pilarka33
13.01.09, 23:39
Witam cieplutko. Od jakiegoś czasu podczytuję, teraz postanowiłam
napisać. Decyzję o rozwodzie podjełam dawno temu, ale dla dobra
dziecka;]postanowiłam zacisnąć zęby i dalej udawać szczęśliwą
rodzinę. Niedawno powiedziałam męzowi, że chcę odejść. I tutaj
sprawa wygląda tak, przez kilka dni było proszenie i płacz (na który
nie dam się nabrać, już kiedyś- 4 lata temu mieszkałam 7 m-cy z
dzieckiem sama, potem wróciłam do niego), teraz wygląda na to, że
się przyzwyczaił i mówi, że chce to jak najszybciej skończyć. Ja mu
nie wierzę, nigdy nie wiadomo, co wymyśli. Byłam dzisiaj u prawnika,
no i się podłamałam. W zasadzie nie wiem czego oczekiwałam, że
będzie łatwo? Cały czas mieszkam jeszcze z nim, ale w tym tygodniu
się wyprowadzam, bo mieszkanie jest JEGO( co podkreślał przez całe
małżeństwo). Mamy prawie 8 -letnie dziecko.Mąż to aktor. Wspaniały
mąż na zewnątrz, w domu pokazuje prawdziwe oblicze. Chciałam rozwodu
bez orzekania o winie i dowiedziałam się, że mineło za mało czasu od
rozkładu pożycia. Problemem jest wspólne mieszkanie, jedna lodówka,
że sąd zapyta dziecka, czy tata jadł to, co mam ugotowała???? Cztery
miesiące to za mało. Podłamałam się. Chciałam zrobić jakiś krok, a
teraz nie wiem, mam czekać jeszcze kolejne 4?(8 m-cy wg prawnika
jest ok plus 2, 3 sprawa poczeka- tu uśmiech- to juz mamy rok) tak
poradził.Pomóżcie. Potrzebuję wsparcia.