pani-w-domu
28.09.05, 11:11
Wpadlam wczoraj, jak to zwykle bywa zupelnym przypadkiem. Jak narazie
przeczytalam z wielkim zainteresowaniem pare postow. Chce poprosic o pomoc.
Sytuacja w ktorej sie znajduje jest bardzo meczaca. Stres zwiazany z brakiem
pieniedzy, niepewna przyszlosc,zupelny brak stabilizacji. Nie potrafie sobie z
tym sama poradzic.Juz nie! Kiedys, jeszcze z poczatkiem tego roku bylam inna i
myslalam inaczej. Mialam plany, marzenia, a co najwazniejsze wiare w to, ze
choc teraz jest ciazko, to kiedys to sie zmieni. Dzisiaj czuje sie strasznie
zmeczona .Zmeczona zyciem i tym wszystkim , z czym przyszlo mi sie zmagac.
Bardzo zle spie, malo jem, mam ataki paniki, boje sie wychodzic z domu, boje
sie wszystkiego.Najgorsze jest to, ze zupelnie stracilam wiare w moje wlasne
sily, w moje mozliwosci,i w fakt, ze zla passa kiedys minie, a ja zaczne
normalnie, zwyczajnie, SPOKOJNIE zyc.
Zdaje sobie sprawe, ze to w duzej mierze kwestia mojego wewnetrznego
nastawienia. Ze gdybym pozytywniej myslala i pokladala wiecej nadziei w Bogu,
to inaczej szla bym przez zycie, koncentrowala sie raczej na dobrych stronach,
niz na samych tragediach.Nie potrafie tego. W tej chwili tego nie potrafie.
I bardzo potrzebuje Waszej pomocy!
Naczytalam sie juz sporo o pozytywnym mysleniu, o afirmacjach, o odpowiednim
zaprogramowaniu podswiadomosc, ale zupelnie nie wiem od czego zaczac.
Bylabym wdzieczna wszystkim Zyczliwym za male podporki. Jak zaczac prace nad
soba,co zrobic, by miec najlepsze efekty. Bo jedno wiem, tak jak ja zyje,
dlugo zyc sie nie da. Strach nie jest najlepszym towarzyszem podrozy, a juz
najgorsze jest to, ze nie ma planow, nie ma marzen, nie ma nadziei ...