Dodaj do ulubionych

I stało się....

30.01.09, 12:45
Wyprowadziła się.Zabrała dziecko ,kilka niezbędnych szmat ,auto.
Okazało się że jestem wulgarnym chamem,domowym terrorystą ,nie zajmuje się dzieckiem i tylko siedzę przed komputerem.
Najlepsze jest to że ja ją kocham i trochę mnie to boli.
Minęły dopiero dwie godziny ,smutno mi.
Obserwuj wątek
    • texas331 Re: I stało się.... 30.01.09, 12:52
      Fakt ,święty nie jestem.Ale nie piję ,nie szlajam się po mieście nocami.Z
      dziwkami się nie spotykam.Może faktycznie nie zajmuję się zbyt dobrze dzieckiem
      ale kocham je.Przy kompie faktycznie przesiaduje ,ale gram na giełdzie więc to
      jest zrozumiałe.
      Kurcze nie wiem co mam myśleć , co robić?
      Ona telefonów nie odbiera ,dziecko także nie.
      Ku..a mać , nie chce rozwodu , nie chce zaczynać wszystkiego od początku!!!!
      • krolowazla Re: I stało się.... 30.01.09, 12:58
        Wiesz za samo to, ze siedzisz przy kompie - trudno mi uwierzyć, ze kobieta
        odeszła. Zastanów się co było faktyczną przyczyną. Moze od dłuższego czasu coś
        międz wami nie grało, może mówiła co jest nie tak.
        To , ze kobieta odeszła nie oznacza od razu rozwodu. Ja wyprowadzałm się nie
        wiem ile razy, ale zawsze po tygodniu wracałam. rzecz jasna rozwiodłam się , ale
        nie tak od razu.

        Jak nie odbiera telefonów, to jedź do niej, albo napisz lis. Daj jej i sobie
        pare dni, na pozbieranie mysli.
      • biedronka784 Re: I stało się.... 30.01.09, 13:20
        Nic nie dzieje się bez powodu. Jeżeli faktycznie Ci zależy na rodzinie to
        porozmawiaj z żoną i w końcu jej wysłuchaj. Pewnie próbowała Ci powiedziec co
        jest nie tak....
        Wyprowadzka nie oznacza rozwodu ale daje czas na przemyslenie różnych rzeczy.
        Chyba zrozumiałeś co jest dla Ciebie ważne więc powiedz to również żonie
        • texas331 Re: I stało się.... 30.01.09, 13:23
          Tak , chyba wiem. Jestem bardzo nerwowy, porywczy i wulgarny.
          Mam bardzo nerwową prace. Często mówiła mi bym poszedł do psychologa ,ja to
          olewałem.
          I mam za swoje.
          • biedronka784 Re: I stało się.... 30.01.09, 13:32
            z tym biedakiem to bylo do kacpersimo
            Ale widzisz jednak cos bylo nie tak.... Przemysl co sie działo w waszym zwiazku
            i co mozna by bylo naprawic.
          • niutka Re: I stało się.... 30.01.09, 18:48
            Przykro powiedziec ale faktycznie masz za swoje. Ja tez probowalam
            namowic jeszcze meza na wizyte u psychologa, na terapie malzenska.
            Slyszalam tylko teksty w stylu: "nie jestem nienormalny". Dopiero po
            otrzymaniu pozwu zaczal myslec. W odpowiedzi na moj pozew napisal,
            ze jest sklonny udac sie na terapie. Ale to byly TYLKO slowa... W
            tej chwili jestesmy pod drugiej rozprawie, niestety nie ostatniej....
    • kacpersimon Re: I stało się.... 30.01.09, 13:11
      tak to bywa mnie terz z chaty wywaliła i powiedziała ze nic nie
      rtobie tylko na kompie siedze a teraz chce 600 na dziecko szmata
      • biedronka784 Re: I stało się.... 30.01.09, 13:21
        biedaku- sądząc po tej krótkiej wypowiedzi miała racje....
    • lima Re: I stało się.... 30.01.09, 13:33
      jak ja to lubie :
      "co prawda wyzywam ją od kurw i szmat, co prawda wrzeszczę i awanturuję się, co
      prawda jestem wobec niej i dzieci chamski i wulgarny,co prawda wymuszam na żonie
      seks, co prawda jak wracam z pracy to siadam przed komp i nic innego mnie nie
      obchodzi, co prawda kasę na dzieci wydzielam jej z łaską, co prawda nie mam
      czasu iśc na wywiadówkę dziecka ani pojechac z rodziną na urlop...itd itp
      ale ja przeciez ją kocham, i dzieci też kocham... to o co jej może chodzić, że
      mnie nie chce? "
      • texas331 Re: I stało się.... 30.01.09, 13:36
        smile
        Lima , wiesz coś w tym jest.
        • lima Re: I stało się.... 30.01.09, 13:44
          To ja Ci radzę zacząć od psychologa. Pochodź sam, może coś odkręcisz w sobie.
          Gdy żona zobaczy, że NAPRAWDĘ CHCESZ się zmienić, to może da się zaprosić do
          wspólnej terapii. Jeśli jej jeszcze choć trochę zależy....jeśli nie
          zniszczyliście już wszystkich dobrych uczuć między sobą.
          Bo tylko biegając za nią z zapewnieniami, że ją przecież kochasz, a nie
          zmieniając SIEBIE SAMEGO - nie masz szans na zdrową rodzinę.



    • wmiedzyczasie Re: I stało się.... 30.01.09, 14:11
      Wiesz... jakbyś napisał to 22 miesiące temu to pomyślałabym,że
      jesteś moim na szczęście już ex, mężem.
      Z doświadczenia ci mogę powiedzieć,że zbyt częste jego dzwonienie
      wtedy do mnie,zwłaszcza w porach nocnych, łażenie za mną i ogólne
      tzw. "walka o małzeństwo" tylko utwierdzała mnie w przekonaniu,że
      dobrze robię.
      Jeśli mogę ci coś doradzić to odczekaj parę dni, nie dzwoń, nie łaź,
      potem spróbuj umówić się z nią na neutralnym gruncie typu
      kawiarnia.Porozmawiaj spokojnie.Zastanów się w tym czasie nad sobą.
      Z niczego nie ma nic. Ile lat ma dziecko? jeśli mogę zapytaćsmile
      • texas331 Re: I stało się.... 30.01.09, 14:50
        Syn ma 10 lat.
        Kurcze , nawyrabiało się.

        > Wiesz... jakbyś napisał to 22 miesiące temu to pomyślałabym,że
        > jesteś moim na szczęście już ex, mężem.
        > Z doświadczenia ci mogę powiedzieć,że zbyt częste jego dzwonienie
        > wtedy do mnie,zwłaszcza w porach nocnych, łażenie za mną i ogólne
        > tzw. "walka o małzeństwo" tylko utwierdzała mnie w przekonaniu,że
        > dobrze robię.
        > Jeśli mogę ci coś doradzić to odczekaj parę dni, nie dzwoń, nie łaź,
        > potem spróbuj umówić się z nią na neutralnym gruncie typu
        > kawiarnia.Porozmawiaj spokojnie.Zastanów się w tym czasie nad sobą.
        > Z niczego nie ma nic. Ile lat ma dziecko? jeśli mogę zapytaćsmile
    • tricolour Widać kobieta miała powody i to konkretne... 30.01.09, 14:36
      ... nikt nie chce mieć wulgarnego chama, domowego terrorysty i lenia za małżonka.

      Jeśli kochasz, to znajdziesz sposób na udowodnienie, że jesteś pracowity, a
      komputer to takie samo narzędzie jak młotek - używa się gdy jest potrzeba.
      Pokażesz jaki z Ciebie odpowiedzialny i troskliwy ojciec. Podszkolisz się w
      słownictwie, żeby jednym wulgarnym słowem nie opisywać całego świata.

      Smutno Ci? Żonie pewnie było smutno latami więc na głaskanie tutaj nie licz.
      • kacpersimon Re: Widać kobieta miała powody i to konkretne... 30.01.09, 14:47
        wy kobity nigdy nic nie zauważacie gadacie od zeczy co wam nie
        pasuje macie jakieś swoje zalety ubzdurane przeciiwko nam facetom
        weście sie głęboko zastanówcie co wy byście zrobiły gdyby nas nie
        było
        • tricolour Tyle, że ja facet jestem... 30.01.09, 14:52
          ... i gdy czytam o męskich zaletach w stylu "nie biłem, nie piłem, na dziwki nie
          chodziłem" to wcale się nie dziwię, że kobiety odchodzą od takich nygusów.
          • texas331 Re: Tyle, że ja facet jestem... 30.01.09, 14:54
            Czyli co ,bić ,pić i chodzić na dziwki?
            Chyba tego nie pojmuję wink

            > ... i gdy czytam o męskich zaletach w stylu "nie biłem, nie piłem, na dziwki ni
            > e
            > chodziłem" to wcale się nie dziwię, że kobiety odchodzą od takich nygusów.
            • tricolour Rób co chcesz... 30.01.09, 14:57
              ... możesz nawet stać się troskliwym ojcem, odpowiedzialnym mężem...

              Wybór należy do Ciebie, konsekwencje także.
              • texas331 Re: Rób co chcesz... 30.01.09, 15:05
                I takim będę , przynajmniej się postaram.
                Ale wpierw muszę ją wyrwać ze szponów teściowej i szwagierki by jej całkiem w
                głowie nie namieszały.

                > ... możesz nawet stać się troskliwym ojcem, odpowiedzialnym mężem...
                >
                > Wybór należy do Ciebie, konsekwencje także.
                • tricolour Dlaczego chcesz wyrywać ze szponów? 30.01.09, 15:27
                  Jeśli jesteś porządnym facetem, a żona myli się co do Ciebie, to teściowa i
                  szwagierka na pewno wyprowadzą żonę z błędu. Wtedy zrozumie, że ucieczka od
                  Ciebie była błędem.

                  Jeśli żona ma rację, a jej zarzuty mają sens, to potwierdzenie tych zarzutów
                  tylko pomoże żonie i dziecku - może znajdą sobie w końcu jakiegoś normalnego faceta.

                  Na Twoim miejscu raczej skupiłbym się na sobie i zobaczył własny udział w
                  rozpadzie związku. Jeśli żona ma rację żeś nygus, to podziękowałbym jej za
                  spostrzegawczość i troskę o dobro dziecka.
                  • kami_hope Jaki koń jest, każdy widzi. 30.01.09, 19:27
                    > Jeśli jesteś porządnym facetem,
                    Nie, nie jest porządnym facetem. Nie wiadomo, czy kiedyś będzie?
                    Póki co, to ma jeszcze mleko pod nosem... Aby coś naprawić, trzeba
                    mieć wpierw świadomość błędu. On świadomy nie jest.

                • lima Re: Rób co chcesz... 30.01.09, 19:59
                  Aha...zaczyna się..

                  Uważasz, że Twoje "mieszanie jej w głowie" jest lepsze od tego szwagierki? wink
                  Żona to nie sprzęt domowy. Nie dostałeś jej na wyposażenie. Jeśli naprawianie
                  małżeństwa chcesz zacząć od dyktowania jej kogo ma słuchać i z kim się zadawać -
                  to zapooooooomnij, że cokolwiek dasz radę odbudować. Jeśli szwagierka jej mówi,
                  że nie powinna pozwolić ci, np zebyś ją wyzywał do szmat itd, to ja taką
                  szwagierkę też poprę.
                  Zaczynasz od złej strony.
                  Pytanie, na ile jesteś w stanie zrozumieć gdzie tkwi problem rozpadu waszego
                  związku, i czy w ogóle wiesz, jakiego męża chce mieć twoja żona... Żona ci
                  powiedziała chyba wielokrotnie czego chce i co jej przeszkadza. A ty chcesz
                  powiesić winę na szwagierce big_grin no sorry.. myśl, bo takim naprawianiem możesz
                  zepsuć swoją ostatnia szansę.

            • krolowazla Re: Tyle, że ja facet jestem... 30.01.09, 15:00
              Chodzi o to, ze większośc facetów uważa, że jak nie pije, nie bije, nie chodzi
              na dziwki to jest ok. A żona powinna być szczęśliwa. Ale nie tylko to niszczy
              zwiazek.
              • z_mazur Re: Tyle, że ja facet jestem... 30.01.09, 19:07
                Podobnie jak większość kobiet uważa, że jak posprząta, wypierze, ugotuje i zajmie się dzieckiem i się nie puszcza, to również nic nie usprawiedliwia odejścia od niej faceta.

                Jak to punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. smile))
                • lima Re: Tyle, że ja facet jestem... 30.01.09, 19:52
                  Uważam, że się czepiasz. Mężczyzna zazwyczaj, jak już odchodzi, to odchodzi DO
                  KOGOŚ innego. Bardzo rzadko się zdarza, żeby odszedł w pustkę, tym bardziej z
                  domu gdzie ma posprzątane i ugotowane.
                  A tu kobieta odchodzi OD NIEGO, bo nie są w stanie się dogadać a jej słowa do
                  niego nie docierają.
                  • z_mazur Re: Tyle, że ja facet jestem... 30.01.09, 20:37
                    Ależ oczywiście, że się czepiam. smile))
                    Bo mężczyznom w zasadzie najczęściej wystarcza, to że mają posprzątane i ugotowane, a jak nie wystarcza, to przynajmniej te powody są dość jednoznaczne. A kobietom jakoś nie wystarcza, że nie pije i nie bije, one muszą mieć "coś więcej". Skąd więc te oburzanie się na facetów, że odchodzą, bo im nagle posprzątanie i ugotowanie przestaje wystarczać. smile))

                    Jak już pisałem, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. smile))
                    • lima Re: Tyle, że ja facet jestem... 30.01.09, 20:45
                      chwileczkę - zobacz co porównujesz

                      dla Ciebie "norma" to :
                      -kobieta sprząta i gotuje
                      -facet nie pije i nie bije

                      to naprawdę wyjątkowo "sprawiedliwy" podział "obowiązków"...

                      czyżby tęsknota za taką głęboko w społeczeństwie utwardzona "równowagą" , w
                      której facet ma w domu prawa a kobieta obowiązki się w tobie odezwała?



                      • z_mazur Re: Tyle, że ja facet jestem... 30.01.09, 21:06
                        A kto powiedział, że dla mnie to jest normą?
                        Ale tak łatwo się przyczepić do faceta, który nie potrafi zrozumieć jak to się stało, że skoro nie pił i nie bił (najcześciej też zarabiał i coś tam jeszcze przy domu zrobił), to jednak żona może mieć powód żeby od niego odejść.

                        A już dużo trudniej do kobiety, która nie rozumie jak to się stało, że mimo, że sprzątała i gotowała, to jednak mąż od niej odchodzi. Dlaczego Panie tak rzadko w takich sytuacjach potrafią powiedzieć jedna drugiej prosto w oczy: "Zastanów się czego mu brakowało, że odszedł?".

                        Tak łatwo dokopać komuś, kogo utożsamiamy za sprawcą swojego cierpienia. Tak trudno spojrzeć na sprawy z dystansu.

                        Pamiętam ostatnią awanturę na forum, która została wywołana dosadnym stwierdzeniem faceta, odnośnie pewnej sytuacji związanej z kobietą, że dostała to na co zasłużyła. smile)))

                        Jak już pisałem, punkt widzenia... smile))
                        • lima Re: Tyle, że ja facet jestem... 30.01.09, 21:44
                          ależ powiedziałam to już wyraźnie wyżej -
                          facet najczęściej odchodzi DO INNEJ.
                          gdyby odchodził tylko OD żony, to zostawia miejsce na niezaburzoną refleksję
                          dlaczego tak się stało. niezaburzoną nowym młodszym ciałem kochanki czekajacym
                          na niego i klepkami na oczach pana często z kryzysem wieku sredniego na karkuwink.
                          Ilu masz takich facetów? którzy odeszli w pustkę a nie do innego łóżka?

                          nie pił i nie bił i to ma kobiecie wystarczyć.. to mało śmieszne bo
                          taka w tym społeczeństwie ciągle pokutuje norma ..i na tym się małżeństwa
                          wykładają, bo facet tak wychowany, nie zrozumie nigdy czego ta zona niby od
                          niego chce.. przyzwyczajeni, że kobieta nie ma prawa wymagać.

                          Autor powiedział sam - nie pił nie bił...tylko... był wulgarny, agresywny,
                          porywczy, pochłonięty kompem, itd..
                          żona zarzuciła, że był chamem, domowym terrorystą, nie zajmował się dzieckiem, itd
                          To aż nadto.

                          A Ty się rzuciłes do obrony... że to nic, i chcesz jakieś swoje animozje do płci
                          przeciwnej na tym koniku powozić..
                          Zwyczajnie jestem zdziwiona.

                          • tricolour Błąd tkwi w założeniu... 30.01.09, 21:50
                            ... i podziale ludzi na mężczyzn i kobiety. Wykazywanie różnic "mężczyźni są
                            tacy, a kobiety takie" jest z gruntu fałszywe i właśnie prowadzi do
                            niezrozumienia: widać po Waszej dyskusji.
                            • mariefurie Re: Błąd tkwi w założeniu... 30.01.09, 22:56
                              O , no własnie!
                          • z_mazur Re: Tyle, że ja facet jestem... 30.01.09, 22:33
                            Większość osób na tym forum jest zdecydowanie przed 40-tką i raczej przed nimi jeszcze problemy kryzysu wieku średniego. Większość historii, które znam, w których faceci nawet jeśli odchodzili do innej kobiety, to nie do kobiet jakoś zdecydowanie młodszych ale najczęściej do zdecydowanie różnych od swoich żon. Dlatego upraszczanie, że faceci odchodzą do innych kobiet (w domyśle, ze względu na seks), jest IMHO trochę nie do końca uzasadnione.

                            Nie bronię nikogo. Facet napisał dość krytycznie o sobie i po co mu jeszcze dowalać? Nie sądzisz, że to kopanie leżącego? Szczerze mówiąc rzadko można na tym forum znaleźć wpisy pań tak krytyczne wobec siebie i swojej postawy w małżeństwie. Za to często słychać oburzenie: "jak on mógł?". Kobieta z taką postawą również nie zrozumie nigdy, co i dlaczego się stało w jej małżeństwie i dlaczego mąż od niej odszedł. A jednak mimo wszystko, rzadko na tym forum można znaleźć wpisy trzeźwiące takie kobiety, za to pełno stwierdzeń w stylu: "tak, oni wszyscy są tacy sami" smile))))
                • mariefurie Re: Tyle, że ja facet jestem... 30.01.09, 22:53
                  Wydaje mi sie, że punkt widzenia przede wszystkim taki jest, aby nie podliczac
                  drugiej strony ze wszystkiego co zrobiła czy czegoś nie zrobiła.
                  Bo takie wytykanie palcem zazwyczaj nakręca spiralę agresji.
                  Zarówno między partnerami, jak i płciami w ogóle.
                  Dyskusje tego typu prowadzą do absurdu. Cos w stylu: kto jest ładniejszy - kot
                  czy pies.
        • niutka Re: Widać kobieta miała powody i to konkretne... 30.01.09, 19:15
          I vice versa. "Facet twoj wrog" czy jakos tak podobnie z "Seksmisji".
        • kami_hope Re: Widać kobieta miała powody i to konkretne... 30.01.09, 19:33
          smile nie wiem, śmiać się, czy płakać? smile

          Rzecz jasna świat wyglądałby bez Was inaczej. I - jak dla mnie -
          jesteście absolutnie niezbędni.
          Ale! Bez Ciebie Kacper "kobity" się obejdą... więc nie martw się,
          szczęśliwie są jeszcze Mężczyźni na świecie. Damy sobie radę! smile
      • kacpersimon Re: Widać kobieta miała powody i to konkretne... 30.01.09, 14:58
        wyprowadziłem sie z domu 1 kwietnia 2006 roku doszliśmy do
        porozumienia razem oboje powiedziała ze musi to wszystko przemyslec
        i potem moze do siebie wrucimy ale minął rok i złożyła pozew o
        rozwód.na rozprawie na rozwód sie nie zgodziłem sprawa została
        skierowana do mediatora żona wiedziała co to takiego i sie na to
        zgodziła na mediacji doszliśmy do porozumienia ze bedziemy walczyc o
        to aby to małżeństwo przetrwało i wiecie co po mediacji sie wysmiała
        z tego rozprawa została odroczona na 12 miesięcy na wszystko sie
        zgodziła a jak chce porozmawia to muwi niema oczym ja jej nie
        rozumiem
    • plujeczka Re: I stało się.... 30.01.09, 15:23
      a ja ją rozumiem.Kazdy ma to na co zasługuje Ty również i nie mysll
      sobie ,ze jesteś pepkiem świata.A kiedy słyszę ,ze mezczyzna
      wyzywa, nie zajmuje sie dzieckiem, siedzi całymi dniami w kompie
      to....przypomina mi sie czeski film i słynne powiedzenie " gdyby
      głupota umiała frufać to szybowałaby jak gołębica"( COS W TYM STYLU)
      • z_mazur Re: I stało się.... 30.01.09, 15:36
        > a ja ją rozumiem.Kazdy ma to na co zasługuje Ty również i nie
        mysll
        > sobie ,ze jesteś pepkiem świata.

        Mam prośbę, napisz dosłownie to samo kobiecie, która tu się pokaże
        na forum z tekstem: "mąż ode mnie odszedł".

        Chciałbym dożyć takiego dnia na tym forum. smile)))
        • tricolour To jest niemożliwe... 30.01.09, 15:40
          ... pamiętam były kilka razy takie wpisy i były tępione niemiłosiernie przez Panie.

          smile
          • z_mazur Re: To jest niemożliwe... 30.01.09, 15:45
            Ja rozumiem, że nie każdy musi od razu być współczujący dla każdego,
            ale żeby zaraz: "dobrze ci tak"...? smile
            • texas331 Re: To jest niemożliwe... 30.01.09, 16:03
              Ja na forum nie szukam współczucia ani ani litości.
              Chcę po prostu się wygadać.
            • texas331 Re: To jest niemożliwe... 30.01.09, 16:05
              Lepiej pogadać niż się zadręczać ,albo chlać wódkę.
              • triss_merigold6 Re: To jest niemożliwe... 30.01.09, 19:28
                Zasadniczo w Twoim przypadku zadręczanie się powinno przybrać formę
                autorefleksji. Spróbuj odpowiedzieć sobie na pytanie "Dlaczego żona mnie rzuciła
                i czy na pewno byłem fajny na co dzień?"
                Deklaracje uczuciowe są nic nie warte o ile nie idą w parze z namacalnymi
                dowodami miłości, szacunku i troski.
                Shit happens człowieku, nie starałeś się to masz efekty.
                • dzimi_dzimi Re: To jest niemożliwe... 30.01.09, 20:51
                  Samo się nie stało. Sami zapracowaliście na to co się wydarzyło.
                  Jeśli chcesz odzyskać żonę zastanów się nad swoją rolą w tym
                  wszystkim. Gwarancji, że to zaprocentuje i osiągniesz sukces nikt ci
                  nie da. Ale jeśli wyciągniesz wnioski to przyda ci się to w
                  przyszłości.
              • niutka Re: To jest niemożliwe... 30.01.09, 21:45
                Pogadac?!
                A rozmawiales z zona? Moze nie chciales? Albo nie miales czasu? Badz
                nie miales o czym?
                • ktosiaktosia texas... 04.02.09, 15:47
                  Normalnie się zaczęłam zastanawiać czy Ty aby moim m nie jesteś,ale nie,bo ja
                  zabrałam tylko dziecko i kilka szmat,a samochód zabrał on... ale podobni
                  jesteście jak nie wiem i gadki prawie takie same... i to,że musisz się najpierw
                  od szwagierki uwolnić i teściowej,bo one szanownej małżonce w głowie
                  poprzewracały...tylko jakoś w Tobie refleksji nie widzę...
                  Nie śmiałabym powiedzieć,że Twoja małżonka wad nie ma i błędów nie popełnia,ale
                  w tym co piszesz to zero zastanowienia nad sobą i jakiejkolwiek chęci zmiany
                  siebie,innych to owszem...
                  Jakiejkolwiek chęci rozmowy z żoną...z obcymi ludźmi już tak,ale z żoną po co
                  gadać? Nadzieję pewnie masz jak mój m,że znudzi mi się mieszkanie gdzieś tam,
                  przejdzie mi samo i wrócę do domu jakby nigdy nic i może go jeszcze przeproszę
                  ,ze śmiałam się wyprowadzić i że śmiem mieć swoje zdanie i jakieś
                  oczekiwania...Nie chcę się znęcać nad Tobą,ale jeśli Ci faktycznie zależy
                  jeszcze nad tym małżeństwem,to się głęboko zastanów nad samym sobą i najpierw
                  przed samym sobą przyznaj do błędów,a później pogadaj z żoną i powiedz do czego
                  doszedłeś... bo jeśli tylko innych chcesz zmieniać to szkoda czasu.
                  Pewnie Ci się oberwało za mojego m,bo jak mówię duże podobieństwo
                  dostrzegłam...On nie ma czasu na rozmowy ze mną bo po co,przecież mi przejdzie
                  kiedyś... z całą sympatią do Twojej osoby,samo się nic nie robi...ani nie psuje
                  się samo ani samo się nie naprawia...to ciężka praca,pytanie tylko czy chcesz
                  się wysilać? pozdrawiam...
      • nangaparbat3 Re: I stało się.... 04.02.09, 16:39
        A ja nie rozumiem.
        Jeśli zgodzila sie na mediację i zapadły tam jakieś ustalenia, to powinna albo
        się ich trzymac, albo przynajmniej wyjasnic i przeprosic.
        Zgadzac sie na mediacje, wziac w nich udzial, zadeklarowac zgode na wynik, a
        potem wysmiac - to sie nie miesci w zadnym kodeksie postępowania, pisanym czy nie.
        • nangaparbat3 to powyzej do Kacpersimon - 04.02.09, 16:41
          otworzyłam wszystkie i pogubiłam się w drzewku.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka