
                    albowiem dobry psychoterapeuta to 100% emaptii i 100% asertywnosci. Bo, wyobraz
                    sobie, ze do psychoterapeuty nie chodza odporni, asertywni Ludzie ale
                    (przynajmniej na poczatku) totalnie rozwaleni, podatni na wszystko (szczegolnie
                    co dobre) osobnicy. A kazdy potrzebuje milosci i uwagi...

                    Kobieto Fammoni, Ty sie zastanow czy nie popadniesz w nastepne uzaleznienie...
                    • betuana Re: Betuana 07.02.07, 08:43
                      Crazy, piszę z perspektywy pacjenta, który miał ogromne opory przed poddaniem
                      się terapii, bo trudno było mi zaakceptować fakt, że obcemu człowiekowi mam
                      opowiadać o rzeczach, które dla mnie są cholernie trudne. Przekopałam się przez
                      mnóstwo informacji odnośnie psychoterapii. I wiem, że takie zjawiska, jakie
                      opisuje Fammoni, są NORMĄ.
                      I w tym miejscu podpisuje sie "obiema ręcyma" pod tym co napisał Tri, Fammoni
                      powinna zająć sie swoją terapią, a nie wysłuchiwać opinii piszących na forum,
                      którzy owszem mają dobre intencje, ale zero znajomości tematu.
                      • crazysoma Re: Betuana 07.02.07, 14:51
                        Mnie chodzilo o to, ze dobry specjalista, jesli widzi, ze pacjentka sie w nim
                        zakochuje to nie powinien do tego dopuscic. Mozg czlowieka i emocje dzialaja
                        tak jak dzialaja, szczegolnie w stanach rozwalki. Trudno sie dziwic ze cos
                        takiego moze sie zdarzyc. Ale jedno wiem na pewno - TO nie powinno sie zdarzyc.
                        • betuana Re: Betuana 07.02.07, 14:58
                          To może się zdarzyć i zdarza się, a terapeuci są (a przynajmniej powinni być)
                          na taką sytuację przygotowani. Dobry specjalista jest od tego, żeby
                          przepracować ze swoją pacjentką te emocje i przeprowadzić ją przez to, ucząc ją
                          tym samym jak sobie z nimi radzić w innych przypadkach życiowych.
            • bursztynowe Re: zaczęłam terapię i......... 02.02.07, 15:56
              > ale ...moja psychika jest w tej chwili chyba w gorszym stanie niż zanim
              > zaczęłam terapię
              > burza myśli i uczuć i tylko nadzieja, że to przejściowe i z czasem się unormuje
              > radość z przełamania strachu i podjęcia decyzji o zmianie życia połączona z
              > wulkanem przygnębienia z powodu osamotnienia

              To naturalny etap terapii. Byłaś gdzieś, daleko blisko dna. Wydobycie się
              stamtąd nie jest łatwe i przyjemne. Ale możliwe i warte tego wysiłku.
              • sbelatka Re: zaczęłam terapię i......... 02.02.07, 20:37
                Troche sie zaniepokoiłam tym co ludzie wyżej napisali - o związku emocjonalnym
                z terapeutą...

                może i tak musi być...
                nie jestem pewna...
                budzi to jednak mój niejaki sprzeciw...

                Czy to terapeta? Z papierami terapeuty?
                Czy on jest ZDROWY???

                czy on nie ma POTRZEBY wikłania pacjentek???

                cóz, zbyt duzo psychologów spotykam w swoim życiu zawodowym zeby miec do nich
                pełne zaufanie. jak leci - ze sie tak wyraże.
                Z tego powodu, ze sa psychologami...

                Nie wiem.
                Nie chce Cie zniechęcać..do tego gościa...
                Ale kurde - terapeuta nie jest do kochania...
                owszem, poczucie zaufania, wiary w jego kompetencje - ok, to oczywiste.

                Jak jest dobry to sobie poradzi z twoimi emocjami.
                Ale jak nie jest???

                dobra, moge przyjąc, ze zrzędzę...
                tym bardziej, ze nie bylam nigdy na terapii...

                ale za to spędziłam setki godzin w grupach w ramach róznego rodzaju trenigów
                interpesonal, intrapsychicznych itp.
                zreszta prowadze je tez...

                wiem, moze to inna specyfika...
                ale - no nie wiem co ten facet robi ..-

                Cholerka, no nie wiem co napisać...

                Sugeruje jednak ostrożność...

                Poza tym ja jestem DDA (dorosłe dziecko alkoholika)
                moja mama nie odeszła od ojca.
                zapłaciłam za to swoja cenę.
                Nie wiem jaką zapłaciłabym gdyby odeszła.
                Bo TEZ jakąś.

                Jesli zrobiłam Ci jakies zamieszanie w glowie z powodu tego co napisałam o
                terapii - to przepraszam.
                Ale...


                Pozdrawiam...








                • julka1800 Re: zaczęłam terapię i......... 02.02.07, 21:03
                  Nie wiem.
                  Nie chce Cie zniechęcać..do tego gościa...
                  Ale kurde - terapeuta nie jest do kochania...
                  owszem, poczucie zaufania, wiary w jego kompetencje - ok, to oczywiste.

                  Jak jest dobry to sobie poradzi z twoimi emocjami.
                  Ale jak nie jest???

                  tez mnie to zaniepokoilo ufff dobrze sbelatko ze to napisalas bo myslalam ze ja
                  jedna widze w tym cos sprzecznego
                • betuana Re: zaczęłam terapię i......... 02.02.07, 21:27
                  Cytat za "Psychoterapia. Poradnik dla pacjentów" prof. dr hab Jerzy W.
                  Aleksandrowicz:
                  "W miarę rozwoju leczenia, w relacji między pacjentem a terapeutą zaczynają
                  pojawiać się szczególne zjawiska, nazywane przeniesieniem. Pacjent zaczyna
                  wiązać z terapeutą uczucia takie, jakie wywoływały w nim kiedyś ważne w jego
                  życiu osoby - matka, ojciec, ktoś z rodzeństwa. Im bardziej terapeuta jest tą
                  "białą kartą", tym łatwiej pacjent może wyobrazić sobie na jego temat, co tylko
                  zechce. Wyobrażenia te są bardzo ważne, stanowią materiał, który może być
                  niezmiernie użyteczny, a niekiedy konieczny w leczeniu. Im bardziej "poważne" są
                  te uczucia pacjenta do terapeuty (wszystko jedno czy mają one pozytywne czy
                  negatywne zabarwienie), im bardziej bogate i złożone są te wyobrażenia o
                  terapeucie, o którym nic się nie wie, tym bardziej pacjent projektuje w nich
                  siebie i wspomnienie o dawnych związkach z ważnymi w jego życiu osobami,
                  związkach, w których zaistniały okoliczności będące jednym ze źródeł jego
                  zaburzeń. W toku psychoterapii pacjent może więc poznać wpływ tych dawnych
                  doświadczeń na swoje obecne życie, a nawet nieraz jakby przeżyć je na nowo, tym
                  samym jakby uwalniając swoje aktualne przeżycia i związki z ludźmi od tych obciążeń.
                  Jeśli więc zdarzy się, że pacjent odczuje, że kocha swojego terapeutę jak nikogo
                  dotąd (i wszystko jedno, czy terapeuta jest tej samej czy przeciwnej płci),
                  podobnie, jeśli stwierdzi, że nienawidzi go lub nim gardzi, nie ma powodu do
                  ukrywania tych przeżyć. Przeciwnie, można i należy o nich mówić - bez obawy
                  ośmieszenia się lub arażenia na konsekwencje."
                  • fammoni Re: zaczęłam terapię i......... 03.02.07, 10:45
                    to wszystko trudne jest
                    nie jestem z pewnoscią na etapie mówienia terapeucie o swoich uczuciach
                    ale bardzo ciekawe jest to co piszecie, daje do myślenia
                    • tricolour Raczej ostrzegałbym Cię... 03.02.07, 11:04
                      ... od brania serio tego, co piszą forumowicze, a skłaniałbym do zajęcia się
                      terapią. Nie możesz mieć dwóch psychologów, a odpada słuchanie amatorskich
                      podpowiadaczy.

                      • fammoni Re: Raczej ostrzegałbym Cię... 03.02.07, 14:50
                        czy na podstawie moich dotychczasowych postów taka refleksja ?
                        nie sądzę

                        nikt tu nie napisał nic o czym bym wcześniej nie wiedziała, może jedynie
                        rozwinął i wyjaśnił

                        jestem już dużą dziewczynką smile
                        • tricolour Właśnie na podstawie Twoich postów. 03.02.07, 15:57
                          Jeśli uważasz, że dopiero zaczęta terapia już uzdrowiła Cię, to jesteś w
                          błędzie. Twoja nadmiarowa obrona na mój post świadczy, że jesteś tylko
                          biologcznie dużą dziewczynką i na razie musisz trzymać się ręki psychologa, by
                          się nie przewrócić i nauczyć samodzielnie chodzić.
                          • fammoni Re: Właśnie na podstawie Twoich postów. 04.02.07, 15:27
                            tri a gdzie napisałam, że terapia mnie uzdrowiła i czuje sie happy ???
                            perzecież napisałam wprost, że dopiero zaczęłam i mam mnóstwo emocji i to
                            dopiero poczatek ...

                            moja nadmiarowa obrona ??? - a co to jest możesz wyjasnić w trzech słowach

                            nakręcona jestem od rana a jeszcze Ty mi musisz dowalić
                            masz satysfakcję ?
                            jestem na granicy wytrzymałości psychicznej, szukam pomocy gdzie się da (co też
                            bez wątpienia widac z moich postów) a Ty mi z grubej rury

                            w kwestii mieszkania - mąż nie chce się zgodzić na rozdzielność
                            byliśmy zapisani u notariusza - nie wyraził chęci sad((

                            chyba rzeczywiście pozostaje mi oddać mu mieszkanie...chociaż tu krew się we
                            mnie gotuje...............

                            jestem zła, wściekła, tak wściekła, że czasami mam ochotę wbić mu nóż w
                            serce...aż się boję, że mogłabym to zrobić
                            ech...............


                            • akacjax Re: Właśnie na podstawie Twoich postów. 04.02.07, 18:06
                              Dobrze, że jesteś zła, to świetne uczucie.
                              Masz prawo się złościć.
                              Problem leży w tym, jak rozładujesz swoją złość, co z nią zrobisz.
                              Może na terapii poznałaś techniki bezpiecznego wyrażenia złości. Na pewno są pomocne.

                              Jednak ponad tymi wszystkimi uczuciami, które Toba miotają jest świecąca gwaizda, której imię-spokój. To taki stan, w którym nie ma stresu na dżwięk klucza w zamku.
                            • tricolour Sprawa wygląda tak: 05.02.07, 16:54
                              Ja Ci nie dowalam. Mam generalnie w nosie Twój los i nawet sam fakt, że żyjesz.
                              I nie jest to niechęć jak wielu podejrzewa - to jest obojętność wynikająca z
                              faktu, że jesteśmy sobie obcy.

                              Ale jesteśmy też na jednym forum i w związku z tym czasem coś wyziera z
                              ludzkiego pisania i tym się zajmuję. Nie w celu dowalenia, a w celu pokazania,
                              co wyziera. Jeśli ktoś się czuje moimi postami dotknięty, a ja nie użyłem
                              żadnych nieprzyzwoitych słów, to znaczy, że ma problem sam ze sobą.

                              Dlatego napisałem, bys się zajęła terapią. Żebyś nie chłonęła postów, które mogą
                              zrobić więcej szkody niż pozytku. Tu, na forum nie ma żadnych specjalistów, a są
                              sami potencjalni lub realni pacjenci. Trzeba o tym pamietać, gdy sie rozpoczyna
                              dyskusję i chce coś z niej wynieśc dla siebie.
                              Twoje słowa "nikt tu nie napisał nic o czym bym wcześniej nie wiedziała, może
                              jedynie rozwinął i wyjaśnił" są oczywistą nadmiarową obroną. Żyjesz z
                              alkoholikiem i na powrót do normalności potrzebujesz może nawet lat. A na pewno
                              jeszcze nie wiesz, jak bardzo poraniona wychodzisz z tak toksycznego związku.
                              Nie jesteś żadną dużą dziewczynką - jesteś za to kobietą, która sama sobie nie
                              potrafi poradzić z wielkimi kłopotami.

                              Ten mój post też nie jest żadnym dowaleniem- to jest najzwyczjniejsze
                              stwierdzenie obiektywnego faktu, co powinno inspirować Cię do poważnego zajęcia
                              się SOBĄ, a nie zastanawiana się, co miałem na myśli.

                              Jedyne bowiem, co miałem na myśli, to postawienie Cię wobec rzeczywistości,
                              którą kiedyś współtworzyłaś z alkoholikiem i którą teraz próbujesz tworzyć z
                              psychologiem.

                              smile
                              • fammoni Re: Sprawa wygląda tak: 06.02.07, 12:31
                                tri..jesteś szczery...
                                a ja..zraniona, przepełniona bólem którego źródło znam ale nie rozumiem
                                z pewnością masz wiele racji w tym co piszesz
                                nie użyłeś słów niecenzuralnych wprost ale sam wiesz, że kontekst też czasem
                                rani

                                ale weź pod uwagę również fakt, że często opinia o kimś wypracowana na
                                podstawie postów z forum nie musi koniecznie pokrywac się z rzeczywistym
                                wizerunkiem człowieka w realu
                                forum jest anonimowe ale czasami tak bywa, że też nie jesteśmy do końca
                                szczerzy i oszukujemy....sami siebie w tym co o sobie piszemy
                                to tylko nasze wyobrażenie o nas amych, które bywa złudne
                                jesteśmy piękni i szlachetni a jednak......

                                życie z alkoholikiem tak mnie zmieniło, że sama siebie nie rozumię, więc tym
                                bardziej takiego zrozumienia nie mogę oczekiwać od obcych osób z forum
                                tylko tyle
                                jestem na początku drogi...na starcie
                                ..i jeszcze
                                nie jestem dziewczynką...jestem kobietą..masz rację
                                ale nawet sobie nie wyobrażasz jak chciałabym być dziewczynką...cofnąc czas i
                                jeszcze raz zacząć wszystko na nowo...z pewnością z innym człowiekiem, niż ten
                                który jest teraz moim mężem
                                ale to tylko takie pobożne życzenie

                                • tricolour Życzę Ci konsekwencji i wytrwałości... 06.02.07, 23:05
                                  ...życzę Ci mądrego psychologa i chęci podporząkowania sie jego sugestiom.
                                  Zakończ terapię choćby miała trwać lata całe - nie przerywaj jej.

                                  Życzę Ci szczęścia.
                                  smile
                        • chalsia a ja tak pragmatycznie 03.02.07, 15:59
                          w kwestii mieszkania.
                          GDYBYM była na Twoim miejscu to bym w cholerę podpisała rozdzielnośc majatkową
                          i podział majątku NAWET w postaci oddania mu mieszkania mamy (czyli mama
                          darowizna na Ciebie - teraz nie będziesz ponosiła kosztów z tego powodu) - a
                          potem właśność mieszkania Waszego wspólnego w zamian za "tamto" mieszkanie.
                          No i rozówd oczywiście (albo separacja).
                          I masz go z głowy w sensie wspólnego mieszkania - a to uważam za najważniejsze
                          dla Ciebie i dzieci.
                          Kij, że dziecko nie będzie miało w spadku mieszkania po babci, ale za to Ty i
                          dzieci będziecie miały spokojne i normalne życie.
                          No bo on i tak się nie wyprowadzi, gdy się okaże, że de facto należy mu
                          się "jedynie" 25% wartości wspólnego mieszkania.
                          Chalsia
                          • akacjax Re: a ja tak pragmatycznie 04.02.07, 10:04
                            Zastanawiam się nad tym, co napisała Chalsia.
                            Bo z jednej strony tak jest-gdy się jest w piekle-chce się oddać wszystko, by sięskończyło. Każde działanie wydaje się niemożliwe do wykonania. A gdy wystawi się głowę na powierzchnię, przychodzi żalo-bunt, że tak łatwo się poddałam, że mogłam powalczyć.
                            Ot dylemat. Oczywiscie punkt siedzenia decyduje o punkcie widzenia.
                            I wiem, że bezpieczeństwo jest najważniejsze, bezcenne! I wiem, że czasem należy poświęcić coś by zacząć żyć.

                            Problem lezy czasem w naszym sztywnym widzeniu danej sytuacji. W ogóle nie dopuszczamy do siebie innych możliwości, niz te, które nosimy w sobie.
                            A czasem trzeba być elastycznym,odważnym, czasem po prostu trzeba zaryzykować.
                          • fammoni Re: a ja tak pragmatycznie 04.02.07, 15:30
                            chalsia, akacjax - macie rację
                            jak ochłonę to coś konstruktywnego napiszę, ale na razie zagotowałam sie po
                            poście tri
                            • slaska_borowka Re: a ja tak pragmatycznie 05.02.07, 14:13
                              jestem w podobnej sytuacji. W czerwcu minie 17 lat od dnia naszego ślubu, ale
                              wcześniej 25 kwietnia pierwsza rozparaw rozwodowa. Od mniej wiecej 7 lat mąż
                              pije już b. dużo. Wszelkie prosby i groźby nie skutkowały. Byly awantury,
                              upijanie do nieprzytomności, nocne eskapady i poranne powrity na kacu. Nie było
                              nigdy słowa przepraszam. Od 4 lat sytuacja sie starsznie pogorszyla, dochodziło
                              od rękoczynów, obelgi były na porządku dziennym. Prosiłam o leczenie,
                              straszyłam rozwodem. Nic. Pozbawiłam komfortu picia, przestałam po nim sprzątać
                              (ale to ma krótkie nogi bo jak mieszka sie pod jednym dachem to trudno żyć w
                              chlewie), jak wszczynał afery dzwoniłam po teściową, przestałam go tłumaczyć z
                              idiotycznego zachowania przed rodziną i zanjomymi. Było zgłoszenie na policję,
                              obdukcja, sprawe wycofałam bo on miał się "poprawić", ale wtedy powidziałam
                              sobie że to ostatni raz, ostatnia jego szansa. Bo przecież jest córka, musi
                              mieć ... i tu pytanie pełną rodzine? w której obowiązki taty i mamy pełni mama
                              bo tato ogranicza sie do niewielu rzeczy z piciem na czele, czy normalną
                              rodzinę? a nasza nie była normalna bo przecież alkoholizm normalnością nie
                              jest. Jak mówiłam tak zrobiłam. W grudniu 2005 dałam jemu i nam ostatnia
                              szansę. Prosilam żeby sie leczył, proponowałam terapię, poardnie małżeńską i
                              nic przestał pić bo się obraził (wyprowadziłam sie wtedy do rodziców ale nie
                              kryłam przed nikim co jest przyczyną mojej przeprowadzki). Leczyć sie nie
                              chciał, cóż sama mogłam zrobić?? Nie pił moze do marca - kwietnia. W sierpniu
                              wyprowadziłam sie bo mieszkanie z nim pod jednym dachem moze być proźne dla
                              zdrowia i życia. Sprawa w sądzie, ale w miedzyczasie przeszłam przez piekiełko -
                              przeszłam operację, picie męża który odwiedzał mnie w tym stanie po wyjściu ze
                              szpitala i gonił córkę bo chciał z nia "porozmawiać", wydzwaniał po całej
                              rodzinie bo on taki biedny i idzie się leczyć. Potem wyszło na jaw ze nie moge
                              wejść do domu bo wymienił zamki a z naszej wspolnej lokaty znikneły całe
                              oszczędności. Nagle alkoholik przetrzeźwiał i zacząl "dbać" o swoje interesy.
                              Strasznie mi ciezko, nie mogę sie z nim dogadać w sprawie podziału majątku,
                              problem jest z kontaktami z corką, teściowa wygaduje głupoty a wszyscy razem
                              tj. rodzinka meza w imię nierozrywalnych więzów slubu koscielnego wywiera na
                              mnie presję, bo chłop przeszedł przez terapie i trzeba mu dać szanse. A
                              g...uzik. Nie mogę o nim myśleć jak o moim meżu, nie było go przy mnie gdy
                              potrzebowałam jego wsparcia, gdy przechodziłam operację. Mysle o nim teraz ze
                              wstretem. Gdybym nawet wróciła to nie mogę sobie wyobrazić wspólnego życia,
                              nigdy nie będzie tak jak kiedyś, a budować wszystko od nowa... ja wysiadam.
                              Chyba wolałabym budować na nowo z nowym człowiekiem, bo o nim nie wiem tego co
                              o tym "starym" i nie moge wymazać tego z pamieci. A położyć sie obok niego,
                              przytulic, o seksie nie wspominając... Jestem kobietą z wyobraźnią, ale jakoś
                              nie moge sobie tego wyobrazić. Już szybciej wyobrażę sobie latającą na miotle
                              bohaterkę jednego z posów, ale nie to...
                              Pozdrawiam ciepło.
                              Ps to forum pozwoliło mi przetrwać ostatnie dwa miesiace. dziękuję
                              • fammoni do borówki i nie tylko 05.02.07, 15:38
                                borówko - przykro mi niezmiernie sad
                                ale jednocześnie podpisuję sie pod Twoim postem wszystkimi kończynami
                                rozumiem Twoje rozterki
                                podobnie jak Ty nie podejmuję się dalszego życia z alkoholikiem, chociaż mój m
                                nie chodzi na terapię...bo przecież "nie jest alkoholikiem"
                                nie widzę perspektyw dla takiego życia i szans, że coś się zmieni
                                w kwestii sexu - jedyne co czuję to obrzydzenie sad(((
                                też mamy ślub kościelny więc problem...mi bliski
                                pisałaś o terapii męża a czy Ty też uczestniczyłaś bądź nadal uczestniczysz w
                                terapii? ciekawa jestem bo ja dopiero na początku drogi uzdrowienia ....

                                co do Tri - zaobserwowałam jakiś ton protekcjonalny i czerwona lampka mi się
                                zapaliła

                                w kwestii mieszkania - tego typu problemy podnoszą mi adrenalinę...a ja typem
                                walczącym jestem i łatwo nie odpuszczam...więc raczej marne szanse na zysk m w
                                postaci ciepłego kąta na starość w M2 przeznaczonym dla dzieci
                                to moje dziś a co przyszłość przyniesie i czy mi się " światopogląd" nie
                                zmieni....zobaczymy

                                w przedstawionym przez niego wyliczeniu zysków i strat z 8 lat wspólnego
                                pożycia nie darował mi niczego, więc i ja będę stanowcza
                                mnie nakręcają takie sytuacje, krwawiące serce nie przeszkadza w trzeźwym
                                myśleniu





                              • akacjax Re: a ja tak pragmatycznie boróweczko- 05.02.07, 23:31
                                chodzisz na terapie dla współuzależnionych?
                                • slaska_borowka Re: a ja tak pragmatycznie boróweczko- 06.02.07, 10:06
                                  Nie chodzę na terapię, bardzo terapeutycznie zadziałała na mnie wyprowadzka do
                                  domu rodziców, odciełam sie od mojego męża, przestałam sie z nim widywać,
                                  złożyłam pozew w grudniu ub. roku, czekam na pierwszą sprawę. U rodziców
                                  mieszkam od sierpnia, a on dopiero poddał sie leczeniu z końcem października,
                                  gdy zobaczył, ze piwo nie przelewki. A potem zaczęły sie dyskusje, prosby,
                                  groźby. Nie wspomnę że teściowa próbuje docierać do mnie przez córkę
                                  (opowiadając jej że sie martwi o tatę-a niech sie martwi toż to jej syn, że ona
                                  nie chce rozwodu - ale przez kilka ostatnich lat mimo moich próśb żeby pomogła
                                  mi go nakłonić do leczenia nie zrobiła nic). Przed nowym rokiem spotkałam sie z
                                  mężem żeby spróbować sie z nim dogadać w sprawie rozwodu i podziału majątku
                                  (pozew bez orzekania o winie, mam nadzieję że za obopulną zgodą, ale jeśli bedę
                                  zmuszona to zmienie na orzekanie o winie - z winy męża) i zdziwiłam się bo
                                  spotkałam sie z trzeźwym (tak myślę bo podczas terapii) ale tak zacietrzewionym
                                  facetem, ze byłam w szoku. Po prostu widziałam w jego oczach nienawiść, a to co
                                  wygadywał, no opadły mi ręce... Nie ustaliliśmy nic w zasadzie, usłyszałam
                                  tylko że skoro chciałam rozwodu to go dostanę a kwestia mieszkania... Chyba dla
                                  niego mało ważna, bo przecież siedzi tam sam, zamki zmienił, wiec nie można pod
                                  jego nieobecość iść do "domu" (zresztą nie chodzę jak córka coś potrzebuje - a
                                  to łyżwy, a to sanki wszystkiego nie zabrałam z domu tylko najpotrzebniejsze
                                  rzeczy, to sie umawiam bo gotów mnie oskarżyć że coś z domu wyniaosłam).
                                  Straszne to jest wszystko, ale jakoś sobie powoli układam i żyjemy dalej.
                                  Powiem szczerze, że teraz wiem że żyję, śpie normalnie i spokojnie, nie
                                  zasatnawiam sie czy jak wróce z pracy to bedzie trzeźwy czy pijany? Czy bedzie
                                  straszył córkę, że psu łeb ukręci? Czy coś innego wymyśli? Zyję narazie chwilą,
                                  buduję naszą małą stabilizację, tymczasowo u boku rodziców ale to stan
                                  przejsciowy. Boje sie tylko co bedzie za pół roku, jak przejde przez rozwód,
                                  podział majątku (chyba że cud boski sprawi że dogadamy sie sami) i trochę boję
                                  się samotności... Ale to już inna bajka
                                  • akacjax Re: a ja tak pragmatycznie boróweczko- 06.02.07, 12:02
                                    To, że alkoholik przestaje pić-to tylko wstęp jego terapii. Choroba tak zmieniła mu osobowość, że długo trwa wychodzenie na prostą-wg podobnych do normalnych wzorców.
                                    Nasza nieznajomośc zespołu uzaleznienia alkoholowego powoduje, ze myślimy, że wystarczy by przestał pić.
                                    Myślimy też-że jak on przestanie pić, to z nami już będzie ok.
                                    A nawet nie wiemy jakie skutki wywołało w nas (dość trwale) przebywanie obok, w całym zespole stresu okołouzależnieniowego.
                                    Nam alkoholik kojarzy się lumpem pod sklepem, a wielu uzależnionych to elegancko wyglądający ludzie-pijący czasem tylko jedno-dwa piwa dziennie.
                                    Ale ta choroba to choroba emocji, nie znika tak od razu, wymaga długiej terapii.
                                    Pomyśl o swojej, dla współuzależnionych-jest darmowa adresy: www.odwyk.pl
                                    • slaska_borowka Re: a ja tak pragmatycznie boróweczko- 06.02.07, 12:30
                                      Dzieki za radę, wiem że współuzależnienie to poważna sprawa i nie myśle że mnie
                                      nie dotknęło. Ale wiem też że nie dopadło mnie tak bardzo. Od kilku lat
                                      czytałam o tym wszystkim b. dużo, choć to wiedza teoretyczna. Nigdy nie
                                      pogodziłam sie z piciem mojego męża ale też po jakimś czasie gdy widziałam że
                                      to poważna sprawa pozbawiłam go komfortu picia i przeniosłam swoją uwagę z jego
                                      osoby na mnie i moją córcię. Dbam o to by córka miała różne zajecia poza
                                      lekcyjne, teraz rozwija swoja pasję tańca. A ja od pewnego czasu zaczęłam
                                      chodzić na gimnastykę, na siłownię, pochłaniam mnóstwo książek (co kiedyś było
                                      moja pasją na nie miałam czasu). Po prostu mam czas dla siebie rozwijam swoje
                                      wnętrze. Nadrabiam zaległosci kinowe, spotykam sie czesto z gronem wiernych
                                      koleżanek (przyjaciółek), które mi "kibicuja" i trzymają kciuki w tak trudnej
                                      sytuacji. Znalazłam wsparcie w moich rodzicach, ale też niespodziewanie w
                                      znajomych, przyjaciele domu w takiej sytuacji nie bardzo potrafia się znaleźć,
                                      jeszcze sie nie opowiedzieli (choć nie wszyscy) po której są stronie. A
                                      terapia... nie zdecydowałam sie na nią, bo tymczasem znalazłam siłę w sobie by
                                      stawić czoło temu wszystkiemu. Nie mysle o tym co było, a jeśli już to
                                      wspominam czasy gdy było dobrze, pielęgnuje dobre wspomnienia. Nie myślę że nie
                                      dam rady, że sobie nie poradzę, nie udzwignę. Mam też wsparcie w córci, a to
                                      duża i mądra dziewczynka (14 lat). Nie czuje bólu po straconej miłości, bo juz
                                      nie kocham, zabił we mnie tę miłość skutecznie. Teraz myśle tylko pozytywnie i
                                      patrze do przodu. W zasadzie nie zastanawiałam sie nad ta terapią. Nie miałam
                                      czasu. Czy jest mi potrzebna? Być może...
                                      • fammoni Re: a ja tak pragmatycznie boróweczko- 06.02.07, 12:42
                                        to dobrze, że inwestujesz w siebie
                                        że dajesz radę, masz wsparcie w bliskich
                                        mnie sytuacja przerosła no i wogóle nie byłam świadoma swojego współuzależnienia
                                        jak sobie teraz wszystko składam do kupy to wygląda na to że nie miała swojego
                                        prywatnego życia
                                        wszystko kręciło się wokół m, jego picia, życia, pracy....
                                        a ja z dziećmi gdzieś na końcu tego "łańcucha pokarmowego"
                                        • slaska_borowka Re: a ja tak pragmatycznie boróweczko- 06.02.07, 13:05
                                          Rozumiem że teraz chodzisz na terapie, wiec wszesniej czy później wyjdziesz na
                                          prostą. Trzymam kciuki. A propos m. to mowi sie że każdy alkoholik ma swoje
                                          dno, od którego musi się odbić. Dla mojego tym dnem chyba był fakt że odważyłam
                                          sie od niego odejść razem z córką. Nawet moja operacja którą przeszłam w
                                          październiku nie powstrzymała go od picia, wrecz przeciwnie. A potem usłyszałam
                                          że wolałby abym sie nie obudziła po narkozie niz żebym sie z nim rozwiodła. Cóż
                                          z tego że poźniej zaprzeczał tym słowom, kosci zostały itd... Został sam... Bez
                                          praczki, sprzątaczki i kucharki, bez tej co placi rachunki i martwi sie
                                          malowaniem mieszkania, bez tej co przypomina o wymianie oleju w samochodzie, co
                                          targa zakupy, podtrzymuje na duchu, odrabia lekcje, biega na zebrania, łyżwy i
                                          basen z dzieckiem, karmi psa i wychodzi z nim w środku nocy... Robie to
                                          wszystko dalej, ale teraz z większa satysfakcją.
                                          Wszystko wydaje sie trudne zanim nie stanie sie łatwe. A kiedyś będzie wszystko
                                          łatwiejsze, chcę w to wierzyć.
                                          • notting_hill Re: a ja tak pragmatycznie boróweczko- 07.02.07, 17:02
                                            Borówko, widać z Twoich postów jak wiele niewypowiedzianych uczuc w Tobie tkwi.
                                            Widzisz, terapia jest po to żeby te uczucia dopuścić do głosu, żeby je sobie
                                            obejrzeć i zdecydować co chcesz z nimi zrobić.
                                            Ja miałam podobnie, wydawało mi się, że skoro on przestał pić, no i w końcu to
                                            jego choroba, to nie będę chodzić w jakieś miejsce kojarzące mi się z ośrodkiem
                                            pomocy społecznej... Zacząłam chodzić na terapię dla współuzależnionych jakieś
                                            dwa lata po tym jak on przestał pić. Naszemu małżeństwu to nie pomogło, ale
                                            mnie owszem.
                                            Czytam z Twoich postów jak bardzo duży masz żal do męża. To zupełnie naturalne,
                                            ale nie wiem czy dobre dla Ciebie na dłuższą metę... Takie rzeczy
                                            się "przerabia" na terapii, i wiele, wiele innych. I ja też przeczytałam chyba
                                            wszystko co było do przeczytania na temat współuzależnienia, i też mi się
                                            wydawało że wiele wiem. Jednak wiedza teoretyczna to nie do końća to samo.
                                            Pozdrawiam.
                            • sbelatka w sprawie TRi 05.02.07, 14:38
                              chce zabrac głos...

                              mozliwe, ze ON ma MISJE...wyzwalania w forumowiczach pokładów energii...

                              czasem jednak po prostu dowala.
                              I tego tak do konca nie rozumiem.
                              szczegolnie, ze zakochany jakiś ma byc ponoć...

                              Więc tym co pisze TRi sie po prostu nie przejmuj.
                              ja go czytuje JUZ TERAZ po prostu krajoznawczo.

                              Bo to obiektywnie ciekawe jest.
                              To częste atakowanie, dowalanie...

                              choc czasem pojawia sie z przyjaźnie wyciągnieta ręką...
                              • tricolour Mnie Twoje zdanie o mnie... 05.02.07, 16:28
                                ... lekko powiewa...

                                Żadnej misji nie mam. Jak ktoś pisze głupoty, to traktuje takie pisanie jak
                                głupoty i to wytykam.
                              • nanga.nanga Re: w sprawie TRi 06.02.07, 00:02
                                sbelatka napisała:

                                > chce zabrac głos...
                                >
                                > mozliwe, ze ON ma MISJE...wyzwalania w forumowiczach pokładów energii...
                                >
                                > czasem jednak po prostu dowala.
                                > I tego tak do konca nie rozumiem.
                                > szczegolnie, ze zakochany jakiś ma byc ponoć...
                                >

                                Sbelatko, wielka jesteś smile
                  • sbelatka OK Betuana 05.02.07, 14:32
                    przyjęłam do wiadomości - co napisałaś...za profesorem cytując zresztą...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka