Dodaj do ulubionych

pomóżcie proszę:(

25.12.06, 20:01
Witam wszystkich bardzo serdecznie.

Po 2 latach małzeństwa moja żona zakomunikowała mi ze przestała mnie kochac i
chce sie rozwiesc.


Wlasnie mija 6 miesięcy od Jej decyzji, a mi zamiast mijac tęskonta za Nią to
czuje ze sie spalam całkowicie.

Przyznaje ze byłem typowym pantoflarzem, wszystko zawsze dla żony, zawsze tak
jak ona chce, chyba zagłaskałem kotka.

Jako powód swojego odkochania podała mi: Twoje zycie to tylko praca, wszystko
jest na mojej głowie.....chciałem rzucic prace, zarabiałem bardzo duzo i
praca przysłoniła mi wszystko.
Tak bardzo się załamałem, liczyłem ze uda sie naprawic, nigdy sie nie
kłócilismy, nagle wszystko sie skończyło...nie kocham Cię i koniec.

Zawsze myslałem ze jestem silnym psychicznie facetem, niestety, mam silną
depresje,nie radze sobie z tą sytuacja, czekam na rozwód ktry bedzie w
styczniu i na samą mysl łzy ciekną po policzkach.
Dlaczego sa na swiecie takie kobiety które potrafia tak bardzo zranic, tyle
razy byłem chwalony, tyle razy słyszałem jaki jestem cudowny, moze poznała
kogos, nie wiem, nie chce wiedziec.
Co mam zrobic, jak przestac o niej myslec, jak przestac o niej śnic?
Oddał bym wszystko by znów byc przy niej, niestety to chyba nierealne bo
trafiłem na mocno upartą osobę.

Miała przede mną bardzo duzo facetów, czy to moze miec wpływ na jej decyzje?

Po Swietach znowu ide do pscyhologa, szukam pomocy by sie całkiem nie załamac.

Jestem z Krakowa czy ktoś zna tam jakis dobrych psychologów?
Obserwuj wątek
    • alicja611 Re: pomóżcie proszę:( 25.12.06, 20:18
      a probowales z nia rozmawiac, prosic? ja juz jestem jakis czas po rozwodzie i
      gdyby moj ex (nawet dzisiaj) przyszedl z butelka wina i kwiatami do mnie to bym
      go przytulila, wybaczyla wszystko w jednej chwili (tak mocno kochalam). Niestety
      nie stac go na taki gest, urazona meska ambicja nie pozwolila mu nigdy na to,
      uslyszalam tylko, ze dla niego to koniec i na sile nie bedzie nic ciagnal. Teraz
      ucze sie zyc na nowo i odzyskac utracone poczucie wlasnej wartosci....Moze
      sprobuj z tymi kwiatami.....u mnie by to zadzialalosmile
      • alexdelpierrro Re: pomóżcie proszę:( 27.12.06, 21:00
        alicja611 napisała:

        > a probowales z nia rozmawiac, prosic? ja juz jestem jakis czas po rozwodzie i
        > gdyby moj ex (nawet dzisiaj) przyszedl z butelka wina i kwiatami do mnie to
        bym
        > go przytulila, wybaczyla wszystko w jednej chwili (tak mocno kochalam).
        Niestet
        > y
        > nie stac go na taki gest, urazona meska ambicja nie pozwolila mu nigdy na to,
        > uslyszalam tylko, ze dla niego to koniec i na sile nie bedzie nic ciagnal.
        Tera
        > z
        > ucze sie zyc na nowo i odzyskac utracone poczucie wlasnej wartosci....Moze
        > sprobuj z tymi kwiatami.....u mnie by to zadzialalosmile

        Założyłem nowe koto rózni sie tylko jedną literką, przez tens tres zapomniałem
        poprzedniego hasła.

        Alicjo....ja kupiłem bukiet 50 róz, prosiłem, błagałem ale nic to nie dałosad
    • woman2005 Re: pomóżcie proszę:( 25.12.06, 20:24
      witaj,
      wprawdzie nie jestem facetem, ktorego rzucila zona - jest wrecz odwrotnie - ale
      rozumiem Cie doskonale. Jestem kobieta, ktora rzucil maz po osmiu latach
      malzenstwa. Rzucil mnie dla innej. Walczylam o niego, blagałam, prosilam. Ale
      nie zmusisz nikogo do milosci. Przezylam depresje - pomogły leki - choc nie
      wydaje mi sie zebym byla uleczona. Rana w sercu jest tak wielka ze nie wiem czy
      kiedykolwiek sie zagoi.
      Odpowiadajac na Twoje pytanie. Tak samo jak sa kobiety, ktore nie doceniaja
      dobroci i staran swoich mezczyzn, tak samo sa mezczyzni, ktorzy nie doceniaja
      swoich kobiet. Potrafimy ranic osoby ktore bardzo kochamy, ktore sa nam
      najblizsze na swiecie.
      Ja tez czekam na wezwanie do sadu - ja zlozylam pozew. Boli jak cholera.
      Tez mysle o psychologu - jak znajdziesz , daj znac tez jestem z Krakowa.
      K
    • 13monique_n Re: pomóżcie proszę:( 25.12.06, 23:59
      Alex, psycholog jak najbardziej Ci sie przyda. A myśli o "błaganiu" to chyba
      jednak lepiej porzuć. żeby cokolwiek budować musi byc wola OBU stron oraz
      wzajemny szacunek. A przy błaganiu trudno zachować szacunek do samego siebie.
      uważaj na to. Pewnie odezwą się forumowi panowie i dorzucą z męskiego punktu
      widzenia. MOże to Ci się bardziej przyda. I - mimo wszystko - wszystkiego
      dobrego Ci życzę.
      • alexdelpierrro Re: pomóżcie proszę:( 27.12.06, 21:02
        13monique_n napisała:

        > Alex, psycholog jak najbardziej Ci sie przyda. A myśli o "błaganiu" to chyba
        > jednak lepiej porzuć. żeby cokolwiek budować musi byc wola OBU stron oraz
        > wzajemny szacunek. A przy błaganiu trudno zachować szacunek do samego siebie.
        > uważaj na to. Pewnie odezwą się forumowi panowie i dorzucą z męskiego punktu
        > widzenia. MOże to Ci się bardziej przyda. I - mimo wszystko - wszystkiego
        > dobrego Ci życzę.

        Masz racje, prosiłem błagałem, gdzieś straciłem całą swoją wartosc, ośmieszylem
        sie, ponizyłem niestety nic to nie dało bo trafiłem na rutyniare dla ktorej
        porzucenie kolejnego faceta nie jest juz niczym wielkimsad
        • 13monique_n Re: pomóżcie proszę:( 31.12.06, 02:04
          alexdelpierrro napisał:

          >trafiłem na rutyniare dla ktorej
          > porzucenie kolejnego faceta nie jest juz niczym wielkimsad
          Wiesz, trudno Ci w to dzisiaj wierzyć, ale jakos jestem pewna, że za rok
          będziesz o lata świetlne z przodu i to raczej nie Ty bedziesz żałować tego
          rozstania. Takie mam jakies przeczucie czarownicy. Trzymaj się.
          • der1974 Re: pomóżcie proszę:( 31.12.06, 02:41
            Jak czarownica mówi to chyba wie smile

            I zmień tego nicka bo alex del pierro to już na emeryturę się nadaje a Ty masz
            nowe życie zaczynać.
    • marek_gazeta Re: pomóżcie proszę:( 26.12.06, 00:20
      Dziwne, że już po dwóch latach. Powiem brutalnie - może to i lepiej. Jesteś młody, dzieci nie macie, trudno, nie udało się.

      Ktoś tu już radził - i chyba dobrze - że trzeba spróbować wziąć się w garść i przestać błagać - jedyna rada, aby obudzić w niej zainteresowanie. Płacz i błaganie nie dadzą nic.

      Co do depresji - każdy ma własny sposób. Jeszcze miesiąc temu byłem cieniem człowieka, wszystko strasznie mi ciążyło. Gadaj z przyjaciółmi, wylej to wszystko, to na pewno pomoże. Kumpel odreagowywał pracą i sportem, mnie rozmowy pomogły najbardziej.
      • alexdelpierrro Re: pomóżcie proszę:( 27.12.06, 21:06
        marek_gazeta napisał:

        > Dziwne, że już po dwóch latach. Powiem brutalnie - może to i lepiej. Jesteś
        mło
        > dy, dzieci nie macie, trudno, nie udało się.
        >
        > Ktoś tu już radził - i chyba dobrze - że trzeba spróbować wziąć się w garść i
        p
        > rzestać błagać - jedyna rada, aby obudzić w niej zainteresowanie. Płacz i
        błaga
        > nie nie dadzą nic.
        >
        > Co do depresji - każdy ma własny sposób. Jeszcze miesiąc temu byłem cieniem
        czł
        > owieka, wszystko strasznie mi ciążyło. Gadaj z przyjaciółmi, wylej to
        wszystko,
        > to na pewno pomoże. Kumpel odreagowywał pracą i sportem, mnie rozmowy
        pomogły
        > najbardziej.

        Dziękuję Wam bardzo ze sie wpisujecie, fajnie ze sa jeszcze osoby z sercem.

        Zawsze bylem uśmiechniętym chłopakiem,szcześliwym człowiekiem, zawsze brałem
        przykład z podziwianych przez żony mężów i zawsze starałem sie byc tym NAJ.
        Kupowałem kwiaty, rozpieszczałem na wszystkie mozliwe spoosby, a ze odbiło mi z
        praca i przesadziłem, nie myli sie tylko ten ktory nic nie robi.
        Wiele razy mnie chwaliła, co chwile słyszałem jaki to cudowny jestem, wszystko
        skończyło sie w jednej chwili, pytałem setki razy co sie stało, odpwoiedź:
        przestałam Cię kochac, nic wiecej sie nie stałosad

        Wiem ze trzeba byc silnym twardym, że sa cudowne kobiety na tym swiecie ale
        depresja jest silniejsza od człowiekasad
        • marek_gazeta Re: pomóżcie proszę:( 28.12.06, 01:09
          Jeszcze raz powtarzam - spróbuj wziąc sie w garsc, przestan blagac, nie placz przy niej, zajmij sie soba - to jedyna szansa na to, ze wroci. Poczuje, ze Cie traci i jesli jednak jej zalezy, to moze zmieni decyzje. Na razie kazda Twoja lza utwierdza ja w przekonaniu, ze jakby co to i tak zawsze moze wrocic, wiec moze spokojnie wziac rozwod i sie dalej rozgladac. Jednym slowem, karmi sie Twoimi lzami.
    • tricolour Dlaczego będą z Krakowa... 26.12.06, 08:51
      ... piszesz, czy ktos zna TAM psychologów? I piszesz, że idziesz "znowu" więc
      już byłeś i wiesz dokąd iść...

      Piszesz szczerze?
    • der1974 Re: pomóżcie proszę:( 26.12.06, 11:23
      Jak masz w styczniu rozwód to co tu pomagać? Nic już nie pomoże. Rozumiem, że
      nie mieszkacie razem? Potencjalnie jest jedyna rada która wcale nie musi
      zadziałać: totalnie zignorować. No jak to nie pomoże, to już nic nie pomoże.
      • markus_wak Re: pomóżcie proszę:( 26.12.06, 11:45
        Chcesz być z kimś, kto nie chce z Tobą być? Bo nie chce, skoro rozwód w
        styczniu. Nie da się stworzyć związku jednostronnie. Myślę, że jeszcze nie
        odpłakałeś rozstania. Nie roztrząsaj ilu miała facetów przed Tobą, to jej
        problem, ważne, że dla niej Ty nie jesteś tym z którym jest gotowa spędzić życie
        i dlatego nie jest to TWOJA KOBIETA ŻYCIA. Gdyby była, toby chciała z Tobą być.
        Chcesz cenić, wielbic i podziwiać kogoś kto Cię olewa? Daj spokój. Nie warto.
        Jesteś szczęściarzem nie mając z nią dzieci. A płakać to nic złego. Trzeba
        odpłakać, wybiegac i wygadać.I zacząć od nowa. I nie zmieniaj swego życia dla
        kobiety (i nikogo), jeśli czerpiesz z niego satysfakcję. Tyle ode mnie. Powodzenia.
        • jarkoni Re: pomóżcie proszę:( 26.12.06, 15:22
          Najpierw życzenia świąteczne wszystkim znajomym i nieznajomym, teraz ad rem:
          Tri ma oczywiście rację, ale już nie mówiąc o psychologu fascynuje mnie rozwód
          po 2 latach małżeństwa, pewnie szczęśliwego z założenia, bo któżby się żenił
          zakładając rozstanie i to tak szybko.. Oczywiście nie ma jakichkolwiek
          granicznych "lat/okresów"kiedy zrozumiałe dla innych stają się powody rozstania
          dwojga kochających się ludzi, ale dla mnie rozwód po 2 latach to powód do
          spojrzenia w siebie..To zbyt krótko, żeby rozgryzać i rozpamiętywać coś, co
          mogło narastać latami..Pewnie coś się wydarzyło, coś o czym obydwoje wiecie,
          ale ciężko się samemu do tego przyznać..Rzadko chyba szczęśliwi małżonkowie
          rozchodzą się prawie zaraz po ślubie. Teraz najważniejsze chyba to znależć
          szczerze przyczynę i zdecydować czy razem dalej, czy już nie..Bo moje
          doświadczenie mówi, ze jeśli nie razem a na siłę dla "dobra dzieci". "opinii
          rodziny i znajomych" i całego tzw."co ludzie powiedzą" to...Wiadomo
          co...Pozdrawiam i oby Wam się wyprostowało..Życzę szczerej rozmowy..
          • tricolour Wesołych Świąt, zjawo... 26.12.06, 15:29
            ... i zjawiaj się częściej...

            tongue_outP
            smile)
            • phokara Re: Wesołych Świąt, zjawo... 26.12.06, 15:47
              a po co?
              • jarkoni Re: Wesołych Świąt, zjawo... 26.12.06, 15:54
                Oj moja Lady P...Bardziej liczyłem na zyczenia jakoweś, ale cóż..Kobiety mało
                sprawiedliwe są..Chlip..
                • mja-1 Re: Wesołych Świąt, zjawo... 27.12.06, 15:36
                  Czy ma znaczenie, że przed ślubem miała wielu mężczyzn(była w wielu związkach)?
                  Ma.
                  Są ludzie, którzy szybko się zakochują i odkochują. Są ciągle w drodze,
                  bezustannie poszukują nowych wrażeń, doznań, podniet i przeżyć. Szybko się nudzą.
                  Czy to źle? Nie wiem, chyba nie. A że przy okazji ranią innych- najwyraźniej
                  mogą z tym żyć...
                  Nie można mieć pretensji do Słońca, że wszchodzi i zachodzi.
                  Taka już jego natura.
                  • alexdelpierrro Re: Wesołych Świąt, zjawo... 28.12.06, 01:05
                    mja-1.....nic dodac nic ując, dokładnie tak myślę jak piszesz...

                    Są niestety ludzie którzy sie zakochuja i odkochują, jak czytam powody rozwodów
                    to łapie sie za głowę, picie, bicie, goscie nic nie robią a kobiety nadal z
                    nimi sa, niesamowite.

                    Tak bardzo sie starałem, tak bardzo cieszyłem sie i byłem dumny ze żona mnie
                    ciągle chwaliła, zaufałem jej w 100%, a teraz zafundowała mi takie cierpienie
                    jakiego nikomu nie życze.

                    Staram sie nie myslec, rozmawiac z ludźmi, nie ma osoby która pwiedziała by mi
                    ze to moja wina, ale co mi z tego, odwiedzilem kilku psychologów kazdy mowił to
                    samo: to taki typ kobiety, ciagle szuka, ciagle jej sie wydaje ze z innym
                    bedzie lepiej, zycie bym oddał za ta dziewczyne a na niej moje łzy które
                    widziała nie zrobiły zadnego wrazenia, listy kwiaty, prosby, tak bardzo sie
                    ponizyłem, czekam na rozprawe i nadal mój tępy mózg sie łuszi ze moze po tych
                    kilku miesiacach nie widzenia sie ona zmieknie, przypomni sobie jak bardzo mnie
                    ponoc kochala, tyle razy se smiała, tyle razy słyszalem ze jestem taki cudowny
                    i nagle pustka, człowiek traci sens zycia, traci przyjaciela, traci wiare w
                    ludzi,wierzcie mi ze bylem wesolym usmiechnietym optymitą, teraz wszystko widze
                    na czarno, padła mi firma, ja sie poprostu załamałem, boje sie tej rozprawy i
                    boje sie jej spjrzenia, boje sie ze nie wytrzymam i rozpłacze sie jak dzieciak
                    w tym sądzie, wsród obcych ludzi którzy tak naprawde maja gdzies nasz
                    zwiazek....mialismy takie plany, takie marzenia....szkoda gadac pozdrawiam
                    wszystkich
                    • scriptus Re: Wesołych Świąt, zjawo... 28.12.06, 01:27
                      Zaden czlowiek nie zrozumie kobiety...

                      Dodam cos nieco gorzkiego, a wlasciwie po co nam je rozumiec?
                      Te, co umieja, beda kochac, inne, beda laskawie trzymac pod pantoflem, jak sie
                      nam to nie spodoba, kopna w d... niepokornemu, i tyle.
                      A my, faceci, mamy prawo wyboru tego, co nam bardziej odpowiada, pantofel, czy
                      trawka. Szczesliwi ci, co maja te kochajace, ale z kolei to nieraz glupki, co
                      nie potrafia docenic, co maja, .... Ech... szkoda gadac, mlodemu bym
                      doradzil, "nie zen sie, facet, bedziesz mial swiety spokoj", ale coz, jestem
                      egoista i chce miec wnuki tongue_out

                      big_grinDDDDDDDDDDDDDDDDD


    • zalo_76 Re: pomóżcie proszę:( 28.12.06, 17:00
      witam wszystkich pierwszym postem na tym forum...

      do autora: mozna wiedziec jaki ona jest znak zodiaku? bo moja "zona" tez po 2
      latach małzenstwa sie odkochala, "no wiesz nie wyszło nam", i teraz ma juz
      innego.

      jak przeczytałem jej horoskop (nigdy przedtem w horoskopy nie wierzylem) to
      wszystko sie zgodziło! sprawdz wiec horoskop, moze sie zaskoczysz tak jak ja...

      wiem ze nie ma reguł, ze albo jestes człowiekiem albo rowerem, ale w moim
      przypadku naprawde bylem w szoku ze ten horoskop ją dokładnie opisał....

      pozdrawiam
      • alexdelpierrro Re: pomóżcie proszę:( 29.12.06, 00:28
        moja jest spod Barana, wiem ze to uparte osoby dlatego przestaje sie łudzic, w
        sumie jestem wartoścowym człowiekiem i jesli komus sie znudziłem to jego
        problemsmile

        czytam to forum i odrazu mi sie lepiej robismile
    • alexdelpierrro Re: pomóżcie proszę:( 29.12.06, 21:08
      Ja ze swojego małżeństwa wyciągnąłem spore wnioski.
      Zawsze uwazałem sie za faceta który wie jak postepowac z kobietami...
      Czytalem rózne ksiazki na ten temat, wiem ze mózg kobiety i mężczyzny mysli
      inaczej, ze kobieta oczekuje zupełnie czegos innego niz facet.
      Podpatrywałem szczęsliwe małzeństwa, starałem brać z nich przykład.
      Obsypywałem co chwila swoja żonę kwiatami, dbałem o Nią.
      Wstawałem codzień rano razem z Nią i nim zdazyła się wybudzić juz podawałem
      cieplutką herbatke i śniadanko.
      Widok Jej usmiechniętej buzi był dla mnie największą nagrodą.
      Pracowałem przez internet w domu wiec zawsze dbałem o dom by było posprzątane,
      by pachniało świeżoscią, by zawsze jak moją śliczna żona wróci z pracy miała
      cieplutki obiad.
      Szalałem za Nią.
      Była pierwsza kobietą w moim życiu którą tak mocno pokochałem, była moim
      najwiekszm przyjacielem w zyciu, zaufałem Jej w 200%.
      Robiłem wiele rzeczy bysmy sie nie nudzili razem....., planowalismy dwojke
      dzieci, planowałem rozkręcić na maxa swoja firme.
      Co tylko sobie zamarzyła zawsze miała, bylem i chyba jestem typem pantoflarza.
      Zawsze bylo tak jak chce żona, wiem ze to troche źle ale tak było i juz.
      Naprawde co chwile pytala czy bede ja kochał do końca zycia, tak bardzo mnie
      chwaliła, chwaliła sie kolezanka w pracy jakiego to ma cudownego męża.
      Byłem szczęsliwym facetem, nigdy w zyciu nie pomyslałbym ze my sie mozemy
      rozwiesc.
      Moja firma zaczęla mi przynosic naprawde spore pieniądze, pochlonęło mnie to
      bardzo, zachowywałem sie jak dupek, wieej kasy wiecej kasy, nasze drogi zaczeły
      sie rozchodzic, niestey widze to dopiero teraz z perspektywy czasu....Ona nie
      dałam mi żadnego sygnału ze coś sie wali, wiec dalej tępo zarabiałem pieniadze
      cieszac sie jak debil ze mamy ich coraz wiecej.
      W pewnym momencie zaczeło sie cos psuc, zona zaczeła pracwac po godzinach dzien
      w dzien, az pewnego dnia po miesiącu oswiadczyła mi ze mysli o rozwodzie...
      Zatkało mnie, nie wierzylem w to co mowi, jak to, ja taki cudowny maz a Ona
      chce sie rozwiesc.....niestety chce.

      Rozmawialismy bardzo dlugo, obiecałem ze natychmiast kończe z pracą, ze liczy
      sie tylko Ona, ze jest dla mnie najwazniejsza, płakałem i prosiłem o szanse...

      Niestety nie dostałem jej, powiedziała ze sie odkochała i na siłe sie nie
      zakocha....

      Czy tak musi byc? czy naprawde nie wystarczy rozmowa, przeciez wiem ze
      pobralismy sie z miłości, czy wygasł faktycznie ogień i juz nic nie jestem w
      stanie zrobic?

      Wiem ze płakaniem, błaganiem tylko sie osmieszylem, pusciły mi nerwy, takiego
      stresu ja wesoły optymista nigdy w zyciu nie miałem...

      Napisalem kilka idiotycznych smsów, kilka głupich maili ze Jej nienawidze ze
      zmarnowała mi zycie, potem dowiedzialem sie ze przez ostatni miesiac mnie
      strasznie oklamywała...pisalem jej ze jest wstretnym kłamcą, ze nie chce Jej
      znac, Ona mi wtedy napisala ze teraz widzi jaki jestem naprawde, ze nie moge
      sie pogodzic z Jej decyzją jak prawdziwy facet...

      Ja naprawde sie zalamałem, popełnilismy jakies błędy,oddalilismy sie od
      siebie... przeciez małżeństwo to nie jest ...., chyba należy o nie choc troszke
      powalczyc? a moze niesad

      czekam na ten rozwód który jest w styczniu i jak tylko o nim pomysle łapie mnie
      straszny smutek, ja jej moge juz nigdy wiecej nie zobaczycsad

      Co zrobic, poradźcie, a moze jest jakas iskierka nadzieji, zrobiłbym wszystko
      dla tej kobiety, tak bardzo ją nadal kochamsad




      • weekenda Re: pomóżcie proszę:( 29.12.06, 21:20
        wyczytuję jak cierpisz...

        Twierdzisz, że byłeś idealnym mężem. Ale może nie dla niej? Może ona oczekiwała
        zupełnie czegoś innego? Pytałeś się jej? Czego chce? Jakie ma ocekiwania wobec
        Ciebie? Może ona wcale nie chciała tych kwiatów, prezentów, ciepłych obiadów,
        posprzątanego mieszkania? Może stworzyłeś jej złotą klatkę? Nie wiem. Gdybam.

        Jest takie powiedzonko: zagłaskać kota na śmierć. Coś w tym jest.
        • alexdelpierrro Re: pomóżcie proszę:( 30.12.06, 02:12
          weekendo.....te same słowa powiedział mi mój przyjaciel.....dokładnie te
          same...o złotej klatce...o zagłaskaniu...
          Fakt ze nie pytałem czego oczekuje bo ciągle mnie chwaliła, cieszyła sie z
          obiadów, z tego ze ta o NIą dbam lecz chyba to sie po pewnym czaasie nudzi, tak
          mysle...
          • weekenda Pewnie tak było. 30.12.06, 02:27
            To wie tylko ona. Ale pewnie nawet przed sobą się do tego nie przyzna no bo jak
            tu wytłumaczyć ludziom, że było jej za dobrze?

            Widzisz. Ludzie nie znoszą jednostajności, monotonii. A już nie daj panie w
            związku. Jesli mamy ciągle coś, to coś ciągle jest, to tego się w końcu nie
            zauważa. I zaczynamy szukać czegoś innego. Często tylko po to "aby się działo".
            Bywa.

            Jedni biją inni głaszczą. I tak źle i tak nie dobrze. Jeśli Cię to pocieszy:
            nie Ty pierwszy i nie ostatni.

            smile
      • marek_gazeta Re: pomóżcie proszę:( 29.12.06, 21:23
        Stary, po tym opisie będziesz się musiał zamknąć na cztery spusty w domu, szturmowanym przez kobiety wszelkiego stanu i wzrostu. A my, pozostali forumowcy-rozwodnicy, bach, sturlamy się w czeluści, gdzie dłuuuugo będziemy czekać na iskierkę zainteresowania. Ze strony płci przeciwnej, rzecz jasna.

        Jak widać, było jej za dobrze. Może uciekła z kolegą, który co prawda nie zmieniał skarpetek, ale za to zayefajnie tańczył pogo. Czegoś w tej idylli musiało kobiecie zabraknąć. Jednyna droga do ewentualnego odzyskania tej kobiety, to dowiedzieć się, co się stało, ale nie od niej, spróbować zmienić się w tym kierunku, ALE JUŻ NIC WIĘCEJ DLA NIEJ NIE ROBIĆ.
        • weekenda Re: pomóżcie proszę:( 29.12.06, 21:36
          marek_gazeta napisał:

          > Stary, po tym opisie będziesz się musiał zamknąć na cztery spusty w domu,
          sztur
          > mowanym przez kobiety wszelkiego stanu i wzrostu. A my, pozostali forumowcy-
          roz
          > wodnicy, bach, sturlamy się w czeluści, gdzie dłuuuugo będziemy czekać na
          iskie
          > rkę zainteresowania. Ze strony płci przeciwnej, rzecz jasna.
          >

          Nie sądzę. Kobiety nie tolerują takich spolegliwych i nadskakujących. To jest
          fajne na jakieś 2-3 minutki.


          > Jak widać, było jej za dobrze. Może uciekła z kolegą, który co prawda nie
          zmien
          > iał skarpetek, ale za to zayefajnie tańczył pogo. Czegoś w tej idylli musiało
          k
          > obiecie zabraknąć. Jednyna droga do ewentualnego odzyskania tej kobiety, to
          dow
          > iedzieć się, co się stało, ale nie od niej, spróbować zmienić się w tym
          kierunk
          > u, ALE JUŻ NIC WIĘCEJ DLA NIEJ NIE ROBIĆ.


          Zgadzam się. Nic już dla niej nie rób. Ona już wie, że możesz dla niej zrobić
          dla niej wszystko. Pokaż jej, że potrafisz być dla niej też Partnerem.
          • libra22 Re: pomóżcie proszę:( 29.12.06, 23:08
            (matko, chyba jakaś wredna jestem i nie powiem dlaczego)
        • alexdelpierrro Re: pomóżcie proszę:( 30.12.06, 02:22
          marek_gazeta napisał:

          > Stary, po tym opisie będziesz się musiał zamknąć na cztery spusty w domu,
          sztur
          > mowanym przez kobiety wszelkiego stanu i wzrostu. A my, pozostali forumowcy-
          roz
          > wodnicy, bach, sturlamy się w czeluści, gdzie dłuuuugo będziemy czekać na
          iskie
          > rkę zainteresowania. Ze strony płci przeciwnej, rzecz jasna.
          >
          > Jak widać, było jej za dobrze. Może uciekła z kolegą, który co prawda nie
          zmien
          > iał skarpetek, ale za to zayefajnie tańczył pogo. Czegoś w tej idylli musiało
          k
          > obiecie zabraknąć. Jednyna droga do ewentualnego odzyskania tej kobiety, to
          dow
          > iedzieć się, co się stało, ale nie od niej, spróbować zmienić się w tym
          kierunk
          > u, ALE JUŻ NIC WIĘCEJ DLA NIEJ NIE ROBIĆ.

          Marku....ja przepraszam ze pisze moze i bez skłądu i ładu, nie mialem na celu
          wychwalania swojej osoby bo wiem ze nie jestem idealny.
          Najciekawsze jest to ze nigdy mi nawet nie przeszła mysl ze ja moge byc
          rozwodnikiem, przeciez znałem taosobe, wiedziałem co ja cieszy a co smuci,
          teraz wydaje mi sie ze byc moze wcale jej nie znałem, biore pod uwage tez to ze
          odeszła do kogos innego, choc oczywiscie zaprzeczała jak jeszcze utrzymywalismy
          kontakt.
          Nie wiem, pierwszy raz w zyciu znalazłem sie w tak trudnej sytuacji, pomimo 30
          lat spędzonych na tym swiecie czuje sie jak zaguiony dzieciak, ktory cały czas
          był chwalony i nagle bajka mu sie skończyła.
          Dalbym wiele by dowiedziec sie co naprawde spowodowało to odkochanie sie.
          Czytałem na tym forum wypowiedzi kobiet....pomoc miłosć nie przemija, sa chyba
          osoby które nie potrafią kochac, fatycznie biegną i szukają ciągle czegoś...ja
          tez od niej słyszałem kiedys ze faceci szybko sie nudza, moze naprawde trafilem
          na taki typ kobiety.
          Wiem jedno, stracłem cały sens swojego marnego zycia, pada mi firma bo nie mam
          poprostu takiego powera jak kiedys.
          Wiem ze nie powinno sie narzekac, ze powinno sie szyko zapomniec a najlepiej
          szybko poznac inna kobiete i sie zakochac, bo to ponoc najlepsze lekarstwo, ale
          ja tak nie potrafie.
          Tak bardzo ja nadal kocham, tak bardzo mi brakuje jej ciepła, jej uśmiechu....
          Nie oszukam jesli napisze ze była całym sensem mojego zycia.
          Czy faktycznie zycie ejst tylko glupią grą? człowiek popełni jakis błąd i nie
          ma wybacz?
          Jak czytam powody dla których ludzie sie rozwodzą....zdrady, picie, bicie....to
          dołuje sie jeszcze bardziej bo ja z tą perełka nawet sie nie kłóciłem ani
          razu....i tylko dlatego ze przez jakis czas odbiło mi z pracą musze teraz tak
          cierpiec?
          to niesprawiedliwe, na dobre i złe....i nie opuszcze cie aż do smierci....czy
          to tylko puste słowa?
          • marek_gazeta Re: pomóżcie proszę:( 30.12.06, 11:33
            A może ona Ciebie nigdy nie kochała? Może wyszła za Ciebie, bo wydawało się jej, że czas na stabilizację, a tymczasem okazało się, że jest wciąż żądna wrażeń? Może się zwyczajnie nudziła - chciała faceta, może rozczochranego, ale nieprzewidywalnego, a wyszła hmmm... za "misia". To są bolesne pytania, ale warto je sobie zadać.

            Co do depresji - koniecznie spotykaj się z ludźmi, z którymi się dobrze czujesz, i gadaj z nimi o tym, co się stało w Twoim życiu. Idealni byliby inni rozwodnicy - bo oni to już przeszli i będą Cię słuchać. Dla typowego żonatego faceta rozwód to abstrakcja. Zdradź, gdzie mieszkasz - jak w Warszawie, to możemy się spotkać; pogadamy.

            > to niesprawiedliwe, na dobre i złe....i nie opuszcze cie aż do smierci....czy
            > to tylko puste słowa?

            Aaa, masz małżeństwo sakramentalne i pewnie jesteś wierzący i praktykujący? No to współczuję, teraz masz wybór - kobiety albo nauka Kościoła. Nie pytaj mnie, co ja wybiorę.
      • z_mazur Re: pomóżcie proszę:( 30.12.06, 00:10
        Nie chcę być brutalny, ale powiem Ci, że najprawdopodobniej jest ktoś trzeci.
        Najprawdopodobniej zupełnie inny typ, zupełne Twoje przeciwieństwo.
        • alexdelpierrro Re: pomóżcie proszę:( 30.12.06, 02:32
          z_mazur napisał:

          > Nie chcę być brutalny, ale powiem Ci, że najprawdopodobniej jest ktoś trzeci.
          > Najprawdopodobniej zupełnie inny typ, zupełne Twoje przeciwieństwo.
          >
          tak tez mysle i tak mowią mi wszyscy dookoła.
          Ponoc kobieta dąży do stabilizacji a nie do rozpadu, tu wszytsko potoczyło sie
          momentalnie,nagle oznajmiła ze nie kocha i koniec.... a zeby nie dac choc
          jednej szansy, nie porozmawiac, nie powiedziec nie podoba mi sie to i to.
          Rozumiem cos sie wali, ludzie siadają rozmawiają, jedno olewa i nie słucha
          wtedy trzeba sie rozstac, ale powiedzenie komus po zaledwie 2 latach małzeństwa
          ze sie przestało kochac jest czym bardzo podłym.
          Nie wiem jak przezyje ten rozwód, juz nawet myslałem zapłacic komus i dac
          pełnomocnictwo, ale z drugiej strony odliczam dni bo wiem ze znowu ja zobacze i
          pomimo tego co zrobiła bedzie sie moje serducho cieszyło ze ja widzi.
          • der1974 Re: pomóżcie proszę:( 30.12.06, 08:41
            Skoro chcesz cierpieć będziesz ciepiał tak długo jak długo będziesz tego
            potrzebował. Bo widać, że to Ci jest teraz potrzebne. Ja też taki etap
            zaliczałem. Z perspektywy czasu - długo za długo. Potem przestaniesz i
            zapomnisz o niej.

            Tą złotą klatką się nie przejmuj bo to nie do końca prawda jest. Jakbys się nie
            starał o zabezpieczenie materialne to byś usłyszał, że ochłapy dostawała i też
            by było źle. To nie ma znaczenia. Facet jak się angażuje to się stara o kobietę
            również w aspekcie materialnym i nie ma w tym nic dziwnego ani złego. Zresztą
            panie to po prostu lubią choćby nie wiem jak się tego wypierały.

            Myślę, że weź się do pracy, bo nie mogę czytać, że firma dobrze prosperowała a
            teraz pada. No tak nie można. Weź młotek, walnij się w łeb solidnie i zapracuj
            się na śmierć - zapomnisz trochę o niej a przy okazji coś pozytywnego zrobisz.

            Ona i tak do Ciebie nie wróci.
            • alexdelpierrro Re: pomóżcie proszę:( 30.12.06, 13:36
              der1974 dzieki za miłe słowa, pewnie masz racje ze nie warto cierpiec,choc sam
              pewnie wiesz jak to jest, masz plany,wspólne marzenia, wszystko jest cacy i
              nagle totalna rozsypka zycia,madrze piszesz o tej klatce tez tak mysle ze o
              kobiete trzeba dbac i to najlepiej jak sie tylko potrafi wiec byc moze nie
              powinienem byc taki mięczak i skakac przy niej ale taki jestem i nic na to nie
              poradze.

              Myslisz ze naprawde nie ma juz nawet iskierki nadzieji? wiem głupi jestem,
              nadal ciutke sie łudze, ale rodzina zadała mi to pytanie: co bym zrobił gdyby
              jednak chciała wrócić, przeciez wiadomo ze to juz chyba nigdy nie byłoby tak
              jak dawniej, sam nie wiem.
              Wiem za to ze zycie to jednak chyba wrdena gra, nie wierze w miłość, to
              wszystko jest jakies sztuczne, faceci zdradzają, oglądają sie za innymi,
              kobiety przestaja nagle kochac, to wszystko jest jakies chore i mam nadzieje ze
              pisze teraz głupoty i ze jednak tak nie jest.

              Fajne jest natomiast to ze sa takie miejsca jak to, gdzie mozna sie wypisac, że
              są cudowni ludzie na tym świecie którzy czytaja te wypociny i zawsze cos
              mądrego odpiszą.

              mam cichą nadzieje ze kiedys bedę sie smiał z tego co teraz pisze,ze jednak sie
              podniose, ze nie bede dzien w dzien myslał o swojej zonie, ze nie bede oglądał
              naszych zdjec i nie bede sobie zadawał ciagle pytania dlaczego to spotkało
              własnie mnie, kogos kto niby b ył takim dobrym mezem....

              Życzę Wam wszystkim wszystkiego dobrego w Nowym 2007 roku, czuje ze ten rok
              bedzie dla wszystkich fantasycznysmile

              pozdrawiam serdecznie
              • 13monique_n Re: pomóżcie proszę:( 30.12.06, 13:47
                No i masz, Alex, sam na końcu postu dajesz wyraz nadziei. Bo nadzieja jest
                zawsze, chociaż niekoniecznie taka, jak nam się poczatkowo wydaje. I jeśli
                zajrzysz do postu Phokary "SIEDEM", to przeczytasz streszczenie etapów, jakie
                każdy (a z pewnością większość z nas przeszła). Tylko je trzeba cierpliwie
                przejść. Krok po kroku. I koniecznie znajdując sobie coś, na czym odbudujesz
                siebie. Bo odbudujesz.
                Zaglądaj tutaj, czuj się u siebie. To miejsce, gdzie wszyscy coś znajdują.
                I zyczę Ci własnie fantastycznego Nowego Roku - jeszcze sam siebie zaskoczysz. smile
              • cosmopszczolka Re: pomóżcie proszę:( 30.12.06, 17:53
                Przeczytałam Twoje wypowiedzi i jedno co mogę Ci powiedzieć, że ja cierpie,
                czuje się dokładie tak samo jak TY tylko z tą różnicą, że to nagle z dnia na
                dzien mój mąż powiedział że nie kocha i odchodzi. Nie dał żadnej szansy nam na
                rozmowe, naprawę, kompletnie nic!.Też cięzko pracowałam, dokształcałam sie aby
                było nam dobrze. I było nam dobrze mieszkanie, samochód, zagraniczne
                wakacje.Były plany na przyszłość.Nigdy nawet przez myśl by mi nie przyszło ze
                sie rozejdziemy.Czasem juz myślę, że zwiariuję, nie ma chwili abym o tym
                wszystkim nie myślała. Czuje sie oszukana.Bardzo boli, bardzo tęsknię za nim,
                bo był całym moim światem.
              • bursztynowe Re: pomóżcie proszę:( 31.12.06, 02:47
                Alexdelpierro,

                Łudź się, miej nadzieję, walcz. Ale do czasu. Kiedy, jak długo? Sam musisz to
                wiedzieć. Potem zbij tę szklankę i nie odwracaj się już więcej!
                Bo taka nadzieja to samooszukiwanie się. To jak strzała wbita w ciało. Boli przy
                każdym poruszeniu. Trzeba ją kiedyś wyjąć.
          • cosmopszczolka Re: pomóżcie proszę:( 31.12.06, 15:55
            A wiesz co, zamiast opłakiwać smutki, a oni i tak nie doceniają naszych łez,
            lepiej pobawić się na Sylwestra na Rynku (przynajmniej spróbować).Ja jakoś
            nawet dziś od rana sie trzymam, czym sama pozytywnie jestem zaskoczonasmile.
            Wybieram sie na Ryneksmile
        • czytamwas Re: pomóżcie proszę:( 31.12.06, 01:33
          I ja też tak myślę i to jest bolesna prawda.Smutne,ale należy tak domniemywać.
    • bursztynowe Re: pomóżcie proszę:( 30.12.06, 15:15
      Wiesz co... odnajduje u Ciebie pewien syndrom - nie da się "zasłużyć" na miłość.
      Po prostu nie da. Wychodzić, wybłagać, wyprezentować, wy-różowić itp. Ona jest
      albo nie. Owszem, pielęgnować związek - tak. Bez zagłaskiwania.

      Poza tym jest tak, że niektóre kobiety (i faceci tak samo) nie cenią tego co
      mają bez wysiłku. Taka "zdobycz" nie kręci. Zresztą to tak jak ekonomii, nadmiar
      podaży sprawia, że cena "dobra" spada.
      • alexdelpierrro Re: pomóżcie proszę:( 03.01.07, 22:43
        Cześć Wszystkim,

        życzę Wam wszystkiego dobrego w nowym roku, dużo zdrówka i mnóstwa miłosci!!!

        Poraźcie mi proszę, za 2 tygodnie mam rozwód....ta mysl coraz bardziej mnie
        paralizuje, coraz czeciej wpadam w jakąś totalna dolinę...

        Sam nie wiem jak sie zachowam widzac Ja na korytarzu sądowym...nie widzielismy
        sie pół roku...powiedzieć cześć, usmiechnać sie? jak sie zachowac?

        Wiem ze pewnie zadaje durne pytania ale naprawde nie wiem, a jak nie wytrzymam?

        Boje sie ze wybuchne jak małe dziecko na sali sądowej, przeciez ja ją nadal tak
        bardzo kocham....świadomosc ze juz Jej nigdy nie zobacze....

        Dlaczego ktos kogo sie tak bardzo kocha i ten ktos przeciez tez kochał,
        dlaczego teraz tak bardzo sie rani druga osobe, czy słowa przysiegi są jedną
        wielką "sciemą"?

        Czy to naprawde jedna wielka głupia gra, moze naprawde nie warto kochac?
        Im bardziej sie kocha tym bardziej sie widze cierpi.

        Jak sie zachowac podczas tego dnia pomóźcie proszę.
        • anikab Re: pomóżcie proszę:( 04.01.07, 00:17
          Ojej. Widac, ze ten rozwód jest jeszcze za wcześnie dla Ciebie. Choć z drugiej
          strony moze być swoistą "terapią wstrząsową". Nie oswoiłeś sie z tym ani nie
          pogodziłeś ani trochę. Też bałam się "wystąpienia" w sądzie. Ale miałam to
          szczeście w nieszcześciu, ze rozwodzę sie w stolicy, a tam długo sie czeka na
          rozprawę, więc do konfrontacji z sadem doszło po 16 miesiacach od czasu, kiedy
          usłyszałam, ze koniec.
          Miałam nadzieję, ze wypłakanie sie na zapas cos pomoze - niestety nie.
          Katowałam się wyobrazaniem sobie, jak sędzia mówi "rozwiazuję małżeństwo..."
          czy podobnie. Nie usłyszałam tego, bedzie druga rozprawa. Nie wiem, jak można
          Ci pomóc. Są tu dużo mądrzejsi, na pewno cos Ci doradzą. Niczego nie
          przyspieszysz, musisz wycierpiec swoje - to indywidualna sprawa. Ale na pewno
          wiele osób tutaj bedzie trzymało za Ciebie kciuki, ja na czele smile
          • alexdelpierrro Re: pomóżcie proszę:( 05.01.07, 13:13
            anikab napisała:

            > Ojej. Widac, ze ten rozwód jest jeszcze za wcześnie dla Ciebie. Choć z
            drugiej
            > strony moze być swoistą "terapią wstrząsową". Nie oswoiłeś sie z tym ani nie
            > pogodziłeś ani trochę. Też bałam się "wystąpienia" w sądzie. Ale miałam to
            > szczeście w nieszcześciu, ze rozwodzę sie w stolicy, a tam długo sie czeka na
            > rozprawę, więc do konfrontacji z sadem doszło po 16 miesiacach od czasu,
            kiedy
            > usłyszałam, ze koniec.
            > Miałam nadzieję, ze wypłakanie sie na zapas cos pomoze - niestety nie.
            > Katowałam się wyobrazaniem sobie, jak sędzia mówi "rozwiazuję małżeństwo..."
            > czy podobnie. Nie usłyszałam tego, bedzie druga rozprawa. Nie wiem, jak można
            > Ci pomóc. Są tu dużo mądrzejsi, na pewno cos Ci doradzą. Niczego nie
            > przyspieszysz, musisz wycierpiec swoje - to indywidualna sprawa. Ale na pewno
            > wiele osób tutaj bedzie trzymało za Ciebie kciuki, ja na czele smile

            dziekuję ci bardzo bardzo
        • akacjax Re: pomóżcie proszę:( 04.01.07, 00:44
          Rozumiem, że żona wystąpiła o rozwód-jaki? z , czy bez orzekania o winie?
          Jeżeli się nie zgadzasz, bo kochasz, bo widzisz dla Was szansę-powiedz o tym na sali.
          Na nie-wiadomo-co ze-sobą- na korytarzu-zabierz do towarzystwa kogoś z rodziny albo kolegę. Niektórzy w tym celu wynajmują adwokata. Ten jest o tyle lepszy, że wchodzi też na salę.
          A w ogóle polecam-poczytaj Przebudzenie A. de Mello.
          • marek_gazeta Re: pomóżcie proszę:( 04.01.07, 09:09
            Adwokat do towarzystwa? Świetny pomysł. Polecam tę panią, która przyszła wspierać żonę w jej wysiłkach - szczegóły w wątku "Jutro rozprawa".
          • alexdelpierrro Re: pomóżcie proszę:( 05.01.07, 13:13
            akacjax napisała:

            > Rozumiem, że żona wystąpiła o rozwód-jaki? z , czy bez orzekania o winie?
            > Jeżeli się nie zgadzasz, bo kochasz, bo widzisz dla Was szansę-powiedz o tym
            na
            > sali.
            > Na nie-wiadomo-co ze-sobą- na korytarzu-zabierz do towarzystwa kogoś z
            rodziny
            > albo kolegę. Niektórzy w tym celu wynajmują adwokata. Ten jest o tyle lepszy,
            ż
            > e wchodzi też na salę.
            > A w ogóle polecam-poczytaj Przebudzenie A. de Mello.

            tak złozyła pozew bez orzekania o winie, moja miłość nie ma znaczenia.
            Czytałem ze sąd ma gdzieś to ze ja kocham swoją zonę, wazne ze ona juz nie
            kocha i to jest koniecsad
        • bursztynowe Re: pomóżcie proszę:( 04.01.07, 00:59
          Przede wszystkim zachowaj klasę. Wytrzymasz. Nie Ty pierwszy i nie ostatni.
          Bez agresji, grania na litość, krzyków, pretensji itp.
          Po prostu przywitaj sie, zapytaj sie jak sie czuje, cokolwiek, ale milo i na
          poziomie. Pierwsze rozprawa jest pojednawcza tak, ze masz czas na ewentualne
          negocjacje.
          Poza tym ona też będzie zdenerwowana na maksa.

          Jak bardzo musisz to wez jakiego uspokajacza, ale nie polecam. W zadnym razie
          alkohol!
          • alexdelpierrro Re: pomóżcie proszę:( 05.01.07, 13:16
            bursztynowe napisał:

            > Przede wszystkim zachowaj klasę. Wytrzymasz. Nie Ty pierwszy i nie ostatni.
            > Bez agresji, grania na litość, krzyków, pretensji itp.
            > Po prostu przywitaj sie, zapytaj sie jak sie czuje, cokolwiek, ale milo i na
            > poziomie. Pierwsze rozprawa jest pojednawcza tak, ze masz czas na ewentualne
            > negocjacje.
            > Poza tym ona też będzie zdenerwowana na maksa.
            >
            > Jak bardzo musisz to wez jakiego uspokajacza, ale nie polecam. W zadnym razie
            > alkohol!
            >
            podobno nie ma juz pojednawczych od roku, wzystko trwa ledwie 25 min.....a
            potem juz nigdy nie zobacze swojej żonysad(((((((((((((((((

            Proszków na uspokojenie wezme chyba kilkasmile
        • marek_gazeta Re: pomóżcie proszę:( 04.01.07, 08:23
          No cóż, trzeba jakoś przez to przejść. Zachowuj się normalnie - przywitaj się z nią, oczywiście, ale krótko. Nie graj kogoś, kim nie jesteś. Masz ochotę na płacz - płacz. Proste. Mnie podczas rozprawy łzy ciekły po policzku przynajmniej w dwóch momentach. Sędziny są przyzwyczajone, wiadomo, że to stres.

          Ja myślałem o dezercji, ale przyjąłem na klatę. Na ślubie się pojawiłem, trudno, na rozwodzie też trzeba było się stawić.

          Może weź ze sobą jakiegoś dobrego kumpla?

          Co do rozprawy pojednawczej, to jej już teraz nie ma (trzeba chyba jawnie wystąpić, nie jestem pewien). Jeśli się zgodzisz na rozwód, po 30 minutach będziesz rozwiedziony. Zastanów się, czy dać jej rozwód - jeśli rzeczywiście nie kocha, to chyba tak jest najlepiej. Rozwieść się i już nigdy jej nie spotkać.

          Może jakaś dobra dusza z Krakowa zajmie się Alexem? Przyjdź koniecznie na to spotkanie, które się kroi pod Wawelem. Musisz teraz dużo rozmawiać, wyżalić się. To pomaga.
          • alexdelpierrro Re: pomóżcie proszę:( 05.01.07, 13:18
            marek_gazeta napisał:

            > No cóż, trzeba jakoś przez to przejść. Zachowuj się normalnie - przywitaj się
            z
            > nią, oczywiście, ale krótko. Nie graj kogoś, kim nie jesteś. Masz ochotę na
            pł
            > acz - płacz. Proste. Mnie podczas rozprawy łzy ciekły po policzku
            przynajmniej
            > w dwóch momentach. Sędziny są przyzwyczajone, wiadomo, że to stres.
            >
            > Ja myślałem o dezercji, ale przyjąłem na klatę. Na ślubie się pojawiłem,
            trudno
            > , na rozwodzie też trzeba było się stawić.
            >
            > Może weź ze sobą jakiegoś dobrego kumpla?
            >
            > Co do rozprawy pojednawczej, to jej już teraz nie ma (trzeba chyba jawnie
            wystą
            > pić, nie jestem pewien). Jeśli się zgodzisz na rozwód, po 30 minutach
            będziesz
            > rozwiedziony. Zastanów się, czy dać jej rozwód - jeśli rzeczywiście nie
            kocha,
            > to chyba tak jest najlepiej. Rozwieść się i już nigdy jej nie spotkać.
            >
            > Może jakaś dobra dusza z Krakowa zajmie się Alexem? Przyjdź koniecznie na to
            sp
            > otkanie, które się kroi pod Wawelem. Musisz teraz dużo rozmawiać, wyżalić
            się.
            > To pomaga.

            dzieki marku zamile słowa, to forum bardzo pomaga, a jak bardzo wiedza chyba
            sami zainteresowani- DZIĘKUJĘ!!!
        • ak70 Re: pomóżcie proszę:( 04.01.07, 09:11
          Alex... BARDZO DOBRZE rozumiem co czujesz... tak samo czulam sie rok temu kiedy
          maz powiedzial, ze miedzy nami koniec, ze odchodzi, że juz mnie nie kocha, ze
          sie wypalil...
          Poczulam sie cholernie winna, nie widzialam wtedy tego, ze jest to czlowiek
          niedojrzaly emocjonalnie i bardzo plytki... dla którego małżeństwo jest tylko
          na dobre, bo jak przychodzi to złe (prawda, że w ostatnim roku, dwóch przed
          naszym rozstaniem bylo go bardzo, bardzo duzo) to najlepszym wyjsciem jest
          zwalenie winy na druga osobe, calkowite olanie sprawy i odciecie się od osoby
          powodującej wyrzuty sumienia (czyli ode mnie)... Choć - zanim zamieszkalismy
          osobno - prosiłam, płakałam i błagałam (w koncu bylismy razem 13 lat i mamy
          dwoje dzieci) on wynajal mieszkanie sam... ja z dziecmi wrocilam do rodzicow,
          bo nie pracowalam, nie mialam kompletnie pieniedzy, jedynie 486 zł zasilku
          rodzinnego i wychowawczego... dawal mi z laski 300 zl na dzieci... żadnych
          skrupułów....
          Nie chcę pisać i powtarzac mojej historii... jest na moich watkach... ale -
          jesli jest jak pisales - to nie masz sobie nic do zarzucenia poza brakiem
          obserwacji i komunikacji. Jesli cos bylo nie tak, a Ty - zakochany, zaślepiony -
          tego nie widziales, to przecież ona mogła Ci powiedzieć "słuchaj, nie podoba
          mi się to i to, boil mnie w twopim zachowaniu to i to, moze sprobujemy cos z
          tym zrobic, bo jest to dla mnie bardzo uciazliwe, nie moge tego zniesc, nie
          radze sobie z tym", itp. Prawdopodobnie ona byla (jest) na tyle jeszcze
          niedojrzała, że łatwiej jej było (jak mojemu mężowi) zwalić winę na Ciebie i
          uciec...

          Marek dobrze radzi - zignoruj ją... nie pokazuj jej, że Ci zależy. Jak to nie
          zadziała, to MUSISZ pomyśleć o sobie. Nieodwzajemniona miłość boli jak cholera -
          to też wiem z autopsji, jak wiekszość ludzi na tym forum - ale kazdego dnia
          mniej. Nie wiem ile masz lat, ale nikt nie ma za duzo, aby zaczac od nowa...
          Życze Tobie (i sobie) nowego życia w Nowym Roku. Trzymaj się!! Nie jesteś
          sam... masz forum smile))
          ---
          • ak70 Re: pomóżcie proszę:( 04.01.07, 09:15
            Cholera.... nie wierze, że to napisałam!!!
            smile))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
            Yes, yes, yes!!!!
            • chochlinka Re: pomóżcie proszę:( 04.01.07, 09:25
              Najwięcej prawdy w tym,żeby nie pokazywać,że ci zależy.póki ja to okazywalam to
              ex się po prostu nademną pastwił psychicznie.Pamiętam jak kiedyś mu
              powiedziałam,jeszcze przed rozwodem,w nadziei,że zrozumie i się zmieni,jak
              bardzo cierpię,kiedy wiem,że oni są razem a ja na niego czekam w domu.Jak czuję
              się obrzydliwa,stara i szpetna kiedy on nadskakuje 12 lat młodszej konkurentce,
              jak bardzo na nim mi zależy i że zniosę to co było byleby wrocił i chciał ze
              mną być.Powiedział mi wtedy z szyderczym uśmieszkiem-"a tu cię boli? Że ona
              jest atrakcyjna i chętna? A ty nie masz nic?"
              Dziś kiedy odwoże mu dzieci wychodzi do mnie pogadać.W szpitalu przy córce
              przeplotkowaliśmy cały dzień.Mnie się zwierzal z problemów z
              pracą,remontem,zdrowiem..... No cóż....kiedyś sam wybrał wink)
          • alexdelpierrro Re: pomóżcie proszę:( 05.01.07, 13:36
            ak70 napisała:

            > Alex... BARDZO DOBRZE rozumiem co czujesz... tak samo czulam sie rok temu
            kiedy
            >
            > maz powiedzial, ze miedzy nami koniec, ze odchodzi, że juz mnie nie kocha, ze
            > sie wypalil...
            > Poczulam sie cholernie winna, nie widzialam wtedy tego, ze jest to czlowiek
            > niedojrzaly emocjonalnie i bardzo plytki... dla którego małżeństwo jest tylko
            > na dobre, bo jak przychodzi to złe (prawda, że w ostatnim roku, dwóch przed
            > naszym rozstaniem bylo go bardzo, bardzo duzo) to najlepszym wyjsciem jest
            > zwalenie winy na druga osobe, calkowite olanie sprawy i odciecie się od osoby
            > powodującej wyrzuty sumienia (czyli ode mnie)... Choć - zanim zamieszkalismy
            > osobno - prosiłam, płakałam i błagałam (w koncu bylismy razem 13 lat i mamy
            > dwoje dzieci) on wynajal mieszkanie sam... ja z dziecmi wrocilam do rodzicow,
            > bo nie pracowalam, nie mialam kompletnie pieniedzy, jedynie 486 zł zasilku
            > rodzinnego i wychowawczego... dawal mi z laski 300 zl na dzieci... żadnych
            > skrupułów....
            > Nie chcę pisać i powtarzac mojej historii... jest na moich watkach... ale -
            > jesli jest jak pisales - to nie masz sobie nic do zarzucenia poza brakiem
            > obserwacji i komunikacji. Jesli cos bylo nie tak, a Ty - zakochany,
            zaślepiony
            > -
            > tego nie widziales, to przecież ona mogła Ci powiedzieć "słuchaj, nie podoba
            > mi się to i to, boil mnie w twopim zachowaniu to i to, moze sprobujemy cos z
            > tym zrobic, bo jest to dla mnie bardzo uciazliwe, nie moge tego zniesc, nie
            > radze sobie z tym", itp. Prawdopodobnie ona byla (jest) na tyle jeszcze
            > niedojrzała, że łatwiej jej było (jak mojemu mężowi) zwalić winę na Ciebie i
            > uciec...
            >
            > Marek dobrze radzi - zignoruj ją... nie pokazuj jej, że Ci zależy. Jak to nie
            > zadziała, to MUSISZ pomyśleć o sobie. Nieodwzajemniona miłość boli jak
            cholera
            > -
            > to też wiem z autopsji, jak wiekszość ludzi na tym forum - ale kazdego dnia
            > mniej. Nie wiem ile masz lat, ale nikt nie ma za duzo, aby zaczac od nowa...
            > Życze Tobie (i sobie) nowego życia w Nowym Roku. Trzymaj się!! Nie jesteś
            > sam... masz forum smile))
            > ---
            • mauriti Re: pomóżcie proszę:( 07.01.07, 00:52
              Wiem jakie popełniłem błedy i teraz wszystkim swoim kolegom dookoła
              > daje ,,mądre rady"
              > Nigdy nie bądź za dobry, nie pokazuj ze kochasz na maxa, nie rozpieszczaj za
              > bardzo, co mozesz zrobic sam rób sam bo potem usłyszysz ze wszystko było na
              jej
              >
              > glowie i najwazniejsza rzecz na swiecie- NIGDY PRZED KOBIETA NIE OKAZUJ
              SŁABOSC
              > I
              > One mówią ze to czasem takie ludzkie ze facet płacze ale NIE, nigdy nie
              okazuj
              > słabosci, to gubi...
              > Nie ufaj na 100% bo jak czytasz to forum to juz wiesz ze nie warto.
              > Pisze bzdury? moze i tak,wiem jedno, gdybym nie zaglaskał kotka, gdybym nie
              > pozwalał sie wyręczac w róznych sprawach, gdybym jednak..........szkoda słów,
              > terazkrótko mówiac nie był bym taki na kazde zawołaniesmile
              Myślę, że z czasem się otrząśniesz, może to potrwa długo, ale ta rozpacz kiedyś
              ustanie. Nie dopuść jednak w przyszłości do tego, żeby wszystkie kobiety
              oceniać przez pryzmat twojej żony.
              Na pewno jest wiele takich, które wlaśnie marzą o takim partnerze jak ty.
              Na niej świat się nie kończy.
              Wtej chwili nie walcz już o nią, walcz o siebie i swoją godność.
              Jeśli w sądzie będziesz się rozklejał, robił cyrki (sorry) to ją jeszcze
              utwierdzisz w przekonaniu, że dobrze zrobiła, bo jak tu żyć z takim mięczakiem.
              Wiem, z miłości robi się takie rzeczy, że ludzie z boku pukają się w czoło.
              Pokaż jej klasę facet. Niech się dowie na odchodne co straciła.
              Pozdrawiam i trzymam kciuki
    • nika19741 Re: pomóżcie proszę:( 04.01.07, 13:24
      Cóż....czytam i czytam, poprostu sie rozminęliscie z w zyciu. Ty byles
      dobry...ale nie dla niej. Zbytnia opiekunczosc tez jest zła. Ja tez jestem
      zodiakalnym baranem-a moze i nie zodiakalnym...tylko zyciową baranica, tez (jak
      tu wszyscy) mam problem malzenski. Nie o znak zodiaku tu chodzi. Inne
      oczekiwania i juz. Poza tym nie w zyciu trzeba miec cele, a celem nadrzednym
      praca byc nie moze. Zawsze czlowiek-rodzina na 1 miejscu. Nie ma co plakac
      (wiem, ciezko Ci, zreszta sama poplakuje co jakis czas)ale naprawde jesli teraz
      w tak mlodym malzenstwie dochodzi do rozwodu to nie ma co tego zalowac. Napewno
      obowiazki dnia codziennego by was nie zblizyły. Skorzystaj z pomocy psychologa,
      pamietaj nie musisz zasłużyc na milosc zeby ktos cie kochał .... kocha sie
      poprostu, dobrze ze dzieci nie macie. A 2 lata to NIC...Poznasz kogos, bedziesz
      szczesliwy,zobaczysz jak mozna kochac dzieci, zapomnisz...albo sie posmiejesz
      za jakiś czas, swiat sie nie zawali. Potraktuj ten rozwód nie jako porazke,
      tylko jako nauczke i mozliwosc ponownego zyciowego wyboru. Mam nadzieje, ze
      mądrzejszy o nowe doswiadczenie znajdziesz taka osobe, która doceni Twoje
      niewątpliwe walory.
      • nika19741 Re: pomóżcie proszę:( 04.01.07, 13:27
        oczywiscie piszac "Poza tym nie w zyciu trzeba miec cele, a celem nadrzednym.."
        miałam na mysli ze trzeba miec cele smile jakoś to "nie" mi sie samosmile wdarło w
        zdanie.
        • wojtekp67 Re: pomóżcie proszę:( 05.01.07, 15:24
          Niestety ... do miłosci nie można zmusić. Kiedyś kobiety bardziej unikały
          rozwodów, mniej zdradzały. Były jakieś wartosci.Świat sie zmienia. Ja po
          kilkunastu latach małzeństwa dowiedziałem sie że mam rogi, że nie kocha, ze
          miłość wygasła. Jeszcze mi tłumaczyła ze nie ma kilkunastoletnich małżeństw, w
          których jest miłość. raniła mnie, nie zwazała ze jest kilkuletnie dziecko dla
          którego to koniec swiata. Szła po trupach do celu czyli wolnosci, bo jak
          powiedziała chce cos jeszcze przeżyć, chce poczuc motylki w brzuchu, namietnosć
          a przy mnie tego nie bedzie juz miała. Była dla mnie całym życiem, rodzina,
          dom , wyjazdy itp. Nic mi podobno nie brakuje, koleżanki mowia ze jestem
          fajnym , przystojnym wesołym facetem, ale.... nie dla tej najważniejszej. A
          tesciowa mi powiedziała ze kota też można zagłaskać. życie bez problemów,
          chorób w rodzinie, bez kłopotów finansowych - to zbyt nudne na dłuższy czas.
          Też sie upokorzyłem, prosiłem o szanse, nie tylko dla mnie ale i dla dziecka.
          Ale nie załuje tego upokorzenia, tak czułem i robiłem. coż myśle ze ona
          kiedyś, za pare lat zrozumie co powinno być ważne w zyciu. No cóż, życzę Ci
          żeby cierpienie trwało w miarę krótko. jak widzisz spotyka to małzenstwa na
          kazdym etapie. Tobie powinno być łatwiej , jest mnóstwo miłych, uczciwych
          kobiet, które czekaja na poznanie normalnych facetów, którzy nie chlaja, nie
          biją, nie łajdacza sie itp... Czas.... goi rany.....
          • wacka55 Re: pomóżcie proszę:( 05.01.07, 15:50
            a moze po prostu 2 lata malzenstwa to za malo, zeby byc kogos pewnym i zaufac
            jestem w zwiazku juz 5 rok..miesiac temu oswiadczyl sie, teraz jestesmy
            narzeczenstwem, a slub.. dopiero za pare lat... mamy juz dziecko... mimo to nie
            chce sie spieszyc.. jestem mloda.. a obiecac komus cos na zawsze trzeba miec
            odwage

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka