Na I rozprawie.Wszystko trwało razem z ogłoszeniem wyroku 40 minut.Ponieważ
uzasadnienie było jakie było przepytali świadka i na okoliczność dziecka i na
okoliczność rozkładu pożycia. Przepytali mnie o wszystko: i o moment kiedy
zaczęło się psuć i o przyczyny, i o ustanie współżycia fizycznego, i o
dziecko.Jego też. Były momenty kiedy myślałam,że to się nie skończy jedną
sprawą.Oczywiście wystrzelił z opieką naprzemienną, ale sąd sam z siebie
stwierdził,ze to nie jest dobry pomysł, potem zapytał czy chcemy mediatora w
tej sprawie, a raczej mnie.Ale byłam przygotowana na przemienną opiekę więc
podałam argumenty przeciwko i powiedziałam,że nie widzę potrzeby mediacji.
Wyrok mnie zadowala- zwłaszcza w kwestii wykonywania
władzy rodzicielskiej, bo jemu ograniczyli. W uzasadnieniu przewodnicząca
powiedziała, że to on nie zrobił niczego dla trwałości związku, a próby
terapii i ich przerywanie oraz argumentacja dlaczego podana przed sądem
świadczą o tym dobitnie. Do tego słowa o rodzicielstwie i pochwała mnie w tej
kwestii.
Jestem zadowolona, ulżyło mi. Chociaż aktualne zostaje co dalej?
Dzięki - przede wszystkim Majkelowi za cierpliwość i rady, i czytanie moich
pozwowych wypocin. I wszystkim za podzielenie się doświadczeniami, radami,
ochrzanem czasem.Jakby nie forum to byłabym dalej w rozsypce przedrozwodowej