To już jutro. Wiecie jak jest tuz przed:ksiądz na spowiedzi był taki,
że....szkoda gadać;
nerwy mnie zżerają;
teściowa pokazała swoje i nie wiem jak się zachowa jutro;
debet na koncie usmiecha się do mnie szeroko;
mój mały jest podziębiony, mówi, że nie wytrzyma tak długo w kościele i w
ogóle nie wiem jak się w nim zachowa (a potrafi róznie

;
wydaje mi się, że mam za mało jedzenia, a jak znam zycie będę je zjadała
przez następny tydzień (co w obliczu debetu byłoby nawet pocieszające, gdyby
nie to, że jedzenie np śledzi w imbirze przez tydzien jakoś nie wywołuje
mojego entuzjazmu)
I to wszystko byłoby nic, ale to, że przez 2 tygodnie próbowałam schudnąć, a
wczorajsza próba mierzenia mojego wyjściowego kostiumu to po prostu porażka,
to już za duzo!
No ile może znieść kobieta?
;-(
ps mam na szczescie dwa alternatywne stroje, ale ciągle męczy mnie
przekonanie, że powinnam coś nowego...tylko już nie mam czasu ani kasy
powiedzcie, że nie powinnam ulec stereotypom i nie musze sobie nic kupowac?