Dodaj do ulubionych

Co radzić? :(

04.12.08, 22:55
Przyjaciłoka jest w trakcie rozwodu, do 1 rozprawy 2 mce. Ona mąż i 3
nastoletnich dzieci mieszkają w 2 pokojowym mieszkaniu kwaterunkowym gdzie
głównym najemcą jest mąż. Kłótnie prawie codziennie, mąz miał kochanki i
robił co chciał, potem ona znalazła przyjaciela i dzięki niemu zaczęła
wychodzić z uzależnienia od męża i podporzadkowywania mu się.
mąż od kiedy się dowiedział że ona chce rozwodu ześwirował, zazdrość,
nienawiść-miłość, obsesja na jej punkcie.
na zmianę przysiąga, że ją kocha i błaga o kolejną szansę , a za chwilę wyzywa
od kurw, szmat, przy dzieciach, szantażuje że zniszczy, wyrywa komórkę gdy
żona rozmawia mimo że jej zakazał, gdy żona wychodzi z domu to co 10 minut
wydzwania za nią gdzie jest a gdy nie odbiera to wymyśla jej, że z dziećmi są
problemy a ona ma to gdzieś, potrafi pojechac za nią i śledzić, sprawdza
bilingi, grozi, straszy, zabronił jej widywać się z jej znajomymi w domu, itd.
Ona na wiele się godziła i uspakajała go choć nerwy często nie wytrzymywały i
awantury były na całego nawet w środku nocy. On dostaje szału, że żona mu nie
ulega. Ona jak zobaczyła że zaczyna się piekło to chciała wrócić do starego
beznadziejnego ale wzglądnie spokojnego układu, gdzie on siedział w jednym
pokoju na internetowych chatach a ona zajmowała się domem i dzieci jakos sobie
żyły.
Facet wie , ze dla niej dzieci są najważniejsze i jeździ na tym koniku,
szantażując ją, że to wyłącznie jej wina, że z dziećmi sa kłopoty, i że jak
ona odwoła rozwód i znowu mu się bezwarunkowo we wszystkim podporządkuje tak
jak on chce to wszystko będzie świetnie. Ale on nie chce pracować nad
ziązkiem, chce tylko zmusić ją do uległości. Ona ma poczucie winy, bo syn
zaczął brać narkotyki, mąż jej wmawia że to wyłącznie przez nią. A syn dokłada
"jak się będziecie kłócić to ja będę ćpał" . Syn kiedyś stanął w jej obronie
przed atakami ojca, teraz syn chyba zaczyna nią gardzić bo ona nie mając dokąd
się wyprowadzić, ani za co samej utrzymać dzieci, dawała mężowi szanse na
naprawe o które błagał po każdej większej drace, i którą psuł każdą kolejną
draką.. Dzieci wyśmiewają się z ojca bo ten np rzuca wyzwiskami ciągle a potem
wrzeszy na nich gdy oni się źle wyrażają.
Sytuacja mieszkaniowa jest taka, że mieszkanie jest męża, ona nie ma nic,
pracuje ale nie zarabia tyle by móc wziąć kredyt na mieszkanie i zabrać
dzieci. Utrzymanie 3 dzieci i wynajęcie mieszkania kosztuje bardzo dużo i wie,
że sama sobie nie poradzi, a mąż wielokrotnie sie odgrażał, że ją finansowo
zniszczy i jest prawie pewne, że pieniędzy na dzieci z zemsty może nie dawać
(ma zresztą długi niewiadomej wielkości ale z opcją "ja się odrobię i ci
pokażę").. Do tego, dzieci mają jakiś swój znany kąt, sprzęty, komputer w tym
mieszkaniu, to ich dom i ona nie chce ich zabierać z niego do możliwej biedy
którą miałaby do zaoferowania.. Mąż nie chce się zgodzić na mieszkanie
wspólne i wychowanie spokojne dzieci w tym mieszkaniu, albo ona mu sie ma
podporządkować, albo wypierdalać z jego mieszkania . Ona dzieci ze świrem
zostawić nie chce, zresztą nie wybaczyły by jej tego, dzieci ojca też mają
już dość , ale do niego nic nie dociera, ma wynajęty lokal u znajomych jeszcze
na kilka miesięcy do którego się na początku wyprowadził na miesięc. Lokal
jest bez pralki i udogodnień, bez kobiety która w nim wszystko zrobi więc nie
miał zwyczajnie ochoty tam mieszkać.. Więc szybko wrócił pod pozorem, że musi
mieszkać tu, żeby dopilnować czy ona dba o dzieci, że dzieci potrzebują pełnej
rodziny.. i zaczęła się jazda... Namawia ją na wyjazd na weekend z dziećmi, że
to dla dobra dzieci, gdy ona odmawia bo ma np pracę to on już z dziećmi sam
nie pojedzie bo woli ją pilnować i sledzić..dzieci ma gdzieś i chodzi tylko
żeby ją mieć na oku. Potrafi zwyzywać ją, powiedzieć przy dzieciach , że
uważa ją za szmatę nic nie wartą, że się z ną policzy, a jak zamknęła się
przed nim w drugim pokoju to rozbił szybę rozcinając ręce i zakrwawiając
mieszkanie, kalecząc przy tym syna. Na drugi dzień obudził ja o świcie i
stwierdził, że źle się stało, dzieci nie powinny widziec takich awantur, w
związku z czym najlepiej będzie jeśli on z nią będzie znowu spał w jednym
łóżku a dzieci w drugim pokoju (teraz ona śpi z córką a on z synami w 2
pokojach). Itd..
Syn kolejny dzień przyszedł naćpany.

Przyjaciółka płacze do mnie co ma robić, myślała, że rodzina jej pomoże
mieszkaniowo, ale nie ma szans.

Radźcie co ja mam jej radzić, do czego namawiać, jak pomóc.
Obserwuj wątek
    • sotoska Re: Co radzić? :( 04.12.08, 23:58

      Zastanawiam się, czy po czymś takim ma sens namawianie ją by spróbowała namówić
      męża na terapie rodzinną, czy z takim człowiekiem cokolwiek ma sens,
      przedłużanie tej sytuacji, po tylu wyzwiskach i poniżeniach, gdy nie chce z nim
      być ale dzieci..

      Czy namawiać ją, do wyprowadzki, zabrania dzieci i trudnego samotnego
      macierzyństwa z patrzeniem jak syn wpada w nałóg..

      Czy zostawić dzieci i wyprowadzic się samej?

      Czy namawiać, by próbowała walczyć z mężem żeby on wyprowadził się z mieszkania
      i zostawił je dzieciom a ona by mogła z nimi mieszkać...
    • plujeczka Re: Co radzić? :( 05.12.08, 09:25
      przede wszystkim zacząć od wizyty u dzielnicowego , musi opowiedzieć
      co sie dzieje w domu a przy kazdej awanturze wołać polcję,
      kilkakrotne interwencje policji odnotowane, " niebieska karta'
      pozwoli wnieść do sądu sprawe o eksmisję małazonka i nie ma tutaj
      znaczenia ,ze on jest najmcą mieszkania.Powinna wnieśc sprawe o
      rozwód i to koniecznie, niech sie zwróci o pomoc do organizacji
      pomocowych dla kobiet, tam urzeduja prawnicy, pomoga napisac pozew o
      rozwód. alimenty oraz we wniosku o rozwód musi wnieść o eksmisje
      meza w zwiazku z jego zachowaniem, negatywnym wpływem na dzieci oraz
      znecaniem sie psychicznym nad nia i dziecmi.Ma bardzo duze szanse
      aby go " wykopac" z mieszkania. Juz o tym pisłam na forum , ze
      mojej kolezance z pracy z dwójka dzieci przy rozwodzie udało sie
      pozbawić go praw do dzieci, wyeksmitowac, rozwód i alimenty inna
      sprawa ,zze nie do weygzekwowania ale za to ma spokój w domu i
      dzieci przestały sie bac własnego ojca.Poza tym musi sie zwrócic o
      pomoc do lekarza od uzależnień dla syna póki nie jest za póżno,
      branie narkotyków to uczieczka syna przed tym co sie dzieje w
      domu. Musisz ja przekonać,ze da sobie radę i jeszcze jedno
      koniecznie terapia dla niej to pozwoli odzyskać równowagę i
      uwierzyć w siebie a takze zrozumieć to co dzieje sie w domu.Uleganie
      męzowi bez konca nie ma sensu,tym bardziej ,ze jest agresywny i
      uwierz mi ,ze sie nie zmieni , to przemocowiec i psychol ,szkoda
      czasu, trzeba ratowac siebie i dzieci.Pozdrawiam
      • sotoska Re: Co radzić? :( 05.12.08, 11:34
        Dziękuję. Pozew o rozwód jest już w sądzie złożony, termin wyznaczony na
        styczeń. Pozew za porozumieniem stron, mąż na początku obiecywał, że się
        wyprowadzi i polubownie się rozejdą. Ona chciała rozwodu, ale nie umiała się
        zdobyć na złożenie pozwu, to mąż "uniósł się honorem" i zażądał że ten pozew
        razem wreszcie złożyli. A tydzień później stwierdził, że on jednak będzie o nią
        walczył bo tylko ją kocha i się zaczęło - szantaże samobójstwem, szantaże że
        uszkodzi jej przyjaciela, że ją zgnoi, itd... a w międzyczasie zapraszanie jej
        na randki, do drogich restauracji, kupowanie prezentów, proszenie o seks,
        sielanka... a za kilka dni znowu atak wyzwisk, przeszukiwanie rzeczy, grożby-bo
        coś mu się nie spodobało. Od kiedy nie pozwala mu współżyc ze sobą jego agresja
        się nasila bo nie ma się facet gdzie wyżyć..

        Wielokrotnie mówiłam jej by ekscesy zgłaszała na policję... jeszcze nie odważyła
        się tego zrobić. Do tego ma poczucie winy , że nie może męża pozbawiać jego
        własnego mieszkania..zawsze o niego dbała bardziej niż o siebie i wierzyła że
        facet nie jest taki zły. Teraz ma poczucie, że ona sama wariuje że to ona jest
        nienormalna i to zło które się dzieje to ona sprowadziła bo zachciało jej się
        rozwodu..
        • sotoska Re: Co radzić? :( 05.12.08, 11:42
          Nie wiem co musi się stać by potrafiła wystąpić przeciwko mężowi w sądzie. Bo
          gdyby nie jego ataki to.... i poza tym ciągle "nie jest zły".
          To mąż gromadzi dowody obciążające ją, wynajął chyba detektywa by sprawdził co
          ją łączyło z przyjacielem, bilingi, smsy, przeszukuje wszystkie jej prywatne
          rzeczy...
          A ona nie ma na niego nic "na piśmie".. oprócz dzieci jako świadków, czyli
          kolejna rozwałka dla dzieci bo by musiały wystąpić przeciwko ojcu...nawet jak
          zasugerowałam jej, żeby nagrała na komórce kłótnie z mężem, to za kilka dni
          sama mężowi się do tego przyznała bo ten ciągle nalega "kocham cię więc musisz
          być ze mną szczera".. sad

          • panda_zielona Re: Co radzić? :( 05.12.08, 21:47
            Wiesz co,ręce opadaja jak się to czyta.Mąż ją wyzywa,poniża,leje,a
            ona "nie jest zły",super.Na policję zgłosić się nie chce,niebieskiej
            karty nie chce.To co chce? Moim skromnym zdanie powinna jak
            najszybciej sama iść na terapię dla współuzależnionych.Może tam jej
            otworzą rozum.Aaaa i zawalczyć o dzieci,syna,bo źle skończy.
          • kami_hope Re: Co radzić? :( 05.12.08, 22:37
            I mnie, podobnie jak Pandzie, ręce opadają. Dołączam się do rad
            Plujeczki.
            Postaraj się uświadomić swojej przyjaciółce, że jak sama sobie nie
            pomoże, to nikt jej nie pomoże! Nikt z zewnątrz nie przyjdzie i nie
            będzie jej ratował. Musi to zrobić sama! Wiadomo, że bez udziału
            osób trzecich sobie nie poradzi, ale to ONA musi wyciągnąć ręce...
            (musi wyjść z inicjatywą), szukać pomocy, dowiadywać się, leczyć
            się, etc. Ona jest nie tylko ofiarą przemocy sensu stricte, ale i
            ofiarą manipulatora (psychopaty!). Musi dowiedzieć się jak najwięcej
            o sposobach manipulacji, mechanizmach, o ofiarach manipulatorów
            (proponuję obok terapii odpowiednią literaturę).
            Ona ma bardzo zawężone postrzeganie rzeczywistości, widzi świat
            przez pryzmat męża-psychopaty. Oczywiście, że cierpi... tyle, że
            chyba nie do końca wie dlaczego?
            Poradź jej wizytę u psychiatry (nie chodzi o to, że jest "obłąkana",
            a, że jest ofiarą psychopaty - a z tym "tradycyjna" psychologia
            sobie nie poradzi)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka