ssabina5
21.07.07, 18:12
Wiecie tak się zastanawiam i nie potrafię sama sobie poradzić...
Czy jest wiadomo kiedy związek już umarł? trwam w związku w którym nie jestem
szczęśliwa,choć są lepsze momenty.Kocham mojego faceta,nie mamy
ślubu,mieszkamy razem ,mamy cudowną córcię 3 latka .
jestesmy razem ok 10 lat.
Nigdy nie bylismy jednogłośni w życiowych decyzjach ale wcześniej wydawało mi
się ze jesteśmy tymi tzw.przeciwieństwami ktore sie przyciagaja.
Lecz od jakiegoś już czsu nie możemy się porozumieć,on nie chce i niepotrafi
rozmawiać ,wszystko robi sam,czuję się tak jakbyśmy mieszkali razem jako
współlokatorzy.
Mieliśmy -i mamy nadal trochę różnych kłopotów w zyciu ktore nam się
nawarstwiały bo nie możemy rozmawiać ,on ucieka od tego.Udaje że nie ma
problemu i czeka aż wszystko samo się ułoży.To jest skomplikowane i nawet nie
potrafiłabym tak w kilku słowach wyjaśnić o co chodzi,wątek miałby chyba z
metr długości.
Wiem,czuję to że mimo tego że obydwoje nie jesteśmy jak się mówi -źli ale
jakoś razem życie nam już nie wychodzi.
Mimo tego że wiem ze chyba z naszego związku już nic nie będzie ja nie
potrafię myśleć o sobie tylko,nie wyobrażam sobie życia bez niego ,to nie
cj=hodzi o to że jestem zakochaną nastolatką.Mam 30 lat.Poprostu jestem
człowiekiem który bardzo się przywiązuje i angażuje,.Wiem że razem nie mamy
przyszłości ale nie umiem ułożyć sobie życia sama,boję się tego i bycia
samotną matką.
Ciągle się łudzę że on się zmieni,że coś się naprawi że zrozumie że w związku
potrzeba rozmowy,zaufania,że mam potrzebę polegać na nim.
A z drugiej strony wiem że skoro przez tyle lat tego nie zrozumiał i się nie
zmienił a wręcz jest gorszy -to to już nie nastąpi.
Zaczęłam cgodzić do psychologa,umówiłam się do specjalisty bo czuję że
dopadła mnie jakaś depresja,chcę zacząć się leczyć by stanąć na nogi.
Sama nie wiem czego od Was oczekuję w odpowiedzi ,po prostu jest mi tak
strasznie źle,bardzo chciałabym uratować nasz związek dla nas i dla naszego
dziecka ale rozsądek mówi mi żebym uciekała od tego jak najszybciej

Ten mężczyzna mimo tego że go kocham ,wpływa na mnie destruktywnie,wpadłam w
depresję ,nie mogę zajmować się dzieckiem a on nie chce nic zrobić z
tym.Namówiłam go 1 raz na wizytę w poradni rodzinnej,więcej nie chciał ze mną
chodzić.
Kiedy już trzeba przestać żyć ułudą? Co jest oznaką że nie warto dalej
walczyć/ Czy na moje pytania jest odpowiedź?

((
Mam 30 lat a czuję się jak głupia nieznająca życia nastolatka która nie wie
jak należy postąpić.
Myślę o tym czy powinnam dalej próbować i zagłębiać się coraz bardziej w ten
las w którym im dalej tym coraz ciemniej i trudniej o drogę powrotną ale
wciąż się łudzę że na końcu tej gąszczy jest sełko które dla mnie świeci i że
w końcu wyjdę z tego mroku
proszę może mądrzejsze ode mnie kobiety,mężczyźni może z większym
doświadczeniem życiowym jak to jest z tym życiem?
A może w ogóle powinnam przymykać oko na wszystko i żyć z nim bo zarabia na
mnie (ja opiekuję się jeszcze małą) nie pije,nie bije,nie zdradza ?.....