Dodaj do ulubionych

Wychowując syna...

06.06.09, 13:22
Oto fragment z jednego z portali dla rozwiedzionych kobiet. Dotyczy wychowania syna przez samotną matkę. Ale zastanowił mnie fakt, ze często w pełnych rodzinach akurat tego modelu wychowania nie uświadczysz. sad

(..)Poproś swojego ojca lub brata, aby zwracał uwagę i uczył Twojego syna, że powinien się Tobą opiekować i Ci pomagać. Może nawet ustalcie, aby ten mężczyzna (Twój ojciec lub brat) przychodząc do Was do domu, przy Twoim synu pytał czy potrzebna jest Ci pomoc, pytał co może zrobić dla Ciebie, czy nawet robił pewne rzeczy. W ten sposób będzie dawał Twojemu synowi przykład, że Tobą trzeba się opiekować i Ci pomagać. Takich rzeczy uczy zazwyczaj ojciec będąc na stałe w domu. Uczy swoim przykładem również mówiąc często: pomóż matce, nie denerwuj matki, ja to zrobię a Ty odpocznij itp. Jest to dość ważne w przyszłości. Ktoś musi nauczyć Twoje dzieci, że matką trzeba się zająć czy jej pomóc, gdy tego potrzebuje. (...)
Obserwuj wątek
    • wania46 Re: Wychowując syna... 06.06.09, 15:04

      Przypomnialas mi cossmile Sama bylam wtedy jeszcze gleboko w toksycznym zwiazku, ale z racji zawodu doradzalam jednej mamie. Mama samotnie wychowywala 2 synow i wyraznie sobie nie radzila. Spytalam jej sie o takiego wlasnie mezczyzne z rodziny, moze kolege i mialam na mysli wzorzec dla chlopcow. A ona do mnie oburzona zebym jej dala spokoj z wujkami bo byla przekonana, ze sugeruje jej zwiazanie sie z jakims nawet byle jakim chlopem smile))
    • kicia031 Re: Wychowując syna... 07.06.09, 21:30
      Ubawilam sie czytajac ten tekst.
      Zaiste wiekszosc mezczyzn - nie mowie o chlubnych wyjatkach - sa
      zywymi antywzorcami takiej postawy...
      • useless00 Re: Wychowując syna... 07.06.09, 22:00
        Właśnie...jak wychować syna, żeby nie był taki jak ojciec (złe cechy). Skazany jest na powielanie wzorców?
        • wania46 Re: Wychowując syna... 07.06.09, 22:18
          Nie chce tu robic psychologicznych wywodow typu, ze niestety wszyscy powielamy wzorce czasami bardzo tego nie chcac.
          Na pocieszenie dodam,ze mialam kolege w liceum,ktorego wychowywala tylko mama.On sie wyroznial wsrod kolegow wieksza wrazliwoscia w stosunku do dziewczyn i z tego co wiem jest bardzo dobrym mezem i ojcem.
          • mola1971 Re: Wychowując syna... 08.06.09, 19:11
            wania46 napisała:
            > Na pocieszenie dodam,ze mialam kolege w liceum,ktorego wychowywala tylko mama.O
            > n sie wyroznial wsrod kolegow wieksza wrazliwoscia w stosunku do dziewczyn i z
            > tego co wiem jest bardzo dobrym mezem i ojcem.

            Mam bardzo podobne spostrzeżenia. Gdy rozstałam się z mężem to w pierwszym okresie bardzo martwiłam się o to, że dzieci nie będą miały wzorca mężczyzny. Zwłaszcza chodziło mi o syna, ale po pewnym czasie doszłam do wniosku, że właściwie nawet lepiej bo mój ex mógłby służyć co najwyżej za antywzorzec. A młody niech sam sobie buduje swój własny wzorzec mężczyzny. Jedno jest pewne - w przeciwieństwie do swojego ojca będzie miał anielską cierpliwość do kobiet. Już ma bo musi żyć pod jednym dachem z trzema babami bo oprócz matki ma jeszcze dwie młodsze siostry smile
            Na początku, po moim rozstaniu z mężem syn miał takie odruchy by mną się opiekować, ale bardzo szybko mu wytłumaczyłam, że to ja jestem mamą i to ja jestem od tego by opiekować się nim a nie odwrotnie. Choć oczywiście pomoc jest zawsze mile widziana.
            • tricolour Antywzorzec jest lepszy... 10.06.09, 17:47
              ... od samodzielnego budowania wzorca naśladując ulicę, szkołę i nie wiadomo co.
              Szczególnie to "nie wiadomo co" jest groźne.

              "Jedno jest pewne - w przeciwieństwie do swojego ojca będzie miał anielską
              cierpliwość do kobiet" - to NIE jest pewne ponieważ nie ma podstaw do takiej
              ekstrapolacji. Zresztą nie o cierpliwość głównie chodzi.
              • mola1971 Re: Antywzorzec jest lepszy... 10.06.09, 20:07
                Pisząc ten post miałam na myśli konkretnie moją sytuację a nie jakieś ogólniki.
                Wiem jakim chłopakiem jest mój syn i wiem, że dla niego brak wzorców będzie
                lepszy. A właściwie brak wzorca w postaci swojego ojca bo przepraszam bardzo,
                ale nie chciałabym by brał przykład z faceta, który zdradza żonę z kim popadnie
                i nie widzi w tym nic złego bo tacy wg niego są wszyscy faceci. Nie chciałabym
                by naśladował faceta, który jest tak mocno skupiony na sobie, że zapomniał, że
                ma dzieci. Wreszcie nie chciałabym by naśladował faceta, który zamiast czas
                poświęcać rodzinie wolał spędzać weekend na żłopaniu piwa tudzież spaniu,
                czytaniu gazet lub graniu w gry komputerowe dla nastolatków. Teraz mój syn nie
                ma codziennego kontaktu z ojcem, ale to nie znaczy, że w ogóle jest pozbawiony
                wzorców mężczyzny. Tak się składa, że ma niemal codzienny kontakt z moim ojcem a
                właściwie z obydwojgiem dziadków i od nich może się uczyć na czym powinien
                polegać związek obserwując ich codzienną o siebie na wzajem troskę. Nie martwię
                się również o to, że ulica, szkoła czy nie wiadomo co będą dla niego wzorcami.
                Po mamie wink odziedziczył cholernie silny charakter i tak łatwo to on wpływom
                innych ludzi nie ulega. Pewnie, że szkoła jakiś tam wpływ na niego ma, ale
                chodzi do bardzo dobrego liceum (tego samego co ja zresztą) i ma codzienny
                kontakt z naprawdę fajnymi ludźmi (nie mylić ze snobami bo liceum jest dobre,
                ale nie snobistyczne). Do tego ma pasję, której poświęca cały wolny czas, więc
                na 'nie wiadomo co' po prostu nie ma czasu smile
                A o tym, że nie o cierpliwość głownie chodzi to ja wiem, tylko tak na to
                zwróciłam uwagę bo tego mi najbardziej brakowało w moim małżeństwie. Zresztą w
                ogóle staram się wychować mojego syna na takiego mężczyznę, jakiego chciałabym
                mieć męża i jak na razie mi to wychodzi.
                • tricolour Z mojego doświadczenia biorę... 10.06.09, 20:50
                  ... że ojca nie zastąpią dziadkowie. W pewnym wieku nie zdoła nawet zastąpić
                  nowy partner matki jeśli tylko ojciec jest "na horyzoncie".

                  Nie chcę w żaden sposób deprecjonować ani Twoich osiągnięć, ani torpedować
                  planów. Zwracam tylko uwagę, że w przypadku braku ojca nie ma kto pokazać na
                  czym polega PODSTAWOWA rola ojca: rolą ojca jest nauczyć dzieci kochać kobietę.
                  • mola1971 Re: Z mojego doświadczenia biorę... 10.06.09, 21:13
                    tricolour napisał:
                    Zwracam tylko uwagę, że w przypadku braku ojca nie ma kto pokazać na
                    > czym polega PODSTAWOWA rola ojca: rolą ojca jest nauczyć dzieci kochać kobietę.

                    Tri, ja się z Tobą zgadzam w 100%. Pewnie, że najlepiej dla dzieci (w każdym
                    wieku) jest gdy mają pełną rodzinę. Tylko czasem niestety tak bywa, że trzeba
                    umieć wybrać mniejsze zło. Właśnie mniejsze zło a nie to co jest dobre bo rozwód
                    dla dzieci nigdy nie jest dobry. Bardzo żałuję tego, że moje dzieci nie mają
                    pełnej rodziny, ale uważam, że teraz będąc tylko ze mną mają rodzinę lepszą niż
                    miały przez ostatnich kilka lat.
                    Wiem również, że jeśli kiedykolwiek z kimś się zwiążę to mój partner nie zastąpi
                    im ojca. One ojca mają, ale ten ojciec nie bardzo pamięta o tym, że ma dzieci. A
                    ja go do kontaktu z dziećmi nie zmuszę bo niby w jaki sposób miałabym to zrobić?
                    Próbowałam tłumaczyć mu, że dzieci bardzo tęsknią za nim, że go potrzebują i że
                    będą potrzebowały zawsze. Ale bez skutku. Jedyne więc co mogę zrobić to starać
                    się ze wszystkich sił by możliwie najmniej odbiło to się na psychice dzieciaków.
                  • useless00 Re: Z mojego doświadczenia biorę... 10.06.09, 21:14
                    Oczywiście tata jest tata i nic go nie zastąpi, nawet jeśli jest
                    antywzorcem. Ale czego nauczy się dziecko, kiedy ojciec nexi drzwi
                    (kocha kobietę) otwiera, a exię (nie kocha) od idiotek wyzywa. Uczy
                    to kochania kobiety?

                    Ojciec ma nauczyć bycia Mężczyzną, bo dla syna jest to najbliższy
                    wzór-mężczyzna. A w tym zawiera się i nauka szacunku i
                    odpowiedzialności i honoru. I postawy: jeśli kogoś kochasz to...
    • kami_hope Re: Wychowując syna... 07.06.09, 22:19
      useless00 napisała:
      >Poproś swojego ojca lub brata, aby zwracał uwagę i uczył Twojego
      syna, że powinien…

      Na nic wkładanie do głowy. Dzieci przejmują zachowania dorosłych (te
      dobre i te negatywne również) automatycznie. Jeśli mamie żaden
      dorosły mężczyzna nie pomaga lub/i nie odnosi się z szacunkiem to i
      syn nie będzie tego robił, bo nie ma właściwego wzorca osobowego.

      useless00 napisała:
      >że Tobą trzeba się opiekować i Ci pomagać
      > że matką trzeba się zająć czy jej pomóc

      Jest różnica między opiekowaniem się dorosłą kobietą, a jej
      pomaganiem. Kiedy oczekuje się od syna przejęcia roli ojca/partnera
      wobec własnej matki, to już krok do wypaczeń. Później owe piętno
      psychiczne – że tak pozwolę to sobie ująć – ciągnie się za
      chłopakiem w dorosłym życiu. Objawia się np. uczuciem „zdrady” wobec
      matki, kiedy pragnie zbliżyć się (zarówno fizycznie jak i
      emocjonalnie) do innej kobiety.
      Ja bym tu bardzo uważała z podobnymi radami.
      I matkom, które mają podobne oczekiwania wobec synów, radziłabym nie
      przenosić emocji właściwych wobec partnera na synów (podobnie rzecz
      się ma u ojców traktujących swoje córki jak księżniczki).
      • useless00 Re: Wychowując syna... 07.06.09, 22:59
        Fragment, który zacytowalam jest wyrwany z kontekstu. Tu odnośnik do całości. Autorka zwraca uwagę na wypaczenia. www.kobietarozwiedziona.pl/index.php?menu=porady&kolumna=srodkowa&reszta=6#6_
        • kami_hope Re: Wychowując syna... 08.06.09, 00:12
          Oj, droga Useless, rzeczywiście potraktowałaś temat bardzo
          wybiórczo. Dlaczego wybrałaś sobie akurat te konkretne cytaty?
          Przemyśl to sobie...

          Po mojemu, od tego trzeba było zacząć:
          " - Pozwalaj na jak najczęstsze kontakty z ojcem, na wspólne
          wyjazdy, wypady na ryby czy na mecz sportowy. Zwróć uwagę ojca no
          to, że Waszemu synowi jest potrzebny model mężczyzny i powinien on
          tak organizować wspólny czas z synem, aby robić jak najwięcej
          męskich rzeczy. (...)
          - Nie staraj się, aby był mężczyzną domu. Nie zwalaj na jego barki
          odpowiedzialności i obowiązków jakie tak naprawdę powinien spełniać
          dorosły mężczyzna. Nie wymagaj, aby był Twoim wybawicielem.
          Oczywiście w miarę jego dorastania może i powinien wykonywać w domu
          męskie zajęcia, ale nie dlatego, że Tobie jest potrzeby w domu
          mężczyzna tylko dlatego, że on jest już wystarczająco duży. (...)"

          ____
          Miłość zaczyna się rozwijać, gdy kochamy tych, którzy nie mogą nam
          się na nic przydać.
          • useless00 Re: Wychowując syna... 08.06.09, 15:01
            Wybrałam specjalnie. Bo tylko ten punkt wydał mi się nieoczywisty. Reszta jest
            jasna i zrozumiała.
    • mariefurie Re: Wychowując syna... 07.06.09, 22:33
      to prawda, nie uświadczysz (nie mówie akurat o swoim przypadku - bo uswiadczyłam zanim odeszłam, a teraz równiez eks wygłasza teksty na odchodnę do młodego : opiekuj się mamą", "nie denerwuj mamy" etc
      • zmeczona100 Re: Wychowując syna... 08.06.09, 00:08
        > No ale, zobacz Use, znam wiele przypadków, kiedy młode kobiety
        wcale nie poszu
        > kują atencji mężczyzn, nie szukaja mezczyzn szarmanckich,
        wrazliwych, wychowany
        > ch itp. One wręcz sa nieraz urazone, ze facet otwiera dzwi do auta,
        zeby wsiadł
        > a, podaje ubranie, przepuszcza w drzwiach itp. No bo same sa takie
        hej do przod
        > u emancypowane. Im imponija bicepsy, gruby [portfel, cwaniactwo itp
        (mówię bard
        > zo ogolnie, rzecz jasna).

        Mam alergię na bicepsy, ale te wszystkie "powinności" idealnego
        mężczyzny typu otwieranie drzwi czy podawanie ubrania są tak samo
        przereklamowane, jak choćby romantyczne kolacje przy świecach, jakie
        powinien rzekomo przygotowywać mąż swojej zonie, by ta czuła się
        kochana i zaopiekowana.
        Dla mnie wartość ma ten mężczyzna, który umie sobie poradzić z
        prawdziwymi problemami dnia codziennego i wyzwaniami, jakie stawia
        każdy dzień. I wg mnie tego powinni się uczyć chłopcy, aby potem nie
        klęły nas ich zony czy teściowe. I żadne przemowy czy nakładanie nic
        nie da, jeśli chłopak na co dzień obserwuje całkiem inne zachowania.
        Zgadzam się całkiem z Tobą, że pewne sprawy wyłażą na wierzch juz w
        tzw. okresie narzeczeńskim. Tyle tylko, że do zrozumienia ich wagi
        potrzebne jest jeszcze doświadczenie, a tego młode osoby po prostu
        nie mają. Albo uważają, że się to zmieni, bo taka jest moc święconej
        wody czy uścisku dłoni pracownika USC wink
        • mariefurie Re: Wychowując syna... 08.06.09, 00:28
          Ja wiem...czy przereklamowane. Dla mnie jest ważne i już. Oczywiscie oprócz tego, o czym wspomniałas.
          A najlepiej by było tak, ze zanim cokolwiek zdążysz pomyśleć, to facet JUŻ to zrobi. Ideał! smile
          Co do zaradności w codzienności... dobrze, jak facet powie: nie martw się, załatwię to. Ech, no marzyc można wink
          A co do synow, no cóz, trzeba ich uczyć pewnych odruchów opiekuńczości i zaradnoiści jednak. Ja nie wierzę do końca w tę emancypację kobiet (lub tego, co kobiety same sobie o tym wyobrażają). Facet ma być facetem i już, i dawać kobiecie poczucie bezpieczeństwa. Tak było, jest i bedzie zawsze. Niezaleznie od statusu spłecznego kobiety - natura czlowieka pozostaje ta sama.
          Reszta- to kwestia odpowiedniego doboru smile
        • kicia031 Re: Wychowując syna... 08.06.09, 11:12
          Ja nie uwazam gestow uprzejmosci za przereklamowane - zwracam na nie
          uwage i ich brak odstrecza mnie od mezczyzny raz na zawsze. Dobre
          wychowanie, opiekunczosc to zalety bardzo wazne w codziennym zyciu.

          A co wychowywania syna - to ja swoich ucze, jak sie odnosic do
          kobiety ( odprowadz kolezanke do domu, synku wink) ale nie oczekuje,
          by starszy sie opiekowal mna - mimo ze ma 17 lat, to wciaz ja jestem
          jego matka i to ja sie nim opiekuje, nie odwrotnie. Co nie wyklucza
          posiadania obowiazkow domowych oczywiscie. Wrecz przeciwnie.
    • jadzka42 Re: Wychowując syna... 08.06.09, 00:22
      Dobre...usmialam sie konkretnie. Ostatnie co bym sobie zyczyla aby moi synowie
      powielali zachowanie polskich mezczyzn.
      Nie i jeszcze raz nie. Kobiety kochane, wychowujcie swoich synow na
      samodzielnych ludzi, takich ktorzy potrafia uprac swoje gacie i skarpetki,
      wyprasowac swoje koszule, ugotowac obiad i podac kochanej kobiecie. Nie robcie z
      nich inwalidow. dzisiejszy mezczyzna musi umiec zmienic sasrana pieluszke i
      wytrzec zasmarkany nos dziecka tak jak dzisiejsza kobieta odpowiedzialna jest za
      utrzymanie rodziny...sorry...swiat sie zmienia i my musimy zdazyc za nim.
      • teuta1 Re: Wychowując syna... 09.06.09, 04:38
        Ważny bardzo temat poruszyłaś, use. Też mam z tym klopot. Starszemu
        (10 lat) czesto powtarzam, że odkładania rzeczy na miejsce,
        gotowania, sprzatania po sobie i odpowiedzialności uczę go, żeby
        żona nie musiała poświęcać temu zajęciu wielu lat ich cennego
        współżyciawink. I powtarzam, że facetów na świecie jest wielu, z
        każdego może wybrać, co mu sie podoba. Wcześniej miałam poczucie
        olbrzymiej odpowiedzialnosci za wychowanie - takiej
        odpowiedzialnosci za dwoje rodziców. Teraz staram się wyjsć z
        założenia, że robię, co w mojej mocy. Już nic ponadto, bo ciśnienie
        w sobie wytworzyłam z powodu samotnego wychowywania niewiarygodne i
        ciężar ozpowiedzialności olbrzymi.
        • useless00 Re: Wychowując syna... 09.06.09, 09:31
          A mężczyźni na tym forum posiadający syna - czego uczycie swoich synów - bo mam
          nadzieję, że nie nienawiści do płci pięknej, która przykładowo raczyła was opuścić.
        • joanwro Re: Wychowując syna... 10.06.09, 17:26
          ja mam dwóch synów i póki co, to pani eksia pamięta o moich świętach, ona im
          kupuje prezenty i kwiatki, żeby mi wręczali... nie wiem ,czy o to mi chodziło,
          ale w zasadzie, dobrze, że ktoś im przypomina, nie?smile
          • akacjax A w drugą stronę? 11.06.09, 07:32
            Czy o jej świętach sami pamietają?
      • akacjax Re: Wychowując syna... 11.06.09, 07:44
        Kobiety kochane, wychowujcie swoich synow na
        > samodzielnych ludzi, takich ktorzy potrafia uprac swoje gacie i skarpetki,
        > wyprasowac swoje koszule, ugotowac obiad i podac kochanej kobiecie.

        Uważam, że to za mało.
        Moi synowie potrafią wykonać wszystkie domowe czynności-zwykłe. A jednak często
        im mówię, żeby nie przyzwyczajali się do myśli, że wszystkie kobiety są jak ich
        matka zaradne, zapobiegliwe życiowo, panujące nad utrzymaniem domu itp.
        Gdy zastanawiałam się z synami, kto ze znanych nam mężczyzn jest dobrym
        wzorem...to było bardzo trudno wskazać taki "prawie ideał".
        Bo gdy pokazał się jeden odpowiedzialny za rodzinę, to okazało się, że za to
        zapomniał o reszcie, swoich starszych rodzicach itd.

        W przypadku wychowywania synów sprawdza się nawet zewnętrzny wzorzec mężczyzny,
        co do córek już to takie proste nie jest. Ale może wynika to z tego(wg badań
        naukowo-statystycznych), że przeżywalność i zdolność osiagnięcia pełnoletności
        wychowującycych się bez ojca jest znacznie większa, niż w przypadku braku matki?

        • mariefurie Re: Wychowując syna... 14.06.09, 14:33
          akacjax napisała:

          > Kobiety kochane, wychowujcie swoich synow na
          > > samodzielnych ludzi, takich ktorzy potrafia uprac swoje gacie i skarpetki wyprasowac swoje koszule, ugotowac obiad i podac kochanej kobiecie.
          >
          > Uważam, że to za mało.

          O boże. a co ma być dodatkowo jeszcze stolarzem, grabarzem, informatykiem , literatem, sprzątaczką, mechanikiem samocvhodowym, kosmonautą,jokejem, przyzwoitką, fryzjerką....CIOTĄ? etc

          Baby weźcie sie opamietajcie.
          ...a my bedziemy leżały i pachniały!

          Jak kobiety teraz mają takie podejście, to....szkoda mi mojego syna...za kilkanaście lat.

    • triss_merigold6 Kanał 14.06.09, 21:18
      Kanał. Przynajmniej ten fragment to kanał IMO.
      Wychowanie syna z kodem opiekuńczości wobec mamusi to strzał w
      kolano jego przyszłym kobietom. Odwrócenie ról.
      Zadaniem rodzica jest zapewnić dziecku opiekę i poczucie
      bezpieczeństwa, od dziecka można wymagać, że pomoże w codziennych
      obowiązkach czy, że (starsze) będzie mieć w miarę realistyczne
      oczekiwania czasowe, finansowe, organizacyjne etc. Albo, że
      przynajmniej będzie cicho podczas drzemki mamusi. Natomiast nie
      wolno oczekiwać opieki i przejęcia odpowiedzialności.
      Ojciec/inny facet powinien wskazać, że każdy ma jakieś zadania,
      obowiązki etc. w domu i swoim zachowaniem dawać pozytywny przykład.
      Życzyłabym sobie aby syn zachowywał się poprawnie wobec generalnie
      kobiet a nie tylko wobec mnie. Syn ma wiedzieć, że kobiecie
      PARTNERCE należy się wsparcie, szacunek, jego czas i zaangażowanie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka