alexolo
04.05.09, 00:29
witam wszystkich po długiej przerwie...do wszystkich , którzy mnie
jeszcze pamietają...u mnie wszystko ok... wiode spokojne domowe
..rodzinne życie.. i w końcu wiem co to
partnerstwo..miłość...szacunek... ale musiałam sie uczyć być szczęsliwą..
trochę to trwało...
ale nie w tym rzecz...niestety od pół roku pojawił sie konflikt z
exem. ( poprzednio nasze stosunki były poprawne...bez negatywnych
emocji...bez robienia sobie na złosc... wzystko było poprwanie.. ex
nie zaprzatał moich myśli ani mnie nie niepokoił.
Ale coś się zmieniło.. i nie bardzo rozumiem.. od kilku
miesięcy...od stycznia... kiedy to ex przywiózł dziecko godzinę przed
czasem...pocałował klamkę i bez infa ..telefony... zawiózł dziecko do
osoby trzeciej... mówiąc tej osobie ż e ja jestem o tym fakcie
poinformowana!!!
ja oczywiście byłam w domu na czas..i czekałam na dziecko...po
godzinnym oczekiwaniu.. wysłałam sms ..."kiedy mały bedzie w domu...bo
sie niepokoję"... zero reakcji.. tel nie były odbierane... ja juz
cała w nerwach ( nie w złosci) usiłaowałam sie skontaktowac z ojcem
dziecka...w końcu oddzwonił twierdzac...że dziecko jest w bezpiecznym
miejscu... bo ja jestem nieodpowiedzialna...i nie ma mnie w domu gdy
on przywozi dziecko...a powinnam " warowac"( cytat) .. i nie
udzieliwszy mi informacji ..gdzie jest dziecko ,rzucił słuchawke... Po
raz pierwszy byłam w takiej sytuacji ( wczesniej nie było z exem
żadnych spieć ani w kwesti odbierania dziecka ... ani innych
sparwach).. rozpacz pomieszana z panika ... w nerwach nie potrafiłam
wybrać nr tel , w końcu po 3 h zaniepokojona ciotka!!!!!!!!
dzwoni " kiedy odbiore dziecko???? byłam w szoku gdy sie okazało z e
owa starsza pani była poinformowana ż e ja o wszystkim wiem ..i miałam
odebrac od niej dziecko bo ex spieszył sie do siebie na
wieś.?????????????? powiem tak ten 3 godzinny stres..... spowodowal iz
od stycznie nie miesiączkuje ( lekaz przepisął luteine...zobaczymy czy
cos sie zmieni) po za tym zbliżanie sie godziny wydania
dziecka....lub odbioru ...powoduja u mnie taki stres ż e nie jestem
w stanie tego opisac.. panicznie przestrzegam godzin odbioru małego
...boje sie ż e skoro ex odjechał z małym przed czasem to tym
bardziej zrobi to jak mnie nie bedzie w domu o 18-59...
ex czesto sie spóżnia( dojeżdza ) i nie robie z tego zadnych
problemów... prosze go tylko , że jesli to bedzie dłuzsza chwila
...aby mnie poinformował..
po z a tym , ex nagminnie zmienia terminy widzeń weekendowych...czasem
12 godzin przed przyjazdem... ja w weekendy pracuje...i co najmniej
2 tyg wczesniej mam ustaklone grafiki... te sytuacje sprwaiaja ż e maly
siedzi z e mną w biurze...zamiast u taty na wsi. moje uwagi,
prośby .. dotyczące wcześniejszego zawiadamiania ...kończa sie obelgami
z jego strony " chcesz sie sztywno trzymac widzeń...to ja ci
pokaże.... lecz sie ..jesteś chora psychicznie...ciagle robisz
problemy...a mnie w ten weekend nie ma i już" ręce opadaają..
Mój partner tez próbowal z nim rozmawiać... bo widzi ż e ja sie
szarpie i boje sie juz zaczynac dyskusji.... napisałam do niego
kilka maili.. spokojnie tłumacząc ż e taka szarpanina .. utrudnia
życie .i chce tego unikac... i z e powinniśmy sie szanowac i swój
czas...i aby poważnie traktowal mnie i dziecko... bo ja mam tez
swoje plany...a dziecko czeka na zapowiedzianą wizyte.....- bez skutku.
nie chce mu robic zadnych problemów... nie chce takich
sytuacji...maialm taki błogi spokój...
czy macie doświadczenia z takimi złośliwościami... ? jak je ukrócić...
rodzina mi radzi aby równiez postepowac jak on...ale ja tego nie
chce .... ja jestem w porzadku i tego samego oczekuje od niego...
to chyba prostrze i uczciwsze