Dodaj do ulubionych

ile średnio żyje nadzieja?

20.02.08, 10:56
tak mniej wiecej.
Jak ją przestać karmić- leżąc obok niego w łóżku.
I gdy on jest miły uprzejmy, ogląda stare zdjęcia. Ale mnie już nie
kocha.
Nie chce się wyprowadzić bo za bardzo nie ma gdzie.
A ja każde jego miłe słowo interpretuje jako ... - "Kocham Cie,
popełniłem błąd"
Wychodzę do ludzi, ale na noc musze wracac.
Jak długo ta cholerna nadzieja żyję - miesiąc, dwa, pół roku????
Obserwuj wątek
    • zawsze.slonce Re: ile średnio żyje nadzieja? 20.02.08, 11:30
      Witaj smuteczku.Nadzieja żyje tak długo dopóki ją karmisz.Kiedy
      łapałam mega doła pomagała mi taka modlitwa;

      Boże, daj mi cierpliwość,bym umiała znieść to, czego nie mogę
      zmienić.
      Odwagę, bym zmieniała to, co mogę zmienić.
      I mądrość, bym umiała odróżnić jedno od drugiego.

      W pewnym momencie modlitwę tą powtarzałam nawet kilkadziesiąt razy
      dziennie.Wtedy się wyciszałam, łapałam nowy oddech i siły.Bądź silna
      smuteczku.
    • bozenadwa Re: ile średnio żyje nadzieja? 20.02.08, 11:37
      zrob cos z tym nie zadreczaj samej siebie.Przeciesz skoro ci
      powiedzial ze cie nie kocha to gdybyl facetem z jajami to nie
      kladlby sie obok ciebie .widzi przeciez ze cierpisz. Nie dawaj soba
      tak pimiatac.Zawalcz o sama siebie .MNie tez dawano takie rady a ja
      miajam jedno.Moje szczescie to on ,moje zycie to on.to jak mam sie
      od niego oderwac ?.Zrozymialam ze MOJE ZYCIE TO JA SAMA i nikt nie
      ma prawa niszczyc mnie czyli mojego zycia.Ale musialam przejsc dosc
      dluga droge, terapie grupowa psychologa i mnostwo mnostwo upokorzen
      z jego strony. To sie nazywa uzaleznienie od faceta. nie zycze ci
      tego abys przeszla to co ja zeby sie opamietac.Ratuj siebie szukaj
      pomocy sama nie dasz rady pozdrawiam
      • bozenadwa Re: ile średnio żyje nadzieja? 20.02.08, 11:45
        Gdzies pisalas ze macie dziecko >nie wiem czy dobry pomysl ale ja
        kiedys podzielilam pokoje.Moze twoje spanie u dziecka cos by dalo.
        Znam to uczucie spania w jednym lOzko kiedy czujesz ze jestes nikim
        dla swojego ukochanego>. Myslalam ze peknie mi serce. To bylo po za
        domem i trwalo 2 dni., ale ja juz bylam po terapii. Szukaj pomocy
        dla siebie nie karm tej nadzieji. a swoja droga nie gniewaj sie ze
        to powiem twoj facet to wygodnicki egoista
    • sadaga Re: ile średnio żyje nadzieja? 20.02.08, 13:14
      smuteczku również radzę radykalne cięcie. przedłużanie tego co jest
      wpędzi Cię w mega doła, bo takie emocje w dłuższej perspektywie są
      bardzo wyczerpujące. nadzieja karmiona będzie rosła....a im wyższa
      się stanie tym boleśniejszy będzie upadek niestety. współczuję Ci
      bardzo tego przez co przechodzisz, ale nie wydłużaj agonii. wiem z
      autopsji że odciecie sie szybciej pomoze Ci sie pozbierac... choc
      wcale na początku lżej nie będzie niestety. siły zyczę.
      ps. nie rozumiem zachowania Twojego m. jeśli wie ze nie chce z Tobą
      być to powinien być konsekwentny. tak...jeszcze bardziej Cię rani.
      • smuteczek_na_zawsze Re: ile średnio żyje nadzieja? 20.02.08, 13:31
        wiem, że mnie rani - nie ma gdzie pójść rzekomo.
        Rani mnie cholernie, bo ja juz w nocy nie płaczę ale to mnie dużo
        kosztuje. Chciałabym mu powiedzieć co czuję, że jeszcze go kocham i
        jak on jest miły to we mnie rośnie tylko nadziaja, i żeby nie robił
        tego, ale co z tego, upokorze się tylko - nawet jeżeli powiem to
        spokojnie.
        Przyjaciółka mówi, że powinnam powiedzieć co czuję dla swojego dobra.
        Wczoraj np. zauważył moją nową bieliznę i mówi "załóż pokaż jak
        wyglądasz" powiedzialam, że chyba ma gorączkę i pzryłożyłam dłoń do
        jego czoła - a on na to " ale masz ciepła rękę, zrób tak jeszcze raz"
        Widzicie jakie to ciężkie.
        A ja już jestem po wizycieu psychologa i psychiatry - mam jakieś
        leki. Chce mu o tym powiedzieć ale nie wiem czy mnie nie wyśmieje.
        • phokara Re: ile średnio żyje nadzieja? 20.02.08, 13:34
          A co z tego, że Cie nawet wyśmieje? Nad sobą raczej powinien
          zapłakać, bo skoro się tak zachowuje, to znaczy, że jest kompletnym
          psycholem. A nawet frajer leków nie ma.
      • otylka24 Re: ile średnio żyje nadzieja? 20.02.08, 13:33
        Wiesz smuteczku jestem na tym samym etapie co ty i też się nad tym
        zastanawiam z tą róznicą, że mój mąż już mieszka z inną. Sama nie
        wiem jak długo będę zyła nadzieją chociaż wiem, że on i ja nie
        możemy być razem ale ja ciągle o nim myślę. Wiem co czujesz ale nie
        wiem jak przestać żyć nadzieją, jak zapomnieć.
    • friendii Problem tkwi w tobie, nie w nim 20.02.08, 13:42
      I jak poznasz nastepnego faceta, będziesz wpadać w identyczne stany.
      tylko terapia może ci pomóc, ale terapia wymaga wysiłku, jęczenie
      nad sobą jest znacznie łatwiejsze
      • aron95 Re: Problem tkwi w tobie, nie w nim 20.02.08, 13:55
        I tkwił będzie jeszcze długo .
        Kiedyś minie .
        • bozenadwa Re: Problem tkwi w tobie, nie w nim 20.02.08, 14:35
          smuteczku to co napisalas jak zareagowal na twoja bielizne to jest
          jedno z upokorzen jakie cie jeszcze czekaja .co powiedzial ci
          psycholog ? leki od psychiatry dzialaja jak pyralgina na bolacy
          zab.A zab przeciez trzeba leczyc to nie sa slogany. Twoj facet
          poprostu zneca sie nad toba psychicznie.POczytaj na necie o przemocy
          psychicznej i koniecznie o molestowaniu moralnym. To ze poczytasz to
          nie znaczy ze go rzucasz. Smuteczku ja tez poszlam na terapie ale
          dopiero po roku terapiizrozumialam ze ja jestem wspoluzalezniona od
          faceta ktory ma zaburzenia osobowosci. wspoluzaleznienieto tez
          trzeba leczyc.niestaety faceci z zaburzeniami rzadko cos ze soba
          robia .oni sa tak nastawieni na siebie ze prawie wcale nie cierpia
          im jest tak dobrze to po co maja cos ze soba zrobic.Poszukaj u
          siebie jakis osrodek interwencji kryzysowej-to jest wszystko za
          darmo).pracyja tam wspaniali ludzie.Juz teraz ci mowie ze trzeka cie
          dluga droga ale WARTO Kazda z nas stwirdzila ze to jest taka zmiana
          jakby czlowiek sie na nowo narodzil> mnie tez mowiono ze nie ma
          sensu mowic mojemu m. Ja mowilam bo ciagle zylam nadzieja ze on cos
          zrozumie> z reguly niz nie rozumieja BO NIE CHCA ZROZUMIEZ im jest
          tak dobrze to po co co zmieniac i nie gniewaj sie jego nie obchodzi
          to co czujesz ale niestaty musisz sie o tym sama przekonac a to
          cholernie boli.ROzumiem co teraz czujesz przeszlam to. ZROB moze
          narazie tak nie podejmoj rzadnych decyzji i koniecznie ale to
          koniecznie idz na terapie grupowa.Bo tutaj mozemy ci tylko radzic. A
          ty potrzebujesz pomocy profesjonalnej dla ofiar przemocy
          psychicznej. I prosze cie nie mow mu otym bo cie wysmieje i zrobi z
          ciebie wariatke, a niestety z nim jest cos nie tak.SZUKAJ POMOCY DLA
          SIEBIE, pozdrawiam i wierze ze sie wykaraskasz
        • smuteczek_na_zawsze Re: Problem tkwi w tobie, nie w nim 20.02.08, 14:36
          Być może to prawda, że problem tkwi we mnie.
          Gdybym sobie zasłużyła na niego to by mnie nie zostawiał.
          Ale teraz - słowo Wam daje - staram się ze wszystkich sił nie
          poddawać, biorę leki, ale cierpię jeszcze i dla mnie komfortową
          sytuacją byłoby gdyby sie do mnei nie odzywał.
          Gdyby nie dawał mi nadzieji.
          Powiedział wczoraj "Co byś pwoiedziała jakbym teraz Cie pocalował i
          oświadczył, że to tylko był żart i że wszystko się ułoży..."
          Mi serce podskoczyło do gardła i odpowiedziałam obojętnie "powiedz,
          to się przekonasz"
          A on na to ze śmiechem, "nie no żartowałem- nie chcę Ciebie"
          Ten facet mnie wykańcza nerwowo. Sami widzicie.
          Chce być wobec siebie uczciwa, (on mniej mnie interesuje) i poprosić
          go by nie dawał mi nadzieji.
          Chce się przyznać, że go w dalszym ciągu kocham - i taka jest moja
          odpowiedz na pozew-nie ma podstaw do rozwiązania,
          jego pozew jest pełen kłmstw - które moge podważyć.
          MAM TO CHOLERNE SZCZĘŚCIE, ŻE NIE MUSZĘ KŁAMAĆ.

          • tricolour Idziesz prostą drogą do piekła... 20.02.08, 14:46
            ... które sama sobie fundujesz. Jesli nie masz lekarza, to go szybko
            szukaj. Jeśli masz, to zmień.

            Wykończysz się w świecie pseudomiłosci do faceta i lekceważeniu
            siebie.
          • friendii Re: Problem tkwi w tobie, nie w nim 20.02.08, 14:55
            Głęboko współczuję twojemu dziecku. Jesteś zaburzona i mninimalna
            jest szansa, żebyś swojego zaburzenia nie zaszczepiła w córce. Żaden
            mąż i żadne leki w cudowny sposób cię nie odmienią tylko ciężka i
            długa praca nad sobą. Czy jesteś w stanie nad sobą pracować?
            • smuteczek_na_zawsze Re: Problem tkwi w tobie, nie w nim 20.02.08, 15:18
              myślałam, że jestem w stanie.
              Staram się, poszłam do psychologa który skierował mnie do psychiatry.
              A Wy wszyscy gardzicie mną bo nie mogę się pozbierać, bo jestm
              uzależniona (zdaje sobie z tego sprawę)
              Bo żaden mężczyzna by ze mną nie wytrzymał, bo to bo tamto.
              Czyli, że nie mogę się odezwać bo źle, nie odzywać się też źle.
              Najlepiej pójść pod most, zostawić wszystko, poddać sie.
              Bo cokolwiek bym nie zrobiła jest złe.
              Niemniej jednak było miło Was poznać.
              • phokara Re: Problem tkwi w tobie, nie w nim 20.02.08, 15:29
                Spokojnie.
                Zrobiłaś gigantyczny krok - poszłaś do lekarza. Wiesz co - to
                naprawdę jest KONKRET. Ruch, który pozwoli Ci pójść dalej. To
                cholernie ważne, choć nie przynosi z miejsca CUDU - bo nie ma takiej
                możliwości; to jest długa i koszmarna droga ale w dobrą stronę. To
                zadziała.

                Nie wiem, czy ktoś Tobą tu gardzi; myślę że po prosu ostre słowa
                wynikają albo z niezrozumienia albo mają być DOPINGUJĄCYM kopem w
                dupę. Rozumiesz? Ja Ci szczerze napiszę od siebie, że Twoja sytuacja
                jest dla mnie niewyobrażalna, to, co piszesz - też. Bo po prostu
                nigdy nie byłam w takiej sytuacji, i nawet nie wyobrażam sobie, że
                moglabym być. Ale to nie znaczy, że jestem od Ciebie lepsza czy
                uważam Cię za frajerkę. Tak nie jest. Koszmarnie Ci kobieto
                współczuję. Ale wiem też, że z samego głaskania po główce i
                wirtualnego przytulania nic nie wynika.
                Natomiast z pójścia do psychologa, z pierwszego kroku - TAK. I Ty
                dałaś radę go zrobić. I ja Cię za to podziwiam, szczerze to piszę. I
                trzymam kciuki za każdy Twój kolejny krok.
                A męża masz psychola niezaleznie od wszystkiego.
          • nangaparbat3 Re: Problem tkwi w tobie, nie w nim 20.02.08, 15:54
            Smuteczku, Twój mąż jest sadystą. Z całą powagą użyłam tego słowa. Jeśli on sie
            nie wyprowadza - moze Ty byś mogła?
            Bo trzeba przed nim uciekać, jesli nie potrafisz go wykopać.
            Przynajmniej z łóżka.
    • plujeczka Re: ile średnio żyje nadzieja? 20.02.08, 15:13
      nadzieja matka głupich ile ją karmisz tak długo zyje
    • friendii pod most 20.02.08, 16:34
      Piszesz, że próbowałaś nad sobą pracować, ale nie jesteś w stanie.
      Czyli nie było natychmiastowego efektu? Nie zdarzył się cud?
      Cierpienie nie zniknęło?
      W takim razie możesz:
      - pisać na forum, że pójdziesz pod most
      - pisać na forum, że popełnis samobójstwo
      - płakać, bić głową o ścianę
      - zrobić mężowi awanturę
      - wydać wszystkie pieniądze na świece i koronkową bieliznę i iść z
      mężem do łóżka
      - mówić córce, że musi być silna i dzielna, bo jest twoją jedyną
      nadzieją i gdyby nie ona to całkiem byś się załamała
      - starać się za wszelką cenę i wszelkimi sposobami uzyskać uwagę
      innych
      - obrażać się, że inni cię nie rozumieją i nie współczują ci w taki
      sposób, jak myślisz, że powinni ci współczuć

      Czy te wszystkie działania są łatwiejsze i mniej kosztowne niż praca
      nad sobą? Wybór należy tylko do ciebie
      • nangaparbat3 Ale Ty chrzanisz, Frendii 20.02.08, 16:46
        friendii napisała:

        > Czy te wszystkie działania są łatwiejsze i mniej kosztowne niż praca
        > nad sobą? Wybór należy tylko do ciebie

        Praca nad sobą!
        Wybór nalezy do Ciebie!
        Ile jeszcze komunalow przytoczysz?
        Wpuszczasz Smuteczek w jeszcze wieksze poczucie winy, tyle i tylko tyle. Az tyle.
        Całe ludzkie nieszczęscie stąd sie bierze, że czasem brak - siły? wiary?
        nadziei? - by uwierzyć, ze wybór nalezy do nas, i przystapic do "pracy nad
        sobą". Wtedy pojawiaja sie tacy, co to lubią "wylac kubeł wody", "dać kopa".
        Jakoś dziwnie mi oni przypominaja malzonka Smuteczka.
        • friendii Re: Ale Ty chrzanisz, Frendii 20.02.08, 16:58
          no to módlmy się razem o cud wink
          • nangaparbat3 Re: Ale Ty chrzanisz, Frendii 20.02.08, 17:04
            Cud juz sie stał. Smuteczek poszukala pomocy psychiatry i psychologa. Moze
            zacznie chodzic na grupę wsparcia dla ofiar przemocy. Bo ma do czynienia z
            ewidentną przemocą, tym gorszą, ze wyrażajacą się poprzez manipulację.
            • smuteczek_na_zawsze dzieki 20.02.08, 17:15
              Dzieki za słowa otuchy - bo jak jak napsiałąś nangaparbat3 nie
              zawsze potrzebujemy kubła zimnej wody.
              Każdy jest inny, każdy inaczej to przeżywa,
              "pod most" napisałam bo ręcę opadają mi z bezsilności
              córce teraz poświęcam bardzo dużo czasu, powiedziałam jej rzeczowo,
              że cos miedzy nami się psuje,
              ale damy rade - i wogóle - jeżeli myślisz że jestem taką skończona
              idiotka by przelewać smutki na dziecko to mnie wogóle nie znasz.
              Owszem - być może przez pierwsze 2 tygodnie moze cos tam gdzies mnie
              smutną zauwazyla ale teraz staram sie cholera ze wszystkich sił.
              Teraz jest na obozie tygodniowym.
              A ja załatwiłam sobie osobne konto.
              Byłam w kinie.
              Teraz wzięłam troche dodatkowej roboty, żeby budzet podreperowac i
              mysli czyms zająć.
              Więc przestań mnie tłamsić tak.
              Ja taka poprostu jestem - potrzebowałam żeby ktoś popłakał ze mną,
              żeby pwiedzieał uciekaj, żeby powiedział "to gnojek"

              Bielizna - nie napisałam o koronkach - poprostu zwykle majtki
              kupiłam (bez perwersji, bez zorientowania na PANA)
              A jeżeli uważasz, że sex z nim w tej chwili i po takich
              upokorzeniach jest możliwy to ... współczuję.
              Chciałabym mu powiedzieć o psychologu o tabletkach tylko po to, żeby
              mnie przestał dręczyć.
              CHCE TO ZROBIC TYLKO Z MYSLA O SOBIE!!!!!!
              Nie jestem idiotka niestety tylko miałam takiego cholernego pecha
              żeby spotkć psychola w swoim życiu !!!!!!
              (dla którego zostawiłam męża pierwszego - cholera - cudu nie będzie -
              to kara niebios)
            • friendii Re: Ale Ty chrzanisz, Frendii 20.02.08, 17:19
              Każdy widzi w danej sytuacji inaczej rozłożone akcenty. Ja myślę, że
              mąż i żona oboje ponoszą odpowiedzialność za zaistniałą sytuację,
              choć czasem trudno dostrzeć własną zgodę na to by dać sobą pomiatać.
              Pozycja bezwolnej ofiary jest wygodna bardzo.

              Smuteczek kiedyś napisał, że nie może się wyprowadzić, bo nie ma
              pieniędzy, nie ma dokąd. Módlmy się o cud, by mąż Smuteczka stał się
              ideałem według wszystkich Smuteczka oczekiwań. By Smuteczek nie
              musiał wydorośleć i np. sam poszukiwać mieszkania, pieniędzy. By nie
              musiał - czasem z trudem - brać odpowiedzialności za własne życie i
              kształtować je według swoich upodobań. By nie musiał się męczyć i
              cierpieć, by to wszystko zostało mu oszczędzone. Cuda się zdarzają,
              czemu się nie pomodlić, by Smuteczka ominęły wyzwania dorosłości.
              Przecież Smutecze zasługuje na cud tak, jak każda inna osoba.

              Ale może Smuteczek przy okazji zobaczyłby, co to jest wolność. Może
              Smuteczek biorąc życie w swoje ręce wreszcie zbudowałby poczucie
              własnej wartości - ale to trudne i wymaga wyrzeczeń. Może jednak, o
              ile tylko Smuteczek bedzie płakał wystarczająco długo i mocno, uda
              mu się wymóc na mężu by był dorosły za Smuteczka, a jeszcze prawy,
              szlachetny, odpowiedzialny i kochający.
              • mary171 Smuteczku 20.02.08, 17:42
                Wiem, że Ci ciężko i że masz doła. I masz do tego prawo. Wiele zrobiłaś dla
                siebie i chwała Ci za to. Na razie nie myśl o wyprowadzeniu się skoro nie masz
                gdzie. Ale musisz być przy nim twarda. Nie pozwól mu spać razem z Tobą. Niech
                śpi w pokoju dziecka, albo Ty z córką. I tu musisz być stanowcza bo się
                zamęczysz. A na jego takie głupie teskty powiedz mu wprost aby się odchrzanił.
                To co mówi to nie jest nadzieja, ze będziecie razem. On próbuje Tobą manipulować
                i nie możesz mu na to pozwolić.
    • crazyrabbit Re: ile średnio żyje nadzieja? 20.02.08, 17:48
      Smuteczku , bardzo się cieszę że poszłaś do specjalistów. Zrobiłaś
      ogromny krok i bardzo mądrą rzecz dla SIEBIE. Oby tak dalej
      dziewczyno!

      O lekach mu nie mów. Po co? Tak jak pisały moje przedmówczynie - to
      palant , który Tobą manipuluje i bawi się Twoim bólem i rozpaczą.
      Wykorzysta to pewnie przeciwko Tobie , a już na pewno przy
      najbliższej okazji posłuży się tym faktem , żeby Cię znowu podręczyć.

      Wyprowadź się z sypialni , skoro z domu nie masz gdzie. To będzie
      następny duży krok... Ja tak zrobiłam , przez prawie rok spałam z
      moją córką w pokoju.
      Nie poddawaj się , skoro nie ma co walczyć o małżeństwo , walcz o
      siebie.
      Trzymam kciuki.
      • jakniejatokto Re: ile średnio żyje nadzieja? 20.02.08, 18:27
        Friendii ktos cie kiedys mocno skrzywdzil, czy ziejesz takim jadem
        sam/-a z siebie?

        Smuteczku! - gratuluje. Naprawde sie ciesze, ze poszukalas pomocy i
        widze, ze odzyskalas troche zdrowego rozsadku - tak trzymac smile
        Co do manipulacji - bardzo duzym postepem jest, ze zauwazasz, ze on
        Toba manipuluje. No i niestety jak to juz ktos wczesniej pisal, jest
        gnojkiem i psycholem. Przepraszam, ale musialam to napisac bo to co
        on robi i jak cie traktuje to zasluguje na kopa w jaja :d
        Powodzenia i oby tak dalej - oby ukladalo sie coraz lepiej.
        • phokara Re: ile średnio żyje nadzieja? 20.02.08, 18:40
          > gnojkiem i psycholem. Przepraszam, ale musialam to napisac bo to
          >co on robi i jak cie traktuje to zasluguje na kopa w jaja :d

          Musiały by mu najpierw wyrosnąć.

          • sadaga Re: ile średnio żyje nadzieja? 20.02.08, 19:36
            smuteczku dobrze ze poszłaś po pomoc do specjalisty. dobrze ze
            dzialasz, ratujesz siebie.
            jestem równiez za tym byś spała oddzielnie, najlepiej z córką. nie
            bedziesz wtedy czuła się taka samotna i opuszczona. i odetnij się od
            m najbardziej jak tylko możesz. on sie nad Tobą znęca. nie mów mu o
            leczeniu. moze to wykorzystać przeciwko Tobie.

            > > gnojkiem i psycholem. Przepraszam, ale musialam to napisac bo to
            > >co on robi i jak cie traktuje to zasluguje na kopa w jaja :d
            >
            > Musiały by mu najpierw wyrosnąć.


            nic dodać nic ująć.
            • bozenadwa Re: ile średnio żyje nadzieja? 20.02.08, 20:27
              smuteczku jest mi ciebie okropnie zal.To co znowu napisalas to
              potwierdza twoj maz jest nizrownowazony psycicznie nie pisze tego tu
              poto aby cie pocieszyc. taka jest prawda . Ja przezylam 30 lat z
              takim i wiem co to znaczy.niektorzy ci sie dziwia ja nie bo to
              trzeba przezyc Mie uratowalo to ze zobaczylam jak sie znecz nad moim
              nastoletnim synem.I niestety tak to dziala.Pojscie do psychologa nic
              nie zalatwi.Jest specjalny program dla ofiar przemocy psychicznej.Ja
              to przeszlam a teraz znowu wracam.\to musi potrwac, U kazdego w
              innym czasie >Ja chodzilam przez dwa lata a jeszcze za malo.Znam
              babki ktore pracuja nad soba juz 10 rokale juz od dawna sie uwolnily
              od swoich przyjemniaczkow. TY zle zrozumialas albo ja zle napisalam.
              Problem jest w nim nie w tobie .Ty poorostu uleglas jego
              zaburzeniom.TO co ty przezywasz moze zrozumiec tylko ktos kto to
              przezyl .KOniecznie pottrzebujesz pomocy,Dla ofiar przemocy
              psychicznej . Jest tez NA Gazecie forum BEZPIECZENSTWO KOBIET tam
              odpowiadaja tez psycholodzy.Olej ten rozwod i zadbaj o siebie.Masz
              jeszcze dziecko.Ale wiem juz co ty czujesz teraz to w psychologi
              nazywa sie ZAWLADNIENCIEM.nie chce robic zza psychologa ale sama to
              przeszlam.Prosze cie wejdz tez na strone MOLESTOWANIE
              MORALNE..Koniecznie wejdz na strone niebieska linia tam znajdzisz
              adresy osrodkow ktore ci pomoga bo nie wiem z jakiego jestes
              miasta.ta pomoc jest za darmo i nestety bedzie dluga .ASAle nie
              zniechecaj sie odzyskasz swoja tozsamosc .NAwiazalam wiele
              przyjazni.I wszystkie stwierdzilysmy ze na nowo sie narodzilysmy.
              Ktos uzywal w dziecinstwie wobedz ciebie przemocy psychicznej.
              pszypuszczam i to sie tera ciagnie .ze trafilas na niezrownowazonego
              faceta.Nie wiem czy on sie pojdzie leczyc oni zregoly nie ida bo
              jest im tak dobrze zyc nie liczac sie z uczyciami innych.Blagam cie
              nic mu nie mow bo to sie obroci przecw tobie .Naprawde ma zaburzenie
              i nie mysl ze to z toba jest cos nie tak .ty jestes typowa ofiara
              przemocy psychicznej .Trzymaj sie i pisz i rob cos szukaj wlasciwej
              pomocy
    • intrygantka1 Re: ile średnio żyje nadzieja? 20.02.08, 20:04
      jak powszechnie wiadomo - nadzieja umiera ostatnia.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka