11.03.05, 19:14
Wyszłam dziś z domu. Zawsze kotce zostawiam otwarty balkon.
Wracam do domu po cieżkim dniu. Kotka leży w łóżku i nie zwraca na mnie uwagi.
Oho! Nabroiła, myślę.
Wchodzę do domu a tam wszędzie pióra. W łazience scena z 'urodzonych
morderców'!!! A w dużym pokoju pod łóżkiem... głowa ptaszka...i nic więcej....
Obserwuj wątek
    • umfana Re: ojej.... 11.03.05, 19:36
      Kiedyś zrobiłam Talizmanowi wymówkę, że nie dba o mnie i nie żywi ;o)
      Kocur na następny dzień rzucił mi pod nogi ptaka...
      Dla siebie nie polował nigdy!
      :o)
      • wiesia.and.company Re: ojej.... 22.03.05, 09:53
        Ha, i moje koty mają na sumieniu trzy sikorki. Nie wiem dlaczego padają ofiarą w
        listopadzie. W ciepłe dni uchylam moim domownikom (siódemce kotków) drzwi na
        balkon i tak zostawiam na kilka godzin, nawet podczas nieobecności. Balkon, choć
        mały, jest ze wszystkich stron opleciony, wspartą na prętach mocną, grubą siatką
        z dosyć dużymi oczkami(nawet podłoga i sufit pod balkonem wyżej). Na balkonie
        jest wtedy jałowiec i rozpięty sztuczny bluszcz, który może wabić sikorki, tak
        że wlatują przez oczka, a potem trudno im wylecieć w popłochu. Moje koty nie
        zjadają ptaszków. Znajdywałam sikorki w stanie nienaruszonym, najprawdopodobniej
        umarły na serce, ot na podłodze kilka drobnych pióreczek zgubionych ze strachu.
        Koty nie pilnowały zdobyczy, nie próbowały robić krzywdy. Raz tylko usłyszałam
        kota warczącego w przedpokoju, naprzeciw niego zgromadziły się inne i tak stał,
        jak aktor przed gawiedzią. Ponieważ i na mnie nawarczał, wiedziałam, że broni
        jakiegoś swojego skarbu. I tak delikatnie wyjęłam mu z pyszczka sikorkę. Była
        ciepła, nie zagryziona,ale jej serduszko nie wytrzymało. Myślałam, że może jakoś
        uda się reanimować i naprawdę było mi przykro. No cóż, zakopałam na trawniczku
        pod blokiem.
        No i nie wiem, dlaczego tylko sikorki, dlaczego w listopadzie. Że moje koty
        głupieją na widok przerażonego ptaszka to wiem, ale też nie chcą się ofiarą
        bawić. No, i usprawiedliwiłam moje kociaki. Ale może sama, dla swojego spokoju
        powinnam na okres jesieni wystawić na balkon kręcący się wiatraczek, który
        odstraszy sikorki? W każdym razie spróbuję.
        • agamuza Re: ojej.... 22.03.05, 10:35
          W dziecinstwie moim zamierzchlym maielismy kota - Fagota, i tenze kocur kochal
          moja mame najbardziej na swiecie. Zawsze spedzalismy okres wakacji na dzialce
          pod Wawa, razem z calym zoo. Fagot odkryl gryzonie i ptaki - codziennie
          przynosil mamie ptaszki, myszki, krety, kiedys przywlokł do domu kaczora!
          Zawsze zostawil te dary na stole, na desce do krojenia i czekal na mame, az
          przyjdzie i go pochwali, ze jest takim dzielnym mysliwym! Zawsze patrzyl przy
          tym na nia takim rozkochanym wzrokiem - biedne zwierzaki, ale on byl taki
          rozkoszny przy tym!
          • wiesia.and.company Re: ojej.... 23.03.05, 14:39
            No, no,no, jaki ambitny kot, żeby tak kaczora. Ale i mocny też. Pewnie sobie
            wykombinował, że mama da sobie radę z takim ptasiorem i na jej wzrost to akurat
            taki kąsek.
            Pozdrawiam. Wiesia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka