Dodaj do ulubionych

U mnie jednak bez rozwodu

08.05.09, 14:07
Udało się uniknąć tej ostateczności, chociaż było mi bardzo ciężko:
nawrót alkoholizmu mojego męża, notoryczne zdrady z prostytutkami,
przygodnie poznanymi dziewczynami, znikanie na tydzień, dwa,
kłamstwa, manipulacje itd. Czekałam, czekałam, żyłam swoim zyciem,
raz w odwecie też zdradziłam męża, o czym się dowiedział. Potem po
alkoholu rozbiłam swój nowy samochód, zabrali mi prawo jazdy na rok.
Olałam męża, żyłam swoim życiem. I co? Nagle po dwutygodniowym ciągu
wraca do domu i mówi że chce się leczyć, nie chce juz uciekać w
ciągi, chce abym mu pomogła, wybaczyła, zapomniała. Zawiozłam go na
detox do szpitala, sam sobie go załatwił, potem terapia, która chce
podjąć. Dzwoni do mnie, rozmawia juz normalnie jak kiedyś.
Pomyślicie, ze jestem głupia, że z nim byłam, że nie mam szacunku do
siebie, ale to nie tak, rozwieść się w mojej sytuacji jest
najprośaciej ale co dalej? Jest dziecko, duża kasa i jeszcze miłość
do niego. Alkoholizm to straszna choroba a w połączeniu z kryzysem
wieku średniego to prawie zabójstwo. Nie tłumaczę go, aleb też nie
wierzę mu, on o tym wie i sobie też nie wierzy.Ale widzę że chce
naprawić co pozostało. Sztuką jest walka o zachowanie rodziny,
odbudowa ponownego szczęścia, zaufania, uśmiechu u dziecka,
wspólnego niedzielnego obiadu, spaceru. W moim światopoglądzie
rozwód się nie mieścił. Mam duży szacunek do siebie, znam swoją
wartość, wiem że poradziłabym sobie bez niego ale gdzieś w głębi
serca wierzyłam że przetrwam te straszne rzeczy, które on robił, że
wiecznie to nie będzie trwało. Myśle że się opłaciło bo jak był
niepijącym alkoholikiem to był wspaniałym człowiekiem. A teraz
wierzę, że nadchodzą nareszcie słoneczne dni, ostatnie 2 lata były
pochmurne.
Obserwuj wątek
    • akacjax Re: U mnie jednak bez rozwodu 08.05.09, 14:21
      A terapia dla Ciebie? Bez tego nie wytrzymasz trzeźwienie m. To nie jest
      jednorazowa sprawa, to proces. Jest darmowa dla ubezpieczonych w NFZ.

      Myśle że się opłaciło bo jak był
      > niepijącym alkoholikiem to był wspaniałym człowiekiem.

      Niepijacy alkoholik to osoba po conajmniej dwuletniej terapii, oczywiście
      wytrwała w leczeniu.
    • kicia031 Re: U mnie jednak bez rozwodu 08.05.09, 14:36
      nawrót alkoholizmu mojego męża, notoryczne zdrady z prostytutkami,
      > przygodnie poznanymi dziewczynami, znikanie na tydzień, dwa,
      > kłamstwa, manipulacje itd. Czekałam, czekałam, żyłam swoim zyciem,
      > raz w odwecie też zdradziłam męża, o czym się dowiedział. Potem po
      > alkoholu rozbiłam swój nowy samochód, zabrali mi prawo jazdy na
      rok.

      Bosssko.

      Nagle po dwutygodniowym ciągu
      > wraca do domu i mówi że chce się leczyć, nie chce juz uciekać w
      > ciągi, chce abym mu pomogła, wybaczyła, zapomniała. Zawiozłam go
      na
      > detox do szpitala, sam sobie go załatwił, potem terapia, która
      chce
      > podjąć. Dzwoni do mnie, rozmawia juz normalnie jak kiedyś.
      > Pomyślicie, ze jestem głupia,

      No tak wlasnie pomyslelismy.
      • kami_hope Re: U mnie jednak bez rozwodu 08.05.09, 22:40
        Dziwne, ja pomyślałam tak o Tobie Kiciu.
    • chloe30 Re: U mnie jednak bez rozwodu 08.05.09, 14:41
      noemi123 napisała:
      W moim światopoglądzie
      > rozwód się nie mieścił.

      A zdrada tak.
      Możesz mi to wytłumaczyć?
      • scindapsus Re: U mnie jednak bez rozwodu 08.05.09, 14:53
        tez mnie to ciekawi
        A pan z tymi prostytutkami to rozumiem ze w gumce.Bo moze wartałoby
        zrobic test na HIV .
        Tak dla świętego spokoju.
    • bursztyn9 Re: U mnie jednak bez rozwodu 08.05.09, 15:05
      nie chciałabym zachwiać Twoją euforią, ale chce żebyś sobie
      uświadomiła, że tak bedzie już wyglądało Twoje życie.Leczenie,...
      potem kilka miesięcy normalności ...i znów powrót do nałogu.I tak w
      kółko.Tak to niestety jest z tą chorobą.Ogórka da sie zakisić, ale
      odkisić -nigdy.Odpowiedz sobie , czy jesteś na to gotowa?
      • noemi123 Re: U mnie jednak bez rozwodu 08.05.09, 15:25
        mój mąż był przez 16 lat niepijącym alkoholikiem, jak go poznałam
        nie pił 3 lata. Czy jestem gotowa na walkę z chorobą? Tak bo znam
        wielu wspaniałych niepijących alkoholików, moi znajomi to ludzie
        działający w AA od wielu lat. Bo widzę jak teraz wspierają mojego
        męża, starają się mu pomóc.Tu jest alkoholizm i ewidentny kryzys
        wieku średniego. On sam sobie przedewszystkim musi pomóc i robi to.
        Zapewniam że zdrada fizyczna to nie koniec świata, po 2 razie
        człowiek już się jakby uodparnia. Bardziej bolałaby zdrada
        emocjonalna. Bardziej bolałby mnie jego śmierć.Tam gdzie są duże
        interesy, pieniądze i alkohol zawsze będa dziwki. Też mówiłam kiedyś
        że nie wybaczę zdrady, że mój mąż napewno mnie nie zdradzi a ja
        jego. Teraz wiem że ludzie popełniają błędy. Mówi się że jak coś
        kochasz to to puść- jeżeli wróci do ciebie to znaczy że zawsze było
        twoje.
        Odnośnie terapii- wiem że jest mi potrzebna, pójdziemy na terapię
        małżeńską za jakiś czas. Jestem nastawiona ostrożnie na optymizm.
        Mam wrażenie że nie lubicie optymizmu na tym forum.
        Może zbyt wiele osób rezygnowało zbyt wcześnie z walki o szczęście
        kochając tę drugą połówkę.
        • chloe30 Re: U mnie jednak bez rozwodu 08.05.09, 15:38
          noemi123 napisała:
          Tam gdzie są duże
          > interesy, pieniądze i alkohol zawsze będa dziwki.

          Nadal proszę żebys wytłumaczyła mi jaki jest twój światopogląd w
          którym mieszczą się dziwki i zdrady a rozwód nie.
          • noemi123 Re: U mnie jednak bez rozwodu 08.05.09, 17:19
            Odpowiem tak:
            nie wyobrażam sobie abym miała unieść się honorem i odejść z naszego
            domu, naszego miasta, odrywać dziecko od korzeni tylko dlatego że w
            pijackim ciagu zaliczył jakaś panienkę lecącą na kasę, dobry hotel.
            Żyć za 3000 zł w nie swoim mieszkaniu, innym mieście i dowiadywać
            się, że w moim łuzku śpi napalona 20latka na naszą kasę, oskubie go
            z forsy i zniknie do nastepnego? Dupa nie mydło. Są gorsze rzeczy
            niz zdrada, gorsza jest zdrada emocjonalna, choroba dziecka, wojna.
            Mimo tego co mi zrobił, zawsze mogłam liczyć na jego pomoc. Nie
            tłumaczę ani jego ani siebie. Po prostu kocham go jeszcze ale
            finanse też są ważne. Najprościej jest sie rozwieść, trudniej jest
            ratować to co pozostało.Dać sobie druga szansę i budować nowe życie.
            • kasper254 Re: U mnie jednak bez rozwodu 08.05.09, 21:52
              Chapeau bas - tak mówią Francuzi na taka postawę, jak Twoja. To w
              dowód uznania, sacunku, podziwu.
              Musisz być bardzo silną, pogodną, wspaniałą kobietą. Nie rozumiem
              tylko, dlaczego się tłumaczysz? Otrzymujesz razy i - jak opadnięty
              przez gawiedż człowiek z okrzykiem "złodziej" - tłumaczysz, że nie
              jesteś złodziejem.
              Wybrałaś tą niekonwencjonalna na tym forum drogę i masz do tego
              prawo. Stąd Twoja postawa, Twoja droga budzi wyrażony na wstępie
              szacunek.
              Jak pięknie odróżniasz zło i dobro, jak umiesz przeszacować rózne
              wartości, zachowania, postawy. Można się uczyc od ciebie pokory i
              rozumienia świata i ludzi. Masz rację: "najprościej jest się
              rozwieść", unieść honorem, dumą itepe; zniszczyć to, co się tak
              mozolnie budowało latami, a tak łatwo podpalić swój dom.
              Co do "zasad": człowiek rodząc się zastaje je. Są normami,
              nadrzędnymi nad wszelkimi innymi normami społecznymi. Niewiele
              dodaje do nich prosty człowiek czy geniusz. Rodzą się, ewoluują w
              długim wielowiekowym rozwoju. Problemem jest ich wybór w codziennym
              postępowaniu, uwzględnienie z katalogu różnych zasad tej a nie innej
              i przewidzenie jej/ich konsekwencji, np. wybór zasady swojego
              egoistycznie ujętego szczęścia; dobra dzieci, prawdy itd. Miarą
              człowieczeństwa jest - jak myślę - harmonizacja zasad, przełożenie
              ich na grę wartości, reguł i interesów danych osób.
              Wybrałaś swoją drogę i swoje zasady i trzymam mocno za Ciebie, za
              Twoją rodzinę i małżeństwo kciuki. Problemem nie jest bładzić, ale
              utrzymywac się w błędzie. Twój mąż to rozumie. I tak na marginesie
              Ci powiem: w świetle posiadanych przeze mnie danych socjologicznych
              i psychologicznych wzrasta odsetek tych, którzy kończą za nałogiem
              alkoholowym. Decyduje o tym wiele przyczyn ogólnokulturowych, ale w
              waszym przypadku pewnie zadecyduje także to, że wierzysz i Twój mąż
              zrobi wszystko, aby iść z Wami dalej. Słyszysz wyrażone na tym forum
              głupoty typu: "nie wchodzi się drugi raz do tej samej wody". Ten
              starożytny slogan najczęściej powtarzała pijana bohema, która
              nudziła się wszystkim. Wchodzi się drugi, piąty i pięćdziesiąty. Bez
              uporu, poświęcenia, miłości człowiek nie byłby człowiekiem. Kto
              zaręczy, że statek z połamanymi masztami nie wpłynie do portu?
              • mariefurie Re: U mnie jednak bez rozwodu 08.05.09, 22:10
                kasper254 napisał:
                Słyszysz wyrażone na tym forum
                > głupoty typu: "nie wchodzi się drugi raz do tej samej wody". Ten
                > starożytny slogan najczęściej powtarzała pijana bohema, która
                > nudziła się wszystkim. Wchodzi się drugi, piąty i pięćdziesiąty.

                Tylko że ta sama rzeka nigdy nie będzie w tym samym miejscu dokładnie taka sama.
                I tylko to może dawać jakąś nadzieję.
              • ganesza Re: U mnie jednak bez rozwodu 08.05.09, 23:06
                kasper254 napisał:

                > Chapeau bas

                a czy gdyby nie chodziło o dużą, jak sądzę, kasę, to tez było by
                miejsce na chapeau bas?
          • triss_merigold6 Mafia? 09.05.09, 21:21
            Tak mi się skojarzyło - duże pieniądze, alkohol, dziwki, ciągi
            alkoholowe nie przeszkadzające w pracy - wypisz wymaluj klimat
            starszych chłopców z miasta. Oni często mają za żony panie dla który
            status mężatki jest cennym awansem społecznym.
            Fraza "dupa nie mydło" naprawdę mi się podoba.
            • mamazuziaka Re: Mafia? 14.05.09, 10:34
              triss_merigold6 napisała:

              > Tak mi się skojarzyło - duże pieniądze, alkohol, dziwki, ciągi
              > alkoholowe nie przeszkadzające w pracy - wypisz wymaluj klimat
              > starszych chłopców z miasta. Oni często mają za żony panie dla który
              > status mężatki jest cennym awansem społecznym.
              > Fraza "dupa nie mydło" naprawdę mi się podoba.


              czasami jest też miłość a miłość jest slepa i nie zawsze te kobiety traktują to
              jak awans(nonsens).oni czesto wybierają sobie za żony s[pokojne kobiety a na
              kochanki niespokojne.. żony za to wraz z dziecmi niestety płacą po czasie
              przeglądając na oczy,czesto za póxno gy tamci ląduja w kiciu,ale to jż inna bajka..
              wracając do wątku autorki-byłabym bardzo ostrożna i traktowała bardziej na
              spotkań od czasu do czasu,niezobowiązujących,niech naprawia jesli chce ale z daleka.
        • zdradzona37 Re: U mnie jednak bez rozwodu 08.05.09, 16:01
          noemi123 napisała:

          > Zapewniam że zdrada fizyczna to nie koniec świata, po 2 razie
          > człowiek już się jakby uodparnia.

          Super! świetnie! Czyli następnych już nie odczujesz...

          Tam gdzie są duże
          > interesy, pieniądze i alkohol zawsze będa dziwki.

          I te duże interesy, jak rozumiem, wszystko przesłaniają, tak?

          > Mam wrażenie że nie lubicie optymizmu na tym forum.

          Ja tam wolę realizm, niż mrzonki.

          Każdy jest kowalem swojego losu...
        • akacjax Re: U mnie jednak bez rozwodu 08.05.09, 20:37
          Ja piszę o terapii dla wspóluzależnionych. To terapia dla Ciebie.
    • useless00 Re: U mnie jednak bez rozwodu 08.05.09, 16:46
      Jeśli kochasz walcz, ale z przegraną się pogodź. Upadaj i podnoś się. Otrzepuj kurz i idź swoją wybraną ścieżką. Ludzie błądzą to prawda, ale na błędach się powinni uczyć. Jeśli mąż chce wyjść z nałogu, a Ty chcesz mu pomóc - zrób to. Ale musisz podchodzić do całej sprawy racjonalnie. Nie pozwól sobie na hurra optymizm. Statystycznie wyjście całkowite z nałogu jest nieczęste, ale możliwe.

      Nie lubię strasznie określenia kryzys wieku średniego i tłumaczenie wszystkich krzywd i idiotyzmów jego wpływem. Podobnie jak każdej pretensji kobiety jej PMS-em. To pójście na łatwizne. Może to jak z dysleksją - trzeba iść po papierek i jesteśmy usprawiedliwieni z popełnianych błędów.

      W każdym razie jeśli kochasz prawdziwie to -

      Miłość cierpliwa jest,
      łaskawa jest.
      Miłość nie zazdrości,
      nie szuka poklasku,
      nie unosi się pychą;
      nie dopuszcza się bezwstydu,
      nie szuka swego,
      nie unosi się gniewem,
      nie pamięta złego;
      nie cieszy się z niesprawiedliwości,
      lecz współweseli się z prawdą.
      Wszystko znosi,
      wszystkiemu wierzy,
      we wszystkim pokłada nadzieję,
      wszystko przetrzyma.
      Miłość nigdy nie ustaje (...)

      Zupełnie szczerze życzę Wam by się udało.
    • aandzia43 Re: U mnie jednak bez rozwodu 08.05.09, 22:30
      Po pierwsze: jeździsz po alkoholu?! Z tobą chyba też coś nie w
      porządku. Zajmij się tym. A terapia mażłeńska ci w tym nie pomoże.
      Coś by tu głębiej trzeba pogrzebać.

      Po drugie: jeśli mąż zmęczył się już sobą i swoimi wyczynami w
      ostatnich czasach, to bardzo dobrze, niech się leczy. Czas
      najwyższy. Nie należy go zniechęcać i przeszkadzać mu. Ale dlaczego
      u licha od razu ma do ciebie wracać? Niech wróci, jak się
      zterapiuje. Dać szansę, to nei to samo, co cieszyć się byle ochłapem
      i nabierać na plewy. Jeśli tego nie rozumiesz, to znaczy, że
      potrzebujesz terapii dla współuzależnionych.

      I jeszcze jedno: czy keidy był trzeźwy przez poprzednie lata
      małżeństwa, nie zdradzał cię przypadkiem?
      • ganesza Re: U mnie jednak bez rozwodu 08.05.09, 23:13
        aandzia43 napisała:
        Dać szansę, to nei to samo, co cieszyć się byle ochłapem
        > i nabierać na plewy. ?

        ale przecież pani nie nabiera się na plewy. chodzi o forsę. ot i
        tyle. alkoholik, nie alkoholik, zdradza, nie zdradza. jakie to ma
        znaczenia? pan ma kasę. i tyle. na rozwodzie można tylko stracić.
        dzieci? jakie to ma znaczenie. money, money, money. ot i tyle.
        smutne.
        • kasper254 Re: U mnie jednak bez rozwodu 09.05.09, 06:16
          smutne to jest to, co piszesz, ganesza, ale także tragiczne, bo
          świadczy to o jakichś ułomnościach rozumienia świata. Gdyby autorka
          postu wybrała money, wzięłaby rozwód, zgarnęła pół dużego, jak mówi,
          majątku i poszła sobie w siną dal. Spośród wielu zasad wybrała po
          prostu te, które biorą pod uwagę jej miłość i trwałość rodziny. Czy
          to takie trudne, aby rozumieć?
        • noemi123 Re: U mnie jednak bez rozwodu 09.05.09, 06:49
          gdyby chodziło tylko o money-kopnęłabym go w dupę, wycyckała z kasy
          bo wiem jak to zrobić. On jest moim mężem, alkoholizm to choroba,
          chorował na nią jeszcze przed nawrotem picia, nie zauważałam tego.
          Czy mnie zdradzał jaknie pił?. Nie wiem, nie pytałam. Tak, pan ma
          kasę ale jakbym zarządała rozwodu dałby mi go i bardzo dużą odprawę
          finansową. Dziecko? Dziecko ma świetny kontakt z ojcem, córa wie że
          tata jest chory a obecnie się leczy. Lecę na plewy? Sadzę, że
          próbuję wyłuszczyć ziarno wśród plew. Wyczuwam zazdrość tutaj,
          gdybym płakała i pisała że biorę rozwód dostałbym od was jeszcze
          kopa do działania. Nie lubicie tu optymizmu, nie mówię o naiwnośći.
          Typowe polskie cechy.
          • plujeczka Re: U mnie jednak bez rozwodu 09.05.09, 07:08
            chyba przesadziłas ktoś ci zazdrości kasy?-żartujesz nikt z nas tej
            kasy Ci nie odbierze tobie niema czego zazdrościc bo sama siebie
            oszukujesz.A nawet jesli wierzysz ,ze wszystko sie ułozy to dobrze,
            wzmacniaj psychike bo powrót do picia meża w momencie twojej
            wielkiej euforii zaboli Cie podwójnie w wówczasy uwierz ,ze wrócisz
            na to forum z podkulonym ogonem. Alkoholizm to nie grypa , dziwi
            mnie jedno w twojej wypowiedzi , napisałaś ,że w swoim środowisku
            masz bardzo duzo znajomych, którzy pili i rzekono teraz są
            abstynentami pytanie w jakim Ty środowisku sie obracasz? czy jest
            sie czym chwalić?...
            • noemi123 Re: U mnie jednak bez rozwodu 09.05.09, 08:28
              uważasz że środowisko ludz z AA to jakiś margines? To ludzie, którzy
              codziennie tocza walkę z choroba, nie pija od kilku, kilkunastu lat,
              nie pija, pracują, maja rodziny, dbaja o nie, wspieraja mnie.
              Ne daję wiary mojemu męzowi, ze nagle wszystko sie odmieni i bedzie
              szczęśliwie ale moze być lepiej, napweno inaczej niz przed powrotem
              do nałogu. Wiem co to jest alkoholizm, kto nie miał z tym bliskiego
              kontaktu to nie zrozumie tego. Na terapię chodzę, wyciszyłam się,
              potrafię wyrazic własne zdanie, znam swoja wartość i nie uważam abym
              była od męża uzależniona. Pomoc a wspołuzależnienie to 2 rózne
              sprawy.
              Odnośnie kasy, przed kilkoma miesiacami napisałam,że otrzymuję od
              męża na dziecko 2000 miesięcznie to mnie kobiety zakrzyczały, że
              zbyt wiele rządam, ze one nie mają nawet po 300 złotych. Tu właśnie
              wyczułam zawiść.
              • aandzia43 Re: U mnie jednak bez rozwodu 09.05.09, 12:18
                > Odnośnie kasy, przed kilkoma miesiacami napisałam,że otrzymuję od
                > męża na dziecko 2000 miesięcznie to mnie kobiety zakrzyczały, że
                > zbyt wiele rządam, ze one nie mają nawet po 300 złotych. Tu
                właśnie
                > wyczułam zawiść.

                Znajdą się i tacy. Nie przejmuj się tym.
                A jeśli chodzi o optymizm, to fajnie, gdy jest. Ale osoby, które
                zetknęły się z alkoholizmem i, co ważniejsze, przepracowały ten
                problem, nie dadzą się nabrać na jakże kojącą obietnicę poprawy i
                nei popadną z byle powodu w huraoptymizm. Jak jest z tobą, tego nie
                weimy. Być może faktycznie nieźle oddzielasz ziarno od plew. Ale
                ostrożnosci nigdy dość.
          • akacjax Re: U mnie jednak bez rozwodu 09.05.09, 07:17
            Dziecko ma świetny kontakt z ojcem, córa wie że
            > tata jest chory a obecnie się leczy.

            Nie tłumacz, ze dziecko ma dobry kontakt. Bo cóż to znaczy? Właśnie to pozorne
            przywiązanie do rodzica uzależnionego, to jeden ze skutków nieprzewidywalnego
            domu. A im bardziej dziecko jest związane a pijącym rodzicem, tym gorsze bywają
            na przyszłość skutki.

            Wyczuwam zazdrość tutaj,
            > gdybym płakała i pisała że biorę rozwód dostałbym od was jeszcze
            > kopa do działania. Nie lubicie tu optymizmu, nie mówię o naiwnośći.
            > Typowe polskie cechy.

            Wszystko byłoby ok, gdyby Twój tekst pochodził od osoby świadomej. Jeżeli nie
            przeszłaś terapii dla współuzależnionych, Twoje myślenie jest zmienione przez
            lata życia z alkoholikiem.
            Niestety dopóki nie przejdziesz terapii nie zrozumiesz o co chodzi.
            Jest oczywistym, że w obecnej sytuacji nie ma mowy o rozwodzie, bo ani tego nie
            chcesz, ani tego nie potrzebujesz, tylko to nie powód, by uważać osoby, które
            podejmują decyzje o rozwodzie, za idących na łatwiznę.
    • kajda28 Re: U mnie jednak bez rozwodu 09.05.09, 11:20
      noemi mam nadzieję że Ci się uda.
      Ja odeszłam od mojego męża, ale on nie miał kasy, więc i nie
      zdradzał mnie, nawet po pijaku. Ja poprostu przestałam go kochać,
      przestałam się czuć szczęśliwa , bezpieczna, postanowiłam że moje
      dzieci nie będę żyć w takim domu. Nie bolałaby mnie śmierć mojego
      eks, bo to jego życie. Nie żałuje że odeszłam, nawet gdyby już miał
      więcej nie zapić, chociaż mamy dobry kontakt, nie kłócimy się,
      jesteśmy zgodni co do wychowywania dzieci.
      Ale każda historia jest inna.
      Tylko że uważaj , bo samo pójście na odwyk jeszcze o niczym nie
      świadczy. I jak już kiedyś, gdzieś napisałam dla ciebie jest
      obowiązkowa terapia dla współuzależnionych, bez tego jego odwyk
      będzie nic nie wart.
      • spokojnazawsze zupełnie nie rozumiem... 09.05.09, 14:04
        ...skąd tyle agresji, złości i ironii pojawiło się w tym wątku?
        Dziewczyna napisała szczerze, że podjęła próbę ratowania małżenstwa,
        szczerze wyjawiła powody, dla których to robi.Szczerze i to jest dla
        mnie w tym poście najważniejsze, że nie udaje sama przed sobą ani
        przed innymi,niczego. I za tą swoją szczerość dostała od razu od
        kilku osób pała po łbie. Że wygodna, że zakłamana, że materialistka,
        że robi to dla kasy itd. I to jest właśnie, jak dla mnie zakłamanie
        niektórych osób. Bo skoro mnie się nie udało to dlaczego ma sie udac
        komuś innemu! Bo skoro ja sie szarpię o alimenty i podział majątku,
        to dlaczego ktoś może wybrac wygodne i dostatnie życie! Bo skoro ja
        jestem sfrustrowany, zgorzkniały to dlaczgo ktoś może być optymistą!
        A wystarczyłaby odrobina emaptii, zrozumienia czyjejś sytuacji,
        motywów, które autorka wątku szczerze wypowiedziała. Jednak prościej
        jest przenieść swoje lęki, złość na innych.Łatwiej jest wydać ocenę,
        zamiast do końca wysłuchać i zastanowić się nad mówiącym. I nad sobą
        również.
    • kobieta306 Re: U mnie jednak bez rozwodu 09.05.09, 18:53
      oby Twój mąż choć w części docenił co dla niego robisz sad
      ja wiem, że nie zniosłabym tego i nie ratowałbym takiego małżeństwa nawet gdyby
      chodziło o samą zdradę, sam alkohol, same złe traktowanie, a co dopiero w
      połączeniu to wszystko. Nie krytykuje ale też nie podziwiam. Każdy robi jak
      uważa. Twojego życia za Ciebie nikt nie przeżyje. Dla mnie takie życie byłoby
      zmarnowane, dla Ciebie jest wyzwaniem i dobrze.
      • domini28 Re: U mnie jednak bez rozwodu 09.05.09, 19:42
        Co to za życie na przyszłość. Szkoda życia, szkoda tych nerwów. Ale
        cóż .... byle by był. Dal mnie to za mało i pewnych rzeczy wybaczyć
        nie można.
        I nie wierzę w przemianę. I tylko kwestia czasu, że znów będzie to
        samo.
        Ile ja szans dawałam. Nie warto było.
    • triss_merigold6 Genialny wzorzec dla dziewczynki 09.05.09, 19:40
      Fantastyczny wzorzec relacji małżeńskiej córce serwujesz. Oto
      panienka dowiaduje się, że pan mąż może chlać, zdradzać z damami z
      agentur, kłamać, znikać a pani żona wszystko przeczeka i jak się pan
      mąż zmęczy to przyjmie go na łono rodziny, da szansę, przeczeka etc.
      Rozumiem, że córcia się dowiedziała, że w Twoim światopoglądzie
      znakomicie mieści się wydawanie przez męża kasy na kurwy za to nie
      mieści się rozwód?
      Twoje życie, możesz żyć z odpadem atomowem, to wolny kraj ale
      dziecku lepiej od razu wykup abonament u psychoterapeuty, bo
      podobnych panów jak tatuś będzie wybierać.
    • kakoc co jest prawdą dla noemi??? 09.05.09, 19:54
      noemi123 napisała:
      Nagle po dwutygodniowym ciągu
      > wraca do domu i mówi że chce się leczyć, nie chce juz uciekać w
      > ciągi, chce abym mu pomogła, wybaczyła, zapomniała. Zawiozłam go na
      > detox do szpitala, sam sobie go załatwił, potem terapia, która chce
      > podjąć.

      w świetle tego co powyżej czy tego co poniżej?

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=176&w=93676285&a=93676966
      w końcu jak z tym jest?
      to on chce się leczyć?
      czy ty go zmuszasz?

      Najlepiej będzie dla ciebie jeśli spojrzysz prawdzie prosto w oczy...
      Dorabianie teorii do "pobożnych" życzeń nie ma sensu...
      • triss_merigold6 Re: co jest prawdą dla noemi??? 09.05.09, 19:58
        Śmieszna kobieta.
      • noemi123 Re: co jest prawdą dla noemi??? 09.05.09, 20:23
        czytaj ZE ZROZUMIENIEM.
        Zgłaszałam go na przymusowe leczenie ale wycofałam bo uznałam ze nic
        na siłę. W końcu sam zechciał więc to robi. Nasza córka nie wie nic
        na temat naszych problemów więc nie chrzań mi ze ładny wzorzec jej
        serwuję. Jest wesołym, usmiechniętym dzieckiem, dbam o nią.
        Skad wiesz że przyjmę go do domu bez rzadnych warunków? Wyczytałaś
        to w moim poście? Opisałam tylko ze podjął leczenie a ja mu pomagam.
        Że próbuję walczyć-to moja decyzja i nikt ale to nikt nie ma prawa
        mnie oceniać bo nie jest mną, nie siedzi we mnie, nie wie ile to
        wszystko mnie kosztuje! Możesz co najwyżej mi cokolwiek doradzić
        bądź poczytać. Ograniczona, wąsko myśląca, zawistna istoto. Tobie
        się nie udało więc niech i mi się nie uda. Szkoda słów.
        • triss_merigold6 Re: co jest prawdą dla noemi??? 09.05.09, 20:35
          Sorry ale nie wierzę, że córka nic nie wie. Nie zauważa, że tatuś w
          domu raz jest a raz znika na tygodnie? Nie odbiera zmiennych
          nastrojów alkoholika? Świadomie ją okłamujesz twierdząc, że wszystko
          jest doskonale podczas gdy facet chla i się włóczy a Tobie zależy na
          statusie mężatki? Dzieci widzą nawet jeśli nie potrafią dokładnie
          sprecyzować swoich lęków i obaw.
          Warunki możesz sobie wsadzić w buty, jeśli alkoholik nie zechce
          przestać pić to nie przestanie.
          Wiesz, wolałabym odgryźć sobie głowę niż żeby mi się udało tak jak
          Tobie. Ja od męża odeszłam za akcje dużo mniejszego kalibru i jestem
          szczęśliwa z innym partnerem. No ale ja nie mam mentalności
          małomiasteczkowej paniusi dla której standard życia i status mężatki
          są najważniejsze. W sumie dupa nie mydło jak byłaś łaskawa napisać.
          • kasper254 triss 10.05.09, 06:22
            Żeby wiek dojrzały nie podsunął mi myśli, że to bezbrzeżna głupota,
            pomyślałbym, że to podłośćź i prowokacja
            • tricolour Ani podłość, ani prowokacja... 10.05.09, 11:16
              ... tylko standardowe postępowanie wobec osób uzależnionych. To jest jak łykanie
              witamin w chorobie.
        • aandzia43 Re: co jest prawdą dla noemi??? 10.05.09, 00:25
          Nasza córka nie wie nic
          > na temat naszych problemów więc nie chrzań mi ze ładny wzorzec jej
          > serwuję. Jest wesołym, usmiechniętym

          Jesuuuu... ręce opadają! Kobieto, co ty pierdaczysz, że dziecko nic
          nie wie na temat waszych problemów? Autystyczne jest, na księżycu
          mieszka, nie z wami, czy jakaś inna nadzwyczajna okoliczność
          zachodzi? Tatuś szaleje od dwóch lat, mama rozbija samochód po
          pijaku, tata grozi rozwodem, zapija się tak, że musi iść na detox, a
          córka oczywiście niczym nie wie. Bajeczka dla głupich pańć.
          Usiłujesz nam ją tu sprzedać i myślisz, ze się popłaczemy ze
          wzruszenia, jak na amerykańskim filmie. A jak ci się nie udaje, to
          piszczysz coś o zawiści. I jak to w końcu jest z tą kasą? Raz
          piszesz, że w razie rozwodu zabiezpieczy ciebie i dziecko. W innym
          miejscu, że nic nie dostaniesz, bo wszystko jest na niego. Plączesz
          się. To nie wzbudza zaufania.
        • stefanbatory45 Re: co jest prawdą dla noemi??? 10.05.09, 02:38
          Ja tam Cię bardzo podziwiam.
          Masz rację że rozwód to często ucieczka, trudniej jest walczyć,
          chociaż spróbować.

          Dostałaś w dupę strasznie mocno, sponiewieraliście się w sposób taki
          którego po prostu wiele osób nie jest w stanie zrozumieć. Ja pewnie
          też, może tylko potrafię sobie wyobrazić.

          Wyjdziecie na prostą, a może nie, ale widzię że masz jaja i szybko
          nie odpuścisz, więc dobrze to rokuje.

          Na tym forum ludzie nie tylko głaskają i to jest właśnie tutaj
          najlepsze.

          Trzymam kciuki.

          Stefan
          • noemi123 Re: co jest prawdą dla noemi??? 10.05.09, 07:12
            a ja sądzę ,że niektórzy tutaj wylewają swój żal do świata, utracone
            nadzieje na moja osobę.Że często zbyt szybko rezygnują, lecą w
            ramiona kolejnego wspaniałego amanta w a skrytości ducha tli się
            jeszcze uczucie do tego pierwszego tylko nie maja odwagi sie
            przyznać. Mam jaja i potrafię walczyć bo widziałam jaki był między
            jednym a drugi ciągiem. U nas nie było awantur, bijatyk, pijackich
            imprez, wyzywania, policji, wynoszenia z domu.Jak nie miał ciągu
            spędzaliśmy razem czas, rodzinne wyjazdy, wycieczki rowerowe, dom
            itp. Jeżeli musiał sie juz napić to po prostu znikał na tydzień itp.
            Często podrózował przed nawrotem picia więc córka sądzi że mąż jest
            teraz za granica i tyle.
            Też kiedyś mówiłam że nie wybaczę zdrady, kłamastwa. Życie
            weryfikuje poglądy. Gdybym chciała odeszłabym, stać mnie w chwili
            obecnej na założenie własnego biznesu i kupno mieszkania. Ale mam
            siedzieć gdzieś tam i myśleć że utraciłam miłość swego życia właśnie
            teraz gdy sam chce z tego wyjść bez mojego zmuszania? Ludzie piszą
            tu głupoty nieczytając dokłanie moich wypowiedzi. Po prostu zawiść,
            zazdrość, nie wszystko jest czarne albo białe, są też kolory
            pomiędzy.
            • bursztyn9 Re: co jest prawdą dla noemi??? 10.05.09, 08:53
              Noemii,naprawdę bardzo Ci życzę ,żeby Ci sie udało.Podziwiam to -
              jak walczysz ,choc nie do końca przekonują mnie motywy..Ale
              jednocześnie...nie rób sobie zbyt wielkich nadziei.
              Musisz sie liczyc z tym ,że to sie może nie udać.A co bedzie jak nie
              będziesz juz miała siły ciągnać go z dna.Ty i Twoja córka
              pozostaniecie zwichrowane na resztę życia.Nie macie poczucia
              bezpieczeństwa, nie wiecie co bedzie za rok , ba.., wy nawet nie
              wiecie co bedzie jutro.
              Przemyśl jeszcze raz wszystko bardzo dokładnie, a jeśli Twoja
              miłość, zwycięży rozum, no to pozostaje mi tylko życzyć szczęścia i
              duuuużo cierpliwości, bedzie Ci bardzo potrzebna
            • zdradzona37 Re: co jest prawdą dla noemi??? 10.05.09, 10:05
              Noemi, Ty na razie robisz wszystklo, aby nie miał motywacji do
              zerwania z nałogiem- i dlatego potrzebna Ci terapia, abyś wiedziała,
              jak nie pomagac pic! I abyś wiedziała, że w ten sposób gotujesz
              piekło dla swojej córki, bo udajesz, że wszystko jest OK. A nie
              jest, do cholery! To nie od niej zalezy jej zycie, ale od Ciebie! I
              przestań patrzeć na swojego idealnego męża, swoją miłość, tylko zrób
              coś rozsądnego dla siebie, a przede wszystkim dla córki, żeby kiedyś
              nie dziękowała Ci za piekło, które dla niej w imię swej chorej
              miłości do jej ojca zgotowałaś. To, co czujesz do męża, to wyraz
              współuzaleznienia, a nie miłości! Gdybyś go kochała, to potrafiłabyś
              postawic na swoim. Czyli odejśc, jeśli nie chce się leczyć. Ale Ty
              wiesz, że on tego dla Ciebie nie zrobi, bo to zbyt wiele jak dla
              niego, dlatyego nie stawiasz mu ulitmatut. Bo wiesz,, że on wybrałby
              nałóg.
              Po miesięcznym okresie walki z nałogiem męża objawiasz tutaj, ze
              jednak nie jestes po rozwodzie. Sorry dzidzia, ale bzdury pleciesz!
              Jeśli go kochasz, to mu dostarczysz motywacji do zerwania z
              nałogiem, czyli odejdziesz, aby miał możliwośc spełnienia Twoich
              wymagań, czyli zycia w trzeźwości. A teraz to jakie mu wymagania
              postawiłaś? Żadnych! Bo nie ma i nie będzie miał żadnych warunków do
              spełnienia, aby był z Wami! Nie stawiasz mu wymagań oprócz jednego,
              którym on Cię szantażuje. Przecież Twoje odejście od niego będzie
              motywacją, aby zmieni swoje zycie. O ile mu zależy na Tobie i córce.
              I tu jest pewnie problem.
              Otrząśnij się więc, kobieto i postaw mu twarde warunki. Jak mu
              zalezy, to pójdzie na terpaię i wróci do Was wtedy, kiedy Ty
              zdecydujesz, że już wykazał, na czym mu zalezy. Zrozum, że taka
              zabawa w kotka i myszkę do niczego nie doprowadzi! Jesli odejdziesz,
              zawsze będzie mógł przecież wrócić, ale na Twoich warunkach!
              Nie pomagaj mu trwac w nałogu!!!
              • noemi123 Re: co jest prawdą dla noemi??? 10.05.09, 10:55
                Dziewczyno! Przecież on sam podjął walke z uzależnieniem, podjął
                leczenie sam z siebie! Tym razem nie wymogłam tego na nim ale sam
                sie zdecydował. Opisałam swoje zycie na portalu dla uzależnionych
                alko i wspołuzależnionych i zauważam jak opinie tutaj a tam się
                róznią!
                Nie mieszkałam z nim przez 3 miesiące i powiem ci, że było to jego
                dno, cały czas picie, pogrążanie się. Walczyłam z jego nałogiem 18
                miesięcy, potem to olałam i on zaczął działać. Moja walka nie trwała
                miesiąc jak opisałaś.
                Sama znam najlepiej swojego męża, wiem już na co go stać, oceniam go
                obiektywnie a nie przez pryzmat mojej chorej miłości jak to
                określiłaś. Wiem jak alkohol zmienia człowieka, jego postępowanie.
                Mam teraz go odrzucić? Teraz przestać go wspierać jak juz coś robi?
                To byłby dopiero chore.
                • bursztyn9 dziewczyno 10.05.09, 11:09
                  Po co pytasz na forum, jesli wszystko masz juz przemyślane? .Coż,
                  szukałaś potwierdzenia, że robisz dobrze dając kolejną szansę,...nie
                  znalazłaś go.
                  napisałaś:
                  > Mam teraz go odrzucić? Teraz przestać go wspierać jak juz coś
                  robi?
                  > To byłby dopiero chore.

                  Ja juz nie mam więcej pytań!!!!!Kobieto - otrząśnij się!!!!!!

                • kajda28 Re: co jest prawdą dla noemi??? 10.05.09, 13:31
                  > Dziewczyno! Przecież on sam podjął walke z uzależnieniem, podjął
                  > leczenie sam z siebie! Tym razem nie wymogłam tego na nim ale sam
                  > sie zdecydował. Opisałam swoje zycie na portalu dla uzależnionych
                  > alko i wspołuzależnionych i zauważam jak opinie tutaj a tam się
                  > róznią!

                  jak i czym się róźnią? bo ja nie zauważyłam różnicy.
                • zdradzona37 Noemi 10.05.09, 21:20
                  > Dziewczyno! Przecież on sam podjął walke z uzależnieniem, podjął
                  > leczenie sam z siebie!

                  Wiesz, dlaczego Ci nie wierzę? A no dlatego, że nie miał żadnego
                  powodu, by to robić! Żadnego! A alkoholik nie zrywa z nałogiem ot
                  tak sobie- wiedziałabys o tym, gdybyś była na terapii dla
                  współuzaleznionych- kłamiesz, że jesteś, kłamiesz, że terapeutka nie
                  widziała w Tobie współuzaleznienia! Chyba, że powiedziałas jej to,
                  co chciała usłyszec i Ciebie tak ocenić.

                  Przez dwa lata pomagalismy mojej siostrze wyjść ze współuzaleznienia-
                  pił jej mąż. Dwa długie lata- i dopiero po roku, kiedy on podjął
                  decyzję o terapii, kiedy nie pił przez 12 miesięcy, uczestniczył we
                  wszystkich spotkaniach, wywiązywał się ze wszystkich zobowiązań jako
                  ojciec (dwoje dzieci 4 i 7 lat), jako pracownik- dopiero wtedy
                  pozwoliła mu zamieszkać razem. Też go kochała, i z tej chorej
                  miłości postępowała tak, jak Ty- chroniła go przed konsekwencjami
                  jego alkoholizmu: dzwoniła do jego pracy, kłamała, aby
                  usprawiedliwić jego nieobecność, sprzątała klatkę schodową z
                  wymiocin, aby sąsiedzi niczego nie zauwazyli, wstawiała za niego
                  wybite okna w mieszkaniu, kontrolowała go, kiedy, z kim jest,
                  odbierała każdy grosz z kieszeni, nie spotykali się z rodziną i
                  znajomymi, aby nikt nie widział, jak się potrafi sponiewierać,
                  załatwić pod siebie. Okłamywała dzieci, jak Ty- bo wstydziła się, że
                  on pił. A dzieci i tak wiedziały- od dzieciaków z klatki i klasy. I
                  też się wstydziły, bo skoro mama to ukrywa, to musi być to rzecz
                  wstydliwa. I jeszcze tysiąc głupich pomysłów innych przychodziło jej
                  do głowy. Dopiero kiedy wylądował w szpitalu po wypadku, to
                  przyznała się rodzinie, że od 3 lat tak sobie zyje. To dzięki
                  terapii odzyskała rodzinę- poprzez wywalenie go z domu, uzyskanie
                  alimentów, zakaz spotykania się z dziećmi kiedy był pod wpływem,
                  poprzez rozmowy z dziećmi, aby wiedziały, jak rozmawiac z własnym
                  ojcem, który dzwoni i który nie może z nimi spędzić Wielkanocy czy
                  Bożego Narodzenia. Siostra zaczęła mysleć tak, jak powinna, tj. o
                  sobie i dzieciach- nie mysli się za dorosłego faceta! Tylko dzięki
                  takim zabiegom dostrzegł, jak stoczył się na dno i co stracił-
                  dlatego podjął walkę. Zawalczył, bo był dobrym człowiekiem i
                  alkoholizm jeszcze nie zniszczył go doszczętnie. I dlatego dzisiaj
                  są zgodnym, kochającym się małżeństwem.
                  Dlatego nie pisz, proszę, że poszłaś na terapię i że jest tak cacy,
                  że miesiąc temu było jeszcze okołorozwodowo, a teraz już jest
                  świetnie i super, bo zdecydował się na terapię. Super i świetnie to
                  będzie, kiedy terapia przyniesie sukces, a u alkoholika to norma, że
                  nie dotrzymuje słowa.

                  Specjalnie dla Ciebie powklejam parę fragmentów:

                  "Pamiętaj - nie pomożesz alkoholikowi, koncentrując na nim swoje
                  życie. Istotą tej choroby jest to, że alkoholik - aby zacząć się
                  leczyć - musi poczuć na własnej skórze wszystkie negatywne skutki
                  swojej choroby. Musi zostać ze swą chorobą sam, by znaleźć się na
                  samym dnie, z którego będzie miał szansę się odbić. Żeby pomóc Wam
                  wszystkim, musisz zająć się tylko i wyłącznie sobą i dzieckiem.

                  Los Twój i Twojego dziecka leży w Twoich rękach.
                  Od Ciebie zależy, co z tym zrobisz."

                  2. rozmawiaj z dzieckiem o wszystkim, co się dzieje w domu. Żadnych
                  tematów tabu. Pozwól mu pytać o wszystko, odpowiadaj szczerze i
                  najlepiej jak potrafisz, zgodnie ze swoja wiedzą. Żadnych
                  niejasności, enigmatycznych odpowiedzi, owijania w bawełnę,
                  ukrywania.

                  7. nie koncentruj się na alkoholiku i jego piciu. Pomagasz mu tym
                  samym trwać w jego nałogu. Skoncentruj się na sobie i swoim dziecku.
                  Stawiaj Wasze potrzeby na pierwszym miejscu. Zatroszcz się o Wasze
                  bezpieczeństwo emocjonalne i materialne, nawet jeśli będzie się to
                  wiązało z podjęciem jakichś radykalnych decyzji. Alkoholikowi nie
                  pomożesz. Możesz natomiast pomóc sobie i dziecku.

                  Pracuj nad powstrzymaniem się od inwazji w cudze terytorium.
                  Przestań myśleć za, chcieć za, załatwiać za, żyć za kogoś. Można
                  przeżyć tylko własne życie.

                  Zmieniaj w swoim życiu to, co możliwe, nie poprzestając na użalaniu
                  się nad sobą i karmieniu się swoją ofiarnością. Być może nikomu ona
                  nie służy w dobry sposób. Pamiętaj równocześnie, że nie na wszystko
                  masz wpływ".

                  Wrzyć w google "koalkoholizm"- przekonasz się, jak bardzo pomagasz
                  mężowi w jego piciu, jak skutecznie uniemożliwiasz mu walkę z
                  nałogiem. Piszesz, że 18 miesięcy walczyłaś- o tyle miesięcy-
                  przynajmniej!- opóźniłaś rozpoczęcie przez niego terapii. Walczyć to
                  ona ma sam ze swoim nałogiem; Ty masz mu nie przeszkadzać, ale być
                  obok, aby wiedział, że ma dla kogo walczyć.

                  Skopiowałam stąd:

                  www.tenjaras.webpark.pl/
                  Trzymam za Ciebie kciuki- żebyć wreszcie przestała pomagać swojemu
                  mężowi, aby miał szanse wyjść z nałogu. No i abyście mogli powrócić
                  do małżeńskich relacji. W takiej właśnie kolejności.
            • tricolour Noemi... 10.05.09, 11:12
              ... jako żona alkoholika jesteś osobą współuzależnioną. Wskazuje na to:

              - Twoje kierowanie autem i wypadek pod wpływem alkoholu.

              - "izolacja" dziecka od problemów trawiących całą rodzinę. Izolacja
              nieskuteczna, że bo nie można ukryć widocznych rzeczy. Przez tą izolację
              zapewniasz mężowi komfort picia.

              - tłumaczenie alkoholizmu męża ilością pracy i stresów. W ten sposób zapewniasz
              mężowi komfort picia. Praca i stres proszą o odpoczynek, a nie alkohol.

              - tłumaczenie wielokrotnych zdrad męża faktem, że wokół pieniędzy kręcą się
              dziwki. To nie jest prawda: dziwki kręcą się wokół burdeli.
              Nie widząc tej różnicy zapewniasz mężowi komfort picia.

              - piszesz "Mam jaja i potrafię walczyć bo widziałam jaki był między jednym a
              drugim ciągiem" - to nie Ty masz mieć jaja, widzieć i walczyć tylko mąż. I ma
              NIE WALCZYĆ tylko się PODDAĆ, przyznać do porażki i poprosić o zewnętrzna pomoc,
              bo przeciwnik jest silniejszy - z silniejszym przeciwnikiem nie walczy się tylko
              ucieka. Dopóki tego nie zrozumiesz, dopóty zapewniasz mężowi komfort picia.

              - piszesz "córka sądzi że mąż jest teraz za granica" - czyli córka jest
              okłamywana po to, by ojciec mógł pić bez wstydu przed dzieckiem. W ten sposób
              zapewniasz mężowi komfort picia.

              - "U nas nie było awantur, bijatyk, pijackich imprez, wyzywania, policji,
              wynoszenia z domu" - czym dajesz dowód na to, że NIE WIESZ na czym polega istota
              alkoholizmu. W ten sposób zapewniasz mężowi komfort picia.

              Noemi - jesteś współuzależniona. Cokolwiek tu napiszesz, to nie ma sensu, bo
              Twoje działanie nie jest dla dobra męża i całej rodziny tylko zabezpiecza
              komfort picia alkoholika. Nawet detox jest tutaj niczym, bo detox to tylko
              chemiczne odtrucie organizmu Twojego męża, który po nim wróci do zakłamanego
              domu, w którym jest miejsce do picia w wielkim komforcie.

              Życzę Ci jednej rzeczy: ukończenia terapii dla współuzależnionych i wprowadzenia
              jej postulatów w życie.

              • tricolour Jeszcze jedno słowo... 10.05.09, 11:18
                ... to, co piszesz nazywa się "systemem iluzji i zaprzeczeń" i pięknie widać jak
                u Ciebie funkcjonuje.
                • aandzia43 No i amen, Tricolour 10.05.09, 11:58
                  I to by było na tyle. Noemi, nic tu już chyba dodać nie można. Jak
                  chcesz głaskania po głowce i nie krytykowania cię, to idź do innej
                  współuzależnionej, popłaczcie sobie razem i powzruszjacie się
                  grupowo nad swoją siłą i poświęceniem w imię miłości. A jak chcesz
                  pomóc sobie i swojej rodzinie, to idź na terapię dla
                  współuzależnionych. Bo jak na razie, to

                  > ... to, co piszesz nazywa się "systemem iluzji i zaprzeczeń" i
                  pięknie widać ja
                  > k
                  > u Ciebie funkcjonuje.

                  chociaż wytykanie ci go możesz sobie nazywać "zawiścią i brakiem
                  optymizmu".
              • kami_hope Re: Noemi... 10.05.09, 12:35
                Podzielam w większości Twoje racje Tri.
                Przyznam się do tego, co ja zrobiłam przed laty… (w skrócie, rzecz
                jasna, bo nie da rady inaczej).
                Mój mąż był pięknym, inteligentnym człowiekiem – alkoholikiem. Moje
                doświadczenie było wówczas małe. Poszukiwałam pomocy u rodziny, w
                książkach, u terapeutów, u innych doświadczonych ludzi w tej
                materii. Jego rodzina stała w wielkiej opozycji. Nie docierała
                informacja, bo „w tej rodzinie alkoholizm nie mógł się zdarzyć”
                (czyt. rodzina kryształowa). A ja sama pojawiłam się jako
                wichrzycielka, która wyzywa od alkoholików.
                Podjęłam decyzję o rozwodzie. Jakkolwiek bolesną, to jedyną słuszną
                w tamtych warunkach.
                Później żyliśmy osobno przez długi czas. Zajęłam się budowaniem
                własnego życia i on własnego. W moim życiu „coś” się wydarzyło – coś
                zupełnie nieprzewidywalnego (ale to inna historia). On stawał na
                nogach o własnych siłach. Byliśmy w kontakcie. Po długim czasie los
                znowu skrzyżował nasze drogi. Okazało się, że problem jego
                uzależnienia wcześniej „wyciszony”, nie został rozwiązany.
                Trudno opisać tu walkę jaką stoczyłam o czyjeś życie ludzkie, a
                także i o swoje własne.
                Któregoś dnia, wypchnęłam go za drzwi, w listopadową zimną noc. Nie
                miał dokąd pójść, wiedziałam… On tam za drzwiami, a ja w domu wijąca
                się z rozpaczy. Doznał olśnienia. Dopiero wtedy. Po kilku godzinach
                wpuściłam go do domu. Nie rozwód. Nie walka. Bóg jeden wie co? I
                następnego dnia on zaczął walczyć… I tak dopiero rozpoczął drogę ku
                odzyskiwaniu ludzkiej godności. Jestem pełna podziwu dla jego walki
                jaką stoczył sam ze sobą.
                Nie ma idealnego, szczęśliwego zakończenia tej historii. W moim
                życiu „coś” zaistniało w okresie rozstania. To zmieniło wiele… A mój
                eks-mąż, kocha mnie teraz, autentyczną miłością. Tu powstaje nowy
                rozdział historii, jednak nie taki, który chciałoby się czytać w
                harlequinach. Trudne to wszystko.

              • mariefurie Re: Noemi... 10.05.09, 19:14
                Kurczę Tri, jak to ładnie i rzeczowo wszystko po całej dyskusji to posegregowałeś.
                Jestem pod wrażeniem. Serio.
                Noeimi, wez to sobie do serca. Naprawdę.

                Co mnie uderzylo w Twoim poście. To, ze siadasz za kierownicę pod wplywem. Co mi pierwwze przychodzi do głowy, to to, ze Ty TEŻ masz problem. Bowiem czlowiek, który czasami sobie wypije (ale nie jest to nałóg) zostawi auto, i wróci/dojedzie innymi środkami transportu.
                Ktoś, kto siada za kierownicę po pijaku, traci papiery, uważam , ze JUŻ ma problem.
                Nie znam sie w prawdzei na problemie współuzaleznionych i w ogóle AA, DDa czy jak im tam, ale , wydaje mi się, ze Tri bardzo mądrze ci tu wszystko poukładał.
                Podziwiam też Twoją chęć walki. Walcz, jesli jesteś swiadoma o co walczysz. Walcz, jesli masz siłę.
                Osobiście, głęboko wierze w wewnętrzną siłe i motywację człowieka ( w tym przypadku Twoją), pod warunkiem, że sama nie masz problemu z alkoholem.
                Powodzenia życzę.
                • noemi123 nie mam problemów z alkoholem 10.05.09, 19:43
                  bardzo rzadko piłam, raz na 1-2 miesiące.Przed dwoma tygodniami
                  postanowilam, nie będę wogóle piła i tego sie trzymam, skoro mam
                  męża alko, który postanowił z tym walczyć to ja też nie powinnam pić.
                  Wiem o co walczę, jestem tego świadoma i uważam że warto. Każdemu
                  należy da szansę.
                  Nadal jest w szpitalu, od wczoraj zaczął terapię, dziś był w
                  kościele przy szpialu po raz pierwszy od bardzo długiego czasu.
                  • mariefurie Re: nie mam problemów z alkoholem 10.05.09, 20:23
                    noemi123 napisała:

                    > bardzo rzadko piłam, raz na 1-2 miesiące.Przed dwoma tygodniami
                    > postanowilam, nie będę wogóle piła i tego sie trzymam,

                    Noemi, kochanie, z calym szacunkiem. Ktoś, kto mówi, ze "postanowil nie pić" znaczy ze--MA PROBLEM.!
                    Jak sie tego problemu nie ma, to nic czlowiek nie musi postanawiać.
                    Weź sie za siebie i wez się za swojego męża.
                    Pracujcie nad sobą. Tylko dzieciaka nie krzywdzcie.
                    Tak czy inaczej, kciuki trzymam i życzę powodzenia.
                  • zdradzona37 Re: nie mam problemów z alkoholem 10.05.09, 21:24
                    noemi123 napisała:

                    Przed dwoma tygodniami
                    > postanowilam, nie będę wogóle piła i tego sie trzymam, skoro mam
                    > męża alko, który postanowił z tym walczyć to ja też nie powinnam
                    pić.

                    A to z jakiego powodu TY masz nie pić, Ty nie powinnaś?? Przecież to
                    Twój mąż jest alkoholikiem, a nie Ty?? Może w przyszłości nie
                    będziecie chodzić na imprezy z alkoholem, aby mąż nie miał pokusy??
                    No proszę Cię- bądź poważna!

                    > Wiem o co walczę,

                    Twój mąż ma problem, a nie Ty! Ty nie masz z czym walczyć. Ty masz
                    przestać mu pomagać pić, a walczyć on musi sam. Ty masz skupić się
                    na sobie i dziecku.

                    jestem tego świadoma i uważam że warto. Każdemu
                    > należy da szansę.

                    No to mu jej nie odbieraj poprzez ochronę go przed konsekwencjami
                    jego alkoholizmu!

                    > Nadal jest w szpitalu, od wczoraj zaczął terapię, dziś był w
                    > kościele przy szpialu po raz pierwszy od bardzo długiego czasu.

                    No i tak po roku, jeśli w tym wytrwa, to możesz odtrabic sukces.
                    czego Wam zyczę.

                    • kami_hope Re: nie mam problemów z alkoholem 10.05.09, 23:05
                      >noemi123 napisała:
                      >>Przed dwoma tygodniami postanowilam, nie będę wogóle piła i tego
                      sie trzymam, skoro mam męża alko, który postanowił z tym walczyć to
                      ja też nie powinnam pić.

                      Zdradzona37 napisała:
                      >A to z jakiego powodu TY masz nie pić, Ty nie powinnaś?? Przecież
                      to Twój mąż jest alkoholikiem, a nie Ty?? Może w przyszłości nie
                      będziecie chodzić na imprezy z alkoholem, aby mąż nie miał pokusy?
                      No proszę Cię- bądź poważna!

                      Zdradzona, czy Ci się to podoba czy nie, tak właśnie wygląda ta
                      walka (a dokładniej po pokonaniu pewnego etapu). Jest to droga pełna
                      wyrzeczeń, choć w rzeczywistości żadne to wyrzeczenia dla osoby
                      zdrowej. To po prostu mądra organizacja życia.
                      Ja kiedyś popełniłam błąd… Po ok. roku czasu abstynencji, postawiłam
                      butelkę wina na stole urodzinowym (dla mnie i gości). Wypiliśmy nie
                      więcej niż pół. Odstawiłam butelkę do lodówki. Sprawdzałam ją.
                      Poziom nienaruszony. W końcu coś mnie tknęło… w butelce zamiast wina
                      była woda.
                      Mimo tego, że życie zaczyna wyglądać normalnie (choć nigdy do końca
                      takie nie będzie), trzeba zachowywać czujność i myśleć. Nie dla
                      każdego to droga.

                      >No i tak po roku, jeśli w tym wytrwa, to możesz odtrabic sukces.

                      Czas na fanfary nie przyjdzie ani po roku, ani po 5ciu… Sukces
                      polega na przeżyciu (alkoholizm jest chorobą śmiertelną). A drugi
                      sukces, to możliwość przewidywania przyszłości (ale i tak tylko tej
                      najbliższej) i kontroli sytuacji. To wszystko co można osiągnąć.
                      Przynajmniej ja – póki co – o dalszych sukcesach nie wiem.


                      Noemi123, gdybyś miała ochotę porozmawiać zapraszam na priv.





                    • noemi123 Re: nie mam problemów z alkoholem 11.05.09, 07:02
                      bardzo mało wiesz na temat alkoholizmu, zachowania rodziny w tej
                      sytuacji. Z twoich wypowiedzi bije złośliwość, chęć dołożenia
                      jakkolwiek nie brzmiałaby moja wypowiedź. Prymitywne myślenie.
                      Masz jakieś pojęcie o walce z alokoholizmem, wejdź na pierwszą
                      lepszą strone i rozejrzyj sie trochę. Pierwszą zasadą jest nie
                      pomagać alkoholikowi w piciu ale pomagać jak prosi o pomoc w
                      leczeniu, wspierać rozsądnie.
                      Jedna z ważnych rzeczy jest również eliminacja alkoholu z domu. Nie
                      musze przestać pić ale robię to bo terapeuta uznał że w sytucji
                      leczenia mojego męża tak bedzie lepiej. Nawet po roku jak nie będzie
                      pił nie mogę uznać tego za sukces. W przypadku alhoholizmu każdy
                      dzień bez alkoholu to zwycięstwo. Alkoholik co rano wstaje i mówi-
                      dziś nie piję.
                      Bardzo mało wiesz na ten temat więc bądź łaskawa sie nie wypowiadać
                      na temat tej choroby i zmień forum na SZYDEŁKOWANIE. Zapwne masz
                      popieprzone życie na własną prośbę i chcesz aby ktoś miał gorzej niż
                      ty. Zamknij sie w swojej skorupce i dowalaj sobie, mnie sobie
                      odpuść, nie rusza mnie to. Nie takie rzeczy juz przechodziłam.

                      A moja córka jest bardzo radosnym dzieckiem, niczym nie obciążonym
                      maluchem.
              • zdradzona37 Tricolour 10.05.09, 21:27

                Szacun! Super to zebrałeś. Chyba prościej i dobitniej się nie da smile
                Oby tylko Noemi przyswoiła tę prawdę.
    • kobieta306 Re: U mnie jednak bez rozwodu 10.05.09, 13:28
      Po uważnym przeczytaniu całości stwierdzam tylko - RATUJ SWOJE DZIECKO ZANIM
      BĘDZIE ZA PÓŹNO. Ty przegrałaś swoje życie, Twój mąż przegrał swoje życie - ALE
      PRZED TYM DZIECKIEM JEST CAŁE ŻYCIE JESZCZE WIĘC OBUDŹ SIĘ!! RATUJ TEGO
      DZIECIAKA JEŚLI MASZ SUMIENIE!!
      • noemi123 Re: U mnie jednak bez rozwodu 10.05.09, 14:00
        kobieto1 mojemu dziecku nic nie jest. Od września chodzę na terapię
        indywidualną, terapeutka stwierdziła, że nie mam cech
        wspołuzależnienia ale za bardzo chcę coś sobie udowodnić, jestem
        zbyt ambitna. A wam to chyba coś zaszkodziło bo mój wątek rozrasta
        sie w zastraszającym tempie. Za chwilę napiszecie, że powinni
        odebrać mi dziecko, mnie zamknąc w psychiatryku a męża to juz wogóle
        nie wiem gdzie. Zabierzcie mi dziecko bo ja dziś zabiję i zawiozę
        mężowi na kolację!!! Każdy ma swoja wizję świata i ja realizuje. Ja
        widzę sznsę wyleczenia u męża i go wspieram.
        Banda zawistnych rozgoryczonych popaprańców i tyle.
        A teraz ponownie możecie sobie poużywać między niedzielnym mielonym
        a marzeniami, których nigdy nie zrealizujecie bo strach was
        paralizuje. Życie wymaga odwagi zmierzenia się z trudnościami a nie
        spieprzania jak coś się psuje.
        • tricolour Bardzo Cię proszę... 10.05.09, 14:08
          ... byś trzymała język na wodzy, bo to nie banda popaprańców powiedziała, że
          "dupa nie mydło".

          Chciałaś komentarzy, to znieś mężnie słowa, które wywołałaś założeniem wątku.
          • noemi123 Re: Bardzo Cię proszę... 10.05.09, 14:39
            odnośnik dupa nie mydło miał się do dziewczyn, które idą z facetami
            do łóżka za kasę lub noc w porządnym hotelu. W moim związku seksu
            nie było do kiedy dowiedziałam się o wszystkim i jeszcze długo nie
            będzie.
            Waszych komentarzy sie nie obawiam, śmieszy mnie tylko wasze
            myślenie w rodzaju -zdrada-rozwód. Wąskie i ograniczone
            myślenie.Znam siebie, swojego męża,nasze dziecko i wiem że to
            przetrwamy bo wiele ciężkich dni przetrwaliśmy.
            Pisząc ten post chciałam pokazać, że nie zawsze wszystko musi
            kończyć się rozwodem. W każdym związku są dobre i złe lata. Ja
            miałam 10 bardzo dobrych lat, 2 lata tragiczne a sądzę że następne
            będą lepsze. Jeżeli jest uczucie to warto walczyć do końca. Ludzie
            sa tylko ludźmi, popełniają błędy, ważne aby to przyznali i
            próbowali naprawić. Co mnie nie zabije to mnie wzmocni.
            • deleine Re: Bardzo Cię proszę... 10.05.09, 20:10
              a faceta w związku bez seksu na pewno długo utrzymasz, w myśl zasady co go nie
              zabije, to go wzmocni...
        • triss_merigold6 Re: U mnie jednak bez rozwodu 10.05.09, 14:15
          Może poczytaj sobie Susan Forward lub Alice Miller? Ty twierdzisz,
          że dziecku TERAZ nic nie jest. Jak córka dorośnie to zobaczy w jaki
          sposób została obciążona konsekwencjami życia w toksycznym,
          zakłamanym domu i sporadyczne niedzielne spacerki jej tego nie
          zrekompensują.
          Podtrzymujesz własną iluzję w dodatku twierdząc, że wszyscy
          krytycznie nastawieni zazdroszczą Ci takiego życia i takiego męża.
    • crazyrabbit Noemi, 10.05.09, 20:19
      czytam Twój wątek z mieszanymi uczuciami.

      Z jednej strony, podziwiam za chęć poskładania małżeństwa do kupy,
      za próbę ratowania ze zgliszcz... Tak niewielu się udaje...

      Z drugiej strony - jestem troche przerażona Twoją "odpornością" na
      argumenty ludzi, wielkokroć bardziej doświadczonych od Ciebie.
      Przeczytaj dokładnie i ze zrozumieniem, co Ci piszą. Bardzo ładnie
      ujął to Tri w swoim zestawieniu.

      Nikt Ci tu nie zazdrości, bo nie ma czego. Ludzie tutaj chcą Ci
      jedynie otworzyć oczy, ponieważ Twój huraoptymizm jest nieco...
      hmmm... nie na miejscu...

      Nie zachłystuj się tym, co pisze Kasper, on ma fobię rozwodową; nie
      zachłystuj się tym, co robi Twój_prawie_ex... Zmiana może być
      pozorna i na krótko.

      Życzę Ci jak najlepiej, naprawdę. Lubię czytać, jak komuś się udaje
      w życiu.
      Niestety, jestem tu na tyle długo, że pozbyłam się złudzeń...
      Ludzie w podobnych sytuacjach do Twojej tu wracają...

      Królik
      P.S. Czy robiłaś badania na HIV, HPV, żółtaczkę typu B i C, choroby
      weneryczne? I Twój jeszcze_mąż też?
      Szybko zrób, żebyś nie żałowała przez całe życie...
    • panda_zielona Re: U mnie jednak bez rozwodu 10.05.09, 20:24
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?
      f=16&w=86051576&a=86149290 Po takich ekscesach cała moja miłość
      prysnęłaby jak bańka mydlana.Wóda,dziwki,narkotyki,nie wiem czy
      podziwiać,czy współczuć.
      • zdradzona37 Re: U mnie jednak bez rozwodu 10.05.09, 23:05
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=86051576&a=86149290
        Link tylko poprawiam smile

        Warte jedno drugiego smile
        I pewnie zakończmy tę dyskusję, bo szkoda czasu mleć po próżnicy.
        • kami_hope Re: U mnie jednak bez rozwodu 10.05.09, 23:42
          Jestem oburzona takim zachowaniem. (Panda + Zdradzona)
          To podłość sięgająca głębokich nizin.

          zdradzona37 napisała:
          >> I pewnie zakończmy tę dyskusję, bo szkoda czasu mleć po próżnicy.

          Kończ waść, wstydu oszczędź (tł. - sobie!)

          P.S. Zdradzona, najmniej wiesz w tym temacie a mielesz najwięcej.
          Wstyd! Bo krzywdę siejesz, a nie pomoc.
          • panda_zielona Re: U mnie jednak bez rozwodu 11.05.09, 00:36
            kami_hope napisała:

            > Jestem oburzona takim zachowaniem. (Panda + Zdradzona)
            > To podłość sięgająca głębokich nizin.

            Chyba trochę przesadziłaś z tymi głębokimi nizinami.Wyraziłam tylko
            swoje zdanie.
          • zdradzona37 kami hope 11.05.09, 17:20
            Podłośc to jest to, co robi on swojemu dziecku.

            > P.S. Zdradzona, najmniej wiesz w tym temacie a mielesz najwięcej.

            Twoje epistoły przy moich to bledną wink
            Wiem to, co zechciała napisać w necie noemi. A o alkoholizmie wiem
            nieco z racji, o których wspominałam wyżej. A każdy alkoholizm ma
            pewne cechy wspólne, więc nie pisz mi, że wiem najmniej w tym
            temacie.


            > Wstyd! Bo krzywdę siejesz, a nie pomoc.

            W czym jej można pomóc? Z czym ma problem? Możesz to napisać,
            określić na podstawie jej wypowiedzi?

            Chodzi jej o dom, który wyremontowała i w którym chce poczekac, aż
            odejdzie jej maż alkoholik (albo zejdzie z tego świata). Chodzi o
            to, by mąż nie złożył wniosku rozwodowego, bo wtedy musiałaby się
            pożegnac z rolą mężatki (?), opuścić wyremontowany własnymi siłami
            domek(?). Ma kochanka, aby się dowartościowywać i słyszeć, jaka to
            jest piekna, wspaniała. I super- nawet kciuki za nią bym trzymała,
            aby plan jej się powiódł, gdyby nie jedna zasadnicza przeszkoda-
            otóż ona ma dziecko i w ten sposób niszczy mu życie! Córka będzie
            miała zwichrowaną psychikę na całe życie! I wobec tego takiemu
            planowi mówię NIE!
            Gdyby chodziło o ratowanie małżeństwa z alkoholikiem, to otrzymała
            worek dobrych rad. Gdyby zdecydowała się na rozwód- tez pewnie
            bardziej doświadczeni napisaliby, co by było trzeba. A tak chodzi
            jej o zycie jak jest teraz, ale bez szantażowania jej rozwodem przez
            męża. Kluczy, kłamie i jeszcze ma pretensje, że nie przyjmujemy tego
            tak, jak ona przyjmowała takie zachowania przez lata od swojego męża
            (efekty życia w kłamstwie, obłudzie).

            Bądź tak łaskawa i wytłumacz mi, w jaki sposób "krzywdę sieję" tej
            pani.
            • noemi123 Re: kami hope 11.05.09, 17:33
              jesteś chora, biedna zdradzona37, zdesperowana. Byle co jesz, byle
              co piszesz.
              Co dzień bardziej utwierdzam sie w przekonaniu że podjęłam dobrą
              decyzję, potwierdza to również lekarz prowadzący i terapeuta mojego
              męża.
              Jakbym miała problem w sprawie rozwodu to mam od tego dobrego
              prawnika, psychoterapeutę też. Tak-moja córka jest zwichnięta, ma
              skrzywiona psyche na całe zycie a ja tylko siedzę i wciskam jej
              straszne rzeczy do głowy. Szok! Sprawdź moje IP i zadzwoń do opieki
              społecznej, będziesz miała czyste sumienie. Nic nie zrozumiałaś z
              mojego postu bo masz proste myślenie.
              Nie wypowiadaj się i tyle.
              • pyzol31 Re: kami hope 11.05.09, 22:42
                bardzo chciałabym żeby ci sie udało noemi
                ale nie pluj jadem tak na wszystkich którym nie podoba sie Twoje
                postepowanie bo z perspektywy osoby która wie, tylko tyle co
                napisałas, to może wyglądac mocno dziwnie (znaczy twoje postepowanie
                i życie wogóle)
                jakies takie wrażenie odnosze że dość agresywna jestes, bronisz
                swoich racji, masz prawo, ale pamiętaj nie sa to jedynie słuszne
                racje
                • tricolour Dziewczyny, nie kłóćcie się... 11.05.09, 22:59
                  ... wydaje się, że temat został wyczerpany, a poza tym dyskusja nie musi się
                  kończyć zajęciem wspólnego stanowiska - niech każdy zostanie przy swoim zdaniu.

                  Słońce świeci, lato nadchodzi - uśmiechnijcie się. Każdy ma swoją drogę do
                  przejścia.
                • pyzol31 Re: kami hope 11.05.09, 23:02
                  ależ ani w głowie mi kłótnie smilezasypiam własnie już w błogim
                  nastroju otępienia migrenowego smile
                  dobranoc
                • kami_hope Re: kami hope 12.05.09, 01:37
                  Ktoś zapędzony do rogu, właśnie tak reaguje. Broni się. I im
                  bardziej jest osaczony, tym bardziej desperacko odpiera ataki. Noemi
                  została tu zaszczuta. Nie mam na myśli Tri, Marie… - konkretna
                  opinia, bez poniżania, chłodne rozeznanie i wsparcie. Reszta
                  odreagowała tu swoje frustracje… Jeśli uważacie, iż po terapiach
                  jesteście zdrowi – jesteście w błędzie. Pokazano tu wymiar tego, co
                  jeszcze wyleczone nie zostało.
                  Agresja rodzi agresję – przecież to wszyscy wiecie. Nie traktujcie
                  innych w sposób, którego nie życzycie sobie dla siebie.

                  I reguła (lubicie schematy, to ten też sobie zaadaptujcie): człowiek
                  chory, nie jest w stanie przekazać zdrowej myśli drugiemu
                  człowiekowi – „z pustego i Salomon nie naleje”. Należy najpierw
                  SIEBIE uleczyć, aby móc pomagać innym.

                  (na marginesie dodam, że każdy młody <nawet!> psychiatra, przechodzi
                  wpierw terapię u starego… by bez obciążeń osobistych móc widzieć
                  rzeczywistość jak najbardziej obiektywnie)
    • akacjax terapia 12.05.09, 21:49
      Z jednej strony piszesz o terapii, wydaje się, że jesteś zorientowana, szukasz
      pomocy.
      Ale dla mnie to nie jest jasna ścieżka. Uciekasz przed określeniem
      współuzależnienie(nie znaczy pijemy razem). Tylko specjalista od współuzaleznień
      może prawidłowo Cie zdiagnozować, ale gdyby przeczytał Twoje wypowiedzi, mógłby
      odpuścić sobie ankietę.
      Decyzja, że się nie rozwodzisz-jest Twoja(gdybyś pytała, czy się rozwieść, też
      nikt za Ciebie nie podjąłby decyzji, ani odpowiedzialności).
      Czuję, że założyłas wątek, bo chciałas podzielić się swoim postanowieniem(i
      podświadomie umocnić sie w nim).
      To, że zakwestionowano Twoej zdanie spowodowało konieczność bronienia swojego
      zdania-czyli umocnienie w decyzji.

      Tylko zgubiło się coś innego, współczucie. Łatwo mówić niech Ci się uda,
      radzić-szukaj dla siebie pomocy itp.
      A ja już Cię podziwiam-jeżeli masz jakiekolwiek wyobrażenie o chorobie
      alkoholowej, o reakcjach organizmu, odtruciu, o zmianach w psychice, o chorych
      emocjach......a może jesteś po prostu nieświadoma....bo ja mam wrażenie, że
      bycie z alkoholikiem jest trudne, ale z trzeźwiejącym alkoholikiem-wymaga
      niemałego heroizmu.
      Samo niepicie nie wystarcza. Niestety.



      • kajda28 Re: terapia 13.05.09, 08:48
        > A ja już Cię podziwiam-jeżeli masz jakiekolwiek wyobrażenie o
        chorobie
        > alkoholowej, o reakcjach organizmu, odtruciu, o zmianach w
        psychice, o chorych
        > emocjach......a może jesteś po prostu nieświadoma....bo ja mam
        wrażenie, że
        > bycie z alkoholikiem jest trudne, ale z trzeźwiejącym alkoholikiem-
        wymaga
        > niemałego heroizmu.
        > Samo niepicie nie wystarcza. Niestety.

        Po tym jak noemi cieszy się że jej mąż nie pije od kilku dni i że
        sam poszedł na leczenie wnioskuje że o alkoholizmie wie tylko tyle
        ile powiedział jej mąż, w czasach kiedy był trzeźwiejącym
        alkoholikiem, ewentualnie w przerwach między zapiciami. A on mówił
        to co mu pasowało. Miałam podobnie. Mój eks mąż też miał długą
        abstynencję, ok 7 lat. W tym czasie prowadził grupy dla alkoholików
        itp. Później przestał się udzielać bo... bo ludzie w centrum ds
        uzależnień byli źli, nieodpowiedni- uwierzyłam, dlatego tak późno
        tam poszłam sad - niestety i dla mnie i dla niego.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka