amidalax
17.06.07, 20:02
co za koszmarny weekend. w sobote pakowalam paczki do przeprowadzki, dzis
troche pomajstrowalam przy swoim hobby. troche poryczalam...
wyjsc mi sie nigdzie nie chcialo, bo bez niego tak bez sensu, ani sie posmiac
ani pogadac...wszyscy znajomi sparowani, a samotni daleko.
no i jak tak nic nie robie, to mysle. o tym jak bylo, jak bedzie i jakby
moglo byc. caly czas mam wrazenie, ze on zaraz wejdzie do domu, albo zadzwoni
i powie, ze zmienil zdanie. oczywiscie wiem, ze nic takiego sie nie stanie,
bo zylion razy mowil mi ze jego decyzja jest ostateczna i ze nie daje nam
zadnej szansy...
chyba za nim tesknie, jak byl w domu i pracowal, to przynajmniej wiedzialam
ze jest i w kazdej chwili mozna bylo gebe otworzyc, napic sie wina wieczorem,
pojsc do Łazieniek.... teraz jest cisza i pustka.
wiem, ze jak sie przeprowadze stad powinno byc inaczej, nie wiem czy lepiej.
narazie fakt przebywania w "domu", w ktorym przezylismy tyle swietnych chwil
rozpieprza mnie maksymalnie. w tygodniu jest przynajmniej praca, wracam pozno
i nie mam sil na myslowy.
nie wiem jak to dalej bedzie.
musialam sie wyzalic.