Dodaj do ulubionych

Współlokatorzy

IP: *.dolsat.pl 10.12.06, 11:02
No własnie...wszystko co sie z nimi wiarze.Czy jestescie zadowoleni ze swoich
wspołlokatorów?gdzie mieszkacie w mieszkaniu czy akademiku?Znaliscie wczesneij
swoich wspołlokatorów czy nie no i jak wam sie układa z nimi zycie,
zamierzacie zostac dluzej (nastepny rok ) czy rezygnujecie?
Ja nie mam fajnego doswiadczenia w tej sprawie, jakos sie przemecze ten rok a
pozneij postaram sie wynajac cos z kims znajomym, tym razem znalazlam
dziewczyny przez internet do wspolnego mieszkanka, no i racezj nie polecam tej
metody.
Jakie macie problemy ze wspołlokatorami?A moze nie macie ich wcale?
W tym watku dzielcie sie doświadczeniami na ten temat.

Pozdrawiam, Monika rok 1
Obserwuj wątek
    • Gość: lilianne Re: Współlokatorzy IP: *.com 11.12.06, 10:34
      Tu nie ma znaczenia czy kogoś znasz wcześniej czy nie, no pomijając przypadki
      jakichś ludzi z ogłoszeń, co okazują się psycholami:) Możesz zgadywać czy będzie
      Wam się dobrze mieszkać tylko jeżeli już mieszkałaś z tą osobą, masz jakieś
      doświadczenia pod tym względem, nie wiem, chociaż wspólne wakacje:)
      Ja już drugi rok dzielę pokój z przyjaciółką z liceum. I wcale nie jest fajnie.
      Też mam nadzieję, że to ostatni rok do przemęczenia:)
      pozdrawiam
      • Gość: Kasia Re: Współlokatorzy IP: 212.191.80.* 11.12.06, 14:45
        to w takim razie nie nazywaj jej "pzryjaciółką" :]
        • mangax Re: Współlokatorzy 11.12.06, 15:00
          Dlaczego nie?

          Moim zdaniem jeśli ona jest przyjaciółką to wcale nie znaczy że musi im sięrazem
          dobrze mieszkać - bez przesady :|

          Mogą mieć podobne zaiteresowania, tematy do rozmów, mogą spędzać razem mnóstwo
          czasu itd. ale mogą mieć inne nawyki/przyzwyczajenia w sensie mieszkaniowym,
          które sprawiają, że wspólne mieszkanie jest męczarnią.

          pozdr.
      • Gość: ech... Re: Współlokatorzy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.06, 17:40
        Ja nie znałam wcześniej swojej współlokatorki, ale wydawała sie miła, więc się
        wprowadzilam. Mieszkałam z nią 1,5 roku i może nie byłoby tak źle, ale ta
        kobieta, starsza odemnie o kila lat, pracująca okazała się emocjonalnym
        dzieckiem (byłam wtedy na pierwszym roku). Pozatym brała moje rzeczy bez
        pytania i była strasznie niechlujna, do tego zawsze wpraszała się gdy ktoś do
        mnie przychodził. I była zazdrosna o moich chłopaków. Łee... Całe szczęście
        znalałam nową wspólokatorkę i dogadujemy się świetnie. A niezadowolonym z
        współlokatorów życze powodzenia, wytrwajcie i szukajcie nowego mieszkania!
      • Gość: Monanka Re: Współlokatorzy IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 12.12.06, 23:55
        Ja nie mam zadnych obiekcji, by nowych wspolokatorow wylapac przez internet.
        Sama tak zrobilam i jestem bardzo zadowolona. Najlepsze jest to, iz okazalo
        sie, ze Moja wspolokatorka studiuje to sama co ja i na tym samym roku co ja,
        jednak zupelnie sie nie kojarzylysmy...Ktoras z nas nie chodzila na
        wyklady... :-)
    • Gość: jalala Re: Współlokatorzy IP: *.solaris.ds.polsl.pl 11.12.06, 16:42
      ja mieszkam w akademiku i jest super, współlokatorki nie znałam wczesnij, ale
      jest z mojego kierunku i roku,
      • Gość: kam Re: Współlokatorzy IP: *.aster.pl 11.12.06, 17:11
        może czasami warto się tak "przemęczyć", nauczyć jak osiągać kompromisy,
        ustalić zasady. nasz przyszły mąż czy żona też będzie miał/a inne
        przyzwyczjenia i trzeba będzie się dostosować, wiecie..

        tylko sugeruję :)
        • to.julia Re: Współlokatorzy 11.12.06, 23:23
          Gość portalu: kam napisał(a):

          > może czasami warto się tak "przemęczyć", nauczyć jak osiągać kompromisy,
          > ustalić zasady. nasz przyszły mąż czy żona też będzie miał/a inne
          > przyzwyczjenia i trzeba będzie się dostosować, wiecie..
          >
          > tylko sugeruję :)

          Definicja kompromisu mojej byłej współlokatorki: ty się podporządkujesz, ja cię
          nie zabiję.
          Brud i brak kultury trudny jest do zaakceptowania.
    • Gość: bdzibdzionka Re: Współlokatorzy IP: *.37-151.net24.it 11.12.06, 20:30
      Nas w domu jest szescioro. Nie znalismy sie wczesniej, wszyscy sa z
      "ogloszenia". Tzn ja i moj chlopak sie znalismy :) wczesniej mieszkala tu juz
      jedna wloszko-greczynka, jeden wloch (rzecz dzieje sie we wloszech:) ), moj
      chlopak to tez wloch, i ja jestem jedyna nie-wloszka. Potem dozsla jedna
      dziewczyna ktora w miedzyczasie znalazla sobie kolezanke, i ona tez sie do nas
      wprowadzila.
      Jest beznadziejnie!! Jest bruud smrod i ubostwo. Oni bardzo lubia robic z siebie
      moralizatorow, ale w rzeczywistosci sa swintuchami, ktorzy po sobie nie
      sprzataja. I ustaaja bezsensowne reguly ktore niczemu nie sluza. (niektorzy
      znajomi jak slysza co to za reguly sa u nas w domu to sie za glowe lapia) Kazdy
      kto naswini udaje ze to nie on! Poza brudem wnerwia mnie to ze robia za duzy
      burdel, w sensie halasu. Uwazam, ze jak sie mieszka z innymi osobami trzeba
      wiedziec gdzie jest granica rozrywki. Kazdy ma inny rozklad dnia. Ja wstaje do
      pracy o 4.45, i do tego studiuje, a panny w pokoju obok urzadzaja konskie
      smiechy o 2 w nocy, i nie rozumieja ze ja przez to nie spie. No nie wiem jak wy,
      ale ja sie tak nei zachowuje jak wiem ze ktos obok musi za 3 godziny wstac.
      Tu jest ciagly brak szacunku, a tak to sie udaje wielkich przyjaciol. Nastepne
      mieszkanie tylko i wylacznie we dwoje!
      Mam ich szczerze dosc :)
      • Gość: gosc Re: Współlokatorzy IP: *.bumc.bu.edu 12.12.06, 00:32
        ja sie przejechaln na wspolokatorce, ktora wydawalo sie, ze bardzo dobrze znam
      • lol76 Greczynka, Wlosi, Polka....6. w jednym domu 13.12.06, 12:34
        Niezly tam musicie miec chlew z tymi Grekami i Wlochami. Zreszta jestes Polka -
        to nie lepiej. Juz sobie wyobrazam - brud, syf, ciasno, smierdzi, awantury,
        ciagle podniesiony ton glosu (wloski), przypadkowy seks miedzy soba itd.
        Boze, dziekuje ci ze tak nie skonczylem.
        • Gość: bdzibdzionka Re: Greczynka, Wlosi, Polka....6. w jednym domu IP: *.37-151.net24.it 14.12.06, 20:04
          Zreszta jestes Polka -
          >
          > to nie lepiej.

          smierdzi, awantury,
          > ciagle podniesiony ton glosu (wloski), przypadkowy seks miedzy soba itd.

          Powalilo cie? Kim ty w ogole jestes, czlowieku?
          Kazdy sadzi po sobie
    • eluch_a Re: Współlokatorzy 12.12.06, 13:38
      Jestem teraz na trzecim roku i mogę podzielić się swoimi spostrzeżeniami.
      Otóż, mimo wszystko lepiej jak w mieszkaniu mieszka niewiele osób: na I roku
      mieszkało nas 7 osób, na drugim 4, teraz 3 - im mniej tym jednak lepiej.
      Poza tym: nie ma raczej znaczenia, czy znasz osobę czy nie. Generalnie lepiej,
      kiedy towarzystwo ma płeć mieszaną - same baby - konflikt murowany, a tak o
      faceta to się wszystko rozbija. Musisz zdecydować jaka forma "życia" wam
      odpowiada - u mojej koleżanki oni np. robią wspólny obiad, kupują wspólny
      chleb - każdy ma tydzien. Mnie by to nie odpowiadało zupełnie - ja ma silne
      poczucie własności.
      Na I roku mieszkało mi się nieźle. Na drugim towarzystwo było babskie i było
      fatalnie. Teraz jest OK i zamierzam tu zostać na przyszły rok. Generalnie nie
      ma znaczenia, czy znasz kogoś, czy nie. Moja siostra zebrała ekipę ze swojego
      roku, wszystkich znała i lubiła, a potem się okazało, ze kogoś znać i lubić a z
      kimś mieszkać to dwie różne sprawy.
      • Gość: michal Re: Współlokatorzy IP: *.chello.pl 12.12.06, 20:14
        Wynajmuję mieszkanie.
        Mieszkałem z trzema koleżankami z liceum przez 2 lata. Pierwszy rok to była
        bajka. Żadnych problemów, wszystko jak najlepiej. Drugi rok to według mnie była
        pomyłka. Czepiały się o wszystko i nie sprzątały nawet po sobie, nie mówiąc już
        o tym, że zrobiłyby może choć coś poza sprzątaniem po sobie, można przecież od
        czasu do czasu umyś kibel albo wannę, prawda?
        W 2 roku wspólnego mieszkania musiałem im pokazywać faktury za wszystko, same
        domagały zobaczenia wszystkiego. Musiały sobie same wszystko policzyć, choć
        zawsze wychodziło na to samo.
        Do tej pory mam z nimi problemy, rządają ode mnie nie wiadomo czego, żebym
        przedstawił im jakieś rozliczenia za okres w którym mieszkały.
        Teraz mieszkam z kumplem i jego dziewczyną, znamy się już długo, jakieś 7 lat.
        Jest OK, ale nie będę z nimi mieszkał dłużej niż rok, bo tamte dziewczyny tez
        znałem długo i co z tego.


        P.S. A wyobraźcie sobie tę sytuację jak miały wszystkie 3 okres! Bo w grupie to
        się im to jakoś sprzęża i mają jednocześnie. To był koszmar!
        • Gość: Ja Re: Współlokatorzy IP: *.chello.pl 13.12.06, 00:14
          To z drugiej strony można sobie wyobrazić sytuację, gdy wszystkie na raz
          miały "cieczkę" ;)
          Pzdr
        • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Współlokatorzy 13.12.06, 09:02
          > P.S. A wyobraźcie sobie tę sytuację jak miały wszystkie 3 okres! Bo w grupie to
          > się im to jakoś sprzęża i mają jednocześnie. To był koszmar!

          Buhahaha! A skąd wiedziałeś i czym się to objawiało, o znawco? :-)))))

          → → → → → → → → → →
          Odkryjmy Białoruś!
          odkryjmybialorus.blox.pl
          • Gość: mały Kazio buhahahaha! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.12.06, 10:07
            Tak! żyjemy w Średniowieczu i dziewczyny na pewno to ukrywały jak tylko
            mogły... Pewnie poumierałyby ze wstydu jakby zwietrzyły, że mieszkający z nimi
            facet WIE.
            Bądź poważna dziewczyno! Tak! i z pewnoscią jeśli o okresie pisze facet to nie
            ma pojęcia o czym mówi bo okres na pewno pomylił mu się z wrzodami żołądka.
            współczuję...
    • Gość: drzewko Re: Współlokatorzy IP: *.ccam.unito.it 12.12.06, 16:24
      Tez tak myslalam, ze im mniej osob tym lepiej. Mniejszy balagan, mniej problemow
      z lazienka. Niestety mieszkajac tylko z jedna osoba ryzykuje sie, iz twoj
      wspolokator, z braku alternatywy, bedzie chcial sie za bardzo zaprzyjaznic.
      Wlasnie jestem bardzo szczesliwa bo za tydzien sie wyprowadzam. Moj wspolokator
      to kolega, pewnie gdybym z nim nie mieszkala, nie mialabym nic przeciwko. Ale
      jesli mnie ktos pyta co mi przeszkadza, to lista jest dluga, zaczynajac od
      zabierania przestrzeni prywatnej - wszystko musimy robic razem, a jak sie
      zamykam w pokoju albo nie odzywam to sie obraza...
      • Gość: ja Re: Współlokatorzy IP: *.t4.ds.pwr.wroc.pl 12.12.06, 16:26
        co prawda swieże ale chyba warto pokazac :D
        pokoj65.blog.onet.pl/
    • Gość: samo ż Co robi? Wracaj na wieś, majowa studentko! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.06, 16:28
      > No własnie...wszystko co sie z nimi wiarze.

      Rozumiem, że u was na wśi są rzaby w żece?
      • Gość: Zabula Re: IP: *.nyc.res.rr.com 12.12.06, 16:48
        Wynajmuje pokoj u kolegi, ktorego wczesniej nie znalam. nie zabardzo
        ustalilisny regulay na samym poczatku i tak zostalo, ze ja, tylko i wylacznie
        ja sprzatam to mieszkanie. Moj wspollokator bardzo sprytnie zmyka, gdy w sobote
        zakladam zolte rekawice - wlacza mi mila muzyke i wychodzi sobie na kilka
        godzinek, . Czasami mnie to dobija, ale przynajmniej nie kreci mi sie pod
        nogami i w sumie to on kupuje srodki czyszczace, a ja sprzatam.
    • Gość: Ja Re: Współlokatorzy IP: 195.205.44.* 12.12.06, 16:36
      Od początku studiów mieszkam w akademiku i cały czas z tym samym człowiekiem.
      Dobralismy się bardzo dobrze, choc na początku nie zrobił na mnie dobrego
      wrażenia. Jak pierwszy raz wszedłem do pokoju to on siedział na łóżku i pił
      melisę i w ogóle wyglądał jak 100 nieszczęść. Ale jak się okazało nie mogłem
      trafić lepiej. Dogadujemy się praktycznie bez problemów. trzeba ustalić pewne
      zasady. My np ustalilismy że nie ma żadnych zasad i tak ciągniemy już 5 lat.
      Szkoda że to juz ostatni rok.
    • Gość: Rigelq Re: Współlokatorzy IP: 83.175.180.* 12.12.06, 16:47
      A ja polecam szukanie przez internet, ale z castingiem.
      Jestem obecnie na 3 roku i teraz bede mieszkala z 5-tym zestawem ludzi wiec wiem o czym mowie. Z doswiadczenia swojego i moich znajomych nie polecam mieszkania ze zajomymi z grupy dziekanskiej (bedziecie sie widzieli non stop od pobudki do zasniecia, konflikt murowany,poza tym potem wasze ewentualne problemy przenosza sie na atmosfere w grupie)albo z pryzjaciolmi (bo co innego lubic kogos, a mieszkac z kims. Np. bardzo lubei moja przyjaciolke, ale wiem ze ona nie zaakceptowalaby tego, ze ja robie sobie dzemki w dzien po ok 2 godziny a potem siedze do 2, a ja tego, ze ona bez przerwy ma wlaczone radio, ze jest osoba towarzyska i czesto sprowadza znajomych do domu...).
      Juz dwa razy pozwolilam sobie wybrac wpolokatorow, zamiast brac pierwszego lepszego i trafilam w dzeisiatke (nei chodzi tutaj o ustalanei zasad, bo kazdy bedize Ci wmawail, ze jest cudowny i sie zastosuje byleby tyllko zamieszac, ale o rozmowe o byle czym, kiedy wyczuwa sie drugiego czlowieka, czy znajdzie sie z nim wspolny jezyk). Dwa razy niestety nie wybralam, tylko np polecono mi "super znajomych" i okazalo sie to straszna porazka. Syf, brud, smrod, blokowanie internetu, obrazanie sie za zwrocenie uwagi, chamskie odzywki, pozyczanie sobie rzeczy bez pytania , halasy w nocy, klamstwa itd itp. I wlasnie dlatego kazalam sie wyprowadzic tej ekipie, nie rozumiem waszego podejscia w stylu "przemecze sie jeszcze pol roku", a dlaczego sie meczyc?? nie wytrzymalabym dodatkowego miesiaca z idiotami nawet gdybym, to ja miala sie wyprowadzic. Czesc osob boi sie ze niczego nie znajda, bo sezon na wynajem jest tylo na poczatku i na koncu roku akademickiego. NIC BARDZIEJ MYLNEGO jest b. duzo ofert, i duzo ludzi do wyboru(ja szukalam wlasnie teraz). 5-ąta ekipa wprowada sie na poczatku stycznia, trzymajcie za mnei kciuki, mysle ze bedzie super.

      ps. To nie jest moje meiszkanie, ja po prostu mieszkam tam na dluzej i wynajmuje mieszkanie rownierz na okres wakacyjny. Grunt to dobre kontakty z wlascicielem i wzbudzenie jego zaufania.
    • Gość: Rigelq Re: Współlokatorzy IP: 83.175.180.* 12.12.06, 16:49
      mialo byc NAJDLUZEJ.
      • Gość: Marceli Re: Współlokatorzy IP: 85.219.140.* 12.12.06, 17:59
        ...i powinno być równieŻ kol. studentko.
    • lilith.b Re: Współlokatorzy 12.12.06, 18:41
      Ja współlokatora miałam raz- kolegę znajomej z roku. Pewnego dnia postanowiałam
      sie wyprowadzic i tak jakoś się zgadałam z koleżanka...w efekcie po kilku dniach
      juz u niego mieszkałam.
      Facet okazał sie super. Gotował, sprzątał, mył sie itp:-) okazało sie że koloega
      jest po fachu - czyli tez filozof
      Zadnych problemów z nim nie było. Mimo że codziennie miewał kilku znajomych na
      posiadówie u niego w pokoju to zawsze było kulturalnie i w miare cicho.
      Mysle, że to zalezy na kogo sie trafi i tyle. My przypadliśmy sobie do gustu i
      charakteru i było OK.
      Musze jeszcze dodac, że od początku obdarzył mnie duzą dozą zaufania, bo jak
      poszłam na pierwsze oględziny mieszkania wręczył mi klucze i powiedział, że musi
      na miesiąc wyjechac i żebym była grzeczna :-)

      Teraz tez mam wpółlokatora - mojego chłopaka, ale to juz innego rodzaju
      współlokatorstwo:-P
    • Gość: A_Wroclaw Re: Współlokatorzy - jak wybrac? IP: *.t4.ds.pwr.wroc.pl 12.12.06, 18:44
      Witam
      Poszukuje wspollokatorki do pokoju, jestem dopiero na 1 roku i nie wiem zupelnie
      jak sie do tego zabrac, na co zwracac uwage.
      Do tej pory mieszkalam w akademiku, ktora niestety pokazala swoje "prawdziwe"
      oblicze oraz z 2 osoba ktorej nie znalam no i stwierdzilam ze nie ma co sie
      meczyc dluzej tymbardiziej ze warunki lokalowe tez nieciekawe:)
    • Gość: kijcięto Re: Współlokatorzy IP: *.ds5.univ.gda.pl 12.12.06, 18:50
      Ja mieszkam z jakimś głupim bucem z informatyki, chyba go kiedyś pie**olnę lampą
      przez łeb za te dźwięki które wydaje ciągle.
      • Gość: Zygfryda Re: Współlokatorzy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.06, 20:10
        ja mieszkam ze swoim chlopakiem i jego kolega ktorego poznalam dopiero we
        wrzesniu i to jest ku... porazka;/ facet po sobie nie sprzata, nie myje naczyn,
        nie spuszcza wody w sedesie, nie kupuje srodkow czystosci, je nasze jedzonko...
        no masakra;/ no i oczywiscie w zwiazq z tym ze on utrzymuje sie sam a nas
        utrzymuja rodzice bo studiujemy dziennie uznal ze bedzie placil za mieszkanie
        stowke mniej niz my bo on jest biedny a my bogaci;/;/;/ jeeee;/
    • Gość: Bryndza Re: Współlokatorzy IP: *.2a.pl 12.12.06, 20:17
      Ja mieszkałam z przeróżnymi ludźmi...Z aktywistką która przywiązywała się pod
      rosyjską ambasadą zawinięta we flagę Czeczenii i obrażała się jak używałam
      papieru toaletowego, który nie był zrobiony z makulatury, jak jadłam mięso i jak
      używałam windowsa (globalizm)... z dziewczyną której rodzice mieszkający na wsi
      przywozili z domu worek ziemniaków i worek cebuli i to stało u nas w pokoju:)...
      z dziewczyną która codziennie o 8 rano urządzała śniadania dla wszystkich swoich
      znajomych z akademika i oni siadali mi na łóżku gdy jeszcze spałam (bo nie było
      miejsca)...z dziewczyną która oddzielała ściereczką nasze naczynia na półce
      (żeby się nie dotykały) i sprawdzała metki na każdym kupionym przeze mnie
      ubraniu zeby sprawdzić cene i firme:)Tym podobnych historii jest mnóstwo! Ale
      teraz (rok po studiach) brakuje mi tego zamieszania i szaleństwa w akademiku i
      tych cudownych osób z którymi mieszkałam (takie tez były). Warto to przeżyć! :)
      • Gość: ech Re: Współlokatorzy IP: *.pai.net.pl 12.12.06, 20:45
        Tylko czemu u mnie to nie wyglada tak kolorowo;(((
        • kwiat_paproci Re: Współlokatorzy 12.12.06, 21:29
          Ja od października mieszkam z 2 moich przyjaciół z liceum w 3-pokojowym
          mieszkaniu. Na początku było różnie, bo każdy miał swoje przyzwyczajenia
          wyniesione z domu i czasem irytujące, ale potem ustaliliśmy sobie jasne zasady,
          kto co kupuje, jak sprzątamy, itp. Poza tym zawsze staramy się rozmawiać o tym,
          co kogo wkurza, więc nie ma niejasności zbytnich. Trochę mnie tylko drażni, że
          (mieszkam z parą) jak oni się posprzeczają, to mam takie wrażenie, jakbym im w
          osobiste sprawy właziła, bo chcąc niechcąc przez ściany wszystko słychać. Ale
          generalnie to jest suuuper, szczególnie jak nam zaczyna szajba odbijać na dzień
          przed kolokwium i robimy wszystko poza uczeniem się ;DDDDD
      • Gość: po studiach Re: Współlokatorzy IP: *.as.kn.pl 12.12.06, 21:42
        hehe, ale mnie rozsmieszylas:)
        ja jakos trafialam naprawde na super osoby (szczegolnie jak 2 lata mieszkalam
        sama w jedynce:):))
        zartuje:)
        ale mieszkanie w akademiku bylo cudowne!!!
        poznalam tam moja wspollokatorke, postrzelona dziewczyne, z ktora uciekalysmy
        przez okno przed nieporzadanymi goscmi (uciec bylo prosto, gorzej z powrotem,
        wiec musialysmy wyrzucac przez okno krzeslo i chowac je w krzaczorach), albo
        szybko wyciszalysmy radio udajac, ze nas nie ma.
        prawie zawsze lezal na naszym stole kalafior, bo kolezanka sie odchudzala i
        widok tego warzywka jej pomagal:)
        dostosowalam swoj balagan do jej balaganu, zeby bylo po rowno:)
        i to byl najcudniejszy i najbardziej zwariowany czas na studiach...
        nauczylam smiac sie z cech, ktore na poczatku wydawaly mi sie wadami i nadal
        jest moja super kolezanka, ktora uwielbiam za jej zakrecone podejcie do zycia:)
        czasami trzeba sie umiec dostosowac i dostrzec w czlowieku to co w nim piekne:)
    • inessta Re: Współlokatorzy 12.12.06, 22:44
      mieszkałam w akademiku 5 lat z kilkoma zestawami osób. Nie zawsze to ja
      wybierałam lokatorki i czasem bywało trudno. We wszystkim trzeba zachować umiar
      i nauczyć się stosować w życiu kompromis. Bardzo to pomaga. Nauczyłam się w
      akademiku zyć w grupie, koncentrować się w 5 minut i nie zważać na odgłosy zza
      ściany. Efektem tego jest umiejętność spania w każdym momencie i o każdej
      porze.Swiatło i hałas wogóle mi nie przeszkadza. Najważniejsze jest to, że ty
      też musisz trochę się dostosowywać do innych. Kompromis to jest to.
    • Gość: malina Re: Współlokatorzy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.12.06, 23:16
      Też mam swoje długie historie na ten temat:) Najlepiej było na I roku - z
      polecenia znajomej zamieszkałam z dwiema laskami z mojego kierunku,ale z V
      roku...do dziś przydają mi się notatki,które od nich wtedy dostałam:D:D:D:D:D
      Na drugim roku moje współlokatorki nie poczuwały się do zmywania naczyń,mycia
      toalety itp. (jedna, kiedy któregoś dnia stycznia zwróciłam jej uwagę na stos
      jej brudnych naczyń zalegających w kuchni od kilku dni, powiedziała z
      pretensją: Ale ja mam sesję,nie mam czasu! heh,na I roku była,ale to i tak jej
      nie usprawiedliwia lol). Wyprowadziłam się od nich i trafiłam na parę, która
      ukryła przede mną fakt, że spodziewają się dzidziusia akurat na sam początek
      kolejnej sesji...stwierdziłam,że nie będę ryzykować,że to dziecko dniami i
      nocami będzie wrzeszczało:P Poza tym oni sie często kłócili,ona się wtedy
      wyprowadzała do matki, a on mnie traktował jak spowiednika tudzież psychologa
      ich związku...
      Zatem po dwóch miesiącach z młodym małżeństwem wylądowałam w akademiku. Poza
      tym,że nie odpowiadały mi warunki sanitarne, to było wszystko ok,a z moją
      ówczesną współlokatorką do dziś się widuję:)
      Ale że akademik nie dla mnie,to III rok zaczęłam w kolejnym mieszkaniu:)Jest
      nieźle,mam zamiar zostać tu do końca studiów bez względu na wszystko, bo już mi
      się znudziły przeprowadzki;) Obecnych współlokatorów nie znałam wcześniej,ale
      spokojni są bardzo i nawet dość często sprzątają po sobie (a jest dwóch
      facetów:P) Poza tym mam fajne warunki,osobne wejście i nawet nie natykamy się
      na siebie zbyt często. Pewnie,że mają wady, które mi przeszkadzają,ale przecież
      nie mogę zmieniać ich charakteru;)
      Pozdrawiam i życzę powodzenia,bo wiem jak to trudno czasem się odnaleźć:)
      • Gość: Oldzia Re: Współlokatorzy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.06, 23:50
        To czy tylko mi się udało trafić na ludzi z którymi dobrze mi się mieszkało?? na
        pierwszym roku mieszkaliśmy w 6 (wszyscy z jednej grupy) bywało ciężko w
        szczególności rano z dostaniem się do łazienki ale miło było jechać autobusem z
        taką ekipą:D
        Na drugim roku zmieniłam mieszkanie (z powodu dojazdów) i nadal dobrze mi się
        mieszka z tymi ludzmi co prawda były pewne zgrzyty z jedną współlokatorką kiedy
        sprowadziła sobie i nam na utrzymanie faceta, ale dość szybko się to wyjaśniło i
        teraz jest naprawdę sympatycznie. Nikt już nie wprowadza terroru sprzątania ale
        na przekór wszystkim nie zarośliśmy brudem i pajęczynami ;)
        Mimo wszystko sądzę iż zadowolenie ze wspołspaczy to kwestia kompromisu...i
        czasmi przymknięcia oka na pewne sprawy.
        Pozdrawiam
    • Gość: zzzzzzzz Re: Współlokatorzy IP: *.112.89.137.bbplus.ptn-ag2.dyn.plus.net 13.12.06, 00:37
      No wlasnie. Dla mnie odpowiedni dobor wspollokatorow to rzecz zasadnicza. Nie
      wierze, ze mozna z przypadku trafic na ludzi z ktorymi bedzie sie mieszkac
      swietnie, bo osobowosci i potrzeby sa przeciez strasznie rozne. To znaczy mozna,
      ale to bylby niesamowity zbieg okolicznosci. Chyba lepiej ekipe zebrac zanim sie
      cos wynajmie. Przez ostatnie 9 miesiecy wynajmowalem dom razem z czterema
      kolezkami, z czego jeden z nich jest moim dobrym przyjacielem i bratnia susza.
      Niby na poczatku wszystko ok, nikt nikomu na glowe nie wchodzil, kazdy mial swoj
      pokoj i odrobine wlasnej przestrzeni. Co prawda byly tam jakies podjazdy, ze
      nie sprzatamy i ze syf robimy, ale bralismy to na dupe zupelnie, bo porzadek w
      naszym mniemaniu byl, a nawet jak byl syf, to w takim stopniu, ze zycia nikomu
      nie utrudnial (przynajmiej nie nam). Sytuacja zaczela sie zaostrzac, jak sie
      zrobila jesien i nie moglismy juz organizowac imprez w ogrodzie, a do tego
      zrezygnowalismy z pracowania i w zasadzie przez dwa miesiace imprezy trwaly od
      piatku do czwartku (nie wiem czemu akurat tak, ale taki porzadek wylonil sie
      sam) i chlopcow to chyba troche powyginalo, bo oni raczej z gatunku ulozonych, a
      zobaczyli obrazy, ktore na bank zapadna im na dlugo w pamieci. Na cale szczescie
      umowa sie juz skonczyla i wszyscy rozeszli sie w swoje strony, a ja z kolega na
      razie przycupnelismy kazdy gdzie indziej i szykujemy sie do wynajecia czegos
      razem ze sprawdzonym skladem. Boje sie tylko, ze to moze byc za ostre, bo jakis
      balans jest chyba potrzebny i ktos kto powie "ej stary moze bys sie w koncu
      polozyl spac" I jesli cos moge poradzic ludzia, ktorzy szukaja mieszkania, to
      zeby od razu wylozyc wszystkie karty na stol, w ten sposob unikniecie nieporozumien.
    • hobbitfrodo bywa różnie 13.12.06, 08:50
      Na serio chyba lepiej mieszkać z nieznajomymi niż ze znajomymi!
      Mam to szczęście, że posiadam własne mieszkanie. Ale naturalnie nie chciałam
      mieszkać sama. Na pierwszym roku wzięłam koleżankę z klasy. Nigdy nie byłyśmy
      jakoś blisko, ale dość ją lubiłam. W sumie na pierwszym roku to nie miałam
      doświadczenia współlokatorowego bo i skąd i może źle to rozegrałam...grunt że
      dziewucha nie sprzątała W OGóLE. Ale to w ogóle...Umywalka mogła zarosnąć
      czarnym brudem, ale dopóki ja jej nie sprzątnęłam stała nietknęta. Gary w
      zlewie...całe góry garów mogły stać dniami, tygodniami...Metoda każdy myje po
      sobie (tylko, że później) działała tak, że jak chciałaś kubek to musiałaś sobie
      umyć. Moi rodzice wpadli w furię z tymi naczyniami i kupili mi zmywarke. No więc
      mówię tej współlokatorce że jak się dołoży to możemy razem w zmywarce te
      nacyznia prać. A ona, że ona woli zmywać (czyli gary wciąż stoją w zlewie, a
      resztki jedzenia wynalazły koło). Papieru toaletowego ani środków czystości nie
      kupiła ani razu. Wiecznie piła moją wodę mineralną, miała kiedys czelność
      powiedzieć, że woda się skończyła. Na szczęście nie urządzała mi żadnych
      hałasów. Ale z tym syfem to nie mogłam wytrzymać i jeszcze przed koncem roku
      zdecydowałam, że ją żegnam. Akurat się tak złożyło, że koleżanka z grupy (którą
      niezbyt znałam) potrzebowała na gwałt się przeprowadzić. No i wprowadziła się na
      dwa lata - najcudowniejsze lata mojego mieszkania studenckiego. Zgrałyśmy się
      doskonale - mieszkanko lśniło czystością, gotowałyśmy na zmianę i jeździłyśmy
      razem na uczelnie. Miodzio.
      A teraz mieszkam z siostrą już drugi rok. Też bałaganiarą. No ale rodziny się
      nie wybiera :/ mamy ustalione dyżury sprzątania - jeden tydzien ona jeden ja.
      Niezawsze się sprawdza.
      Z kolei mój chłopak mieszka z totalnie pomieszaną grupą, jednych zna z uczelni,
      z koła naukowego, ktoś jest z ogłoszenia. Raczej się mijają w tym mieszkaniu i
      nie wchodzą sobie na głowę, mają dyżury sprzatania, jedynie są mało tolerancyjni
      dla hałasów :)i jakoś działa:)
    • Gość: bhaal Re: Współlokatorzy IP: *.atm.com.pl 13.12.06, 09:19
      Ja właśnie nie jestem zadowolony. Mieszkam w mieszkaniu z rodziną wprawdzie
      ludzi młodzi, ale zawsze będą ci patrzeć na ręcę i obgadywać. Wcześniej
      mieszkałem w innym miejscu z o wiele gorszym standardem i było mi 100 razy lepiej.
      • Gość: ka Re: Współlokatorzy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.12.06, 10:29
        Z roznymi ludzmi sie mieszkalo, ale najlepiej wspominam rok, gdy mieszkalam w mieszanym towarzystwie: ja i kolezanka, a w drugim pokoju dwoch kolegow. Roznie bylo z balaganem, ale dalo sie zyc.

        Potem dlugo mieszkalam z samymi kobietami, nie bylo problemow ze sprzataniem i halasami, ale za to jakas taka glupia babska zazdrosc i rywalizacja sie rozwinela. Jedan z moich wspollokatorek kula dniami i nocami, a mimo to wyniki miala slabe i nie mogla zniesc swiadomosci, ze ja i druga kolezanka mamy stypendia naukowe, mimo iz na nauke poswiecalysmy 5 razy mniej czasu... Mimo to dosc wesolo sie nam zylo...

        Potem zamieszkalam z dwiema znajomymi z uczelni i szybko okazalo sie, ze jak sie kogos lubi na codzien, to nie znaczy, ze bedzie sie tez dogadywalo 24 h na dobe. Totalna porazka. Raz, ze byl wieczny balagan, gary gnily w zlewie, lazienka zarosnieta brudem itp. Sprzatalam tylko ja. Gorsze bylo to, ze te dziewczyny mialy mentalnosc dzieci z przedszkola-na zasadzie albo lubisz i robisz to co my, albo zabieraj swoje grabki i wynocha z piaskownicy. Wyobrazaly sobie mianowicie, ze bede: jesc to co one, sluchac takiej samej muzyki, miec takie same poglady co one, lubic te osoby, ktore one lubia i nie lubic tych, ktorych nie lubily...itp... Nieeeee. Szybko stalo sie jasne, ze nic z tego nie bedzie. Jestem autonomiczna jednostka i staram sie nikomu nie narzucac wlasnych przekonan itp, wiec nie znosze gdy ktos probuje mi cos dyktowac.

        Teraz mieszkam z moim facetem i wreszcie jest jako byc powinno.
    • Gość: CHmielniak Re: Współlokatorzy IP: 80.72.40.* 13.12.06, 10:35
      A ja tam mieszkam z Fedziem i jest z giiit ziooooom!!! Tylko Panicz jak jest na pokojach to ostro z dupy strzela ale jeszcze wytrzymujemy bo poza tym mamy dwie rozrywkowe współkokatorki które co drugi dzień urządzają sobie mały haremik :) Pozdro wszystkich
    • Gość: Hilda Re: Współlokatorzy IP: *.ghnet.pl 13.12.06, 11:25
      Metoda mieszkania ze znajomymi też nie jest dobra, zwłaszcza jeśli to są Twoi
      przyjaciele. Gwarantuję Ci, że jak z nimi zamieszkasz, to popsują się Wam
      stosunki. No może nie od razu, ale po roku, nie będziesz chciała już na nich
      patrzeć, a tym bardziej spotykac się z nimi poza domem, wychodzić na imprezy
      itd.
      • Gość: Marta Re: Współlokatorzy IP: *.h.pl 13.12.06, 12:31
        Z moich obserwacji wynika, że lepiej nie mieszkać z ludźmi, których się zna np.
        z uczelni, albo styka się z nimi gdzieś poza wspólnym mieszkaniem, Najlepiej
        mieszkać z obcymi, bo wtedy, jeśli coś sie zepsuje we wspólnym mieszkaniu
        problemy nie przenoszą się na inne dziedziny życia. Na pierwszym roku studiów
        mieszkałam w dwupokojowym mieszkanku z koleżanką (córką znajomych znajomych)
        pochodzącą z tego samego miasta co ja, również z pierwszego roku, ale
        studiującą na innym kierunku. Generalnie wszystko było w porządku, tylko
        patrzyła na mnie wciaż z góry, wciąz uważała się za kogoś lepszego. Później
        zamieszkała z nami moja siostra, która zaczęła studia i wkrótce nasz Tato kupił
        nam mieszkanie, bo wynajem przestał sie mu opłacać. Proponowałyśmy koleżance,
        aby przeniosła się z nami (miałaby od nas dużo bliżej na swoją uczelnię), ale
        nie chciała, coś sie wtedy między nami popsuło, pomieszkiwał wtedy z nią jej
        chłopak, kolejni chłopacy. Na nowym mieszkaniu miałyśmy również współlokatorkę
        z ogłoszenia, interesowała się Tarotem, wrózbiarstwem, magią itd., ale była
        bezkonfliktowa. Później poznała chłopaka i przeniosła się z nim do innego
        miasta. Następnie zamieszkała z nami koleżanka mojej siostry z roku, to była
        najgorsza współlokatorka wszechczasów (w naszej klasyfikacji). Nie sprzątała po
        sobie, nie brała udziału w porządkach, korzystała z naszych rzeczy, nie
        zrzucała sie z kasą na czas, robiły się jej zaległości, bo musiała np. pilniej
        kupić sobie kozaki za 600zł, sprowadzała co rusz nowych chłopaków na noc, na
        kilka dni - burdel na kółkach. Na koniec zabrała swoje rzeczy z naszego
        mieszkania, gdy nas nie było i zostawiła nas z niezapłaconymi rachunkami,
        później obrobiła moją siostrę wśród znajomych na roku. Na koniec mieszkałyśmy z
        bardzo fajną dziewczyną z ogłoszenia, świetnie nam się gadało, nie było
        problemów z porządkami, nie trzymała sie tylko terminów płatności za gaz, prąd
        itp., ale ją najmilej wspominamy. Generalnie nie było źle :-)
    • Gość: gocha Picie herbaty IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.12.06, 12:47
      a tak troche bardziej wspominkowo, bo studia skonczone, mieszkanie wreszcie
      wlasne a do wspóllolatorów wielkiego szczescia nie mielismy (mój facet i ja).
      Jeden bardzo w porządku, kolega z uczelni, mieszkalo sie w trójke fajnie, ale
      mieszkanie było za drogie i potrzebowalismy czwartego do brydża:)

      Trafialiśmy roznie raz lepiej, raz gorzej.

      Najgorsza byla laska, która miała bardzo długie włosy, tak samo jak jej facet,
      który był stałym gościem i nigdy nie myli po sobie wanny, zostawiali w niej peki
      dlugich kłaków!!!!! Ile awantur o to było :)

      aha, no i zagadka związana z piciem przez nią herbaty: zawsze parzyla 3 lub 4
      kubki dla siebie i po pół godzinie odnosila je do kuchni puste.
      Jak jedna, niewielka, osoba moze wypic w 30 minut prawie litr gorącej herbaty?
      co robiła z ta herbata?

      Moim zdaniem sprawę powinno zbadać CBA!!!!!!!!!!
      • kwiat_paproci Re: Picie herbaty 13.12.06, 15:24
        możliwe, że jest herbatofilem, ja tak mam, ale raczej tylko wtedy, gdy się uczę ;D
        • Gość: XL Re: Picie herbaty IP: *.magma-net.pl 13.12.06, 17:01
          A nasz nowy kolega umyl dzisiaj wanne i muszle klozetowa...mopem!!
    • no_elle Re: Współlokatorzy 14.12.06, 10:15
      Jestem ma 2 roku i mieszkam w akademiku w pokoju 3 osobowym. Moje współlokatorki
      znam od 2 lat. Z jedną można konie kraść, ale druga jest tylko fajna w małych
      ilościach. Nie wiem może jest to spowodowane tym iż jest ona jedynaczką ( nie
      mam nic do jedynaków, więc się nie czepiajcie). W domu rozpieszczana do granic
      możliwości. Jest zadufana w sobie, przekonana o własnej wyższości, zazdrosna o
      wszystko. Wychodzą z niej problemy emocjonalne.

      Kiedy urządzałam imprezę urodzinową była wściekła, że rodzice przysłali mi
      prezent a chłopak przyniósł kwiaty. Kiedy przychodzą do niej znajomi to wychodzi
      na korytarz, żebyśmy ich nie widziały. Nie mamy nic przeciwko tłokowi w pokoju,
      ale ona ich ukrywa. Potrafi zostawić wodę mineralną w butelce z zaznaczonym
      poziomem wody, bo ktoś jej może wypije. Kiedy przywozimy jedzenie z domu na
      obkarmienie połowy akademika( wszystkim smakuje) tylko ona nie je. Nie je ,
      stwiedziwszy ,że czegoś takiego to ona nie będzie jadła. Jakbyśmy częstowały
      robakami.

      Życie z nią jest strasznie ciężkie. Najśmieszniejsza była sytuacja kiedy
      zaczełyśmy pisać bloga. My dwie z koleżanką ( tą od kradzieży koni) pisałyśmy a
      ona , kopiowała jakieś złote myśli i wstawiała na stronę. Zero własnej inwencji(
      a chce zostać w przyszłości aktorką). Jaka była wściekła kiedy pod naszymi
      wpisami były komentarze a u niej nie. Sytuacja eskalowała po wpisie pod moim
      tekstem śmiesznego wpisu mojej rodzicielki. Nasza miła koleżanka nie odzywała
      się do nas 2 tygodnie. Jej zachowanie jest tak głupie, że aż nas czasami
      śmieszy. Dochodzimy powoli do stanu w którym chcemy iść na swoje byle by tylko z
      nią nie mieszkać.
    • Gość: Koteczka Re: Współlokatorzy IP: 212.191.80.* 14.12.06, 14:27
      Witam. Studiuje na drugim roku w łodzi i niestety nie mam zbyt przyjemnych
      doswiadczen co do wspolokatorow;/ Oczywiscie, bywaly fajne dziewczyny, ale,
      znajac moj pech, musialy sie wyprowadzic:/ Obecnie mecze sie w akdemiku z 5ta z
      kolei lokatorka... Poprzednie byly super, a ta jest po prostu koszmarna!!!!!
      Szukalismy z moim chlopakiem mieszkanka(On rowniez studiuje w Łodzi, mieszka na
      stancji)i znalezlismy sliczny, pzrestronny pokoj do wynajecia w rozsadnej
      cenie. niestety, to bylo zbyt piekne by moglo byc prawdziwe...Okazalo sie ze
      mieszkanie nalezy oplacac rowniez w okresie wakacyjnym a na to nas niestety nie
      stac:( W akademiku nie ma na razie miejsc, wiec moj chlopak nie ma szans by tu
      zamieszkac:( Dochodzi kolejny problem, bo moi rodzice nie sa zachwyceni nasza
      decyzja o wspolnym mieszkaniu, ale to juz w tym momencie najmniejszy problem...
      Mam juz dosc dawania oglosze, szukania itp. ale kazda godzina zta dziewucha
      jest dla mnie koszmarem!!! Pomocy!!!!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka