Dodaj do ulubionych

ciężkie początki końca

09.04.07, 21:57
Jest wieczór. Mała śpi a ja próbuję skupić myśli. Pozew napisany. Powinien
powstać już dawno. Rok? Dwa? Wcześniej? Od dawna mieszkaliśmy jak obcy sobie
ludzie i tylko Mała nas łączyła. Rozstanie było nieuniknione. Planowałam je
poważnie. Ale bez pośpiechu. Po swojemu. Co drugi weekend na uczelni, zajęte
myśli. Co drugi weekend on jeździł do nowej niej. Coraz bardziej zależało mi
na rozwodzie ale nie mogłam wydębić według mnie potrzebnych zmian
technicznych. Żałuję że zwlekałam... Telefon życzliwych poinformował, że
widują ich na mieście. Pękłam. Nacisnęłam. Wiedziałam, że to skutek a nie
przyczyna ale i tak zabolało. Zła kolejność - najpierw odejdź jak prosiłam -
potem buduj. Idealistka. Zginę kiedyś przez to. Nacisnęłam i okazało się, że
można. Trzy dni później podpisał umowę najmu nowego mieszkania. Przywyczajam
się do myśli o zmianach. I tylko szarpie mną demon wewnętrzny złości - że to
ja miałam mieć kontrolę, że to ja miałam powiedzieć - odejdź stąd. I choć
słowa padły to czuję, że nie odchodzi ode mnie tylko do niej. Kolejny raz się
nie liczę. Zakręciłam? Pewnie jak wszystko... ale musiałam to wysypać.
Czekają mnie ciężkie trzy tygodnie do wyprowadzki. Czekamy z rozmową z małą.
W tym tygodniu nie, bo jadę na uczelnię i za nic nie zostawię jej na weekend
z taką wiadomościa beze mnie. Więc w przyszłym. Ale przed weekendem bo chcę
być przy niej dzień i noc zaraz po takiej informacji. I jeszcze jeden
tydzień - bo tak radzą, żeby jeszcze został tydzień, dwa. Nie dłużej. W
żadnym wypadku!
To takie trudne. Nie kocham. Ale świadomość, że ja tu a on tam, szczęśliwy. I
może łatwiej byłoby gdyby nie to, że za pół godziny wróci. Nie mam już na to
siły. Błagam - pomóżcie mi przetrwać te trzy tygodnie...
Obserwuj wątek
    • kasiar74 Re: ciężkie początki końca 09.04.07, 22:43
      Z czasem przestanie mieć znaczenie że za późno, kto zawianił, kto ma czy nie ma
      kontroli nad rozpadem, dasz radę
      • jasminowo Re: ciężkie początki końca 09.04.07, 22:48
        Wiem... a może mam po prostu nadzieję... i tylko te dni przedemną mnie
        straszą...
        • anilah777 Re: ciężkie początki końca 13.04.07, 22:22
          Zamiast myslec,ze nastąpił koniec -pomysl,ze nastał początek wolności, zycia bez kłamstw, zadbaj o siebie, wyluzuj, nie rozpamiętuj. Będzie dobrze, kiedys mu podziękujesz,że zrobił cos,dzięki czemu od niego się uwolniłaś. Tylko nie zacznij go z czasm idealizować. Trzymaj się!
          • jasminowo Re: ciężkie początki końca 14.04.07, 00:08
            Z czasem pewnie tak pomyślę... jak już uwolnię się od poczucia winy na przykład.
    • sznorufka Re: ciężkie początki końca 09.04.07, 22:52
      >>To takie trudne. Nie kocham.

      kłamiesz...
      • jasminowo Re: ciężkie początki końca 09.04.07, 22:54
        smile dziwne, ale mnie rozśmieszyłaś(eś), choć kiedyś czułabym złość. Znasz mnie
        lepiej??? Masz prawo tak twierdzić?
    • e07 Re: ciężkie początki końca 09.04.07, 22:53
      Nie wiem, czy pomogę, ale zazdroszczę Ci, że nie kochasz i że to tylko 3
      tygodnie. Potraktuj to jak grypę - na tym forum padały już takie określenia.
      Zrób pożytek z tego, że nie kochasz. To smutne, ale mim zdaniem bardzo ułatwia.
      • jasminowo Re: ciężkie początki końca 09.04.07, 22:55
        Dziękuję. Będziemy się widywać często, bo opieka wspólna ale to nie to samo
        jednak na szczęście.
    • z_mazur Re: ciężkie początki końca 09.04.07, 23:15
      Przetrwasz te 3 tygodnie.
      Mało tego, poczujesz potem ulgę.
      Nie żałuj, że zwlekałaś, każdy z nas potrzebuje innego czasu żeby dojrzeć do pewnych posunięć. Ja do złożenia pozwu potrzebowałem rocznej separacji i jeszcze w tym zamieszkania mojej byłej żony z tym drugim przez parę miesięcy. Też zastnawiałem się po co tyle czekałem. Teraz po prostu wiem, że potrzebowałem tego czasu.

      Złość, emocje, będą jeszcze Tobą nieraz szarpać pod byle pretekstem, ale coraz rzadziej i mniej intensywnie, aż w końcu sprawa zacznie obojętnieć.
      • jasminowo Re: ciężkie początki końca 09.04.07, 23:18
        Dziękuję! Chcę tylko czuć, że mam prawo do złości, wsciekłości, żalu... Nie
        wyrażam ich werbalnie. Wszystko z "kulturą". I myślę, że dobrze. Ale co ja mogę
        zrobić z tym co czuję?...
        • z_mazur Re: ciężkie początki końca 09.04.07, 23:21
          Masz prawo do swoich uczuć i emocji.
          Nie musisz się nikomu z nich tłumaczyć.
          Tym bardziej, że są do nich bardzo konkretne powody.
          • jasminowo Re: ciężkie początki końca 09.04.07, 23:24
            Szkoda, że tak często uczy się dzieci, że nie mają prawa się złościć... ja
            swojej małej mówię, że może się złościć, gniewać, nie może tylko używać wobec
            nikogo przemocy, agresji, obrażać nikogo... a sama... wsydzę się swojej
            złości... gniewu... ot, konsekwencja.
            • nangaparbat3 Re: ciężkie początki końca 10.04.07, 00:01
              No własnie.
              Mała na pewno wyczuwa Twoja wsciekłość, im mlodsza tym łatwiej. I zapewne
              uważa, ze to jej wina. lepiej powiedz jej, ze jesteś wściekła, ale ze to nie
              przez nią. Dzieci takich zapewnień bardzo potrzebują, zadnych emocji przed nimi
              nie ukryjesz, a a wine biorą na siebie.
              • jasminowo Re: ciężkie początki końca 10.04.07, 06:57
                Masz rację, że mała pewnie czuje coś czego nie pokazujemy. Ale dość rzadko
                bywamy razem we trójkę już teraz i na szczęście. Rozmowa z nią przed nami i
                wiem, że nie będzie lekko. Jak jednak nie być wściekłym kiedy on przyjeżdża ze
                świąt spędzonych u niej i przywozi jedzenie od niej? Mnie to boli choć ktoś
                powie - drobnostka. Są jednak drobne sprawy które jątrzą.
                • nangaparbat3 Re: ciężkie początki końca 10.04.07, 13:34
                  Niejasno napisalam.
                  Chodzi mi o to, ze dzieci bezbłenie wyczuwaja nasze emocje (które po prostu sa
                  i tego nie zmienisz), warto im jasno powiedzieć, ze nie one je powodują. (Przy
                  czym nie musisz sie zwierzać co je powoduje.)
                  Kiedy powiedzielismy corce (8), ze tatus zamieszka osobno, odpowiedziała
                  spokojnie, z usmiechem: spodziewałam sie czegoś takiego.
                  A jak wtreszcie po jakims czasie odwazyłam sie na otwartą rozmowę z nią,
                  powiedziala, ze woli, kiedy mieszkamy osobno.
                  Trzymam kciuki.
                  • jasminowo Re: ciężkie początki końca 10.04.07, 23:12
                    Nasza będzie miała 6 w czerwcu. I zamierzam być z nią szczera. Poczytałam o tym
                    jak przeprowadzić te rozmowę i jeszcze będe rozmawiac z psychologiem. Zobaczymy
                    jak będzie...
        • cathy_bum Re: ciężkie początki końca 10.04.07, 00:51
          Myślę, że jedną rzeczą jest załatwianie spraw "z kulturą", a drugą prawo do
          własnych emocji. Czym innym jest robienie karczemnych drak exowi czy prawie
          exowi, a czym innym wyzłoszczenie się i wypłakanie (nie w jego obecności). Tyle
          teorii.
          Traktuję ex delikatnie jak zgniłe jajko; żeby nasze stosunki były poprawne. Ale
          czasem się we mnie gotuje. Czuję się wściekła, oszukana, zrobiona w balona.
          Jest mi wstyd za własną naiwność i łatwowierność. Mam do niego wiele wiele
          żalu. Zawsze było mi trudno się przyznać do porażek i teraz też mi łatwo nie
          jest. To zawsze ja byłam ta twarda i teraz nie bardzo umiem szukać pocieszenia.
          Ale staram się uwalniać z siebie te złe emocje, bo wiem, że inaczej skupią się
          w końcu na kimś niewinnym. Choćby na córce. Nie zawsze się udaje.sad
          • jasminowo Re: ciężkie początki końca 10.04.07, 06:59
            Nie, nie kłócimy się - nie rozmawiamy prawie wcale. Nie mamy sobie nic do
            powiedzenia od lat (pewnie to nieprawda). Też obchodzę się z nim jak z jajkiem.
            Dla małej głównie ale i ze strachu, że mnie wyroluje. Jak to brzmi! Koszmar, że
            tak się kończy...
            • menab Re: ciężkie początki końca 10.04.07, 07:33
              > Dla małej głównie ale i ze strachu, że mnie wyroluje. Jak to brzmi! Koszmar,
              że> tak się kończy...

              Ja się obchodziłam jak z jajkiem, też żeby załatwić wszystko, żeby mnie nie
              wyrolował i wiesz co i tak mnie wyrolował.
              • aron95 Re: ciężkie początki końca 10.04.07, 08:23
                Ty sobie radę dasz zwróć uwagę na dziecko . To ze EX zostanie tydzień , może
                tylko przedłużyc jej cierpienie . Lepiej żeby więcej czasu jej poświecił wciągu
                dnia a na noc niech sobie idzie .
                • jasminowo Re: ciężkie początki końca 10.04.07, 23:15
                  Lepiej żeby więcej czasu jej poświecił wciągu
                  > dnia a na noc niech sobie idzie .
                  - zobaczymy jak wyjdzie. Na razie ma pustą kawalerkę wynajęta bez mebli. Nie
                  jestem potworem - zostawia wszystko (tak na razie mówi) więc niech spokojnie ją
                  sobie przygotuje. Tak myślę, że może chce ją pomalować czy co bo nic nie mówi i
                  traktuje mnie jak wroga i jak powietrze naprzemiennie. Czyli jak przez ostatnie
                  kila lat. Powinnam się przyzwyczaić smile
            • cathy_bum Re: ciężkie początki końca 10.04.07, 14:19
              W pewnym momencie uznałam, że z ex postępuję jak z jajkiem nie ze względu na
              Młodą czy ewentualne rolowanie. Robię to dla siebie. Podnoszę sobie
              samoocenę. wink Przyjemnie mi pomyśleć, że zachowuję klasę i nie daję się
              wyprowadzić z równowagi. Czasem ma ochotę wywalić mu parę przykrych prawd, ale
              się powstrzymuję. I uznałam, że teraz rzeczywiście nie mamy sobie nic do
              powiedzenia. Rozwodzimy, związek się zakończył. Nie ma już sensu analizowanie,
              kto komu czym zawinił. Nie będę mu już nic udowadniać, ani przekonywać. Bo co
              mi to da?
              • jasminowo Re: ciężkie początki końca 10.04.07, 23:18
                Widzę siebie w Waszym życiu... na razie jeszcze czuję złość, żal i inne uczucia
                ale wiem, że to minie. Nie chcę mieć z nim nic do czynienia. Oczywiście poza
                kontaktami z dzieckiem.
                • cathy_bum Re: ciężkie początki końca 11.04.07, 14:05
                  jasminowo napisała:

                  > Widzę siebie w Waszym życiu... na razie jeszcze czuję złość, żal i inne
                  uczucia
                  >
                  > ale wiem, że to minie. Nie chcę mieć z nim nic do czynienia. Oczywiście poza
                  > kontaktami z dzieckiem.
                  Ja w tym, co opisujesz, też widzę wiele znajomego... Niestety. I przez posobne
                  doświadczenia przechodzimy.
                  Do mnie już te nagtywne uczucia przychodzą falami. Raz mi zwisa i powiewa, co
                  ex robi, mówi itd. Czasem nagle doprowadzi mnie do furii czymś błahym. I wtedy,
                  kiedy zniknie mi z oczu, płaczę albo się złoszczę.

                  • jasminowo Re: ciężkie początki końca 11.04.07, 22:23
                    cathy_bum napisała:

                    > Do mnie już te nagtywne uczucia przychodzą falami. Raz mi zwisa i powiewa,
                    co
                    > ex robi, mówi itd. Czasem nagle doprowadzi mnie do furii czymś błahym. I
                    wtedy,
                    >
                    > kiedy zniknie mi z oczu, płaczę albo się złoszczę.

                    Czuję się zupełnie tak samo...
                    >
    • ptys121 Re: ciężkie początki końca 10.04.07, 08:42
      Powiem Ci że nie bedzie łątwo ale dasz radę . Ja nie mieszkam z jeszcze mężem (
      były już 2 sprawy w sądzie ) prawie rok ale to ja sama musiałam wytłumaczyć
      dziecku dlaczego bo on twierdził i tak twierdzi dalej że skoro ja dziecku
      tłumaczę to on juz nie musi.Wiem że taką rozmowę powinni przeprowadzić z
      dzieckiem oboje rodzice ale w moim przypadku zrobiłam to ja i nie okłamywałam
      dziecka powiedziałm mu prawdę( że tatuś nas zostawił i odszedł do innej pani i
      ma z nią dziecko) . To boli tym bardziej gdy dziecko pyta gdzie jest tata i za
      każdym razem mówię mu prawdę ale z perspektywy czasu tych pytań jest coraz mniej .
      • nangaparbat3 do diaska 10.04.07, 13:37
        A czy nie wystarczyłby powiedzieć: Tatus bedzie teraz mieszkał z inna panią?
        Nie mozna sobie odpuscic "tatus nas zostawił"?
        • megaa Re: do diaska 10.04.07, 13:41
          ja również zgadzam się, że pikantnych szczegółów należy dziecku oszczędzić.
          Małe dziecko może się poczuć strasznie zranione tym "tata naz zostawiŁ"
          czy "tata nas nie kocha". To że rodzice juz się nie kochaja nie oznacza że
          miłość do dzieci również wygasła. Po takim oświadczeniu chyba nie powinny się
          dwie strony dziwić ze dziecko ciężko przechodzi, nierzadko odchoruje rozwód czy
          rozstanie rodziców. Odrobinę wyobraźni plisss!!
          • ptys121 Re: do diaska 10.04.07, 18:51
            Dziecko doskonale wie że tatuś mieszka z inną panią. A jak nazwiesz to że ktoś
            kogo bardzo kochasz zdradza Cię z koleżanką z pracy ( jego pracy) i na dodotek
            robi jej dziecko ( a ona zna doskolale Ciebie i Twoje dziecko ).A jak
            wytłumaczysz dziecku że tata poświęca mu bardzo mało czasu ( mieszkamy w tym
            samym mieście)bo co tamto dziecko bardziej go potrzebuje niż on ?
            • nangaparbat3 Re: do diaska 10.04.07, 20:01
              Co innego wiedzieć, ze tata mieszka z inna panią, co innego, ze tata "nas
              porzucił". Po co mowić, kto BARDZIEJ potrzebuje taty - wszystkie dzieci go
              potrzebują. A ma mało czasu, bo jest zajety. Nie musisz wiedziec czym. Zreszta
              nie wiesz, skoro z nim nie mieszkasz.
              Te same rzeczy mozna powiedzieć w rozny sposob - Ty wybierasz taki, który jest
              najbardziej raniacy i dla dziecka, i dla Ciebie samej.
              • megaa Re: do diaska 10.04.07, 20:48
                to co jest między doroslymi tam powinno pozostac. Nic nie zyskasz na tym ze
                dziecko odwroci sie od ojca. A napewno najwiecej straci na tym dziecko. Taki
                kubeł zimnej wody na głowe dziecka to droga wprost do psychoterapeuty, a chyba
                nie o to ci chodzi.
                • ptys121 Re: do diaska 10.04.07, 21:10
                  Ja chcę aby mały miał dobry kontakt z ojcem ale to on nie ma czasu dla dziecka i
                  zapomina o ważnych dla niego sprawach. Nigdy nie powiedziałam ze tata nas
                  zostawił tylko że mieszka z inną a to różnica.Na pytania dziecka czy tata go
                  kocha odpowiadam że tak bo tatusiowie zawsze kochają swoje dzieci.A to decyzja
                  taty kiedy ma czas dla syna ja bym chciała więcej ale to on nie może a nie
                  ja.Nie chcę żeby syn odwrócił się od ojca bo wiem że on bardzo go potrzebuję
                  (słyszałam od pań w przedszkolu i od psychologa że tata poświęca mu za mało czasu)
                  • nangaparbat3 Re: do diaska 10.04.07, 21:28
                    ptys121 napisała:

                    > Ja chcę aby mały miał dobry kontakt z ojcem ale to on nie ma czasu dla
                    dziecka
                    > i
                    > zapomina o ważnych dla niego sprawach. Nigdy nie powiedziałam ze tata nas
                    > zostawił tylko że mieszka z inną a to różnica.Na pytania dziecka czy tata go
                    > kocha odpowiadam że tak bo tatusiowie zawsze kochają swoje dzieci.A to decyzja
                    > taty kiedy ma czas dla syna ja bym chciała więcej ale to on nie może a nie
                    > ja.Nie chcę żeby syn odwrócił się od ojca bo wiem że on bardzo go potrzebuję
                    > (słyszałam od pań w przedszkolu i od psychologa że tata poświęca mu za mało
                    cza
                    > su)
                    Ptyś, to Ty napisałaś:

                    >>>w moim przypadku zrobiłam to ja i nie okłamywałam
                    dziecka powiedziałm mu prawdę( że tatuś nas zostawił i odszedł do innej pani


                    To moze sie zdecyduj, co takiego własciwie powiedziałaś dziecku?

                    a paniom w przedszkolu powiedz, ze jak maja cos do ojca małego, to niech mu to
                    powiedzą wprost, z łaski swojej
                    • ptys121 Re: do diaska 10.04.07, 22:00





                      >
                      > a paniom w przedszkolu powiedz, ze jak maja cos do ojca małego, to niech mu to
                      > powiedzą wprost, z łaski swojej
                      >
                      Jak mają mu powiedzieś skoro on nawet ani razu nie był w przedszkolu i nawet
                      pewnie nie wie kto jest małego wychowawczynią . Nigdy nawet o to nie pytał. Bo
                      nawet o pasowaniu dziecka zapomniał a doskonale wiedział .
                      • nangaparbat3 Re: do diaska 10.04.07, 23:22
                        Mogą go zawezwać, a nawet powinny.
                        • ptys121 Re: do diaska 11.04.07, 13:51
                          A może on sam powinien się zainteresować ale on nawet o tym nie pomyślał. On jak
                          twierdzi ma nowe życie a co z synemdla niego to przeszłość
            • sonrisa3 Re: do diaska 10.04.07, 23:50
              > Dziecko doskonale wie że tatuś mieszka z inną panią. A jak nazwiesz to że ktoś
              > kogo bardzo kochasz zdradza Cię z koleżanką z pracy ( jego pracy) i na dodotek
              > robi jej dziecko ( a ona zna doskolale Ciebie i Twoje dziecko ).

              Ja nazwę to zdradą.

              >A jak wytłumaczysz dziecku że tata poświęca mu bardzo mało czasu ( mieszkamy w
              tym samym mieście)bo co tamto dziecko bardziej go potrzebuje niż on ?

              Nijak. To ojciec powinien się z tego wytłumaczyć przed dzieckiem. Nie
              zabierałabym się za tłumaczenie czegoś takiego, bo w żadnym wypadku nie mogłoby
              być szczere i pozbawione emocji - negatywnych.
              Najpierw wzięłabym exa na rozmowę i próbowałabym rozmawiać z nim o jego
              pwonnościach wobec pierwszego dziecka. Każde jego dziecko potrzebuje go tak
              samo.
              • ptys121 Re: do diaska 11.04.07, 13:48
                Od pół roku mówię ojcu że powiniem porozmawiać z dzieckiem i że za mało czasu mu
                poświęca ale ciągle słyszę że on nie może więcej ( 3 gogziny na 1,5 tygodnia)
    • szacichosza Re: ciężkie początki końca 10.04.07, 11:47
      Trzy tygodnie to nie koniec , z czasem będzie Ci jeszcze gorzej kiedy Twój były
      i Ona będą brać dzieciaczka na weekendy. Zobaczysz jakie będą smutne wieczory
      kiedy nie będziesz miała do kogo sie przytulić , dziwne ale prawdziwe. Długo
      będziesz czuła żal i gorycz tego wszystkiego, ale nie dlatego że on odszedł ale
      chyba dlatego że może szkoda tych wspólnie spędzonych lat.... Wiesz , miałam tak
      samo , dlugo czekałam z podjęciem decyzji o rozwodzie, Kiedy już to zrobiłam
      wszystko potoczyło się jakby to było klaśnięcie rękomasmile. Ale żal , gorycz że
      nie wyszło a przecież "razem chcieliśmy współnej przyszłości" będzie Cię przez
      jakiś czas męczył.W końcu jak i ja ( prawdopodobnie) znajdziesz wiele zalet tego
      iż nie jesteście już razem , że dobrze iż się rozstaliście bo to jest lepsze niż
      takie długotrwałe meczenie się z drugą osobą. Przypuszczam że nie KochaSZ .Bo
      wiem że takie uczucie nie trwa wiecznie , im więcej bólu jest nam zadawane im
      więcej nas ktoś zawodzi tym bardziej to uczucie maleje a w końcu znika. Podnieś
      głowę do góry , żyj tak jak chcesz , jak Ci dusza mówi a wszystko powinno się
      ułożyć . Tylko proszę Cię nie zamykaj sie w domu bo to w niczym nie pomoże..
      ............................Żyj z całych sił i uśmiechaj się do ludzi bo nie
      jesteś SAMA............Jak na deszczu łza cały ten świat nie znaczy nic a
      nic......chwila która trwa może być Najlepszą z Twoich chwil..Bo w tym cały sens
      istnienia żeby umieć zyć ...." Pozdrawiam i wierz mi będzie dobrzesmile
      • nangaparbat3 zaraz zaraz 10.04.07, 13:47
        szacichosza napisała:

        > Trzy tygodnie to nie koniec , z czasem będzie Ci jeszcze gorzej kiedy Twój
        były
        > i Ona będą brać dzieciaczka na weekendy. Zobaczysz jakie będą smutne wieczory
        > kiedy nie będziesz miała do kogo sie przytulić ,

        Dziecko nie jest po to, zeby sie do niego przytulać. Dziecko jest po to, zeby
        je przytulac do siebie. To zasadnicza róznica. Jesli Ty przytulasz sie do
        dziecka, to znaczy ze je wykorzystujesz.
        Chyba ze bedziesz miała sto lat i role sie odwrócą.
        Ja sama ze dwa-trzy razy przytuliłam sie do corki, i spotkalam sie z bardzo
        stanowcza odprawą (hociaz w druga strone wciąż jeszcze przytulamy sie
        nieustajaco) i cieszę sie, ze umie w tej sprawie jasno stawiac granice.
        Jak już MUSZĘ, mam w pracy koleżanki duze, cieple i cycate, podchodzę i
        zwyczajnie proszę "przytul mnie" - i ziała. Polecam.
        • z_mazur Re: zaraz zaraz 10.04.07, 14:07
          Hmm, czyli jeśli to raczej facet powinien przytulać kobietę, a nie na odwrót...

          To jak mam protrzebę żeby mnie ktoś przytulił to powinienem iść do jakiegoś
          wielkiego faceta z szeroką klatą i poprosić go" "przytul mnie"?

          Jakoś niespecjalnie pociąga mnie ta wizja. wink
          • julka1800 Re: zaraz zaraz 10.04.07, 14:19
            zawsze mozesz poprosic jakąś zyczliwą koleżanke ... z duzym ...biustemsmile
          • nangaparbat3 Re: zaraz zaraz 10.04.07, 14:34
            z_mazur napisał:

            > Hmm, czyli jeśli to raczej facet powinien przytulać kobietę, a nie na
            odwrót...
            Why????????????????????????

            > To jak mam protrzebę żeby mnie ktoś przytulił to powinienem iść do jakiegoś
            > wielkiego faceta z szeroką klatą i poprosić go" "przytul mnie"

            To co ja poradzę, ze Wy macie gorzej?
            Ale zawsze mozesz próbować z kolezanka.

            Bo chyba, jak Ci smutno, nie przytulasz sie do corki, prawda? O to mi chodzilo.



            > Jakoś niespecjalnie pociąga mnie ta wizja. wink
            >
            • z_mazur Re: zaraz zaraz 10.04.07, 14:39
              nangaparbat3 napisała:

              > z_mazur napisał:
              >
              > > Hmm, czyli jeśli to raczej facet powinien przytulać kobietę, a nie na
              > odwrót...

              > Why????????????????????????

              IMHO kwestia ogólnie przyjętych ról społecznych. To facet ma stanowić wsparcie
              i służyć ramieniem (ramionami)


              > To co ja poradzę, ze Wy macie gorzej?
              > Ale zawsze mozesz próbować z kolezanka.

              A kto powiedział, że mamy gorzej? smile))


              >
              > Bo chyba, jak Ci smutno, nie przytulasz sie do corki, prawda? O to mi
              chodzilo.

              Do córki się nie przytulam, tylko ją przytulam do siebie po ojcowsku. Nie
              oponuje więc chyba jest ok. smile
              • nangaparbat3 Re: zaraz zaraz 10.04.07, 14:49
                z_mazur napisał:

                >
                >
                > > z_mazur napisał:
                >
                > IMHO kwestia ogólnie przyjętych ról społecznych. To facet ma stanowić
                wsparcie
                > i służyć ramieniem (ramionami)

                IMO w zwiazku dwóch dorosłych osób przytulanie powinno byc wedle potrzeb i
                chęci, do woli -
                >
                > A kto powiedział, że mamy gorzej? smile))
                >
                Ja mówię. Bo ja sie moge publicznie tulic do koleżanki, a Ty do kolegi -
                niekoniecznie. Po prostu mamy wiekszą game spolecznie akceptowanych osób do
                przytulania.
                > >
                >
                > Do córki się nie przytulam, tylko ją przytulam do siebie po ojcowsku. Nie
                > oponuje więc chyba jest ok. smile
                >Pewnie. Jest super. Ja to musze exowi mowić: no przytul ją, wtedy ja przytula
                (gorliwie) i oboje są szczęsliwi.
          • jasminowo Re: zaraz zaraz 10.04.07, 23:27
            Odsyłam do "Podziemnego kręgu" smile))
            • z_mazur Re: zaraz zaraz 10.04.07, 23:29
              > Odsyłam do "Podziemnego kręgu" smile))

              Boszzzz.... Meat Loaf z biustem.....
              Brrrr...

              smile)))

              Ale film świetny.
              • jasminowo Re: zaraz zaraz 10.04.07, 23:58
                Film super, pamiętam jak mnie zaskoczyło zakończenie smile A to lubię smile
          • sonrisa3 Re: zaraz zaraz 11.04.07, 00:01
            > To jak mam protrzebę żeby mnie ktoś przytulił to powinienem iść do jakiegoś
            > wielkiego faceta z szeroką klatą i poprosić go" "przytul mnie"?
            Mazurek, zgadzam się z Tobą - facet powinien przytulać kobietę, a kobieta
            faceta.
        • szacichosza Re: zaraz zaraz 11.04.07, 07:04
          Chyba źle mnie rozumiesz !! Ja nie mówię o tym że dziecko ma być wybawcą z
          opresji!! Ja pisałam o tym że kiedy zostaniesz w domku sama bo Twoje dziecko
          będzie u swojego tatusia wtedy będzie Ci ciężko. Zreszta wiesz co , nie wiem
          dlaczego twoje dziecko odepchnęło Cię kiedy chciałaś się do niego przytulić ale
          moje wie że nawet taka osoba jak mama ma złe dni i dobrze jest ja od czasu do
          czasu przytulić i pokazać że się kocha mamusię : Jakie wykorzystywanie
          dziecka??????????????????????????? Ja też mam kogoś dorosłego kto może mnie
          przytulić ale to nie to samo , jeśli az tak chowasz dziecko przed światem że
          okazywanie mu że i nam rodzicom jest ciężko to życzę Ci szczęścia, dziecko
          powinno wiedzieć że i Tobie ta " nowa " sytuacja sprawia ból , wystarczy w tym
          wszystkim znać dobry smak i nie zrzucać wszystkiego na nasze pociechytongue_out
      • jasminowo Re: ciężkie początki końca 10.04.07, 23:26
        Tak, te weekendy mnie męczą. Podejrzewam, że na razie będzie się nią opiekowal
        sam ale pewnie przyjdzie chwila kiedy je ze sobą poznają... Na razie się
        dogadujemy co do kolejności - wyprowadzka, opieka nad nią w jej rodzinnym domu.
        Dopiero po jakimś czasie może w jego. Zależy od małej.
        W co drugi weekend jestem na uczelni i już teraz mamy taki jakiś podział
        opieki...dużo jeszcze przedemną...
        ............................Żyj z całych sił i uśmiechaj się do ludzi bo nie
        > jesteś SAMA............Jak na deszczu łza cały ten świat nie znaczy nic a
        > nic......chwila która trwa może być Najlepszą z Twoich chwil..Bo w tym cały
        sen
        > s
        > istnienia żeby umieć zyć ...." - uwielbiam te piosenkę... dziekuję...
      • sonrisa3 Re: ciężkie początki końca 10.04.07, 23:58
        >z czasem będzie Ci jeszcze gorzej kiedy Twój były i Ona będą brać dzieciaczka
        na weekendy. Zobaczysz jakie będą smutne wieczory


        Bez przesady - nie znam osoby, która od czasu do czasu nie lubiłaby mieć
        wolnego czasu, co przy dzieciach nieraz graniczy z cudem. Naprawdę nie jesteś w
        stanie zagospodarować sobie jednego weekendu raz na jakiś czas? Popatrz na to z
        innej strony - dziecko ma prawo do spędzania czasu z ojcem a Tobie należy się
        chwila oddechu od obowiązkówwink

        > dlugo czekałam z podjęciem decyzji o rozwodzie (...) Ale żal , gorycz że
        > nie wyszło a przecież "razem chcieliśmy współnej przyszłości" będzie Cię przez
        > jakiś czas męczył.

        To chyba normalne zjawisko. Każdy biegł do ołtarza z przekonaniem, że to już na
        zawsze...Nawet, jeśli widziało się w pełni sens rozwodu, to zawsze jest jakaś
        porażka, bo coś nie wyszło, chcieliśmy czegoś innego... coś się nie udało.
        • jasminowo Re: ciężkie początki końca 11.04.07, 00:02
          sonrisa3 napisała:

          > >> Bez przesady - nie znam osoby, która od czasu do czasu nie lubiłaby mieć
          > wolnego czasu, co przy dzieciach nieraz graniczy z cudem.
          Jasne, że cenię wolny czas. Mam taki plus pracy, że 2,3 razy w tygodniu idę na
          13 więc parę godzin mam.

          Naprawdę nie jesteś w
          >
          > stanie zagospodarować sobie jednego weekendu raz na jakiś czas?
          - nie mowiłam nic takiego smile kiedy ojciec się nią zajmuje ja jestem wręcz
          bardzo zajęta. Studiuję zaocznie ponad 600km od miejsca zamieszkania. smile

        • szacichosza Re: ciężkie początki końca 11.04.07, 07:17
          nie wiem czy jesteście po rozwodzie ale ja przez to wszystko przeszłam . Na
          samym początku jest to straszny ból pewien żal że coś już się skończyło , xcoś
          się przegrało Pamiętam doskonale te wieczory kiedy mała była u taty i jakos
          dziwnie nie moge oprzeć się twierdzeniu że mimo tego iż cieszyła mnie chwila
          wolności bardzo tęskniłam za małą.Nie mówie że teraz tak jest bo sporo czasu już
          minęło , nauczyłam się żyć na nowo i wiem że jej tam krzywda się nie dzieje , że
          moj ex jest ze swoją i że dobrze się bawią . Ale zdajecie sobie sprawę że kiedy
          dziecko przychodzi po takim weekendzie do domku , nie wie jak ma się zachować a
          w naturze maluchów jest to że wolą tam gdzie im na " wszystko pozwalają" więć
          nie mogłam konkurować z weekendowym tatusiem bo ja cały tydzień z dzieckiem a on
          przez weekend próbował nadrobić cały stracony czas pozwalając dziecku na
          wszystko. Łatwo tu opiniowac całą ta sytuację ale uwierzcie mi że naprawdę
          cieżko poukładać to wszystko , ciężko nauczyć się na nowo zyć i złapać znowu
          wiatr w żagle....... Wiecie co może Wy macie lepiej ale ja biorąc rozwód
          niestety musiałam wziać go z całą paczką "pseudo znajomych" oraz mojego ex
          rodzinką więć zyczę Wam abyście w takich ciężkich cghwilach mieli obok siebie
          kogoś kto Was naprawdę mocno przytuli a jak będzie trzeba to opierdzieli ( i nie
          myślę tu o dziecku ) ...Pozdrawiam
          • jasminowo Re: ciężkie początki końca 11.04.07, 08:15
            "Na
            > samym początku jest to straszny ból pewien żal że coś już się skończyło , xcoś
            > się przegrało - dokładnie tak się czuję...

            Pamiętam doskonale te wieczory kiedy mała była u taty i jakos
            > dziwnie nie moge oprzeć się twierdzeniu że mimo tego iż cieszyła mnie chwila
            > wolności bardzo tęskniłam za małą" - dla mnie ta tesknota jest naturalna. Nie
            ma czemu zaprzeczać. On juz od jakiegos czasu jeździ do swoich rodziców tylko
            znią. Odmowiłam już dawno bo nie miałam siły klamać że wszystko OK, jego
            rodzice to świetni ludzie i nie zasługują na oklamywanie. Choć pewnie samym
            zachowaniem juz ich skrzywdziłam sad (muszę zadzwonić, powiedzieć co do nich
            czuję, tylko, że on wciąż tchórzy, znów im nie powiedział nic, że wynajął
            mieszkanie, że się wyprowadza...)

            "nie mogłam konkurować z weekendowym tatusiem " - ja pracuje na zmiany i
            obawiam się , ze nocowanie bez niej przyjdzie szybciej niz się obejrzę...
            znudzi mu się w końcu odwożenie jej do mnie i wracanie do siebie o 21... ale
            będę walczyć o to, przynajmniej na razie - chciałabym żeby jak najmniej
            zmienilo się w zwyczajach codziennych małej... ale co ja tam wiem... wszystko
            przedemną sad

            "ja biorąc rozwód
            > niestety musiałam wziać go z całą paczką "pseudo znajomych" oraz mojego ex
            > rodzinką więć zyczę Wam abyście w takich ciężkich cghwilach mieli obok siebie
            > kogoś kto Was naprawdę mocno przytuli a jak będzie trzeba to opierdzieli"
            - znajomych jego już dawno nie widujemy, jak tylko zaczeło się coś psuć to nie
            tylko odstawił mnie ale ich też...
            mam swoich znajomych i mam nadzieję, że nie zginę smile

            • szacichosza Re: ciężkie początki końca 11.04.07, 16:43
              Moi teściowe i znajomi zostawili mnie , obwiniając mnie o cały rozpad
              małżeństwa wysłuchując racji tylko mojego ex. Przez jakiś czas było to przykre
              dla mnie ale później doszłam do wniosku że skoro w ten sposób postępują to
              znaczy że nie są warci tego aby im wogóle się tłumaczyc . Zreszta po co , ale
              jakiś żal że mnie się o zdanie nie spytano chyba tkwił we mnie bardzo długo .
              Bardzo dobrze że masz swoich znajomych smile Sama pracuję na zmiany w systemie 4
              brygadowym. Cięzko jest wytłumaczyc dziecku że mamusia jest troszkę zmęczona ,
              że musi iśc do pracy gdy tsatuś zawsze jak z nią jest ma przeciez wolne!!
              Pamiętam jak tłumaczyłam dziecku że tatus pracuje i dopiero weźnie ją w weekend
              , że napewno tęskni , że kocha itd.... gdy po chwili idąc z nią na spacer
              widziałam że ma wolne , że skończył wcześniej ale do małej nie przychodzi . Nie
              warto dziecku mówić żę ojciec jest zły , że wolał inne zycie , że nie przychodzi
              bo mu się nie chce itd. myslę że nie trzeba dziecku tak drastycznie wszystkiego
              przedstawiać . Może samo kiedys się dowie a może nie.
              .....................jasminowo nie zginiesz , dasz radę bo z
              tego co piszesz widzę iż jesteś silną osobą , bólu się nie obawiaj bo nawet
              jeśli nie kochasz to i tak będzie przez jakiś czas boleć . Pamiętajże SZACUNEK
              do siebie to coś najważniejszego w życiu . Nie ma nic gorszego niż SAMOTNOść WE
              WOJE .... POZDRAWIAM smile
              • jasminowo Re: ciężkie początki końca 11.04.07, 22:41
                szacichosza napisała:

                > Moi teściowe i znajomi zostawili mnie , obwiniając mnie o cały rozpad
                > małżeństwa wysłuchując racji tylko mojego ex.

                - tego się boję... wogóle chyba za bardzo chcę zeby wszyscy mnie lubili...

                > Pamiętam jak tłumaczyłam dziecku że tatus pracuje i dopiero weźnie ją w
                weekend
                > , że napewno tęskni , że kocha itd....
                - mój zdecydowanie kochał od poczatku bardziej ją niż mnie i wydaje mi się, że
                przynajmniej o to chyba się nie będę martwiła (o kontakty z mała)

                > .....................jasminowo nie zginiesz , dasz radę bo z
                > tego co piszesz widzę iż jesteś silną osobą ,
                - a to dopiero? Ja? silna? smile musze sobie to przed snem powtarzać smile


                Nie ma nic gorszego niż SAMOTNOść WE
                > WOJE ....
                - i pomyśleć, że zyłam tak ostatnie kilka lat... szkoda tego czasu ale
                przynajmniej się czegos nauczyłam...
    • cathy_bum Re: ciężkie początki końca 11.04.07, 14:19
      Choć różnie się układało nam z exem, to ostateczny rozpad przyszedł w momencie,
      kiedy miało być tylko lepiej. Dla mojej córki był to ogromny cios. Bardzo to
      przeżyła. Cały ciężar przykrych rozmów i jej bólu spadł tylko na mnie, bo ex
      przezornie ulotnił się na parę miesięcy. Sama cierpiałam, a jednocześnie
      musiałam tłumaczyć sytuację dziecku. I to tłumaczyć tak, żeby unikać
      szkalowania jej ojca, którego miałam wtedy ochotę zabić.sad Do dziś nie wiem,
      jak przeszły mi przez gardło słowa "Tata nie odzywa się do ciebie, bo pewnie
      potrzebuje czasu, by sobie to wszystko przemyśleć i poukładać". Słowa, które
      były odpowiedzią na pytanie, dlaczego tata tak nagle znikł i zerwał wszelkie
      kontakty. Nie jestem aniołem, bywam "wredną suką" (że zacytuję ex). Ale cieszę
      się, że nie dałam się wtedy ponieść emocjom.
      Jednak przetrwałam. Moje dziecko też. Wam też się uda smile Czekają Cię trudne
      chwile, ale dasz radę. Moja córka po pierwszym okresie złości, wyciszyła się.
      Przynajmniej sytuacja stała się dla niej jasna. Bo rzeczywiście dzieci
      znakomicie wyczuwają nawet te głęboko skrywane nieporozumienia rodziców.
      • jasminowo Re: ciężkie początki końca 11.04.07, 22:33
        cathy_bum napisała:

        >Cały ciężar przykrych rozmów i jej bólu spadł tylko na mnie,

        - wszystko wskazuje na to, że na szczęście w tym nieszczęściu oboje będziemy
        naszą mała wspierać.


        unikać
        > szkalowania jej ojca, którego miałam wtedy ochotę zabić.sad

        - sama czasem bym powiedziała na głos co o nim myslę... ale wiem, ze to zły
        pomysł...

        Nie jestem aniołem, bywam "wredną suką" (że zacytuję ex).

        - ja za to jestem egoistką, zresztą malo wiem jaka jestem bo od lat
        systematycznie i wytrwale mnie olewa i sie nie odzywa...

        Ale cieszę
        > się, że nie dałam się wtedy ponieść emocjom.
        - też mam na to nadzieję smile) bede brała z Ciebie przyklad smile
        • cathy_bum Re: ciężkie początki końca 11.04.07, 22:44
          > - sama czasem bym powiedziała na głos co o nim myslę... ale wiem, ze to zły
          > pomysł...
          Zły pomysł. Ale też mnie czasami aż swędzi język. Powtarzam sobie wtedy tylko,
          że nie jemu tym dokopię, a dziecku. Zresztą parę dni temu Młoda usłyszała
          niechcący cierpką uwagę na temat taty (nie do niej) i bardzo ją to zabolało. A
          przecież ją chcę ochronić przed piekiełkiem!
          Że egoistką jestem też wiele razy słyszałam. Mówione z takim przekonaiem, że
          gotowa byłam sama się na dowolnym ołtarzu złożyć, żeby udwodnić niesłuszność
          tezy.
          Kiedy otrzeźwiałam, aż sama się sobie dziwię, co wyprawiałam. Muszę przyznać,
          że okazałam się bardzo podatna na manipulację.sad
          • jasminowo Re: ciężkie początki końca 11.04.07, 22:52
            cathy_bum napisała:

            Powtarzam sobie wtedy tylko,
            > że nie jemu tym dokopię, a dziecku.

            > przecież ją chcę ochronić przed piekiełkiem!

            - dokładnie tak samo o tym myślę

            \> Że egoistką jestem też wiele razy słyszałam. Mówione z takim przekonaiem, że
            > gotowa byłam sama się na dowolnym ołtarzu złożyć, żeby udwodnić niesłuszność
            > tezy.
            > Kiedy otrzeźwiałam, aż sama się sobie dziwię, co wyprawiałam. Muszę przyznać,
            > że okazałam się bardzo podatna na manipulację.sad

            - ja się wciąż z niej leczę.. doslownie...zaczeła mamusia moja a dokończył
            on... szkoda gadać... 30 lat zycia w przekonaniu że jestem ucieleśnieniem
            zla... fajnie było. BYŁO - na szczęście.
            • cathy_bum Re: ciężkie początki końca 11.04.07, 23:05
              jasminowo napisała:

              Muszę przyz
              > nać,
              > > że okazałam się bardzo podatna na manipulację.sad
              >
              > - ja się wciąż z niej leczę.. doslownie...zaczeła mamusia moja a dokończył
              > on... szkoda gadać... 30 lat zycia w przekonaniu że jestem ucieleśnieniem
              > zla... fajnie było. BYŁO - na szczęście.
              Ja na szczęście mam ogromne wsparcie w rodzicach. Mama ma trudny charakter, ale
              wiem, że jak mi się noga powinie, zawsze mnie wesprze. Mój ex miał trudne
              dzieciństwo itd. Oparcia we mnie szukał i prawdziwego wzorca rodziny... I ja za
              wszelką cenę chciałam mu udowodnić, że można na mnie liczyć. Jak przytomniałam,
              pojawiały się zarzuty o bezduszność i egoizm. Teraz mi się włosy na głowie
              jeżą, że tyle czasu trwałam w tym układzie. Dobrze, że to już przeszłość.
              P.S. Jak będziesz w tej swojej szkole, to się możemy na kawę zgadać. smile
              • jasminowo Re: ciężkie początki końca 11.04.07, 23:22
                cathy_bum napisała:

                > Ja na szczęście mam ogromne wsparcie w rodzicach.

                - ja mogę liczyć na opiekę nad małą, na kasę ale psychiczne wsparcie? nie ma
                mowy.

                Mama ma trudny charakter,
                - koszmarnie trudny bym dodała (pewnie co nieco po niej odziedziczyłam smile


                Mój ex miał trudne
                > dzieciństwo itd. Oparcia we mnie szukał i prawdziwego wzorca rodziny...
                - oj to pewnie ja też tak ciągnęłam w dół swojego eksa - bo to ja byłam ta
                biedna z problemami.


                > P.S. Jak będziesz w tej swojej szkole, to się możemy na kawę zgadać. smile
                - bardzo chętnie! Trochę koszmarny mam plan zajęć - po 14 godzin dziennie ale
                jak tylko będe miała jakieś okienko to strasznie bym się ucieszyła z tej kawy smile
                • cathy_bum Re: ciężkie początki końca 11.04.07, 23:41
                  > - oj to pewnie ja też tak ciągnęłam w dół swojego eksa - bo to ja byłam ta
                  > biedna z problemami.
                  Pod warunkiem, że ciężkim dzieciństwem tłumaczyłaś dokładnie każdy wyskok,
                  niespełnioną obietnicę big_grin

                  W sprawie kawy zapraszam na priva (tak poza tym też). Myślę, że to się da
                  załatwić smile) Jak nie tym razem, to następnym.
                  • jasminowo Re: ciężkie początki końca 11.04.07, 23:47
                    cathy_bum napisała:

                    >
                    > Pod warunkiem, że ciężkim dzieciństwem tłumaczyłaś dokładnie każdy wyskok,
                    > niespełnioną obietnicę big_grin
                    - oj to jednak nie smile) ufff... ulzyło mi trochę smile

                    >
                    > W sprawie kawy zapraszam na priva (tak poza tym też). Myślę, że to się da
                    > załatwić smile) Jak nie tym razem, to następnym.
                    - kurczaczki ale jak się włazi na tego priva? to pierwsze forum na którym
                    zapuściłam korzenie smile
                    • cathy_bum Re: ciężkie początki końca 11.04.07, 23:55
                      jasminowo napisała:
                      > - kurczaczki ale jak się włazi na tego priva? to pierwsze forum na którym
                      > zapuściłam korzenie smile
                      Wystarczy kliknąć w mojego nicka (cathy_bum). Pojawi Ci się tekst o tym, że
                      możesz wysłać wiadomość do tego użytkownika, czyli do mnie.

                      Adresy wszystkich użytkowników forum to nick i @gazeta.pl. Swój widzisz, kiedy
                      piszesz wiadomość na forum. Tyle, że między @ a gazeta.pl ma jeszcze tajemnicze
                      słówko NOSPAM. Nie jest to reklama popularnego leku, tylko sposób zapobiegania
                      wyłapywania adresów mejlowych przez automaty rosyłające śmiecie reklamowe.smile

                      • jasminowo Re: ciężkie początki końca 11.04.07, 23:58
                        a to nie jest tak żle ze mną smile już kumam smile
                        • cathy_bum Re: ciężkie początki końca 12.04.07, 00:12
                          To czekam na @ smile
                        • szacichosza Re: ciężkie początki końca 08.05.07, 09:30
                          Mam nadzieję dziewczyny że humorki lepsze macie i że powolutku odnajdujecie się
                          w nowej sytuacji . Slę gorące pozdrowienia dla Wassmile
                          • cathy_bum Re: ciężkie początki końca 09.05.07, 22:26
                            szacichosza napisała:

                            > Mam nadzieję dziewczyny że humorki lepsze macie i że powolutku odnajdujecie
                            si
                            > ę
                            > w nowej sytuacji . Slę gorące pozdrowienia dla Wassmile
                            Ja świeżo po urlopie tryskam energią i optymizmem. Oby ten miły stan utrzymał
                            się jak najdłużej! Pozdrawiam smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka