dobiłam mnie

23.07.09, 22:07
Pewnie czytaliście wątek „ona nie chce dać mu rozwodu” napisany
przez a_lex…

Chyba się zaliczam do tych bardziej doświadczonych, bo mam rozwód za
sobą. Ale nie chcę jej radzić, bo jeśli mam być szczera to nie życzę
jej najlepiej. Napiszecie że tak nie powinnam. Ale uważam że rozwód
to sprawa między małżonkami, i tak, wiem że tej dziewczyny też już
dotyczy, ale sama się wmieszała w taką sytuację, co nie znaczy że ma
prawo się wypowiadać. Zgodziła się być tą trzecią, ale małżeństwo
zawierali bez niej.

Zabolało mnie jak czytałam jaka ta żona jest zła, a jak oni planują
przyszłość. Mój też planuje, a ja też okazałam się tą najgorszą,
mimo że go bardzo kochałam i bardzo się starałam. Okazałam się
gorsza.
Wiem że powinnam mu życzyć jak najlepiej, ale nie życzę. Możecie
pisać że nie powinnam, że każdy ma prawo wyboru. Ale znalazł lepszą
i mnie zostawił, bez słowa (nie licząc tego że powiedział że ją
kocha)
Nie rozwodziłam się z nim, rozwodziłam się z nimi. Wiem że powinnam
mieć pretensję do niego bo on jej pozwolił na to, ale mam też do
niej, bo powinno jej starczyć że i tak wygrała.

a_lex i jej podobne pewnie myślą że nie dziwne że odszedł bo jestem
żałosna. Ból niestety czasem prowadzi do bycia żałosnym-przysłania
rozum.

Kilka razy widziałam w innych wątkach „zrobił mi, zrobi innej”-
jeśli się wtrąca do małżeństwa i dzieci-to mam nadzieję że tak, że
jej też to zrobi. I że również w takim stylu.

a_lex życzę aby kiedyś inna kobieta dowiadywała się na forum jak
pomóc swojemu „misiowi” się jej pozbyć, bo może wtedy zacznie
inaczej oceniać ludzi i sytuacje
    • mariefurie Re: dobiłam mnie 23.07.09, 22:37
      Nie wiem, na ile jesteś "świeża", w sensie, na ile Twoje rany są swieże. ale uwierz, ze da sie wszystko przeżyć. Dosłownie - wszystko.
      Czas.
      Nie pielęgnuj tylko w nieskończoność w sobie złości, nienawiści, żalu, pogardy, niezrozumienia. Jak tylko sama się tego z siebie pozbędziesz,bedzie Ci łatwiej i lżej.
      Staraj się myśleć o sobie, ale nie w kontekście - " z nim".
      Współczuję.
      Trzymaj się.
    • joanna9969 Re: dobiłam mnie 23.07.09, 22:43
      a_lex tez bym odradzała tego gościa bo to felerny model jest ,zmienił żonę na
      kochankę i potem jeszcze parę razy .
      Z tego co pisze to nie ona była bezpośrednim powodem rozstania , wiec można jej
      tylko współczuć wyboru .
      Nie rozumiem troche tylko żon ktore zwyczajnie tylko ze zlosliwosci nie chca dac
      rozwodu , bo komu one chca zrobic na zlosc , chyba tylko sobie ? czy nie lepiej
      zamknac ten rozdzial i zaczac od nowa ?.
      Były maż i tak ma to gdzieś .
      W kanadzie jest pod tym względem inaczej , nie ma winy , nie można tez nie
      zgodzić się na rozwód , wszystko trwa 6 miesięcy , nie ma sadu , rozprawy , od
      papierkowa robota jak każda .
      • rozjechana Re: dobiłam mnie 23.07.09, 22:55
        pewnie że nie ma co robić na złość-lepiej zamknąć rozdział. Jednak
        nowe kobiety powinny uszanować przeszłość, i się nie wtrącać. Mają
        prawo czuć się niepewnie, no ale takie ryzyko podejmują wiąząc się z
        żonatym. Nie mówiąc już o tym co jest wart facet który na to
        pozwala. Takie rzeczy nie uderzają jedynie w byłą żonę, ale też np w
        dzieci-to nowa kobieta tatusia, która razem z nim poniszczy mamusię
    • a_lex Re: dobiłam mnie 24.07.09, 00:09
      wątek powstał pod wpływem mojego pytania, więc po prostu muszę coś napisać.

      po pierwsze - przykro mi, że tak to odebrałaś. nigdy nie chciałabym być w takie
      sytuacji i to przykre, że mi tego życzysz.
      nie ja spowodowałam, że on odszedł od żony. takiego go już "dostałam".
      nigdy nie przyszłoby mi do głowy, żeby rozbijać czyjeś małżeństwo, od tego
      jestem daleka. jego małżeństwo nie istenieje już dawno. wierz mi, wiem, jak
      boli, kiedy ktoś się wtrąca w związek... ja się nie wtrącam. on nawet nie wie,
      że ja się tym jego rozwodem interesuję. robię to dla siebie, żeby wiedzieć na
      czym stoję i jak to wszystko wygląda. dlatego może moje podejście jest takie
      suche, bez emocji. wcale nie szukam sposobu, jak mu pomóc się jej pozbyć,
      zniszczyć... to okrutne. i świadczy tylko o twoim podejściu.
      mimo że życzysz mi tak źle, ja życzę ci dobrze, żebyś umiała patrzeć w
      przyszłość, zostawiając to, co złe za sobą.
    • ekscytujacemaleliterki Re: dobiłam mnie 24.07.09, 10:36
      Zgadzam sie z Rozjechana bo to nie tak do konca bylo personalnie do
      Alex.
      Raczej chodzilo o to, ze gdy rozpada sie zwiazek a facet ma przy
      boku inna, ktora sie w to wszystko wtraca, miesza to zwykle
      swinnstwo jest. Zwyklym swinstwem jest wieszanie psow na byle do
      nowej. Zwyklym swinstwem jest kiedy byla byntuje, podpowiada co
      zrobic zeby szybciej sie rozwiesc, zeby alimenty na dziecko mniejsze
      placici.
      Jak ma sie czuc kobieta, ktora musi stanac naprzeciw kogos kogo
      kochala, z kim budowala zycie i walczyc nie tylko z nim ale i jego
      nowa?
      Szczerze powiem, ze mnie tafil szlag i cholernie mnie boli to, ze ex
      opowiadal przyszlej matce swojego dziecko o mnie. Jaka jestem, jak
      miedzy nami bylo, co robilismy. Szlag mnie trafi i serce peklo jak
      poczytalam jej emaile, jak przeczytalam : wiem, ze ja bardzo kochasz
      ale musisz jej powiedziec, ze bedziesz mial dziecko.
      Jasna koorwa mnie trafila jak zobaczylam, ze ona o mnie po imieniu
      pisze!
      Nie wiem co by sie stalo jesli bylabym jego zona, miala z nim dzieci
      i stala przed sprawa rozwodowa i musiala walczyc z nim i nia.
      Teraz sobie poszlam i zostawilam wszysto. A co jakbym miala dzieci?
      Z rozsadku musialabym walczyc o wszystko w sadzie.
      A po zdradzie skad wziasc na to sily?

      Alex, teraz personalnie do Ciebie. Z tego co piszesz nie ma zadnej
      Twojej zaslugi w rozpadzie tego malzenstwa. Ale stan z boku i spojrz
      na tego faceta. Patrz na to co Ty widzisz i to co slyszysz a nie na
      to co chcialabys zobaczyc i uslyszec.
      Moim zdaniem, bierze Cie na biednego misia, ktoremu zona zycie
      utrudnia, byla kochanka tez. Tak mu sie dziwnie trafilo, ze go byle
      nie lubia i zycie chca mu za wszelka cenne utrudnic? Na moje oko,
      jakis powod jest.
      • a_lex Re: dobiłam mnie 24.07.09, 13:50
        owszem zgoda, wtrącanie się, buntowanie i knucie jest podłe i okrutne. mieszanie
        się w życie małżeństwa, rozbijanie, zabieranie ojca dzieciom... straszne. na
        szczęście mnie to wszystko bezpośrednio nie dotyczy... chociaż oczywiście jestem
        teraz częścią tego "trójkąta"... i jest mi z tym źle, bo wolałabym oczywiście,
        żeby on był wolny, bez zobowiązań i w ogóle. ale tak wyszło, jestem w tej
        sytuacji i muszę się w niej jakoś odnaleźć. bo chcę.

        a co do mnie - uwierz mi, że staram się stanąć z boku i popatrzeć na tę sytuację
        - na trzeźwo. jeszcze nie jestem na tyle zaangażowana, żeby mieć klapki na
        oczach. nie oceniam jego żony tylko na podstawie tego, co on o niej opowiada.
        widzę, co się dzieje, widzę jej zachowanie. ona serio jest nie w porządku i
        rozumiem, gdyby chodziło o to, że zabrałam jej męża... być może nie ma to
        znaczenia, każda kobieta będzie dla niej konkurencją...
        a i on wcale nie mówi o niej złych rzeczy. jedyne co powiedział, to że jej nie
        kocha i nie mógł już z nią dłużej być. jedyne, co ich łączy, to dziecko i to się
        nie zmieni, nawet jeśli ona będzie mu utrudniać kontakty. więc branie na
        "biednego misia" nie wchodzi w grę. już za stara jestem, żeby się na to łapać smile
        • anbale Re: dobiłam mnie 24.07.09, 13:57
          Wiesz, skreślanie człowieka tylko dlatego, że z jakiegoś wielce tajemniczego
          powodu nie potrafi się wyplątać z małżeństwa nie ma sensu. Może on ma jakieś
          jednak wątpliwości z tym związane, może, mimo tego co oficjalnie mówi, ta
          historia jeszcze się w nim "nie zamknęła"?
          Nie wiadomo, można snuć domysły.
          Myślę, że powinnaś zacząć od szczerej rozmowy z nim, powiedzieć o swych
          niepokojach, tak jak nam tu powiedziałaś.
          • a_lex Re: dobiłam mnie 24.07.09, 14:33
            rozmawiamy. pewnie wciąż za mało... on wie o moich wątpliwościach, wie, że nie
            mogę się do końca zaangażować, kiedy mam świadomość, że wciąż oficjalnie ma żonę...
            szczerze, nigdy nie przypuszczałam, że stać mnie będzie na wiązanie się z
            żonatym facetem... cały czas mam wątpliwości. czy dam radę. czas pokaże, w jaki
            sposób on to załatwi. i to da mi odpowiedź, czy tak naprawdę mu zależy. bo
            mówienie, że chce się ze mną ożenić, mieć dom, rodzinę, dzieci... wpuszczam
            jednym uchem, a drugim wypuszczam, na razie.
        • adaria38 Re: dobiłam mnie 24.07.09, 14:10
          > "biednego misia" nie wchodzi w grę. już za stara jestem, żeby się na to łapać :
          > )


          ale Ty juz się złapałaś smile
          spotykasz się z żonatym mężczyzną i jesteś dla niego w pełni
          dostępna-zachęcająca, chcesz się spotykać właśnie z nim, już stawiasz jego
          żonę i byłą dziewczyną w złym świetle (one obie to jakieś dziwne namolne
          wariatki bez honoru wydzwaniające do misia bez opamiętania..) i te fakty w
          Twoich oczach rzutuja na misia dużo mniej negatywnie niż na byłe partnerki.
          i zależy Ci żeby się rozwiódł dla Ciebie.
          Wiesz, to Twoje życie i zrobisz co zechcesz. Ale jak miś nakłamie Ci tak, że
          nie będziesz wiedzieć na czym stoisz kolejny rok z rzędu i będziesz do niego
          wydzwaniać by wreszcie się wreszcie określił - to nie płacz potem, gdy dowiesz
          się ,że jakaś nexia już od dawna rości sobie do niego prawa a Ciebie za wariatkę
          bez honoru uważa.
          Bierzesz sobie chłopa który nie rozstał się ani z żoną ani z poprzednią
          kochanką, nie zamknął relacji które każdy uporządkowany emocjonalnie człowiek
          zamyka rozpoczynając nowe związki. Zapewne to tylko część wiedzy o nim. Twój
          wybór. Byle świadomy a nie typowa predyspozycja do brnięcia w kłopoty
          wynikające z osobistych skłonności do nawiązywania autodestrukcyjnych relacji w
          związkach- bo wtedy na pewno rodziny nie zdążysz w tym życiu założyć. Taki lajf.
          • a_lex Re: dobiłam mnie 24.07.09, 14:29
            adaria38 napisała:

            > > "biednego misia" nie wchodzi w grę. już za stara jestem, żeby się na to ł
            > apać :
            > > )
            >
            >
            > ale Ty juz się złapałaś smile
            > spotykasz się z żonatym mężczyzną i jesteś dla niego w pełni
            > dostępna-zachęcająca, chcesz się spotykać właśnie z nim, już stawiasz jego
            > żonę i byłą dziewczyną w złym świetle (one obie to jakieś dziwne namolne
            > wariatki bez honoru wydzwaniające do misia bez opamiętania..) i te fakty w
            > Twoich oczach rzutuja na misia dużo mniej negatywnie niż na byłe partnerki.
            > i zależy Ci żeby się rozwiódł dla Ciebie.

            nie stawiam ich w złym świetle. same się stawiają swoim zachowaniem. ja tylko
            raz próbowałam za wszelką cenę ratować związek, długo to trwało zanim
            zrozumiałam, że to nie ma sensu i jest poniżej mojej godności. automatycznie
            więc mam swoje zdanie na temat dziewczyn, które nie potrafią się pogodzić, że
            koniec oznacza koniec. nie da się ratować czegoś, czego już nie ma.
            a rozwieść chce się on. czy dla mnie czy nie - nie ma znaczenia. akurat tak się
            złożyło, że kiedy poznał mnie poczuł, że ta niezałatwiona sprawa mu ciąży. może
            przypadek, może mnie wkręca - nie wiem, przekonam się jak zobaczę.


            > Wiesz, to Twoje życie i zrobisz co zechcesz. Ale jak miś nakłamie Ci tak, że
            > nie będziesz wiedzieć na czym stoisz kolejny rok z rzędu i będziesz do niego
            > wydzwaniać by wreszcie się wreszcie określił - to nie płacz potem, gdy dowiesz
            > się ,że jakaś nexia już od dawna rości sobie do niego prawa a Ciebie za wariatk
            > ę
            > bez honoru uważa.
            > Bierzesz sobie chłopa który nie rozstał się ani z żoną ani z poprzednią
            > kochanką, nie zamknął relacji które każdy uporządkowany emocjonalnie człowiek
            > zamyka rozpoczynając nowe związki. Zapewne to tylko część wiedzy o nim. Twój
            > wybór. Byle świadomy a nie typowa predyspozycja do brnięcia w kłopoty
            > wynikające z osobistych skłonności do nawiązywania autodestrukcyjnych relacji w
            > związkach- bo wtedy na pewno rodziny nie zdążysz w tym życiu założyć. Taki laj
            > f.


            on zamknął swoje poprzednie związki. rozwód pozostaje formalnością, mam
            nadzieję. dla niego - jak i dla mnie - słowo "koniec" ma jedno znaczenie. nie ma
            powrotów. ale rozumiem, że jego byłym ciężko się z tym pogodzić. mnie też kiedyś
            było ciężko i walczyłam. ale nie takimi sposobami...
            • ani.chybi Re: dobiłam mnie 24.07.09, 18:10
              a_lex napisała:

              > adaria38 napisała:

              > Ty juz się złapałaś smile
              > > spotykasz się z żonatym mężczyzną i jesteś dla niego w pełni
              > > dostępna-zachęcająca, chcesz się spotykać właśnie z nim, już
              stawiasz j
              > ego
              > > żonę i byłą dziewczyną w złym świetle (one obie to jakieś dziwne
              namolne
              > > wariatki bez honoru wydzwaniające do misia bez opamiętania..) i
              te fakty
              > w
              > > Twoich oczach rzutuja na misia dużo mniej negatywnie niż na
              byłe partner
              > ki.
              > > i zależy Ci żeby się rozwiódł dla Ciebie.
              >
              > nie stawiam ich w złym świetle. same się stawiają swoim
              zachowaniem. ja tylko
              > raz próbowałam za wszelką cenę ratować związek, długo to trwało
              zanim
              > zrozumiałam, że to nie ma sensu i jest poniżej mojej godności.
              automatycznie
              > więc mam swoje zdanie na temat dziewczyn, które nie potrafią się
              pogodzić, że
              > koniec oznacza koniec. nie da się ratować czegoś, czego już nie ma.
              Apeluję o strożność w wypowaiadaniu kategorycznych sądów. Nikt nie
              zna do końca miary czyjegoś cierpienia, będzie więc elegancko nie
              poddawać ocenie jego przejawów. Sytuacja rozwodzących się jest też
              niepowtarzalna.
              Z tego, że sama zachowałaś się z godnością, nie wynika, że inne
              kobiety, które - powiedzmy - o niej zapomniały, zasługują na
              potępienie. Nie ma obowiązku godność stawiać na pierwszym miejscu.
              [...]
              > a rozwieść chce się on. czy dla mnie czy nie - nie ma znaczenia.
              akurat tak si
              > ę
              > złożyło, że kiedy poznał mnie poczuł, że ta niezałatwiona sprawa
              mu ciąży. może
              > przypadek, może mnie wkręca - nie wiem, przekonam się jak zobaczę.
              [...]
              > on zamknął swoje poprzednie związki. rozwód pozostaje
              formalnością, mam
              > nadzieję. dla niego - jak i dla mnie - słowo "koniec" ma jedno
              znaczenie. nie m
              > a
              > powrotów. ale rozumiem, że jego byłym ciężko się z tym pogodzić. ..
              mnie też kiedy
              > ś
              > było ciężko i walczyłam. ale nie takimi sposobami...
              W Twoim związku brak zaufania, poprawnej komunikacji. Jesteś
              niepewna swoich uczuć, trzymasz je w zawieszeniu. Jego uczciwość
              jawi Ci się jako podejrzana.
              Czy dla takiej jakości związku warto robi sobie supełek na
              życiorysie?
              Czytałam Twój wątek i zastanawiam się, czy aby Twój honor nie cierpi
              na dyskomfort. Wiem, wiem...wszystko jest względne, a potem nie ma
              już nic.
              • ani_chybi Re: dobiłam mnie 25.07.09, 11:10
                "znamy sie naprawdę krótko"... "miał przede mną inne"... " ona stawia mnie jako argument przeciwko dziecku.."

                Jezeli dziecko raz w roku poznaje kolejną milosc zycia tatusia ,to nie dziwota ze matka chce je przed tym chronic.


                "mówienie, że chce się ze mną ożenić, mieć dom, rodzinę, dzieci wpuszczam jednym uchem, a drugim wypuszczam na razie "...."jeszcze nie jestem na tyle zaangażowana, żeby mieć klapki na oczach.".."zastanawiam, czy chcę się w to mieszać"....

                Weszlas w związek z zonatym facetem i zaczęłas sie zastanawiac czy chcesz sie w to mieszać.
                Urocze.


                "związałam się z facetem, który wciąż jeszcze ma żonę"...
                "też bardzo mi zależy, żeby ta sprawa się jak najszybciej rozwiązała..." "troszkę mi się spieszy... wink zegar tyka... wink"

                Jemu najwyraźniej nie tyka skoro przez 4 lata nie zdołał sie rozstać z zona. Facet ktory chce rozwodu idzie do prawnika i pyta jak usunąć bądź ominąć istniejące przeszkody.On nie podjął zadnych dzialań co ty wyrozumiale tlumaczysz lenistwem.

                ..wtrącanie się, buntowanie i knucie jest podłe i okrutne, mieszanie się w życie małżeństwa, rozbijanie, zabieranie ojca dzieciom straszne.... "
                "związałam się z facetem, który wciąż jeszcze ma żonę"..

                Moralnosc Kalego.
                Jeśli kto zabrać Kalemu krowę, to to jest zły uczynek. (...) dobry uczynek jest, gdy Kali zabrać komuś krowę. ...
                • ani.chybi Re: dobiłam mnie 25.07.09, 11:55
                  Miło mi się poznać!
                • a_lex Re: dobiłam mnie 25.07.09, 12:41
                  wyrywasz słowa z kontekstu i łączysz jej w nową całość, co zmienia oczywiście
                  ich wymowę - brzydko...

                  nie chce mi się powtarzać, ale ja mu małżeństwa nie rozbiłam, ja się w jego
                  małżeństwo nie wtrącam, nie knuję i nie buntuję. nie rozmawialiśmy jeszcze tak
                  konkretnie o jego rozwodzie, to jego sprawa. to on wspomniał, że chce. TERAZ
                  chce. wcześniej nie czuł potrzeby. dlatego wciąż ma żonę...
                  a to, że się waham i zastanawiam, to chyba akurat normalne i całkiem zrozumiałe.
                  jeśli zobaczę, że jemu wygodniej mieć żonę, z którą nie żyję, i kochankę na
                  boku, to się wycofam, bo taki układ mi nie odpowiada.
                  • ani_chybi Re: dobiłam mnie 25.07.09, 13:47
                    E tam.
                    Kontekst jest wciąż ten sam.Od czterech lat.Tylko panienki się
                    zmieniają.
                    • anbale Re: dobiłam mnie 25.07.09, 13:56
                      ani_chybi napisała:

                      > Kontekst jest wciąż ten sam.Od czterech lat.Tylko panienki się
                      > zmieniają.

                      W szklanej kuli to zobaczyłaś? smile
                      • ani_chybi Re: dobiłam mnie 25.07.09, 14:20
                        Zobaczyłam to w tekscie postu .
                        Cyt:"mial przede mną inne"
                        Mogło ci umknąć bo to juz drugi wąteksmile
                        • anbale Re: dobiłam mnie 25.07.09, 14:24
                          No ale co z tego, że "miał inne"?
                          Uważasz, że warto wiązać się tylko z tymi, którzy wytrwali w wieloletnim
                          celibacie i strzegli się twardo jakichkolwiek relacji z płcią przeciwną? Nie
                          rozumiem problemu....
                          • ani_chybi Re: dobiłam mnie 25.07.09, 14:45
                            Problemem dla autorki wątku jest fakt ,ze kochanek nadal jest żonaty.
                            Z dużą dozą prawdopodobienstwa mozna zalozyc ,ze poprzednim polowkom
                            pomaranczy z ktorymi sie w ciągu tych 4 lat wiązal tez rozwod
                            obiecywal.
                            • anbale Re: dobiłam mnie 25.07.09, 14:53
                              Nie wiadomo, co, komu, kiedy i gdzie obiecywał. Nie wiadomo dlaczego nie ma
                              rozwodu. Wiadomo, że jest w kilkuletniej separacji z żoną, że była jeszcze jakaś
                              jedna kobieta. Autorka wątku próbuje ustalić na czym stoi. A ty próbujesz
                              usilnie do tego wszystkiego dopisać "jedynie słuszny" scenariusz.
                              • ani_chybi Re: dobiłam mnie 25.07.09, 15:53
                                W ostatnich dwoch postach zadawałas pytania ,wiec probowalam ci na nie
                                odpowiedziec.
                                Scenariusz napisze życie.Gdzież mnie tam do jego fantazji...smile
                      • rozjechana Re: dobiłam mnie 25.07.09, 14:41
                        miał inne i NIE MA ROZWODU...po co szklana kula-widać jak poważnie
                        podchodzi do swoich partnerek

                        a co do tego że żona chroni dzieci- ja się nie dziwię, każda nowa
                        uważa że będzie przy boku misia do końca życia a żona widzi że
                        kobiety męża się zmieniają,a on sam nie robi porządku z rozwodem-
                        więc co-ma przedstawiać dzieciom kolejne panie jak sam mąż nie ma do
                        nich (partnerek) szacunku

                        oj jak ludzie czasem wolą wierzyć w kłamstwa niż dostrzec fakty...
                        a co do tego że ale_x pisała że one (żona/byłe) są żałosne bo walczą-
                        dla mnie argument "zegar tyka" więc wolę nie widzieć i chwytać się
                        byle spodni jest bardziej smutny

                        • a_lex Re: dobiłam mnie 25.07.09, 15:59
                          nie napisałam, że byłe są żałosne. napisałam, że dobrze byłoby znać granice,
                          żeby właśnie żałosnym się nie stać. można walczyć i walczyć. czy uważasz, że
                          zakładanie fikcyjnych kont na n-k, tylko po to, żeby mnie obrażać, jest
                          dojrzałe? że podszywanie się pod znajomych na gg i strasznie mnie i groźby są
                          ok? że śledzenie mnie czy jego na każdym kroku i głuche telefony w środku nocy
                          świadczą o kimkolwiek dobrze? to jest walka? to jest żenujące...

                          a pisząc "zegar tyka" dodałam na końcu taki nieznaczny symbol "wink" - to jednak
                          zmienia zabarwienie wypowiedzi, czyż nie? wink
                          • evikon Re: dobiłam mnie 25.07.09, 16:18
                            Dla mnie jesteś po prostu "brudna" i życzę abyś w swojej naiwności (wierząc w
                            słowa takiego faceta) w szybkim czasie została sprowadzona na ziemię to znaczy
                            została jego ex-panienką
                            • sonia_30 Re: dobiłam mnie 25.07.09, 16:54
                              A może jednak przyjąć zasadę 'nie czyń (i nie życz też) drugiemu co
                              Tobie niemiło'? Niefajnie się czyta tego typu komentarze.
                              Ale_x miała okazję zapoznać się z opiniami Kobiet będących byłymi
                              żonami, może z tych opinii wyciągnąć dla siebie wnioski, krytyki
                              również poczytała, zrobi z tym wszystkim co zechce.
                          • rozjechana Re: dobiłam mnie 25.07.09, 17:38
                            Masz rację " wink " całkowicie wszystko zmienia !!!

                            „troszkę mi się spieszy... wink zegar tyka... winkale pewnie, że
                            mogłabym się zająć kimś innym”
                            ( ale co, czas nie pozwala? -tik tak, tik tak)

                            po co szukać innego, ten jest ideałem ( no poza żoną i dziećmi- ale
                            to da się zmienić wink

                            Jeszcze bym niechcący pomyślała że przyciąga Cię do niego tylko ten
                            zegar, ale Ty ewidentnie widzisz w nim super faceta( „oczywiście, że
                            on jest winny - on zdradził, on odszedł”- Twój cytat) no i tu chyba
                            z takim (Twoim) obrazem partnera również w oddali słychać-tik tak,
                            tik tak (ale pamiętaj że dodaję "wink" )

                            „mi zależy, żeby ta sprawa się jak najszybciej rozwiązała”- pisałaś
                            że znacie się bardzo krótko-tik tak, tik tak?

                            A no i bym zapomniała wink
                            „CHCĘ MU JAKOŚ POMÓC, bo też bardzo mi zależy, żeby ta sprawa się
                            jak najszybciej rozwiązała”- masz rację nie wtrącasz się tylko
                            pewnie badasz sprawę wink

                            Ja już się wyłączę z tego wątku bo był on odnośnie nowych kobiet i
                            ich ingerencji w szybkie rozwiązanie problemu jakim jest żona i
                            dzieci- Twoje wypowiedzi prowokują bardzo proste kontrargumenty z
                            Twoich cytatów- a nie chcę aby ta rozmowa dotyczyła dokładnie
                            Twojego przypadku, bo to Twoje sumienie i powinnaś je rozliczać sama
                            • dsz27 Re: dobiłam mnie 25.07.09, 20:12
                              O ile się nie mylę to autorka wątku napisała go, jak twierdzi, żeby dowiedzieć
                              się kilku rzeczy na temat rozwodu. Sama stwierdziła, że dzięki informacjom tu
                              otrzymanym uzyskała większy obraz całej sytuacji. Co zrobi z tą wiedzą - jej sprawa.

                              W efekcie dostała masę rad, o które nota bene nie prosiła. Ale ok, pisząc na
                              publicznym forum musi się z tym liczyć, z krytyką również. Ale o ile pewne
                              rzeczy jestem w stanie zrozumieć, inne przemilczeć to obok pewnych zachowań
                              trudno mi przejść obojętnie.

                              Nie wiem czy forumowicze zakodowali fakt, że a_lex nie jest powodem rozpadu
                              małżeństwa, jak sama to określiła "takiego go już dostała". To jest powód, żeby
                              mieszać ją z błotem?

                              I czy nie jest tak, że do tanga trzeba dwojga? Ok pan coś przedłuża ten rozwód i
                              zgodzę się, że jak facet chce rozwodu to załatwi to tak szybko jak się da. Ale
                              też w między czasie nie wrócił do żony... oczywiście to nie jego wina tylko tego
                              tabunu panienek.

                              Komentarze pt. "dla mnie jesteś brudna" o inne podobne uważam za nie na miejscu.
                              Ktoś już napisał, że nie miło się czyta tego typu posty. Może warto czasami dwa
                              razy się zastanowić zanim się coś powie?
                              • ani.chybi Re: dobiłam mnie 25.07.09, 21:11
                                dsz27 napisała:

                                > Komentarze pt. "dla mnie jesteś brudna" o inne podobne uważam za
                                > nie na miejscu
                                Kultury, a na tę się składa także powściągliwość słowa, nigdy za
                                wiele.
                              • evikon Re: dobiłam mnie 25.07.09, 22:03
                                Kobieta która jest bezpośrednią przyczyną rozwodu - a ta pani jest (jakoś
                                wcześniej rozwodu nie było???? nie znaczy że bronię faceta) nie zasługuje na
                                dobre słowo i określenie którego użyłam jest raczej delikatne. Pamiętajmy, że
                                przedstawia tylko swoją wersję wydarzeń.
                                Przed kilkoma laty gdy inna kobieta rozbiła moje małżeństwo też opowiadała jakiż
                                to mój mąż jest nieszczęśliwy. A my byliśmy normalnym małżeństwem z wszystkimi
                                problemami rodziny, byliśmy razem, wyjeżdżaliśmy razem, kochaliśmy się. Ale cóż
                                ja nie układałam wierszy, nie śpiewałam piosenek, nie płakałam w telefon jak
                                bardzo tęsknię, nie pozwoliłam robić sobie intymnych zdjęć...... Gdy jechał do
                                niej był najważniejszy, nie było problemów dnia codziennego. Gdy powiedziałam
                                jej żeby się odpie.... od mojej rodziny - odpowiedziała mi że nie ona to będzie
                                inna - ale jej jak widać nie przeszkadzało to że może być inna i dopięła swego.
                                Dlatego każda kobieta tego typu będzie potępiana przeze mnie, trzymajcie łapy
                                przy sobie.
                                • anbale Re: dobiłam mnie 25.07.09, 22:05
                                  Mąż, jak rozumiem, ofiara złej kobiety czysta jak kryształ górski?
                                  • evikon Re: dobiłam mnie 25.07.09, 22:25
                                    Nie to miałam na myśli, każdy z nas ma swoje za kołnierzem.
                                    Chodziło mi o to że jeżeli taka panienka wtrąci się w małżeńskie problemy (a
                                    każda rodzina je ma, nikt nie jest kryształowo czysty) to może tylko jeszcze
                                    bardziej namieszać. Dlatego niech pilnuje swojego nosa i zajmie się tymi którzy
                                    są już naprawdę wolni, bo los bywa okrutny i często takim ludziom odpłaca.
                                • sonia_30 Re: dobiłam mnie 25.07.09, 22:41
                                  "odpowiedziała mi że nie ona to będzie inna"... czyli prawdę
                                  powiedziała... To facet zdecydował, dokonał takiego a nie innego
                                  wyboru. Irytuje mnie twierdzenie że małżeństwo rozbił ktoś lub
                                  ktosia. Nie róbmy z facetów bezwolnych kukiełek i nie zdejmujmy z
                                  nich odpowiedzialności.
                              • adaria38 Re: dobiłam mnie 26.07.09, 12:10
                                Jeśli dziewczyna WIE, że facet jest żonaty a mimo to się z nim wiąże(jeśli już
                                planują swoje małżeństwo to w związku zaszli dość daleko..) to trudno mówić o
                                braku jakiegokolwiek jej udziału w rozwodzie z obecną zoną.
                                Chcący niechcący jest jego inspiracją i w dalszym postępowaniu będzie mężczyznę
                                w rozwodzie wspierać bo bez niej on się nie ma potrzeby się rozwodzić, a jego
                                rozwód leży w interesie kochanki i on tego wsparcia oczekuje-potrzebuje.
                                Wiedzę o kondycji małżeństwa ma TYlko z ust tegoż faceta , któremu zależy by
                                ona dobrze go postrzegała...
                                Może mężczyzna jest człowiekiem wspaniałym gnębionym przez złą żonę i złe byłe i
                                gdy juz się rozwiedzie to będą żyli długo i szczęśliwie. Niemniej sposób w jaki
                                mężczyzna żyje (jako ciągle żonaty układa sobie nowe życie z juz kolejna
                                kobietą) pokazuje jego stosunek do traktowania związków i małżeńskiej przysięgi
                                - zwyczajnie bym przypuszczała, że gdy w tym następnym związku ze mną coś się
                                popsuje to miś najpierw sobie zorganizuje następczynię a ja się dowiem ostatnia,
                                ze w jego mniemaniu naszego małżeństwa już dawno nie ma a jest tylko nic nie
                                znaczący papierek)

                                I jest też wkurzajace to, że kobiety tak łatwo wskakują żonatym do łóżka i
                                planują z nim związek, bo gdyby żonaty(mężatka) był nietykalny dla innej, to
                                kobiety tak beztrosko by nie zostawały kochankami(uważając się od razu za "te
                                pierwsze, bo z zoną misia to już nic nie łączy"(tia..oprócz dziecka,
                                mieszkania,ślubu,finansów itd) )
                                a mężczyźni żonaci wkładając minimum wysiłku w wymyślenie historii o niedobrej
                                żonie, dostają do wyboru do koloru poczet dostępnych kochanek, które gotowe są z
                                nimi być tu i teraz za mglistą OBIETNICĘ, że kiedyś się rozwiedzie...
                                mniej by było pola popisu dla oszustów.
                                Uczciwiej by było postawić sprawę "rozwiedź się to spróbujemy czy nam po
                                drodze", niż "jesteśmy już ze sobą to teraz tylko się rozwiedź i zgrabnie
                                pozbądź żony". Jeśli emocjonalnie tego małżeństwa "nie ma" to pierwsza opcja
                                nie powinna być żadnym problemem, ale zaproponuj ją jakiemuś "nieszczęśliwemu"
                                żonatemu to znika za horyzontem w podskokach smilesmile.

                                Oczywiście to takie pobożne życzenie by tak się nie działo, w praktyce rynek
                                "matrymonialny" staje się często polem konkurencyjnych rozgrywek po trupach
                                między kobietami "jak upolować lepiej rokującego samca" i żaden tam stan cywilny
                                faceta przeszkodą nie jest w chęci przejącia go na wyłączność wink
                                Co więcej, zdarza się, że wcześniej porzucona żona, mimo doświadczenia wiedzy
                                jak to boli, za jakiś czas sama wchodzi w relacje z żonatym "bo go kocha a sama
                                już tyle w zyciu wycierpiała że jej też się coś wreszcie należy"... - bo punkt
                                widzenia zależy od punktu siedzenia.
                                Są przypadki, gdy osobowość czyjaś, jest na tyle rozwinięta, że potrafi spojrzeć
                                szeroko na problem(i ma świadomość że dzieci z poprzedniego związku nie znikną
                                ot tak) i nie dorabia ideologii do zwykłego kalkulacyjnego "wrogiego
                                przejęcia"-każdy dba o swój interes.

                                Zdarza się, że małżonkowie żyją już osobno ale za przeprowadzenie rozwodu się
                                nie biorą "bo nie jest mi to potrzebne". Ale to taka "buforowa wymówka", nie
                                odcinanie się ostateczne od przeszłości by w razie czego mieć łatwy powrót na
                                stare śmieci, lub tłumaczona"poczuciem obowiązku" niedojrzałość i nieumiejętność
                                w utrzymaniu porządku w swoich sprawach lub strach przed choćby formalną
                                samotnością. Znam takie małżeństwo które 10lat z sobą faktycznie nie żyli ale
                                dopiero gdy mężczyźnie zachciało się nowego związku i po kolejnych 2 latach
                                poszukiwań i dostawania kosza z powodu stanu cywilnego dotarło do niego, że coś
                                z tym trzeba zrobić to rozwód przeprowadził -jako przykry obowiązek wymuszony
                                przez kobiety , które "nie rozumieją że sednem związku są uczucia a nie papierek".
                                Ludzie bywają naiwni i bywają wyrachowani, czasem jedno z drugim smilesmilesmile. I
                                żonaci i kochankowie i mężatki i kochanki miewają te cechy. Warto prześwietlić
                                rzetelnie swoje intencje zanim się zacznie łatki przypinać "konkurencji".
                                • a_lex Re: dobiłam mnie 26.07.09, 14:25
                                  ogólnie dobrze napisane. szczerze. bo tak właśnie jest, nie oszukujmy się. i nie
                                  mówię tu o mojej sytuacji, tylko ogólnie. i kobiety i mężczyźni w doborze
                                  partnera rzadko kierują się dobrem innych. miłość to cholernie egoistyczne
                                  uczucie...

                                  co do mojej sytuacji - otóż, nie planuję z nim nic, bo wciąż ma żonę. to jest
                                  dla mnie blokada nie do przejścia. nie stawiam mu warunków, że póki się nie
                                  rozwiedzie, to nic nie będzie, bo nie chcę go zmuszać. to on ma podjąć decyzję,
                                  bo wie, że ja z żonatym się nie zwiążę. spotykamy się, ale do związku jeszcze
                                  daleko. to on składa deklaracje i obietnice, które na razie są niczym, bo on
                                  wciąż bezpiecznie trwa w małżeństwie.

                                  sytuacja nieco się rozjaśniła, bo porozmawiałam z jego żoną. spokojnie i
                                  rzeczowo. ona ma świadomość, że on do niej nie wróci, choć jest gotowa mu
                                  wybaczyć "dla dobra dziecka" (co akurat uważam za błąd, ale to moje odczucie).
                                  doszłyśmy do fajnych wniosków i jeśli tylko on rzeczywiście będzie chciał się
                                  rozwieść, to obiecała nie robić problemów w zamian za uregulowanie kontaktów z
                                  dzieckiem.
                                  teraz piłka po jego stronie...
                                  • vabien Re: dobiłam mnie 26.07.09, 15:09
                                    Niezle jaja. Panie w sprawie "misia" dogadaly sie za jego plecami i uzgodnily warunki przekazania "misia".
                                    A tymczasem moze "misio"rozglada sie albo fika juz z nastepna "lalą" smile))))))
                                    • adaria38 Re: dobiłam mnie 26.07.09, 15:12
                                      Widzę, że to samo nam do głowy przyszło smilesmilesmile
                                      Ech, nie ma lepszego kabaretu niż życie big_grin
                                  • adaria38 Re: dobiłam mnie 26.07.09, 15:10
                                    Nie żartuj smilesmile Czyli dwie kobiety negocjują między sobą na jakich warunkach
                                    następczyni przejmie "misia"?

                                    A miś gdzie? u tej trzeciej?
                                    Ech, a obiegowa opinia głosi, że w tym kraju mamy ponoć patriarchat... wink

                                    Twoje zycie, ale zastanów się pięć albo i pięćdziesiąt razy kogo "przejmujesz",
                                    już sobie wyobrażam jak bym zareagowała gdyby mój były z moim obecnym, bez
                                    mojego udziału, negocjowali z kim i za jakie gratisy, mogę być formalnie
                                    małżonką tego lub tamtego.... no jaja pańskie wink
                                    • a_lex Re: dobiłam mnie 26.07.09, 16:54
                                      ależ my niczego nie negocjujemy. pogadałyśmy tylko. i w tym akurat nie widzę
                                      niczego złego. właściwie to ona mówiła, ja słuchałam. poznałam wersję "drugiej
                                      strony". zarzucano mi tu brak obiektywizmu, czyż nie? i wcale nie za jego
                                      plecami, bo on o wszystkim wie.
                                      ale racja, to moje życie.
                                      • nangaparbat3 Re: dobiłam mnie 26.07.09, 22:26
                                        Ja sie z tego nie smieję.
                                        Przegadalam z moją "next" wiele godzin, własciwie jestesmy niemal
                                        zaprzyjaźnione.
                                        Czasem mysle,ze taka przyjaźń to koszmar senny niejednego "misia".
                                        Ale dzieciom wychodzi na zdrowie,bez cienia wątpliwości.
                            • anbale Re: dobiłam mnie 25.07.09, 20:19
                              Myślę, że bardzo nieobiektywnie podchodzisz do problemu. Rozumiem, że przemawia
                              przez Ciebie poczucie krzywdy, ale to nie jest wyraźnie sytuacja, kiedy kobieta
                              wbiła się jak kołek rozporowy w idealnie funkcjonujące małżeństwo i pyta, jak
                              najszybciej wykończyć żonę...
                              Nie, tu facet żyje w kilkuletniej separacji. Dlaczego formalnie i na piśmie nie
                              zakończył tego małżeństwa- no właśnie tego nie wiadomo.
                              Kobieta się w nim zakochała, chce normalizacji, jasnej sytuacji- no co w tym
                              dziwnego? Czy jak się przerazi tymi wszystkimi czarnymi wizjami i wycofa, ktoś
                              podejrzewa, że skruszony mąż powróci na rodziny łono? Kilkuletnia separacja i
                              oddalenie, wskazuje na to, że raczej nie...
                              • nangaparbat3 Re: dobiłam mnie 25.07.09, 22:28
                                Ja nie mam poczucia krzywdy, a mimo to mnie także bardzo zloszczą
                                osoby pragnące innym "pomoc" w przeprowadzeniu rozwodu. Kochanki,
                                siostry i przjaciołki -bo z takimi najczęsciej mamy tu do
                                czynienia.I nie dlatego,ze chciałyby jak najprędzej zalegalizować
                                swoj aktualny związek (w sumie najuczciwsza motywacja, za to jak
                                ktoś opowiada o pragnieniu udzielania "pomocy" bezradnemu misiowi,
                                to nawet taka naiwniaczka jak ja poklada się ze śmiechu), ale
                                dlatego,że jak już miałam zaszczyt szerzej napisać w wątku ale-x,
                                pragnienie zresetowania (ex)żony i jej ewentualnych dzieci jest tak
                                infantylne, że trudno je znieść u osoby zapewne co najmniej
                                pelnoletniej.
                                • scindapsus Re: dobiłam mnie 26.07.09, 12:47
                                  nangaparbat3 nie zawsze się z tobą zgadzam, ale pod tym się
                                  podpisuję obiema rękami


                                  > mnie także bardzo zloszczą
                                  > osoby pragnące innym "pomoc" w przeprowadzeniu rozwodu. Kochanki,
                                  > siostry i przjaciołki -bo z takimi najczęsciej mamy tu do
                                  > czynienia.
                                  ciach
                                  > za to jak
                                  > ktoś opowiada o pragnieniu udzielania "pomocy" bezradnemu misiowi,
                                  > to nawet taka naiwniaczka jak ja poklada się ze śmiechu), ale
                                  > dlatego,że jak już miałam zaszczyt szerzej napisać w wątku ale-x,
                                  > pragnienie zresetowania (ex)żony i jej ewentualnych dzieci jest

                                  > tak infantylne, że trudno je znieść u osoby zapewne co najmniej
                                  > pelnoletniej.
                                  >
                                  >
Pełna wersja