cold.wind.blows
13.08.09, 22:34
Mam takie spostrzeżene, łapię się na tym stale. Po rozstaniu mam
takie poczucie, jakby mnie wyjęto z teraźniejszości i umieszczono w
czasie tuż przed poznaniem ex. Świat posunął się do przodu o trochę
lat, a ja tkwię teraz w przeszłości, gdy jej jeszcze nie znałem.
Całkiem nieświadomie wróciłem do muzyki, której wtedy słuchałem,
niektórych zainteresowań, myślę czasem o różnych sprawach z tamtych
czasów (nawet nie wiedziałem, że o nich pamietam). Mieszkam teraz w
innym mieście i się zastanawiam, co ja tu robię, skąd się tu
wziąłem? Czy to jest jakiś podświadomy mechanizm obronny, który
próbuje wymazać ze świadomości lata spędzone z ex? Czy to jest
poszukiwanie jakiegoś stałego lądu, czegoś pewnego na czym można się
oprzeć i kontynuować drogę od tamtego miejsca jeszcze raz.
Oczywiście, lata małzeństwa odcisnęły swoje piętno, zostały różne
doświadczenia, wspomnienia, ale tak mam.
Podzielcie się swoimi odczuciami w tej kwestii, jeśli macie podobnie.