Dodaj do ulubionych

Jak długo trwa szczęście?

15.02.08, 08:53
Jak długo trwa szczęście budowane na nieszczęściu innych- zwłaszcza
dzieci? Takie pytanie wysłałam sms do mojego jeszcze męża. Mój mąż
ma romans z kobietą, która ma męża i dwójkę malutkich dzieci.W tej
chwili mieszkają razem, szczęśliwi jak mówią.Wynajmują mieszkanie.
Mąż tej pani zabrał jej starsze dziecko, którego nie widziała już 3
tygodnie zostawił 6-miesięczne bo nie jest pewien czy to jest jego
dziecko. Nie mają pieniędzy, auta, dobrze płatnej pracy, przyjaciół
i nie wiedzą obydwoje co będzie jutro ale żyją razem wbrew
wszystkim.Ja nie mogę patrzeć jak on się stoczył, jak się zmienił,
nie ma czasu dla naszej córeczki. Najgorsze jest to,że zniszczyli
dwie rodziny. W tym dramacie uczestniczą dzieci, rodzice tej pani i
moi, którzy to bardzo przeżywają i nie mogą w to uwierzyć.
Uczestniczę ja i jej mąż(znamy się), który ciągle ma nadzieję, że
ona wróci. Ona wróciła na 10 minut by z zimną twarzą zabrać kilka
rzeczy z domu i nie patrząc na płacz swojej matki i dziecka, które
płacze i mówi mamusiu zostań, odchodzi i wraca do niego na piechotę
4 km bo nie ma czym pojechać. Straszne to. Powiedzcie: Jak długo
będzie trwało to ich szczęście zbudowane na nieszczęściu innych?
Obserwuj wątek
    • jedza.4 Re: Jak długo trwa szczęście? 15.02.08, 09:16
      Otylka ,nie wiem czy to mozna nazwac szczescie ,jest takie
      porzekadlo -na cudzym nieszczesciu szczesliwy sie nie bedzie -chyba?
      moze to tylko poped seksualny?sorry ,ale trzeba byc ostatnim dnem
      aby takie poczynania robic,ja sma sie nie rozwodze ,lecz moja
      siostra i wychodzi z tego brudna wojna ,bo pan i wladca opusicil
      rodzine ,choc byl jedynym zywicielem i dala jej grosze na przezycie
      choc sam musi jedzic na wakacje ,prwdopodobnie zostanie odloczony
      gaz ,bo po prostu nie ma na to pieniedzy,rodzina pomaga co moze ,ale
      co dalej?Czy maja oni sumienie?
      • otylka24 Re: Jak długo trwa szczęście? 15.02.08, 09:28
        I ja i wszyscy uważają, że w tej sytuacji chodzi o seks.Choć to
        strasznie boli musiałam się z tym pogodzić, że wybrał ją ale nie
        można się pogodzić z krzywdą jaką tych dwoje zafascynowanych sobą
        robi innym a głównie własnym dzieciom. Ja jak patrzę na swoje
        dziecko to chce mi się płakać.
        Jeśli chodzi o twoją siostrę to wspieraj ją jak możesz to jest jej
        bardzo potrzebne aby się nie załamać. Ja mam wsparcie i wiem jak
        jest ważne. A jeżeli chodzi o sumienie. Mam czasami wrażenie, że to
        są wariaci opętani złem, sobą nawzajem bez sumienia.
        • jedza.4 Re: Jak długo trwa szczęście? 15.02.08, 09:47
          Otylka,oczrowanie kiedys minie ,i nawet seks sie znudzi,i nie mozesz
          siebie winic ,ze mu zle bylo lub cos takiego,.Najgorsze jest w tym
          wlasnie zdziwienie ,znamy wlasnie ,,takich,,mezow ,i wychodzi ta
          podlosc ,ten egoizm i myslisz sobie czy ja bylam slepa czy co?z
          tygodnia na tydzien chamstwo wyszlo ,i to wlasnie boli.Ta gra w
          slowa ,nie nie mam nikogo ale musze sie rozwiesc ,i te mysli zle mu
          bylo?jestem az tak nieatrkacyjna te wlasnie mysli chodz po glowie
          mojej siostrze,i napweno wielu innym ,dopty nie wyjdzie szydlo z
          worka ze ktos inny jest w malzenstwie.nie mozemy sie poddac ,mamy
          tylko jedno zycie nie?i dzieci w tym wszystkim najbardziej cierpia.
        • anbale Re: Jak długo trwa szczęście? 15.02.08, 09:48
          O co chodzi w tej sytuacji wiedzą tylko oni, na pewno nikt z zewnątrz, ale
          wydaje mi się, że raczej nie tylko o seks. Coś w sobie odnależli, czego nigdy
          nie mieli wcześniej.
          Takie wielkie emocje mają to do siebie, że człowiek podąża do obiektu swej
          miłości depcząc wszystko i wszystkich po drodze. Nikt i nic nie ma znaczenia.
          Wydaje mi się, że mogą, wbrew pozorom, być szczęśliwi i nigdy nie żałować
          swojego radykalnego kroku. Oni nie traktują swego posunięcia jako "krzywdy", dla
          nich to cena jaką zapłacili za swe szczęście.
          • mary171 Re: Jak długo trwa szczęście? 15.02.08, 09:55
            Nie pojmę też tego. Rozumiem, że można pzrestać kochać żonę/meża, że
            można się w kimś szaleńczo zakochać (mam nadzieję, że mnie to
            spotka), ale nigdy nie zrozumiem jak matka moze dla nowego faceta
            zaniedbać i porzucić swoje dziecko i krzywidzić je. Ojciec inaczej
            bo jednak w większości sytuacji dzieci zostają z matką. Takich
            kobiet nigdy nie zrozumiem.
            A Twój mąż w koncu pzrejży na oczy. nawet nawiększa sielanka i
            zakochanie w pewnym momencie mija, bo prędzej czy później problemy
            dnia codziennego wszystkich złapią. Ale wtedy będzie za późno. A
            swojego szczęścia kosztem szczęścia innych nie wolno budowac. Egoizm
            tak, ale nie skrajny.
            • sadaga Re: Jak długo trwa szczęście? 15.02.08, 11:15
              też tego nie rozumiem...bo że zauroczenie, ze wielka namiętność, że
              poczucie bycia atrakcyjnym dla innej osoby...to jestem w stanie
              zrozumieć. ale przecież mamy rozum prawda, moralność? i gdzie w tym
              wszystkim dojrzałość, odpowiedzialność, uczciwość? wszystko można
              usprawiedliwić tylko co z tego? namiętność nie usprawiedliwia
              taranowania wszystkich i wszystkiego dookoła. i jeżeli już - to
              można odejść z honorem i można paląc za sobą wszystko... niestety
              drugi model jest częściej wybierany? łatwiejszy? czy moze łatwiej
              wtedy się usprawiedliwić?
              w tym wszystkim żal dzieci...
              poza tym też jestem zdania ze na cudzej krzywdzie
              własnego "szczęścia" się nie zbuduje. myślę ze to co robimy wraca
              jak bumerang.
          • otylka24 Re: Jak długo trwa szczęście? 15.02.08, 10:30
            anbale napisała:

            > O co chodzi w tej sytuacji wiedzą tylko oni, na pewno nikt z
            zewnątrz, ale
            > wydaje mi się, że raczej nie tylko o seks. Coś w sobie odnależli,
            czego nigdy
            > nie mieli wcześniej.
            Nie wiem czego nie miał wcześniej ale wiem,że to ja zawsze dbałam o
            dom,myślałam jak zdobyć pieniądze gdy ich zabrakło, pomogłam mu w
            najcięższych chwilach w życiu kiedy siedział w więzieniu przez trzy
            lata(było to 2lata po ślubie bo wyszła stara sprawa z młodości).
            Czekałam przez 3 lata bo kochałam i widziałam w nim dobrego
            człowieka, bo wiedziałam że załamie się tam jak go opuszcze. Kiedy
            wyszedł pomogłam mu się odnaleźć, zaszłam w ciąże i nie
            przeszkadzało mi tak bardzo, że mało zarabia bo wiedziałam, że
            trudno mu się odnaleźć. Zrezygnowałam ze studiów bo były ważniejsze
            wydatki. kiedy byłam w ciąży już za nią latał. A w domu zawsze było
            co jeść moja mama nam dużo pomagała tata robił wszystkie remonty, co
            było trzeba bo on nawet podstawowych rzeczy nie potrafił albo nie
            chciał.Kiedy urodziło się dzieciątko było mi ciężko a ja namówiłam
            go na szkołę bo chciałam żeby miał wykształcenie ale on nie miał
            ambicji. Miał wszystko dom, dziecko, żonę to czy ktoś mi powie
            czego mu zabrakło? anbale czego?
            • tricolour Miał za dobrze... 15.02.08, 10:38
              ... jak się komuś wszystko da pod sam nos, to nie szanuje tego.
            • anbale Re: Jak długo trwa szczęście? 15.02.08, 10:44
              otylka24 napisała:


              Miał wszystko dom, dziecko, żonę to czy ktoś mi powie
              > czego mu zabrakło? anbale czego?

              Nie mam pojęcia...ale wiem jedno: nawet największe poświęcenia, dary i Bóg wie
              co jeszcze nie uchronią nas przed brutalnym odtrąceniem, i trzeba zawsze mieć
              tego świadomość. A zresztą uważam, że to fatalna postawa- dawać komuś wszystko,
              nie oczekując nic w zamian. Darczyńca oczekuje na ogół dozgonnej wdzięczności
              obdarowanego, a tenże czasem tylko się rozgląda, jak się wyplątać...
            • tricolour Nie chcę Ci sprawiać przykrości... 15.02.08, 10:47
              ... ale przeczytaj jeszcze raz swój ostatni post. Mówiąc o mężu i zastanawiając
              się nad powodami odejścia piszesz "ja". Piszesz, co Ty zrobiłas i jak sie
              poświęciłaś dla niego.

              Jakby ktoś mi wszytsko dawał i poświęcał, to traktowałbym go jak sługę...
              • otylka24 Re: Nie chcę Ci sprawiać przykrości... 15.02.08, 11:41
                tricolour napisał:

                > ... ale przeczytaj jeszcze raz swój ostatni post. Mówiąc o mężu i
                zastanawiając
                > się nad powodami odejścia piszesz "ja". Piszesz, co Ty zrobiłas i
                jak sie
                > poświęciłaś dla niego.
                >
                Wiem a teraz widzę to doskonale, że za bardzo. Winię się za to i
                macie rację prawie go zagłaskałam. Nie wiem jak mogłam z tym żyć?
                Przyznam się, że często mi to przeszkadzało i próbowałam go
                motywować aby to on wziął sprawy w swoje ręce ale nie wziął.Zawsze
                chciałam mieć faceta na którym mogłabym polegać a nie miałam i teraz
                to widzę.

                > Jakby ktoś mi wszytsko dawał i poświęcał, to traktowałbym go jak
                sługę...
                Niestety czasu cofnąć nie mogę
              • otylka24 Re: Nie chcę Ci sprawiać przykrości... 15.02.08, 11:49
                tricolour napisał:

                > ... ale przeczytaj jeszcze raz swój ostatni post. Mówiąc o mężu i
                zastanawiając
                > się nad powodami odejścia piszesz "ja". Piszesz, co Ty zrobiłas i
                jak sie
                > poświęciłaś dla niego.
                >
                Wiem o tym i teraz to widzę doskonale.Przyznam szczerze, że
                przeszkadzało mi to, że ja o wszystkim muszę myśleć za niego.
                Próbowałam go motywować do działań, chciałam ,żeby był ambitniejszy.
                Z resztą zawsze chciałam mieć faceta na którym będę mogła
                bezgranicznie polegać i nie miałam ale jakoś z tym żyłam.

                > Jakby ktoś mi wszytsko dawał i poświęcał, to traktowałbym go jak
                sługę...

                Czasu niestety nie cofnę
            • sylwiamich Re: Jak długo trwa szczęście? 15.02.08, 10:49
              Miał wszystko dom, dziecko, żonę to czy ktoś mi powie
              > czego mu zabrakło? anbale czego?

              A co to za różnica czego mu zabrakło? Skup się na sobie. Przestań
              spełniać jego pragnienia, z zacznij swoje. Wtedy Twoje szczęscie
              będzie zależne od Ciebie...nie od kogoś.
              • sylwiamich Re: Mam sposób..jesli to tylko seks 15.02.08, 10:58
                bartoszweglarczyk.blox.pl/2008/02/Oddam-seks-za-plazme.html
                • aron95 Re: Mam sposób..jesli to tylko seks 15.02.08, 11:37
                  To ja wybieram sex
            • angoba Re: Jak długo trwa szczęście? 15.02.08, 12:03
              otylka24 napisała:
              > Miał wszystko dom, dziecko, żonę to czy ktoś mi powie
              > czego mu zabrakło? anbale czego?


              może akceptacji?
              • otylka24 Re: Jak długo trwa szczęście? 15.02.08, 12:18
                angoba napisała:

                > może akceptacji?
                Angobo akceptowałam go takim jakim był.Czy to źle? Widziałam jego
                wady i zalety. Wiem, że mnie kochał dopóki nie poznał jej. Nie
                bronię go ale wiem, że to ona nim zawładnęła
                • angoba Re: Jak długo trwa szczęście? 15.02.08, 12:35
                  otylka24 napisała:

                  > angoba napisała:
                  >
                  > > może akceptacji?
                  > Angobo akceptowałam go takim jakim był.Czy to źle? Widziałam jego
                  > wady i zalety. Wiem, że mnie kochał dopóki nie poznał jej. Nie
                  > bronię go ale wiem, że to ona nim zawładnęła


                  Otylko nie atakuję Cię, tylko... mój były mąż też był przeze mnie akceptowany
                  taki jaki był, a jednak on tego tak nie odbierał, każdą moją uwagę, każde moje
                  motywujące do dalszego rozwoju stwierdzenie odbierał jako brak akceptacji, w
                  każdym razie tak mi powiedział odchodząc (oczywiście nie w "próżnię") że nie
                  jest szczęśliwy i że go nie akceptowałam,
                  dzięki temu "brakowi akceptacji" skończył studia a potem zrobił 3 studia
                  podyplomowe, które bardzo mu się przydały w karierze zawodowej wink
    • aron95 Re: Jak długo trwa szczęście? 15.02.08, 10:38
      Jakże podobna historia do mojej , z szczęściem w roli głównej .
      Obserwuję tą "sielankę" i po 1.5 roku widzę jedynie upadek a znajomi nie
      przestają sie po głowach pukać na ich wspomnienie .
      A szczęście ? Gdzieś tam jest ale raczej nie w nich .
      • otylka24 Re: Jak długo trwa szczęście? 15.02.08, 11:33
        aron95 napisał:

        > Jakże podobna historia do mojej , z szczęściem w roli głównej .
        > Obserwuję tą "sielankę" i po 1.5 roku widzę jedynie upadek a
        znajomi nie
        > przestają sie po głowach pukać na ich wspomnienie .
        > A szczęście ? Gdzieś tam jest ale raczej nie w nich .

        U Arona to już 1,5 roku a umnie 1,5 miesiąca. Chciałabym, żeby to
        już było 1,5 roku może już inaczej bym na to patrzyła a tak to dzień
        raz taki a raz taki a dzisiaj raczej kiepsko. Wybieram się dziś
        pierwszy raz na spotkanie Forum to może mi się polepszy.
        • aron95 Re: Jak długo trwa szczęście? 15.02.08, 11:40
          otylka24 napisała:


          > U Arona to już 1,5 roku a umnie 1,5 miesiąca. Chciałabym, żeby to
          > już było 1,5 roku może już inaczej bym na to patrzyła a tak to dzień
          > raz taki a raz taki a dzisiaj raczej kiepsko. Wybieram się dziś
          > pierwszy raz na spotkanie Forum to może mi się polepszy.


          Tak trzymaj . Umilaj sobie życie ile tylko i kiedy możesz .
          • otylka24 Re: Do Arona 15.02.08, 13:25
            aron95 napisał:


            > Tak trzymaj . Umilaj sobie życie ile tylko i kiedy możesz .

            Myślałam, że jak pójdę na zakupy i kupię sobie cos fajnego to będzie
            super. Było. W sklepie. W domu pomyslałam i co z tego nawet nie ma
            mi kto powiedzieć "wyglądasz super". Wtedy jest bardzo przykro.Ale
            masz rację trzeba myśleć o sobie.
    • mini_me Re: Jak długo trwa szczęście? 15.02.08, 11:04
      Mój m tez miał wszystko i już dawno doszłam do wniosku że kotka można na śmierc
      zagłaskać! zresztą m mi powiedział że przez mnie niczego się w życiu nie dorobił
      big_grin tzn on mi dzięuje że go zmusiłam do zadania matury i skończenia studiów ale
      generalnie to że nic nie ma to przeze mnie smile
      widac w życiu potrzebna jest adrenalina i nich mu ktoś inny jej dostarcza bo ja
      tam wolę stabilizację i spokój!
      I szczęścia im życze jak najwięcej i jak najdalej ode mnie smile
      Choc obawiam się że to czego m chce tez minie z nową panienką bo jednak
      wcześniej czy później proza życia zabija kolacyjki kwiaty i romantyzm a zostaje
      odkurzanie, wyrzucanie śmieci i pranie skarpet wink
      no i znowu zołza się we mnie obudziła!
    • sagaretia Re: Jak długo trwa szczęście? 15.02.08, 11:38
      "Śmieci wszędzie wynosi się tak samo....." i mąż kiedyś zda sobie z
      tego sprawę,a wtedy przejrzy na oczy .Pewnie zatęskni za Tobą i
      przepraszam że to tak nazwę za "starym" życiem.Tylko ,że mam
      nadzieję ,że wtedy będzie już za późno....za późno na to żebyś Ty
      pozwoliła mu wrócić(bo wiem,że teraz myslisz tylko o tym żeby
      wrócił,tęsknisz ,bardzo cierpisz,....sama to przeszłam).Mówię
      zapóźno,bo nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki...to ogromne
      ryzyko.
      Ja weszłam i o mało co się nie utopiłam....a przecież mam cudowne
      dziecko ,które musi mieć w życiu coś czemu może ufać,wierzyć ,coś
      solidnego.Co ma sobie mysleć o małżeństwie? że ludzie się
      rozchodzą ,krzywdzą ,zdradzają,wracają,znów odchodzą....
      Chcę mojej córce pokazać ,że to patologia,że to złe,że nie tak
      wygląda życie dwojga kochajacych się ludzi,że małżeństwo to
      lojalność ,uczciwość ,partnerstwo(moi rodzice są dla mnie takim
      przykładem).
    • jarena2 Re: Jak długo trwa szczęście? 15.02.08, 12:26
      Dziewczyny, a jakie to ma teraz znaczenie, czego mu brakowało,
      odszedł bo był nieszczęśliwy, a teraz wydaje mu sie że to jest
      właśnie to, że to jest jego szczęście którego szukał przez wiele lat
      he, he...aż przyjdzie taki dzień że stwierdzi "kurcze to znowu
      pomyłka, w co ja się wpakowałem, po co wszystko zmieniałem..." i co
      znowu zacznie szukac swojego szczęscia...i tak przez całe życie
      niektórzy ludzie szukają swojego szczęcia po drodze
      unieszczęśliwiając innych...smutne to wszystko sad
    • jarena2 Re: Jak długo trwa szczęście? 15.02.08, 12:29
      Otylko,
      doczytałam się że idziesz dzisiaj na to spotkanie na 20, ja też bym
      sie chętnie wybrała, ale nikogo tam nie znam. I tak sobie pomyślałam
      że może jakoś byśmy sie umówiły wcześniej i razem tam poszły? Co ty
      na to?
      • otylka24 Re: Jak długo trwa szczęście? 15.02.08, 12:39
        Bardzo chętnie bo ja też pierwszy raz i nikogo nie znam. Ja będę
        jechała samochodem od strony Wawra. Gdzie możemy się umówić?
        • jarena2 Re: Jak długo trwa szczęście? 15.02.08, 12:54
          Ja jadę z Woli, będę jechac Świętokrzzyską, i możemy spotkac sie
          wcześniej np w Mc Donaldzie róg Świętokrzyskiej a Marszałkowkiej na
          kawę, albo już bezpośrednio pod tym klubem?
          • otylka24 Re:Do Jareny 15.02.08, 13:12
            Jeśli masz GG to umówimy się na GG. mój numer to 11496895
            • jarena2 Re:Do Otylki 15.02.08, 13:22
              Mój numer na GG jest nie aktywny, a zarejestrowac sie nie moge , bo
              pokazuje mi się komunikat że nie można połączyc sie z serwerem
              rejestrującym, także zostaje nam mail gazetowy: jarena2@gazeta.pl
              • otylka24 Re:Do Jareny 15.02.08, 13:26
                OK. odbierz pocztę
                • jarena2 Re:Do Otylki 15.02.08, 13:55
                  Mam nadzieję że doszła odpowiedź?
    • adela38 Re: Jak długo trwa szczęście? 18.02.08, 08:20
      Moze odwroce pytanie- a jak sie bys czula majac swiadomosc, ze on cie nie kocha
      i kocha inna? A z toba jest, bo dziecko, sprawy materialne itp...
      Piszesz, ze oni zniszczyli dwie rodziny... a moze oni buduja swoja rodzine? Moze
      w tej rodzinie jest miejsce na wszystkie dzieci? A co by bylo, jakby on chcial
      by corka mieszkala z nim, a nie z toba? Ma do tego takie samo prawo jak i ty...
      Moze tez dobrze, ze odeszli, bo dali wam obojgu szanse znalezienia prawdziwego
      uczucia i lepszego partnera?
      To, ze zdecydowali sie byc ze soba na przekor wszystkim przeciwnosciom losu
      swiadczy o wielkim uczuciu... To nie jest tylko sex...
      • wania46 Re: Jak długo trwa szczęście? 18.02.08, 09:05
        Otylko,wstawie tutaj cytat,chyba z forum uzaleznienia:
        "Milosc nie moze istniec bez wspolczucia,dyscypliny i sprawiedliwosci.Przyjmowanie lub oferowanie jej bez spelnienia tych warunkow prowadzi do jej unicestwienia"
        • a.niech.to Re: Jak długo trwa szczęście? 18.02.08, 09:33
          Czyli zrobił jej grzeczność.smile
          • wania46 Re: Jak długo trwa szczęście? 18.02.08, 10:36
            Niektorzy do bolu cwicza przewrotnosc myslenia)
            • a.niech.to Re: Jak długo trwa szczęście? 18.02.08, 11:49
              Waląc wprost, lepsze takie myślenie niż żadne. Najczęściej jest to w
              ostatecznym rozrachunku proces kierunkowy, jakkolwiek by nie
              wyglądał.smile
      • nangaparbat3 Re: Jak długo trwa szczęście? 18.02.08, 09:39
        > To, ze zdecydowali sie byc ze soba na przekor wszystkim przeciwnosciom losu
        > swiadczy o wielkim uczuciu... To nie jest tylko sex...

        Niestety wielkiego uczucia nie poznaje się po porzuceniu męża/zony i dzieci, ale
        po latach wspólnego zycia. I to jest najsmieszniejsze - nigdy z gory nie wiemy,
        okaże się zawsze po latach, i to wieluwink
        • a.niech.to Re: Jak długo trwa szczęście? 18.02.08, 11:51
          nangaparbat3 napisała:

          > I to jest najsmieszniejsze - nigdy z gory nie wiemy,
          > okaże się zawsze po latach, i to wieluwink
          Nie sytuacja, a zachowanie w niej ukazuje człowieka.
        • adela38 Re: Jak długo trwa szczęście? 18.02.08, 17:44
          nangaparbat3 napisała:

          > > To, ze zdecydowali sie byc ze soba na przekor wszystkim przeciwnosciom lo
          > su
          > > swiadczy o wielkim uczuciu... To nie jest tylko sex...
          >
          > Niestety wielkiego uczucia nie poznaje się po porzuceniu męża/zony i dzieci, al
          > e
          > po latach wspólnego zycia. I to jest najsmieszniejsze - nigdy z gory nie wiemy,
          > okaże się zawsze po latach, i to wieluwink

          Przy wielkim uczuciu inne rzeczy (maz/zona) sa male i mniej istotne... I
          jeszcze- wielkie niekoniecznie znaczy trwale...roznie z tym bywa...tyle, ze to
          wielkie uczucie pamieta sie zawsze... nawet jak przeminie...
          • nangaparbat3 Re: Jak długo trwa szczęście? 18.02.08, 19:51
            adela38 napisała:
            >
            > Przy wielkim uczuciu inne rzeczy (maz/zona) sa male i mniej istotne...

            Bez watpienia, z jednym zastrzezeniem - w przypadku małych ludzi.


            I
            > jeszcze- wielkie niekoniecznie znaczy trwale...roznie z tym bywa...tyle, ze to
            > wielkie uczucie pamieta sie zawsze... nawet jak przeminie...

            Duzo sie pamięta. Róznych rzeczy. Nic z tego nie wynika.
            Cecha wielkiej miłości jest trwałość, bez cienia wątpliwości.
            Cechą wielkiej namietności jest raczej ulotność, choć nie zawsze. Czasem
            przechodzi w miłość właśnie. Ale tylko w przypadku osob, ktorzy są do miłości
            zdolni, znaczy: mąż czy żona, nawet były i niekochany, nie jest dla nich rzeczą,
            ani istotną ani nieistotną.
    • nangaparbat3 Re: Jak długo trwa szczęście? 18.02.08, 09:33
      Najgorsze, ze nie maja auta. Ale z drugiej strony chodzenie pieszo słuzy
      zdrowiu, a wozenie sie autem zdecydowanie nie.
      Babcia tej malej nie powinna płakać, tylko zająć się wnuczką, moze tłumacząc
      jej, ze mamusia przeżywa ostry syndrom zakochania (znaczy chora), a do tego jest
      zdeterminowana na maxa - w sumie dramat niemal na miarę greckich tragedii.
      W sumie na tym forum i na innych przewalaja sie tabuny ludzi odchodzących do
      innych i rozwalajacych rodzine w imię "miłosci", nigdy jednak nie czytałam (ani
      nie słyszałam), by ktoś tak radykalnie rezygnował z dóbr doczesnych (znowu: w
      imię miłosci).
      Szkoda dzieci, za to doroslym uczestniczącym w dramacie proponowałabym mniej
      "przeżywać", a bardziej sie tymi dziećmi zająć (nie: litować sie i ubolewać).
    • movisz Re: Jak długo trwa szczęście? 18.02.08, 18:56
      Nigdy nie nalezy sie poswiecac dla meza. Najpierw ty, dziecko
      a jak starcza energi to wtedy maz. Rzadko docenia sie poswiecenie
      drugiej osoby natomiast szanuje sie osobe ktora ma jakies
      osiagniecia.
      Ale za pozno na ta rade jedynie w przyszlosci wez to pod uwage.
      Co do tego jak dlugo trwa takie szczescie to ci powiem:
      niedlugo i nigdy do konca. Zawsze to ze wyrzadzilo sie krzywde
      tylu osobom chodzi jak cien za nimi do konca ich zwiazku.
      Niby mozemy byc obojetni na to co ludzie mowia ale zawsze beda
      szly za nimi opinie innych ludzi i to co o nich mysla. A myslec
      dobrze
      nie beda a i pozwola sobie od czasu do czasu glosno komentowac.
      Nie uwolnia sie od tego a jak minie pierwsze oczarowanie to ten
      temat bedzie sie przewalal w ich klotniach jak kosc niezgody.
      Ale ich przyszlosc nie jest wazna i nie warta dyskusji. Beda mieli
      to na co zasluzyli. I nie mam zadnej watpliwosci.
      I nie wierze w jakiekolwiek odnalezione polowki. Polowki moga
      sie odnalezc ale mozna to zrobic tak by nie krzywdzic tylu ludzi
      po drodze. To nie wrozy pomyslnej przyszlosci tym polowka.
      Natomiast dzieci skrzywdzone porzuceniem przez rodzica nie nadrobia
      tego nigdy. To sa straty nie do odrobienia.
      Kiedys to zrozumieja ale bedzie za pozno dla kazdego. Wyrzadzonego
      zla juz nigdy sie nie naprawi.
    • la_persona_divorciada BZDETY 18.02.08, 19:03
      Sam jestem po już dłuższy czas i w ciągu tego okresu żyłem z czterema
      partnerkami i NIGDY nie pomyślałem że trzeba by było wrócić do byłej żony i nie
      wspominając jak bardzo dobre i wspaniałe było małżeństwo przez kilkanaście lat
      do czasu aż sie popsuło. Kobiety to co wy piszecie to wierutna BZDURA i jakie
      wysokie mniemanie musicie mieć o sobie że myślicie że wasi byli ex marzą lub
      chcą wrócić do was. Obudźcie się bo gdy facet odchodzi(rozwód) to nie po to by
      potem wracać. Pisanie że nie da się zbudować szczęścia na nieszczęściu innych to
      tylko WASZA DOBROWOLNA DEKLARACJA PRZYZNANIA SIĘ DO ROZPADU MAŁŻEŃSTWA skoro nie
      umiecie sobie ułożyć nowego związku szczęśliwego bo ciągnie się z waszej winy
      nieszczęście byłego ex. Przestańcie zajmować się co robią wasi byli lub wasze
      byłe ex bo to ich wyłączna sprawa i i dlaczego to was interesuje. Jeśli kochacie
      to wyznajcie to jeśli macie jego życie głęboko w d....ie to zamknijcie deske i
      spuście wodę i dajcie obcym już ludziom spokojnie żyć.
      Pozdrawiam szczęśliwy bo wolny.
      • anbale Re: BZDETY 18.02.08, 19:22
        Muszę się zgodzić. Ludzie, którzy tak radykalnie odchodzą na ogół
        szybko zamykają w sobie przeszłość. Jeśli ktoś tak zwyczajnie się
        ewakuował z małżeństwa, to musiał być pewien na 100% procent, że
        tego chce i czuje tylko ulgę, że się udało- a raczej nigdy żadnego
        żalu...Choć to smętnie brzmi, ale tak po prostu jest.
        I też nieprawdą jest "że nie można zbudować szczęścia na czyimś
        nieszczęściu"- no bo niby dlaczego? Skąd ta zasada? Szczęście można
        zbudować na wszystkim, nawet na ruinach i zgliszczach, a poza tym
        coś, co jest nieszczęściem dzisiaj- za jakiś czas wcale nim być nie
        musi...Więc nie pozostaje nic innego jak zająć się sobą i dać żyć
        innym.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka