p.suchy
14.01.03, 15:27
Ruski mafioso wybral sie na ryby i jak to ruski mafioso miał ze dwa złote
lancuchy (po pół kilo każdy) na szyi, na kazdym palcu zloty sygnet, a w
kieszeni gruby rulon dolarów, oczywiscie same setki. Wziął też ze sobą trzy
flaszki. Zimno bylo więc obrócił je po kolei. Oczywiscie upił się i usnął.
Budzi sie, a tu nie ma łancuchów, sygnetów, ani dolarów. Została mu tylko
komórka.
Zadzwonił po swoich ludzi i nie minęło pół godziny, a podjechaly cztery
czarne mercedesy, w każdym po pieciu ludzi, wszyscy z kałachami. Stwierdzili
ze to najprawdopodobniej ktoś z okolicznej wsi obrobił szefa. Wpadaja do wsi
i pytają o sołtysa. Ktos z miejscowych wskazał dom pośrodku wsi. Wpadaja do
sołtysa a tam na ganek wychodzi facio w kufajce, na szyi ma dwa złote
łancuchy, na kazdym palcu sygnet, a z kieszeni kufajki wystaje mu rulon 100
dolarowek. Przeładowali broń i pytają skąd to wszystko ma. Soltys mowi: - no
nie uwierzycie chłopaki. Ide sobie przez las z psem na spacerze a tu nad
brzegiem jeziora leży jakis facet w trupa pijany i ma to wszstko przy sobie.
No to go obrobiłem, na koniec zerżnalem w dupe i poszedlem do domu.
Chłopaki patrzą pytajacym wzrokiem na szefa. Szef podchodzi do sołtysa,
przyglada się chwile błyskotkom i mowi:
- to nie moje.