19.02.07, 06:54
Miało go nie być. Wyjechał podobno.
Przyszedł wczoraj wieczorem. Już nawet nie pamiętam,jak wszedł i co
powiedziałam. Wydawał mi się, taki jak dawniej. Uśmiechnięty, z iskrą
namiętności w oku. Miło się rozmawiało.
-Zostań u mnie na noc.
-Chętnie.
Całą noc się przytulałam. Zapach mężczyzny w moim łóżku. Nad ranem zaczęłam go
całowac powolutku.
-Zostań juz ze mną na zawsze, przecież Ciebie potrzebuje, może się ułoży.
-Jak chwilę jest miło, to już nie znaczy, że będziesz dobrą żoną. Przyszedłem
na chwilę.
- Błagam, zostań.
-Nic nie rozumiesz, ja Ciebie nie chcę.Nie kocham Cię. Nie zasłużyłaś.
Wychodził, a ja rzucałam sprzętami w dzrwi i krzyczałam:
-Zostań!.....
Położyłam się zpac roztrzęsiona.
O ja powiem mojej psycholog? Tyle pracy nade mną, bym już taka nie była i co?
Zjawia się niespodziewanie i ja znów to samo. Boże, w głowie huczy,
co to tak warczy? Co mi jest? Otwieram oko.
To kot, warczy sobie na poduszce.


Boże, jak to dobrze, że to tylko sen. Opowiem o nim Pani psycholog i Wam.
Obserwuj wątek
    • phimamdosc krucyfiks. noże. 19.02.07, 08:08
      kolejna awantura.
      w pewnej chwili uniesiona ręka.
      nie. już nie. już nigdy więcej.
      uderzyłam pierwsza.
      uderzałam bez opamiętania.
      w głowę.
      skąd w mojej dłoni ogromny metalowy krucyfiks??
      nieważne.
      w tej chwili to moja broń.
      pelno krwi.
      uklękłam obok niego.
      wyłam.
      nie nad nim.
      wyrzuciłam z siebie cały ten potworny ból, lęk, niewiarę, bezsilność.

      sen. mokra do cna poduszka, długi szloch w łazience, żeby nie widziały dzieci.


      stał obok półeczki, w której są noże.
      wrzeszczał, że nie pójdzie się leczyć, ze chcę z niego zrobić idiotę, że jestem
      kurwą
      złapał jeden z noży i już zupełnie nad sobą nie panując, chciał go wbić we mnie.
      wyrwałam i odrzuciłam.
      drugi, trzeci. odrzucilam.
      czwarty.
      w jego dłoniach ładnie zabłysnął sprężynowiec, z którego był taki dumny..
      przed tym już nie zdołałabym się obronić
      uderzyłam pierwsza tym, który jeszcze był w ręku.
      też sen.

      ale moja modlitwa kiedyś.. po tym, jak usłyszałam, że weźmie jakieś prochy i
      mnie zabije.. modlitwa o to, by się już nie obudził.. to real.

      jestem z siebie dumna.
      wyszłam z tego wszystkiego.
      poradziłam sobie.
    • phimamdosc zagubienie 19.02.07, 08:12

      Nie wiadomo, ile już dni leżała na tych starych materacach niemal bez ruchu.
      Samotność. Smutek. Niewiedza. Ile nocy przespała w tym zawalonym rupieciami
      starym pomieszczeniu, płacząc przez sen, kołysząc się w niewiadomym bólu
      otulona starymi ciuchami i podartymi kocami. Nikt nie wiedział, kim była.

      A ona całe dnie i noce spędzała w bezruchu, jakby.. tęskniąc. Czekając. Pragnąc
      i wsłuchując się w ciszę nocy i hałas dnia.. wypatrując niewiadomego. Nikt nie
      wiedział, kim jest i czego chce. Dlaczego właśnie to miejsce obrała sobie sobie
      na przeżycie. Na przetrwanie...? nie.. na wegetację..
      Przychodzili ją oglądać. Nie było śmiechów. Jej ból targał ciałem i duszą tak
      potężnie, że czuli to wszyscy. Patrzyła na nich nie widząc. Przezroczyście.
      Matki pokazywały ją swoim dzieciom, ostrzegając, że tak skończą, kiedy nie
      zrobią tego czy owego.. Biedni przychodzili zobaczyć, komu tak się nie
      powiodło, kto tak bardzo zamknął się w sobie, że wygląda gorzej niż oni..
      najbiedniejsi z biednych. Cieszyli się, że nie są 'tacy ostatni' i współczuli
      ostatkiem uczuć, zrozumiale chcących już tylko jak najlepiej dla siebie.

      I nagle.. pojawiła się rodzina i przyjaciele. Tłum ogromny zebrał się
      wokół. "Więc ma rodzinę, więc nie jest sama.. cóż takiego doprowadziło ją.. co
      się.. dlaczego.. czemu...". Szepty. mnóstwo szeptów.. "Pomóżcie jej, czemu jest
      tam sama, co z was za rodzina, co za przyjaciele.."
      Nie słuchali. Nie po to ją odnaleźli, żeby słuchać innych. Odnaleźli by pomóc,
      trwać, być. Prosili, błagali, krzyczeli i wreszcie tarmosili za ramiona, by się
      otrząsnęła. A ludzie wytężali wzrok i słuch, podchodzili jeszcze bliżej.. 'I
      co? i co?' - pytali z ciekawością i.. litością.. i narastającym współczuciem..
      I znów podniosły się głosy: "- Zostawcie ją w spokoju.. ona jest nasza, żyła
      sobie w swoim świecie, w swoim zamkniętym smutku i spokoju, zostawcie ją, nie
      tarmoście! zostawcie!".
      Zostawili. Minęło kilka dni zagubionych, kilka nocy o snach czarnych i
      zgęstniałych od bólu.

      Aż wreszcie.. wrócili. Nie sami. Stali długo przy otwartych drzwiach. Dużych,
      dwudrzwiowych.. i znów ludzie.. wielu.. coraz więcej. Odwróciła powoli głowę,
      gdy chłód powietrza nakazał okryć skostniałe ręce. Patrzyła. Ogłuszone serce
      zaczęło mocniej bić. Wstała powoli, pozwalając ciału odnaleźć siebie. Patrzyła.
      Znów ten tłum. Ale nieważne, nieistotne.. bliżej stoi ktoś jeszcze.. Nagły
      niepohamowany szloch rozdarł niemal jej serce. Nie dowierzając szła coraz
      szybciej w stronę. Droga do wyjścia trwająca przecież kilka sekund teraz zajęła
      całe jej życie. Ostatnie metry przebiegła i u celu.. opadła na kolana.. przed
      małym dzieckiem. Jasnowłosą dziewczynką, wyciągającą ku niej małe rączki.
      Szlochała, wtulając się w jej małe ramiona. Płakała ogarnięta jednocześnie tym
      bólem, rozpaczą, tęsknotą, jaka w niej była i nagłym szczęściem.

      Patrzyłam na to wszystko z boku i płakałam równie mocno, jak ona, nie mogąc
      przestać. Dokładnie widziałam kim była. To byłam ja.

      Obudziłam się cała we łzach. Poduszka i róg kołdry, którą przez sen ocierałam
      łzy były wilgotne. Wiem, że to kiczowate.
      To tylko i aż sen.
      Tylko sen.

      Po kolejnej awanturze, po której usłyszałam rozszlochane:
      " - Mamusiu, nie chcę, żebyś była umarnięta".
    • crazyrabbit Re: wizyta 19.02.07, 19:52
      A ja nie śnię... Od bardzo długiego czasu... Śpię mało , źle i bezsennie...
      Czasem myślę , że wolałabym śnić koszmary niż nie śnić wcale...
      • pomimo1 Re: wizyta 20.02.07, 09:53
        spróbuj melatoniny. nie uzależnia, a pomaga

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka