Dodaj do ulubionych

I co dalej.....

14.07.08, 09:56
Mijają dni,miesiące a nawet lata od podjętej decyzji o rozstaniu, zakończeniu
związku.Ci którzy znalezli ,,ukojenie ''w nowych związkach odnalezli/taka mam
nadzieję/ spokój ,radość życia, pozostali albo miotają się żyjąc przeszłością
albo odnalezli siebie i nauczyli cieszyć sie tym co przynosi los.Jak to jest z
Wami? Ja mimo że nie jestem w stałym związku powoli uczę się życia od nowa,
sama ale nie samotna.Czasami bywa ciężko/demony przeszłości wracają jak
bumerang/ ale z coraz mniejszą siłą.Potrafię się śmiać, zauważam że słońce
świeci,ptaki śpiewają, cieszą mnie każde najmniejsze drobiazgi, że dzieci są
spokojniejsze, że potrafię załatwić wiele spraw sama, że mimo wszystko daję
radę sama.Mimo czarnych wizji ex ,,że zginę jak matka w Czechach bez niego''
funkcjonuję całkiem niezle.Może nie tak jak bym chciała ale powoli,
powoli....Czas robi swoje.Wyciszyłam się, przestałam bać się przyszłości mimo
że ciągle dostaję jakiegos kopniaka od ex .I co ważne wiem już że do
wszystkiego i wszystkich trzeba mieć tzw. ograniczone zaufanie.Moja ufność do
ludzi przeminęła z wiatrem
Obserwuj wątek
    • przed.brama Re: I co dalej..... 14.07.08, 10:20
      Odchodziłam od ... w nastroju euforycznym jak większość żon
      przemocowców. 2 lata samotnego życia poza mną. Często pisuję na
      Forum, więc streszczę się do stwierdzenia, że zyskałam prawdę.
      Gorzki ma smak, ale to jest prawda, bez której - moim zdaniem - nie
      ma życia.
      Prowadzę rodzaj dziennika, często zamykam dzień stwierdzeniem: "to
      był normalny, dobry dzień". Słowa te układają się w dłuższe
      sekwencje, pomimo różnych załamań, jakie są moim udziałem. Mam
      nadzieję, że kiedyś dopiszę zdanie: "to było normalne, dobre życie".
      • hela37 Re: I co dalej..... 14.07.08, 10:27
        Ja nie odchodziłam od mojego przemocowca w takim nastroju,wręcz przeciwnie
        miałam wyrzuty sumienia że zrobiłam coś zle i miałam poczucie winy że rozpadła
        sie moja rodzina.z czasem przejrzałam na oczy
        • przed.brama Re: I co dalej..... 14.07.08, 10:40
          Zadziałał mechanizm wdrukowany przez przemoc nadmiernej
          odpowiedzialności, włącznie z braniem na siebie winy za to, czemu
          nie zawiniłyśmy.
    • plujeczka Re: I co dalej..... 14.07.08, 10:35
      Helu! twoje doznania są normalne po traumie jaką jest bez wątpienia
      rozwód, gdybyś w przeszłości stosowała zasadę " ograniczonego
      zaufania' byc może twoje zycie ptoczyłoby się innym trybem ale to
      tylko przysłowiowe gdybanie a mozna też powiedzieć " gdyby babcia
      miała wąsy to ...znasz to przysłowie.Wielu z nas odzyskuje powoli,
      powoli chęć do zycia, stawia pierwsze kroko na " glinianych" nogach
      na wszystko trzeba czasu.Osobiście doszłam do wniosku ,ze nie nadaje
      się juz do zycia w jakimkolwiek związku, jest mi samej bardzo
      dobrze.Nareszcie odzyskałam spokój, równiez daje sobie radę
      fiinansowo choć przezwiele lat słyszałam od swojego meża ,ze cyt. "
      zdechnę z głodu bez jego pieniędzy" a tutaj..proszę miła
      niespodzianka nie zdechałam z głodu, córka studiuje, utrzymuję
      mieszkanie, skończyłam studia,zmieniłam auto ,raz w roku jeżdżę na
      tygodniowy urlop co prawda jest on bardzo skromny ale odpoczywam i
      robie co chcę, nie musze znosić humorów, wyzwisk, poniżania.A zatem
      głowa do góry nie jest tak żle ,nalezy cieszyć sie tym co się ma,
      patrzeć na kążdy dzień z optymizmem, doceniać ,ze ptaki śpiewają,
      słonce świeci a to ,ze wielu z nas chce już iść w przyszłośc w
      pojedynkę to nasz wolny wybór, lepiej byc samym ale zyć godnie i
      tak jak sie lubi niz znosić upokorzenia,dręczenie psychiczne
      fizyczne, wyzwiska po to aby byc z kimś.Bardzo ciepło Cie pozdrawiam
      • hela37 Re: I co dalej..... 14.07.08, 11:46
        Dziekuję plujeczko
        • akacjax Re: I co dalej..... 14.07.08, 12:07
          To forum, choć było dla mnie źródłem informacji-znacznie przystepniej podanych,
          a właściwie otwierających oczy, że od prawa jest w sumie ważniejsza jego
          rozmaita jego interpretacja-przyciąga bardziej tym: co dalej...
          Minęło ponad dwa lata od wyprowadzki ex-m. Nie planuję-nie szukam, kolejnego
          związku. Ciągle uczę się nowego, singlowatego życia. Na razie najtrudniej jest
          mi w sytuacji, gdy znajdę się w miejscu, gdzie się tańczy. Gdy przychodzi się
          tam z własnym towarzystwem do tańca jest na ogół lepiej.
          Mam przed sobą kolejny krok-wyjazd "urlopowy" zupełnie bez znajomych, w zupełnie
          obce środowisko. Jeżeli potrafię w takiej sytuacji dobrze się bawić- moje "co
          dalej"-będzie rozpoznane.
          Na pewno moim ułatwieniem są nieabsorbujące dzieci.
          • przed.brama Re: I co dalej..... 14.07.08, 12:37
            akacjax napisała:

            > Mam przed sobą kolejny krok-wyjazd "urlopowy" zupełnie bez
            znajomych, w zupełni
            > e
            > obce środowisko.
            Boję się takiego sprawdzianu.smile
            • akacjax Re: I co dalej..... 14.07.08, 13:24
              Kiedyś trudno było mi nawet o tym pomyśleć, teraz tego chcę, pozostaje kwestia wyboru czasu i miejsca-na pewno późną jesienią, na pewno na południe.
    • aron95 Z tym zaufaniem 14.07.08, 12:44
      to trochę jak z grą komputerowa
      gdzie dostajesz "kredyt" i dajesz "kredyt zaufania"
      a póżniej albo go przybywa albo ubywa w zaleźności od tego jak sie gra rozwija
    • dzul1 Re: I co dalej..... 14.07.08, 18:46
      Ja tez, ja tez juz niegdy nie spojrze z ufnoscia na ludzi. Moj maz
      pozbawil mnie wiary w drugiego czlowieka. Przynajmniej na czas jakis.
      • akacjax Re: I co dalej..... 15.07.08, 10:00
        To chwilowe. Jedna osoba nie może świadczyć, że wszyscy tacy są.
        Ponoć warto jest ryzykować obdarzając ludzi zaufaniem (do pierwszego zachwiania tegoż), bo można stracić coś pięknego nie próbując.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka