sbelatka
05.01.07, 19:04
Jestem z Wami na tym forum jakis czas juz.
raczej krótki.
ale juz Wam wiele zawdzieczam.
teraz siedze sobie - jako żem sie chyba z lekka uzalenila od czytania Was
tutaj - i pomyslam
WHY ???? piszemy tylko o tym co nas boli, co trudne???? ( no, prawie)
Moze moglibysmy spojrzec na nasze zwiazki jak na COS co sie zdarzylo, minelo
albo mija ALE COS NAM DALO, COS DOBREGO po nich zostalo.
Marek pisal o swoich 2 mlodych.
A to chyba nie wszystko, skoro dzis jeszcze napisal, ze kocha swoja byla
zonę???
to moze - sprobujmy - pomyslmy co mamy dzieki naszym zonom, mężom. Ktorzy
mozliwe, ze na koniec albo po drodze nas ranili.
Ale ZAPEWNE duzo nam dali.
mnie dziaiaj wlasnie nasszla taka refleksja.
Ze straszliwie duzo od mojego przyszlego exa dostalam.
20 lat kiedy czulam sie kochana, szczesliwa, BEZPIECZNA/.
o mojej dwojce mlodych - nie wspomne, bo to az nazbyt oczywiste.
ale mialam tez swobode rozwijania sie, realizowania swoich pasji, planow.
i - chociaz mam zamiar urzadzic huczny wieczor, ktory bedzie konczyl moje
stare zycie "mężatki" a zaczynal zycie "rozwodki",( nazwijmy go jakos -
moze "żonieński (przez analogie do pamnieński...?; czekam na propozycje
nazwy)) to przeciez CIESZE sie, ze te 20 lat w moim zyciu maly miejsce.
takie jakie byly - mniej wiecej.
Mozliwe nawet, ze to co zrobil mi moj mąż ( zdrada i odejcie do innej)
ostetcznie beda dla mnie czyms dobrym ( dla moich mlodych chyba nie, ale coz -
grzechy ojcow na dzieci...)
zobacze.
zaczyna sie we mnie ( po roku...) budzic wiara i nadzieja..
napiszcie - czy i co jest dla Was osobistym zyskiem z malzenstw. ktore
zakonczyly sie nie tak jak marzylismy o tym.
Beata