noemi123
08.05.09, 14:07
Udało się uniknąć tej ostateczności, chociaż było mi bardzo ciężko:
nawrót alkoholizmu mojego męża, notoryczne zdrady z prostytutkami,
przygodnie poznanymi dziewczynami, znikanie na tydzień, dwa,
kłamstwa, manipulacje itd. Czekałam, czekałam, żyłam swoim zyciem,
raz w odwecie też zdradziłam męża, o czym się dowiedział. Potem po
alkoholu rozbiłam swój nowy samochód, zabrali mi prawo jazdy na rok.
Olałam męża, żyłam swoim życiem. I co? Nagle po dwutygodniowym ciągu
wraca do domu i mówi że chce się leczyć, nie chce juz uciekać w
ciągi, chce abym mu pomogła, wybaczyła, zapomniała. Zawiozłam go na
detox do szpitala, sam sobie go załatwił, potem terapia, która chce
podjąć. Dzwoni do mnie, rozmawia juz normalnie jak kiedyś.
Pomyślicie, ze jestem głupia, że z nim byłam, że nie mam szacunku do
siebie, ale to nie tak, rozwieść się w mojej sytuacji jest
najprośaciej ale co dalej? Jest dziecko, duża kasa i jeszcze miłość
do niego. Alkoholizm to straszna choroba a w połączeniu z kryzysem
wieku średniego to prawie zabójstwo. Nie tłumaczę go, aleb też nie
wierzę mu, on o tym wie i sobie też nie wierzy.Ale widzę że chce
naprawić co pozostało. Sztuką jest walka o zachowanie rodziny,
odbudowa ponownego szczęścia, zaufania, uśmiechu u dziecka,
wspólnego niedzielnego obiadu, spaceru. W moim światopoglądzie
rozwód się nie mieścił. Mam duży szacunek do siebie, znam swoją
wartość, wiem że poradziłabym sobie bez niego ale gdzieś w głębi
serca wierzyłam że przetrwam te straszne rzeczy, które on robił, że
wiecznie to nie będzie trwało. Myśle że się opłaciło bo jak był
niepijącym alkoholikiem to był wspaniałym człowiekiem. A teraz
wierzę, że nadchodzą nareszcie słoneczne dni, ostatnie 2 lata były
pochmurne.