agnus1983
28.12.10, 11:18
Hej,
wklejam smutne poniższe. Widziałem osobiście ogłoszenie papierowe na Kwirynie i na 80% kojarzę właścicielkę tego zagryzionego psa oraz samego psa, więc to nie jest dziesiąta odnoga nieaktualnego łańcuszka.
Jarek H.
***************************************************************
22 grudnia w Warszawie zostal zagryziony ,niespelna 2 letni jamnik
krotkowlosy kroliczy- Flecik Zielone Mchy z hodowli p. Romy
.Wlascicielka do tej pory nie odnalazla wlasciciela psa ,ktory to zrobił.
Jesli ktos moze sie przyczynic do identyfikacji nieopowiedzialnego
dziada, to prosze pisac na mail i.ziolkowska1@upcpoczta.pl
Nie mozna czekac na kolejne przypadki zagryzien !
Poniżej szczegoły zdarzenia...
Droga Pani
Wypadek zdarzył się w Wa-wie 22 grudnia ok.20-tej na rogu ul.Anielewicza i
Smoczej
(między przystankiem autobusowym linii 111 i 180 w kierunku ul.Okopowej a
pawilonem handlowym "U Doroty". Córka szła z Bursztynkiem (tak
nazywaliśmy
go) na smyczy ul Smoczą, skręciła w ul.Anielewicza i na poziomie
pawilonu
handlowego wyskoczył z boku (z przerwy między pawilonem a budą
spożywczo-alkoholową "U Sąsiada", wielki pies i bez
ostrzeżenia(szczeknięcia) przewrócił na ziemię Bursztynka pleckami
do dołu i
zaczął go rwać zębami (jak lwy ludzi na qvo-vadis)Stało sie to tak
nagle że
Bursztynek nawet nie zaszczekał..Pies był ogromny ,biały z wielkim
pyskiem.Według ludzi był to amstaf-ale było ciemno można się co do
rasy
pomylić.Córka próbowała wydobyć Bursztynka ciągnąc do góry smycz
- zebrali
się ludzie ale wszyscy bali się zbliżyć do psa.Dzwonili do straży, na
policję ale nie zjawił się nikt.Właściciel starszy siwy człowiek
pojawił się
jak było po wszystkim. Położył się na ziemi z tyłu psa i zaczął
go ciągnąć
do siebie i krzyczał żeby puścił zdobycz ale pies ani myślał go
słuchać.Po
pewnym czasie zaczął na właściciela szczekać i wtedy wypuścił
Bursztynka.Miał mimo że był w sweterku rozerwaną skórę i
tchawicę.Nie dawał
znaku życia.Ktoś zawiózł córkę do lecznicy weterynaryjnej na
ul.Zytnią 15
ale nie było szans ratunku bo Bursztynek nie żył.Jak córka
odjeżdżała to już
właściciela nie było.To wszystko/Pozdrawiam.Iwona Ziółkowska.