Dodaj do ulubionych

Jak to zrobić, pomóżcie...?

30.12.07, 10:08
Dzien dobry. Nowy rok i nowe postanowienia... Chcialam prosic Was o
pomoc i rady. Postanowilam zmienic zycie na lepsze - chce rozwodu.
Niestety moj mąż powiedzial, ze mi "nie da rozwodu" (tak jakbym byla
jego wlasnoscią?). Nie ma zadnych alkoholi, bica itd. Nie ma tez juz
zadnych emocji, jest totalna pusta, brak szacunku, jakiejkolwiek
pomocy itd. Nie ma nic, co w zwiazku dwoch ludzi byc powinno i czego
sie w nim szuka. Chce, zeby to sie skonczylo. Mysle, ze moje oceny
sa obiektywne, poniewaz podzielaja je moi znajomi. To wszystko
dotrwalo do teraz, poniewaz nieustannie sie poswiecalam. Tylko... ja
tez chce miec cos od zycia (jakos nie przekonuje mnie mozliwosci
reinkarnacji jako opcja na lepsze jutro).
Mamy malego synka. Nie chce w zaden sposob odbierac go mężowi,
utrudniac ich kontaktow.
I nie poddam sie. Nie chce tej wersji zycia juz dluzej. Boje sie, ze
nasze prawo i sądy nie zniszczą.
Obserwuj wątek
    • serganda Re: Jak to zrobić, pomóżcie...? 30.12.07, 11:06
      poczytaj sobie to forum:
      www.rozwody.fora.pl/
      • zoolla Re: Jak to zrobić, pomóżcie...? 30.12.07, 11:12
        dziekuje.
        jestes w stanie podac link do konkretnego wątku? ... bo na tym formu
        jest chyba jakis problem...

        serganda napisała:

        > poczytaj sobie to forum:
        > www.rozwody.fora.pl/
    • aron95 Przedstawiłaś nam sie .? 30.12.07, 11:42
      jako rozkapryszona mężatka której się wydaje że wie, czego od życia chce .
      Więc nie dziw sie zainteresowaniu takim tematem .
      • zoolla Re: Przedstawiłaś nam sie .? 30.12.07, 12:05
        aron95 napisał:
        żebys jeszcze mial pojecie, o czym mowisz... i zdawal sobie chociaz
        troche sprawe jak wyglada takie zycie.


        > jako rozkapryszona mężatka której się wydaje że wie, czego od
        życia chce .
        > Więc nie dziw sie zainteresowaniu takim tematem .
    • zielona_ropucha Re: Jak to zrobić, pomóżcie...? 30.12.07, 12:12
      zoolla napisała:

      Mysle, ze moje oceny
      > sa obiektywne, poniewaz podzielaja je moi znajomi.

      To straszne co piszesz...kieruj sie swoimi uczuciami,znajomi nie są
      obiektywni,i nigdy nie bedą.

      • zielona_ropucha Re: Jak to zrobić, pomóżcie...? 30.12.07, 12:12
        bez przecinkasmile) przed ismile
      • zoolla Re: Jak to zrobić, pomóżcie...? 30.12.07, 12:16
        Kieruje sie tylko i wylacznie swoimi uczuciami.

        Opinie innych to ewentualnie jakies potwierdzenie. Zreszta... tez w
        jakiejs mierze sa podzielone smile


        zielona_ropucha napisała:

        > zoolla napisała:
        >
        > Mysle, ze moje oceny
        > > sa obiektywne, poniewaz podzielaja je moi znajomi.
        >
        > To straszne co piszesz...kieruj sie swoimi uczuciami,znajomi nie

        > obiektywni,i nigdy nie bedą.
        >
    • tricolour No to musisz się rozwieść... 30.12.07, 12:20
      ... pomimo niechęci męża, co jest jak najbardziej możliwe, tylko trochę dłużej
      potrwa. Jeśli mieszkacie razem, macie wspólne konto itp, to trudno bedzie
      udowodnić ustanie wszelkich więzi.

      Szkoda tylko, że doprowadziliście małżenstwo do absurdu i jedynym wyjściem jest
      rozwód...
      • zoolla Re: No to musisz się rozwieść... 30.12.07, 12:34
        mamy wspolne konto... ale chyba mozna zobaczy na jakiej zasadzie
        dziala ta "wspolnota"

        mieszkamy "razem" (jakies 3 dni na tydzien ze wzgedu na prace)
    • plisowanka Re: Jak to zrobić, pomóżcie...? 30.12.07, 13:04
      Wyprowadź się z domu na jakiś czas, potem złóż pozew z uzasadnieniem, że od relatywnie długiego czasu nie mieszkacie razem, więc nie ma między wami więzi. Sąd nie uwzględnia niemieszkania razem jeżeli wynika to z przyczyn zawodowych. To musi być wyprowadzka w celu zerwania wspólnego pożycia.

      A jeżeli naprawdę nie możesz się wyprowadzić, bo np. nie masz na to środków finansowych, a mąż naprawdę będzie uparty jak osioł i się na rozwód nie będzie godził, to znajdź sobie nowego partnera, przypraw mu przysłowiowe rogi - wtedy zapewne się zgodzi na rozwód, bo będzie miał dość.

      W obecnym stanie rzeczy: mieszkacie razem, mąż chce utrzymać małżeństwo - wątpię aby sąd orzekł rozwód. Sąd potraktuje twój pozew jako chwilowy kaprys, choć ja osobiście tak nie uważam. Sąd musi przede wszystkim dążyć do utrzymania podstawowej komórki społecznej jaką jest rodzina itd.; takie obowiązki nakłada na niego prawo.
      • zoolla Re: Jak to zrobić, pomóżcie...? 30.12.07, 13:17
        czyli nie ma znaczenia, ze ta podstawowa komorka stracila swoja
        funkcje i istnieje jedynie formalnie? Ze nic nie czuje, ze dla mnie
        jest to sytuacja nie do zniesienia, nieprzerwane spięcia, nerwy
        itd...?

        a czy "przyprawienie rogow" nie bedzie skutkowalo orzeczeniem mojej
        winy?
        • akacjax Re: Jak to zrobić, pomóżcie...? 30.12.07, 14:23
          Rozwód można uzyskac gdy nastąpiło trwałe i zupełne ustanie więzi gospodarczej, uczuciowej i fizycznej o ile nie ucierpi na tym dobro małoletnich dzieci.

          Napisz całą prawdę, może coś dodamy. Bo mam odczucie, że to, co opisałaś może być powierzchowne.
          Możesz wystąpić do sądu z pozwem, ale najpierw sprawdź, czy Wasze małżeństwo spełnia rozwodowe warunki.
          Niestety małżeństwo to nie żarty. Można spróbować ratować więzi np.terapią.
          • zoolla Re: Jak to zrobić, pomóżcie...? 30.12.07, 14:46
            Ratowanie wiezi nie wchodzi w gre. Nie ma ich juz od dawna. Za duzo
            zlego lub za malo dobrego mnie spotkalo z jego strony. W
            rzeczywistosci zawsze ze wszystkim bylam sama, calkowicie sama.
            Niestety za pozno zorientowalam sie, ze to ten przypadek faceta,
            ktory oczekuje służalczej postawy kobiety nie oferujac w zamian nic,
            poza "mozliwoscia" spelniania jego zachcianek. Zawsze moglam liczyc
            na jego totalna krytyke, oczywiscie niezbyt konstruktywną oraz
            lekcewazenie.
            Sprawa "wspolnego" mieszkania wynika z faktu, ze pracujemy w roznych
            miejscach. Przezyc 3 dni w tygodniu jeszcze jakos sie dawalo, ale
            ostatnio to juz niemozliwe.
            • akacjax Re: Jak to zrobić, pomóżcie...? 30.12.07, 15:07
              to ten przypadek faceta,
              > ktory oczekuje służalczej postawy kobiety nie oferujac w zamian nic,
              > poza "mozliwoscia" spelniania jego zachcianek. Zawsze moglam liczyc
              > na jego totalna krytyke, oczywiscie niezbyt konstruktywną oraz
              > lekcewazenie.

              Z tego tekstu jakoś wyłania się obraz niezbyt dobrego małżeństwa, może nawet przemocy psychicznej?
              A to zmienia obraz jaki dawał pierwszy post.
              Niestety aby dostać rozwód trzeba udowodnić, że nie ma więzi na trwale. Oczywiście uwzględniając możliwość odmowy przez sąd gdy są małolaty.
              • zoolla Re: Jak to zrobić, pomóżcie...? 30.12.07, 15:16
                Niezbyt dobre malzenstwo to delikatne okreslenie. To malzenstwo to
                niestety katastrofa. Mysle, ze w pewnej mierze przemoc psychiczna ma
                miejsce. Oczywiscie on sie wszystkiego wypiera i teraz gra
                przepieknie, co jest dla mnie jedynie potwierdzeniem slusznosci
                mojej decyzji. Zmarnowalam juz dostatecznie duzo zycia. Nie stac
                mnie na marnowanie go dalej, nie stac mnie na dalsze nerwy.
                Jak mam udowodnic, ze nie ma wiezi na trwale? Od dlugiego czasu nie
                czuje juz nic, nie ma zadnych kontaktow fizycznych, praktycznie nie
                rozmawiamy itd.
        • plisowanka Re: Jak to zrobić, pomóżcie...? 30.12.07, 21:50
          zoolla napisała:

          > czyli nie ma znaczenia, ze ta podstawowa komorka stracila swoja
          > funkcje i istnieje jedynie formalnie? Ze nic nie czuje, ze dla mnie
          > jest to sytuacja nie do zniesienia, nieprzerwane spięcia, nerwy
          > itd...?

          Przed sądem wszystko trzeba udowodnić, nie wystarczą same zapewnienia. Ty chcesz odejść, mąż nie. Więc sąd uzna, że ze strony męża więzi są, a to zerwanie więzi musi być przecież obustronne. Poza tym, abstrahując od więzi uczuciowych, wyraźnie istnieją między wami więzi ekonomiczne - wspólne mieszkanie ze sobą i prowadzenie wspólnego gospodarstwa domowego.

          Poza tym oczywiste, że sąd jest bardzo ostrożny w orzekaniu rozwodu, gdy jest wspólne dziecko małoletnie.

          Dlatego według mnie jedynym wyjściem jest po prostu wyprowadzenie się z domu. Wtedy będzie łatwiej udowodnić te przesłanki zerwania wszelkich więzi.

          zoolla napisała:
          > a czy "przyprawienie rogow" nie bedzie skutkowalo orzeczeniem mojej
          > winy?

          Istnieje takie ryzyko oczywiście. Ale:
          - chyba lepiej to ryzyko ponieść niż nie dostać rozwodu w ogóle (jeżeli już naprawdę nie możesz się wyprowadzić)
          - istnieje duże prawdopodobieństwo, że twojemu mężowi nie będzie się wówczas chciało udowadniać twojej winy w sądzie (bo to żmudne, kosztowne i wstydliwe dla faceta - stereotyp rogacza) i zgodzi się na rozwód bez orzekania o winie
          • pieg00ska Re: Jak to zrobić, pomóżcie...? 30.12.07, 22:21
            > Poza tym oczywiste, że sąd jest bardzo ostrożny w orzekaniu
            rozwodu, gdy jest wspólne dziecko małoletnie.

            Z tym akurat sie nie zgodzę. W moim przypadku sąd nie za bardzo
            wgłębiał się sytuację, mimo że mamy dwójkę dzieci, w tym jedno
            roczne. Od naszego rozstania nie minęło nawet pół roku, Wysoki Sąd
            nawet nie zainteresował się czy dcyzja jest przemyślana, nie
            proponował ugody.
            Rozwód dostaliśmy na pierwszej rozprawie, która trwała chyba z pół
            godziny, wliczając w to zeznania świadka w sprawie dzieci.
            Miałam nawet skojarzenie, że trafiłam na fabryczną taśmę smile

            Pozdrawiam
            pieg00ska
            • alba.alba Re: Jak to zrobić, pomóżcie...? 31.12.07, 00:00
              Po pierwsze to zależy na jakiego sędzinę/sędziego się trafi. Ale w wypadku autorki wątku sytuacja jest inna, bo oprócz małoletniego dziecka mąż chce utrzymać małżeństwo. Więc jest przewaga "przeciw" rozwodowi. Tak więc wątpię, żeby zaraz po pierwszym pozwie sąd orzekł rozwód. Bo zgadzać się muszę obydwie strony, chyba że da się udowodnić winę tego który się nie chce zgodzić, np. alkoholizm, zaniedbywanie rodziny, niepracowanie itd. A w wypadku męża autorki tego nie ma. Czyli autorka musiałaby udowadniać, że te kłótnie i chłód to wyłącznie z winy męża, a to jest trudne do udowodnienia, że to wyłącznie z jego winy.
              • zoolla Re: Jak to zrobić, pomóżcie...? 31.12.07, 00:41
                prosze mowcie dalej...

                czesciowo mnie to zalamuje, czesciowo mi pomaga smile

                p.s. nie chce go widziec wiecej...
                • plujeczka Re: Jak to zrobić, pomóżcie...? 31.12.07, 09:18
                  doskonale Cię rozumiem, chłód uczuciowy jest równie dotkliwy jak
                  przemoc fizyczna.Jeżeli ktoś mysli inaczej to znaczy ,ze sam takiej
                  sytuacji nie doświadczył.I powiem jeszcze jedno , nic nie da zadna
                  terapia i odwlekanie tej decyzji o rozwodzie w czasie > Ja
                  zwlekałam z decyzja o rozwodzie i w ten sposób minęło 20 lat z tego
                  15 zupełnie zmarnowanych zarówno dla mnie jak i mojego meża.Nic si
                  ęęedzy nami nie poprawiło, nie potrafilismy ze soba rozmawiać,
                  pozozumiewalismy się na zasadzie komunikatów , pozniej nie miałam
                  juz siły aby chcieć nawiazać dialog stawalismy się dwojgiem obcych
                  ludzi.Proponowłam rózwód na poziomie kulturalnych ludzi, dogadanie
                  sie w kwestii finanswoej, utrzymania mieszkania,
                  alimentów....skończyło się na procesach w sądzie, szarpaniu się a
                  mogło być inaczej....dzisiaj oceniajac swoje małżeństwo za nic w
                  świecie nie tkwiłabym tak długo w związku " lodowcowym" dwoja ludzi,
                  których nic nie łączy.
                  • zoolla Re: Jak to zrobić, pomóżcie...? 31.12.07, 10:39
                    Mysle, ze przed czym takim chce uchronic siebie, nas i tak naprawde
                    nasze dziecko. Dzieci doskonle wyczuwaja jakie sa relacje miedzy
                    doroslymi i kiedy ma miejsce gra pod publiczke.
                    Nie wierze w zadne terapie i zmiany. Probowalam kilka lat.
                    Naturalnie teraz zmiana jest dramatyczna tylko wynika ona z
                    przerazenia, ze ja tym razem podjelam decyzje, nie (kolejna) probe
                    naprawiania.
                    My juz jakis czas komunikujemy sie na zasadzie prostych komunikatow
                    i zdawkowych odpowiedzi na niezbedne pytania.
            • zoolla Re: Jak to zrobić, pomóżcie...? 31.12.07, 10:35
              Pieg00ska, czy mozesz mi powiedziec o tym cos wiecej? moze na maila?
    • aron95 Dziewczyny 31.12.07, 09:28
      Wasze sytuacje życiowe nijak się mają do sytuacji zooli ,wiem szukacie
      podobieństw i skupiacie się na nich . Z lektury zooli dla mnie wynika że
      dziewczyna zaplanowała sobie małżeństwo a po czasie okazało się że wyobrażenia
      nijak sie mają do rzeczywistości . Tyle samo jest jego winy co jej . Jeśli zoola
      nie widzi się w tym związku , rozwód
      A na rynku pojawi sie fajny wartościowy facet .
      • zoolla Re: Dziewczyny 31.12.07, 10:34
        Oczywiscie sytuacje zyciowe sa bardzo rozne. Nie oznacza to, ze moja
        jest jakąś fanaberią a taki osąd wyczuwam w Twoim wypowiedziach.

        Fajny, wartosciowy facet... hmmm... mysle, ze sa kobiety szukające
        takiego typu faceta. Wowczas owszem. Ja mu w zadnym razie nie zycze
        zle.
      • akacjax Aron 31.12.07, 14:06
        Czy sądzisz, że jej posty oddają sytuację domową?
        Jeżeli facet ją lekceważy-to znaczy-źle sobie wyobraziła małżeństwo? Wiesz jacy faceci za cholerę nie chcą rozwodów, ani nie próbują szukać rozwiązań, terapii?

        Być może jest też inna prawda, może ona kocha kogoś innego-wiadomo to inna przyczyna, ale też powód do rozstania.
        Gdyby było tak, że małżeństwo nie spełnia jej oczekiwań, też można się rozwodzić, a szukanie podobieństw-coś złego?


        • zoolla Re: Aron 31.12.07, 17:53
          dzieki smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka