sktokroteczkam
27.07.08, 23:08
Od jakiegoś czasu, po różnych groźbach mojego męża zastanawiam się,
sama nie wiem dlaczego, nie pytajcie, jak to jest z alimentami na
żonę. Domyślam się, ze to nie takie proste, ale nie chciałbym
uchodzić za pazerną babę. Mam alimenty na dzieci zasądzone sądownie.
Dzieci troje, wszystkie malutkie. Chętnie wróciłabym do pracy, ale
nie za bardzo mam jak, bo nikt z rodziny nie chce się nimi zająć.
Opiekunka to w zasadzie dla tak małych dzieci-równowartość mojej
pensji, o ile nie więcej. Czasami czuję się jakbym okradała własne
dzieci, dosłownie, bo żyję z ich alimentów będąc równoczesnie na
bezpłatnym urlopie wychowawczym, bo tatusia zarobki nie uprawniają
mnie do otrzymywania żadnych zasiłków. Może poprostu wiecie, czy w
takiej sytuacji mogę występować o alimenty na siebie, nie na stałe
tylko do czasu zakńczenia urlopu wychowawczego...choć naprawdę nie
wiem, czy tego chcę.