Dodaj do ulubionych

Dziecko - strona poszkodowana

24.07.08, 16:23
kobieta.wp.pl/kat,26339,title,Dziecko-strona-poszkodowana,wid,10174963,wiadomosc.html

Mój młody chciał zbudować własny domek i zaczął ćwiczyć aby pobić
tego ....kochasia .
Budowanie mu przeszło ale ćwiczy dalej choć bić już nie chce
Coś pozytywnego pozostało .
Obserwuj wątek
    • lampka_witoszowska Re: Dziecko - strona poszkodowana 24.07.08, 21:43
      a moja młoda? ona ma dopiero 1.5 roczku sad(( nie będzie pewnie
      pamietała, jak to jest miec rodzinę...
      miałam zakładac podobny wątek, jakie w Waszych dzieciach
      zauważyliście wpływy rozwodu... i jak sobie z tym radziliscie...
      • iranka_1 Re: Dziecko - strona poszkodowana 25.07.08, 08:45
        Zdawałam sobie sprawę mniej więcej z tego czym to będzie dla dzieci,
        mój drugi mąż odszedł - starałam się chronić dzieci mając nadzieję,
        że wróci, gdy wyszło na jaw, że już mieszka z inną posypałam się.
        Moje pierwsze małżeństwo było nieudane, rozstalismy
        się 'kulturalnie" gdy córka miała 5 lat. Z drugim mężem stworzylismy
        dom, pojawiła się druga córka, pierwsza utrzymuje kontakt z ojcem,
        ale miała też bardzo silny związek z moim drugim mężem. Teraz ma 12
        lat, rozpadło się drugie małżeństwo jej mamy. Dla mnie to co się
        stało było szokiem, a co dopiero dla nich. Tym bardziej, że mój
        drugi mąż, okazał się tchórzem i totalnie olał "nieswoją" córkę.
        Może wstydził się tego co zrobił, może dlatego, że młodszej nie
        trzeba mówić całej prawdy. Nie radzę sobie z tym wszystkim zbyt
        dobrze. Krzywda dzieci boli bardziej niż własna, dochodzi poczucie
        winy - co zrobiłam nie tak, co mogłam zrobić gdybym wiedziała, czy
        uratowałabym dla nich rodzinę itp.
        • zuza145 Re: Dziecko - strona poszkodowana 25.07.08, 09:14
          Przede wszystkim rodzinę ratuje się dla samej rodziny- bo to chyba
          nadzrędna wartośc.
          nie dla dzieci- bo potem mamy takie zimne rodziny i to też dzieci
          widzą.
          Dzieci mozna chronić- najłatwiej przy współpracy obu stron.
          Bywa jednak- bardzo często że tylko jedna strona potrafi- bo widzi i
          WIE!!!- druga zaś nie dośc że nie pomaga to wręcz przeszkadza.
          Dlatego ja mogę tylko jdeno napisać- po sobie widzę- konsekwencja
          pomaga, trzeba szykac informacji- począwszy o dprzeczytania takich
          podstawowych informacji jak w zamieszczonym artykuje.
          I z sobą też należy robić porządek.
          Bo niestety- jak rodzic sprawujący że tak zimno napiszę-
          bezpośrednia opieke jest z problemem- bo ze sobą nie radzi- to jak
          ma pomagac dziecku?
          Dziecko w takiej sytuacji potrzebuje pewności i poczucia
          bezpieczeństwa.
          Trzeba zapewnić mu- kosztem ogromnego czasami wysiłku stabilność
          zasad oraz jak naj mniej zmian- dotyczących jego życia.
          co więcej- nie wolno!!! go oszukiwać- ale mówić prawdę- dotycząca
          sytuacji.
          Jak mówić- ano dobierając formę rozmowy oraz ilośc przekazywanych
          informacji odpiwiednio do wieku dziecka.
          Nie wolnoi pozwalać na żadne manipulacje- a np. krytyczne opinie
          wyrażane o rodzicu ( pisze rodzicu- nie ojcu- matce- bo obie strony
          potrafią zgłupieć) więc nie wolno nie dośc że samemu przy dziecku
          wyrażać tej krytyki ale też należy cholernie uważać aby nikt (
          dziaków mam na myśli- wiem- przerrobiłam) nie pozwalć woęc na żadne
          tylko nawet nieco kąśliwe uwagi.
          To powoduje że dzieciak- obojętnie- duży czy mały staje przed
          koniecznościa zajęcia stanowiska- czyli każe mu się- a raczej zmusza
          do podjęcia decyzji- kogo popiera- babcie co krytykuje- czy rodzica
          co dał dupy i zostawił drugiego rodzica i uciekł z domu.
          Niesprawiedliwośc sytuacji polega na tym- że ten myślący rodzic musi
          to robić- jeśli chce niwelować skutki jakie niesie dla psychiki
          dziecka to- co się stało.
          Dodatko zaś trzeba cały czas być czujny o obserwować- rozmawiać ( a
          jak się nie miało takiego zwyczaju bo wszystko szło kiedyś przecież
          jak po maśle- to trzeba się nauczyć rozmawiać.)/.
          I trzeba wierzyć- przynajmniej ja mam ogromną wiarę- a może nazwę to-
          przekoanie- że nie dość że można zniwelować, nie dośc że potrafiuę -
          to dam sobie radę.
          Odnośnie- krzywda dzieci boli bardziej- mnie boli inaczej- bo ja to
          nie dziecko.
          ale pamiętam jedno- to że miałam okres ( że nie dawałam sobie
          emcjonalnie rady) nie jest żadnym obciachem- nie jestem iron lady.
          Teraz zaś konsekwentnie idę i piulnuję- konsekwentnie egzekwuję
          zasady panujące kiedyś i teraz w domu.
          I wyraźnie ogłaszam- w większośc wypadków zachowaniem swoim- to że
          yteraz mieszkamy w 3 nie oznacza że zasady wprowadzone przeze mnie
          oraz mężą- kiedyś wspólnie zmieniają się.

          Proponuję- aby zapewnić sobie nieco więcej komfortu- na warsztaty do
          Towarzystwa Obrony Praw dziecka iśc- aby upewnić się że zrobiło się
          wszystko.
          Ja wiem że robię dużo, nie wszystko bo najprawdopodobniej można
          więcje.
          byłam na takich szkoleniach- dla rodziców w konfliktach
          okołorozwodowych- prawie natychmiast- będąc rozlazłą galaretą
          emocjonalną- polazłam tam.
          wtedy miałam etap czytania- bo to mi niewelowało nieco strach oraz
          zagubienie.
          Moja opinia jest taka- da się- w każdym wypadku.
          Nawet jak rodzic który porzucił nie pomaga- to się daje.
          Tylko nie można poddać się panice oraz strachowi.
          Ja mam syna i córkę- na sytuację nałożył się cudowny etap
          dojrzewania- więc mam taki misz/masz.
          I nie mam zamairu zrezygnować- bo moja rodzina jest fajna- i warto
          to robić dla rodziny.

          Iranko- twoje poczucie winy- to twoje poczucie winy- dopóki nie
          przeszkadza w opiece nad dziecmi i pomaganiu im w przejściu tej
          cięzkiej sytuacji- to nie jest źle- dla rodziny- bo dla ciebie
          nienajlepiej.
          Na twoim miejscu- postarałabym się pomóc samej sobie.
          Bo niestety nie znajdziesz dośc sił aby pomagac dzieciom jak sama
          masz probelm.

          Pozdrawiam
    • jumanji_7 Re: Dziecko - strona poszkodowana 25.07.08, 10:46
      Tak, zdecydowanie dziecko jest najbardziej poszkodowane na tej wojnie, nie
      koniecznie winni są tylko rodzice, a że często kończy się to samobójstwem
      dziecka też łatwe do przewidzenia, ale kogo to obchodzi?
      • aron95 Rodziców jest dwóch 25.07.08, 11:19
        jeśli jedno nawala to drugie musi stać na straży jego poczucia
        stabilności . Dziecko musi czuć się pewne że ktos o nim myśli, dba .
        Widzę to po moim młodym gdy mnie dłużej nie ma ,dzwoni .
      • lampka_witoszowska Re: Dziecko - strona poszkodowana 25.07.08, 11:21
        jumanji_7 napisał:

        > Tak, zdecydowanie dziecko jest najbardziej poszkodowane na tej
        wojnie, nie
        > koniecznie winni są tylko rodzice, a że często kończy się to
        samobójstwem
        > dziecka też łatwe do przewidzenia, ale kogo to obchodzi?


        z reguły rodziców, przynajmniej jednego...
        • jumanji_7 Re: Dziecko - strona poszkodowana 25.07.08, 12:05
          lampka_witoszowska napisała:


          > z reguły rodziców, przynajmniej jednego...

          Tak ale też nie należy wszystkiego generalizować, czasem jeden to zbyt mało,
          szkoda dzieci, że w tak młodym wieku żyć muszą w piekle psychicznym. Młodzi
          gniewni, staży wkur.... i tak rosną nam pokolenia okaleczone, przykre to i bardzo.
          • lampka_witoszowska Re: Dziecko - strona poszkodowana 25.07.08, 12:09
            wiesz, różnie to bywa, ja jestem dzieckiem porozwodowym i mam to
            szczęście, że piekła nie było...
            mi jedno mądre wystarczyło

            oby innym też...
            • zuza145 Re: Dziecko - strona poszkodowana 25.07.08, 12:40
              ilość jest ważna- ale jakośc też.
              Jeśli tak się układa że jedno sprawuje opiekę- to jak będzie mądrze
              oraz świadomie to robić- to ma duże szanse że dziecko będzie
              zadowolone- najbardziej jak się da w sytuacji gdy drugie jest
              nieobecne w życiu lub tak zwane dochodzące.
              Jest mi smutno- ale jestem przekonana że sobie poradzę.
              Poddać się - nie mam zamiaru.
          • sagaretia Re: Dziecko - strona poszkodowana 26.07.08, 00:53
            Mnie tez ta sprawa spędza sen z powiek.
            Czy postępek byłego męża nie wypaczy obraz ojca,głowy rodziny,męża a w końcu i mężczyzny w oczach mojego dziecka?
            Naprawdę bym tego nie chciała ....sama ciągle lubię i cenię mimo złych doświadczeń męską część naszej populacji wink
            Dlatego staram się ,żeby mała wiedziała jak wygląda model pełnej rodziny i że jest to możliwe,potrzebne ,ważne ,piękne ....co nie znaczy ,że nasz model uważam za gorszy,po prostu jesteśmy troszkę uboższą wersją rodziny i tyle wink
            Wzorem dla mnie i mam nadzieję że i dla mojej córci są Jej dziadkowie ,a moi rodzice.Partnerzy ,przyjaciele i kochankowie.
            Wzorce wciąż ma wokół siebie.Czy będzie umiała i czy będzie chciała przenieść je do własnego dorosłego życia??
            Mam taką nadzieję .
            • adela38 Re: Dziecko - strona poszkodowana 26.07.08, 08:56
              Artykul jest bardzo stronniczy...Moze z innej strony- czemu nikt nie napisal, ca
              czuje dziecko zyjac w rodzinie w ktorej nie ma milosci? gdzie czuje, ze rodzice
              sie nie kochaja? Gdy obserwuje dzieci z rozwiedzionych rodzin i im zwyczajnie
              zazdrosci? Gdy marzy o tym by sie rozstali? Gowno prawda, ze "rodzina zawsze
              lepsza"- moze na obrazku, ale lepiej miec pogodnych rodzicow na odleglosc niz
              ierpienie na codzien...
              • aron95 Re: Dziecko - strona poszkodowana 26.07.08, 11:16
                adela38 - z matmy to wynika że rodzina lepsza bo co dwa to nie jeden

                lepiej nie cierpieć - tez tak myślałem
                Obserwowałem ostatnio rodzinę przy pogrzebie jego . A on pił, bił ,
                tyran, po pijaku wypadek za wypadkiem aż kolejnego nie przeżył .
                Rozpacz tej rodziny po nim była /jest niewyobrażalna .
                Często o nich myślę bo jestem tym zaskoczony
                • lampka_witoszowska Re: a to akurat... 26.07.08, 21:54
                  ...jest normalne
                  jako 15 latka byłam na takim samym pogrzebie, ale on zszedł był
                  chyba na wątrobę
                  to, co wdowa wyprawiała... a ludzie z orszaku, w którymz ciotką
                  szłyśmy, gadali, że on pijak był i lał ją i co ona wyprawia... no,
                  to ja w domu potem też powiedziałam, że skoro był okropny, to co ona
                  tak wyła - to mi ciotki cicho siedziec kazały

                  a potem sie dowiedziałam, że po takiej gehennie to bez tego
                  elementu, który się znęca, rodzina odnaleźc sie nie umie
                  i to dopiero jest przerażenie - podświadome - co dalej, skoro
                  inaczej niz w strachu życ się nie umie...
                  • jumanji_7 Re: a to akurat... 26.07.08, 23:23
                    lampka_witoszowska napisała:

                    > ...jest normalne
                    > jako 15 latka byłam na takim ...

                    Dobrze że wspomniałaś odległe czasy, pamiętam jak z chłopakami z roku
                    startowaliśmy na Chorążówkę w Pile. Jeden pochodził z rozbitej rodziny,
                    psycholog na wejściu zapytał go, czy stary chleje, a matka się puszcza? Zjeżył
                    się strasznie i zapytał dlaczego zadaje mu takie dziwne pytania? Psycholog
                    -cynicznie odpowiedział że tak hu..wo jest ubrany, a miał ekstra gang ze
                    studniówki i odpadł w przedbiegach jako człowiek nie posiadający odporności
                    psychicznej. Jednak za każdym się to ciągnie jak smród i następne pokolenia też
                    nie poradzą sobie, nie będą nigdy w stanie utrzymać rodziny, to wielkie
                    wyzwanie, a życia uczymy się od dziecka i czym skorupka za młodu ...
                    • lampka_witoszowska Re: a to akurat... 27.07.08, 00:03
                      znam przynajmniej kilka szczęsliwych małżenstw, które stworzyły
                      osoby z rozbitych rodzin...
                      nie można generalizowac, to do socjalizmu prowadzi smile
                      • jumanji_7 Re: a to akurat... 27.07.08, 00:44
                        lampka_witoszowska napisała:

                        > znam przynajmniej kilka szczęsliwych małżenstw, które stworzyły
                        > osoby z rozbitych rodzin...
                        > nie można generalizowac, to do socjalizmu prowadzi smile
                        >
                        Wierz mi, chcę Ci w to wierzyć, ale doskonale to tylko mogą być pozory.
                        wcześniej czy później młodością i wyniesionym z domu zwyczajem trąci, choć może
                        i jakieś poszczególne jednostki potrafią wyeliminować z życia to co złe wyniosły ...
                        • adela38 Re: a to akurat... 27.07.08, 09:16
                          Na pogrzebie ludzie placza z wielu powodow...Czesto placza nad soba i swoim
                          losem, a nie z zalu za umarlym...I bardzo dobrze jak potrafia...
                          Nie ma to nic do tego czy lepiej zyc w nieszczesliwej rodzinie czy tez lepiej
                          miec rodziciw dochodzacych (czy tez jedno z nic dochodzacym).W wiekszosci jest
                          to lepsze, choc czasem owe dzieci tego nie rozumieja...Sa tez przypadki, gdy
                          dziecko zyje swoim swiatem i ma gzies relacje wzajemne rodzicow, a liczy mu sie
                          gra pozorow, opinia ludzi obcych itp Nie zmienia to faktu, ze czesto rozwod jest
                          lepszym rozwiazaniem dla tych dzieci i to glownie rodzice nakrecaja dzieci jaka
                          to tragedia im sie stala zamiast ulozyc relacje z dziecmi jak najlepiej...
                        • lampka_witoszowska Re: nie przeginaj, Dżumandżi... 27.07.08, 22:45
                          ...mowa była o szczęśliwych rodzinach, a nie doskonałych

                          szczęśliwa a doskonała to dwie różne rzeczy, podobnie jak słoneczko
                          i wrzątek
                          • jumanji_7 Re: strona poszkodowana 28.07.08, 11:23
                            "Gdyby rodzice wiedzieli jak dzieci przeżywają ich rozstanie, nigdy by się nie
                            rozwodzili - twierdzą psycholodzy występujący w roli biegłych w sprawach
                            rozwodowych."
                            - akurat, bo to ludzie dla przyjemności albo dla kaprysu się rozwodzą, wierutna
                            bzdura, wyimaginowane dzieło pismaków...
                            "Dziecko to osoba najbardziej poszkodowana. Nie dość, że wali się cały jego
                            świat, to często ma poczucie winy, że jest przyczyną konfliktu w rodzinie."
                            - A tu bardzo często bywa, że rodzice na własny użytek, dla dzikiego
                            zadowolenia, pozyskania dóbr i zniszczenia wybranego z pośród milionów
                            najlepszego partnera, programują dzieci by tak właśnie myślały, czyniąc im
                            największą nieodwracalną krzywdę i kalekimi...
                            Powinno się na wzór Jugendamtu takim rodzicom dzieci odbierać. Gotowych do
                            adopcji i z odpowiednią ilością środków w celu zapewnienia godnego życia
                            dobrych ludzi nie brakuje. Może teraz po nowelizacji kodeksów, o ile znowu nie
                            będzie typowo po polskiemu wykładni coś, a jak na korzyść tych
                            młodych istnień się zmieni, to tylko przyklasnąć ...
                            • lampka_witoszowska Re: strona poszkodowana 28.07.08, 12:20
                              dobrze, tu sie zgadzam, choc bym takich rodziców raczej wysyłała na
                              przymusową terapię, bo odebranie dziecka komuś, kto dla dziecka jest
                              całym światem, to - wylanie dziecka z kąpielą...

                              są rodzice, którzy umieją pogodzic się - wbrew opinii publicznej - z
                              własnym rozwodem i dziecku mogą pomóc sie w tym odnaleźc...
                              ale to trzeba w sobie poukładac, żeby nie narzekac z sąsiadkami,
                              kolesiami przy piwie czy innymi ciotkami, że to dziwka/łajdak, co mi
                              życie spieprzył

                              publika mogłaby się mądrzej zachowywac, doprawdy...
                              łatwiej by było tym, co piekło zmiany, straty i zawodu przechodzą
                              • jumanji_7 Re: strona poszkodowana 28.07.08, 12:41
                                lampka_witoszowska napisała:

                                > dobrze, tu sie zgadzam, choc bym takich rodziców raczej wysyłała
                                > na przymusową terapię, bo odebranie dziecka komuś, kto dla
                                > dziecka jest całym światem, to - wylanie dziecka z kąpielą...

                                Tak, co do takiej terapii całkowicie się zgadzam, winna być obowiązkowa. A samo
                                odbieranie dziecka jak jednej, tak drugiej stronie bardzo boli, to nie jest
                                przedmiot lecz żywa istota, a różne manipulacje, traktowanie dziecka jako karty
                                przetargowej, tylko druzgoczą psychikę i wyrasta okaleczony człowieczek, który
                                kiedyś mimo woli i tak zrobi powtórkę z rozrywki ...
    • lampka_witoszowska Re: link dla przeciwwagi - gdy już się stało... 28.07.08, 12:22
      przepraszam, Aron, to dla jako takiej równowagi, żeby sobie jednakz
      sytuacją jakos może lepiej poradzic...

      www.edziecko.pl/rodzice/1,82249,5409828,Precz_z_wyrzutami.html
      • aron95 Re: link dla przeciwwagi - gdy już się stało... 28.07.08, 14:02
        Za co przepraszać . Są dwie strony medalu
        • zuza145 Re: link dla przeciwwagi - gdy już się stało... 28.07.08, 16:53
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=571&w=81569884


    • alabama8 Re: Dziecko - strona poszkodowana 26.08.08, 12:17
      Stwierdzenie o szkodzie dziecka jest często grubo przekoloryzowane.
      To nie jest tak, że sielanka z uśmiechniętym tatusiem i radosną
      mamusią kończy się z niedzieli na poniedziałek, zostawiając nagłą
      pustkę. Rozkład rodziny jest powolny, najpierw ojciec coraz więcej
      pracuje i zaniedbuje kontakty z potomstwem, potem przestaje wracać
      na noc, potem się wyprowadza do tej drugiej, a w międzyczasie
      przywiązanie i miłość dziecka gaśnie. Nie odwiedza, nie dzwoni,
      niknie.
      Albo drugi szablon - bijący pijak, który po odejściu pozostawia po
      sobie tylko ulgę i radość rodziny, spokojny sen dziecka,
      bezpieczeństwo i nadzieję na lepsze jutro.
      Założę się że te 2 sytuacje to 90% szablonowych rozwodów w Polsce.
      • aron95 Przesada 26.08.08, 13:26
        W ogóle kobiet nie wziełaś pod uwagę .
        Tak jakby cała wina za rozwody leżała po stronie męskiej .
        • kingas38 Re: Przesada 26.08.08, 14:00
          aron95 napisał:

          > W ogóle kobiet nie wziełaś pod uwagę .
          > Tak jakby cała wina za rozwody leżała po stronie męskiej .

          Aron bo ,,jakby pies nie chciał to suka by nie dała" , stąd wasza wina...
        • lampka_witoszowska Re: Przesada 26.08.08, 14:35
          nie, no alabama napisała, że to 90 % tylko smile

          ale nie jest też tak, że mama szczęściem tryska i z dnia na dzien
          postanawia pozbyc się tatusia z zycia rodziny

          rozwodem kończą się destrukcyjne układy
          szczęśliwe rodziny rzadko się rozstają
          • bbrzdek a dziadki, babcie.... 26.08.08, 15:42
            a co zrobić jeśli rodzice exa nastawiają przeciwko mnie moje dziecko?
            Uciąć kontakty czy tłumaczyć dziecku życie, jednocześnie (czego nie
            chciałam) wciągając je w brudne życie dorosłych?
            Jak to wpłynie na przyszłość małego człowieka? Co zrobić, żeby
            dziecko miało maksymalnie szcześliwe dzieciństwo?

            Uciąć tak naprawdę do końca się nie da, bo ojciec i tak z dzieckiem
            trafi do swoich rodziców (on tam mieszka). A sam ex nie ma
            ochoty "zwracać" uwagi swoim rodzicom - jest od nich uzależniony.
            • aron95 Re: a dziadki, babcie.... 26.08.08, 15:52
              a co zrobić jeśli rodzice exa nastawiają przeciwko mnie moje dziecko

              Poprosić ich o umiar, osobiście
              • lampka_witoszowska Re: a dziadki, babcie.... 26.08.08, 23:12
                i samemu byc baaaardzo w porządku i prawdziwym
                nie oszukiwac dziecka i nie wplątywac go w te rozgrywki

                dziecko samo oceni
                a osoby szczere i chroniące je - mają u dziecka ogromny plus
                (wiem po sobie)
                • sauber1 Re: a dziadki, babcie.... 27.08.08, 01:00
                  lampka_witoszowska napisała:

                  > i samemu byc baaaardzo w porządku i prawdziwym
                  > nie oszukiwac dziecka i nie wplątywac go w te rozgrywki
                  >
                  > dziecko samo oceni
                  > a osoby szczere i chroniące je - mają u dziecka ogromny plus
                  > (wiem po sobie)
                  >

                  A co gdy zupełnie odwrotnie się dzieje ???
                  • aron95 Re: a dziadki, babcie.... 27.08.08, 07:36
                    sauber1 napisał:


                    >
                    > A co gdy zupełnie odwrotnie się dzieje ???

                    Znaczy , dziecko miesza ?
          • aron95 Re: Przesada 26.08.08, 15:49
            lampka_witoszowska napisała:


            > rozwodem kończą się destrukcyjne układy
            > szczęśliwe rodziny rzadko się rozstają
            >
            Szczęśliwe rodziny to się nie rozstają , bo i dlaczego?
            • lampka_witoszowska Re: Przesada 26.08.08, 23:09
              to była tzw. delikatnosc...smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka