Dodaj do ulubionych

rozdarcie.....

06.05.07, 14:36
Pisałam jakiś czas temu, podjęłam decyzję i wyprowadziłam sie od męża.
Wytłumaczyłam mężowi, że każde z nas potrzebuje czasu, żeby zastanowić się
nad tym wszystkim, nad naszym życiem i popatrzeć z dystansu na to. Że być
moze jak wszystko przemyślimy, to uda nam sie powoli do siebie wrócić... Mąż
właściwie mi przytaknął, ale wiem, że był na mnie za to zły. Wtedy był zły z
wygody. Bo zabrałam samochód i musi jeździc autobusami, bo jak bierze synka
to juz sam musi koło niego robić. Ale ja myslę, że była to dobra decyzja.
Sama zaczęłam patrzeć na nasze małżeństwo z dystansu, zaczynam widzieć, jakie
popełniam błędy, itd. Mąż jak ochłonął z pierwszej złości na mnie, to
powiedział, że kocha mnie, że może faktycznie takie pomieszkanie osobno
dobrze nam zrobi, że poukładamy to wszystko. Uwierzyłam... bo chciałam
uwierzyc. Ale już potem zwykła huśtawka nastrojów. Raz mnie przyciąga, raz
odpycha... udaje mu sie mną manipulować. Synka woże mu, jak tylko chce, nie
nalezę do osób, które troaktują dziecko jak karte przetargową. Chcę, żeby
Mały miał kontakt z ojcem i żeby duzo czasu spędzali razem. A moje serce
rozpada sie na kawałki... pewnie dlatego, że go nadal kocham... a mąż nagle
stwierdza, że sama sobie winna jestem, bo się wyniosłam, on mi nie kazał
przecież. Nie, nie kazał, bo całkiem mu było fajnie mieć kucharkę,
sprzątaczkę i niańkę do dziecka, w dodatku darmową. Tak mnie traktował
ostatnimi czasy... rany, czy ja kiedyś nauczę się go nie kochać? To sie tak
pożaliłam nieco...
Obserwuj wątek
    • ka-aktus Re: rozdarcie..... 06.05.07, 17:34

      Człowiek tak ma - i chciałby i się boi.

      Rozumiem cię doskonale. Hustawki nastrojów są na porzadku dziennym i pwnie
      jeszcze dlugo będą. Nie martw się - czas leczy rany.

      Myslę, że dobrze zrobiliście dając sobie trochę czasu. Tylko co dalej? Przeciez
      tak trwać nie będziecie w nieskonczoność. Rozmowa? Terapia? Zastanów sie co
      czujesz i czego pragniesz.

      Zyczę powodzenia.
    • julka1800 Re: rozdarcie..... 06.05.07, 18:55
      Ty sama musisz odpowiedziec sobie na pytanie czego chcesz wlasciwie.
      • z_mazur Re: rozdarcie..... 06.05.07, 19:23
        No właśnie bo ja się tak zastanawiam skąd problem z odkochiwaniem się, skoro decyzja o rozstaniu jeszcze nie zapadła.
        Skoro nie wiecie, czy chcecie się rozstać, to skąd pomysł z tym żeby się odkochiwać?
    • nangaparbat3 Re: rozdarcie..... 06.05.07, 20:12
      Skoro oboje sie kochacie, czemu nie sprobujecie terapii? Chyba warto.
    • salemka1 terapia.... 06.05.07, 20:54
      byliśmy na takim jednym spotkaniu. Pani psycholog stwierdziła, że ja powinnam o
      męża zabiegać, bo on poniósł straty zostawiając kochankę.... i zostając ze
      mną... no i że ja oczywiście też poniosłam straty, ale jestem kobietą i to ja
      powinnam... no i niestety ja się z tym nie zgadzam i chociaż próbowałam jakis
      czas, to było to sztuczne, bo było wbrew mi.
      A jeśli chodzi o odkochiwanie się, to z tego jaka jest teraz sytuacja widać, że
      to ja bym chciała, żeby to się poskładało, on mniej... więc wolałabym sie
      odkochać tak poprostu...
    • pszczolkalodz glupia psycholog!!! 06.05.07, 21:09
      i to bardzo, maz Cie zdradzil a ty masz mu byc wdzieczna ze odszedl od
      kochanki??!!! Nie rozumiem, dziewczynko twoj cie ponizyl, upodlil,
      sponiewieral, ciebie jako kobiete, twoja dusze twoje ego, twoje cialo!!! To on
      powinien plaszczyc sie przed toba z poczucia winy!!! Zabiegac o Ciebie!!! Nie
      dziwie Ci sie wcale, zmieniaj psychologa ale to szybciutko. Jesli moge poradzic
      to nie podejmuj zadnych decji przed terapia, najpierw poukladaj swoje emocje,
      mysli, pragnienia, priorytety a zobaczysz czy mozesz wybaczyc i wrocic, czy tez
      nie. Trzymaj sie!!!
      • salemka1 Re: glupia psycholog!!! 06.05.07, 21:36
        dzięki... no może i głupia ta psycholog, ale tak stwierdziła, a mój mąż na to,
        że ja mu nie daję się zrehabilitować, bo nie zauważam jego starania, czy nie
        jestem miła, czy coś takiego... on jakby chciał odkreślić to wszystko grubą
        krechą i żyć jakby nigdy nic... ach szkoda gadać...
        • z_mazur Re: glupia psycholog!!! 06.05.07, 21:47
          A ja się w pewnym stopniu zgadzam z tą psycholog.
          Zawsze to tutaj na forum jest powtarzane, że w momencie wybaczenia zdrady to trudniejsze zadanie jest po stronie zdradzonej i to ona sobie musi odpowiedzieć, czy jest w stanie przejść tą drogę.

          Bo jeśli zdradzający(jąca) będzie się starał (samo zerwanie z kochanką(kiem) jest jakby nie patrzeć wyrzeczeniem), a w rewanżu ciągle będzie mu wypominane to rzeczywiście szybko się zniechęci, na zasadzie, że choćby się nie wiem jak starał i tak będzie źle.

          I ja tak rozumiem stanowisko psychologa. Strona zdradzona musi wspierać tą drugą (chociaż wydaje się to niesprawiedliwe).
          Nie każdy jest w stanie się na to zdobyć, dla wielu osób zdrada jest zawsze pierwsza i zarazem ostatnia bo po niej następuje rozstanie.
          • libra22 ...... 06.05.07, 23:26
            Salemko - masz @.
            A co do terapii: warto iść samemu.
            Powodzeniasmile
            • salemka1 Libra 10.05.07, 11:24
              nie mam @... gdzie Ty go posłałaś? na tamtej poczcie też nie mam...
          • julka1800 Re: glupia psycholog!!! 06.05.07, 23:46
            Z mazur pomieszanie z poplataniem , ale po kolei:

            z_mazur napisał:

            > A ja się w pewnym stopniu zgadzam z tą psycholog.
            > Zawsze to tutaj na forum jest powtarzane, że w momencie wybaczenia zdrady to
            tr
            > udniejsze zadanie jest po stronie zdradzonej i to ona sobie musi
            odpowiedzieć,
            > czy jest w stanie przejść tą drogę.

            zgadzam sie

            > Bo jeśli zdradzający(jąca) będzie się starał (samo zerwanie z kochanką(kiem)
            je
            > st jakby nie patrzeć wyrzeczeniem)

            No prosze Cie... dla osoby ktora chce ratowac zwiazek zerwanie z kochanka/kiem
            mialobybyc wyrzeczeniem?

            a w rewanżu ciągle będzie mu wypominane to
            > rzeczywiście szybko się zniechęci, na zasadzie, że choćby się nie wiem jak
            star
            > ał i tak będzie źle.

            Z tym sie zgodzę

            > I ja tak rozumiem stanowisko psychologa. Strona zdradzona musi wspierać tą
            dru
            > gą (chociaż wydaje się to niesprawiedliwe).

            Ale to nie oznacza, ze strona zdradzona ma wspierac, ma nie budzis w tej
            drugiej poczucia winy, nie wypominac przysniadaniu, obiedzie i kolacji,
            sprobowac budowac zamiast niszczyc, ale nie wspierac.
            • z_mazur Re: glupia psycholog!!! 06.05.07, 23:55
              julka1800 napisała:


              > > Bo jeśli zdradzający(jąca) będzie się starał (samo zerwanie z kochanką(kiem)
              > > jest jakby nie patrzeć wyrzeczeniem)
              >
              > No prosze Cie... dla osoby ktora chce ratowac zwiazek zerwanie z kochanka/kiem
              > mialobybyc wyrzeczeniem?

              W pewnym sensie tak.
              To podobnie jak z nałogiem. Wiadomo, że ktoś rzuca nałóg dla swojego dobra, ale co z tego skoro on w związku z tym na początku zaraz po odstawieniu cierpi i dobrze jak ma wtedy wsparcie.
              • z_mazur Re: glupia psycholog!!! 06.05.07, 23:56
                I dlatego ścieżka wybaczenia zdrady nie nadaje się dla każdego.
                Nie każdy jest w stanie, mimo najlepszych chęci, ją przejść.
                • julka1800 Re: glupia psycholog!!! 07.05.07, 00:00
                  Moze faktycznie ta sciezka jest zbyt kreta nawet jesli w moim zyciu zdrada to
                  tylko teoria.
            • a.niech.to Re: glupia psycholog!!! 07.05.07, 07:02
              julka1800 napisała:

              > No prosze Cie... dla osoby ktora chce ratowac zwiazek zerwanie z
              kochanka/kiem
              > mialobybyc wyrzeczeniem?
              Jasne, że tak. Gdyby związek pozamałżeński nie był bardziej wartościowy niż
              prawnie usankcjonowany, kto by w niego lazł? Czasem cierpienie po utracie
              kochanki bywa tak wielkie, że natychmiast należy się pocieszyć w podobnych
              ramionach, żonine/mężowe nie wystarczą, a dlaczego - to już oczywistość. Biedny
              taki zdradzacz: tak źle i tak niedobrze. Chyba, że zdradzane niekumate. Wtedy
              jest oki. No, może nie dla wszystkich.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka