Dodaj do ulubionych

Bedzie lepiej...

29.01.09, 19:57
witam,

bardzo dlugo mnie tu nie bylo, a przez pewien okres zycia to forum
mnie przy nim niemalze trzymalo... moj zwiazek rozpadl sie ponad rok
temu, niecaly rok temu mielismy sprawe rozwodowa. bardzo pomogly mi
wtedy wpisy pod moimi wynurzeniami, choc wiekszosci tych osob juz
tutaj nie widze. w kazdym razie czuje, ze mam wobec tego forum dlug
wdziecznosci. wlasciwie nie moge go splacic w zaden inny sposob, jak
piszac do nowych osob, ze naprawde po jakims czasie wszystko wraca
do normy. te wszystkie glosy, ktore mowia, ze bedzie lepiej naprawde
sie nie myla. potrzeba tylko czasu i troche wysilku, zeby przebrnac
przez najgorsze chwile, ale to jest mozliwe i warto to zrobic dla
samego siebie - tego ze spokojniejszej przyszloscismile
Obserwuj wątek
    • kasiabrzoza Re: Bedzie lepiej... 29.01.09, 21:39
      Witam. Ja jestem przed rozwodem. Mąż po raz kolejny ogłupiał dla
      innej. Zrobił to kolejny raz świadomy konsekwencji. Zdecydowałam się
      na rozstanie. Wiem, że jest jeszcze za wcześnie na rozwód, ale cóż
      mi zostaje tylko czekać i mieć nadzieję, że się wyprowadzi. Cały
      czas przekonuję samą siebie, że będzie dobrze, że dam radę. Nie
      jestem niezaradna ani głupia. Mamy dwie córki, które pewnie bardzo
      to przeżyją, kochają tatę, a tata kocha ich. Nie wiem na ile
      jesteśmy w stanie stworzyć taką atmosferę, żeby dzieci przeszły
      przez to jak najlżej. Jego zachowanie daleko odbiega od zgody, ale
      mam nadzieje, że z czasem dogadamy się. Ja się jakoś z tym
      pogodziłam. Pomimo 12 lat razem nie czuję wielkego bólu. Raczej
      smutek i poczucie, że trzeba to zakończyć. Świadomość, że jeszcze
      sobie ułożę życie i będę szczęśliwa jest ze mną cały czas. Po za
      krótkimi chwilami załamania, jestem dziwnie spokojna. Sama nie wiem
      czemu. Zazwyczaj reagowałam wręcz histerycznie na kłótnie. A nawet
      nie chce mi się płakać. Może to też jakiś rodzaj depresji - apatia.
      Ale cieszy mnie to co napisałaś. Chciałabym, żeby był już 2010 r.
      • hb1980 Re: Bedzie lepiej... 30.01.09, 03:13
        kasiabrzoza napisała:

        Ale cieszy mnie to co napisałaś


        Jestem osobnikiem plci meskiej, nie posiadajacym polskich znakow na klawiaturze,
        stad pewnie Twoja pomylkasmile nie jest bardzo odkrywcze, ale z tego co wiem, to
        rok 2010 nadejdziesmile
        • kasiabrzoza Re: Bedzie lepiej... 30.01.09, 11:18
          Przepraszam.
          A może mi jeszcze odpowiesz. Czy potem, po jakimś czasie, jest tak,
          że jak się widzi tego byłego to ma się totalny zlew? Ani sie go nie
          kocha, ani nienawidzi, ani lubi - tylko totalny zlew.
          Nawet jak sie go zobaczy razem z przyczyną rozwodu?
          Póki co od czasu jak wiem, to jej nie widziałam, a nie wiem, jakbym
          zareagowała, jakbym ją zobaczyła, dlatego nie mam za miaru się z nia
          spotykać. Ale przypadki chodzą po ludziach i moge ja gdzieś
          zobaczyc, albo ich razem. Za jakiś czas.
          • hb1980 Re: Bedzie lepiej... 30.01.09, 12:40
            hm, to chyba zalezy od okolicznosci rozstania. ja mialem dosc burzliwe, wiec od
            momentu decyzji o rozwodzie, ktora zapadla pod koniec 2007, do dzisiaj widzialem
            sie z nia tylko raz na rozprawie sadowej. nie bede sie rozpisywal dlaczego sie
            rozstalismy, bo juz o tym pisalem pare razy, ale uznalem po tym wszystkim, ze
            lepiej bedzie dla mnie, gdy juz jej nie bede ogladal. dla mnie moim osobistym
            sukcesem jest to, ze nie mysle o tym na codzien, raczej z rzadka. samo
            wspomnienie jeszcze boli, ale to nie jest juz bol rozstania, tylko zawod, ktory
            mnie spotkal ze strony osoby, ktorej ufalem najbardziej . na szczescie to tez
            mozna w sobie zreperowacsmile i mial racje moj kolega powtarzajac mi na okraglo:
            tego kwiata jest pol swiatasmile po pewnym czasie i to zaczyna sie zauwazac
            ponownie, czego zycze wszystkim osobom przed, w trakcie i po przejsciach.
    • plujeczka Re: Bedzie lepiej... 30.01.09, 08:47
      ludowie powiedzenia są mądrościa narodu dlatego tez powiedzenie ,ze
      czas leczy rany jest jak najbardziej trafne.Cieszą wpisy tego
      rodzaju na forum , które tchną optymizm, wiarę oraz daja nadzieję
      wszystkim .Osobiscie bardzo współczuję tym ,którzy traumę rozwodowa
      bardzo przezyli bądż wciaż mimo upływu lat przezywają.jestem, o tyle
      w lepszej sytuacji ,ze mnie to ominęło, uczucie do męża wygasło
      wiele lat temu, dzisiaj ten etap jest dla mnie zamkniety choć wciąż
      czekam na orzeczenie rozwodu .Pozostał jedynie żal ,ze nie
      potrafiłam na ojca mojego dziecka wybrac właściwego człowieka.I
      tyle..a może aż tyle.
    • dorata351 Re: Bedzie lepiej... 30.01.09, 09:03
      To fajnie, że ludzie którzy przeżyli te horrory piszą takie rzeczy.
      To pocieszające. Ja też mam nadzieję, że czas zaleczy rany i na nowo
      będę potrafiła patrzeć na ludzi z ufnością.
      Dzięki hb1980.
    • kicia031 Lepiej juz bylo 30.01.09, 16:33
      wink))
      • dsz27 Re: Lepiej juz bylo 30.01.09, 16:59
        Ja też zaręczam, że będzie lepiej. Potrzeba tylko trochę czasu i jak ja to mówię
        "pobycia z samym sobą". Dystans do tego co się wydarzyło + czas.
    • cosmopszczolka Re: Bedzie lepiej... 30.01.09, 21:07
      Czas fakycznie robi swoje. Jest coraz wieksza obojetnosc na ex.Ale
      tez coraz mocniejsze staje się pytanie co dalej...., czas płynie ale
      jakby bezproduktywnie i przecieka przez palce bo ileż można oddawać
      się pracy zawodowej, różnym zajęciom i itd. Nie wiem ,może
      faktycznie jestem "moralnie" niepoprawna ale życie tylko dla samej
      siebie jakoś mi nie leży. Dopełnieniem jest jednak zawsze bycie z
      kimś i dla kogoś.
      • maghalia Re: Bedzie lepiej... 31.01.09, 00:46
        Dzieki wielkie za to, co napisales. Ja jestem obecnie w epicentrum
        traumy przedrozwodowej. Wielka wage posiadaja wiec dla mnie slowa
        osob, ktore podobnego doswiadczyly i jednak zdolaly powrocic do
        normalnosci. A normalnosc oznacza dla mnie w tej chwili tak
        niewiele: zaniechanie autodestrukcyjnych zachowan, zaspokajanie
        podstawowych potrzeb (przede wszystkim niezaklocony sen i sensowne
        odzywianie sie), a takze radosc z przebywania z innymi ludzmi i
        cieszenie sie z malych, acz dobrych rzeczy.
        • hb1980 Re: Bedzie lepiej... 31.01.09, 01:46
          tak, na poczatku trzeba zajac sie drobiazgami - zaczac jesc i spacsmile i niech tak
          bedzie przez pare tygodni. potem trzeba wrocic do ludzi, czasami na sile, ale
          warto. ja zaczalem odkopywac spod kurzu stare znajomosci, spotykalem sie z
          przyjaciolmi i chociaz na poczatku czulem, ze to bez sensu, to potem ta forma
          zaczynala wypelniac sie trescia. powolutku, choc mialem wrazenie ze stanowczo za
          wolno, wszystko wracalo do normy. a dzieki jednej z tych odnowionych znajomosci
          poznalem kogos naprawde specjalnegosmile
          • catrinceoir Re: Bedzie lepiej... 01.02.09, 19:24
            ja w tej chwili mam tak, jak Maghalia... jeszcze do mnie nie dotarly papiery
            rozwodowe, maz zabral nasze dziecko nie wiadomo dokad, i tylko przyjaciele
            hamuja przed popadnieciem w szalenstwo... nocuja u siebie, karmia, rozmawiaja,
            radza. pusta sie czuje. rozum wie, ze bedzie lepiej - to serce nie potrafi sie
            pozbierac wciaz.
            piszcie wiecej takich pozytywnych postow smile
          • pomocyrozwod Re: Bedzie lepiej... 01.02.09, 19:43
            mam nadzieję ze i mnie w końcu się uda. Na razie rzuciłam się w wir
            pracy, bo co robić sama ze sobą. Wspomnienia atakują wtedy pełną
            parą.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka