życie boli

21.07.07, 18:12
Wiecie tak się zastanawiam i nie potrafię sama sobie poradzić...
Czy jest wiadomo kiedy związek już umarł? trwam w związku w którym nie jestem
szczęśliwa,choć są lepsze momenty.Kocham mojego faceta,nie mamy
ślubu,mieszkamy razem ,mamy cudowną córcię 3 latka .
jestesmy razem ok 10 lat.
Nigdy nie bylismy jednogłośni w życiowych decyzjach ale wcześniej wydawało mi
się ze jesteśmy tymi tzw.przeciwieństwami ktore sie przyciagaja.
Lecz od jakiegoś już czsu nie możemy się porozumieć,on nie chce i niepotrafi
rozmawiać ,wszystko robi sam,czuję się tak jakbyśmy mieszkali razem jako
współlokatorzy.
Mieliśmy -i mamy nadal trochę różnych kłopotów w zyciu ktore nam się
nawarstwiały bo nie możemy rozmawiać ,on ucieka od tego.Udaje że nie ma
problemu i czeka aż wszystko samo się ułoży.To jest skomplikowane i nawet nie
potrafiłabym tak w kilku słowach wyjaśnić o co chodzi,wątek miałby chyba z
metr długości.
Wiem,czuję to że mimo tego że obydwoje nie jesteśmy jak się mówi -źli ale
jakoś razem życie nam już nie wychodzi.
Mimo tego że wiem ze chyba z naszego związku już nic nie będzie ja nie
potrafię myśleć o sobie tylko,nie wyobrażam sobie życia bez niego ,to nie
cj=hodzi o to że jestem zakochaną nastolatką.Mam 30 lat.Poprostu jestem
człowiekiem który bardzo się przywiązuje i angażuje,.Wiem że razem nie mamy
przyszłości ale nie umiem ułożyć sobie życia sama,boję się tego i bycia
samotną matką.
Ciągle się łudzę że on się zmieni,że coś się naprawi że zrozumie że w związku
potrzeba rozmowy,zaufania,że mam potrzebę polegać na nim.
A z drugiej strony wiem że skoro przez tyle lat tego nie zrozumiał i się nie
zmienił a wręcz jest gorszy -to to już nie nastąpi.
Zaczęłam cgodzić do psychologa,umówiłam się do specjalisty bo czuję że
dopadła mnie jakaś depresja,chcę zacząć się leczyć by stanąć na nogi.
Sama nie wiem czego od Was oczekuję w odpowiedzi ,po prostu jest mi tak
strasznie źle,bardzo chciałabym uratować nasz związek dla nas i dla naszego
dziecka ale rozsądek mówi mi żebym uciekała od tego jak najszybciej sad
Ten mężczyzna mimo tego że go kocham ,wpływa na mnie destruktywnie,wpadłam w
depresję ,nie mogę zajmować się dzieckiem a on nie chce nic zrobić z
tym.Namówiłam go 1 raz na wizytę w poradni rodzinnej,więcej nie chciał ze mną
chodzić.
Kiedy już trzeba przestać żyć ułudą? Co jest oznaką że nie warto dalej
walczyć/ Czy na moje pytania jest odpowiedź? sad((

Mam 30 lat a czuję się jak głupia nieznająca życia nastolatka która nie wie
jak należy postąpić.
Myślę o tym czy powinnam dalej próbować i zagłębiać się coraz bardziej w ten
las w którym im dalej tym coraz ciemniej i trudniej o drogę powrotną ale
wciąż się łudzę że na końcu tej gąszczy jest sełko które dla mnie świeci i że
w końcu wyjdę z tego mroku

proszę może mądrzejsze ode mnie kobiety,mężczyźni może z większym
doświadczeniem życiowym jak to jest z tym życiem?
A może w ogóle powinnam przymykać oko na wszystko i żyć z nim bo zarabia na
mnie (ja opiekuję się jeszcze małą) nie pije,nie bije,nie zdradza ?.....
    • plathess Dlaczego to on miałby się zmieniać? 21.07.07, 18:30
      Dlaczego on miałby się zmieniać,
      tańczyć jak mu zagrasz, realizować TWOJE
      wizje? Kto powiedział, że facet ma był
      łajzą, która będzie harowała na takie coś
      jak baba?
      Najgorsze że wrobiłaś w to dziecko,
      to znaczy być suką.
      • ssabina5 Re: Dlaczego to on miałby się zmieniać? 21.07.07, 18:37
        nie wiem kim jesteś "człowieku" ktory to napisales ale wypadałoby ci tylko
        życzyc obys sam kiedys znalazl sie w takiej sytuacji w zyciu.
        a w zwiazku nie żyje się dla siebie-tylko dla RODZINY i tej drugiej osoby tak
        jak ja dla niego ale przypuszczam ze ty tego nie pojmujesz i nigdy nie pojmiesz
        juz raczej
        a ponadto dopoki nie bylo dziecka ja tez harowalam a teraz wychoeuje tak samo
        jego dziecko jak i moje
        a w celu wyjasnienia dzieci się nie wravia -dzieci się rodzą najczesciej z
        miłości -co tobie mysle nie grozi a bynajmniej nie zycze takiego ojca czy matki!
        • plathess Re: Dlaczego to on miałby się zmieniać? 21.07.07, 18:46
          ssabina5 napisała:

          > nie wiem kim jesteś "człowieku" ktory to napisales ale wypadałoby ci tylko
          > życzyc obys sam kiedys znalazl sie w takiej sytuacji w zyciu.
          > a w zwiazku nie żyje się dla siebie-tylko dla RODZINY


          A co to takiego ten "człowiek" - czyż nie zwierzę? Dziękuję, że
          mnie nie zaliczasz do tego podgatunku.

          A kto powiedział,że żyje się dla rodziny? Pocztaj sobie, człowieku,
          jak kto co mówił, mówi. Jesteś jak widzę kolejną żałosną, która myślała
          że facet musi...




          i tej drugiej osoby tak
          > jak ja dla niego ale przypuszczam ze ty tego nie pojmujesz i nigdy nie pojmiesz

          Nie pojmę tego, że mężczyzna MUSI chcieć wegług jednego
          schmematu, który pasuje sukom. Nie, nie pojmę. To moja wolność,
          która takim jak ty nie w smak.

          >
          >
          >
          > a w celu wyjasnienia dzieci się nie wravia -dzieci się rodzą najczesciej z
          > miłości -co tobie mysle nie grozi a bynajmniej nie zycze takiego ojca czy matki
          >
          Z miłości? Ale chyba do siebie. Skoro przez tyle lat nie przekonałaś go
          do swojej koncepcji życia, czyż nie było tak: urodzę dziecko - wtedy on
          "zmężnieje", pokaże jaja,

          albo tak: zblizam sie do trzydziestki, ostatni dzwonek na dziecko.

          Było?
          • ssabina5 Re: Dlaczego to on miałby się zmieniać? 21.07.07, 18:59
            masz rację ,chcesz żyć jak zwierz -żyj tylko wybierz gatunek bo nawet u
            zwierząt -niektórych gatunków-występuje coś takiego jak
            monogamia,przywiązania,dbanie o "swoją samicę"troska o młode itp
            a po kolejne-nikt nic nie musi-ja tez nie muszę ani on nie musi -jak nie
            pasuje -kajdan nie ma,może w kazdej chwili wyjsc i nie wracac.

            w/g schematu żyją tylko "normalni ludzie" -zwierz zawsze zostanie tylko
            zwierzem

            wolę być suką która pilnuje dzieci i domu niż jak się określasz człowiekiem
            który uważa że urodził się by tylko siebie na tym padole uszczęśliwiać
            powodzenia bez życzeń rozmnażania się
            • plathess Re: Dlaczego to on miałby się zmieniać? 21.07.07, 19:37
              ssabina5 napisała:

              > masz rację ,chcesz żyć jak zwierz -żyj tylko wybierz gatunek bo nawet u
              > zwierząt -niektórych gatunków-występuje coś takiego jak
              > monogamia,przywiązania,dbanie o "swoją samicę"troska o młode itp



              a ty nie wiesz, że monogamia i tzw dbanie o samicę to produkt JUDAIZMU,
              przejęty przez odsczepieńców? Poczytaj sobie zapisy, które konkretyzują
              tzw normalności, gdzie pisze się wprost, że np. seks jest dobry wtedy gdy jest
              z kobietą itd. - bo droga, to, co dla ciebie takie 'naturalne' kiedyś zostało
              przez kogoś narzucone.


              > a po kolejne-nikt nic nie musi-ja tez nie muszę ani on nie musi -jak nie
              > pasuje -kajdan nie ma,może w kazdej chwili wyjsc i nie wracac.



              Pod warunkiem, że nie ma dzieci - wtedy są kajdany. Emocjonalne, jeśli kocha
              to dziecko to trudno będzie mu je opuścić a w Polsce i na świecie mamy czas, gdy
              to mężczyźni są pozabawiani podstawowych praw (rodzicielskich); jeszcze w XIX
              wieku w Europie 'naturalne' było, bo zapisane w prawie, że dzieci w przpadku
              rozwodu zostają przy ojcu, chyba że ON zdecyduje inaczej. Co jest wg ciebie
              normalne, to ci bardziej pasuje?

              No a jeśli dziecko jest mu obojętne, to alimenty, czyli odmiana współczesnego
              niewolnictwa - jakby nie patrzeć. Bo czym jest nakaz pracy na rzecz innej osoby?


              >
              > w/g schematu żyją tylko "normalni ludzie" -zwierz zawsze zostanie tylko
              > zwierzem


              "normalni ludzie" to też Hoes, Himmler - wzorowi obywatele, głowy rodzin.
              Wielu było takich "nienormalnych", którzy mieli inne zdanie na różne
              tematy niż 'normalna' większość.

              >
              > wolę być suką która pilnuje dzieci i domu niż jak się określasz człowiekiem
              > który uważa że urodził się by tylko siebie na tym padole uszczęśliwiać
              > powodzenia bez życzeń rozmnażania się


              I o to chodzi. Niech każdy robi, co uważa. Niech inni go nie czynią
              niewolnikiem, bo większość uważa coś za normalne.
              Tylko nie twierdź, że jak 'zrobil' dziecko to wział na siebie
              odpowiedzialność, bo to, co nastepuje za okreslonym działaniem stoja
              ludzie z prawami przez siebie stanowionymi. Równie dobrze może
              - cofajac się do przeszłości - powiedzieć, że było dobrze, gdy kobiete
              kamieniowano skoro cudzołożyła, bo takie było prawo.

              Było rzeczywiście dobrze, bo tak większość uważała?
          • polka28 Re: Dlaczego to on miałby się zmieniać? 21.07.07, 19:05
            plathess, skoro jestes tak wybitna/ym specjalista/ka od wszystkiego.. to co tu
            robisz?? Czyzby cos jednak zawiodlo?? Nie rozumiem,pewnie uwazasz sie za madra
            osobe..hmmm... zdradze ci pewien sekret, prawdziwie madra osoba umie okazac
            wspolczucie, zrozumienie, a proszona o rade- jesli umie jej udzielic -udziela
            jej z serca, a nie ze zlosci.Kultularna zas nie rzuca na powitanie SUKAMI.
            Zatem: Z serca radze ci zmienic ton, a jesli ktos mocno cie skrzywdzil, doradzam
            gleboka modlitwe/medytacje/terapie. Cos pomoze.
        • polka28 Re: Dlaczego to on miałby się zmieniać? 21.07.07, 18:54
          Droga Sabino,
          Najlepiej nie zwracaj uwagi na takie poste jak ten powyzej.. Nie rozumiem, jak
          mozna byc tak skrajnie pozbawionym empatii i nazywac w tak ordynarny sposob
          osobe szukajaca pomocy. A teraz ad rem: Mam podobny problem, zyje od wielu lat z
          milym, zrownowazonym, dowcipnym, madrym, zorganizowanym,
          odpowiedzialnym,...etc.czlowiekiem...Tylko jakosc naszego WSPOLNEGO zycia jest
          niezwykle niska, zeby nie powiedziec bylejaka. Trudno uwierzyc, ale tak jest.
          konia z rzedem temu, kto nazwie takie zjawisko, i trudno w zwiazku z tym
          okreslic, kiedy taki zwiazek umiera, czy juz umarl, czy jeszcze sie powlecze
          jakos przez kilka lat, czy moze warto, skoro partner ma "potencjal"..Podobnie
          jak u ciebie, takze u mnie jest kwestia bardzo roznych charakterow, i
          -wydawaloby sie-powinno grac, a tu.. Pewnie nie powinnam ci doradzac, skoro sama
          nie umiem rozwiklac zagadki swojego zwiazku, a jednak: Polecam ci ksiazke Evy
          Zurhorst, pod idiotycznym tytulem " Kochaj siebie, a niewazne zkim sie
          zwiazesz". Jak mowilam tytul odstrasza, zwlaszcza osoby ( jak ja)bardzo
          sceptycznie nastawione do poradnikow, ale autorka jest Niemka, wiec zpewniam ,
          ze nie jest to rozdmuchany "amerykanski" podrecznik- kapusta typu " jak w rok
          zostac milonerem i miec u stop caly swiat", gdzie na trzystu stronach masz
          odmienione we wszystkich przypadkach jedno i to samo zdanie. Poczytaj.
          To na tyle, trzymaj sie, nie jestes sama ( jak widac). Joanna
      • nangaparbat3 słuchaj, niuniek 21.07.07, 20:15
        jeśli chcesz tu pisać, to lepiej, zebys powściągnął nieco paluszki i trzy razy
        zastanowił sie, co płodzisz.
        Chyba ze przyjmiemy, ze dzieki Twoim postom mozemy sie dowiedzieć, co to znaczy
        być wypierdkiem mamuta.
        • nangaparbat3 plathess 21.07.07, 23:25
          to powyzej do Ciebie
    • misbaskerwill współczuję... 21.07.07, 18:56

      Dostałaś między oczy na powitanie...
      Tak bywa.
      Plathess, dawno Cię tu chyba nie było, chyba? Znam Cię tylko z mglistej
      forumowej mitologiismile

      Sabino, nie doradzimy Ci, czy masz uciekać czy ratować związek.
      To może być tylko Twoja decyzja i niewiele jeszcze wiadomo o Twojej sytuacji.

      Kieruj się dobrem dziecka... i swoim.
      Jeśli Ty nie będziesz szczęśliwa, córka też może nie być. Dzieci doskonale
      wyczuwają to, co chcą skryć przed nimi rodzice, zwłaszcza uczucia.
      Jeśli on nie chce, sama powinnaś koniecznie iść do psychologa.
      Wziąć się w garść.
      I postanowić, co dalej.
      • ladyhawke12 Re: współczuję... 21.07.07, 18:58
        Miś dobrze pisze, a kolejnym trollem się nie przejmuj.Dużo ostanio tego się na tym forum namnożyło.
      • plathess Utarty, zwyrodniały schemat 21.07.07, 19:03
        Ale kto powiedział, że rodzina
        to znaczy on,ona i ono/e?

        To jest to zło, o którym tyle razy mówiłem.
        Dziecko traktuje się w 'naturalny' sposób
        jako własność matki; zakłada się, że dziecku
        będzie lepiej z nią a nie z nim.
        Może on, ojciec myśli w kategoriach: ja+dziecko=rodzina.

        To was oburza, co? Jak tak może być, skoro....

        tu.... litania: urodziłam.... itd.

        Propozycje typu: weź dziecko i wyprowadź się lub
        stwierdzenia: wezmę dziecko i wyprowadzę się.
        Odwrócćie ten schemat, tyle że teraz zamiast ona to
        zrobi jest on.
        Co czujecie? Że zabiera się wam. Dziecko to nie jej
        tyłek, żeby sobie zabierała. Ono jest TAK SAMO jej jak
        i jego - fifty-fity i łapy precz!
        • misbaskerwill Plathess, 21.07.07, 19:08
          dobrze gadasz, ale nie do tej tuby.

          Moje dziecko obecnie jest WŁASNOŚCIĄ mojej ex, za karę zobaczę najwcześniej syna
          pod koniec lata.

          Wiem, o czym mówisz.
          Ale wyprowadzka z domu nie oznacza zerwania więzi ojca z dzieckiem.
          To jest zwyrodnienie, czyli wyjątek od normalności.
          To, że Sabina jest w związku toksycznym, nie oznacza, że jest zwyrodniała.
          Taki jest ten związek i jakoś to trzeba naprawić.
          • plathess Re: Plathess, 21.07.07, 19:23
            misbaskerwill napisał:

            > dobrze gadasz, ale nie do tej tuby.
            >
            > Moje dziecko obecnie jest WŁASNOŚCIĄ mojej ex, za karę zobaczę najwcześniej syn
            > a
            > pod koniec lata.

            I to jest PATOLOGIA, której przytakują kobiety,
            bo traktują to jako swoją broń, to nie jakieś
            wyjątki, ale reguła, której przyklaskuje prawo
            stanowione: baby w togach, kuratorki, policja
            to etap końcowy, barany od wykonywania brudnej
            roboty (patrz przykład niedawny, gdy odebrano
            siłą dwóch synów ojcu, które uciekają od matki.
            Wszyscy skupili się na policji, a to naprawdę
            poboczny temat w tej sprawie, to jakby wskazywać
            na jakiegoś podrzędnego esesmana z piwskiem w łapie
            a nie widzieć systemu i tych, którzy za nim stoją,
            i nade wszystko tego - komu służy)


            >
            >
            > Ale wyprowadzka z domu nie oznacza zerwania więzi ojca z dzieckiem.



            I tu się mylisz. Dziecko, którego nie wychowujesz na co dzień oddala się.
            Nawet gdy zdarza się jakiś wyjątek, że matka nie niszczy swojego dziecka
            w odwecie (i ze zwykłej małej swej podłości, patrząc na swoją satysfakcję)
            takie dziecko traci emocjonalny kontakt z ojcem, a ojciec z dzieckiem.
            Nie oszukuj się - mieć kontakt z dzieckiem raz, dwa razy w tygodniu a mieć
            go nieprzerwanie, w sposób naturalny, rano, po południu, wieczorem - tego
            nie da się porównać. I nie ma co się oszukiwać.


            >
            • ssabina5 plathess 21.07.07, 19:28
              ok jestes bardzo zorientowany w tych "sprawach" więc bądź łaskaw odpowiedzieć
              mi jak to ma się do mojej osoby?
              i dziwię się że nie zauważyłeś tego że często ci tatusiowie najzwyczajniej w
              świecie nie mają ochoty zajmować sie dziecmi 24 na dobe wolę zaplacic 300 zl
              alimentow i miec z bani ,kaszki,zupki i zasr.....pieluchy życie .....
              • plathess Re: plathess 21.07.07, 19:46
                ssabina5 napisała:

                > ok jestes bardzo zorientowany w tych "sprawach" więc bądź łaskaw odpowiedzieć
                > mi jak to ma się do mojej osoby?
                > i dziwię się że nie zauważyłeś tego że często ci tatusiowie najzwyczajniej w
                > świecie nie mają ochoty zajmować sie dziecmi 24 na dobe wolę zaplacic 300 zl
                > alimentow i miec z bani ,kaszki,zupki i zasr.....pieluchy życie .....



                A skąd bierzesz to przekonanie, że wolą właśnie to? Skąd ta wiedza?
                Po drugie, to kwestia stereotypu - ona robi obiad, on przewala piach
                na budowie - spójrz do obecnych podręczników dla 6-8 latków.
                Kobieta siedząca w domu jest ok - jej wybór, męzczyzna robiący to samo
                - niechby lepiej - to darmozjad, podejrzanie niemęski gość, pasożyt.
                Jesteś gotowa przejąć utrzymanie domu na siebie, tyle zarobić, by starczyło
                -jeśli trzeba - pracować 12 godzin 7 dni w tygodniu?
                Jeśli tak - otoczenie powie co? On ma prawo? Nie, tobie będą mówiC, ze
                jesteś nienormalna, że utrzymujesz mężczyznę i nieważne, jakby on pracował
                w domu i jak się opiekował dzieckiem.
                Więc większość nawet nie bierze pod uwagę innej opcji niż ta o której piszesz.


                Nawet teraz w czasach tzw równości promuje się model:
                Ona, jak chce - realizuje się zawodowo albo zajmuje się domem,
                On - bez wyboru - dostarczanie pieniędzy.



    • emde74 Re: życie boli 21.07.07, 19:48
      ssabina,
      tak wprowadzająco: trafiłaś w pewne zawirowanie na forum i to właśnie przez
      takie osoby, z których jedno kryje się pod nickiem plathess. nie zważaj na jego
      posty. mają wprowadzić zamieszanie i skłócenie forum, jednocześnie z
      wykorzystaniem - nazwijmy to dyplomatycznie - niewłaściwej formy.

      co do Twojego posta. po pierwsze zastanowiło mnie czemu się nie pobraliście? kto
      nie chciał? myślę, że to też ma swój udział w sprawie.

      kiedyś moja ex-teściowa powiedziała mądrą rzecz: bez rozmowy nie ma przyszłości
      związku. to, jak trudno jest pogadać z drugą stroną nie tylko o pracy czy
      imprezie u przysłowiowego krzyśka to wiem. wywołuje to frustrację i każda
      kolejna próba rozmowy kończy się po prostu kłótnią. wspólne rozwiązanie problemu
      ze związkiem u np. psychologa kończy się stwierdzeniem: to Ty jesteś chora.
      życie obok siebie. on w internecie, ty w kinie...

      może jest to kwestia różnicy charakterów i niedopasowania. wierzę, że 2 ludzi
      może być dobrych, ale razem nie tworzą zespołu. i u Was widzę taki symptom. na
      początku ludzi trzyma zauroczenie, namiętność. różnice charakteru są tłumione
      przez pryzmat wzajemnej fascynacji. mija 10 lat i ... no właśnie.

      to, co jest piękne w przeciwieństwach to to, że przyciągają się tylko na
      początku. potem trzeba takich cech charakteru, które pozwolą na kompromis.
      zdrowy. obopólny. i tu już przeciwieństwa działają na niekorzyść.

      i na dodatek fatalne podejście do problemów: kupka zakopana pod dywan ma
      tendencję do rozkładu. po jakimś czasie zacznie śmierdzieć.

      szczerze mówiąc nie bardzo wiem jakbyś mogła dotrzeć do swojego partnera, bo
      konieczne jest poznanie również Jego stanowiska w tej sprawie. On może nie
      zdawać sobie sprawy z problemu, który Cię nurtuje. i pewnie raczej tak jest.
      oczywiście zakładając, że Ty wykorzystałaś już wszystkie środki: próbujesz
      rozmawiać, nie krzyczysz, przekazujesz mało komunikatów (faceci nie zapamiętują
      zbyt dużej liczby komend na raz), jesteś kochającą partnerką, która to pokazuje.
      niektórzy głowę mi urwą, że on też powinien się starać być taki, ale ja w tej
      chwili odnoszę się do Twojego podejścia, które może zmienić jego. ważne, byś
      oczywiście to czuła - nie ma nic gorszego, jak nie bycie sobą by utrzymać
      związek na siłę. zero szans na powodzenie.

      jak wyglądają Jego i Twoje relacje z córką? rozmawia z Nią czy raczej córka jest
      "na Twojej głowie"?

      nie piszesz nic o pomocy z zewnątrz w postaci rodziny czy Jego przyjaciół lub
      znajomych (też wspólnych). ok, nie macie ślubu, ale na pewno macie jakieś
      rodziny, które traktują Was jak parę, nawet bez ślubu. czy jesteś w stanie
      porozmawiać o nim i Waszych relacjach z Jego rodzicami, rodzeństwem. to samo z
      przyjaciółmi, znajomymi. powiedz jaki masz problem. jesteście razem 10 lat, to
      nie może być tylko Twój kaprys. wykorzystaj wszystkie środki by do Niego
      dotrzeć. może być tak, że rodzice, rodzeństwo czy - co też się zdarza - znajomi,
      znają Twojego partnera lepiej niż Ty. może nawet nie zdają sobie sprawy z
      problemu, a mogą być pomocni.

      nie można przymykać oka na problem, tylko dlatego że na zewnątrz wygląda to
      inaczej: facet jest dobry, zaradny, nie pije, nie bije, nie zdradza. to, że
      tkwisz w związku w którym coś się dzieje złego to jest problem.

      życzę Wam jak najlepiej. jak widzę, b Ci zależy, więc wykorzystaj wszelkie
      środki. zwłaszcza, że macie dziecko.
      nie macie ślubu, więc w razie co nie czeka Was gehenna rozwodu. czemu to piszę?
      Twój post to kalka z mojego związku. ex-związku. extra i introwertyka w podejścu
      do problemów. wybacz, ale musisz być przygotowana i na taką ewentualność. w
      sumie - jeśli w związku nie dzieje się najlepiej - to może tak lepiej?
      • plathess Mówienie prawdy jest złem? 21.07.07, 19:53
        emde74 napisała:

        > ssabina,
        > tak wprowadzająco: trafiłaś w pewne zawirowanie na forum i to właśnie przez
        > takie osoby, z których jedno kryje się pod nickiem plathess. nie zważaj na jego
        > posty. mają wprowadzić zamieszanie i skłócenie forum, jednocześnie z
        > wykorzystaniem - nazwijmy to dyplomatycznie - niewłaściwej formy.



        To jest sposób reakcji, który mnie zachwyca!
        Nie pasuje - do gazu.
        Odnieś się merytorycznie a nie na zasadzie "zabić
        sku..." - ale po co, skoro można? Daj władzę,
        a zobaczysz na co mnie stać?
        Podpisano: Społeczeństwo (akurat przy władzy). Lenin.


        >
        >
        • emde74 Re: Mówienie prawdy jest złem? 21.07.07, 20:05
          plathess, gdybyś przyjął inną formę pisania czyli tzw. cywilizowaną (bez
          przytyków itp), bez wściekania się i osobistych wycieczek (typu suka), to może i
          można byłoby z Tobą pogadać. a raczej popisać. czyli odnieść się merytorycznie.

          formalnie zatem tak - nie pasujesz. a żeby chcieć popisać z Tobą na tematy
          merytoryczne, trzeba przebrnąć przez formę i wielość komunikatów. mnie się nie
          chce czytać tak sformułowanych rzeczy. ani to grzeczne, ani nie wiadomo o co chodzi.
          • plathess Re: Mówienie prawdy jest złem? 21.07.07, 21:24
            emde74 napisała:

            > plathess, gdybyś przyjął inną formę pisania czyli tzw. cywilizowaną (bez
            > przytyków itp), bez wściekania się i osobistych wycieczek (typu suka), to może
            > i
            > można byłoby z Tobą pogadać. a raczej popisać. czyli odnieść się merytorycznie.



            Czy gdy gazują można 'grzecznie' formułować wypowiedzi?
            Kto wtedy słucha? To jedno. Ale czy można być grzecznym?
            Być Chamberlain dla Hitlera - grzecznym durniem?
            >
            >
            • emde74 Re: Mówienie prawdy jest złem? 21.07.07, 21:52
              oj plathess, gdybyś się dyplomatyczniej wyrażał, to gazu by nie było. gdybym
              przeczytała o sobie "suka", to też bym Cię zagazowała. ale gdybym przeczytała
              posta, w którym chcesz polemizować, a nie "sukować", to o żadnym gazie nie może
              być mowy.
              i to jest właśnie różnica między Tobą, a chociażby autorką tego posta. Ty się
              rzucasz, a Ona nawet na "sukę" odpowiedziała jednak grzecznie.

              właśnie zauważ, że paradoksalnie nikt nie słucha Twoich niegrzecznych
              wypowiedzi. jakbyś je ucywilizował, to miałbyś niezłe audytorium i być może
              poradę na problemy.

              i można, i dobrze być grzecznym. ludzie wtedy otaczają ciepłym słowem, ale i
              potrafią napisać twardo co myślą. i człowiek staje się mniej złośliwy i
              rzucający się. bo wie, że ma wsparcie. nie jest sam. nie przytakiwanie
              nierzadko, ale wsparcie. ktoś go słucha. i chce pomóc. czasem twardym podejściem
              do tematu, ale pomóc. grzeczny nie równa się dureń czy uległy. można być
              grzecznym, a stanowczym i twardo obstawiającym przy swoich racjach. chodzi o
              formę: wracamy tu do punktu wyjścia. jesteśmy ludźmi i to dzięki temu mamy
              możliwość użycia rozumu i oprawienia nawet własnych lęków czy frustracji w
              cywilizowane słowa. lub "jak Pan Bóg przykazał" - jak kto woli.

              mówisz o mówieniu prawdy i czy jest to złe. nie, nie jest. ale prawda jest
              pojęciem względnym. to, że komuś tak czy inaczej ułożyło się życie, nie podlega
              jakimś schematom zła, spaprania czegoś. a na pewno nie można mówić o kobietach
              "suki" i że problem leży tylko po ich stronie (odnoszę się do postu ssabiny).
              wina zawsze leży po obu. tak jak niektóre kobiety to rzeczywiście suki, tak
              niektórzy faceci to zwykłe ch... przyczyna problemu w związkach tkwi w jakimś
              stopniu po obu stronach. no chyba że mamy typowe przykłady alkoholików czy
              damskich bokserów, bo te wynikają z reguły z ogromnych problemów z samym sobą. w
              takim przypadku trudno uwierzyć w winę bitej kobiety.

      • ssabina5 emde 21.07.07, 20:13
        dziękuję Ci
        napisałeś wiele mądrych słów twoja teściowa też mądrze mówiła smile
        u nas problem zna kilka osób w tym rodzice którzy popierają moje zdanie ,w
        końcu widząc że nic nie daje rezultatów i obserwując mój stan emocjonalny-jego
        matka przestała się "wtajemniczac -jesteśmy dorośli) a moja od jakiegoś czasu
        zaczęla mowic -zastanów się .
        co jest dla mnie jednoznaczne ze oni tez juz zauwazyli ze nic nie wskoraja-choc
        probowali.
        przepraszam ale to jest tak pogmatwane ze nie potrafie tego pozbierac do kupy
        ale mysle ze Tobie tego opisywac nie musze bo czytajac to co napisales widze ze
        faktycznie doswiadczenia mamy bardzo podobne

        ściskam Cię i dziękuję
    • rozwodnica Re: życie boli 21.07.07, 20:07
      Rób COŚ. Cokolwiek.
      Psycholog - ok. Poradnia rodzinna? Też dobrze.
      Wszystko co pozwoli Ci podjąć świadomą decyzję "co dalej". Tak, żebyś później
      nie żałowała, że można było bardziej, więcej, dłużej... Wiem wiem, kobiety i tak
      rozpamiętują...ale postaraj się.

      Czytaj poradniki, jakkolwiek głupawe by się nie zdawały, rób co Ci tylko
      przyjdzie do głowy...tylko na Boga nie bierz na przeczekanie. Nie bije, nie pije...
      Uwierz, sfrustrowana latami kobieta potrafi rzucić się na główkę w najgorsze
      bagno i jeszcze wmówić sobie, że idzie do raju...nie warto.


      • ssabina5 .............. 22.07.07, 17:45
        dziękuję wam wszystkim za dobre słowa i porady....
        oddałam malutką do mamy i siedzę i myślę i chyba dochodzi do mnie że jużnic
        więcej nie wymyślę.....
        zadzwoniłam nawet do jego matki (mamy dobre stosunki)i powiedziałam jej
        wszystko co mi leży na sercu,ona kiedyś nam próbowała doradzać ale przestała
        jak zobaczyła że to nic nie daje i on i tak robi co chce.Nie wtajemniczałam jej
        we wszystkie szczegóły bo ma chore serce i chciałam jej tego oszczędzić ale
        teraz wiem że musiałam ją poinformować o sytuacji bo szukam stancji i się
        wyprowadzę jak znajdę.I nie chcę żeby potem ktoś powiedział "było jej dobrze-
        nie skarżyła się a tu wyprowadzka"
        Więc poinformowalam ją .Powiedziała że przyjedzie do nas ,
        ale to i tak pewnie nic nie zmieni
        a on jak wczoraj przed południem wyszedł tak go nie ma.......
        • tricolour Zamiast do matki... 22.07.07, 17:57
          ... lepiej iśc do psychologa. Matka nie pomoże Ci w żaden konkretny sposób i
          tylko niepotrzebnie ją niepokoisz.

          Poza ty chodzisz Ty do tego lekarza, czy dopiero zamierzasz, bo piszesz raz tak,
          raz siak?
          • ssabina5 tricolour 22.07.07, 18:14
            nie pamiętam jak wcześniej napisałam,być może źle się wyraziłam
            ja chodzę do psychologa ale wiem że potrzebuję "wsparcia farmakologicznego" a
            psycholog mi tego nie moze przepisac dlatego powiedzialam ze jutro jestem
            umowiona z psychiatrą!!! bbbbrrrr
            jakoś dziwnie to się pisze ,czuję się jakbym zfiksowała

            a do jego matki zadzwoniłam powiedzieć jej dlatego że jak mowilam ona probowala
            jakoś nam pomóc,przemówić mu do rozumu(on szanuje matkę) ale dała na luz bo nie
            było efektów a ja przestałam ją informować zeby jej nie denerwować a uważasz że
            byloby lepiej gdybym jej i nikomu nic nie mowiła i wyprowadziła się po
            tajniacku?
            Jakby to wyglądało ? że ja jestem winna i uciekam ?
            • tricolour Dlaczego po tajniacku? 22.07.07, 18:17
              Dorosły człowiek nie musi informować otoczenia o swych decyzjach. Bierzesz i
              robisz, co chcesz...
              • ssabina5 Re: Dlaczego po tajniacku? 22.07.07, 18:21
                nie rozumiem tego co piszesz?
                powtarzam ja nie dzwonilam bo po
                1-nie chciałam denerwowac
                2-uwazam ze sami powinnismy takie sprawy rozwiązywać

                a po kolejne skoro to nie z mojej winy coś się wali to dlaczego on ma zwalić na
                mnie? co zapewne bedzie chcial zrobić-przepraszam -robi ,nie bedzie chcial.

                a uwazam ze skoro jego rodzice mnie lubią i dobrze nam sie razem żyje to
                dlacvzego mam coś robić po kryjomu ?
                nie musiałam nikogo informować tylko chciałam to zrobić i myśłę że dobrze
                zrobilam
                ja nie naskarżyłam ja powiadomołam ---a to różnica
    • crazyrabbit Życie boli jak cholera! 22.07.07, 17:58
      Sabinko , myślałam nad Twoim postem... czasem i Królikom zdarza się mysleć wink

      Pytasz , czy wiadomo kiedy zwiazek umarł? Nie wiadomo. Ja teraz dopiero widzę ,
      że mój związek umarł dawno temu , a trwałam w maraźmie kilka lat ,
      niepotrzebnie katując siebie i innych.

      Wiem o czym piszesz , mam na myśli to nawarstwianie problemów. To rosnie jak
      taki nowotwór , pochłania coraz więcej uczuc , energii , chęci... aż wybucha z
      wielka mocą. Tego nie da się wytłumaczyć innym ludziom , wiem bo ciągle słysze
      od moich rodziców: Wytłumacz nam , dlaczego odeszłaś od męża! Nie rozumieją i
      nie zrozumieją. Fakt , że o wielu rzeczach nie wiedzą , bo uznałam że dorośli
      ludzie pewne sprawy rozwiązują między sobą. Myliłam się - mój ex regularnie
      łaził "poskarżyć" na mnie moim rodzicom. Niełe jaja , co?

      Bycie samotną matką nie jest wcale takie złe smile Lepiej byc samotną i
      samodzielną , czy samotną w związku? Ja wybrałam to pierwsze i to była dobra
      decyzja.

      Poza tym - życie dopiero zaczyna się po 30-stce! Wierz mi!

      Nie umiem Ci pomóc , ponieważ możesz pomóc tylko sobie sama. Ale chyba
      odnalazłaś już siłę - chcesz sie wyprowadzić. Bądź dzielna i pisz.

      Wirtualne buziaki od Królika kiss
      • ssabina5 Króliku .... 22.07.07, 18:08
        mój chłop robi tto samo,ja cierpię i staram się ratować ruiny naszego życia a
        on na mnie głupoty wymyśla i dzwoni do mojej matki !!! skarży się na mnie,myślę
        że on domyśla się co ja zamierzam i próbuje się "wygładzić " w oczach mojej
        rodziny...ach tam
        a ludziom się nie dziwię że nie rozumieją bo ja sama nie mogę tego
        zrozumieć,mamy wspaniałą ,śliczną ,zdrową i mądrą córeczkę,mamy dom,pracę tylko
        żyć i cieszyć się a wszystko idzie na zatracenie.
        Ja nie boję się samodzielności tylko właśnie -samotności ale tak jak
        powiedzialas teraz jestem jeszcze bardziej samotna niż gdy naprawdę będę sama

        dziękuje Ci i całuję
        • tricolour Nie przesadzaj... 22.07.07, 18:14
          ... oboje jesteście siebie warci. Ty dzwonisz do jego matki, on do Twojej. Jeśli
          tak maj wyglądać "ratowanie rodziny" to nic z tego nie bedzie.
          • crazyrabbit Re: Nie przesadzaj... 22.07.07, 18:16
            On skarży , ona zadzwoniła raz , coby niedoszła teściowa nie była zdziwiona.
            • tricolour A jakby teściowa była zdziwiona, to co? 22.07.07, 18:19
              • crazyrabbit Re: A jakby teściowa była zdziwiona, to co? 22.07.07, 18:27
                Uchachałam się smile

                No jak jest to starsza pani , to mogła by to zdrowiem przypłacić.

                Ja wiem o co chodzi Sabinie , przechodziłam podobne "jazdy" z moim prawie_exem.
                Poniewaz ja nie informowałam nikogo , to oczywiście wina spadła początkowo na
                mnie , bo to ja taka zła kobieta , przecież on nie pił , nie bił i jakąś kasę
                do domu przynosił. Aż zaczęły wychodzic na jaw różne sprawki mojego exa i
                rodzinka się przymknęła smile
                • ssabina5 Re: A jakby teściowa była zdziwiona, to co? 22.07.07, 18:34
                  króliczku no dokładnie jak mowisz
                  przecież zawsze winny ten co cicho siedzi

                  a wiecie co jest najlepsze?
                  ze po kilku takich wizytacjach naszych mam umowilismy sie ze juz koniec z
                  wtajemniczaniem kogokolwiek w nasze problemy
                  i co się okazuje że ten sam koniec dla mnie jest inny niż dla niego bo jak się
                  okazało mi zostalo zabronione mowienie czegokolwiek jego matce (bo chora) a on
                  do mojej smarowal za moimi plecami na mnie!
                  Uczciwe?
                  średnio.
                  a mama mi nie mowiła bo nie chciała mnie dodatkowo stresować -błędne koło ,my
                  się turlamy a on karty rozdaje!
                  Na dodatek wtajemnicza też obce ! osoby -opowiada o problemach jakie ze mną
                  maobcym ludziom!
                  BASTA
                  • crazyrabbit Dobrze rzekłaś! 22.07.07, 18:35
                    BASTA!!
                    I tego się trzymaj.
              • ssabina5 Re: A jakby teściowa była zdziwiona, to co? 22.07.07, 18:28
                a tesciowa nawet zaskoczona nie była,wiesz tam jest taki układ że syn kocha
                mamusię -mamusia kocha synka
                i nie powiem przyjeżdżała ,tłumaczyła,chciała dobrze lecz gdy dalej było tak
                samo poprostu przestała ,zresztą sama powiedziała że ona nie wie co robić ?
                potem było tak że probowała mnie jakoś 'ugadać"żebym nie mówiła nic ,żebym
                przeczekała itd
                ja przez pewien czas tak robiłam,przymykałam oko na wszystko on chodził gdzie
                chciał,robił co chciał i w ogóle
                ale koniec końców -ja tak nie potrafie ,nie umiem żyć tak naprawdę obok życia

                i dla nie albo się jest parą i rodziną albo się jest lokatorami
                • a.niech.to Re: A jakby teściowa była zdziwiona, to co? 22.07.07, 18:32
                  ssabina5 napisała:

                  > ja tak nie potrafie ,nie umiem żyć tak naprawdę obok życia
                  Nikt nie potrafi.
        • crazyrabbit Sabinko.... 22.07.07, 18:15
          Samotność trzeba polubić. To cholernie ciężka i mozolna praca , ale jak sie uda
          to już z górki leci.
          Wiesz , ja się ciągle uczę i dostaje po doopie , upadam , wstaję... a i tak
          widzę , że jest lepiej.

          Ludzi po prostu olej. To TWOJE życie i TWOJE decycje i to TY ponosisz ich
          konsekwencje.
          Juz dzisiaj komuś pisałam , że rozstanie niekoniecznie musi być końcem. Często
          bywa poczatkiem innego życia , często lepszego , co czasem widać na tym forum
          nawet.

          Ja swoje decyzje "opłaciłam" miedzy innymi utratą tzw. "przyjaciół" , totalnym
          olaniem mnie przez rodzine i jeszcze kilkoma innymi drobiazgami.
          Teraz mam nowych znajomych , wiele znajomości z tego forum to realne i
          nierzadko bardzo bliskie mi osoby. Wspierają , śmieją się i płaczą razem ze mną.
          • a.niech.to Re: Sabinko.... 22.07.07, 18:30
            crazyrabbit napisała:

            > Samotność trzeba polubić. To cholernie ciężka i mozolna praca , ale jak sie
            uda
            >
            > to już z górki leci.
            > Wiesz , ja się ciągle uczę i dostaje po doopie , upadam , wstaję... a i tak
            > widzę , że jest lepiej.
            Często sobie powtarzam:"Nie oczekuj więcej niż możesz otrzymać". To pomaga
            uładzić się z samotnością.
            > rozstanie niekoniecznie musi być końcem. Często
            > bywa poczatkiem innego życia , często lepszego
            Na to trzeba się natyrać, ale nie widzę innej możliwości. W końcu po to
            bierzemy rozwody, żeby było nam lepiej. Nie od razu Kraków zbudowano.

    • crazyrabbit dedykacja :) 22.07.07, 18:09
      Nie mogłam się powstrzymac smile

      www.youtube.com/watch?v=jHPOzQzk9Qo
Pełna wersja