z_mazur
24.06.07, 23:53
Problem wybaczania pojawia się często na tym forum.
W jednym poście ktoś zadał pytanie "co to jest wybaczenie?".
Kiedyś znalazłem fajny głos w dyskusji na temat wybaczania na innym forum.
Myślę, że warto go tutaj przytoczyć.
"Litości!!!
Przeraża mnie ten wątek. Naprawdę nie znacie tego pojęcia? Może trzeba wrócić do podstawówki?
Większosć podanych tu definicji to straszne banały, komunały pisane bez zrozumienia co się pisze.
Wybaczenie to umiejętność postawienia innych na równi lub ponad sobą, oraz czerpania nauki z doświadczeń. To wszystko. Poczucie krzywdy jest przejawem egoizmu i stawiania swoich racji ponad racjami innych. Oczywiście jest to zupełnie naturalne odczucie wynikające z instynktu samozachowawczego. Ból, poczucie krzywdy, egoizm to atawistyczne emocje potrzebne, by przeżyć. Ale jest jeszcze rozum, który mówi, że moze nie zawsze należy podporządkowywać się emocjom. Że krzywda często jest irracjonalna, subiektywna, że emocje są nieadekwatne do tej krzywdy.
Wybaczenie to umiejętność patrzenia na siebie z boku, przyjmowania racji innych na równi ze swoimi, to przyznanie innym prawa do błędu. A przede wszystkim to patrzenie w przyszłosć, nie w przeszłość. Brak wybaczenia zatruwa pokrzywdzonego, który nie potrafi tego wybaczenia w sobie znaleźć, a nie krzywdzącego, który najczęściej i tak ma to w głębokim poważaniu. Z krzywdy należy wyciągnąć naukę, a następnie przejść nad nią do porządku dziennego. I to właśnie jest wybaczenie. Zamykanie się w kręgu własnego poczucia krzywdy działa destrukcyjnie. Potraktowanie krzywdy jako nauki, bolesnej, trudnej, ale nauki sprawia, że potrafimy z niej skorzystać, wychodzimy z danej sytuacji mądrzejsi i umiemy wybaczyć. Bo każda nauka jest cenna, bez względu na to, jak trudna. Krzywda to pojęcie względne. W uniwersalnym aspekcie okazuje się, że to, co z niej uzyskamy, to tylko nasz wybór. Możemy obrócić ją w coś dobrego, mozemy pozwolić, by nas zniszczyła. Wybaczenie to proces nauki i obracania negatywów w pozytywy.
Z tego punktu widzenia wybaczanie nie ma nic wspólnego ze stawianiem sie ponad "oprawcą". Niewazne jest też, czy jesteśmy w stanie zrozumieć motywy postępowania "oprawcy" - nie zawsze jest to możliwe. Wybaczenie to proces niezależny od "oprawcy" - dzieje się tylko w ofierze i tylko jej dotyczy. Jest również wytrąceniem broni z rąk "oprawcy" - skoro nie może nas skrzywdzić, ponieważ potrafimy z każdego zła wyekstrahować coś dobrego - po co ma się wysilać? Potencjalna ofiara staje się wtedy nieosiągalnym celem.
Wybazcanie nie ma nic wspólnego z cierpieniem. To umiejętność radzenia sobie z bólem, nie pogrążanie się w nim. Miłość nie jest niezbędna do wybaczenia - to bardzo katolickie podejście, ale niesłuszne. Oczywiście łatwiej nam wybaczyć komuś, kogo się kocha. Zazwyczaj - ponieważ krzywda zadana z reki ukochanej osoby boli podwójnie - jest bowiem jednocześnie zdradą oraz wykorzystaniem naszej bezbronności.
Wybaczenie z punktu widzenia "oprawcy" to zwyczajne wyrzuty sumienia i konieczność rozgrzeszenia następującego po żalu za przewinienie. Wynika zazwyczaj z braku akceptacji swokjej ciemnej strony, z braku przyznania samemu sobie prawa do błędu. Każdy ma prawo błądzić. Nie potrafimy wybaczyć sobie sami - szukamy wybaczenia u innych. Niestety, najczęściej to nie pomaga. Wybaczenie musi nadejść ze strony samych siebie.
Ogólnie rzecz biorąc - wybaczenie dotyczy tylko osoby, która cierpi. Wszystko jedno, czy cierpi z powodu doznanej krzywdy, czy wyrzutów sumienia z powodu krzywdy wyrządzonej innym."