Dodaj do ulubionych

czy przemocowca trzeba wdepatac w ziemię?

03.07.09, 13:28
Zainspirowala mnie wypowiedź Zmazura w watku Errora:

>>>To tak jakby zgłosiła się tutaj kobieta z problemem z przemocowcem
>>>i ja ciągle bym nawoływał do zrozumienia jej męża, jaki to on ma >>>problem
ze sobą i jak to życie zmusiło go do tego, żeby bił swoją >>>żonę.

I te słowa kieruje Zmazur do osob, ktore bronią zony Errora czy probuja
zobaczyc problem z jej punktu widzenia, wczuc sie w jej sytuację.

Zastanawiam się: czy nie mozna, kiedy jest źle, przeprowadzic rozstania nie
dowodzac, ze druga strona jest kanalią? Dlaczego tworzą sie - przeciez częste,
tez tu na forum - sytuacje, w ktorych dwoje ludzi nie moze sie od siebie
oderwac, a trzyma ich tylko razem nienawisc i pragnienie dowiedzenia wlasnych
racji? Nie rozstaja sie naprawdę - choc czasem rozwodzą - bo nie mogą opuscic
pola walki poki nie wdepcza w ziemie przeciwnika.



Czy my naprawde musimy traktowac kazdy konflikt zero-jedynkowo? jedna strona
musi miec calkowitą racje, druga okazac sie, jak ktos napisal o zonie Errora -
"złą kobietą"? A czy "złe kobiety" (i "źli mężczyźni") nie maja uczuc? Nie
boja sie, nie cierpią?
Obserwuj wątek
    • to.ja.kas Re: czy przemocowca trzeba wdepatac w ziemię? 03.07.09, 13:53
      No to powiem jako eks żona przemocowca i jako ta co określiła żonę
      Erra jako "zła kobietę".
      Najpier nalezy przemocowca sie pobyc. Na zimno, bez litości,
      kalkulować tak by z przemocowego związku wyjść jak najmniejszym
      kosztem. Nalezy ochronić dzieci i własną psychę. Skupić się na
      sobie, potrzebach swoich i dzieci.
      Wiac i bronić za wszelką cenę siebie i dzieci.
      By potem nie pokazywano nas w programie Uwaga, nie pisano w necie
      czy zeby dzieci nie wylądowały w osrodku opiekunczym jako narkomani
      czy patologia.

      POtem jak juz na sie uda uwolnic. Ustawic swoje zycie na własciwym
      torze, mozna zaczac analizowac.
      Bez lęku, w spokoju, bez nacisków.
      I zastanowic sie jaki mechanizm zadzaiałął w naszym małżeństwie...po
      to by go nie powtórzyc.
      • wiosenka.pl Re: czy przemocowca trzeba wdepatac w ziemię? 03.07.09, 14:07
        Kas, masz rację. I dlatego nie podoba mi się ciągłe skupianie na
        tym, co żona/mąż robi źle. Lepiej będzie, gdy każdy zajmie się sobą,
        skoncentruje na działaniu, a nie na obwinianiu drugiej strony. Na
        pewnym etapie analizowanie cudzych występków nic nie daje. Niestety,
        czasami treścią życia staje się wypunktowywanie wad drugiej strony.
        • to.ja.kas Re: czy przemocowca trzeba wdepatac w ziemię? 03.07.09, 14:10
          Nie ma tak lekko. Trza wypunktowac wady bo wtedy sie je widzi i
          wieje w podskokach.
          Nie wdeptywac przemocowca w ziemie?
          A kiedy Cię tłucze, chcesz dwonic na policje a on wyrywa telefon i
          rozbija go na Twojej głowie?
          Kiedy stoi nad Toba z nozem.
          Kiedy wyzywa Ciebie i dziecko, zamyka drzwi, zabiera klucze i nie
          pozwala wyjsc?

          Mówimy o przemocy i zrozumieniu dla przemocowca?
          A kiedy dziecko modli sie by "przemocowiec wpadł pod pociag bo boi
          sie jego powrotu do domu?"
          A kiedy uciekasz przemocowiec Cie goni i nie pozwala odejsc? Zabiera
          majatek, zakłada sprawy, próbuje zabrac dziecko?

          najpierw trzeba zobaczyc przemoc zanim zacznie sie rozumiec
          przemocowca.
      • nangaparbat3 Re: czy przemocowca trzeba wdepatac w ziemię? 03.07.09, 14:21
        Nie wiem, czy "pozbyc się", ale uwolnic sie od niego/niej na pewno. zapewnic
        bezpieczeństwo - sobie i dzieciom.
        Ale zauważ, ze często, dosc podobnie jak u Errora, ludzie skupiaja sie nie na
        dzialaniu i ochronie, rozstaniu i zapewnieniu sobie i dzieciom spokojnego,
        bezpiecznego zycia, ale na dowodzeniu swojej słusznosci i ohydy drugiej strony.
        "Przemocowiec" to tutaj dla mnie hasło, sytuacja ostateczna - nie jest moim
        celem jakas szczególna obrona przemocowców, uzyłam słowa jako hiperboli, w
        znaczeniu: nawet przemocowiec - tez czlowiek.
        • to.ja.kas Re: czy przemocowca trzeba wdepatac w ziemię? 03.07.09, 14:26
          Przemocowieć tez człowiek??smile
          Tak Nanga.
          Też człowiek. człowiek który podnosi ręke i tłucze małe dziecko lub
          kobietę.
          człowiek który znęca się psychicznie i fizycznie.
          Człowiek który uzależnia.

          By odejśc Nanga trzeba udowodnić ohydę. Wiesz. Trzeba czasem być
          bezwzględnym wobec kogoś kto jest bezwzględny bo inaczej zginiesz Ty
          i Twoje dziecko. Nie mówie tylko o fizycznej smierci.

          Nie mam ochoty mnożyć wątków o Errorze.
          Ale mam zrozumienie dla kogoś kto cierpi, pogubił sie, chce cos
          zrobić, ale jeszcze nie wie jak. Niby wie, ale sie boi, miota, szuka
          nadziei w tym co miało być piekne.
          I to moge zrozumieć. Przemocowca nie.
    • wiosenka.pl Re: czy przemocowca trzeba wdepatac w ziemię? 03.07.09, 13:59
      nangaparbat3 napisała:
      > Zastanawiam się: czy nie mozna, kiedy jest źle, przeprowadzic
      >rozstania nie dowodzac, ze druga strona jest kanalią?

      Można, pod warunkiem, że OBIE STRONY konfliktu do tego dojrzały i
      tego chcą. A jak mówią: na chcice nie ma lekarstwa sad







    • kicia031 Kierujesz chyba swoja zyczliwosc w zlym kierunku 03.07.09, 14:01

      • to.ja.kas Re: Kierujesz chyba swoja zyczliwosc w zlym kieru 03.07.09, 14:03
        Nie dlaczego? Są zyczliwi dla świata i mają do tego prawo. O ile są
        zyczliwi sami z siebie dla kogoś kto bije, tłucze głową o scianę,
        wyzywa i bije dzieci, okrada rodzinę pije do upadłego, rzyga, robi
        pod siebie i wykorzystuje dzieci. Ja tam lubie takich zyczliwych bo
        świat dzięki nim ładniejszy. Byle nie dowodzili że ja powinnam być
        życzliwa jak zamalowuję siniak na twarzy korektorem.

        Jak sie nie wie co to przemocowy związek, albo zna sie teorie to
        zazwyczaj jest sie takim dobrym.
        • to.ja.kas To jest przemoc 03.07.09, 14:22
          www.eioba.pl/files/user5966/przemoc.jpg
          pu.i.wp.pl/?k=NDAyMjk1NzMsNDk4MzYx&f=501342811_small.jpg
          amnesty.uakti.net/fileadmin/templates/sp.html
          www.dziennik.pl/files/archive/00160/FR_normal_shutterst_160083e.jpg
          m.onet.pl/_m/61a8fda63bcacb501ddc1cd5995a20c4,0,1.jpg
          img.interia.pl/wiadomosci/nimg/Bite_glodne_bezdomne_2569645.jpg
          • jarkoni Re: To jest przemoc 04.07.09, 08:45
            to.ja.kas napisała:
            No to wysłałem maila do Miedwiediewa.
            Nie wchodziłem na tą stronę, choć rosyjskie strony czytam regularnie.
            Ta przemoc rosyjska jest inna niż nasza, chyba uwarunkowana stylem życia od
            wieków. Tam tzw. lud był gnębiony od zawsze, od cara i bojarów, po Stalina i
            NKWD, aż do Putina, który niezależnie od pajacyka Miedwiediewa ciągle rządzi..
            Rosjanie to jedyna nacja na świecie, która nawet jak się da wgnieść w ziemię to
            przeżyje i się odrodzi.
            Rosyjska kobieta też..
            Wiesz, że one się nie skarżą na przemoc? Bo to norma..
            Tak jest skonstruowany według nich świat i tak musi być.
            Nie z teorii o tym mówię, byłem ponad 50 razy w samej Moskwie i wiele razy w
            "rajonach", poza tym wielokrotnie Ukraina, Białoruś, Litwa, Łotwa itp.
            I wszędzie to nie przemoc, kobiety od dziecka wiedzą/czują co je czeka.
            Straszne? Tak, straszne, ale jest pełna społeczna zgoda na taką przemoc..
            • jarkoni Re: To jest przemoc 04.07.09, 09:09
              PS. W Moskwie byliśmy swego czasu zaproszeni do prywatnego domu (dwóch Polaków),
              po przywitaniu w tzw. przedpokoju-wielkości normalnego pokoju- pani domu
              powiedziała, że jeszcze poczęstunek nie jest gotowy, pan domu(który razem z nami
              przyszedł) podniósł głos, ona też podniosła, że "nie uspieła", i dostała w twarz..
              Dla nas to był szok, ona uciekła z płaczem, a po 5 minutach była normalna i
              spokojna, jak spytałem po jakimś czasie to stwierdziła: "wsio normalno, niszto
              nie słucziłos"..(wszystko w porządku, nic się nie stało)..
              Dla nas nie było w porządku, u nich czasem jest..
              • akacjax Re: To jest przemoc 04.07.09, 09:28
                Nie trzeba jechać do Rosji. U nas działają te same mechanizmy przemocowe. I tam,
                zapewne i tu-nikt z gości nie reaguje.
                wsio normalno, niszto
                > nie słucziłos"
                Ofiary w każdym kraju tak mówią. Dlatego tkwią w przemocy. A otoczenie....zaraz
                jest odpowiedź-ona nie chciała pomocy. Ale w takich wypadkach, gdy się jest
                świadkiem przemocy należy regować!
                • alfika Re: wszystko racja :D 04.07.09, 14:42
                  a skąd się bierze ta akceptacja społeczna?
                  ...ano, wchodiz tu czasem ktos, kto dla kolegi/brata/kogoś szuka
                  porady
                  niechby jednak mu napisać cokolwiek, co mu/jej się nie spodoba - od
                  razu mamy tekst w stylu: "ja rozumiem, że tu są ludzie z problemami,
                  ale wyżywajcie się na kimś innym itp"
                  pierwszy sygnal, że rozwiedzeni są gorsi, trudniejsi itd

                  społeczna nieakceptacja rozwodów...

                  teksty: "bo w naszej rodzinie rozwodów nie było"

                  itd

                  a jakoś mało w świadomości ogólnej/mediach/ba! dodam też naiwnie: w
                  kościele ... zwykłego stwierdzenia - rozwód czasem jest potrzebny
    • ekscytujacemaleliterki Re: czy przemocowca trzeba wdepatac w ziemię? 03.07.09, 14:24
      nangaparbat3 napisała:

      > Zastanawiam się: czy nie mozna, kiedy jest źle, przeprowadzic
      rozstania nie
      > dowodzac, ze druga strona jest kanalią? Dlaczego tworzą sie -
      przeciez częste,
      > tez tu na forum - sytuacje, w ktorych dwoje ludzi nie moze sie od
      siebie
      > oderwac, a trzyma ich tylko razem nienawisc i pragnienie
      dowiedzenia wlasnych
      > racji? Nie rozstaja sie naprawdę - choc czasem rozwodzą - bo nie
      mogą opuscic
      > pola walki poki nie wdepcza w ziemie przeciwnika.

      Nie wiem. Ale czasem przychodzi taki moment ze mam ochote oddac.
      Oddac mu tak, zeby go szlag trafil!. Zeby choc przez chwile
      skoorwiel jeden wiedzial jak to bardzo boli. I ze nie mozna sie w
      ciagu kilku sekund z bolem, upokorzeniem, podeptaniem uporac.
      Chcialabym mu oddac, naprawde. I to na kazdym polu. Psychicznym,
      zdrowotynym, zawodowym. Zniszczyc, wdeptac w ziemie, rzucic granat i
      patrze czy dziura zostala ladna.Tylko wiem ze nie warto. Wole dac
      sobie szanse na zachowanie dobrych wspomnien - jesli kiedys bede
      chciala pamietac lub wymazac wszystko z pamieci.
      Co do przemocowania to nie ma tu dla mnie tlumaczenia. Zadnego.
      Podnosisz reke - niech ci sparcieje. Choc musze przyznac ze
      wolalabym w morde dostac! Ale tylko raz. Krocej by bolało poprostu.
      Taka metafora, nie to ze zachecam do bicia.
      • to.ja.kas Litery 03.07.09, 14:32
        Wbrew pozorom ten gniew pomaga!
        Co by kto madrze nie dowodził, wiem po sobie.
        On pomaga w koncu sie zebrac. Złość, wściekłośc pomagają z tego
        wyjść, trzasnąć drzwiami, założyć sprawe o rozwód, pognać pasozyta,
        wypieprzyć stare przez okno.
        I na zimno kalkulowac jak przemocowca sie pozbyc chocby jego kosztem
        zanim nas dosczetnie zniszczy.
        A potem dobrze jest nie pielegnowac tych uczuc.
        • ekscytujacemaleliterki Re: Litery 03.07.09, 14:51
          Kas,
          juz to wiem. Czasem ta wscieklosc, mega furia pozwala przetrwac noc.
          Ale na dluzsza mete nie chce tego. Nie chce zostac w nienawisci bo
          mnie to zezre od srodka. Nie pozwoli mi dalej zyc. Zgniusnialabym. Z
          zemsta tak samo. Oddalabym ale nie zrobie tego. Bo bedzie mnie do
          konca zycia gryzlo. Dla mnie lepiej przeczekac, przetrwac i
          zapomniec.
          Zostawie tylko jedno info po sobie: do komunikacji sluzy otwor
          gebowy a nie fiut.
          Ale kazdy z nas jest inny.
          • to.ja.kas Re: Litery 03.07.09, 14:54
            Kochane lItery.. Gwałtowne uczucia maja to do siebie, ze szybko
            mijają. Miną i Twoje. A potem zapomnisz. O ile pasjami nie zechcesz
            pielęgnować nienawiśći. Ale nie sądzę.
            • ekscytujacemaleliterki Re: Litery 03.07.09, 15:16
              Mowisz ze wielka milosc jeszcze mnie czeka ale przeminie i zapomne?!
              No pieknie! ;D.
              Złosc i smiech trzymaja przy zyciu!
      • mola1971 Re: czy przemocowca trzeba wdepatac w ziemię? 03.07.09, 14:36
        ekscytujacemaleliterki napisała:
        Choc musze przyznac ze
        > wolalabym w morde dostac! Ale tylko raz. Krocej by bolało
        poprostu.

        I tu się niestety mylisz. Wcale krócej by nie bolało. Upokorzenie to
        upokorzenie. Zostać zdradzonym czy uderzonym - skutek jest taki sam.
        Zapewniam Cię.
        • to.ja.kas Re: czy przemocowca trzeba wdepatac w ziemię? 03.07.09, 14:39
          Mola to prawdasmile
          Jest taka zasada moje jest najmojsze.
          Nasz ból jest największy.
          Zdrada dla zdradzonych jest najwiekszym bólem.
          Dla mnie największym bolem i największym lękiem napawa mnie lęk w
          oczach mojej córki.

          Każdy ma swój Everest i każdy ma swoje prywatne piekło.
          • ekscytujacemaleliterki Re: czy przemocowca trzeba wdepatac w ziemię? 03.07.09, 15:09
            Nie mowie o regularnej przemocy, o tym ze nie znasz dnia ani
            godziny, ze siedzisz w strachu i zastanawiasz sie czy i kiedy
            dostaniesz. Tylko o tym, ze jakby byly niedoszly pan maz przywalil
            mi w twarz to trwaloby to sekundy. Zapamietalabym do konca zycia ale
            nie musialabym sluchac opowiesci. Juz tak mam ze widze obrazami jak
            wszytsko co mi powiedzial widzialam.
            • to.ja.kas Re: czy przemocowca trzeba wdepatac w ziemię? 03.07.09, 15:11
              Litery...moje jest najmojsze. I nie mam Ci tego za złe.
              Ból jest bólem.
              I mam nadzieję że w koncu boleć Cie przestanie.
              • ekscytujacemaleliterki Re: czy przemocowca trzeba wdepatac w ziemię? 03.07.09, 15:14
                Oby.
                Widze po Was ze mija. Ze da sie zapomniec. Ze nawet fajnie mozna zyc.
                Niezla terapie mi tu robicie. I calkiem za darmo, no chyba ze
                rachunki zaczna naplywac wink.
          • ekscytujacemaleliterki i nie mialabym urazu 03.07.09, 15:11
            do kobiet w ciazy i do dzieci.
        • ekscytujacemaleliterki Re: czy przemocowca trzeba wdepatac w ziemię? 03.07.09, 14:55
          Mola,
          chodzilo mi o to, ze gdybym dostala w twarz fizycznie by bolalo
          krocej niz teraz.Teraz za kazdym razem gdy mi sie przypomina czuje
          jakbym obrywala piescia w zoladek. Az sie zginam. Upokorzyby mnie,
          podeptal ale nie musialabym sluchac calej historii, tlumaczen,
          wyjasnien, czytac email od pani w ciazy. Rozumiesz? Miałabym wiele
          oszczedzone.
          • to.ja.kas Re: czy przemocowca trzeba wdepatac w ziemię? 03.07.09, 14:59
            Oooo nie tak prędko Litery.
            On by przyszedł z kwiatami. Przepraszał. Tłumaczyłby się. Spałby na
            twojej wycieraczce. Przychodził do pracy i błagał o wybaczenie. A Ty
            zastanawiałabyś się "a moze to nie tak, moze on załuje, moze to sie
            nie powtórzy?".
            On by wołał, ze kocha, ze nie umie zyc bez Ciebie, jestes jego
            swiatłem.
            A Ciebie bolałaby i twarz i serce i żołądek i dusza.
            • ekscytujacemaleliterki Re: czy przemocowca trzeba wdepatac w ziemię? 03.07.09, 15:21
              To by ze mna nie przeszło. Matka sie rozwiodła z ojcem po tym jak
              raz, jeden jedyny ja uderzyl. U niej nie bylo przebacz. Wypierdziela
              go kurcgalopkiem nie zwazajac na to ze ma 7 miesieczne dziecko. I ja
              mam to tak zakorzenione gleboko, ze tez nie byly by przebacz.
              Dopoki nie zrobila z nim porzadku to walil dniami i nocami w drzwi.
              Ja mam tak zakorzeniona nienawisc do przemocy, ze to by nie
              przeszlo. Za to bym oddala wszytskim co by pod reke wlecialo.
          • to.ja.kas Re: czy przemocowca trzeba wdepatac w ziemię? 03.07.09, 15:30
            Litery. Wiesz co mama zrobiła. Z jej opowieści. Nie wiesz jak bolała
            ją dusza. Masz bardzo mądrą matke. Bardzo. Powinnaś ją bardzo cenić
            za dziedzictwo jakie Ci przekazała...i zastosować je do swojej
            sytuacji.
            • ekscytujacemaleliterki Re: czy przemocowca trzeba wdepatac w ziemię? 03.07.09, 15:46
              Mam. I cale moje szczecie. Nie przytocze wypowiedzi mamy na temat
              bylego niedoszlego pana meza.
              Chociaz nie moge sie oprzec! : Prostytutka WON! I tylko tyle i az
              tyle.I pozamiatane, i nie ma zmiluj, i nie ma przebacz!
              Mimo wlasnego nieublagalnego zdania na ten temat, moja mama
              pozwolila mi wybrac samej. Kolejna jej madrosc. Chociaz cos mi sie
              wydaje, ze ona wiedziala co ja zrobie i tylko dlatego mi
              pozwolila smile.
              To jest strasznie silna i madra kobieta. Gdy byla dzieckiem chronila
              przede wszytskim mnie. Nie utopila sie w bolu bo miala mnie. Dopiero
              po latach opowiedziala troche wiecej szczegolów. Nie wiem czy na jej
              miejscu dalabym rade, ale podobno dziecko daje sily nadprzyrodzone!
      • nangaparbat3 Re: czy przemocowca trzeba wdepatac w ziemię? 03.07.09, 14:38
        Mnie nie chodzi o to, zeby nie oddac. Jak siebie znam, powstrzymalby mnie tylko
        strach, ze sie odwinie jeszcze mocniej.
        Absolutnie nie chodzi mi o to, by sie nie bronic, nie chronic, nawet nie o to,
        by nie czuc wscieklosci - chyba musialabym na glowe upasc.

        Ale zauważ, ze mnie zainspirowal komentarz osoby trzeciej - patrzacej z dystansu.
        • to.ja.kas Re: czy przemocowca trzeba wdepatac w ziemię? 03.07.09, 14:43
          No i Nanga?
          A co ma do tego twoja inspiracja?
          Zapytałaś "Czy przemocowca trzeba wdeptac w ziemie"? Czy
          przemocowiec to człowiek?
          Na drugie pytanie odpowiem "tak". na trzecie "czasem trzeba, dla
          siebie i dla innych".

          Przemoc to nie tylko krzywe patrzenie na siebie i niemożnośc
          dogadania się.
          I z wypowiedzią Mazura się zgodzę, bo była wynikiem obrony
          przemocowca na forum. A broniono przemocowca bo to kobieta i matka!!!
          A mnie przemoc wobec dziecka brzydzi, jest tak samo ohydna jak
          dostarczycielem przemocy jest ojciec czy matka. Nie ma znaczenia.
          Nie ma znaczenia kto zaczyna tłuc pięściami.
          • nangaparbat3 Re: czy przemocowca trzeba wdepatac w ziemię? 03.07.09, 14:48
            Skad Ty wiesz, dlaczego broniono?
            Ja broniłam, bo bo to osoba odrzucona przez własnych rodziców. Bo cos mi tu
            ewidentnie nie gra. Wszyscy są przeciwko niej. A jak wszyscy sa przeciwko jednej
            osobie, to czuje niepokój - bo bardzo mozliwe, ze po prostu uruchomil sie
            mechanizm kozla ofiarnego.
            • to.ja.kas Re: czy przemocowca trzeba wdepatac w ziemię? 03.07.09, 14:52
              A moze po prostu jest tak nieznośna, że nie da sie z nią wytrzymać?
              Może jest kłotliwa, agresywna, wredna zwyczajnie???

              Na dwoje babka wróżyła.
              Ja nie doszukuję sie drugiego dna. jak zona Errora sie pojawi i
              powie jak to z jej strony wygląda zajmę się jej historią i nie bede
              zakładała, ze kłamie czy coś ukrywa.
              Ani ze mnie sędzia, ani prokurator ani sledczy. Pisze o tym CO WIEM.
              A WIEM TYLKO TYLE ile napisze Error i do tego się odnoszę
              Reszta byłaby rodzajem konfabulacji.
    • plujeczka Re: czy przemocowca trzeba wdepatac w ziemię? 03.07.09, 14:45
      pozbyć się przemocowca psychicznego czy też fizycznego jest bardzo cięzko
      do mnie się szczęście uśmiechneło ,ze "znikł" sam i znalazła się głupsza
      ode mnie i sobie wzieła.No coz w przeciwieństwie do mnie mają wspołne
      zaiteresowania a mianowicie alkohol, to zbliza..nas rodzielił .
      A jak w sadzie udowodnić przemoc psychiczną?mnie się nie udało bo rodzina
      to :konekse sądowe" --teraz rozumiecie byłam bez szans
    • scriptus Re: czy przemocowca trzeba wdepatac w ziemię? 03.07.09, 14:57
      nangaparbat3 napisała:

      ......
      >
      > Czy my naprawde musimy traktowac kazdy konflikt zero-jedynkowo? jedna strona
      > musi miec calkowitą racje, druga okazac sie, jak ktos napisal o zonie Errora -
      > "złą kobietą"? A czy "złe kobiety" (i "źli mężczyźni") nie maja uczuc? Nie
      > boja sie, nie cierpią?
      >

      Przemoc, to przemoc. Jeśli kogoś uderzyłeś, nie ma, ze prowokował, jesteś
      winien. Jestem wrogiem przemocy, dla bicia nie ma usprawiedliwienia, chyba, że
      rzeczywiście w uzasadnionej obronie własnej, a i tu lepiej unikać, blokować,
      uciekać niż "oddawać" ciosy.

      Nie ma równiez usprawiedliwienia dla przemocy psychicznej najczęściej stosowanej
      przez kobiety, jednak trudno to przyjąć jako uzasadnienie, jeśli na nią ktoś
      odpowie biciem.

      Wiem, że to niełatwe, wygląda na mądrzenie się, wiem, że mówi się, niech
      pierwszy podniesie kamień kto nie nigdy zgrzeszył, jednak oświadczam, że
      wprawdzie święty nie jestem, drugiego policzka nie nastawiam, ale... nigdy
      nikogo nie uderzyłem, ręka mi nigdy nie poleciała, na lżenie i obrażanie nigdy
      nie odpowiedziałem tym samym. Nic przez to nie straciłem, poza czasem. Gdybym
      porządnie "sprał babę", też by ode mnie odeszła, a na dodatek miała dobry pretekst.

      Znam kilka bitych żon. Zapewne niektóre z nich (nie wszystkie) to niezłe zołzy,
      jednak sam fakt użycia przemocy przez ich mężów w moich oczach ich
      dyskwalifikuje, choć rozumiem, że żony nieźle się nad nimi pastwiły przez
      dłuższy czas. Stosowanie przemocy zarówno fizycznej, jak i psychicznej powoduje
      eskalację konfliktu, oddala jego rozwiązanie.
      • to.ja.kas Pewna historia 03.07.09, 15:09
        Miałam przyjaciólkę.
        Kiedyś miała duży stres. Bardzo duży.Upiła sie i przyszła do mnie.
        Słuchałam i słuchałam. Od tego sa przyjaciele. Ale w którymś
        momencie postanowiła , że jedzie do kogoś. Samochodem. A ledwo stała
        na nogach. POwiedziałam, że jej nie puszcze. Ona uparła sie, ze
        pojedzie. Wyrwałam jej kluczyki przy drzwiach i powiedziałam, ze nie
        ma mowy. Zamknęłam drzwi. Ona zaczeła sie ze mna szarpać. Próbowała
        wyrwac kluczyki. Wywiązała sie zwykła babska szarpanina o te klucze
        w moim przedpokoju. Na to wyleciała moja córka z takim krzykiem i
        strachem w oczach ze az sie przeraziłam. Kolezanka w krtkim rękawku
        zwiała w noc w 30st mrozu. Młoda płakała roztrzesiona. Wybiegła jej
        szukać. Ja za nia. Znalażłam ją po godzinie. WWymarznietą. A
        mieszkam na wsi.Zabrałam ją do domu. POłozyłam spać. BYła wściekła
        jak osa, ze nie pozwoliłam jej jechac i nakopać kogoś w doopę.
        Kumplujemy się do tej pory.
        Ale...to co było w oczach mojej córki było przerazajace. Bo to było
        dokładnie to samo co wiele lat temu. Jej sie wszystko przypomniało.
        Do tej pory z jednej strony wiem, ze musiałam zatrzymać ją. Z
        drugiej...nie daruję sobie, ze moje dziecko po tylu latach znów było
        świadkiem takiej sceny.
        Straszne.
        • plujeczka Re: Pewna historia 03.07.09, 15:42
          ex maż sprał mnie na "kwasne jabłko" kilka lat temu w obecności córki ,
          która wówczas była zdaje się ,że 3 klasie szkoły podstawowej.Była w szoku
          nie mniejszym niż ja.Wyobrazcie sobie ,że jak przez 14 lat nie miała m
          odwagi zapytać ją co pamieta z tamtego dnia z tej sceny.Zrobiłam to
          ostroznie po kilkunastu latch.....pamiętała....dla mnie szok a powiedziała
          zaledwie kilka słów....do dzisiaj nie mogę z nią o tym rozmawiać bo wiem
          jakie to zrobiło w niej spustoszenie w psychice.Przemoc psychiczna i
          fizyczna jest straszna kto przez to nie przeszedł ten nie wie jak dziecko
          przemyka pod ścianą bo tatuś przyszedł do domu, jak samo siedzi zamkniete
          w pokoju i nie opuszcza go aż matka nie wróci z pracy.Wspomnienia są
          straszne. Nie wiem czy wogóle mozna uwolnić się od koszmaru
          przeszłości?..wam się udało? mnie jeszcze nie choć staram się jak mogę...
          • to.ja.kas Re: Pewna historia 03.07.09, 15:51
            Udało się Plujeczka.
            Mi się udało. Mojej córce też. Oczywiście, że nie jest to amnezja i
            całkowite zapomnienie. Ale się nie boimi (chociaż widok agresji,
            przemocy wzbudza we mnie złośc , w córce lęk).
            Mam radosne dziecko. Tak radosne i szczesliwe, ze czasem chwyta mnie
            za gardło wzruszenie z wdzięczności, że się udało. Jest otwarta,
            mądra, bardzo lubiana i umie stawiać granice i mówić "nie".
            Ja umiem kochać i czuję się kochana, wiem czego chce na co nie
            pozwolę i też umiem powiedzieć "nie" i umiem zakonczyc znajomosci,
            zwiazki które mi nie słuzą.

            Plujeczka bardzo współczuję.
          • ekscytujacemaleliterki Re: Pewna historia 03.07.09, 15:54
            Plujeczka,
            po nocnych waleniach w drzwi tatusia, sikalam w lozko do
            podstawówki. Feee... nie cierpie o tym mówic.
            Matka mnie do psychologa prowadzala, wiem z opowiesci bo nie bardzo
            pamietam. I tlumaczyla, na kazdym kroku co jest dobre a co zle.I
            prawde mówila. Tak jak mogla to dziecku powiedziec. I starała sie
            nie uczyc mnie nienawisci do ojca czy do facetów.
            Chociaz ta awersja do przemocy we mnie zostala. I szczerze Ci powiem
            ze jak spotkalam tatusia po 25 latach to starach przed nim byl
            ogromny.Ale tylko chwile. Pozniej chcialam przejechac go samochodem
            ale uciekl wink.
            • to.ja.kas Re: Pewna historia 03.07.09, 15:58
              Litery pasjami lubię Ciebie czytać smile
              Zaraz ktoś powie, ze zostało w Tobie coś po przemocy bo masz silna
              nienawisc do ojca która prowadzi do chceci morderstwa smile Wiem,
              wiem, odróżniam ekspresję w pisaniu od prawdziwej chęci zrobienia z
              taty placka na ulicy mimo iz wyobrznia kusi smile

              A Matkę powinnaś nosić na rękach za to wszystko. Mam nadzieję że
              moja córka tez będzie silna i dowcipna (juz jest ofkors) nawet w jak
              przyjdzie kryzys.
              • ekscytujacemaleliterki Re: Pewna historia 03.07.09, 16:09
                Od razu do morderstwa?! Zdenerwowalam sie wiec moglam jedynke ze
                wstecznym pomylic. Kazdy sad by mnie uniewinnil w trymiga! A ze po
                wstecznym do przodu i tak ze dwa razy to juz inna sprawa big_grin.
                Teraz sie smieje, wtedy tak wesolo mi nie bylo.

                Z ta silna i dowcipna to przesada,musialam nad tym dlugo pracowac...
                Ale zycze Ci Kase, zeby i Tobie sie tak udalo jak mojej mamie ze
                mna smile.
                • to.ja.kas Re: Pewna historia 03.07.09, 16:29
                  smile Mi dłuzej zajęło niż twojej mamie zrobienie porządku z zyciem,
                  ale jedno wiem teraz o sobie NAPEWNO.
                  Jestem silna. Mam nadzieję że tą siłę i doświadczenie przekaże mojej
                  Młodej.
                  • ekscytujacemaleliterki Re: Pewna historia 03.07.09, 16:54
                    Kwestaj mega motywacji bo :
                    1. rozwód z orzekaniem o winie( maz prawnik)
                    2. tesc sedzia
                    3. trzymac wszystkich od dziecka z daleka

                    nie wiem jakim cudem ale wszystko zalatwione!
                    z przykrych wiadomosci to, ze nie wiem jakbys sie starala nie
                    nauczysz corki bycia z facetami. pare razy sie w zyciu sparzy.
                    Uczysz sie relacji jak patrzysz na zwiazek : maz -zona, kobieta-
                    mezczyzna. Masz jakas wiedze na ten temat. Ktos mi tu napisal ze ja
                    bylego niedoszlego pana meza zaglaskalam, za malo egoistyczna w tym
                    wszystkim bylam. Ja chyba za bardzo poprostu chcialam.
                    • to.ja.kas Re: Pewna historia 03.07.09, 19:09
                      E tam, jakiś wzór to Młoda ma...w celibacie to ja nie żyję do tej
                      pory wink
                      • ekscytujacemaleliterki Re: Pewna historia 03.07.09, 21:42
                        czy Ty ja uczysz rozpusty? No wiesz Ty co?! ;;D.
                        • to.ja.kas Re: Pewna historia 03.07.09, 21:46
                          Litery...normalnie masz mnie za rozpustnicę smile

                          Wskakuj na PP słuchamy tam muzy z Molą i upijamy sie piatkowo smileTo
                          znaczy ja sie upijam. Ale doskonałym winem smile
          • nangaparbat3 Re: Pewna historia 03.07.09, 21:57
            nam sie udalo odkad możemy o tym z corka otwarcie rozmawiac - jest to jednak
            zasługa terapii.
            Ale to nie chodzi o Exa, moze dlatego latwiej.
        • jarkoni Re: Pewna historia 04.07.09, 09:26
          to.ja.kas napisała:

          > Miałam przyjaciólkę.
          > Kiedyś miała duży stres. Bardzo duży.Upiła sie i przyszła do mnie.

          Ja raz wróciłem po targach, po imprezie po targach, po 6-7 rano. Żona w
          przedpokoju zaczęła mnie bić pięściami a ja stałem jak głaz.
          Na to wyszła ze swojego pokoju zaspana córka- do dziś pamiętam jej wielkie
          przerażone oczy..
          To był jedyny przypadek przemocy w rodzinie- kiedy żona rzuciła się na mnie z
          pięściami.
          Powód: z tej corocznej branżowej imprezy wracałem 3-4 nad ranem, wtedy była 6-7,
          i wyłączona komórka.
          Czasem dla kobiety nie ma wytłumaczenia, nawet świadkowie, że po 6 wsiadł w taryfę.
          Ale to chyba nie była przemoc tylko nerwy?
    • panda_zielona Re: czy przemocowca trzeba wdepatac w ziemię? 03.07.09, 17:20
      Trzeba,bo inaczej on nas wdepcze.Czytam poboczny wątek Errora i
      dziwię się tym wszystkim,którzy chcą Jego wdeptać udowadniając,że za
      wszystko co wyprawia żona ponosi winę On.
      • nangaparbat3 Re: czy przemocowca trzeba wdepatac w ziemię? 03.07.09, 21:55
        Panda, mnie wlasnie o to chodzi - zeby nie udowadniac, ze jedno odpowiada
        absolutnie za wszystko, a drugie jest wylacznie ofiarą, ze jedno jest idealnie
        dobre, a drugie doskonale złe.

        "Przemocowca" uzylam jako figury retorycznej, ale widac nieudolnie, bo odczytano
        to niezmiernie wprost.

        Natomiast jesli chodzi o Errora, to dziwie się, ze mozna odbierac jego sytuacje
        jednoznacznie - taki sojusz calej rodziny przeciwko jednej osobie budzi we mnie
        niepokoj i podejrzliwosc.
        • akacjax Re: czy przemocowca trzeba wdepatac w ziemię? 03.07.09, 22:11
          W wielu życiowych sytuacjach konieczna jest selekcja. Pierwszeństwo pomocy
          należne jest ciężej rannym, czasem nie zważając, że ratując najbardziej
          potrzebujących naraża się pozostałych. Ale takie są zasady.
          I tak jest z ofiarą-to jej należy się pierwsza pomoc, przed przemocowcem. Do
          tego dodam, że ofiary często są tak uzależnione od przemocowca, że tylko totalne
          zignorowanie, odcięcie, wręcz zapomnienie o przemocowcu jako istocie ludzkiej
          umożliwia uratowanie ofiary.
          Istnieją programy pomocowe dla przemocowców, ale skoro ktoś nie chce pomocy, to
          dlaczego reszta ma za gotowość pomocy płacić?
          Pozostaje ostatnie wyjście, doprowadzenie przemocowca na dno. Może przez
          wdeptanie, wbrew pozorom, to być może dla niektórych jedyna ścieżka uratowania.

          I to jest prosty dowód na to, że o przemocy nie powinny się w ogóle wypowiadać
          osoby, które z przemocą nie miały kontaktu, osobiście-jako ofiary lub zawodowo.

    • nangaparbat3 Re: czy przemocowca trzeba wdepatac w ziemię? 03.07.09, 22:21
      Jesli to do mnie, to zly adres, choc zdecydowanie bym wolala, by bylo inaczej.
      • to.ja.kas Nanga 03.07.09, 22:24
        z całym szacunkiem. Ale dla mnie Ty brzmisz niewiarygodnie jako
        ofiara, osoba obeznana z przemocą.
        Naprawdę.
        Przezyłam ją na własnej skórze. Pracowałam z ofiarami przemocy. I
        dla mnie ...kłamiesz Nanga.

        O ile dla mnie Err brzmi wiarygodnie, to Ty nie.
        • nangaparbat3 Re: Nanga 03.07.09, 22:32
          Mogę tylko powiedziec, ze to dla mnie komplement.
          Poza tym możesz mnie uwazac i za wielblada, nie ma sprawy.
          • to.ja.kas Re: Nanga 03.07.09, 22:33
            Ok Nanga smile
            Nie gniewaj sie. To nic osobistego. Ale jestem przekonana.
            • nangaparbat3 Re: Nanga 03.07.09, 22:36
              To jest skrajnie osobiste.
              Bardziej niz Ci sie wydaje.
              Ale szczegolow na forum nie podam. trudno.
              • to.ja.kas Re: Nanga 03.07.09, 22:39
                A czy ktoś Ci każe smile
                Nic osobistego mną nie kieruje, ze uważam, że ściemniasz Nanga aż
                sie kurzy. Moze Err sciemnia wg Ciebie (bo tak ciągle piszesz), ale
                Ty. Proszę, moim zdaniem robisz to dużo bardziej nieudolnie.
                Dobranoc smile
                • nangaparbat3 Re: Nanga 03.07.09, 22:56
                  Nie mam pojecia, co Tobą kieruje, natomiast dotykasz moich spraw najbardziej
                  osobistych - choc niejako sama na to pozwolilam, fakt.
                  I żaluje.
                  • to.ja.kas Re: Nanga 03.07.09, 23:07
                    nanga. Robisz to samo. Dokładnie to samo komus innemu i stawiasz
                    zarzut, że Ciebie boli bardziej.
                    ja rozumiem, ze moje to mojsze ale chyba przesadzasz.
                    Chyba, ze mezczyzni uczuc nie mają smile
                  • akacjax Re: Nanga 03.07.09, 23:11
                    Brzmi to jak pewnego rodzaju wytłumaczenie dla swojego postępowania.
                    To typowe dla ofiar, które nic nie zrobiły, choć jakoś uwolniły się od
                    przemocowca. Bez terapii nie ma dystansu.

                    I nie żałuj-zobacz dlaczego tak, co można z tym zrobić.
                    • nangaparbat3 Re: Nanga 03.07.09, 23:22
                      Akacjo, nie wiem, czy sie dobrze rozumiemy - chodzi mi o to, ze żaluję, ze
                      zaczęlam o tym mowic na forum.
                      Ale Ci dziekuje.
                      • akacjax Re: Nanga 03.07.09, 23:32
                        czasem to wychodzi, mimo wszystko
                        • jarkoni Re: .... 04.07.09, 09:41
                          A tak generalnie, przez kilkanaście lat małżeństwa nawet mi do głowy nie
                          przyszło żeby nawet słownie znieważyć swoją wybraną. A co dopiero uderzyć..
                          Aż nie mogę uwierzyć, że istnieją w naszym kręgu kulturowym faceci co potrafią
                          uderzyć kobietę.
                          Widziałem to u Rosjan i to był szok.
                          Przepraszam, ale jakim zwierzęciem musi być facet bijący kobietę..
                          PS. Jakoś mało facetów się tu wypowiada
                          • ani.chybi Re: .... 04.07.09, 10:08
                            jarkoni napisał:

                            > jakim zwierzęciem musi być facet bijący kobietę..
                            Słowa ranią nie mniej niż pięści. Miarą naszego zacofania jest
                            zamykanie oczu na przemoc psychiczną.
                          • mola1971 Re: .... 04.07.09, 18:58
                            jarkoni napisał:
                            Aż nie mogę uwierzyć, że istnieją w naszym kręgu kulturowym faceci co potrafią uderzyć kobietę.

                            Jarkoni, istnieją. I wbrew pozorom wcale nie jest ich mało. To temat tabu i wiele kobiet nie przyznaje się do tego bo zwyczajnie się wstydzi. Długo by pisać na ten temat, z czego to wynika i dlaczego tak się dzieje. Ale faktem jest, że się dzieje.

                            Są faceci, którzy potrafią pobić żonę gdy jest w ciąży i gdy trzyma przy piersi 6cio tygodniowe niemowlę (doświadczenie własne). Są faceci, którzy kopią żonę w tyłek bo dzisiaj było na obiad to samo co wczoraj lub rzucają się na żonę z nożem po czym sami się kaleczą i udają, że to żona by ją zapakować do więzienia (doświadczenie mojej przyjaciółki - mąż w efekcie wielu wybryków ma 'niebieską kartę' na policji, wyrok w zawieszeniu, kuratora na głowie i sądowy zakaz zbliżania się do żony przez 5 lat a spotkania z dziećmi tylko w obecności kuratora).
                            I wiesz co jest najciekawsze? To nie są faceci z marginesu społecznego. To niesprawiedliwy stereotyp. Obaj mają wyższe wykształcenie (mąż przyjaciółki nawet jest prawnikiem), obaj są cholernie inteligentni i żaden w życiu nie cierpiał tzw. biedy.
                            • jarkoni Re: .... 04.07.09, 20:05
                              mola1971 napisała:
                              Chciałem powiedzieć, że nie wierzę.
                              Ale łatwiej będzie powiedzieć: w głowie mi się to nie mieści..
                              • mola1971 Re: .... 04.07.09, 20:17
                                Normalnemu człowiekowi nie powinno się to mieścić w głowie.
                                Mnie już też się nie mieści i nigdy więcej nikomu na to nie pozwolę.

                                Od tego czasu minęło masę lat, ale w tym przypadku czas nie zaciera złych
                                wspomnień. Dawno już wybaczyłam, ale zapomnieć nie potrafię i nie chcę. A nie
                                chcę zapomnieć by nigdy w życiu nie popełnić tego samego błędu po raz drugi.

                                Ciekawa jest jeszcze jedna rzecz... Taki facet, który krzywdzi kobietę
                                kompletnie nie rozumie (lub nie chce rozumieć) tego, że to co zrobił nie jest
                                ani męskie, ani zdrowe, ani normalne.
                                Mój ex nadal uważa, że powodem naszego rozstania były jak to nazwał 'problemy w
                                komunikacji'. Mąż koleżanki śle do niej namiętne smsy i wydaje mu się, że w taki
                                tani sposób ją zmiękczy.
                                Obaj nadal nie mogą uwierzyć, że my ich nie chcemy, nie kochamy, nie tęsknimy za
                                nimi i zwyczajnie jest nam bez nich o niebo lepiej a najlepsza rzecz jaka nas z
                                ich strony mogła spotkać to ich zniknięcie z naszego życia.
                            • ekscytujacemaleliterki Re: .... 04.07.09, 20:13
                              Z takimi jest najwiekszy problem. Jesli w gre wchodzi alkoholik, ktory sie
                              awanturuje, sasiedzi slysza, latwiej przemoc udowodnic. jesli chodzi o
                              kulturalnych panów z dobrym wyksztalceniem, praca to juz nie takie proste. Po
                              pierwsze zawsze sie jakos elokwentnie wytlumacza po drugi opinia publiczna
                              patrzy z niedowierzaniem. Bo przewaznie Ci domow-damscy bokserzy sa uroczy i
                              czarujacy dla otoczenia, klaniaja sie sasiada, starszej pani ciezkie zakupy
                              zaniosa. Tacy do rany przyłoz. Dopiero w czterech prywatnych scianach pokazuja
                              na co ich stac.
                              • mola1971 Re: .... 04.07.09, 20:27
                                Dokładnie tak. Jakbym opis mojego exa czytała.
                                Kulturalny, elokwentny, oczytany, obeznany w wiedzy o kulturze i świecie.
                                Czarujący, całujący kobiety w rękę i przepuszczający je pierwsze w drzwiach. Do
                                tego urzędnik państwowy pracujący w jednym z najwyższych urzędów w tym kraju,
                                działacz społeczny działający na rzecz społeczności lokalnej.
                                Na zewnątrz po prostu cud miód. A w domu...
                                • ekscytujacemaleliterki Re: .... 04.07.09, 20:42
                                  Nie mam zamiaru takich typow bronic ale mysle, ze przez poziom stresu wynikajacy
                                  z pracy, presja otoczenia sprawia ze musza sie rozladowac.
                                  Wyzywaja sie w domu na najblizszych albo siegaja po alkohol.
                                  Facet,rozladuje stres na silowni, na basenie, jezdzac samochodem, sexem. Sa
                                  miliony sposobow zeby odreagowac. Ale do tego trzeba byc poprostu czlowiekiem.
                                  • mola1971 Re: .... 04.07.09, 20:51
                                    Zgadzam się z Tobą. To normalne, że faceci jakoś muszą pozbyć się nadmiaru energii (czy raczej agresji) spowodowanej testosteronem. Tylko różne metody na to pozbycie się znajdują. Jeden uprawia sport, drugi uprawia seks (jeśli w małżeństwie mu mało to skacze w bok), trzeci się upija i daje po pysku kumplowi a czwarty daje w pysk żonie.

                                    Jeśli kiedykolwiek z kimś się z wiążę to jedynie z takim, który agresję wyładowuje na siłowni (tudzież uprawiając inny sport) smile
                                    • to.ja.kas Re: .... 05.07.09, 18:07
                                      No własnie. Prezemoc NIE JEST przypisana do statusu społecznego (mój
                                      tez był tym wykształconym idealnym na zewnatrz człowiekiem), ani do
                                      płci.
                                      A teraz prosze mi wytłumaczyc (Molatongue_out ) dlaczego Twój czy mój eks
                                      to skurczybyki a żona Err to chora kobieta???smile
                                      • mola1971 Re: .... 05.07.09, 18:33
                                        Kas, ano wg mnie dlatego, że totalnie olewa dziecko. Może jestem naiwna, ale nie
                                        mieści mi się w głowie to, że zdrowa kobieta może skrzywdzić własne dziecko.
                                        Facet to co innego. Oni nie mają instynktu macierzyńskiego i to nie oni chodzą w
                                        ciąży, rodzą, karmią piersią, nie śpią w nocy gdy dziecko choruje itp.itd.
                                        I dlatego wydaje mi się, że ona może być chora. Tak zachowują się matki
                                        alkoholiczki. A skoro alkoholiczką nie jest to może choruje na jakąś inną chorobę.
                                        A co do mojego exa to niech on sobie żyję jak lubi, ja tak mu dobrze życzę smile
                                        Byleby tylko żył jak najdalej ode mnie.
                                        • z_mazur Re: .... 05.07.09, 19:32
                                          To nie jest naiwnośc, tylko zwyczajne oderwanie od rzeczywistości.
                                          Kobieta to człowiek (przynajmniej większośc kobiet się przy tym upiera), a jako człowieka dotykają ją wszystkie ludzkie słabości, w tym taka, że może byc złym rodzicem i wcale nie musi to wynikac z żadnej choroby.

                                          Ja wiem, że dla wielu kobiet przyjęcie tego faktu do wiadomości jest bardzo trudne bo uderza to w ich wizję świata. Stąd to czepianie się Errora i nieprzyjmowanie (albo poddawanie w wątpliwośc) pewnych faktów.

                                          To dlatego w polskim sądzie najgorsza matka będzie zawsze lepsza od najlepszego ojca. Bo przyznanie faktu, że ojciec może byc z dwojga rodziców tym lepszym zaburzyłoby całą równowagę społeczną opartą na micie matki polki.
                                          • mola1971 Re: .... 05.07.09, 19:41
                                            Mazur, akurat ja jeśli już wypowiadam się to swoje zdanie opieram na wiedzy i doświadczeniu (swoim lub innych ludzi) a nie na stereotypach.
                                            Error nigdzie nie napisał (przynajmniej ja nie doczytałam się tego) jaką matką była jego żona przed tą całą aferą z rozwodem. A skoro nie napisał to ja nie mam powodu by twierdzić, że była matką złą.

                                            Ja akurat mam problem zgoła przeciwny bo mój ex dzieci ma w głębokim poważaniu, więc mnie sprawa Errora ani ziębi ani grzeje, jest mi emocjonalnie obojętna a Error i jego żona są siebie warci tylko najzwyczajniej w świecie żal mi ich dziecka.

                                            P.S.
                                            Jestem chyba jedną z ostatnich kobiet, które można posądzić o kultywowanie mitu Matki Polki.
                                            • z_mazur Re: .... 06.07.09, 00:34
                                              I Twoje doświadczenie wskazuje, że nie ma matek które byłyby kiepskimi rodzicami? Ja znam takich co najmniej kilka, które swoimi błędami wychowawczymi doprowadziły dzieci, albo do depresji, albo do skrajnej otyłości, albo do ucieczek z domu, albo do narkomanii i wcale nie były osobami chorymi, tylko zwyczajnie były złymi rodzicami.

                                              Nie musisz stwierdzac, czy żona Errora BYŁA matką złą. Wystarczy, że stwierdzisz, że JEST matką złą, bez jakiegoś specjalnego doszukiwania się przyczyn tego faktu.
                                              • mola1971 Re: .... 06.07.09, 11:13
                                                Mazur, powiem tak - jeśli wszystko co pisze Error to prawda i cała
                                                sprawa nie ma drugiego dna to jego żona obecnie jest absolutnie
                                                matką do kitu i dziecko jako z matki nie ma z niej żadnego pożytku.
                                                I to bez względu na to czy powodem jej zachowania jest choroba, czy
                                                po prostu to zła kobieta. Error też jak dla mnie jest pogubiony i na
                                                rodzica średnio się nadaje, ale z dwojga złego na pewno on a nie ona
                                                lepiej się dzieckiem zajmie. Bo w ogóle się zajmie. Ale cała ta
                                                historia Errora jak dla mnie jest mocno zagmatwana.

                                                Pytasz o moje doświadczenie... Owszem znam wiele kobiet, które są
                                                matkami delikatnie mówiąc średnimi. Tyle tylko, że to nie oznacza z
                                                automatu, że ojcowie ich dzieci są rodzicami lepszymi od nich.
                                                Przykład z najbliższego otoczenia, moja przyjaciółka - dwoje dzieci
                                                (10 i 12 lat) i oboje otyli. Ile razy ja jej się nagadałam na ten
                                                temat. Nic nie dociera i do niej i do jej matki, która te dzieci
                                                tuczy. Ale czy to od razu oznacza, że dzieciom byłoby lepiej z
                                                ojcem? Otóż nie. Bo ojciec to alkoholik, przemocowiec, który ma
                                                wyrok w zawieszeniu za znęcanie się nad żoną a z dziećmi może
                                                spotykać się tylko w obecności kuratora.
                                          • leptis Matka Polka 05.07.09, 20:34
                                            a nie matka polka, Z_Mazur
                                    • ekscytujacemaleliterki Re: .... 05.07.09, 21:55
                                      Pakerow nie polecam, kilka lat z takim bylam...chyba kiepsko pakowal skoro sie
                                      na innej rozladowal.
                                      Poza tym ciagle pytal czy na pewno mu miesnie nie spadly i trzy razy w tygodniu
                                      na pakernie lecial a ja po zakupy, do garow...koorwa ale ja glupia bylam!
                                      • mola1971 Re: .... 05.07.09, 22:10
                                        Literko, ale ja absolutnie nie miałam na myśli pakera smile Błeee A takiego co
                                        mnie pyta czy mu mięśnie nie spadły nie zniosłabym nawet jako kumpla a co
                                        dopiero partnera smile
                                        Chodziło mi o faceta, który po pracy ma czas i energię na sport. I nieważne czy
                                        to siłownia, basen, rower czy rolki. Zależy co kto lubi, byleby się ruszał wink
                                        Zresztą powiem Ci coś w sekrecie. Facetom z wiekiem spada poziom testosteronu i
                                        dlatego z wiekiem stają się coraz bardziej delikatni (by nie powiedzieć kobiecy)
                                        a babom poziom testosteronu z wiekiem rośnie i dlatego stają się coraz
                                        silniejsze (no po prostu męskie).
                                        Widziałaś kiedyś agresywnego starszego pana? Pewnie jeśli już to rzadko. A
                                        awanturujących się i agresywnych starszych pań jakby nie patrzeć jest pod
                                        dostatkiem smile Wystarczy spojrzeć na wielbicielki pewnej toruńskiej rozgłośni
                                        radiowej w charakterystycznych nakryciach głowy wink
                                        • ekscytujacemaleliterki Re: .... 06.07.09, 09:47
                                          Mola,
                                          sugerujesz mi ze sie starzeje? I agresja we mnie rosnie razem z
                                          testosteronem? ło matko!
                                          Do Torunia to nawet wody termalne mnie nie sciagna, moherowy tlum
                                          mnie przeraza. Jakos sie zaasymilowac z nimi nie moge wink.
    • ani.chybi Re: czy przemocowca trzeba wdepatac w ziemię? 06.07.09, 12:25
      Rasowego przemocowca nie da się ani zmienić, ani tym
      bardziej "wdeptać w ziemię". Można jedynie od niego odejść.
      Jeśli przemocowiec zaakceptuje fakt, że wydarła mu się ofiara, co
      zdarza się rzadko, rozstanie jest możliwe w atmosferze grzecznej
      obojętności. Na ogół przemocowcy sięgają po prześladowane osoby na
      różne sposoby także wtedy, gdy uciekły one już poza mur rozwodu.
      Przemocowcy cierpią, ale powody, które przysparzają im bólu, są inne
      niż u normalnych ludzi: płacze nad *sobą* ich "umniejszone" ego,
      boleją czasami nad tym, co ludzie powiedzą, żałują *swoich*
      zniweczonych planów.
      Wyrzutów sumienia najczęściej nie miewają, a więc i woli naprawienia
      szkód i wyrównania krzywd. Dotyczy to sfery tak materialnej jak i
      moralnej.
      Wielu ludziom zdarzają się czasami zachowania przemocowe. Dla
      przemocowców właściwych stanowią one jedyny kanał komunikowania się
      z zewnętrzem, aby osiągać *swoje* cele.
      • wiosenka.pl Re: czy przemocowca trzeba wdepatac w ziemię? 07.07.09, 08:11
        Ani..., zaintrygowała mnie Twoja wypowiedź. Coraz bardziej
        interesuje mnie studium psychologiczne takiej psychiki.

        > Rasowego przemocowca nie da się ani zmienić, ani tym
        > bardziej "wdeptać w ziemię".

        Ale chyba niektórzy sie zmieniają? A może zbyt naiwnie wierzę w
        dobro natury ludzkiej?

        > Przemocowcy cierpią, ale powody, które przysparzają im bólu, są
        >inne niż u normalnych ludzi: płacze nad *sobą* ich "umniejszone"
        >ego, boleją czasami nad tym, co ludzie powiedzą, żałują *swoich*
        > zniweczonych planów.

        Też odnoszę takie wrażenie, że w całym układzie, to oni czują się
        pokrzywdzeni.

        > Wyrzutów sumienia najczęściej nie miewają, a więc i woli
        >naprawienia szkód i wyrównania krzywd. Dotyczy to sfery tak
        >materialnej jak i moralnej.

        No, właśnie: dlaczego? Co powoduje, że nie stać ich na chwile
        refleksji? Dlaczego nie dociera do nich, ze robia źle? Dlaczego
        niejednokrotnie sami siebie pograżają, wmawiając sobie i światu, że
        to ICH spotkała krzywda, że inni nie doceniają ich zalet?

        > Dla przemocowców właściwych stanowią one jedyny kanał
        >komunikowania się z zewnętrzem, aby osiągać *swoje* cele.

        Dlaczego tak się dzieje? jak sadzisz, jaka jest geneza takich
        zachowań?
        • ani.chybi Re: czy przemocowca trzeba wdepatac w ziemię? 07.07.09, 14:18
          Pisząc o przemocowcu właściwym, miałam na myśli osobę o silnych
          rysach psychopatycznych. Taki ktoś na zawsze pozostaje sobą.
          Psychiatrzy mawiają, że jeżeli ktoś się chwali wyleczeniem
          psychopaty, pacjent nie był psychopatą.
          Miałam na uwadze pewien model. W odniesieniu do konretnej osoby
          jakaś szansa na korektę osobowości może się pojawić, choć
          najczęściej z przemocowcem jak z alkoholikiem - jest się nim do
          końca życia. Można co najwyżej nie pić.
          Przemocowca można powstrzymywać jedynie strachem. Są to jednostki
          tchórzliwe, mimo pozorów siły.
          Ludzie obeznani z tematem zalecają ofiarom przemocy natychmiastową
          ewakuację.
          Przemocowiec przyjmuje rolę ofiary ze względu na profity, która ona
          niesie: maskowanie rzeczywistego obrazu swojej osoby i
          dowartościowanie swego malutkiego ego dzięki wyrazom współczucia,
          solidarności, czasem słowom podziwu.
          Rozróżnienie dobra i zła jest właściwe normalnym ludziom.
          Przemocowcy nie posiadają dychotomicznego modelu etycznego. To jest
          dobre, co dla niego dobre. To jest wlaściwe, co prowadzi do jego
          celu.
          Najczęściej zostali głęboko okaleczeni w dzieciństwie, genetyka też
          nie pozostaje bez wpływu. Psychopaci mają zmiany w najstarszej
          częsci mózgu - hipokampie, odpowiedzielanym za emocje.
          Sami właściwie nie znają uczuć wyższych, imitują je, obserwując
          innych ludzi. Sa odbierani jako osoby bez uczuć, skrupułów,
          moralności. I tak jest rzeczywiście.
          Osoby przemocowe mają bardzo zaniżone poczucie własnej wartości i
          masę głęboko skrywanych kompleksów. Gdyby sobie pozwolili na
          krytyczne spojrzenie, ten stan przysporzyłby im cierpień. Wybierają
          więc to, co dla nich lepsze.
          Sądzę, ze jeśli Ci nabajdurzyłam od rzeczy, ktoś zechce mnie
          sprostować.smile
          • wiosenka.pl Re: czy przemocowca trzeba wdepatac w ziemię? 07.07.09, 15:14
            ani.chybi napisała:
            > Sądzę, ze jeśli Ci nabajdurzyłam od rzeczy, ktoś zechce mnie
            > sprostować.smile

            Wręcz przeciwnie, bardzo przemawia do mnie to, o czym piszeszsmile
            Chętnie poczytam i innnych. Przy czym, studium całkowitch
            psychopatów - odpuszczam, niech się nimi zajmują psychiatrzy.
            Najbardziej mnie intrygują te przypadki pośrednie (tych chyba miała
            na myśli Naga...), których to teoretycznie nie trzeba wdeptywać, a
            praktycznie nie wiadomo, jak je podejść i sprowadzic na ziemię (dla
            ich i ogółu dobra).
            • to.ja.kas Re: czy przemocowca trzeba wdepatac w ziemię? 08.07.09, 09:28
              Przypadki pośrednie...łosoś drugiej świeżości. Tak mi się skojarzyło
              z Bułhakowem . Przemocowiec drugiej klasy i trochę być psychopatą smile
              • wiosenka.pl Re: czy przemocowca trzeba wdepatac w ziemię? 08.07.09, 14:27
                to.ja.kas napisała:

                > Przypadki pośrednie...łosoś drugiej świeżości.

                W każdym razie - nie pierwyj sort psychopatywink

                > Przemocowiec drugiej klasy i trochę być psychopatą smile
                ???
                • panda_zielona Re: czy przemocowca trzeba wdepatac w ziemię? 08.07.09, 18:18
                  > > Przemocowiec drugiej klasy i trochę być psychopatą smile
                  > ???

                  To tak jak by być trochę w ciąży smile
    • nangaparbat3 do wszystkich 07.07.09, 09:00
      Ja "przemocowca" uzylam jako figury retorycznej, żeby przywolac tę krańcową,
      najtrudniejszą możliwosc. W kazdym zwiazku jest walka o wladze, kazdy chce w
      jakis sposob postawic na swoim, kazdy robi to takimi metodami, jakie ma do
      dyspozycji. Strategie sa rozne, od calkiem miekkich (skrajna - zaglaskiwanie na
      smierc dobrocia i lagodnoscią, ktore tak naprawde czesto oznaczaja pelna
      kontrole) po najtwardsze (wlasnie przemocowiec), a miedzy nimi pelne spectrum,
      jak zwykle.
      Mnie w watku nie chodzilo o przemocowcow (powtarzam: figura retoryczna, tzw.
      przesadnia), ktorzy sa przypadkiem skrajnym (choc bede sie upierac: tez są
      ludźmi, tez czują, choc trzeba sie przed nimi bronic i chronic), ale własnie o
      te przypadki ze srodka skali. Wyszlo jak wyszlo, popelnilam bład retoryczny
      wlasnie, i zaluję, bo zamiast dyskusji o tym, co w rzeczywistosci ważne - czy
      nie mozna w sytuacji konfliktu odwolywac się do jakichs pozytywow drugiej osoby
      (bo zawsze JAKIEŚ są) zamiast postrzegac ją jako wcielenie zla absolutnego?
      Gdyby obie strony konfliktu postępowaly w taki sposób, o ile latwiej byloby i im
      samym, i dzieciom przejsc przez rozwód i to co dalej. Dlaczego tak sie nie
      dzieje? I czy mozna robic cokolwiek, by bylo inaczej? By nie było alternatywy:
      albo zona Errora jest potworem, albo Error dupkiem i manipulantem?
      O to mi chodzilo.
      • ekscytujacemaleliterki Re: do wszystkich 07.07.09, 10:47
        Emocje.
        Zal, zlosc, gniew, poczucie kleski,bol, strach, chec odwetu...cala
        gama emocji.
        To wszytsko bierze gore nad zdrowym rozsadkiem.
        Juz nie widzisz drugiego czlowieka jako twojej polowki, widzisz
        wroga przed ktorym chcesz sie chronic, bronic. I widzisz tylko swoj
        bol i strach. Ciezko Ci nawet zobaczyc ze wlasne dziecko obrywa,
        dbasz o nie ale nie widzisz ze juz jest pokaleczone psychicznie.
      • wiosenka.pl Re: do wszystkich 07.07.09, 12:15
        nangaparbat3 napisała:

        > kazdy chce w
        > jakis sposob postawic na swoim, kazdy robi to takimi metodami,
        >jakie ma do dyspozycji. Strategie sa rozne

        W pewnym momencie emocje powinny opaść, a wziąć górę - rozsądek.
        Niestety, nie zawsze tak się dzieje. I stąd pewnie mocne słowa,które
        wyżej padały, bo co zrobić, gdy w grę wchodzi znak równości pomiędzy
        ratowaniem siebie a "wdeptywaniem" tej drugiej osoby?

        > od calkiem miekkich (skrajna - zaglaskiwanie na
        > smierc dobrocia i lagodnoscią, ktore tak naprawde czesto oznaczaja
        >pelna kontrole)

        Oj, ciekawy przypadek, godny rozwinięcia...

        > czy
        > nie mozna w sytuacji konfliktu odwolywac się do jakichs pozytywow
        >drugiej osoby (bo zawsze JAKIEŚ są) zamiast postrzegac ją jako
        >wcielenie zla absolutnego?

        A teraz Ty odpowiedz, jaką widzisz alternatywę, kiedy odwoływanie
        się do owych pozytywów nie posuwa sprawy do przodu? To ile można tak
        trwać?

        > Gdyby obie strony konfliktu postępowaly w taki sposób, o ile
        >latwiej byloby im samym, i dzieciom przejsc przez rozwód i to co
        >dalej. Dlaczego tak sie nie dzieje?

        No właśnie, możemy sobie gdybać. Dlaczego tak się nie dzieje, że
        ów "przemocowiec" zobaczy też winę w sobie i będzie dążył do
        KONSTRUKTYWNYCH rozwiazań, aby sprawę zakończyć mozliwie bezboleśnie?
        Dlaczego??? Bo taka jest struktura psychiczna niektórych osobników,
        bo tak ich zycie ukształtowało, bo na złość tej drugiej stronie są w
        stanie zrobic niemalże wszystko, pograżyc siebie i bliskich?

        > I czy mozna robic cokolwiek, by bylo inaczej?

        Rzuć propozycjesmile

        >By nie było alternatywy:
        > albo zona Errora jest potworem, albo Error dupkiem i manipulantem?

        Wg mnie oni oboje są poważnie zaburzeni, albo ktoś szuka inspiracji
        do ksiazki. Na przykładzie Errora widać, jak czlowiek nie chce
        dopuścić do siebie myśli, że sam postępuje niewłaściwie, nie chce
        zacząc zmian od siebie, robi z siebie męczennika i oczekuje
        wspolczucia i oklasków od całego świata (tudzież podpowiedzi, jak
        ulepszyć zonę). I jak z takim dojść do ładu?
      • mola1971 Re: do wszystkich 07.07.09, 19:59
        Nanga, nawet jeśli przemocowiec ma jakieś ukryte zalety to bezpieczniej i zdrowiej jest dla jego partnerki, jeśli misję odkrywania tychże jego zalet powierzy komuś innemu.

        Przypomniała mi się pewna książka, którą nie tak dawno czytałam:
        merlin.pl/Wolalbym-Zyc_Thierry-Cohen/browse/product/1,625061.html
        Czytając tą książkę miałam wrażenie jakbym czytała o swoim na szczęście byłym już mężu.
        To jest powieść do czytania na wielu poziomach i inaczej pewnie odbierają ją kobiety a inaczej mężczyźni, ale wydaje mi się, że każda kobieta, która żyła z przemocowcem odbierze ją podobnie jak ja.
        Z kolei ktoś, kto miał to szczęście, że go takie doświadczenie życiowe ominęło, może dzięki tej książce w promilu wyobrazić sobie jak takie życie wygląda.

        I tak teraz skojarzyłam (a propos tematu wątku) - przemocowca nie trzeba wdeptywać w ziemię. Wystarczy a nawet trzeba po prostu od niego uciekać jak najdalej (emocjonalnie a jeśli to możliwe również fizycznie). I większość kobiet, których exowie byli przemocowcami a obecnych na tym forum tak właśnie zrobiła. A w ziemię przemocowiec wdeptuje się sam. Nawet jeśli znajduje kolejną ofiarę.
        • jarkoni Re: do wszystkich 07.07.09, 20:29
          To już było napisane, ale powtórzę: pewne jest, ze typowy fizyczny przemocowiec
          jest słaby psychicznie..
          To zazwyczaj tylko kupa mięśni z mózgiem raczej orzeszka.
          Wyładowuje swoje frustracje bo i w pracy i na siłowni są jakby mądrzejsi od
          niego, i on to czuje..
          Nie może intelektualnie podskoczyć, to w domu pozostaje żona i dzieci.
          Toż to wcale nie takie trudne..
          Bardziej skupiłbym się na wyrafinowanych przemocowcach psychicznych..
          • mola1971 Re: do wszystkich 07.07.09, 21:20
            Jarkoni, pisząc o przemocowcach miałam (i chyba nie tylko ja) na myśli przemocowców zarówno fizycznych jak i psychicznych. Bo bardzo często jedno powiązane jest z drugim.
            Mój ex gdy nie miał już warunków na przemoc fizyczną (wiedziona instynktem samozachowawczym doprowadziłam do tego, że zamieszkaliśmy w domu moich rodziców - oddzielne mieszkania, ale byli i są nadal za ścianą) przerzucił się na przemoc psychiczną. To dopiero jest majstersztyk - doprowadzić kobietę do permanentnego poczucia winy za niemal wszystko. Doprowadzić do tego by czuła się winna z tego powodu, że w ogóle żyje. A wszystko to oczywiście w białych rękawiczkach. Ja w pewnym momencie czułam się winna z powodu tego, że znam angielski a on nie, że zarabiam więcej od niego, że ładnie wyglądam, że dzieci mi się udały itp. itd. Komuś kto czegoś takiego nie przeżył trudno jest to wytłumaczyć. To trzeba przeżyć by wiedzieć jak to smakuje i jakie pustki w psychice wywołuje.
            Ale tak jak napisałeś - przemoc jest oznaką słabości. I to przemoc i fizyczna i psychiczna. W chwili, w której to zrozumiałam zaczęłam powolną i długotrwała walkę o siebie. Choć nie od razu bo na początku za jego słabość obwiniałam siebie.
          • nangaparbat3 Re: do wszystkich 07.07.09, 22:23
            Wyrafinowani przemocowcy fizyczni często bywaja wyrafinowani intelektualnie - i
            intelektualnie nierzadko naprawdę wysoko podskakuja.
            Bo intelekt z silą psychiczną też nie musi miec wiele wspolnego. Niestety.
            • mola1971 Re: do wszystkich 07.07.09, 22:26
              Dokładnie. Trzeba umieć odróżnić inteligencję od tzw. inteligencji emocjonalnej.
              Tej pierwszej natura często dała im aż w nadmiarze co umożliwia im stosowanie
              bardzo zaawansowanych technik manipulacyjnych, brak tej drugiej powoduje, że nie
              mają sumienia, nie potrafią wczuć się w rolę swojej ofiary i w tym co robią nie
              widzą absolutnie niczego złego.
              • teuta1 Re: do wszystkich 09.07.09, 11:49
                Przemocowca-szczególnie tego emocjonalnego, można też przez
                lata "wyhodować", nie stawiając granic i dążąc do zrozumienia i
                poświęcenia się w imię milości.
                • mola1971 Re: do wszystkich 09.07.09, 11:59
                  Wiesz, też tak kiedyś myślałam. Zastanawiałam się nad tym czy to
                  przypadkiem nie ja go zepsułam?
                  Ale doszłam do wniosku, że to nie jest prawda.
                  Prawdziwego, silnego mężczyzny nie da się zepsuć. Z orła wróbla nie
                  zrobisz. I odwrotnie.

                  Nie mówiąc już o tym, że największe ataki przemocy wywoływało
                  właśnie stawianie granic.
                  • teuta1 Re: do wszystkich 09.07.09, 12:08
                    Tak myślisz? A co z tymi malutkimi typkami, którzy powoli odbierają
                    cheć do życia drobnymi kąśliwymi uwagami, manifestacją złego humoru,
                    komentarzami typu; ty masz czas na języki i znajomych, ja nie, bo
                    zarabiam na życie, itp? Kładzenie uszu po sobie powoduje moim
                    zdaniem, że oni się rozbestwiają, a może w przypadku częstszego weta
                    zatrzymaliby się w pół drogi? Nb. Gdzie ty cholera prawdziwego
                    silnego faceta ostatnio widziałaśwink?
                    • ani.chybi Re: do wszystkich 09.07.09, 12:15
                      teuta1 napisała:

                      > A co z tymi malutkimi typkami, którzy powoli odbierają
                      > cheć do życia drobnymi kąśliwymi uwagami, manifestacją złego
                      humoru,
                      > komentarzami typu; ty masz czas na języki i znajomych, ja nie, bo
                      > zarabiam na życie, itp?
                      Jaki byś zaleciła środek zaradczy?
                      Stawianie granic w postaci robienia swego i tłumaczenia
                      niezbywalności swoich praw, niczego nie daje, czasem paradoksalnie
                      następuje eskalacja przemocy po jej fizyczne formy lub manipulacje
                      zostają głębiej ukryte, poza stwierdzenia, że stanowią one np.
                      swoisty żart lub niewinną uwagę.
                      • teuta1 Re: do wszystkich 09.07.09, 12:29
                        Nie wiem, dopiero sie nad tym zastanawiam. Może wstawanie i
                        każdorazowe wychodzenie z pokoju na kilka minut w przypadku
                        złośliwości w czymś by pomogło? Moze rodzaj reakcji pozwoliłby nam
                        wcześniej zorientować się, z jakim typem ma się do czynienia? Może w
                        przypadku tych pomniejszych znęcaczy psychicznych radykalne
                        stawianie granic miałoby sens.
                        • mola1971 Re: do wszystkich 09.07.09, 12:55
                          Wstawanie i wychodzenie z pokoju nic by nie dało. Bo jest reakcją.
                          Jedyną skuteczną metodą wg mnie jest po prostu OBOJĘTNOŚĆ. Oni boją
                          się obojętności. Paradosalnie najlepsze metodą 'walki' z
                          przemocowcem jest stosowanie jego taktyki. Można się tego nauczyć wink
                          • teuta1 Re: do wszystkich 09.07.09, 13:04
                            Obojętność rozumiem. Ale na kąśliwość jeszcze większą kąśliwością?
                            na milczeni dłuższym milczeniem? takie ping-pongi?
                            • mola1971 Re: do wszystkich 09.07.09, 14:32
                              Nie. Nie ząb za ząb tylko obojętność.
                              Żadne tam ping-pongi bo to prosta droga do wykończenia siebie.
                    • mola1971 Re: do wszystkich 09.07.09, 12:25
                      Teuta, Ty mnie źle zrozumiałaś smile
                      Ja tam uszu po sobie mimo wszystko nigdy nie kładłam. Owszem,
                      zostałam zmanipulowana i miałam poczucie winy z powodów, z których
                      powinnam czuć się dumna a nie winna, ale... dalej robiłam swoje. On
                      mógł manifestować sobie ile i co tylko chciał. Bolało jak cholera,
                      ale nigdy nie zamierzałam z jego powodu rezygnować np. z rozwoju
                      zawodowego.
                      A częstsze stawianie weta wcale nie powoduje zatrzymania w pół
                      drogi. Powoduje najwyżej wzrost fochów.
                      W przypadku mojego exa naprawdę twarde postawienie granicy
                      spowodowało, że się wyprowadził z domu. Myślał, że mnie tym 'ukarze'
                      a tymczasem zrobił mi przysługę smile

                      Co do prawdziwego, silnego faceta... Niech się zastanowię smile
                      Właśnie jeden gada przez telefon za ścianą (to mój szef, ale z
                      zasady nietykalny bo ma żonę i dwoje dzieci). Dwa pokoje dalej
                      kolega - wolny, ale nie w moim typie choć przyznać trzeba, że to
                      prawdziwy, odpowiedzialny facet a nie żadne troki od kaleson. Gdybym
                      się dłużej zastanowiła to więcej by się ich znalazło smile Ale żaden
                      nie dla mnie smile
                      • teuta1 Re: do wszystkich 09.07.09, 12:33
                        wink. Żeby się nie okazało, że w domu od lat drobnymi uwagami
                        wykańczają bliskich. A z tym nasileniem reakcji w odpowiedzi na na
                        weto obie mnie zaskoczyłyście. To ja sobie teraz nad tym podumamwink
                        • mola1971 Re: do wszystkich 09.07.09, 12:59
                          Tego jacy moi koledzy są w domu to ja też nie wiem smile
                          I oczywiście nie jest wykluczone to, że w domu wykańczają bliskich
                          swoimi uwagami. No, ale na ten temat to mogłaby się wypowiedzieć
                          żona jednego i pies drugiego wink
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka