Dodaj do ulubionych

Opowiedz Mi "..." coś śmiesznego!!!

14.01.03, 15:27
Ruski mafioso wybral sie na ryby i jak to ruski mafioso miał ze dwa złote
lancuchy (po pół kilo każdy) na szyi, na kazdym palcu zloty sygnet, a w
kieszeni gruby rulon dolarów, oczywiscie same setki. Wziął też ze sobą trzy
flaszki. Zimno bylo więc obrócił je po kolei. Oczywiscie upił się i usnął.
Budzi sie, a tu nie ma łancuchów, sygnetów, ani dolarów. Została mu tylko
komórka.
Zadzwonił po swoich ludzi i nie minęło pół godziny, a podjechaly cztery
czarne mercedesy, w każdym po pieciu ludzi, wszyscy z kałachami. Stwierdzili
ze to najprawdopodobniej ktoś z okolicznej wsi obrobił szefa. Wpadaja do wsi
i pytają o sołtysa. Ktos z miejscowych wskazał dom pośrodku wsi. Wpadaja do
sołtysa a tam na ganek wychodzi facio w kufajce, na szyi ma dwa złote
łancuchy, na kazdym palcu sygnet, a z kieszeni kufajki wystaje mu rulon 100
dolarowek. Przeładowali broń i pytają skąd to wszystko ma. Soltys mowi: - no
nie uwierzycie chłopaki. Ide sobie przez las z psem na spacerze a tu nad
brzegiem jeziora leży jakis facet w trupa pijany i ma to wszstko przy sobie.
No to go obrobiłem, na koniec zerżnalem w dupe i poszedlem do domu.
Chłopaki patrzą pytajacym wzrokiem na szefa. Szef podchodzi do sołtysa,
przyglada się chwile błyskotkom i mowi:
- to nie moje.
Obserwuj wątek
    • Gość: SS Re: Opowiedz Mi '...' coś śmiesznego!!! IP: *.wygoda.sdi.tpnet.pl 15.01.03, 10:21
      Rybacy z Władywostoku złowili wieloryba.
      Zmierzyli go i okazało się,że od ogona do głowy ma 25 m, a od głowy do
      ogona 30 m. Zwrócili się do instytutu w Moskwie z zapytaniem, dlaczego tak
      jest. Po pewnym czasie przyszła odpowiedź, że na razie nie wiadomo dlaczego,
      ale nauka radziecka zna podobne przypadki. Na przykład poniedziałek od piątku
      dzielą cztery dni, a piątek od poniedziałku tylko trzy.
    • Gość: wch Re: Opowiedz Mi '...' coś śmiesznego!!! IP: *.bielsk-podlaski.sdi.tpnet.pl 15.01.03, 10:22
      Najpierw trzeba, k***, kupić prezenty. Oznacza to, że będę latał po sklepach,
      przepychał się przez spoconych ludzi z obłędem w oczach, żeby wydać mnóstwo
      kasy na jakieś pierdoły. Co gorsza, wszystko już kiedyś komuś kupiłem. Wujek
      Edek dostał w zeszłym roku flaszkę, a przecież nie kupię mu w tym roku książki,
      bo ten facet nigdy nie przeczytał nic ponad tekst na etykiecie półlitrówki.
      Ciocia Jadzia rok temu ukontentowała się kremem nawilżającym, co go kupiłem z
      przeceny, bo za tydzień kończył się termin ważności.. W tym roku jedynym
      kosmetykiem dla tej lampucery byłby krem przeciwzmarszczkowy, ale po pierwsze,
      takich zmarszczek żaden krem nie wygładzi, a po drugie, przecież nie wydam na
      kosmetyki całej kasy na Boże Narodzenie. I tak ze wszystkimi. Dziecko mordę
      drze o jakiś nowy program komputerowy, choć i tak wiadomo, że przestanie się
      nim zajmować po 48 godzinach, bo każda gra jest dla niego za trudna, półmózga.
      Żona będzie miała jak zwykle pretensje, że Kowalska z jej biura dostanie coś
      ładniejszego. W rezultacie kupię byle co - jak co roku. Potem śledzik w pracy z
      ludźmi, których mordy są mi nienawistne, i patrzenie na męki szefa, który życzy
      nam "dużo pieniędzy", choć wszyscy wiedzą, że dopiero wtedy byłby szczęśliwy,
      gdybym pracował za miskę zupy z brukwi przykuty łańcuchem do komputera.
      Krwiopijca. Potem wszyscy się nawalą jak szpaki, a pan Henio obślini biust pani
      Bożeny z księgowości, zamkną się oboje w archiwum, bo oni zawsze walą się jak
      króliki, kiedy są naprani. Następnego dnia kac, w dodatku żona będzie robić
      wymówki. Jeszcze tylko trzeba jebnąć w baniak karpia, bo małżonka - uważacie -
      wrażliwa jest i na męki zwierzątka nie może patrzeć, choć mnie męczy od 15 lat
      bez zmrużenia oka, garbata owca. Przynieść i przystroić choinkę. Z
      dzieckiem, "żeby miało ciepłe wspomnienia z dzieciństwa", a ono w dupie ma
      choinkę, mnie, Boże Narodzenie i wszystko. Jak taki glon emocjonalny może mieć
      jakiekolwiek wspomnienia? No i kolacyjka wigilijna. Rodzinna, mać ich w tę i z
      powrotem. Jedna wielka męka. Co za kutas wymyślił ten łzawy termin "rodzinna
      wieczerza"? Przyjdą wszyscy ci, od których na co dzień trzymam się z daleka z
      dobrym skutkiem. Usiądziemy za stołem... A nie, pardon, najpierw prezenty!
      Trzeba będzie się kłamliwie ucieszyć, choć z góry wiem, że ten krawat kupiony
      na bazarze od Wietnamczyków dopełniłby liczną kolekcję podobnych gówien, gdybym
      oczywiście zawalił szafę takim badziewiem, a nie zaraz następnego dnia wyrzucił
      wszystko do śmietnika. Dostanę też najtańszy koniak i jakieś kosmetyki. Jakie -
      będę wiedział ostatniego dnia przed Wigilią, kiedy w pobliskim supermarkecie
      zaczną wyprzedawać to, czego nie udało się upchnąć ludziom. Po prezentach się
      zacznie. Te same kretyńskie dowcipy wuja Bronka, zwłaszcza, kurna, ten o gąsce
      Balbince. Wszyscy będą dokarmiać mojego psa po to, żeby narzygał w nocy na
      pościel. Ciotka załzawi się po dwóch godzinach żucia żarcia z wytrwałością
      tapira i zacznie płakać, "jak to dobrze, że trzymamy się razem". Gówno prawda
      akurat, co wykażą następne dwie godziny, kiedy to nawaliwszy się już, zacznie
      wyzywać swojego ślubnego od złamanych ch***. To oczywiście prawda, ale dlaczego
      popierać to rzucaniem w niego salaterką po śledziach? Mniejsza o jego mordę,
      ale ciotka nigdy nie trafia. Plama na wersalce cuchnie jeszcze przez dwa
      tygodnie po Wigilii. Jedyna nadzieja, że akurat w tym roku 6-letnia latorośl
      kuzynostwa z Łodzi nie nawali w gacie w połowie kolacji i nie zakomunikuje o
      tym radośnie jeszcze przed deserem. Bo to, że coś wywali sobie na łeb ze stołu,
      to pewne jak w banku. Jeszcze tylko muszę przeżyć debilne gadki o polityce,
      przy których wszyscy oczywiście skoczą sobie do gardeł i na siebie się
      poobrażają. Na koniec ciotula Jadzia puści maleńkiego pawika na ścianę koło
      swojego fotela i można będzie odtrąbić koniec męczarni. A nie, byłbym
      zapomniał. Kolejną rozrywką będzie wyprawa na pasterkę, bo to religijna
      rodzina. No to pójdę, choć nikt nigdy nie wyjaśnił, po nagłą cholerę tłuc się
      po nocy, żeby stać na mrozie w bezruchu przez godzinę czy więcej. Ciekawe, czy
      moja małżonka znowu wywinie orła na ryjna schodkach kościółka - jak to robi od
      kilku lat z uporem godnym lepszej sprawy? W kościele, jeśli tam się dopcham,
      będzie cuchnąć jak w gorzelni, bo wierni tylko dlatego stoją na własnych
      nogach, bo za duży tłok, żeby upaść. Czasem tylko ktoś beknie albo puści głośno
      bąka, ale i tak nikt na to nie zwróci uwagi, bo wszyscy drzemią na stojąco.
      Wracając trzeba tylko będzie uważać na chłopców z osiedla, bo w Wigilię
      katolicka młodzież szczególnie lubi wpierdolić bliźniemu. Rok temu zglanowali
      wujka Edka, ale on chyba tego nie zauważył, bo był zalany w płaskorzeźbę.
      Wreszcie wychodzą z chałupy, wory jedne. Moment zamykania drzwi za ostatnim z
      tych troglodytów jest najszczęśliwszą chwilą w moim świątecznym życiu. Kilka
      dni odpoczynku. Ale mijają jak z bata strzelił, bo wielkimi krokami zbliża się
      kolejny kretyński wynalazek - sylwester. Ludzie! Kto to wymyślił?! Już od
      listopada ślubna wydala z siebie idiotyczne pomysły, żeby pójść na "jakiś bal".
      Jakbyśmy srali pieniędzmi... Albo żeby gdzieś wyjechać, gdzie gorąco. A niech
      se włączy farelkę pod fikusem, będzie miała tropiki w chałupie. I tak przecież
      skończy się na balandze u Witka. Jasne, trzeba ładnie się ubrać, bo wszystkim
      się wydaje, że to jakiś uroczysty dzień. Czyli żona najpierw puści w trąbę pół
      budżetu domowego na jakąś kieckę, w której wygląda jak zwykle, czyli jak w
      worku po nawozach sztucznych. Ale cena taka, że za to można by żywić jeden
      powiat w Somalii przez kwartał. Ja się wbijam w garnitur, bo europejska
      cywilizacja wymyśliła, że mężczyzna wygląda dobrze, gdy wdzieje na siebie
      marynarę, co pije pod pachami. Pod szyją zawiążę sobie kolorowy postronek. I
      tak mam przewagę, bo prysnę na dziób jakąś wodę kolońską i jazda, a małżonka
      kładzie sobie tapety tyle, że palec w to wchodzi do pierwszego stawu, a daje
      rezultat mumii Tutenchamona zaraz przed konserwacją. I zajmuje ze trzy godziny.
      Łazienka, oczywiście, zajęta i wszyscy pozostali domownicy mogą szczać do
      zlewu, jak mają potrzebę, albo niech zdychają na uremię. U Witka ten sam zestaw
      ludzki, ale czasem trafia się coś nowego, na czym można by oko zawiesić. Jak
      zwykle nic z tego nie wyjdzie, bo chociaż Wituś ma dużą chałupę, to ryzyko za
      duże. Zresztą każda kobitka jeszcze przed północą doprowadza się do stanu, w
      którym wygląda jak kupa. W tym dniu trzeba być radosnym jak młody pies,
      szczerzyć zęby w uśmiechu i ruszać w tany, nawet jeśli ni pyty nie mam o tym
      pojęcia. Zresztą nikt nie ma, za to wszyscy miotają się w konwulsjach i po
      krótkim czasie cuchną, jak gdyby nie myli się z tydzień. Baby w szczególności.
      Z facetami jest prostsza sprawa, bo już koło jedenastej są pijani w sztok i
      bełkoczą albo chcą ruchać wszystko, na co trafią w drodze do baru.. O północy
      trzeba obcałować wszystkie te oślinione i śmierdzące wódą mordy, obłudnie
      życząc wszystkiego najlepszego, choć jedyne, o czym wtedy myślę, to żeby ich
      szlag trafił czym prędzej. Potem sylwestrowa noc, banalna do bólu - rozmazane
      makijaże kobitek (najlepszy tusz nie wytrzyma, gdy właścicielka walnie mordą w
      sałatkę), śpiący pokotem faceci, jacyś zarzygani klienci w kiblu. Norma. Ja,
      oczywiście, nawalę się już przed północą, żeby uniknąć konieczności potańcówek
      i dialogów z własną żoną, bo co jej można nowego powiedzieć po 15 latach
      małżeństwa? Trzeba tylko doczekać do rana, kiedy ruszą pierwsze autobusy, bo
      zamówienie taksówki graniczy z cudem. Pijany i śmierdzący autobus dowiezie nas
      jakoś do domu. Można spać.
    • p.suchy Re: Opowiedz Mi '...' coś śmiesznego!!! 15.01.03, 15:09
      Alkoholik, palacz i homoseksualista idą do lekarza. Lekarz stawia diagnozę:
      - Jeżeli jeszcze raz któryś z was ulegnie swojemu nałogowi, umrze.
      Panowie wychodzą z gabinetu i w ponurych nastrojach idą ulicą. Gdy przechodzą
      obok baru, alkoholik daje za wygraną, wychyla kieliszek i... pada martwy.
      Homoseksualista i palacz idą dalej. W pewnym momencie palacz zauważa na
      chodniku niedopałek papierosa. Homoseksualista widzi to i mówi:
      - Jeżeli schylisz się po niego, obaj jesteśmy martwi.

    • p.suchy Re: Opowiedz Mi '...' coś śmiesznego!!! 15.01.03, 15:11
      89-letni Alfred, emeryt zmęczony i wiekiem, i samotnością udaje się do pubu,
      aby poderwać dziewczynę. Godzinami siedzi przy barze, ale żadna kobieta nie
      chce przyjąć jego propozycji wspólnego wypicia drinka. Zrozpaczony podrywa 67-
      letnią babcię klozetową, Leokadię. Ta z ochotą przyjmuje jego propozycję,
      spędzają upojną noc i razem jedzą lekkostrawne śniadanie (płatki kukurydziane
      na mleku). W trzy dni póˇniej Alfred zauważa, że coś złego dzieje się z jego
      penisem - wypływa z niego podejrzana wydzielina. Tak szybko, jak na to
      pozwalają mu jego lata, biegnie do dermatologa. Lekarz dokładnie ogląda
      członka emeryta i pyta:
      - Czy ostatnio masturbował się pan lub też miał stosunek seksualny?
      - Tak! - odpowiada dumnie Alfred.
      - No to zjeżdżaj mi pan stąd! Za chwilę będzie miał pan orgazm!



      • Gość: sanchopansa coś śmiesznego.. IP: *.bielsk-podlaski.sdi.tpnet.pl 14.02.03, 02:30
        Przez pustynię zasuwa kangur. Zatrzymuje się. Z torby wysuwa się głowa
        pingwina. Pingwin rozgląda się cały spocony i wymiotuje. W tym samym czasie na
        biegunie północnym mały
        kangurek tupie z zimna i cedzi przez zęby: - Cholerna wymiana studentów!!!!

    • Gość: wch Polska w wojnie z Irakiem - komunikat PAP IP: *.bielsk-podlaski.sdi.tpnet.pl 14.02.03, 07:53
      Minister Spraw Zagranicznych Włodzimierz Cimoszewicz oświadczył, że Polska
      rozpocznie wojnę z Irakiem także w sytuacji, gdy nie da na to zgody ONZ, a
      nawet gdyby do wojny nie przystąpiły Stany Zjednoczone. Gotowość bojową
      osiągnęła już wyborowa Podkarpacka Orkiestra Przeciwpancerna, wyposażona w
      trąby o średnicy 750 mm (służące do niszczenia umocnień przeciwnika, np.
      murów), talerze antyrakietowe i bęben samonaprowadzający.

      W tym tygodniu w stronę Iraku wypłynie I Eskadra Kajaków Rakietowych
      (niewykrywalnych dla radarów). Jeśli nie nastąpią jakieś nieprzewidziane
      trudności (np. fale), to flotylla powinna dopłynąć do Iraku około roku 2007.

      W najbliższym czasie na Bliski Wschód rusza (autostopem) I Pułk Kawalerii
      Bezprzewodowej, znany z rubasznych pieśni i mocnych łbów. Jeśli tylko pojawią
      się sprzyjające wiatry, to Bagdad zbombardowany zostanie przez II Szwadron
      Latawców Strategicznych przy pomocy pisanek, dzięki czemu będzie można stworzyć
      1000 nowych miejsc pracy dla artystek ludowych (użycia jaj ubiegłorocznych
      zabraniają konwencje międzynarodowe).

      Decydujący atak na pałac Husajna dokona słynna I Wąchocka Dywizja Ciasnych
      Beretów, która wyspecjalizowała się w desantach bez spadochronów. Wynika to nie
      tylko z braku środków na sprzęt, ale z zaobserwowanego przez naukowców
      wojskowych zjawiska, że skoczek bez spadochronu jest trudniejszy do trafienia.

      Tymczasem w tajnej bazie wojskowej w Pacanowie prowadzane są szkolenia
      emigrantów irackich. Gdy zostanie obalony reżim Husajna, zajmą się oni
      dolewaniem oleju rzepakowego naszej produkcji bezpośrednio do złóż ropy
      naftowej. Następnie ten produkt będzie sprzedawany odbiorcom na całym globie.

      Światowa opinia publiczna zamarła w oczekiwaniu na kolejne działania naszego
      supermocarstwa.
    • Gość: sanchopansa Śmieszne IP: *.bielsk-podlaski.sdi.tpnet.pl 16.02.03, 17:49
      Wielki, ogromny, wielopiętrowy supermarket, w którym kupicie wszystko. Szef
      przyjmuje do pracy nowego sprzedawcę, dając mu jeden dzień okresu próbnego żeby
      go przetestować.Po zamknięciu wzywa szef nowego sprzedawcę do biura:- No to ile
      dziś zrobił pan transakcji? - pyta sprzedawcę.- Jedną, szefie.- Co? Jedną?!
      Nasi sprzedawcy mają średnio od sześćdziesięciu do siedemdziesięciu transakcji
      w ciągu dnia! Co pan robił przez cały dzień? A właściwie to ile pan utargował?-
      Trzysta osiemdziesiąt tysięcy dolarów.Szefa zatkało.- Trzy... sta osiem...
      dziesiąt tysięcy? Na Boga, co pan sprzedał?!- No, na początku sprzedałem mały
      haczyk na ryby...- Haczyk na ryby? Za trzysta osiemdziesiąt tysięcy?- Potem
      przekonałem klienta żeby wziął jeszcze średni i duży haczyk. Następnie
      przekonałem go, że powinien wziąć jeszcze żyłkę. Sprzedałem mu trzy rodzaje:
      cienką, średnią i grubą. Wdaliśmy się w rozmowę. Spytałem gdzie będzie łowić.
      Powiedział, że na Missouri, dwadzieścia mil na północ. W związku z tym
      sprzedałem mu jeszcze porządną wiatrówkę, nieprzemakalne spodnie i rybackie
      gumowce, ponieważ tam mocno wieje. Przekonałem go, że na brzegu ryby nie biorą,
      no i tak poszliśmy wybrać łódź motorową. Spytałem go jakie ma auto i wydusiłem
      z niego, że dość małe aby odwieźć łódź, w związku z czym sprzedałem mu
      przyczepę.- I wszystko to sprzedał pan człowiekowi, który przyszedł sobie kupić
      jeden, jedyny haczyk na ryby?!- Nieee. On przyszedł z zamiarem kupienia
      podpasek dla swojej żony. Zaproponowałem mu, że skoro w weekend nici z seksu to
      może pojechałby przynajmniej na ryby...
    • Gość: cartman Re: Opowiedz Mi '...' coś śmiesznego!!! IP: *.bielsk-podlaski.sdi.tpnet.pl 16.02.03, 18:30
      Jasiek zaprosił swoją mamę na obiad w mieście, w którym studiował, wynajmował
      małe mieszkanko razem z koleżanką Justyną. Jednak, kiedy matka przyjechała do
      synka, nie mogła nie zauważyć, że współlokatorka syna jest wyjątkowo ładną i
      seksowną blondynką. Jak to każda matka zaczęła się zastanawiać, czy aby z tego
      ich wspólnego mieszkania nie wynikną jakieś problemy. Syn zauważył, jak matka
      patrzy na Justynę i kiedy byli sami powiedział:
      - Domyślam się o czym myślisz, ale zapewniam cię, że ona i ja jesteśmy tylko
      współlokatorami. Nic nas nie łączy.
      Tydzień później Justyna pyta się Jaśka:
      - Słuchaj, nie chcę nic sugerować, ale od ostatniego obiadu z twoją matką, nie
      mogę znaleźć mojej pamiątkowej cukierniczki. Chyba jej nie wzięła, jak myślisz?
      Jasiek zdecydował się napisać list do matki:
      "Droga mamo, nie piszę, że wzięłaś pamiątkową cukiernicę Justyny, nie piszę
      też, że jej nie wzięłaś. Fakt jednak pozostaje, że od kiedy byłaś u nas na
      obiedzie tydzień temu, nie możemy jej znaleźć."
      Odpowiedź przyszła parę dni później.
      "Drogi Jasiu, nie twierdzę, że sypiasz z Justyną, nie twierdzę też, że z nią
      nie sypiasz. Fakt jednak pozostaje, że gdyby Justyna spała we własnym łóżku,
      już dawno by ją znalazła. Buziaczki, mama"
      • doktorpajchivo Kawał 17.02.03, 02:30
        Niedźwiedź sporządził listę zwierząt, które chce zjeść. Oczywiście dowiedziały
        się o tym zwierzęta z lasu i wpadły w panikę. Nazajutrz do niedźwiedzia
        przyszedł jeleń i pyta:
        - Niedźwiedziu, jestem na liście?
        - Tak.
        - No tak, rozumiem. Słuchaj, daj mi jeden dzień, żebym pożegnał się z rodziną.
        A potem mnie zjesz.
        Niedźwiedź się zgodził i zjadł jelenia dopiero na drugi dzień. Jako następny
        przyszedł wilk i pyta:
        - Niedźwiedziu, czy jestem na liście?
        - Jak najbardziej.
        - Ojej, straszne. Słuchaj, pozwól mi żyć jeszcze jeden dzień, a ja pożegnam się
        z najbliższymi. A potem mnie zjesz.
        I znowu ugodowy niedźwiedź zjadł swoją ofiarę dopiero na drugi dzień. Potem do
        niedźwiedzia przyszedł zajączek i pyta:
        - Słuchaj, czy jestem na liście?
        - Tak, jesteś.
        - A nie mógłbyś mnie skreślić?
        - Nie ma sprawy.
    • Gość: hydroas Dowcip... IP: *.bielsk-podlaski.sdi.tpnet.pl 17.02.03, 03:25
      Przychodzi facet do okulisty i zaczyna sie rozbierać.
      - To nie jest konieczne - mówi lekarz
      - Mnie boli, czy pana? -pyta się pacjent
      - Nie no pana, ok.
      Gość zdjał koszule i zabiera sie za zdejmowanie spodni.
      - To naprawde nie jest konieczne - jęczy lekarz
      - Mnie boli czy pana? - odpowiada pacjent i zdejmuje slipy po czym staje nagi
      przed okulistą i mówi: -Jak ciagnę za ten włos na jajach to mi oczy łzawią.
    • Gość: SS Re: Opowiedz Mi '...' coś śmiesznego!!! IP: *.wygoda.sdi.tpnet.pl 17.02.03, 10:05
      Główny Urząd Ceł postanowił przeprowadzić ankietę wśród celników na temat
      łapówkarstwa. Jedno z pytań zadawanych przez komisję brzmiało:
      "Ile czasu potrzebujesz aby za łapówki kupić BMW?"
      Celnik na polsko- niemieckiej granicy odpowiada:
      - Dwa, trzy miesiące.
      Celnik na polsko-czeskiej granicy:
      - No, z pół roku.
      Celnik ze "ściany wschodniej" po dłuższym zastanowieniu:
      - Dwa, trzy lata.
      Komisja zadziwiona:
      - Tak długo?
      Celnik ze "ściany wschodniej":
      - Chłopaki, nie przesadzajcie, BMW to w końcu duża firma...
      • Gość: AdamNN Re: Opowiedz Mi '...' coś śmiesznego!!! IP: 195.245.213.* 19.02.03, 09:23

        Poradnik użytkownika piwa

        OBJAW: Piwo wyjątkowo blade i bez smaku.
        PRZYCZYNA: Szklanka jest pusta.
        DZIAŁANIE: Poproś kogoś, żeby ci kupił następne.

        OBJAW: Ściana na przeciwko pokryła się światełkami.
        PRZYCZYNA: Leżysz na plecach.
        DZIAŁANIE: Trzymaj się baru.

        OBJAW: Usta pełne niedopałków
        PRZYCZYNA: Przewróciłeś się na bar.
        DZIAŁANIE: Patrz wyżej.

        OBJAW: Piwo jest bez smaku, koszula z przodu mokra.
        PRZYCZYNA: Usta zamknięte lub piwo skierowane do nieodpowiedniej części twarzy.
        DZIAŁANIE: Wycofaj się do toalety i potrenuj przed lustrem.

        OBJAW: Stopy zimne i mokre.
        PRZYCZYNA: Szklanka trzymana pod nieodpowiednim katem.
        DZIAŁANIE: Obróć szklankę tak, aby otwór był skierowany ku sufitowi.

        OBJAW: Stopy cieple i mokre.
        PRZYCZYNA: Wadliwa kontrola przepływu.
        DZIAŁANIE: Stan obok najbliższego psa i upomnij właściciela.

        OBJAW: Podłoga rozmazana.
        PRZYCZYNA: Patrzysz przez dno pustej szklanki
        DZIAŁANIE: Poproś kogoś, żeby ci kupił następne piwo.

        OBJAW: Podłoga się rusza.
        PRZYCZYNA: Jesteś wynoszony.
        DZIAŁANIE: Upewnij się czy niosą cię do następnego baru.

        OBJAW: Nagle zrobiło się ciemno.
        PRZYCZYNA: Bar jest zamknięty.
        DZIAŁANIE: Ustal z barmanem swój adres.

        OBJAW: Taksówka pokrywa się kolorowymi wzorami.
        PRZYCZYNA: Konsumpcja piwa przekroczyła dopuszczalny limit.
        DZIAŁANIE Zakryj usta.
    • p.suchy Re: Opowiedz Mi '...' coś śmiesznego!!! 19.02.03, 19:07
      Wpada zamaskowany gość do banku, strzela z kałacha w sufit i krzyczy: "Wszyscy
      na ziemię to jest napad!!!". Ludzie w szoku posłusznie się kładą. Gość
      podchodzi do kasjerki:
      - Otwieraj sejf!!!!
      - Ale proszę pana to jest bank spermy, w sejfie jest tylko sperma...
      - Powiedziałem otwieraj sejf, bo wszystkich zabiję!
      - Dobrze, dobrze, niech pan nikomu nie robi krzywdy.
      Kasjerka otwiera sejf i wyjmuje fiolki ze spermą.
      - A teraz to wypij.
      - Jak to? Proszę pana, proszę nie!!
      - Pij bo cię zabiję!!!!
      W końcu kasjerka wypija fiolkę.
      - Jeszcze jedną!!!!
      - Dobrze, dobrze ale proszę nie strzelać.
      Wypija drugą, następuje chwila ciszy. W końcu gość zdejmuje kominiarkę i mówi:
      - Widzisz kochanie, jak chcesz to potrafisz.
    • p.suchy Re: Opowiedz Mi '...' coś śmiesznego!!! 10.03.03, 16:48
      Późny i mroźny wieczór w górach. Turysta zboczył ze szlaku, szuka jakiejś
      przystani.
      Nagle w oddali spostrzega światło. Podąża w jego kierunku i po chwili staje
      przed domem bacy.
      Puka raz, drugi, trzeci. Bez odzewu. Niezrażony pociąga za klamkę i wchodzi do
      izby.
      Patrzy - na łózku leży baca z zoną, jeszcze nie śpią.
      - Baco, czy moge się u was ogrzać i posilić? - zapytał turysta.
      Znowu cisza. Uznał że brak odpowiedzi oznacza zgodę. Gdy już się napił i
      zjadł, znów zapytał:
      - Baco, tak mi u was dobrze, ze chętnie jeszcze posiedzę - jeśli można, ale
      może włączyłbym
      telewizor? Znowu brak reakcji. Więc jak zapytał - tak zrobił.
      Kiedy już sie ogrzał,posilił i obejrzał program w telewizji - spojrzał na
      bacową i zapytał
      męza:
      - Baco, ładną macie żonkę, może bym ją bzyknął i już se pójdę?! Znowu cisza.
      Rozochocony
      brakiem sprzeciwu - zrobił co swoje. Wychodząc, powiedział:
      - Dziękuje Ci baco za wspaniałą gościnę, wszystkim będę rozgłaszał - jak mnie
      ugościłeś!
      Drzwi się zamknęły, po czym odzywa się bacowa:
      - Ty ch... złamany! Najpierw pozwoliles mu tu zostać, nażreć i nachlać się do
      woli, a potem jeszcze mnie przeleciec!!
      Na co baca spokojnie:
      - Ha ha ha. Pierwsza się odezwałaś - Ty gasisz światło!

    • Gość: wch Slow translation IP: *.bielsk-podlaski.sdi.tpnet.pl 09.04.03, 10:45
      Slow translation

      a really huge automobile — wielki wóz
      a shit of laugh — kupa śmiechu
      afterbills — porachunki
      air trumpet — trąba powietrzna
      Baldie from Ida deck — Łysek z pokładu Idy
      behind-eyes student — student zaoczny
      beyond shits — zakupy
      brain tire fire — zapalenie opon mózgowych
      but eggs — ale jaja
      can you throw me up — możesz mnie podrzucić
      Citizen Chirper — Obywatel Piszczyk
      coffee on the table — kawę na ławę
      coin paintings — obrazy Moneta
      Crossmen — Krzyżacy
      cut off myself a nap — uciąć sobie drzemkę
      day, memory is flying... — dzień, wspomnienie lata...
      directly from the bridge — prosto z mostu
      dogs may be led in but not slowly — psów wprowadzać nie wolno
      do something without corpse — zrobić coś bez zwłoki
      do you divide my sentence — czy podzielasz moje zdanie
      don’t boat yourself — nie łudź się
      don’t make a village — nie rób wiochy
      don’t make stages — nie rób scen
      don’t make the eggs yourself — nie rób sobie jaj
      don’t tear yourself — nie drzyj się
      fall out of the penis — wypaść z interesu
      feet of metals — stopy metali
      first from the shore — pierwszy z brzegu
      fugitive of circumstances — zbieg okoliczności
      garden school band — zespół szkół ogrodniczych
      give me the second time — daj mi sekundę czasu
      Glasgow — szkło poszło
      go out on people — wyjść na ludzi
      grandfather for nuts — dziadek do orzechów
      Grandfathers — Dziady
      half of a „K” — półka
      he killed her nail — zabił jej ćwieka
      he was her right hand in driving the left businesses — był jej prawą ręką w
      prowadzeniu lewych interesów
      he was in Warsaw — był, wojnę widział
      heritage of prices — spadek cen
      highway to hell — autostrada na Hel
      I feel a train to you — czuję do ciebie pociąg
      I got oaken — zdębiałem
      I see in boat — Widzew Łódź
      I tower you — wierzę ci
      I’ll animal it to you — zwierzę ci się
      I’m from beeftown — jestem z Wołomina
      in the face of porcupine — w mordę jeża
      it doesn’t hold the shit — to nie trzyma się kupy
      it’s a pity of the west — szkoda zachodu
      it’s after birds — już po ptakach
      kiss with a double-gun — pocałować z dubeltówki
      know how — nie szczekać
      little business of movement — kiosk „Ruchu”
      my girlfriend is very expensive to me — moja dziewczyna jest mi bardzo droga
      never ending story — bardzo długie zasłony
      o, little mountains — ogórki
      oh, chicken! — o, kurczę!
      Oh-Field — Opole
      old good tenses — stare dobre czasy
      On blueberries — Na jagody
      overshiting — przekupstwo
      penis is walking around me — ch... mnie to obchodzi
      Pisses Man — Szczepan
      post him shoping — wysłać go na zakupy
      press gay of brakes — nacisnąć pedał hamulca
      pull from bubble — pociągnąć z bańki
      railway on you — kolej na ciebie
      room with you — pokój z tobą
      screw-ship — śrubokręt
      serious music concert — koncert muzyki poważnej
      shit is going around me — g... mnie to obchodzi
      slow kick — rzut wolny
      slow lovemaking — wolna miłość
      slow market — wolny rynek
      step on somebody’s hand — pójść komuś na rękę
      street robots — roboty drogowe
      terrestrial robots — roboty ziemne
      thank you from the mountain — dziękuję z góry
      The Dug-Up — Zakopane
      the profits are flying into the hole — zyski lecą w dół
      there is a window-pane in the bed — jest szybka w łóżku
      Think-It-Over — Przemyśl
      time swimming allowed — czas płynie wolno
      to break down the first ice-creams — przełamywać pierwsze lody
      to concentrate a shit — skupić się
      to cut an idiot — rżnąć głupa
      to cut corners — przytrzeć rogów
      to cut percentage feet — obniżyć stopy procentowe
      to divorce the facts — rozwodzić się nad faktami
      to go to the second page of the street — przejść na drugą stronę ulicy
      to jump on beer — wyskoczyć na piwko
      to let the peacock out — puścić pawia
      to make the profit on time — zyskać na czasie
      to overheat the wall with head — przygrzać głową w mur
      to plane a crazy — strugać wariata
      to shave a glass — golnąć kielicha
      to stand in someone’s face — stać w obliczu
      to underpepper — podpieprzyć (ukraść)
      Tom divided their lottery coupon — Tom podzielił ich los
      universal pregnancy law — prawo powszechnego ciążenia
      village killed by desks — wioska zabita dechami
      volleyball of the eye — siatkówka oka
      we are equal peasants — my są równe chłopy
      werewolf — gdzie wilk
      what a grandfatherhood — co za dziadostwo
      white without — biały bez
      without small garden — bez ogródek
      your railway now — teraz twoja kolej

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka