Dodaj do ulubionych

rozwód po roku

18.08.07, 10:30
bylismy i mieszkalismy ze soba 2 lata. wzielismy slub. w sumie slowo rozwod
zaczelo sie pojawiac 10 dni po slubie. potem probowalismy ze soba zyc.
bezsensowna szarpanina i doly bez przerwy. czulam sie tak jakby nic mnie w
zyciu juz nie czekalo. mimo 25 lat czulam sie jak staruszka. w koncu
rozstalismy sie ( po 13 miesiacach) i wrocilam do formy. schudlam, odnowilam
stare znajomosci, zainteresowania, nabylam tez nowe...
pisze to do ludzi, ktorzy czasem boja sie podjac decyzje o rozstaniu bo jak
to tak, dopiero co slub a juz rozwod?czasem to najlepsza decyzja - nie ma co
siedziec w niesatysfakcjonujacym zwiazku. moze czasem lepiej zrobic SZYBKI
bilans i uciekac. moj slub to byla pomylka, w zwiazku z tym w miare szybki
rozwod to jedna z najlepszych decyzji w moim zyciu. czasem nie warto probowac
naprawiac czegos co od samych podstaw bylo zle skonstruowanesmile
pozdrawiam wszystkich
socjopatka
Obserwuj wątek
    • akacjax Re: rozwód po roku 18.08.07, 12:04
      Z tego wynika też, że nawet wspólne mieszkanie przed ślubem nic nie znaczy. Tylko dlaczego?
      Może raczej trzeba jasno powiedzieć: jak się coś nieukłada-to na pewno ślub tego nie uleczy!
      Dodam -to chyba na forum dla tych, co przed ślubemsmile powinno być-że: po ślubie nikt na lepsze, nagle się nie zmienia, że nie można dorosłej osoby zmienić dopóki ona sama tego nie zrobi, dziecko nie cementuje związku(tak jak i wspomniany ślub).

      Być może nic z tych rzeczy nie dotyczy oczywiści autorki wątku.
      A co rusz widać, że te mity nadal funkcjonują.
    • tricolour Niezły tekst... 18.08.07, 12:36
      ... tylko co z niego wynika?

      Że gówniarze wzięli się za ślub. Jeśli sie se sobą mieszka dwa lata, to jest
      czas na poznanie się, a ślub jest tylko większą ceremonią, taka imprezka między
      sobotą w panieństwie, a poniedziałkiem w małżeństwie...

      "moj slub to byla pomylka" - to nie była pomyłka, to była błędna decyzja. Po tej
      błędnej decyzji powzięłas drugą - rozwód. Trudno wychodzenie z szamba, w które
      sie wlazło na własne życzenie, nazwać "najlepszą decyzją w moim życiu".

      PS. Jak pisać o sobie, to odważnie.
    • papata Re: rozwód po roku 18.08.07, 22:59
      Ślub to nie "większa imprezka", to znacznie więcej, pominę już nawet
      duchowy wymiar, ale to przysięga, to złożenie swojego losu w ręce
      ukochanej osoby i wzięcie odpowiedzialności za drugą osobę i być
      może dzieci. Szkoda, że o tym nie pamiętamy, lub próbujemy to
      trywializować. Ale może wtedy boli mniej...
      • akacjax Re: rozwód po roku 18.08.07, 23:31
        Zbyt wiele osób traktuje ślub jak zwykłą umowę, z której z założenia można się bezboleśnie wycofać. A niestety nie zawsze jest tak łatwo.
    • sylwiamich Re: rozwód po roku 19.08.07, 10:42
      "przed ślubem mieszkaliśmy ze soba dwa lata.Już 10 dni po slubie
      okazało się że mamy zupełnie inne podejście do zycia.Ciagle się
      kłóciliśmy.Zachorowałam na depresję.Kocham swojego męża.Próbuję go
      zrozumieć, ale on jest coraz gorszy dla mnie.Lekceważy mnie i
      olewa.Zaczęłam tyć...on nie chce ze mna chodzić do łóżka.Czuję się
      jak staruszka, wiem że nic juz mnie w życiu nie czeka.Ale chcę z nim
      być"

      Gdyby autorka postu napisała go w ten sposób...pewnie znalazłyby się
      głosy...zostaw go...jesteś jeszcze młoda...życie przed Tobą.Bow
      ystąpiłaby tu jako ofiara.
      Ale ona wystąpiła jako osoba wiedząca czego chce.I huzia na Józia.Że
      gówniara, że małżeństwo to nie tylko umowa i takie tam.Kopa w dupę!!
      Czemu tak jest?
      Czy My-podejmując w wieku 25lat decyzję o ślubie, tkwiący w syfie
      przez następne kilkanaście, walczący z wiatrakami, żyjący nadzieją
      na poprawę gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi mówiły że nie
      warto, z agresorem, zdradzającym , w kłótni, obojętności....bo
      rodzina, dzieci, znajomi, strach przed samotnością, gorszy status
      społeczny i materialny....Czy mamy prawo?
      Podziwiam Cię Socjopatko.
      Czasami podejmujemy zlą decyzję. I wielkiej odwago i mądrości wymaga
      przyznanie się do błędu.Życzę bardziej przemyślanych następnych
      wyborów!!
      • socjopatka Re: rozwód po roku 22.08.07, 08:55
        smile)
        tak, moglabym napisac taki post jak ten wyzej. Moze jakis rok temu kiedy
        sytuacja siegnela dna. Maz stwierdzil ze mnie juz nie kocha, bo kilka miesiecy
        po slubie zmienilam nazwisko na dwuczlonowe (zdecydowalam ze nie chce jednak
        tracic swojego nazwiska zupelnie, z uwagi na dorobek akademicki - niezbyt
        wielki, ale jednak). On uwaza, ze prawidziwa rodzina to tylko taka rodzina,
        gdzie wszycy maja jedno nazwisko, oczywiscie mezowskie. Do tego, nie podobaly mu
        sie kawaly, jakie opowiadalam. Wg niego niesmaczne. Nikt inny - rodzina,
        znajomi, przyjaciele, ludzie w pracy - nie zarzucal mi opowiadania niesmacznych
        kawalow. Gosc zaczal sie czepiac wszystkiego.
        Problem moze czesciowo lezal gdzie indziej. On cierpi na przedwczesny wytrysk i
        w zwiazku z tym nasze zycie seksualne kulalo. Gdy prosilam go aby podjal jakies
        kroki w zw. z tym (leczenie?terapia?),on stwierdzil, ze jego przedwczesny
        wytrysk jest spowodowany tym ze utylam, i ze powinnam przestac nosic obcisle
        ubrania. Niezbyt sie to kupy trzymalo, bo jego problem wystepowal od samego
        poczatku (troche mi czasu to zabralo, zeby sie odwazyc to przedyskutowac), a ja
        utylam dopiero po slubie. On sam nie jest Mister Universum i ma brzuszek...
        Wieczory zaczal spedzac coraz czesciej poza domem, znalazl sobie nowych
        znajomych ktorych nie chcial przedstawic, zaczely sie powroty o 4 nad ranem...i
        tak, sadze ze gdybym nie odeszla, popadlabym w depresje. Po co sobie zycie
        marnowac z kims takim? On na wszelkie propozycje kompromisow, naprawiania
        zwiazku twierdzil ze na razie to nie wie czy mnie kocha, potem ze mnie nie
        kocha, ale moze zaczac kiedys kochac znowu...ludzie. mysle ze wyjscie z tego
        szamba bylo jedna z najlepszych decyzji w moim zyciu i nie bylo latwo. Ten
        przypadek to swietny przyklad, jak partner/ka moze sie zmienic nie do poznania
        po slubie. I czytajac tu na forum jak ludzie sie mecza probujac naprawiac cos co
        nie ma szans wypalic, wiem ze to byla dobra decyzja. sylwiamich, dzieki za
        cieple slowosmile
        jeszcze jedno - moje zycie od razu nabralo kolorow i smaku jak maz zniknal z
        horyzontu. wczesniej nie mialam wrecz sily zabrac sie za nic, tak smutna i
        zrezygnowana bylam. nie musialam sie 'uczyc' jak byc szczesliwa jako singiel. od
        razu bylam szczesliwa smile pozdrawiam
        • mar-tsin Re: rozwód po roku 22.08.07, 09:03
          No i tak trzymać.smile najważniejsze to co przed nami. Witam w świecie singli smile)
      • akacjax Re: rozwód po roku 22.08.07, 09:21
        Próbuję go
        > zrozumieć, ale on jest coraz gorszy dla mnie.Lekceważy mnie i
        > olewa

        No może w tym stylu to istnieje po prostu przemoc psychiczna-a to zupełnie coś innego niż tekst: w sumie slowo rozwod
        zaczelo sie pojawiac 10 dni po slubie.

        Wyjaśnienia autorki wątku-sugerują depresję-ale u męża. Na pewno łatwiej bez takiego balastu, ale czy to była miłość?
        • socjopatka Re: rozwód po roku 22.08.07, 09:34
          maz nie mial depresji. on nieprzyjemny byl tylko w moim towarzystwie, twierdzil,
          ze z tymi nowymi przyjaciolmi czuje sie swietnie i wesolo. tlumaczyl, ze dlatego
          tyle czasu z nimi spedza a ja mu przeszkadzam i psuje zabawe (cytat doslowny).
          On nie mial depresji, tylko byl nieszczesliwie zakochany. w sobie.

          a ja ? kochalam go ale w pewnym momencie powiedzialam sobie dosyc. i tyle. czy
          idealna milosc to milosc do grobowej deski, gdzie jedno z partnerow kocha a
          drugie nie dosc ze kochac przestalo to zaczyna psychicznie sie znecac?
          • akacjax Re: rozwód po roku 22.08.07, 09:40
            Czy widzisz różnicę między tekstem: m. psychicznie mnie męczył
            a
            "bylismy i mieszkalismy ze soba 2 lata. wzielismy slub. w sumie slowo rozwod
            zaczelo sie pojawiac 10 dni po slubie. potem probowalismy ze soba zyc.
            bezsensowna szarpanina i doly bez przerwy. czulam sie tak jakby nic mnie w
            zyciu juz nie czekalo. mimo 25 lat czulam sie jak staruszka."

            To są dwa inne naświetlenia sytuacji.
            Myslę, że teraz i tak potrwa trochę zanim wyjdziesz całkiem z tego, co Cię spotkało.
            • socjopatka Re: rozwód po roku 22.08.07, 09:49
              no widze. w pierwszym poscie chcialam po prostu polozyc akcent na to ze z
              niedobrych zwiazkow trzeba wychodzic jak najszybciej. nie chodzilo mi o to zeby
              skupiac sie na winie jego czy mojej. chcialam uogolnic, jednak ktos tam od razu
              poczul sie uprawiony do uwag ad personam i osadzania. dlatego teraz wyjasnilam
              dokladniej, jak to bylo.

              ciekawe, jak to na forum mozna wyodrebnic dwa rodzaje osob. 'sedziowie'-
              'doswiadczeni zyciowo' i ludzie ktorzy wspieraja i staraja sie zrozumiec. heh.
              fascynujaca jest dynamika forow.
              • akacjax Re: rozwód po roku 22.08.07, 09:55
                Wbrew pozorom takie wylanie kubła wody czasem bywa bardziej przydatne, niż głaskanie.
                Na tym forum pojawiają się ludzie, którzy szukają przytaknięcia, że należy się rozwodzić. Jednak ogolnie panuje tu trend, że rozwód jest zawsze pewnym życiowym dramatem i to, czy już, czy jeszcze nie jest na to czas-musi zadecydować każdy indywidualnie.

                Jednym osobom łatwiej dojść do siebie po, innym trudniej. Twój post dla mnie zabrzmiał jakby szukanie potwierdzenia, czy dobrze zrobiłaś, a przecież nikt na to nie odpowie.
                • socjopatka Re: rozwód po roku 22.08.07, 10:02
                  Ja jakos lubie przeciwstawiac sie 'trendom', moze dlatego ze kazdy przypadek
                  zasluguje na przyjrzenie sie osobno.
                  Uwazam, ze jesli malzenstwo okazuje sie dramatem, to rozwod *moze* okazac sie
                  mniej dramatyczny. Albo moze byc nawet calkiem milym wydarzeniem. pisze: *moze*.
                  wiem, ze zazwyczaj *bywa* nieprzyjemny. ale po co uogolniac?
                  Ja mam sprawe rozwodowa w grudniu. Nie moge na 100% powiedziec jak to przejde,
                  ale na razie jestem po prostu ciekawa, jak to wyglada. zawsze to nowe
                  doswiadczenie. tongue_out

                  > Wbrew pozorom takie wylanie kubła wody czasem bywa bardziej przydatne, niż głas
                  > kanie.
                  > Na tym forum pojawiają się ludzie, którzy szukają przytaknięcia, że należy się
                  > rozwodzić. Jednak ogolnie panuje tu trend, że rozwód jest zawsze pewnym życiowy
                  > m dramatem i to, czy już, czy jeszcze nie jest na to czas-musi zadecydować każd
                  > y indywidualnie.
                  >
                  > Jednym osobom łatwiej dojść do siebie po, innym trudniej. Twój post dla mnie za
                  > brzmiał jakby szukanie potwierdzenia, czy dobrze zrobiłaś, a przecież nikt na t
                  > o nie odpowie.
                  • z_mazur Re: rozwód po roku 22.08.07, 10:12
                    Wybacz, ale to co piszesz brzmi bardzo niedojrzale.

                    Rozwód nigdy nie jest "miłym wydarzeniem" nie dlatego że sam w sobie
                    jest czymś nieprzyjemny, ale dlatego że jest potwierdzeniem swego
                    rodzaju porażki którą ponieśliśmy, bo wynika z błędnej decyzji.

                    Ty nie dopuszczasz do siebie negatywnych emocji z tym związanych i
                    to jest błąd który popełniasz.

                    Starasz sie zrobić z rozwodu "fajna sprawę", a to nie jest fajna
                    sprawa. Moim zdaniem to z Twojej strony unikanie konfrontacji z tym
                    nieprzyjemnym przeżyciem. Zrobienie z niego czegoś fajnego pozwala
                    Ci uniknąć tej konfrontacji. Stąd taka potrzeba przekonania
                    wszystkich w koło, w tym forumowiczów, że rozwód może być
                    czymś "miłym".

                    Nie może, bo jest konsekwencją błędnej decyzji, a naprawianie błędów
                    mimo że daje poczucie ulgi, samo w sobie nie jest przyjemne, bo
                    lwymaga skonfrontowania się z własną ułomnością i niedoskonałością,
                    czego Ty starasz sie uniknąć. Wszystkich w koło zapwniasz jaka to
                    jesteś fajna, bo podjęłaś słuszną decyzję o rozwodzie i oczekujesz
                    jeszcze przyklaśnięcia i potwierdzenia jaka to jesteś w związku z
                    tym fajna.
                    • socjopatka Re: rozwód po roku 22.08.07, 10:24
                      hej, ja nie zapewniam nikogo, ze jestem fajna. nie potrzebuje przyklasniec na
                      forum, wsparcia udzielaja mi przyjaciele i rodzina.
                      nie sugerowalam na forum, ze jestem doskonala i ze cala wina lezy po stronie meza.
                      zle mnie zrozumiales/as.
                      nadal uwazam, ze to kwestia podejscia. ja podchodze do rozwodu optymistycznie.
                      to faza, ktora musze teraz przejsc i po co mam sie na sile przejmowac *bo ludzie
                      uwazaja ze to osobisty dramat*.
                      bo ja wiem?moze taka analogia: w kulturze europejskiej smierc traktuje sie jako
                      tragedie, tabu, przyczyne rozpaczy. sa na swiecie kultury, gdzie smierc traktuje
                      sie jako nieuniknione przejscie do innego wymiaru. zeby bylo jasne: nie mowie ze
                      smierc=rozwod i nie chodzi mi o to zeby ludzie teraz pisali jak rozne sa to
                      sytuacje.
                      staram sie powiedziec, ze sa na swiecie rozne podejscia do sprawy.
                      • z_mazur Re: rozwód po roku 22.08.07, 10:33
                        Ok, nie mam zamiaru nikogo zmuszać do refleksji nad samym sobą,
                        swoim życiem i postępowaniem.

                        Zauważ jednak, że wszyscy którzy Ci tutaj odpisali myślą podobnie,
                        ale to oczywiście Ciebie też nie przekonuje, Ty wiesz lepiej.

                        Oczywiście możesz czekać na rozwód jak na najradośniejsze wydarzenie
                        w Twoim życiu, Twój wybór.
                        Ja piszę po prostu jak to wygląda z zewnątrz dla trzecich osób.

                        Twoje zachowanie, to po prostu ucieczka przed niewygodnymi myślami i
                        konfrontacją z tą gorszą częścią samej siebie.

                        Jeśli dla Ciebie podjęcie błędnej decyzji odnośnie bycia z kimś na
                        całe życie nie jest "osobistym dramatem", to w mojej ocenie albo
                        uciekasz przed skonfrotnowaniem się z tą świadomością, albo jesteś
                        osoba niedojrzałą i podchodzącą do takich zobowiązań
                        nieodpowiedzialnie. Innej opcji nie widzę, spróbuj mnie przekonać,
                        że jest inaczej, a obie te opcje są dla Ciebie niekorzystne, ale to
                        oczywiście Twój wybór.
                        • socjopatka Re: rozwód po roku 22.08.07, 10:38
                          po pierwsze, nie wszyscy bo sylwiamich i 4_elements mysla zdaje sie 'po mojemu'.
                          po drugie, widze, ze nie lubisz gdy ludzie sa zadowoleni z zycia i starasz sie
                          ich przekonac ze nie sasmile to nic nie da, zadowolenie z zycia to bardzo silne
                          przekonaniesmile)))
                          po trzecie, sa ludzie, ktorzy potrafia przetrawic i przemyslec popelnione bledy,
                          postanowic, ze sie ich nie powtorzy, i zadowoleniem zyc sobie dalej - a tu patrz
                          punkt drugismile pozdrawiam
                          • socjopatka Re: rozwód po roku 22.08.07, 10:40
                            a, z_mazur - jeszcze zdaje sie mar-tsin nie oponowal przeciwko mojemu tokowi
                            myslenia. co daje mniej wiecej 50-50 w kwestii podzielonych zdan.
                          • z_mazur Re: rozwód po roku 22.08.07, 10:46
                            Hahahaha, ale mnie rozbawilaś.

                            Ja nie chcę żebyś była nieszczęśliwa, chciałem Cię skłonić do
                            refleksji nad własnym postępowaniem i emocjami, skoro nie chcesz
                            Twój wybór. Sam jestem zadowolny z życia i lubię jak inni są, pod
                            warunkiem że widzę, że to zadowolenie ma racjonalne przesłanki. W
                            Twoim przypadku tak nie jest.

                            Ale nie mam misji zbawiania świata, więc jak dla mnie EOD.
                            Mam nadzieję, że pozostaniesz w tym dobrym samopoczuciu.
                            • sylwiamich Re:przyznaj się dziewczyno,..... 22.08.07, 10:52
                              że winnaś, a grzechy zostaną Ci odpuszczone.Wtedy staniesz się
                              dojrzałą kobietą...tylko pamietaj...jak padnie słowo "rozwód"...bij
                              się wq piersi z zapamiętaniem i mów:
                              -Jam Ci winna że wybrałam niewłaściwego.Porażkę swą rozumiem i za
                              wszystko przepraszam:z mazur, byłego męża, teściów....i tak
                              dalej.....wyliczaj aż pot Ci na plecy wystąpi.A wtedy będzie Ci
                              dane...
                              • z_mazur Re:przyznaj się dziewczyno,..... 22.08.07, 10:53
                                Ironia i sarkazm, z których nic nie wynika, to oznaka braku
                                argumentów.
                      • z_mazur Tak mi się jedno nasunęło 22.08.07, 10:58
                        > hej, ja nie zapewniam nikogo, ze jestem fajna. nie potrzebuje
                        przyklasniec na
                        > forum, wsparcia udzielaja mi przyjaciele i rodzina.

                        W czym wspierają Cię przyjaciele i rodzina skoro jesteś taka
                        szczęśliwa???
                        • socjopatka Re: Tak mi się jedno nasunęło 22.08.07, 14:05
                          w czym?we wszystkim. na tym opiera sie istota stosunkow miedzyludzkich. i nawet
                          jesli uwazam sie za osobe szczesliwa, wsparcie moze sie przjawiac jako obecnosc
                          obok, przyjaznosc, przychylnosc.
                          Przyklad. Chce isc na studia, dostaje sie a rodzice wspieraja mnie. nie tylko
                          finansowo, ale mowia: to wyzwanie, ale wierzymy, ze mu sprostasz.

                          smile))
                    • sylwiamich Re: nie mogę... 22.08.07, 10:34
                      Nie zawsze przed ślubem są sygnały że będzie niehalo.Często wydaje
                      się że będzie sielanka...a nie jest.I gdzie tu błąd?Mój błąd że mąż
                      się zmienił?Mój błąd że okazał się inny niż myślałam?
                      Założenie jest błędne.
                      Wyszłam za kogoś kogo kochałam.Nawet jeśli były problemy, uważałam
                      że razem je pokonamy.Takie jest prawo miłości...zaufanie i
                      wiara.Starałam się bardzo.Partner razem ze mną lub nie.Zrobiłam co w
                      mojej mocy by uratować to wszystko.Nie dało rady.Tkwienie w takiej
                      sytuacji jest błędem, nie wyjście z niej.Rozwód to nie przyznanie
                      się do porażki.To nie zawody kurna, tylko uczucia, emocje,
                      samoocena, szczęście.Jak można przykładać do tego taka miarę?Ja nie
                      jestem katoliczką więc pojęcie "na zawsze" jest mi obce.Chociaż
                      byłoby miło.Ale nie za wszelka cenę i wbrew zdrowemu
                      rozsądkowi...dla zbawienia? Jakoś do mnie to nie trafia.Rozwiodłam
                      się.Był to szczęśliwy dzień.Ukoronowanie dojrzale podjętej decyzji o
                      końcu czegoś.Wolność dla mnie i niego.Szans dla mnie i niego.I dla
                      naszych dzieci...widzieć rodziców szczęśliwych.Nauczenia ich że nie
                      mają prawa wymagać od innych żeby żyli wbrew sobie.
                      • z_mazur Re: nie mogę... 22.08.07, 10:40
                        Sylwiu w sposobie, jaki piszesz ujawniają się spore emocje.

                        Ja też się rozwiodłem i poczułem ulgę w dniu rozwodu, co nie zmienia
                        faktu, że rozwód jako taki oceniam jako swego rodzaju porażkę.
                        Właśnie dlatego, że podjąłem swego czasu błędną decyzję co do wyboru
                        osoby z którą ślub brałem. Rozwód to nie przyznanie się do porażki,
                        tylko konsekwencja porażki jaką był nieudany związek. Jeśli ktoś
                        twierdzi inaczej to po prostu wypiera negatywne emocje.

                        Bo wymaga to skonfrontowania się z negatywnymi myślami odnośnie
                        samego siebie i swojej roli w rozpadzie związku i przyczyn dokonania
                        swego czasu takiego, a nie innego wyboru.
                        • sylwiamich Re: nie mogę... 22.08.07, 10:48
                          Hihi....jak mam inne zdanie to coś wypieram?Ja mam inne
                          założenie.Nie mam złych myśli odnośnie samej siebie i swojego wkładu
                          w rozpad związku.Popełniłam błędy, przeanalizowałam je, znalazłam
                          okoliczności obciążające i łagodzące, zrozumiałąm, pzrebaczyłąm i
                          dalej idę...starając sie nie popełniać ich więcej.Biczować się nie
                          zamierzam...jak powiedziałąm ze względów religijnych jest mi to
                          obce.Brak wielkiego poczucia winy nie wyklucza samoświadomości.Nie
                          słycaj...
                          • z_mazur Re: nie mogę... 22.08.07, 10:49
                            W takim razie proste pytanie.

                            Twój związek był sukcesem?
                            • sylwiamich Re: Do mnie? 22.08.07, 10:59
                              TAK..zaczynam wymieniać:
                              -Mam dwójkę wspaniałych dzieci.
                              -Poznałam się z zupełnie innej strony.
                              -Zrozumiałam że nie mogę wymagać od człowieka że się zmieni...mogę
                              go takim zaaakceptować lub odejść.
                              -Zrozumiałam że seks, intymność i przytulanie jezt zajebiście ważne
                              dla mnie.Jeśli tego nie mam moja miłośc umiera.
                              -Zrozumiałam że jeśli ktoś mnie zawiedzie 2-3 razy....będzie to
                              robił zawsze.
                              -Nauczyłam się kompromisów.
                              -Odnalazłam w sobie siłę tak wielką że nie pzrypuszczałabym.
                              -Stałam się dojrzalsza i bardziej pokorna.
                              -Zmieniły się moje priorytety.
                              Tysiąc rzeczy bym napisała.
                              Skończyło się.Dalej już bym się nie uczyła...tylko cierpiała i
                              usychała.I tyle
                              • z_mazur Re: Do mnie? 22.08.07, 11:06
                                Ja nie pytałem co zyskałaś będąc w małżeństwie, tylko czy Twój
                                związek oceniasz jako sukces.

                                Proste pytanie?

                                Przypuszczam że równie wiele mogłabyś wymienić nieprzyjemnych rzeczy
                                które wyniosłaś z małżeństwa.

                                > -Mam dwójkę wspaniałych dzieci.

                                Któe teraz będą się wychowyać w niepełnej rodzinie.

                                > -Poznałam się z zupełnie innej strony.

                                Mogłaś się poznawać w związku który, by nadal trwał.

                                > -Zrozumiałam że seks, intymność i przytulanie jezt zajebiście
                                ważne
                                > dla mnie.Jeśli tego nie mam moja miłośc umiera.

                                Czyli kwestia niewłaściwego wyboru partnera.

                                > -Zrozumiałam że jeśli ktoś mnie zawiedzie 2-3 razy....będzie to
                                > robił zawsze.

                                Czyli ponownie powyższa odpowiedź

                                > -Nauczyłam się kompromisów.

                                W zwiazku który trwa też można się ich uczyć

                                I tak można skomentować każdy "zysk" który wymieniasz. Wszystkie one
                                mogłyby nastapić w udanym związku niezakończonym rozwodem.

                                A decyzję o ślubie z tym partnerem oceniasz jako słuszną?
                                • sylwiamich Re: Do mnie? 22.08.07, 11:14
                                  Widze że nie zrozumiesz.Bo gdybyś miała to zrobić...już byś zrobił.
                                  Co to ma za znaczenie czy decyzja TERAZ jest oceniana jako słuszna?
                                  TERAZ to nie wtedy.Wtedy wydawała mi się słuszna.Wtedy byłam inna.I
                                  gdybym miała cofnąć czas..nie zrobiłabym inaczej.A Ty zrobiłbyś?
                                  • z_mazur Re: Do mnie? 22.08.07, 11:19
                                    Mając tą wiedzę którą mam teraz? Nie. Z jednego prostego powodu,
                                    może z kimś innym by mi się udało lepiej.

                                    Dlatego jednak uważam, że w pewnym stopniu popełniłem błędną
                                    decyzję. A jak to w życiu bywa, błędne decyzje niosą konsekwencje w
                                    nieosiągnięciu zakładanego celu, czyli inaczej mówiąc w porażce.

                                    Staram się z tą porażką pogodzić, a nie udawać, że porażka jest
                                    sukcesem.
                                    • sylwiamich Re: Do mnie? 22.08.07, 11:24
                                      Jesoooo...to ja się idę pochlastać.Zły wybór szkoły, potem
                                      nienajlepszy pracy...już 3 krotnie zmieniałam.Zły wybór męża, potem
                                      zaufałam następnemu palantowi. A wczoraj to kupiłam sobie sukienkę
                                      którą musze nosić bez stanika i spłaszcza mi cycki.Dajcie mi coś
                                      ostrego bo mnie poczucie winy zabije.I przyznam Ci się....to ja
                                      pomalowałam jako 3 latka białe drzwi czerwoną pastą do
                                      podłogi....pomyliłam się...tam było lepiej widać moja pracęsmile)))
                                      Daj buzi z_mazursmile)))
                                • lilyrush Re: Do mnie? 22.08.07, 11:33
                                  z_mazur napisał:
                                  > A decyzję o ślubie z tym partnerem oceniasz jako słuszną?
                                  >
                                  >
                                  A jelsi oceniam jako błedną? Od początku? Jeśli napisze Ci, ze drugi
                                  raz bym tego nie zrobiła? To co? Lepsza jestem? Madrzejsza?
                                  Bo chyba nie rozumiem...
                                  • z_mazur Re: Do mnie? 22.08.07, 11:35
                                    > A jelsi oceniam jako błedną? Od początku? Jeśli napisze Ci, ze
                                    drugi
                                    > raz bym tego nie zrobiła? To co? Lepsza jestem? Madrzejsza?
                                    > Bo chyba nie rozumiem...

                                    Nie lepsza, tylko bardziej świadoma, po prostu.
                              • sylwiamich Re: Do mnie? 22.08.07, 11:08
                                Mazur...nie mam w zwyczaju kłócić siuę z facetami...są do całowania
                                i miziania.Więc odpuszczę.Mam argumenty...jesli się chce je
                                widzieć.Ja Ciebie rozumiem.Twój sposób myslenia.Szacunek.Ale nie
                                jest on mój.Nie wiń mnie za to.I nie pisz że nie potrafię się z sobą
                                zmierzyć, że ktoś myślący inaczej to gówniarz...to daleko idące
                                uproszczenia.
                                • z_mazur Re: Do mnie? 22.08.07, 11:13
                                  Sylwio, ja nie traktuję psychologii jak nauki ścisłej, ale jest coś
                                  w tym, że rozwód jest traktowany jako najbardziej stresogenne
                                  wydarzenie w życiu.

                                  Jeśli ktoś to wypiera zachowuje się jak człowiek w szoku pourazowym.

                                  Każdy terapeuta Ci potwierdzi, że wyjście z takiego traumatycznego
                                  przeżycia wiąże sie z pogodzeniem się z negatywnymi emocjami
                                  wynikającymi z tego wydarzenia. Wypieranie tych negatywnych emocji
                                  jest bardzo częstym mechanizmem obronnym, który jednak ma swoje
                                  negatywne konsekwencje.

                                  Jak dla mnie EOD
                                  • sylwiamich Re: Do mnie? 22.08.07, 11:20
                                    Ach...założenie znowu złe.Kiedy ludzie się rozwodzą?
                                    Jakiew są tego przyczyny?
                                    Pomyśl ile jest rozwodów z tego powodu że ludzie stwierdzają bez
                                    żalu i złości ze do siebie nie pasują?I potrafia rozejśc się w
                                    szacunku?Mało.Dla nich rozwód nie jest już tak stresogenny niz dla
                                    tych którzy byli zdradzani, oszukiwani, bici, poniżani.I tyle...złe
                                    założenie.Powołując się na psychologię trzeba umiec widzieć szersze
                                    jej aspekty.A to już trudniejsze.Jest to jedna i nauk która mówi o
                                    jednostce próbując odwoływać się do ogółu...To może zrobić dużo
                                    krzywdy niewtajemniczonym.
                                    • z_mazur Re: Do mnie? 22.08.07, 11:32
                                      Sylwio, mnie nie chodzi o sam rozwód.
                                      Tylko o to co do niego doprowadziło.
                                      Napisałem już wyżej, że sam rozwód dał mi poczucie ulgi, ale rozpad
                                      związku, to coś zupełnie innego niż ta godzina w sądzie.

                                      I nie w tym kontekście chodzi o stres. Tylko właśnie w kontekście
                                      rozpadu związku. Jeśli dla kogoś rozpad wieloletniego związku nie
                                      wiąże się z negatywnymi emocjami, to dla mnie jest to osoba z
                                      zaburzeniami emocjonalnymi.

                                      I nie chodzi o to, czy w dniu rozwodu ktoś się stresuje czy nie.

                                      I bawi mnie troche Twoje ciągłe podkreślanie odrębności jednostki.
                                      Mimo pewnej umowności psychologia i psychiatria mówią jednak o
                                      pewnych regułach i normach zachowań i nie wszystko da się wyjaśnić
                                      indywidualną odmiennością, co starsz się na każdym kroku robić.

                                      Tak trudno Ci się pogodzić z tym, że mimo idywidualności wszyscy
                                      ludzie są do siebie podobni?
                                      • sylwiamich Re: Do mnie? 22.08.07, 11:47
                                        Sorki z mazur...rozpad długoletniego związku następowal przez wiele
                                        lat.Juz się zdążyłąm pzryzwyczaić do myśli że sie rozpada, do myśli
                                        że zostanę sama, I nie ta godzina w sądzie była najgorsza. Nie
                                        wyszło...i coi w tym strasznego do cholery? Też miałam założenie do
                                        końca zycia.Ale takie założenie miałam teę wcześniej...co do 17
                                        letniego chłopaka z którym straciłąm cnotę.Też nie wyszło.Rozpad
                                        długoletniego związku lub...uwolnienie się z chorego długoletniego
                                        związku.Inna terminologia, inne spoojrzenie.
                                        Psychologia i psychiatria.Mazur..ja w tym siedzę zawodowo.Dlatego
                                        dyskutowac z Tobą na te tematy nie zamierzam.Ludzie bywaja podobni,
                                        ale jednak się bardzo różnią.Dwa klocki legosurprisedbydwa niebieskie,
                                        błyszczące, w tym samym kształcie, z tej samej firmy.Może nawet
                                        wyprodukowane w tym samym zakładzie, tego samego dnia.Jeden w drugi
                                        nie wejdzie za cholerę....chociaż to założenie tej marki.Bo jeden od
                                        kompletu dla małych dzieci, inny dla starszaków.Z luydżmi bywa
                                        podobnie.Wejdż na forum o braku seksu w małżenstwie.Dalej to już
                                        sielanka we wszystkim...taka droibna różnica w tempetamencie i
                                        libido...
                                        • sylwiamich Re: Do mnie? 22.08.07, 11:56
                                          Z mazur...a czego tak załujesz?
                                          Ja tylko tego ze dzieci nie mają ojca na cały etat.Ale właściwie z
                                          jego winy też...gdzieś tam je zlał.
                                          Czy czegoś jeszcze? Nie...życie przedemną.Może juz mądrzejsza będę
                                          potrafiła uszczęsliwić kogoś? A ktoś mnie? Może potrafię docecić
                                          wreszcie to co ważne?
                                        • z_mazur Re: Do mnie? 22.08.07, 12:03
                                          > Sorki z mazur...rozpad długoletniego związku następowal przez
                                          wiele
                                          > lat.Juz się zdążyłąm pzryzwyczaić do myśli że sie rozpada, do
                                          myśli
                                          > że zostanę sama,

                                          I oczywiście proces dochodzenia do tego był przyjemnością i
                                          sielanką???

                                          Właśnie o to mi chodzi w tej dyskusji. Jak widzę kogoś kto nie
                                          dopuszcza do siebie tych negatywnych emocji, a wręcz je wypiera, to
                                          uważam, że robi sobie kkrzywdę, o czym Ty skoro masz jakieś pojęcie
                                          o psychologii powinnaś wiedzieć.

                                          Ludzie nie bywają podobni, tylko są podobni i tylko odrobinę się
                                          różnią.

                                          Uwolnienie się z długoletniego związku nawet jeśli połączone z
                                          poczuciem ulgi, zawsze wiąże się z negatywnymi emocjami związanymi z
                                          obwinianiem się choćby za dokonany wybór i swoją rolę w tym, że
                                          zwązek się nie udał, no chyba, że ktoś jest kompletnie
                                          bezrefleksyjny, ale to już jest swego rodzaju zaburzenie osobowości.

                                          I powtórzę, jeśli ktoś postrzega sam rozwód jako sukces, to po
                                          prostu nie potrafi odróżnić przyczyny od skutku.

                                          Swego rodzaju sukcesem może być np. w miarę szybkie dojście do
                                          decyzji o rozwodzie, ale nie sam rozwód.
                                          • sylwiamich Re: Do mnie? 22.08.07, 12:10
                                            jałowa ta dyskusja...ide posprzątać.Psychoanalizy Ci robić nie
                                            będę..nie na forum...Spłycasz trochę.To że ktoś pisze że cieszy się
                                            że wreszcie podjął decyzję o rozstraniu nie znaczy że nie miał
                                            refleksji i nie bolało.A taki był początkowy wydżwięk tej
                                            dyskusji.Powinien pomiałczeć, ponarzekać, błagać o radę i
                                            wsparcie...wtedy wszyscy by mówili...daj sobie spokój,też to
                                            przechodziłęm, jesteś "nasz", jesteśmy z Tobą.Ani socjopatka, ani ja
                                            nie muszę i nie potrzebuję takiego wsparcia.Sama sobie trzewiki
                                            wiążę i duża ze mnie dziewczynka...ale nie pozbawiaj mnie przez to
                                            refleksyjności, uczuć wyższych i prawidłowej osobowości.To głupie.
                                            • z_mazur Re: Do mnie? 22.08.07, 12:23
                                              Sylwio, to Ty spłycasz tą dyskusję.

                                              Chodziło o reakcję socjopatki na krytkę jej postępowania.
                                              Umiejętność przyjęcia krytyki świadczy o dojrzałości, w jej postach
                                              tego nie widać. W jej postach nie czuć też refleksji na temat jej
                                              związku i przyczyn jego rozpadu, a sugestię, że warto byłoby taką
                                              refleksje uczynić odebrała jak osobisty atak, zamiast po prostu
                                              przyznać, że już ją zrobiła. Widzisz tą subtelną różnicę?

                                              Zauważ, że z Tobą na ten temat nie dyskutuję i nie sugerowałem tego
                                              Tobie tylko socjopatce. Ciekawe dlaczego wzięłaś to do siebie?
                                              • sylwiamich Re: Do mnie? 22.08.07, 12:35
                                                No jak to dlaczego? Uderz w stół a norzyce się odezwą.I tu powinno
                                                się u mnie pojawić poczucie przyłapania na gorącym uczynku...ale
                                                kurna jakoś się nie pojawiło.Teraz Ty z kolei powiesz że nie o to ci
                                                chodziło i ja powinnam poczuć się żle, że jednak coś ze mną
                                                niehaloo, jesli taka przewrażliwiona jestem na swoim punkcie.I nadal
                                                nic.Zadnych złych emocji.Ja postu socjopatki nie odebrałam jako
                                                bezrefleksyjnego.Nawet więcej.Były tam refleksje które do mnie
                                                trafiały.Nie watro latami ciągnąc trupa na plecach.Rozwód to nie
                                                koniec świata.Dojrzałości wymaga przyznanie się że to juz koniec.I
                                                pójście pod prąd tych "objawień" którymi była raczona na tym forum.
                                                I nauczyłąm się jeszcze jednej rzeczy.Chcesz żeby Cię przyjęto do
                                                stada....spojrz na psy.Przybierz pozycję uległą, płaczliwą i czekaj
                                                na piewsze lizanie...objaw sympatii i akceptacji.Ja też jestem
                                                socjopatką albo oudsiderem....
                                                • z_mazur Re: Do mnie? 22.08.07, 12:47
                                                  No to teraz mnie rozwaliłaś.

                                                  Konieczność podkreślenia swojej outsajderowości i odmienności
                                                  werbalnie ma, przypuszczam, dać Ci poczucie siły wynikającej z tej
                                                  odmienności. Outsajdrzy nie muszą mówić, że są outsajderami tylko po
                                                  prostu nimi są i dzielnie znoszą tą postawę.

                                                  Podziwiam i taktuję z respktem Twoją odmienność. Jeśli ma Ci to
                                                  sprawić przyjemność, to nawet napiszę, że mi zaimponowałaś. smile


                                                  Czy ja napisałem gdziekolwiek, że rozwód to koniec świata???
                                                  Nawet nie zasugerowałem, że wyjście ze złego związku jest błędem.

                                                  Co nazywasz "objawieniami"??? Konkretnie proszę, o tym możemy
                                                  podyskutować.

                                                  A ja post socjopatki i późniejsze jej odpowiedzi uznałem, za przejaw
                                                  niedojrzałego podejścia do problemu. I ani ona, ani tym bardziej Ty
                                                  nie przekonałyście mnie, że jest inaczej.
                                                  • sylwiamich Re: Do mnie? 22.08.07, 13:45
                                                    Lubię robić piorunujące wrażeniesmile))Niczego nie podkreślam...a
                                                    stwierdzenie że żyję trochę "poza" pozami, nie czyni mnie ani
                                                    fajniejszą ani mniej fajną.Założenie że outsajderzy nie mówią o
                                                    swoim wyalienowaniu czy odmienności jest błędne.Bo niby dlaczego?Ja
                                                    nie muszę" dzielnie znosić tej postawy"...ja ją nawet czasami
                                                    lubię.Postawa obserwatora.Czasami jest to obserwacja uczeestnicząca,
                                                    czasami samoobserwacja.Często bywam "poza sobą"...jak każdy kto
                                                    pragnie ocenić swoje postępownie.I nikt nie każe takim refleksyjnym
                                                    nie mówić że myślą, tylko dzielnie znosić tą postawę.Uproszczenia.
                                                    "Objawienia" to dla mnie:
                                                    -utarte, niewiele wnoszące stwierdzenia mające na celu uproszczenie
                                                    życia a czasami je spłycające.
                                                    -szafowanie opiniami pt" niedojrałość, osobowość nieprawidłowa,
                                                    I wiele innych stereotypów, prostych, nieprzemyślanych strwierdzeń.
                                                    Nie chcę Cię do niczego przekonywać.Chcę żę byś mnie zrozumiał.Mój
                                                    jakże odmienny sposób myślenia (a może bardzo podobny?)ZROZUMIAŁ i
                                                    zaakceptował to co czuję i jak myślę.Bez oceniania mnie.Bo ja Ciebie
                                                    rozumiem.I szanuję Twoje emocje, nie potępiam ich.Rozumiesz?
                                                  • z_mazur Re: Do mnie? 22.08.07, 14:11
                                                    Mógłbym jeszcze podyskutować, co nazywasz w kontekście tego wątku
                                                    utartymi i niewiele wnoszącymi stwierdzeniami, tak konkretnie, tylko
                                                    nie wiem czy to ma sens. Podobnie zainteresowało mnie co nazywasz
                                                    szafowaniem opiniami. W moim przypadku w tym nie było nic ze
                                                    stereotyu. Moja opinia, to po prostu ocena sposobu pisania autorki
                                                    na temat problemu i jej reakcji na krytykę.

                                                    Ja na prawdę potrafię zrozumieć, że ktoś może patrzeć na jakiś
                                                    problem inaczej i z innej perpspektywy. Nie wiem czy zauważyłaś, ale
                                                    kilkakrotnie przyznałem Ci rację co do podejścia do
                                                    samego "technicznego" aspektu rozwodu. Ty nie odpowiedziałaś mi na
                                                    żadne zadane wprost pytanie.

                                                    Ja zgadzam się z tym, że dzień rozwodu może być swego rodzaju
                                                    uwolnieniem, i może dać poczucie ulgi. Nie przekonasz mnie jednak,
                                                    że rozpad zawieranego świadomie małżeństwa, to powód do radości i
                                                    tyle.

                                                    Takie prodejście do tego problemu świadczy dla mnie o
                                                    niedojrzałości, bo albo ktoś wszedł w ten związek na podstawie
                                                    nieprzemyślanej decyzji (dla mnie to objaw niedojrzałości,
                                                    oczywiście możesz uważać inaczej), wtedy rozstanie rzeczywiście może
                                                    być bezbolesne, albo decyzja była przemyślana, a wtedy radość jest
                                                    objawem wyparcia negatywnych emocji.

                                                    Oczywiście możesz to wszystko uznać, za szafowanie opiniami.

                                                    Tym razem już na prawdę EOD.
                                                  • socjopatka Re: Do mnie? 22.08.07, 14:31
                                                    lubie rozmawiac z ludzmi, ktorzy szanuja odmienny sposob myslenia i reagowania.
                                                    ja dlugo bym sie zastanawiala, zanim nazwalabym kogos niedojrzalym, szczegolnie
                                                    na forum. trudno w kilku postach opisac cale malzenstwo, tak zeby oddac
                                                    faktyczna sytuacje. mysle ze niewielu ludzi ma tak rozwiniete zdolnosci
                                                    obserwacyjne, zeby swietne wnioski wyciagnac nawet ze swojego kazdego
                                                    zachowania. co innego sie starac.ja sie staram a ze obcy koles sie poczuwa do
                                                    ocenienia mojej dojrzalosci na podstawie kilku zdan ktore napisalam - jego
                                                    problemsmile
                                                    nie chce zeby to zabrzmialo protekcjonalnie, ale to mi wyglada na projekcje. on
                                                    jest nieszczesliwy i porazkowy, to i inni musza.
                                                    ja swojego malzenstwa nie oceniam w kategoriach sukcesu/porazki. tylko
                                                    ograniczeni ludzie rozpatruja tak skomplikowane przedsiewziecie jak nieudane
                                                    malzenstwo prowadzace do rozwodu jako czarne/biale.
                                                    byly i dobre dni i zle. a jak zle zaczely znaczaco przewazac, a potem nastepowac
                                                    nieodmiennie, wykonalam skok mentalny polegajacy na przerwaniu psychicznej
                                                    zaleznosci od meza, bo wiedzialam ze jak od niego odejde, moje dni beda dobre. i
                                                    sa. nie ma nad czym rozpaczac. z nastepnym facetem bede starala sie tych samych
                                                    bledow nie popelnic. jak sie uda, swietnie. jak je popelnie, to coz. biczowac
                                                    sie nie bede big_grinDDD
                                                    Sylwia, szkoda, ze nie mieszkam w Polsce, wybralabym sie z Toba na drinka. A ten
                                                    watek to swietny material na artykul, tak sie sklada, ze robie studia
                                                    doktoranckie z dziedziny socjologii internetu big_grin
                                                  • z_mazur Re: Do mnie? 22.08.07, 14:41
                                                    Ja też, lubię rozmawiać z ludźmi o innych poglądach, ale taka
                                                    rozmowa polega na wymianie tych poglądów.

                                                    W żadnym swoim punkcie nie spróbowałaś nawet obalić moich tez (być
                                                    może mylnych, ale do tego mnie nie przekonałaś) o niedojrzałości lub
                                                    wypieraniu negatywnych emocji.

                                                    Zresztą nie musisz mnie przekonywać. Tak jak ja Ciebie nie będę
                                                    przekonywał do tego, że nie jestem nieszczęśliwy, albo "porażkowy".

                                                    Jeśli to ma poprawić Twoją samoocenę i utwierdzić w tym, że Twoje
                                                    poczucie szczęścia jest jak najbardziej uzasadnione.
                                                    To tak, przyznaję, jestem porażkowy i nieszczęśliwy, a po tym jak
                                                    to stwierdziłaś będę jeszcze bardziej. sad
                                                  • socjopatka Re: Do mnie? 22.08.07, 14:45
                                                    ale protekcjonalnosc. ja tutaj nie szukam wsparcia, juz to pisalam. sledze to
                                                    forum w nadziei ze sylwia sie jeszcze odezwie albo ktos nowy, ale z Toba nie
                                                    chce mi sie juz dyskutowac i marnowac czasu. pozdrawiam.
                        • socjopatka Re: nie mogę... 22.08.07, 14:10
                          ja tam nie lubie ludziom mowic jak maja zyc co robic i czuc. tak dlugo jak oni
                          mi z butami w zycie nie wlaza i nie kaza mi dochodzic to takich wnioskow, jakich
                          oni oczekuja.
                          z_mazur mowi, ze zapieram sie, ze jestem nieszczesliwa (albo glupia)
                          uporczywosc z_mazur moim zdaniem wskazuje na zjawisko w psychologii nazywane
                          projekcja. oznacza ono, ze u innych ludzi doszukujemy sie tego co sami
                          (swiadomie lub nie) odczuwamy.
                          Moja diagnoza jest taka, ze on sam sobie ze swoim rozwodem poradzil bardzo
                          miernie, czuje sie niefajny i nieszczeliwy, porazkowy itd. I drazni go, ze sa
                          ludzie, ktorzy ze swoimi wyborami (zlymi i dobrymi) radza sobie lepiej niz on.
                          ale sie tego *zapiera* (tak, tak) i doszukuje sie tego zaparcia (sic) u innych.
                          • z_mazur Re: nie mogę... 22.08.07, 14:14
                            Ja też nie mówię nikomu co ma czuć myśleć i robić.

                            Ja nie mówię, że zapierasz się tego że jesteś nieszczęśliwa,
                            zakładam że jesteś szczęśliwa. Po prostu zastanawiam się skąd się
                            bierze to poczucie szczęścia w kontekście rozpadu Twojego małżeństwa.

                            Nie odpowiedziałaś mi na pytanie: Jesteś szczęśliwa, że Twoje
                            małżeństwo się rozpadło?
                            • socjopatka Re: nie mogę... 22.08.07, 14:38
                              TAK. wlasnie o tym byl Pierwszy Post. jestem szczesliwa ze moj nieudany zwiazek
                              sie rozpadl. jak tez napisalam gdzies tutaj, nie oceniam swojego zycia w
                              kategoiach porazki i sukcesu. a jak Sylwia napisala, piszac o tym ze malzenstwo
                              bylo nieudane, przyznaje sie do tego, ze gdzies tam popelnilam blad-moj maz
                              popelnil blad. cokolwiek.
                              nie mam zamiaru teraz prowadzic autoanalizy na otwartym forum. to robilam
                              rozmawiajac kiedys tam z przyjaciolmi. ktorzy, jesli krytykowali, to
                              konstruktywnie. bez wartosciowania mojej dojrzalosci.
                              umiejetnosc przyznania sie do bledu to sukces. i tym sukcesem sie upajam, he he.
                              Co wiecej - daje sobie prawo do popelniania bledow. Wtedy nie ma nieprzyjemnych
                              niespodzianek, 'o rany! jak ja moglam popelnic taki zyciowy blad'. Staram sie
                              ich nie *powtarzac* ale coz. Nic, co ludzkie, nie jest mi obce.
                              A juz najbardziej staram sie unikac operowania stereotypami. A juz bron Boze,
                              oceniania ludzi przez pryzmat stereotypow, ktore wiem ze w sobie gleboko nosze,
                              tak jak wiekszosc ludzi.
                              • z_mazur Re: nie mogę... 22.08.07, 14:46
                                Po pierwsze nie wartościowałem Twojej dojrzałości. Tylko dojrzałość
                                sposobu w jaki opisujesz rozpad swojego związku i zbliżającą się
                                perspektywę rozwodu, a to zasadnicza różnica. Ciekawe dlaczego
                                odebrałaś to jako krytykę Twojej dojrzałości???

                                Po drugie dyskusja nie zaczęła sie od tego, że napisałaś post, tylko
                                dlatego że emocjonalnie zareagowałaś własnie na krytykę tego w jaki
                                sposób piszesz o rozwodzie, jako o miłym wydarzeniu.

                                To by było na tyle.
                                • tricolour Porażkowy Kolego... 22.08.07, 15:16
                                  ... są też ludzie płytcy i powierzchowni, którzy mózgu używają głównie do zakupów...
    • 4elements Re: rozwód po roku 22.08.07, 09:15
      Jestem w podobnej sytuacji jak Socjopatka, już po rozwodzie. 13 miesięcy po
      ślubie nie byliśmy już małżeństwem. Wyjście za T. było moją jak najbardziej
      świadomą decyzją, kochałam i świadomie podjęłam decyzję o byciu z nim do końca
      życia. Decyzja o rozwodzie była podjęta z równie silną świadomością, tyle, że
      wśród innych emocji. Nie będę się rozwlekać dlaczego się rozwiedliśmy, na pewno
      nie dlatego, że jesteśmy "gówniarzami". Ze względu na wiek (26l.) i krótki staż
      w małżeństwie, a także to, że po rozwodzie odkręcałam zmianę nazwiska, ze
      wszystkich stron (nawet nie wyobrażacie sobie jak złośliwe potrafią być panie w
      urzędach itp.) słyszałam szepty takich jak tricolour - "że gówniarze wzięli się
      za ślub", że rozwód to błędna decyzja i szambo. Zgadzam się - szambo i
      zapewniam, że nie szamba w swoim życiu chciałam. To boli i będzie bolało do
      końca życia, jednak nie takim jak Ty, tricolour, jest osądzać czy czyjeś decyzje
      są błędne czy też nie. Sylwiamich ma rację - pewnie lepiej byłoby się nad sobą
      trochę poużalać, poobnosić z cierpieniem na twarzy, powywlekać domowe brudy -
      wtedy wszyscy by przyklasnęli. Otóż nie - z szacunku dla siebie i mojego eksa,
      oraz dlatego, że wiem, ze wszystkie moje decyzje powinny być MOIMI decyzjami, bo
      wtedy tylko ja mam prawo je oceniać jako błędne lub nie - zrobiłam to, co
      uważałam za słuszne i tylko komentarze tych, co wiedzą lepiej utrudniają mi
      poukładanie sobie życia od nowa. Wiem jedno - jestem teraz szczęśliwa (oj,
      Socjopatko, masz rację, powrót do formy wynagradza wszystkie stresy i
      wątpliwości) i życzę wszystkim wiary w siebie. Najlepiej pogadać sama ze sobą,
      forum internetowe może otworzyć oczy na pewne rzeczy, ale łatwo wpaść w pułapkę
      ułudy, że ktoś Ci tu pomoże - niestety przeważają tu ludzie, którzy leczą swoje
      problemy komentując problemy innychsad
      • z_mazur Re: rozwód po roku 22.08.07, 09:35
        Wybacz, ale tutaj się z Tobą nie zgodzę.

        Tri czasem jak dla mnie pisze zbyt ostro i często się z nim nie
        zgadzam, ale akurat w tym wątku napisał prawdę.

        Nie znam Twojej sytuacji i nie komentuję jej bo sama o niej niewiele
        piszesz.

        Tri skometnował to, że co najmniej niezrozumiałe jest to, że mieszka
        się z kimś dwa lata i potem podejmuje się decyzję o ślubie która po
        roku okazuje się błędna. Dla mnie to też niezrozumiałe. Albo decyzja
        była podejmowna na zasadzie: widzę, że nie jest dobrze, ale może po
        ślubie będzie dobrze. O takiej decyzji można w bardzo eufemistyczny
        sposób powiedzieć, że była nieprzemyślana lub niedojrzała. I w takim
        kontekście nazywanie wyjścia z sytuacji, w którą się wpakowało przez
        niedojrzałą lub nieprzemyślaną decyzję nie można nazwać najlepszą
        życiową decyzją, a jedynie naprawieniem własnych błędów. Tri jedynie
        w dosyć prostych słowach (jak to ma w zwyczaju) zwrócił na to uwagę.

        To tak jakbyś latała zimą w t-shircie po podwórku, złapała zapalenie
        płuc i pójście do szpitala nazywała najlepszą swoją decyzją.

        Jak już pisałem nie piszę tego odnośnie Twojej sytuacji, bo jej nie
        znam, tylko odnoszę się do tego jak odebrałaś post Tri skierowany do
        założycielki wątku.
      • akacjax Re: rozwód po roku 22.08.07, 09:36
        i tylko komentarze tych, co wiedzą lepiej utrudniają mi
        > poukładanie sobie życia od nowa. Wiem jedno - jestem teraz szczęśliwa

        Stara gwardia na forum być może mi przytaknie-osoby, które wiedzą, co robić dalej po...które się odnalazły nie piszą już na forum.

        > forum internetowe może otworzyć oczy na pewne rzeczy, ale łatwo wpaść w pułapkę
        > ułudy, że ktoś Ci tu pomoże
        - niestety przeważają tu ludzie, którzy leczą swoje
        > problemy komentując problemy innychsad

        Czaem takie ostre komentowanie najlepiej słuzy otwieraniu oczu. Boli, że ktos widzi na podstawie napisanego postu coś innego-bo po perwsze-zazwyczaj osoby piszące nadaja ładną, delikatna formę swojej pierwszej wypowiedzi, jednak stworzone zdania, dla oczytanych forumowo więcej znaczą.
        Innymi słowy-czy przedwczesny wytrysk-pojawił się po ślubie? Czy był zlekceważony? Oczywiście może istnieć zupełnie inna odpowiedź. M. autorki wątku oszukał ją co do swojej miłości, a ona tego nie widziała.
        Bo do ślubu trzeba miłości dwojga-a gdy jej nie ma ślub jej nie doda. Przynajmniej w naszej tradycji.
        Bo w tradycji wschodu-gdzie to się zakłada...że miłość przychodzi z czasem...jest inaczej.
        • socjopatka Re: rozwód po roku 22.08.07, 09:57
          nie, no...ja wlasnie napisalam pierwszy post z pozycji osoby ktora sie
          odnalazla. sygnal ze rozwod nie musi byc tragedia ale dobrym rozwiazaniem.
          ale dostalam tu na forum nauczke - jesli ludzie maja mi 'otwierac oczy' piszac
          bolesne rzeczy, to ja dziekuje, juz sie wywnetrzniac nie bede smile dokladnie taka
          osoba byl moj tesc. twierdzil ze jego przykre zachowanie to 'trening' bo jak on
          mi dolozy, to 'lepiej zrozumiem' i jeszcze bede lepiej wiedziala, jak poradzic
          sobie ze okrutnym swiatem.
          slub nie byl proba leczenia kulejacego zwiazku. wlasnie w tym sek, zwiazek byl
          dobry. bylo nam ze soba dobrze. rozmawialismy o tym, jak widzimy zycie po slubie
          i wydawalo sie, ze nasze wizje sa podobne.
          przyklad fatycznie nie podrecznikowy - moze po prostu uczucia i oczekiwania
          jednej ze strony ewoluowaly w niepozadanym kierunku?
          • lilyrush Re: rozwód po roku 22.08.07, 11:08
            Powiem tak- ja po swoim pierwszym poście tez oberwałam. A dlaczego?
            Bo wyszło na to, że jestem niedojrzałym dizeckiem, któremu ise
            znudziło, a cześc "na złe" ze ślubowania jej nie dotyczy. eim z
            czego to wynika-bo ja nie umiaam tego dobrz napisac i tż nie
            chciałam "prać brudów" i tłumaczyc jak moje małzeństwo doprowadizło
            mnie do zastanawiania sie jak tu szybko i bezpoeśnie zejsć z tego
            świata. Traz jak jestem tu dłużej, poczytałam wiecej postów i
            bardziej znam sposób reagawania wielu forumowiczów-rozumiem ich
            pierwsza reacje lepiej.
            Rację ma i Sylwia i z_mazur- pokazuja 2 rózne spojrzenia.
            • socjopatka Re: rozwód po roku 22.08.07, 14:42
              he, he. jeszcze jedno. ja slubu koscielnego nie bralam. w tekscie slubowania
              cywilnego nie ma nic o 'na dobre i na zle', tylko o 'staraniu sie ze wszyskich
              sil aby ten zwiazek byl szzcesliwy'. nie mam poczucia zlamania slubowania, bo
              staralam sie. rok. na tyle sil mi starczylo. innym moze starczyloby wiecej,
              innym mniej. i ok.
              • akacjax Re: rozwód po roku 22.08.07, 15:05
                Rozwody się ludziom zdarzają, wiemy. Nisoa różne skutki-też wiemy-zaczynając od sytuacji, czy są dzieci, czy nie.
                Trudne związki, przemocowe-czasem nie są do uleczenia i lepszy rozwód niż stres na codzień.
                Jednak traktowanie rozwodu na zasadzie-nic się nie stało-dziwi mnie. Oczywiście nie ma w "cywilnej" formule radykalnych zobowiązań, ani przyrzeczeń, ale, czy podobałoby się wspólmałżonkowi takie ślubowanie:
                "Dopóki będę mieć ochote będę z tobą, gdy stwierdzę, że to nudne(niezadawalące, za trudne..-wstawić właściwe wg siebie)-odejdę."

                Niedawno spotkałam młodych ludzi, którzy głośno twierdzili, że ani miłość, ani zakładanie rodziny nie niesie w sobie przesłania: na zawsze.
                Ja jestem jednak z innej, straszej bajki.
                • z_mazur Re: rozwód po roku 22.08.07, 15:09
                  > Jednak traktowanie rozwodu na zasadzie-nic się nie stało-dziwi
                  mnie.

                  Przestań Akcjo, bo jeszcze zepsujesz dobre samopoczucie autorki
                  wątku. wink))

                  Wiem, wiem, to złośliwość z mojej strony, ale jako "porażkowy"
                  upajam sie tym. smile))
                • tricolour To jest niezły pomysł... 22.08.07, 15:12
                  ... by zakładanie rodziny nie oznaczało z góry "na zawsze". Mnie osobiście
                  bardzo by pasowało bezkarne zdradzanie żony z młodymi laskami, olewanie jej i
                  szukanie kumpli do wódki.

                  No bo nie "na zawsze"...

                  tongue_outP
                  • akacjax Re: To jest niezły pomysł...ale nie aż tak... 22.08.07, 16:23
                    Wcale nie dostajesz pozwolenia na skoki w bok, tylko możliwość odejścia bez bólu w dowolnej chwili.

                    Może to byłoby i dobre-tylko po co w takim razie nazywać to małżeństwem...inne nazwy na to są....już przecież.
    • an_kratka Re: rozwód po roku 22.08.07, 14:54
      socjopatka rozkoszuje się młodością, sukcesem-porażką itd. Jakże
      wiele tutaj barwnych katonów i dantonów. Rozmawianie z Nią, tak jak
      i z sylwiamich, przepraszam, to jak rozmawianie ze ślepcem o
      kolorach. Jedna jest doktorantką, a druga znawcą psychologii.
      Doktorat nobilituje Ją - tak myśli, da sens i wartości, jak nowe
      gwiazdy na niebie. I psychologia, na którą się powołuje druga nasza
      bohaterka. Cóż to jest psychologia? Czym ona jest dla sylwiamich:
      zbiorem komunałów,frazesów, pustych słów, a może dogmatem, a może
      wyrocznią, głosem boga? A czym jest zycie i drugi człowiek? Może
      obie zamkną swój świat,m swoje "dokonania", w zbiór uogólnień lub
      pobożnych zyczeń. Obie takie triumfurackie!
      Znam prostą kobietę. Nie ma żadnego wykształcenia. Całe życie
      przpracowała jako pracownica fizyczna. Mając około 20 - 25 lat
      poznała faceta, który opuścił więzienie. Zakochała się. Mieli
      dziecko. Mieszkali długo, a potem Ja opuścił,wcześniej pijąc,
      rozrabiając, sprzedając rzeczy z domu na alkohol itd. Minęły lata. W
      wyniku nadużywabnia alkoholu stracił wzrok. Mają około 61 lat.
      Przyjęła Go do swojego mieszkania- bezdomnego - bez prawa do
      emerytury, zniszczonego życiem, alkoholem. Są razem - szczęśliwi.
      Moje miłe dziewczyny - bohaterko postu - 1 roku swojego życia,
      jak dwiazdo jednego wieczora - i Ty, sylwiamich, czy wy naprawde
      wiecie, co to jest życie i miłość? Będziecie co chwilę tak
      odczarowywać swoje życie i - niestety - życie kogoś przy Was.A
      możecie inaczej? Mniej uczenie? Kłaniam się nisko.



      Czy te mądre istoty z forum umieją tak kochać, trwać, poświęcić
      się?
      • sylwiamich Re: Opinia mojej mamy 22.08.07, 22:09
        Znam prostą kobietę. Nie ma żadnego wykształcenia. Całe życie
        > przpracowała jako pracownica fizyczna. Mając około 20 - 25 lat
        > poznała faceta, który opuścił więzienie. Zakochała się. Mieli
        > dziecko. Mieszkali długo, a potem Ja opuścił,wcześniej pijąc,
        > rozrabiając, sprzedając rzeczy z domu na alkohol itd. Minęły lata.
        W
        > wyniku nadużywabnia alkoholu stracił wzrok. Mają około 61 lat.
        > Przyjęła Go do swojego mieszkania- bezdomnego - bez prawa do
        > emerytury, zniszczonego życiem, alkoholem.


        Moja mama ma skończoną podstawówkę. Oto jej opinia...drugi głos z
        ludu...haha.Po przeczytaniu jej Twojego postu skomentowała że jesteś
        pierdolnięta i kazała się zapytać do jakiej partii należysz? Prosto
        i na temat, bez doktorantów i psychologiismile))
        • an_kratka Re: Opinia mojej mamy 23.08.07, 08:17
          Masz rację. Jestem głosem z ludu. Trochę dziwacznym, ale jednak. Nie
          cierpię Rydzyka, Giertycha, PIS-u, wierzę w rozsądek i dobro. Jestem
          ateistą. Gdybym powiedział, co robię i jakie mam dokonania zawodowe,
          np. naukowe - byłabyś zaskoczona. Wiem, co to droga doktorancka
          inicjatorki postu. Zadowolonej z siebie prtzedstawicielki
          zwycięskiego pokolenia, pokolenia generalnie bez duszy, bez "jaj".
          Ale moja profesja, moje dokonania - nic nie mają do rzeczy. Głos
          zabrałem tylko dlatego, że sam przeszedłem rozwód, którego nie
          chciałem. (Po rozwodzie, ja - stary człowiek - często czytam tutaj
          posty ludzi, tych zrozpaczonych i tych - najczęście - co dziwne i
          dziwaczne -zwycięskich. Jakby rozwód był powodem do dumy! Ożeniłem
          się rok się z młodą dziewczyną; wydaje się , że powinienem być
          szczęśliwy. Tym bardziej, że mam dobrą, ciepłą serdeczną partnerkę,
          budujemy dom, który moja była żona zniszczyła, czy też chciała
          zniszczyć, kompletnie.
          Nie zmienia to faktu, że dla mnie rozwód jest przekleństwem,
          porażką. Zmienia status społeczny (prawny nie ma żadnego znaczenia,
          egzystencjalny, na tyle, że prawie w 100 % rwą się związki
          międzyludzkie dotychczasowej rodziny, zamienia miłość w nienawiść,
          burzy jak gdyby pewnien ustalony, odwieczny porządek rzeczy.
          Rozwód stał się dzisiaj w Polsce znamieniem jak gdyby obecnych
          czasów.Furorę robią zwroty: "singiel", "szczęście", odmieniane prze
          tysiące przypadków. "orgazm" itd. I ta siermięźność duszy, pustka.
          Moda na niszczenie. Szczególnie zapaczliwe są w tym kobiety
          (statystyka, a nie uogólnienia). Kilkanaście lat wstecz Jan Paweł II
          był dumny, mówiąc w Warszawie, że w Polsce jest tak mało rozwodów.
          Dzisiaj jesteśmy przodującym krajem Europy. Dla Autorki postu rozwód
          to powód do dumy, światełko w tunelu życia. Moja intelokutorka i Jej
          mama widzą belkę w cudzym oku, a nie dostzegają żdbła w swoim. Są
          takie nieprzekonane do swoich racji. Dlatego
          napisałem: "triumfuractwo". I dlatego uważam, że doktorat nie zdobi,
          a psychologia książkowa nie uszlachetnia.
          Dałem opis mojej znajomej, wspaniałej, ciepłej, wielkiej
          kobiety, która umiała kochać, wybaczyć, trwać, a usłyszałem, że
          jestem "pierdolnięta". Rzymianin powiedziałby: "o tempore! o mores!"
          Nawet mnie to bawi, nie dziwi.Tamta kobieta, o której chwili, jak
          Jej wieczności - piszę - przywołuję fragment Jej życia, Jej pomnik -
          jest Człowiekiem, pięknym, pełnym dostojeństwa, nadziei. Ona ma
          tylko 7 klas szkoły podstawowej, a taką mądrość życia, większą, niż
          tysiąc e sfrustrowanych doktorantów i profesorów. Świat stoi na
          fundamentach miłości, na oddaniu, na poświęceniu, a nie na wrogości,
          zajadłości. Świat nie jest seansem nienawiści, chociaż tak się może
          wydawać.
          Nie chcę zmieniać opinii Twojej mamy - niech trwa, jak dotąd. I
          tak idziemy ku pustce.


          • sylwiamich Re: Opinia mojej mamy 23.08.07, 09:02
            Podobnie jak Ty nie przeceniam wykształcenia w dziedzinie
            zwanej "życiem".Czasami niewiele ma wspólnego z mądrością
            życiową.Nie interesują mnie Twoje dokonania zawodowe.I tejże
            racji.Moje podejście do psychologii i nawiązania do tejże dziedziny
            wynikają z faktu że pracują w nij zawodowo.Praktycznie.Wspominam o
            tym tylko w przypadkach gdy ludzie obrażają innych, opiniują innych
            używając zwrotów ukradzionych z psychologii,
            psychiatrii.Tak...ukradzionych.Na podstawie kilku postów wiedzą
            jakie kto ma problemy.Stawiają diagnozę.Nie potrafią zrozumieć
            innego człowieka...sensu jego wypowiedzi, mysli zawartej...bo....nie
            chcą....chcą walić po głowie.Dla zasady, dla przyjemności, dlatego
            że ośmiela się myśleć inaczej.I wtedy mówię o tym że pracuję w takim
            a nie innym zawodzie.Tylko wtedy.
            Piszesz o zniszczeniu, o zmianie statusu społecznego, o miłości
            zamienionej w nienawiść.Przykro mi.Bardzo.Wiem o czym mówisz.Sama
            nieledwie uchroniłam się przed tym.Przed nienawiścią.Być może
            wystarczyłoby mi takie małe cośtongue_outoczucie porażki, przegrania,
            poczucie winy i obwinianie męża za to co się stało.Ale ja codziennie
            powtarzałam sobie:Nienawiść zabije Ciebie.To nie jego wina.To nie
            Twoja wina.Dałam to co chciałam dać...w wierze...z oddaniem i
            przyjemnoscią.Nie winię go za to.


            Moja intelokutorka i Jej
            > mama widzą belkę w cudzym oku, a nie dostzegają żdbła w swoim. Są
            > takie nieprzekonane do swoich racji. Dlatego
            > napisałem: "triumfuractwo". I dlatego uważam, że doktorat nie
            zdobi,
            > a psychologia książkowa nie uszlachetnia.


            Właśnie...widzisz...ja nie wkładam Ciebie w żadne szuflady.NIe znam
            Ciebie...Twojego życia, Twoich myśli.Nie mam prawa Ciebie oceniać.

            I dalej.Nikt tu nie jest miłośnikiem rozwodów, rozpadow
            zwiążków.Postawienie takiej teorii zakrawa na przetrenowanie na
            granicy absurdu.Mi...i wydaje mi się że i socjopatce chodziło o to
            żeby mieć w sobie dość siły aby odejść zanim zaczniemy nienawidzieć
            i ktoś nas znienawidzi.Cudownie byłoby gdyby ludzie dobierali się
            tak szczęśliwie żeby spędzić ze sobą resztę życia.Ale gdy
            podejmujemy decyzję o ślubie jesteśmy pijani miłością, mamy brawurę
            młodziaków i wiarę dzieci że będzie dobrze.Ale zmienia się
            otoczenie, my się zmieniamy, partner się zmienia.Nasze oczekiwania
            są inne.Super byłoby przechodzić ter zmiany razem, docierać się,
            nadal być drużyną i grać do tej samej bramki.Ale często tak nie
            jest.Bycie za sobą wywołuje same złe emocje.Zatruwa nas i innych.I
            autorka napisała żeby poprzez tą truciznę widzieć jasno.I nie dać
            się zabić i nie zabijać innych.Nie interesuje mnie co powidział Jan
            Paweł.Jego wypowiedzi przypominają mi wypowiedzi kandydatek na miss
            polonia: Chciałabym żeby na świecie nie było wojen, rozwodow, żeb
            dzieci nie głodowały...
            Z calym szacunkiem do niego jako człowieka.




            -
            www.wrzuta.pl/audio/ohs3NA2y0F/
            • z_mazur Re: Opinia mojej mamy 23.08.07, 09:17
              Sylwio, chyba jednak Twoje założenia są zupełnie błędne.

              Też przypisujesz autorce pewne cechy na podstawie własnej projekcji.
              Piszemy o poście, w którym autorka jest dumna z rozwodu, w który
              sama na własne życzenie się wpakowała, co dla mnie jest objawem
              niedojrzałości. Z czym oczywiście masz prawo się niezgadzać, tylko
              jakoś do tej pory nie przedstawiłaś na to racjonalnych argumentów.

              Wydaje mi się, że ten post po prostu trafił w Twoje zapotrzebowanie
              i dorobiłaś sobie do niego ideologię.

              Nie przekonasz mnie, że ktoś odpowiedzialny bierze po dwóch latach
              wspólnego mieszkania ślub po to, żeby po dziesięciu dniach zacząć
              mówić o rozwodzie. Żaden związek nie psuje się w dziesięc dni. Czyli
              wcześniej już musiało coś być w nim nie tak, a pomimo to podjęta
              została decyzja o ślubie. To dla mnie właśnie jest objaw
              niedojrzałości. Oczywiście każdy ma prawo do błędu i jeśli może
              powinien je dla własnego dobra naprawić. Tylko, że pisanie o
              naprawieniu błędu, kóry się popełniło w głupi sposób (autorka nawet
              nie próbwała wyjaśnić, że było inaczej, ciekawe dlaczego), nie jest
              powodem do piania peanów na własną cześć z powodu podjęcia słusznej
              decyzji. Po zwróceniu na to uwagi, autorka zaperzyła się w czym ty
              ją poparłaś, niespecjalnie rozumiem dlaczego.

              Jaśniej już tego nie potrafię napisać.
    • tricolour Małżeństwo jak zabawka... 22.08.07, 15:09
      ... której używanie bedzie trwało rok lub dłużej? Albo na ile sił starczy?
      Można, czemu nie.

      Ale gdy sie pisze na forum, to się dostaje odpowiedzi przychylne i popierające,
      a także krytyczne. Krytyczne są bardziej cenne, bo poklepywanie po plecach nie
      zmusza do refleksji. Niektórzy nie lubią refleksji i oponują krytycznym uwagom.

      Podpowiem także studentce zajmującej się internetem, że często dyskusja staje
      się bardziej zażarta, a wtedy do postów na koniec dodaje sie tajemnicze
      "pozdrawiam". Ma ono znaczenie "spierdalaj" co wynika wprost z treści.

      Miałaś tego świadomość?
      • jasmin.dor Re: Małżeństwo jak zabawka... 22.08.07, 15:52
        tricolour napisał:

        > ... której używanie bedzie trwało rok lub dłużej? Albo na ile sił
        starczy?
        > Można, czemu nie.
        >
        > Ale gdy sie pisze na forum, to się dostaje odpowiedzi przychylne i
        popierające,
        > a także krytyczne. Krytyczne są bardziej cenne, bo poklepywanie po
        plecach nie
        > zmusza do refleksji. Niektórzy nie lubią refleksji i oponują
        krytycznym uwagom.
        >
        >
        > Podpowiem także studentce zajmującej się internetem, że często
        dyskusja staje
        > się bardziej zażarta, a wtedy do postów na koniec dodaje sie
        tajemnicze
        > "pozdrawiam". Ma ono znaczenie "spierdalaj" co wynika wprost z
        treści.
        >
        > Miałaś tego świadomość?


        To okropne , jak można potraktować w ten sposób osobę ,która jest
        szczęśliwa i myślę ,że jej postawa powinna być przykładem dla
        innych ,dla tych którzy tylko skomlom i płaczą , co nie znaczy, że
        nie mają do tego prawa ,ale sęk w tym aby dostrzegli nowe horyzonty
        przed sobą i te dwie dziewczyny mogą być przykładem dla innych .

        Po tych dwóch ostatnich postach to chyba większości ludziom
        odechciało się tu zaglądać , bynajmniej mi , jestem zniesmaczona tym
        w jaki sposób ją potraktował Tri- obłęd , jak tak można .

        Wychodzi na to ,że wszyscy mają tylko użąlac się nad sobą i tyle .


        i zaczynam wierzyć w słowa Borysa Pasternaka:

        "Wszelkie stadne skupiska to azyl dla beztalenci"
        • akacjax Re: Małżeństwo jak zabawka... 22.08.07, 16:20
          Tri jest niezmienny, od zawsze tak traktuje ludzi-przecież mu wolno. I jakoś forum nie wymarło, przeciwnie, ma się świetnie.

          A osobom prawdziwie szczęśliwym odrobina krytyki tylko służy, nie szkodzi.
          • jasmin.dor Re: Małżeństwo jak zabawka... 22.08.07, 16:28
            Może czas zmienic nastawienie do ludzi ....spojżec krytycznie na
            swoją osobę ....

            a i jeszce jedno więcej samokontroli...

            Pozdrawiam
            • akacjax Re: Małżeństwo jak zabawka... 22.08.07, 17:13
              jasmin.dor napisała:

              > Może czas zmienic nastawienie do ludzi

              Na jakie?

              ....spojżec krytycznie na
              > swoją osobę ....

              A komu brak autokrytycyzmu? nasze posty są dostępne trudno od lat pisać to samo


              > a i jeszce jedno więcej samokontroli...

              Pod jakim względem?
              >
              > Pozdrawiam

              Po wypowiedzi Tri-brzmi dwuznaczniewink
              • jasmin.dor Re: Małżeństwo jak zabawka... 22.08.07, 17:58
                Potraktuj to jako największą zagadkę w swoim życiu smile))


                a i nie wysilaj się z tą obroną ....

                myśłe ,że sam zainteresowany jest na tyle inteligentny ,iż sam sobie
                odpowie na te pytania i będzie wiedział co powinien zrobić.
                • tricolour Sam zainteresowany z uwagą przeczytał... 22.08.07, 22:26
                  ... i zdania swego nie zmieniam, i dalej pozostaję równie inteligentny. Zdania
                  nie zmieniam, bo cały wątek wykazuje gówniarstwo autorki, co wykazała w swoich
                  postach.

                  Na dodatek nie umie znoscić krytyki, co przeczy dojrzałości, która sama sobie
                  przypisuje.
                  • sylwiamich Re: Sam zainteresowany z uwagą przeczytał... 22.08.07, 22:36
                    Tri...lubisz? Nie? Tak się przejechać po kimś? Oki...każde forum
                    musi mieć krytykanta.Ale dlaczego uważasz że nie machanie ogonkiem
                    po Twoich krytykanckich wypowiedziach to brak dojrzałości? Ja tam
                    lubię krytykę MOJEGO POSTEPOWANIA, nie mojej osoby.A zwłaszcza po
                    kilku zdaniach....takie oceny?A zmiany zdania nikt od Ciebie i Z
                    mazur nie chce...spróbujcie posłuchać i zrozumieć.Tylko tyle.I
                    zostańcie przy własnym zdaniu...na zdrowie.
                    • z_mazur Re: Sam zainteresowany z uwagą przeczytał... 22.08.07, 22:49
                      Sylwio, nie chodzi o machanie ogonkiem, ani nawet o zgadzanie się, ze mną czy z Tri. Chodzi o sposób reagowania, na tą odmienność zdań.

                      Myślę, że przykładem (może nieskromnym) jest moja reakcja, na opinię o mojej "porażkowości", w porównaniu na reakcję Twoją i socjopatki na uwagę o niedojrzałości widocznej w sposobie pisania o rozwodzie.
        • z_mazur Re: Małżeństwo jak zabawka... 22.08.07, 17:53
          Chciałem tylko dodać, że Tri z taką samą dosadnością pisze do osób, które tutaj się pojawiają mniej szczęśliwe i one jakoś lepiej znoszą tą krytykę i dosadność.

          Ciekawe dlaczego?

          Może dlatego, że ich emocje są bardziej autentyczne i nie muszą nikomu niczego udowadniać, ani przekonywać jak bardzo ich uczucia są prawdziwe i jak bardzo mają do nich prawo...

          Tutaj często pojawiają się posty pozytywne i wcale nie spotykają się z atakiem.
          • jasmin.dor Re: Małżeństwo jak zabawka... 22.08.07, 18:02

            • tricolour Zwracam Twoją uwagę... 22.08.07, 22:33
              ... że mnie można olać. Nie ma obowiązku denerwowania się moją krytyką lub
              odpisywania na krytyczne wypowiedzi, co wiele osób czyni.

              Osoby niedojrzałe, zakompleksione lub ukrywające jakąś prawdę o sobie reagują
              zwykle żywiołowo, bo kto lubi, jak sie go publicznie obnaża?
              Nieprawda nie powinna dotykać, a jeśli dotyka, to oznacza, że delikwent ma
              problemy z poczuciem własnej wartości...

              Mówiąc inaczej: jeśli czyjaś wypowiedź wywołuje emocje, to warto zastanowić sie
              jakie to uczucia i skąd one się wzięły - to jest lepsze od obmyślania odpowiedzi.
              • sylwiamich Re: Zwracam Twoją uwagę... 22.08.07, 22:40
                tricolour napisał:

                > ... że mnie można olać. Nie ma obowiązku denerwowania się moją
                krytyką lub
                > odpisywania na krytyczne wypowiedzi, co wiele osób czyni.
                >
                > Osoby niedojrzałe, zakompleksione lub ukrywające jakąś prawdę o
                sobie reagują
                > zwykle żywiołowo, bo kto lubi, jak sie go publicznie obnaża?
                > Nieprawda nie powinna dotykać, a jeśli dotyka, to oznacza, że
                delikwent ma
                > problemy z poczuciem własnej wartości...
                >
                > Mówiąc inaczej: jeśli czyjaś wypowiedź wywołuje emocje, to warto
                zastanowić sie
                > jakie to uczucia i skąd one się wzięły - to jest lepsze od
                obmyślania odpowiedz
                > i.

                Nie olewam ludzi tylko dlatego że maja własne zdanie.Nie denerwuje
                mnie Twoja krytyka.Słucham Cię i stwierdzam czy jest zasadna. Jeśli
                nie...do kosza.Nie nazywam Ciebie "niedojrzałe, zakompleksione lub
                ukrywające jakąś prawdę,obnazony, delikwent".I to następna róznica
                pomiędzy nami...takimi podobnymi ludżmi.
                • tricolour To poważna różnica... 22.08.07, 22:47
                  ... są tacy, co alkoholika nazwą "troche pije, ale taką ma ciężką pracę, że
                  musi" itp.

                  Autorka wątku cieszy się, że sie rozwodzi. Rozumiem jej radośc zakończenia złego
                  związku, ale nie rozumiem jak można nie dostrzegać (albo aktywnie uciekać od
                  konfrontacji) ciągłości wydarzeń - że związek był jej decyzją, która okazała się
                  niefortunna, a rozwód jest decyzją, która co najwyżej naprawi sytuację i pozwoli
                  wrócic do stanu sprzed małżeństwa.
                  • jasmin.dor Re: To poważna różnica... 22.08.07, 22:57
                    tricolour napisał:

                    > ... są tacy, co alkoholika nazwą "troche pije, ale taką ma ciężką
                    pracę, że
                    > musi" itp.
                    >
                    > Autorka wątku cieszy się, że sie rozwodzi. Rozumiem jej radośc
                    zakończenia złeg
                    > o
                    > związku, ale nie rozumiem jak można nie dostrzegać (albo aktywnie
                    uciekać od
                    > konfrontacji) ciągłości wydarzeń - że związek był jej decyzją,
                    która okazała si
                    > ę
                    > niefortunna, a rozwód jest decyzją, która co najwyżej naprawi
                    sytuację i pozwol
                    > i
                    > wrócic do stanu sprzed małżeństwa.



                    Weź pod uwage fakt, że nieudane małżeństwo może być doświadczeniem,
                    które ją wzbogaciło i to nie jest porazka , tylko kwestia tego w
                    jaki sposób odbieramy to ,co nas spotyka i to my mamy możliwośc
                    wyboru ,czy dane doświadczenie potraktujemy jako porażke czy może
                    jako coś, co pomogło nam dostrzeć inne horyzonty .

                    i jeszce raz ,tu nie chodziło o to, że je krytykowałeś , ale o
                    sposób w jaki to zrobiłes i mam nadzieję ,że jaśniej tego nie musze
                    pisać.

                    " Zawsze warto być człowiekiem, choć tak łatwo zejść na psy"
                    • z_mazur Re: To poważna różnica... 22.08.07, 23:01
                      > Weź pod uwage fakt, że nieudane małżeństwo może być doświadczeniem,
                      > które ją wzbogaciło i to nie jest porazka , tylko kwestia tego w
                      > jaki sposób odbieramy to ,co nas spotyka i to my mamy możliwośc
                      > wyboru ,czy dane doświadczenie potraktujemy jako porażke czy może
                      > jako coś, co pomogło nam dostrzeć inne horyzonty .

                      Ale właśnie w tym jest klucz, żeby porażkę traktować jak porażkę, pogodzić się z nią i przyznać sobie do niej prawo, a nie robić z porażki sukces, bo nas wzbogaciła.

                      Docenić jej wpływ na nas, oczywiście, ale nie samooszukiwać się, że fajnie, że nam się przydarzyło coś złego, bo przez to jesteśmy bogatsi.
                    • tricolour Wszystko jest doświadczeniem.... 22.08.07, 23:02
                      ... jak komus oberwię rękę na wojnie, to zdobedzie doświadczenie życia z jedną
                      ręką, co wcale nie oznacza, że wojna jest dobra, a życie mańkuta jest komfortowe.

                      "Zawsze warto być człowiekiem, choć tak łatwo zejść na psy" - czy to jest jakaś
                      sugestia?

                      smile
                      • jasmin.dor Re: Wszystko jest doświadczeniem.... 22.08.07, 23:11
                        tricolour napisał:

                        > ... jak komus oberwię rękę na wojnie, to zdobedzie doświadczenie
                        życia z jedną
                        > ręką, co wcale nie oznacza, że wojna jest dobra, a życie mańkuta
                        jest komfortow
                        > e.
                        >

                        aha smile)) jak najbarzdiej sugestia.

                        Czasem wypadało by liczyc się ze słowami ....
                        a i jeszce samemu potrafić przyznac do błędu , ale Ty chyba nadal
                        nie wiesz o co chodzi ....
                        A ja tak lubiałam czytać ,Twoje krytyczne wypowiedzi, cholerka
                        zawiodłam się ... smile))

                        Czy aby Tobie nie jest potrzebny " kubeł zimnej wody" ?



                        > "Zawsze warto być człowiekiem, choć tak łatwo zejść na psy" - czy
                        to jest jakaś
                        > sugestia?
                        >
                        > smile
                        • tricolour Może przestań krążyć... 22.08.07, 23:27
                          ... i w końcu napisz, co uważasz za moje "nieliczenie się ze słowami"?


                          "A ja tak lubiałam czytać ,Twoje krytyczne wypowiedzi, cholerka zawiodłam się
                          ... smile))"

                          - no i co tego?
                          • jasmin.dor Re: Może przestań krążyć... 22.08.07, 23:31
                            tricolour napisał:

                            > ... i w końcu napisz, co uważasz za moje "nieliczenie się ze
                            słowami"?
                            >
                            >
                            > "A ja tak lubiałam czytać ,Twoje krytyczne wypowiedzi, cholerka
                            zawiodłam się
                            > ... smile))"
                            >
                            > - no i co tego?


                            a to ,że ciągle wszystkich krytykujesz a sam tej krytyki nie
                            potrafisz przyjąc i tyle .

                            ale to juz Twój problem a nie mój .
                            • tricolour A gdzie ta krytyka? 22.08.07, 23:52
                              ... której nie zauważam. Nie ma, to nie zauważam...
                              • jasmin.dor Re: A gdzie ta krytyka? 23.08.07, 09:16
                                tricolour napisał:

                                > ... której nie zauważam. Nie ma, to nie zauważam...


                                To,że jej nie zauważyłeś świadczy jedynie o Twojej inteligencji,a ja
                                nie mam zamiaru zniżać się do Twojego poziomu, gdyż nie sprawia mi
                                przyjemności obrażanie kogos ,kto ma inne zdanie ode mnie.

                                i nie powinnam pokazywac Ci palcem ,jak dziecku w którym miejscu
                                popełniłeś błąd, przecież niby jesteś dorosłym mężczyzną.

                                ale ,może tak,wyraziłam swój niesmak co do Twojego sposobu pisania i
                                doboru słów i jak tego nie widzisz, to masz poważny problem a
                                gówniarstwo polega włąśnie na obrażaniu innych i nie zauważania tego.

                                jeszcze tak, obie te dziewczyny , nie pisały ,że potrzebują
                                pomocy,jedynie wyrażały inny punkt widzenia, wymiana poglądów między
                                nmi a z mazur była ciekawa i bez zbędnego obrażania się
                                nawzajem.Twoja rola w tym wszystkim polegała na tym,że podpisałeś
                                się pod postem an.kartki w bezczelny sposób, nic wcześniej ciekawego
                                nie wnosząc do sprawy.Wychodzi na to,że jak ktoś ma inne zdanie , to
                                w Twoim mniemaniu powinien " spierdalać"


                                Pozdrawiam
                                • z_mazur Re: A gdzie ta krytyka? 23.08.07, 09:25
                                  Tri chyba chodziło o to, że pisanie po ostrym w tonie poście na
                                  zakończenie: Pozdrawiam, jest bez sensu, bo brzmi to w tym momencie
                                  prawie jak obelga.

                                  A taki zabieg zastosowała socjopatka.
                                  • jasmin.dor Re: A gdzie ta krytyka? 23.08.07, 09:36
                                    z_mazur napisał:

                                    > Tri chyba chodziło o to, że pisanie po ostrym w tonie poście na
                                    > zakończenie: Pozdrawiam, jest bez sensu, bo brzmi to w tym
                                    momencie
                                    > prawie jak obelga.
                                    >
                                    > A taki zabieg zastosowała socjopatka.
                                    >


                                    myślę ,że nie ma sęsu dalsza rozmowa i ocena zachowania Tri ,
                                    zwróciłam na nią uwagę i tyle , jak ktoś mądry to sobie przemyśłi a
                                    jak nie, to juz jego sprawa. W każdym razie dał dowód na to że bycie
                                    sobą nie zawsze wychodzi na dobre .
                                    • tricolour Bycie sobą wychodzi na dobre... 23.08.07, 10:14
                                      ... osobie, która jest siebie świadoma i działa na swoją korzyść.
                                      Nie oznacza to, że otoczenie na tym skorzysta i jest to normalne ze
                                      względu na konflikt interesów.

                                      Występujesz w roli adwokata i dostajesz po nosie, bo się nie znasz
                                      na takiej robocie. Odwoływanie sie do mojego poczucia przyzwoitości
                                      na nic sie nie zda, bo ja mam inne poczucie przyzwoitości od Ciebie.
                                      Nie rozumiesz słowa pisanego i moich intencji. Uważasz, że lizanie
                                      dupy jest właściwym sposobem komunikacji, a to nie jest prawda, bo
                                      nie każdy ma odpowiednie usposobienie do takich publicznych
                                      pieszczot.

                                      • jasmin.dor Re: Bycie sobą wychodzi na dobre... 23.08.07, 12:31
                                        właśnie widzę,jak bardzo jesteś siebie świadomy,pewny i zadufany w
                                        sobie.Jednak zastanawiam się w jaki sposób, to Twoje bycie sobą
                                        działa na Twoja korzyść ,czyżbyś miał tak silną potrzebę obrażania
                                        innych, mówienia ,że są gówniarzam itp.,być może tak, być może w ten
                                        wlaśnie sposób dowartościowujesz się ,bo inaczej nie potafisz ,ale
                                        po co kogoś na sile unieszczęśliwiać ,skoro on jest zadowolony z
                                        życia, czy to aby nie zazdrość ,że ktoś może sobie lepiej poradził z
                                        rozwodem i czy aby na pewno nie można z radościa oczkiwać na
                                        rozwód , otóż uwierz mi ,że można bo dla mnie to też byłby w tym
                                        czasie najszczęśliwszy dzień, jednak rozumię tych ,dla których jest
                                        on koszmarem, ale nie ma sęsu wmawiać nikomu na siłę ,że jest
                                        odwrotnie,gdyż każdy z nas jest inny ,ma inne doświadczenia inaczej
                                        postrzega i rozumie świat , każdy sam indywidualnie i na swoj własny
                                        sposób odbiera to,co go spotyka w danej chwili. Więc po co traktować
                                        ludzi jak gówniarzy ,tylko dla tego ,że myśła inaczej od nas ,
                                        nikomu nie powino wydawać się ,że jest ponad kimś , bo może bardzo
                                        sie pomylić .Nie bardzo Cię rozumię , choć mogę domyśłac ,że ktoś
                                        bardzo Cię zranił i teraz na wszystkich odgrywasz się i czerpiesz z
                                        tego korzyści pod płaszczykiem niesienia pomocy innym .
                                        Mogę tylko Ci współczuć.
                                        • jasmin.dor Re: Bycie sobą wychodzi na dobre... 23.08.07, 12:48
                                          jasmin.dor napisała:

                                          > właśnie widzę,jak bardzo jesteś siebie świadomy,pewny i zadufany
                                          w
                                          > sobie.Jednak zastanawiam się w jaki sposób, to Twoje bycie sobą
                                          > działa na Twoja korzyść ,czyżbyś miał tak silną potrzebę obrażania
                                          > innych, mówienia ,że są gówniarzam itp.,być może tak, być może w
                                          ten
                                          > wlaśnie sposób dowartościowujesz się ,bo inaczej nie potafisz ,ale
                                          > po co kogoś na sile unieszczęśliwiać ,skoro on jest zadowolony z
                                          > życia, czy to aby nie zazdrość ,że ktoś może sobie lepiej poradził
                                          z
                                          > rozwodem i czy aby na pewno nie można z radościa oczkiwać na
                                          > rozwód , otóż uwierz mi ,że można bo dla mnie to też byłby w tym
                                          > czasie najszczęśliwszy dzień, jednak rozumię tych ,dla których
                                          jest
                                          > on koszmarem, ale nie ma sęsu wmawiać nikomu na siłę ,że jest
                                          > odwrotnie,gdyż każdy z nas jest inny ,ma inne doświadczenia
                                          inaczej
                                          > postrzega i rozumie świat , każdy sam indywidualnie i na swoj
                                          własny
                                          > sposób odbiera to,co go spotyka w danej chwili. Więc po co
                                          traktować
                                          > ludzi jak gówniarzy ,tylko dla tego ,że myśła inaczej od nas ,
                                          > nikomu nie powino wydawać się ,że jest ponad kimś , bo może bardzo
                                          > sie pomylić .Nie bardzo Cię rozumię , choć mogę domyśłac ,że ktoś
                                          > bardzo Cię zranił i teraz na wszystkich odgrywasz się i czerpiesz
                                          z
                                          > tego korzyści pod płaszczykiem niesienia pomocy innym .
                                          > Mogę tylko Ci współczuć.



                                          i jeszce jedno, nie sądzę ,aby lizanie dupy było właściwym sposobem
                                          komunikacji i uważąm ,że Tobie też czasem przydałby sie zimy kubeł
                                          wody. To tyle .
                                        • tricolour Źle się domyślasz... 23.08.07, 14:06
                                          ... nikt mnie nie zranił, a przynajmniej jak o tym nie wiem. Współczuć nie
                                          musisz, bo głupio współczuć zadowolonemu.

                                          Współczuj sobie, że tyle emocji kosztuje Cię zajmowanie sie nie swoimi sprawami...
                                          • jasmin.dor Re: Źle się domyślasz... 23.08.07, 14:23
                                            no włąśnie , sam sobie zaprzeczasz, ja też uważam ,że głupio
                                            współczuć zadowolonemu, a autorka wątku była zadowolona więc ani
                                            współczucia ,ani tym bardziej uświadomienia jej w tym ,że jest
                                            inaczej niz ona to odbiera nie potrzebowała i Ty też zajęłeś sie
                                            po części nie swoja sprawą.
                                            • tricolour Niestety nie rozumiesz o co chodzi... 23.08.07, 14:30
                                              ... choć w tym wątku było to tłumaczone wielokrotnie. Trudno.

                                              Teraz zaczęło się odbijanie piłeczki, a jak na to z Tobą nie mam ochoty. Dziękuję.
                                              • jasmin.dor Re: Niestety nie rozumiesz o co chodzi... 23.08.07, 14:43
                                                tricolour napisał:

                                                > ... choć w tym wątku było to tłumaczone wielokrotnie. Trudno.
                                                >
                                                > Teraz zaczęło się odbijanie piłeczki, a jak na to z Tobą nie mam
                                                ochoty. Dzięku
                                                > ję.


                                                rozumię więcej niż może Ci sie wydawać , ale to wyłącznie zasługa
                                                tego , że nie mam ograniczonego pola widzenia w przeciwieństwie do
                                                Ciebie i nie mam najmniejszej ochoty na odbijanie piłeczki , podałam
                                                jedynie przykład , abyś może wreszcie zrozumiał ,że każdy kij ma dwa
                                                końce i że to, co Tobie wydaje sie za słuszne ,to jednak nie zawsze
                                                wszystkim służy.Dziękuję .
                                            • z_mazur Re: Źle się domyślasz... 23.08.07, 14:46
                                              Jasmin to jest forum publiczne.
                                              Każdy pisząc tutaj swoje opinie i przemyślenia powinien się liczyć z
                                              możliwością ich skomentowania przez innych uczestników forum.

                                              Przecież po to ono jest, inaczej nie nazywałoby się forum. Jak ktoś
                                              chce pisać swoje przemyślenia bez obawy o czyjś komentarz to niech
                                              sobie założy bloga bez opcji "komentuj wpis".

                                              Komentarze mogą być różne, bo na ten sam problem ludzie mogą patrzeć
                                              w różny sposób i z tym pisząc na takim forum trzeba się liczyć.
                                              Jedni mogą się z nami zgodzić inni nie. Możemy próbować przekonać
                                              kogoś do swoich racji, ale wcale nie musimy tego robić.

                                              Czasem jednak warto się przyjrzeć swoim reakcjom, szczególnie na
                                              posty krytyczne lub inaczej odnoszące się do problemu. To nas może
                                              rozwinąć, bo po takim przemyśleniu, zawsze możemy dojść do wniosku,
                                              że to bzdura i pozostać przy swoim zdaniu jeszcze bardziej w nim
                                              upewnieni, albo zweryfikować swoje poglądy.

                                              Socjopatka jest teraz pewnie jeszcze święciej przekonana, że jej
                                              poczucie szczęścia z powodu zbliżającego się rozwodu jest jak
                                              najbardziej uzasadnione. Pewnie poczuła się lepsza od innych osób,
                                              tych które bardziej refleksyjnie podchodzą do swoich życiowych
                                              decyzji, porażek i sukcesów, co pewnie podbudowało jej poczucie
                                              własnej wartości.

                                              Krótko mówiąc sam zysk.

                                              Ja natomiast dalej pozostałem w swojej opinii o jej niedojrzałym
                                              podejściu do tej sprawy, albo ewentualnie o wypieraniu negatywnych
                                              emocji, przez co poczułem się dojrzalszy i bogatszy wewnętrznie, co
                                              również podbudowało moje poczucie własnej wartości.

                                              Czyli też zysk.

                                              smile))
                                              • jasmin.dor Re: Źle się domyślasz... 23.08.07, 14:59
                                                z_mazur napisał:

                                                > Jasmin to jest forum publiczne.
                                                > Każdy pisząc tutaj swoje opinie i przemyślenia powinien się liczyć
                                                z
                                                > możliwością ich skomentowania przez innych uczestników forum.
                                                >
                                                > Przecież po to ono jest, inaczej nie nazywałoby się forum. Jak
                                                ktoś
                                                > chce pisać swoje przemyślenia bez obawy o czyjś komentarz to niech
                                                > sobie założy bloga bez opcji "komentuj wpis".
                                                >
                                                > Komentarze mogą być różne, bo na ten sam problem ludzie mogą
                                                patrzeć
                                                > w różny sposób i z tym pisząc na takim forum trzeba się liczyć.
                                                > Jedni mogą się z nami zgodzić inni nie. Możemy próbować przekonać
                                                > kogoś do swoich racji, ale wcale nie musimy tego robić.
                                                >
                                                > Czasem jednak warto się przyjrzeć swoim reakcjom, szczególnie na
                                                > posty krytyczne lub inaczej odnoszące się do problemu. To nas może
                                                > rozwinąć, bo po takim przemyśleniu, zawsze możemy dojść do
                                                wniosku,
                                                > że to bzdura i pozostać przy swoim zdaniu jeszcze bardziej w nim
                                                > upewnieni, albo zweryfikować swoje poglądy.
                                                >
                                                > Socjopatka jest teraz pewnie jeszcze święciej przekonana, że jej
                                                > poczucie szczęścia z powodu zbliżającego się rozwodu jest jak
                                                > najbardziej uzasadnione. Pewnie poczuła się lepsza od innych osób,
                                                > tych które bardziej refleksyjnie podchodzą do swoich życiowych
                                                > decyzji, porażek i sukcesów, co pewnie podbudowało jej poczucie
                                                > własnej wartości.
                                                >
                                                > Krótko mówiąc sam zysk.
                                                >
                                                > Ja natomiast dalej pozostałem w swojej opinii o jej niedojrzałym
                                                > podejściu do tej sprawy, albo ewentualnie o wypieraniu negatywnych
                                                > emocji, przez co poczułem się dojrzalszy i bogatszy wewnętrznie,
                                                co
                                                > również podbudowało moje poczucie własnej wartości.
                                                >
                                                > Czyli też zysk.
                                                >
                                                > smile))
                                                >


                                                Właśnie o to chodzi, aby zawsze szukać pozytywnego spojżenia na
                                                problem i szuać jak Ty to mówsz " zysków" i tu popieram .
                                                Jednak sam rozwód ,to też zsk, gdyż powrócić do stanu z przed
                                                małżeństwa nie ma możliwości, więc decyzja o rozwodzie jest czystym
                                                zyskiem w stosunku do tego ,co mogłoby byc gdyby do danego rozwodu
                                                nie doszło i to tyle .
                                • tricolour Jaśmin, ślepoto... 23.08.07, 10:17
                                  ... ja sie NIE podpisałem pod postem Kratki. Patrz uważniej i
                                  wyciągaj wnioski z tego co widzisz...
                                  • jasmin.dor Re: Jaśmin, ślepoto... 23.08.07, 12:37
                                    i tu masz racje , co nie zmienia jednak faktu ,że nie masz ja
                                    wszędzie .
                                    Cóż mnie też czasem ogarnia ślepota .
                                  • jasmin.dor Re: Jaśmin, ślepoto... 23.08.07, 12:41
                                    tricolour napisał:

                                    > ... ja sie NIE podpisałem pod postem Kratki. Patrz uważniej i
                                    > wyciągaj wnioski z tego co widzisz...


                                    i tu masz racje , co nie zmienia jedak faktu ,że masz ją w danym
                                    teamacie.
                                    Cóż mnie też czasem ogarnia ślepota.
            • i33 Re: do mazur-a 22.08.07, 22:33
              pozwoliłam sobie na przegląd wypowiedzi
              nie wiem czy to będzie komplement---moim zdaniem taki "porażkowy "
              nie jesteś bo twoje wypowiedzi są hmm ciepłe i wychowawcze ...
              no i tak jak nie umiemy przyjmować krytyki tak i za mało mówimy
              ciepłych słów i to obie płcie mają tak samo
              • z_mazur Re: do mazur-a 22.08.07, 23:10
                Dzięki, chociaż nie mam zapędów wychowawczych. Po prostu lubię wymianę myśli. Takie wymiany zawsze coś wnoszą do mojego sposobu widzenia świata. Zmuszają do refleksji nad sobą. Nie uważam, że mam patent na rację, nie oczekuję, że wszyscy zgodzą się ze mną, po prostu wyrażam swoją opinię i konfrontuję ją z opiniami innych.
                • i33 Re: do mazur-a 22.08.07, 23:16
                  właściwie nie chodziło mi tyle o racje ile sposób wyrażania
                  i to
                  jest to co zdobi mężczyzne
                  • jasmin.dor Re: do mazur-a 22.08.07, 23:19
                    i33 napisała:

                    > właściwie nie chodziło mi tyle o racje ile sposób wyrażania
                    > i to
                    > jest to co zdobi mężczyzne


                    i tu z wielka przyjemnościa podpisuje się.
                • panda_zielona Re: do mazur-a 23.08.07, 18:14
                  a mnie przyszło na myśl,czy nick autorki wątku to przypadek,czy
                  odzwierciedlenie cech przypisywanych socjopatom.
                  • i33 Re: co do nicków 23.08.07, 18:46
                    nicki sa przezabawnw i przewymyślne i to jest fajne...
                    ale czepianie się i porównywanie do piszącego to moim zd.nie fair...
                    • sylwiamich Re: co do nicków 23.08.07, 19:27
                      Jest taki poziom humoru...nie każdy rozumie.A niektorzy wręcz biorą
                      za prawdęsmile)
                    • tricolour To nie jest chyba czepianie... 23.08.07, 20:23
                      ... tym bardziej, że nicki wybieramy sobie sami i czyms się kierujemy. Podobnie
                      z rysunkiem, szkicem... to odzwierciedla nas samych.

                      Nie chcę sugerować, że nasza koleżanka jest socjopatą, ale trafne jest zwrócenie
                      uwagi, że sama siebie tak nazwała.
                    • panda_zielona Re: co do nicków 23.08.07, 21:06
                      i33 napisała:

                      > nicki sa przezabawnw i przewymyślne i to jest fajne...
                      > ale czepianie się i porównywanie do piszącego to moim zd.nie
                      fair...

                      A czy ja się czepiam?,tak tylko przelalam na papier to co sobie
                      pomyślalam.Nie wolno?
                      • sylwiamich Re: co do nicków 23.08.07, 21:39
                        Aż bałabym się teraz podać nick który towarzyszy mi od 10latsmile)))
                        • jasmin.dor Re: co do nicków 23.08.07, 22:07
                          nie bój się , podaj ten nick smile)) hahahaha.......

                          socjopadka hahahaha , a ja tyle batów za Ciebie dostałam hahahaahah
                          • sylwiamich Re: co do nicków 23.08.07, 22:13
                            Jaśmin...baty dostałaś za siebie...za własne zdanie, za niezgadzanie
                            się z opiniowaniem, chamstwem.Nie zwalać tu winy na mnie!!!
                            Nie wiem czy zrozumiałam...myślisz że jestem "socjopatka"? Nie....
                            Ja tylko stanęłam w obronie osoby która dokonała odważnego wyboru
                            wbrew opniom innych ludzi.
                            A mój nick..."zagubiona w lesie"...hahaha
                            Czyli coś takiego jak wilk w czerwonym kapturku??smile)))
                            • z_mazur Re: co do nicków 24.08.07, 07:30
                              > Ja tylko stanęłam w obronie osoby która dokonała odważnego wyboru
                              > wbrew opniom innych ludzi.

                              Sylwio, jeśli uważasz, że w tym wątku obrony z Twojej strony
                              wymagała czyjaś "odważna decyzja", to widzę że niewiele zrozumiałaś
                              z całej tej dyskusji.
                              • jasmin.dor Re: co do nicków 24.08.07, 09:33
                                z_mazur napisał:

                                > > Ja tylko stanęłam w obronie osoby która dokonała odważnego
                                wyboru
                                > > wbrew opniom innych ludzi.
                                >
                                > Sylwio, jeśli uważasz, że w tym wątku obrony z Twojej strony
                                > wymagała czyjaś "odważna decyzja", to widzę że niewiele
                                zrozumiałaś
                                > z całej tej dyskusji.
                                >


                                Jest różnica między słuchaniem, a widzeniem,
                                taka sama jak miedzy patrzeniem, a widzeniem.
                                _Meg Cabot
                          • sylwiamich Re: co do nicków 23.08.07, 22:18
                            Nie wiem...czy Ty myślisz że to ja jestem "socjopatką"? Niestety
                            nie...ja jestem tą dziewczyną, która zrobiła sobie z takim facetem
                            dziecko, potam drugie, walczyła o ten związek 13lat.Czyli powinnam
                            mieć nick "głupia cipa", a mam "zagubiona w lesie".Dojrzewa razem ze
                            mną, zmienai znaczenia i barwę.Teraz to wilk w czerwonym kapturkusmile))
                            • sylwiamich Re: co do nicków 23.08.07, 22:22
                              Ale...zagubiłam się teraz w postach i necie.Wydawało mi się ze
                              pierwszy nie poszedł...to dawaj drugi...ech...czas spać
                              • jasmin.dor Re: co do nicków 23.08.07, 22:44
                                sylwiamich napisała:

                                > Ale...zagubiłam się teraz w postach i necie.Wydawało mi się ze
                                > pierwszy nie poszedł...to dawaj drugi...ech...czas spać


                                hm , wcale nie myślę ,że jesteś socjopatką , choc może coś w tym
                                jest , bo w koncu ciężko jest odnależć się w tym dziwnym
                                społeczeństwie i chyba każdy z nas ma cos z socjopaty smile)) , nie
                                wyłączając mnie oczywiście.

                                Ja zrozumiałam to poprostu jako dobry humor.

                                I powiem Ci ,że bardzo dobrze Cię rozumię i nawet jestem w podobnej
                                sytuacji z tym małżeństwem 13-letnim i dwójka dzieci i doskonale
                                rozumię kobiety ,które maja odwage raz dwa zakończyć swoje
                                małżęństwo jak i takie które są podobne do mnie , niby " głupie
                                cipy".

                                i nie żałuje ,że oberwałam te baty ,faktycznie oberwałam je za
                                siebie i bardzo z tego powodu cieszę się smile))

                                A tobie życze powodzenia w życiu i trzymaj sie cieplutko.
                                • sylwiamich Re: co do nicków 23.08.07, 23:06
                                  J ateż Ciebie pozdrawiam cieplutko.I nie znaczy to dla mnie "tego".
                                  I cieszę się ze jest nas więcej....obywateli znaczy sięsmile)
                      • i33 Re: co do nicków 23.08.07, 21:53
                        to żle odebrałam przepraszam
                        tak to jest jak nie widać i nie słychać
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka