Proces w kościele

29.11.07, 23:04
Kochani,
proszę poradźcie. W przyszłym tygodniu czeka mnie przesłuchanie w
Sądzie Biskupim. Moja historia jest długa więc nie będę jej tu
opisywała. Chodzi mi tylko o odpowiedź jak wygląda przesłuchanie
przy stwierdzaniu nieważności małżeństwa w dniu jego zawarcia.
Gdyby ktoś z Was móglby sypnąć parę zdanek w tym temacie będę
zobowiązana smile
Przepraszam bo może powtarzam wątek ale nie mam czasu aby
przeanalizować wszystkie wątki.
pozdrawiam i trzymajcie się
Viki
    • tricolour Przykro mi, Victorio... 29.11.07, 23:28
      ... ale zanim zaczniesz składać zeznania, to najpierw złozysz przysięgę... że
      nikomu ani słowa - nie licz zatem na konkrety jeśli proces ma nie być farsą.

      W sumie nie jest źle - przeżyjesz.
      • victoria_84 Re: Przykro mi, Victorio... 29.11.07, 23:33
        dziękuję za wsparcie...wiem, że konkretów nie dostanę ale chciałabym
        chociaż część tego jak to wszystko wygląda poznać
        • tricolour Idziesz do sędziego... 29.11.07, 23:35
          ... ten wyłuszcza skład sedziowski, objaśnia zakres pozwu, potem przysięga.
          Potem ze 40 problemowych pytań - Ty mówisz, sędzia dopytuje i zapisuje. Moje
          przesłuchanie trwało 4 godziny, potem czytanie tego, co zeznałem, poprawki i na
          koniec podpis.
          • victoria_84 Re: Idziesz do sędziego... 29.11.07, 23:42
            dziękuję...ojej 4 godziny. Dla mnie to chyba będzie wieczność. Wiem,
            że to wszystko ciężkie ale wiem też że jak się powiedziało A to
            trzeba powiedzieć B. Wiele przez ostatni rok przeszłam i skoro tak
            dużo mam za sobą. Nawet jeśli się nie uda - to najważniejsze jest
            nasze sumienie i to co nosimy w środku. Trzymaj więc za mnie smile
            • tricolour No i potrzebna jest cierpliwość... 29.11.07, 23:47
              ... nie wiem z jakiego miasta jesteś, ale we Wrocławiu procesy trwaja latami.
              Mój trwa dwa a nie ma jeszcze połowy...
              • victoria_84 Re: No i potrzebna jest cierpliwość... 29.11.07, 23:52
                Mój proces toczy się w Katowicach....skarga zlozona byla w
                marcu...pierwsze pismo dostalam w czerwcu teraz drugie z wezwaniem
                na przesluchanie...nie wiem co jeszcze dalej mnie czeka?
                przesluchani beda pewnie swiadkowie i jak to dalej wyglada?
                • tricolour Potem przesłuchają drugą stronę... 29.11.07, 23:55
                  ... potem świadków (u mnie zajęło to sądowi 18 miesięcy - 5 osób), potem lektura
                  akt.
                  Potem pytania Obrońcy węzła małżeńkiego, pisemne odpowiedzi i zakończenie
                  zbierania materiału dowodowego. Na koniec wyrok. Potem II instancja...
                  • victoria_84 Re: Potem przesłuchają drugą stronę... 29.11.07, 23:58
                    Strona druga juz chyba byla przesluchana....bo to ona wnosila
                    skarge...ja nawet nie zdazylam ale pozostawie to narazie bez
                    komentarza...moze kiedys napisze o tym blog..

                    a powiedz mi jeszcze taką rzecz...czy w trakcie trwania sprawy mam
                    mozność wgladu do dokumentow...czyli np jak on byl juz wczesniej
                    przesluchany jako ten wnoszacy skarge...to czy ja np moge isc do
                    sadu i mi dadza do wgladu akta z przesluchania??
                    • tricolour Nie - nie dadzą. 30.11.07, 00:02
                      Dadzą Ci dopiero na końcu jak zeznają wszyscy świadkowie, wypowie się biegły
                      sądowy itp. Na tym polega lektura akt, że będziesz miała wszystkie zeznania i
                      dokumenty - wtedy je przeczytasz i bedziesz mogła wnieść uwagi, ale (zdaje się)
                      - tylko raz.
                    • tricolour Nie dadzą dlatego... 30.11.07, 00:04
                      ... żybyś na nikogo nie mogłą wpłynąć i nie mogła sie posiłkować żadnym
                      zeznaniem podczas swojego. Korzystasz z własnej głowy.
                  • victoria_84 Re: Potem przesłuchają drugą stronę... 30.11.07, 00:00
                    aha...no i pytanie podstawowe...jak się zwracać do sądu biskupiego?
                    • tricolour Pouczą Cię... 30.11.07, 00:02
                      • victoria_84 Re: Pouczą Cię... 30.11.07, 00:10
                        jeszcze raz dzięki za odpowiedzi. Teraz zmykam spać...ale jak coś
                        jeszcze się nasunie to na pewno odezwę się jutro smile
                        pozdrawiam,
                        Viki
                        • tricolour Kup sobie książkę... 30.11.07, 00:12
                          ks. Sobczaka "Proces o nieważność małżeństwa kościelnego" - jest w necie za 7
                          zł. Rozwieje Twoje wątpliwości i pytania.

                          Dobranoc.
                        • marie.walewska Re: Pouczą Cię... 30.11.07, 00:23
                          Spij dobrze smile
                          Na dobry sen Ci dopowiem, do tego co Tri napisal, ze moje
                          przesluchania (Warszawa, przed ~ 2 miesiacami) bylo znacznie
                          "lzejsze" niz sie spodziewalam. To bylo raczej kilkanascie niz
                          kilkadziesiat pytan. Zamknelo sie w 1,5 h. Balam sie bardzo "ostrego
                          tonu", ale bylo normalnie - ciezko, ale nie ponad sily, tak po
                          ludzku.
                          Poszukaj mojego watku dotyczacego tematu. Byly tam pytania, na ktore
                          sie odpowiada piszac wniosek. To da Ci jakies wyobrazenie, czego sie
                          spodziewac. Z gory uprzedzam, ze sa to bardzo ogolne pytania.
            • lemann11 Re: Idziesz do sędziego... 30.11.07, 10:36
              rozmowa była przyjemna trwała ok 3 godzin, ale nie zmęczyła mnie raczej
              wyszedłem spokojny i zadowolony, ksiądz wolno pisał na komputerze smile, ale nie
              wiedziałem wtedy że to tyle lat potrwa...
    • mindsailor Re: Proces w kościele 30.11.07, 08:32
      oprócz zwykłych pytan typu czy chcieliscie miec dzieci, jak
      postrzegali was znajomi, jak rodzina i znajomi przyjeli wiadomośc o
      slubie itd jest duzo szczegółowych pytań np ile razy w ciągu
      małzeństwa odwiedzali was teście/rodzice.
      w sumie nie ma się czego bać. typowe przesłuchanie na temat waszych
      stosunków przed slubem.
      mozna przezyc, ja myslałam, że będzie gorzej.
      powodzenia!
      • victoria_84 Re: Proces w kościele 30.11.07, 09:28
        no właśnie...o teściów pytanie dobre będzie...bo to właśnie przez
        teściową i uzależnienie mojego męza od niej nasze małżenstwo się
        rozpadło. On nie był wolny - wszystko uzgadniał szczegółowo z
        matką...a niestety z tesciami mieszkalismy. Ona była u nas (w naszej
        częsci domu)co najmniej kilkanascie razy do dnia!sadmówiła co i jak
        mam robić. Mówiłam męzowi zeby z nią porozmawiał - bo jak sama
        probowalam to ona wpadala w histerie - ale on nie zrobil z tym
        nic...do tego czulam ze caly czas cos knuje...mialam wrazenie ze
        obudzil sie po slubie i zdal sobie sprawe ze wcale nie chcial
        naszego slubu!! sadsadsad
        • mindsailor Re: Proces w kościele 30.11.07, 09:36
          eee, to masz prosty proces!
          tylko mów, jak było. oni wnioski wyciągaja doskonale szybko i
          sprawniesmile wręcz chcą aby pomóc im zeznaniami.
          • tricolour Jeżeli się teściowa przyzna... 30.11.07, 09:41
            ... co wcale nie jest takie oczywiste: takie namolne szkodniki często widzą
            siebie w jak najlepszych barwach...

            Jeden z moich znajomych nie chciał mieć dzieci i otwarcie o tym mówił, a w
            trakcie procesu już "chciał" mieć dzieci i proces upadł.
            • mindsailor Re: Jeżeli się teściowa przyzna... 30.11.07, 09:49
              skoro teściowa nienawidzi synowej, to pewnie jeszcze będzie
              upiekszac zeznania, aby syn uwolnił sie od zołzysmile
              • tricolour No właśnie... 30.11.07, 09:51
                ... i wiele zależy od tezy. Jeśli tezą jest "zła żona" to takie obciążające
                zeznanie pomoże procesowi, ale jeśli tezą jest "uzależnienie syna od matki" to
                niekoniecznie.
                • mindsailor Re: No właśnie... 30.11.07, 09:54
                  ale może teściowa zrozumie, że jak podłozy głowe i zezna na siebie,
                  to będzie dla dobra syna
                  farsa taki proces, co?
                  dla mnie to żałosne ( mówie w ogóle o uniewaznianiu, nie o tym
                  konkretnie przypadku)
                  • tricolour Nie jest żałosne... 30.11.07, 09:56
                    ... wychodzenie z trudnych sytuacji korzystając z przepisów prawa. Żałosne są
                    rozwody, chlanie, zdrady, bicie... a nie widzenie małżeństwa w całej brzydkiej
                    optyce i chęć pomocy sobie na przyszłość.
                    • mindsailor Re: Nie jest żałosne... 30.11.07, 10:06
                      zależy od przypadku. w przypadku patologii, raczej niewielkiego
                      odsetka spraw, ma to sens jak najbardziej i dobrze, że jest takie
                      wyjście.
                      w moim to żalosne, bo nie ma podstaw do procesu. a wszyscy na siłe
                      szukaja. łącznie z księdzem
                      • tricolour Podstawy są opisane w Kodeksie Kanonicznym... 30.11.07, 10:10
                        ... i są jasne.

                        I normalne jest, że ludzie szukają (łącznie z księdzem) bo całe życie polega na
                        poszukiwaniu. Jedni szukaja kasy, drudzy prawdy, inni faceta, kobiety, spokoju...

                        Pozwólmy każdemu szukać tego, co dla niego najważniejsze i nie nazywajmy tych
                        poszukiwań żałosnymi tylko dlatego, że my już to mamy, szukamy czegoś innego lub
                        nigdy nie znajdziemy.

                        smile)
                        • mindsailor Re: Podstawy są opisane w Kodeksie Kanonicznym... 30.11.07, 10:14
                          nie zgadzam sie z Tobą.
                          dla mnie to farsa i kpina i nie przemawia do mnie cały ten proces.
                          czysta hipokryzja.
                          chyba dlatego, że kościół znalazł taką furtkę w postaci
                          unieważnienia i trzyma sie jej kurczowo, zamiast pozwolic katolikom
                          po rozwodzie praktykowacsmile może kiedys to zreformująsmile oby!
                          • tricolour Nie zgadzaj się - masz takie prawo. 30.11.07, 10:21
                            Nie zgadzasz się zatem nie tylko ze mną, ale z całym Kościołem, bo przepisy są
                            jasne.

                            Nieważność małżeństwa nie jest furtką - furtką (a właściwe bramą) byłoby
                            praktykowanie sakramentów po siedmiu rozwodach, a kżdy byłby tym "do śmierci".
                            • mindsailor Re: Nie zgadzaj się - masz takie prawo. 30.11.07, 10:24
                              ok, to nie zgadzam się z przepisami kościelnymi.
                              a w protestantyzmie praktykują po rozwodzie. i co, myslisz, że sa
                              gorsi?smile
                              • tricolour A w Anglii jeżdżą po lewej stronie... 30.11.07, 10:25
                                ... i nie są gorsi. Nie mieszkamy w Anglii i jeździmy po prawej...
                                • mindsailor Re: A w Anglii jeżdżą po lewej stronie... 30.11.07, 10:26
                                  własnie. czyli kwestia przepisów, umowy.
                                  mi nasze kościelne przepisy sie nie podobają
                                  • tricolour Nie ma sprawy... 30.11.07, 10:29
                                    ... możesz zupełnie oficjalnie wyrzec się i odciąć od Kościoła.
                                    • mindsailor Re: Nie ma sprawy... 30.11.07, 10:30
                                      nie widze potrzeby
                                      wyrzeczenie sie kościoła to jednak co innego niz nie zgadzanie sie z
                                      prawem.
                                      z polityką kaczorów tez sie nie zgadzałam, i miałam podrzec dowód i
                                      paszport?smile
                                      • tricolour Dowodu i paszportu nie dostałąś od Kaczorów. 30.11.07, 10:32
                                        Nie dostałaś od nikogo osobiście - masz prawo do tych dokumentów ze względu na
                                        obywatelstwo, a nie czyjeś widzimisię.
                                        • mindsailor Re: Dowodu i paszportu nie dostałąś od Kaczorów. 30.11.07, 10:34
                                          ale skoro sie nie zgadzam, na to, co robia przedstawiciele mojego
                                          państwa, to jak zaprotestować?
                                          • tricolour Wybory. 30.11.07, 10:39
                                            • mindsailor Re: Wybory. 30.11.07, 10:41
                                              to oczywiste.
                                              ale w trakcie kadencji co zrobic? nic, tylko podrzeć dokumentywink
                                              dobrze, że rządy sie zminieły, bo wybieram sie za granicęsmile
                                      • lemann11 kaczory 30.11.07, 10:52
                                        jeden kaczor odszedł, przyszedł drugi.smile by żyło sie lepiej wszystkim, jestem
                                        ekonomistą i analitykiem finansowym, wierz mi cudu nie będzie, może się coś
                                        zmieni ale cudu nie będzie, juz był taki co drugą Japonię budował - sorry kończę
                                        polityczne rozważania.
                                        • mindsailor Re: kaczory 30.11.07, 10:54
                                          chyba w cuda nikt nie wierzy.
                                          ale chciaz nie bedzie obrażania wszystkich dookoła, siania atmosfery
                                          zagrożenia, walki z układem. może po prostu będzie normalniejsmile
                                          • lemann11 Re: kaczory 30.11.07, 10:58
                                            otóz juz zaczęli sie obrażać a zaczął Władek po którym najmniej się spodziewano,
                                            niezależnie od tego jakie miał intencje i jak to się interpretuje, zresztą
                                            zgodzisz się że to media kształtują nastroje, w końcu z mediów wszystkiego się
                                            dowiadujemy...ale może dajmy na luz bo to wątek victorii
                              • tricolour A co do protestantyzmu... 30.11.07, 10:55
                                ... to taką zmianę uważam za zdradę. Przecież zmiana ta ma tylko na celu
                                łatwiejsze życie w jednej sferze (praktykowanie po rozwodzie) i nie jest
                                związana z niczym innym w protestantyźmie.
                                To tak jak facet porzuca zonę dla drugiej, bo tamta ładniejsza, milsza i ją
                                kocha, a nie pamieta, co przysięgał.

                                To grzech przeciwko 1 przykazaniu: nie będziesz miał bogów CUDZYCH przede mną.
                                "Cudzych" więc innych ludzi, wymyślonych...
                                • mindsailor Re: A co do protestantyzmu... 30.11.07, 11:05
                                  widzisz, to też taka furtka...
                                  zgodnie z prawem, tylko z sumieniem nie bardzo. tak jak z procesem.
                                  • tricolour Tak z ciekawości zapytam... 30.11.07, 11:18
                                    ... dlaczego uważasz proces o nieważność za coś złego skoro jest to elementem
                                    wiary i składową sakramentu małżeństwa?
                                    • mindsailor Re: Tak z ciekawości zapytam... 30.11.07, 11:22
                                      nie za coś złego, tylko za kpinę. i nie proces w ogóle, tylko mój i
                                      mojemu podobne.
                                      • tricolour A to co innego... 30.11.07, 11:25
                                        ... w takim razie odebrałem to zbyt ogólnie, że wszystkie procesy uważasz za kpinę.
                                        • mindsailor Re: A to co innego... 30.11.07, 11:32
                                          nie, napisałam gdzies wyżej, że czasem zdarza sie pewnie promil
                                          małżeństw, które powinny być uznane za NIEWAZNE. I W TAKICH
                                          PRZYPADKACH DOBRZE, ZE JEST TAKA FURTKA JAK PROCES.
                                          mój sie nie kwalifikuje i dlatego uważam to za hipokryzję
                                          • tricolour 70% spraw trafiających do sądu... 30.11.07, 11:37
                                            ... kończy sie wyrokiem pozytywnym - tzn za nieważnością.
                                            • mindsailor Re: 70% spraw trafiających do sądu... 30.11.07, 11:40
                                              i to jest smutne.
                                              mam nadzieje, że kościół sie jednak szybko zreformuje
        • lemann11 Re: Proces w kościele 30.11.07, 11:06
          u mnie było technicznie inaczej, teść siedział i wydawał polecenia a teściowa
          między młotem i kowadłem leciała do nas , namawiała mnie że da mi na flaszkę i
          się z nim pogodził. No niby mogłem, ale on i tak mnie nie cierpiał.....potem się
          wynieśliśmy ale "zerwane więzi" były za silne - wróciła ....sama z dzieckiem...a
          ja jak paluszek zostałem hehehe


          victoria_84 napisała:

          > no właśnie...o teściów pytanie dobre będzie...
          • victoria_84 Re: Proces w kościele 30.11.07, 12:11
            no to inna zupełnie sytuacja...ehh...widzę, że "tatusiowie" też mogą
            nieźle nakręcić
    • lemann11 Wyrok 30.11.07, 09:45
      przyznam że nie czytałem całego wątku, niemniej po unieważnieniu małżeństwa
      długo się zastanawiałem czy jest on ważny z moralnego punktu widzenia, gdyż
      otrzymałem w dniu wyroku wszystkie zeznania byłej zony i jej "fałszywych dwóch
      swiadków" i się rozpłakałem, gdyż to co o mnie zeznali było przynajmniej w 50%
      nieprawdą, zresztą b.zona jako powód starania się o unieważnienie podała tylko
      jedną, moim zdaniem błahą przyczynę /chce wziąć drugi slub/, ja miałem inny cel
      tego "rozwodu" - spokojne sumienie i mozliwość uczetniczenia w sakramentach. W
      sumie powinienem był jej byc wdzięczny bo wcześniej nie wiedziałem o mozliwości
      takiego rozwodu. Wcześniej - wiele lat temu kolega starał się o rozwód, była
      długa procedura, zgoda Watykanu a nie Trybunału i ewentualnie biskupa na drugi ślub.
      Zresztą zadzwoniłem do niej i zapytałem jak tak mogła, odpowiedziała że tak
      trzeba było bo inaczej nie dostalibysmy unieważnienia, przepraszała że
      skrzywdziła, ale szybko jej przeszło, bo już za kilka dni wystapiła o podwyzkę
      alimentow , cóz są ludzie twardzi i ci drudzy jak to mnie tu niektórzy opisują.
      Mów prawdę jesli chcesz mieć czyste sumienie.
      • tricolour Coś kręcisz... 30.11.07, 09:48
        ... akta dostaje się przed wyrokiem, nawet przed "mową" obrońcy węzłą
        małżeńskiego. Powód też wyssałeś z palca...
        • lemann11 Re: Coś kręcisz... 30.11.07, 09:54
          tak kręcę ...
        • lemann11 człowieku 30.11.07, 09:59
          nie musisz czytać naprawdę tego co piszę i zejdz ze mnie dobrze.
          JA AKTA ok. 20 STRON DOSTAŁEM KIEDY POJECHAŁEM DO GDYNIA PO UNIEWAŻNIENIE. BYĆ
          MOŻE MOŻNA DOSTAĆ WCZEŚNIEJ . JA D O S T A Ł E M w DNIU WYROKU.
          POWÓD KTÓRY MI PODAŁA PRYWATNIE !!!! W TM PODAŁA POWÓD ŻE SIĘ NIĄ NIE
          ZAJMOWAŁEM, ŻE BYŁY KŁÓTNIE< ZE NIE DOROSŁEM DO MAŁŻEŃSTWA /mielismy wtedy po 20
          lat, ŻE NIE POZWALAŁAEM JEJ SIĘ WIDYWAC Z TEŚCIAMI /JEJ RODZICAMI/. ŻE JĄ
          GNĘBIŁEM PSYCHICZNIE CO BYŁO NIEPRAWDĄ. Jeszcze coś ?????
          • tricolour Wyłącz capslock... 30.11.07, 10:04
            ... i nie drzyj się - jeszcze rano i niektórzy śpią.

            Jeżeli dostałeś akta po wyroku i wcześniej ich nie widziałęś, to wyrok jest
            nieważny - poczytaj o procedurze sądowej: przecież żona mogła zeznać, że jesteś
            wielbłądem i na tej uznać małżeństwo za nieważne, a Ty nie miałbyś okazji
            napisać, że nie jesteś wielbłądem.

            Myśl.
            • lemann11 Re: Wyłącz capslock... 30.11.07, 10:10
              celowo właczyłem, dla ciebie ...sorry
              wracając do sprawy, przedostatnia rozmowa była z psychologiem , ostatnia z
              obecnym już teraz biskupem pomocniczym Kasyną, wtedy był tam "szefem". Byłem z 2
              cywilną Żoną , nie wiem kazał jej się wylegitymować pytał czy naprawdę ze sobą
              jesteśmy i zamierzamy się pobrać w kościele, może pytał czy chce się zapoznać z
              wyrokiem, nie pamiętam, pamiętam ze po przeczytaniu wyroku w samochodzie na
              parkingu w Gdyni nie mogłem dojechać do gdańska i o tym chciałem napisać w tym
              wątku, a sens był taki zeby mówić prawdę.
      • lemann11 Re: Wyrok 30.11.07, 09:53
        no a proces trwał od stycznia 1999 do kwietnia 2004...
        • aron95 Re: Wyrok 30.11.07, 09:58
          leman może mieć rację , kolega też ma rozwód kościelny a powody podobne
          jego ex wysuwała .
          Chyba dopytam go o to.
          • tricolour Ja nie mówię tylko o powodach... 30.11.07, 10:01
            ... tylko o procedurze. Leman pisze, że dostał akta PO WYROKU, co jest bzdurą.
            Akta dostaje się wcześniej i to parę razy do czytania i wnoszenia uwag.

            Po drugie nie jest powodem chęć wzięcia drugiego ślubu. Powodem ma być to
            dlaczego małżeństwo było NIEWAŻNE - to ma nic wspólnego z unieważnianiem.
            • mindsailor mam pytanie Tri 30.11.07, 10:07
              czy dostanę akta z zeznaniami świadków w trakcie procesu? i mogę do
              nich wnieśc ew. uwagi?
              • tricolour Piszę o tym wyżej. 30.11.07, 10:12
                Po zeznaniach wszystkich świadków, stron, po wypowiedzi biegłego sądowego
                dostaniesz akta do przeczytania i będziesz mogła wnieść uwagi.
                • lemann11 Re: Piszę o tym wyżej. 30.11.07, 10:17
                  fakt coś takiego było ale biegły sądowy ...nie pamiętam czegoś takiego

                  tricolour napisał:

                  > Po zeznaniach wszystkich świadków, stron, po wypowiedzi biegłego sądowego
                  > dostaniesz akta do przeczytania i będziesz mogła wnieść uwagi.
                  • tricolour Benedykt zaostrzył przepisy... 30.11.07, 10:18
                    ... i do wielu spraw potrzebny jest "fachowiec" z danej dziedziny życia czyli
                    biegły sądowy.
                • mindsailor Re: Piszę o tym wyżej. 30.11.07, 10:18
                  dzięki
                  a moje poprawki cos dadzą? jak np. stwierdze, że świadkowie kłamią?
                  albo inaczej, mijają się z prawdą?
                  • z_mazur Re: Piszę o tym wyżej. 30.11.07, 10:21
                    > dzięki
                    > a moje poprawki cos dadzą? jak np. stwierdze, że świadkowie
                    kłamią?
                    > albo inaczej, mijają się z prawdą?


                    Zgodnie z nomenklaturą kościelną trzeba by chyba powiedzieć: "dają
                    fałszywe świadectwo". wink
                    • mindsailor Re: Piszę o tym wyżej. 30.11.07, 10:22
                      ups, racja!
                      odwykłam od nomenklatury kościelnejwink
                  • tricolour Nie wystarczy stwierdzenie... 30.11.07, 10:24
                    ... że kłamią, bo jeden z kanonów mówi, że "obowiązek udowodnienia spoczywa na
                    tym, który coś twierdzi" - to prawie cytat.

                    Jeśli zarzucasz kłamstwo, to udowodnij albo zażądaj konfrontacji.
                    • mindsailor Re: Nie wystarczy stwierdzenie... 30.11.07, 10:25
                      aha, dzięki. dobrze wiedzieć
                      • tricolour Z tym, że konfrontacji pewnie nie będzie... 30.11.07, 10:38
                        ... bo niepotrzebnie przedłuża proces. Stwierdzenie, że ktoś kłamie zostanie
                        odrzucone jeśli nie znajdzie potwierdzenia w zeznaniach świadków.

                        Poza tym jeśli chodzi o drobnostki, to zeznania są zawsze różne i trudno nazać
                        to kłamstwem.
                        • mindsailor Re: Z tym, że konfrontacji pewnie nie będzie... 30.11.07, 10:42
                          > Poza tym jeśli chodzi o drobnostki, to zeznania są zawsze różne i
                          trudno nazać
                          > to kłamstwem.


                          to prawda. kazdy inaczej pamieta niekótre sprawy. wiem z autopsji
          • lemann11 Re: Wyrok 30.11.07, 10:04
            to że chce wziac ślub też chyba podała w TM /przy okazji/ wiadomo po to się
            idzie tam zeby nie wiem albo mieć czyste sumienie a lbo móc korzystac z
            sakramentów, ale pamiętam jak ją zapytałem przed domem po co ci to , ona
            powiedziała bo che mieć slub koscielny z nowym męzem, księdzowa z USC jej nie
            wystarczy, chodizło jej o welon gości a nie o slub jako sakrament, może źle to
            ująłem wcześniej.
    • victoria_84 Re: Proces w kościele 30.11.07, 10:20
      Będę mówiła prawdę bo nie mam nic do ukrycia. Gdybym szła tam z
      zamiarem mówienia czegoś co nie jest prawdą to nie miałoby sensu.
      Najważniejsze w takich sprawach jest nasze sumienie - nawet dla mnie
      bez względu na wyrok - wiem, że byłam czysta i robiłam naprawdę
      wszystko by trwać w małżeństwie - tylko, że druga strona robiła
      wszystko by to przerwać. Moim zdaniem wina leży zawsze po dwóch
      stronach i na pewno moje błędy w tym tez były - ale potrafię je z
      tego wszystkiego wyłuskać i powiedzieć co mogłam zrobić źle.
      To co on napisał na mnie w swoim pozwie to naprawdę śmieszne. Po
      pierwsze w pozwie do sądu cywilnego pisał co innego, w pozwie
      kościelnym sam sobie zaprzeczał...a do tego napisał ,że wziął slub,
      którego nie chciał ale zrobił to pod naporem rodziny bo do weselea
      wszystko juz było gotowe!!nie wiem czy dobrze myślę ale to chyba
      zarzuty obciazajace jego, pod ktorymi sam zlozyl podpis. Jego skarga
      bazuje na moich słowach obróconych w drugą stronę i nieprawdę.
      Ale cóż jak ktoś jest świnią i nie ma sumienia to jego sprawa. Ja
      wiem jak bylo i moge spac spokojnie.
      • z_mazur Re: Proces w kościele 30.11.07, 10:24
        Nieważne kogo obciązają zarzuty. To nie jest proces cywilny o
        orzeczenie winy za rozpad małżeństwa, gdzie każda ze stron stara się
        udowodnić winę drugiej strony.

        Tu chodzi o uznanie małżeństwa za nieważnie zawarte i świadomość
        własnej niedojrzałości do tego sakramentu w chwili jego zawierania
        jest takim samym dobrym powodem do tego jak każdy inny.
      • aron95 Re: Proces w kościele 30.11.07, 10:24
        victoria dobrze prawisz tylko przed purpurowym nie używaj słowa "świnia " bo nie
        zdzierży
        • victoria_84 Re: Proces w kościele 30.11.07, 10:29
          Nie mam zamiaru używać jakichkolwiek wulgaryzmów czy inwektyw wobec
          mojego eks przed sadem biskupim. Takie stwierdzenia zachowuję
          wyłącznie dla siebie
          • tricolour To nie jest proces przeciwko Tobie... 30.11.07, 10:30
            ... to jest proces o stwierdzenie, że w chwili ceremonii ślubu nie zostały
            spełnione konieczne wymogi.
    • yoginka_pl Re: Proces w kościele 30.11.07, 10:59
      victoria_84

      dobrze wiem o czym piszesz "...mąż wszystko uzgadniał z teściową..."
      u mnie było podobnie. Będę Ci kibicować, mam nadzieję, ze dostaniesz
      to uniewaznienie bo facet nie dojrzał do roli męża. Żyć w takim
      związku się nie da. U mnie dochodziła jeszcze do tego wszystkiego
      siostrzyczka-terrorystka (40-letnia samotna) z nią też trzeba było
      wszystko uzgadniać. Taka swoista komuna. Mój mąż przy swojej
      rodzince bał się odezwać (myślałam sobie szanuje rodzine to dobrze o
      nim śwaidczy) natomiast jednego pięknego dnia postawił się mi. I
      moja optyka widzenia jego relacji z rodzinką legła w gruzach. A
      jednak umie się postawić... zawalczyć o coś....szkoda tylko, ze nie
      dla NAS tylko dla mamuski...

      Ja o uniewaznienie starać sie nie będe nie mam siły, a poza tym w
      moim wieku mam małe szanse na ułozenie sobie zycia z kawalerem,
      takich już na jak na lekarstwo, ani z wdowcem takich jeszcze jak na
      lekarstwo, pozostają rozwodnicy z uniewaznieniem ale gdzie ich
      szukać... Bede Ci kibicowac, Pojawiaj się tutaj i pisz co nie co.
      • victoria_84 Re: Proces w kościele 30.11.07, 11:17
        Bardzo Ci dziękuję za te słowa. Dodały mi otuchy. Myślałam dokładnie
        jak Ty...szanuje rodzinę...ale też moje wyobrażenia szybko legły w
        gruzach. Dobitnie to co działo się w moim małżeństwie obrazuje
        serial "Mamuśki" tylko, że w moim przypadku problemy i uwagi
        napływały tylko z jednejo strony. Moi rodzice się nie wtrącali do
        samego końca. Zawsze miałam w nich oparcie ale mówili , że ja sama
        muszę o sobie decydować i oni nie chcą na mnie wywierać wplywu.
        Ja jestem młodziutka i chciałabym aby to małżeństwo uznano za
        niewazne poniewaz byc moze kiedys bede mogla sobie ulozyc szczesliwe
        godziwe zycie u boku innego mezczyzny, ktorego narazie na horyzoncie
        tez nie ma...i szybko nie bedzie.
        To wszystko boli..najgorsze dla mnie jest to, że człowiek potrafi
        się tak maskować w momencie kiedy Ty sie przed nim otwierasz...on
        ukryl swoja druga twarz i pokazal ja po slubie! sadciezko mi
        komukolwiek teraz zaufac choc nigdy nie mialam z tym problemow.
        • lemann11 a może... 30.11.07, 11:27
          Widzisz, za moich czasów trudno było o własne mieszkanie, wynając coś też /brak
          internetu, 1,2 gazety, mało ogłoszeń/, może by to rozwiązało problem , a
          przynajmniej mozna było spróbować , teraz mieszkania są drogie, ale możliwości
          większe jak 2 dorosłe osoby pracują. Warto spróbować, najwyżej sie nie
          uda...Zawsze jest czas przed zakończeniem sprawy, bo rozwód cywilny to papierek,
          a tutaj jest juz coś więcej.
          • victoria_84 Re: a może... 30.11.07, 11:36
            Tak....rozumiem tylko, że...ja wynajęłam mieszkanie po to byśmy
            mogli w nim zamieszkać sami bez rodziców...a on powiedział, że u
            mamy mieszkał 27 lat i się nie wyprowadzi.
            Zresztą ja mieszkam sama - dostałam mieszkanie z urzędu - i jestem
            kompletnie niezależna. A on mieszka z mamą..stracił pracę i tyle z
            tego ma.
            A mimo to wciąż nie zrozumiał. W naszym przypadku raczej nie ma
            szans dojścia do porozumienia bo on poza nią swiata nie widzi...a
            poza tym nie jest w stanie przyznac się do błędow (oczywiście
            wspólnie) pogodzić się i zacząc nowe zycie. Pewnie nawet gdyby się
            obudził to jego duma by mu na to nie pozwoliła.
            W przeciwieństwie do mnie...bo moje drzwi ciągle otwarte...mimo iż
            sama cięzko pracowalam na wlasny kąt...to wciąz czekalam czekalam
            czekalam...ale on juz sie w nich nie zjawi sadzapraszam do kontaktu
            mailowego to może rozwinę temat...bo szczerze...mam chęć wygadania
            się przed kims....i widze ze podobnie jak ty..wiec mail
            anjar_84@poczta.onet.pl

            pozdrawiam,
            Viki
            • marek_gazeta Gdzie jest ojciec? 30.11.07, 11:46
              Moim zdaniem, wszystko wskazuje na matriarchat i nieobecność (fizyczną lub duchową) ojca z jajami. Powinien nakłaść synowi do głowy odpowiednie podejście do spraw zasadniczych, ewentualnie poprawić kopem w d., gdyby nie dotarło.
              • victoria_84 Re: Gdzie jest ojciec? 30.11.07, 11:59
                ojciec....jego ojciec???kompletny pantoflarz...żonka każe mężuś
                zrobi...on nawet mógł rozmawiać ze mną za jej zgodą.
                I liczę na to, że on jako jedyny....stając przed tak poważną sprawą
                jak sąd biskupi zacznie sypać prawdę i tylko prawdę!!!w sumie będzie
                jako świadek sam...bez niej!a drugi synalek taki sam..tylko jakoś w
                pore sie wyprowadzil...choc i tak jest pod jej wplywem!
                na takich nie ma rady...szkoda tylko ze tak to ladnie
                maskowali...przed slubem...a jak już pomysleli..slub
                byl..jest "nasza" to mozemy pokazac jacy jestesmy..
                No powiedzcie sami czy moj byly byl normalny skoro po dwoch miechach
                od wesela potrafil mnie uderzyć?skoro na wiadomość że jestem
                prawdopodobnie w ciazy ale pojawiają sie komplikacje kazał mi
                znależć tanszego lekarza jak mu powiedzialam ze chce isc do fachowca
                ktory bierze 150zł..???wiec chyba nie wszystko bylo z nim w porzadku.
                Moj tata i brat chcieli z nim zrobic porzadek..bo faktycznie kopniak
                i to silny by mu sie przydał!!!!!!i to tak silny ze pamietalby do
                konca zycia! ale doszlismy do wniosku ze nie ma sensu...straci sie
                matka...straci sie ojciec...zostanie sam...tylko ze wtedy...juz
                bedzie za pozno!!i dopiero wtedy dostanie tego kopniaka
                • lemann11 szkoda że nie .... 30.11.07, 12:47
                  wyczułaś tej atmosfery przed ślubem, ale to teraz każdy z nas tak może
                  sądzić....małe to pocieszenie ale ja dziękuję Bogu że tak się potoczyło , pewnie
                  On wiedzial co dla mnie dobre, teraz jak rozmawiam z eks, to zawsze myslę o
                  jednym ..jaka ulga, ale gehenna sie nie skończyła jest syn i nie uciekniesz
                  chocbys chciał i nie chodzi tu o alimenty....ale ciagle pretensje, zawsze je
                  koncze sformułowaniem - to nie ja pierwszy odszedłem, to ja cie błagalem żebyś
                  nie przerywała ciązy, bo i takie były plany za namową madrych kolezanek
                  .....ufff minie troche czasu i bedzie lepiej, w psychice zostanie ale bedzie
                  lepiej po latach
                  • victoria_84 Re: szkoda że nie .... 30.11.07, 12:55
                    No właśnie...mnie denerwuje to jak ktoś pisze: dziewczyno gdzie Ty
                    mialas oczy ze tego nie widzialas....a przeciez gdyby byla taka
                    mozliwosc zeby wiedziec jak bedzie potem nie byloby rozwodow smile
                    nic nie dzieje sie bez przyczyny. Na szczescie jestem optymistka i
                    wiem, że jeszcze wiele dobrego przede mną smilezreszta to dobre mnie
                    juz spotkalo..udało mi sie w ciagu roku..skonczyc studia, kupic
                    samochod, dostac mieszkanie, podwyzke w pracy i awans...a minal
                    dopiero rok.Metoda co nas nie zabije to nas wzmocni smilesmilesmilesmile
    • jestem-silna Co z niewierzącym, niepraktykującym 01.12.07, 01:00
      czy to, że przed ślubem mąż uważał się za wierzącego ale nie
      praktykującego, ale z obietnicą czynnego udziału w Kościele po
      narodzinach dziecka...nagle po ślubie mówi, że on w "coś" wierzy,
      ale to nie Kościół, nie ten ich Bóg, że on nie chciał, nie
      potrzebował ślubu kościelnego by być ze mną i mieć dzieci...
      czy powód utajenia niewiary może być pomocniczy w uznaniu małżeństwa
      za nieważne z Kościoła?
      dodam, że rok przed ślubem mąż nie wogóle nie chodził do Kościoła,
      wcześniej nie wiem, bo nie zanałam go, ale raczej nie, bo jego matka
      też ma swojego "Boga" i chodzenie do kościoła nie jest im potrzebne..
    • jestem-silna pliss o odp... 02.12.07, 02:22
      jak wyżej co z tym niewierzącym?


      i drygie pytanie, czy jest możliwość, że małżonkowie winni uznania
      małżenstwa za nieważne mogą wziąć ślub?
      czy dopiero po specjalnym pozwoleniu-zaświadczeniu od duchowych i
      obecnej już zdolności do podjęcia nowego małżeństwa?
      • tricolour Ale o co chodzi? 02.12.07, 10:12
        Jeśli mąż jest niewierzący, to należy to udowodnić...
        • tricolour Mówiąc szerzej... 02.12.07, 10:22
          ... raczej trudno będzie udowodnić, że człowiek jest niewierzący gdy ma chrzest,
          bierzmowanie, przed ślubem kościelnym poszedł do spowiedzi (wymóg) a jednak w
          momencie zawierania małżenstwa nagle stracił wiarę - no to jakieś naciągane
          jest. I to tym bardziej, że w trakcie ceremonii jest wyznanie wiary.

          Co do tej możliwości ponownego ślubu, to zależy od zapisu w dekrecie nieważności
          małżenstwa. Jeśli będzie zapis o niemożności ponownego związku, to trzeba
          wystąpić o zgodę i wykazać, że przeszkoda została usunięta.
          • kim5 Re: Mówiąc szerzej... 05.12.07, 20:09
            Podczas mojego przesłuchania nie zobaczyłam pół księdza, nikt ode mnie nie
            oczekiwał żadnej przysięgi. Zeznania spisała notariusz, która od razu pokazała
            mi zeznania ex (tak jak już tu pisano - stek kłamstw). W wyroku wyraźnie jest
            napisane, że przed ślubem ex nie powiedział mi, że nie chce mieć dzieci (taki
            był tytuł wyroku). Nasze zeznania były zupełnie sprzeczne, obrońca węzła nie
            miał zastrzeżeń (tekst z wyroku). Sprawa trwała 1,5 roku. Wyrok "małżeństwo
            nieważne".
            To nie jest farsa?
            • tricolour Może i farsa... 05.12.07, 20:27
              ... kto to wie. Jeśli Ty uważasz, że frasa, to zaskarż wyrok...
              • kim5 Re: Może i farsa... 10.12.07, 17:47
                Przepraszam, jeśli ktoś na ulicy mówi Ci, że zdradzasz żonę albo
                bierzesz łapówki, to zaczynasz mu udowadniać, że tak nie jest?
                • tricolour Twoj proces był na ulicy? 10.12.07, 20:17
                  I ma rangę uliczną?

                  Zdecyduj się na coś. Jesli uważasz, że był farsą, to albo zaskarż wyrok (i żyj w
                  zgodzie z sumieniem) albo podporządkuj się orzeczeniom sądowym i korzystaj z
                  tego, co Ci on dał.
                  • kim5 Re: Twoj proces był na ulicy? 11.12.07, 14:22
                    Niezłe zwłaszcza to korzystanie.
                    Nie ja składałam pozew. Wystarczy mi stres związany z procesem, nie
                    będę sobie fundować na własne życzenie powtórki z rozrywki.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja