solivago
12.08.09, 19:24
Pięć lat temu separacja na mój wniosek. Bez orzekania o winie, aczkolwiek z
winy mojego męza. POjawiła się ta trzecia, która w momencie separacji już była
w ciązy. Nie walczyłam. Przyznaję. To był koszmar. Chciałam to miec za sobą.
Wtedy nasz syn był malutki. BYłam bez pracy. Szczerze mówiąc teraz nawet
wszystkiego nie pamiętam z tego okresu. Ukończyłam kolejne studia, znalazłam
ciekawą pracę, która pochłonęła mnie bez reszty. Dom , praca, dom, praca i
tak na okrągło. Nie narzekam. Stanęłam jakoś na nogi. O kontakty mojego byłego
z synem dbałam bardzo. Bywał u mnie w domu z dzieckiem, jeździł tez do taty na
weekendy, razem wakacje itd. Nigdy złego słowa na niego przy dziecku nie
powiedziałam. Bo i w gruncie rzeczy po pewnym czasie ten straszny ból minął.
Wszyscy znajomi zdziwieni relacjami miedzy nami.. I w zeszłym tygodniu
otrzymuję pozew o rozwód. W tym momencie koszmar powrócił. Sama jestem
zdziwiona swoją reakcją. Boję się przez to przechodzić po raz kolejny.
wiem...po takim czasie to powinna być formalność. No cóż reaguję inaczej.. No
i problem...Mój były wystąpił o rozwód bez orzekania o winie. Konsekwencja
takiego orzeczenia...jeśli kiedyś tam znajdzie się w niedostatku, będę musiała
czy ja czy syn łożyć na niego alimenty. Czy jest taka możliwość, że rozwód bez
orzekania o winie ale mąż zrzeknie się ewentualnych alimentów w przyszłosci.
Nie mam siły na walkę, na pranie brudów.... Może ktoś zetknął się z takim
przypadkiem??