Mówią że "miłość to wolność" że "dodaje skrzydeł".
W pewnym sensie tak, to prawda, ale trzeba za to zapłacić pewną cenę.
Może są ludzie dla których nie ma tego "problemu"... ja takich nie znam...
Kochać to tesknić, wyczekiwać, mieć nadzieję, czasem zacisnąć zęby i pokonać ukłócie zazdrości, albo zrobić z siebie wariata...

)
Czasem dumam na cóż się zdają wszytskie mądrości tego świata skoro miłość potrafi uzależnić duszę nadzieją i tęsknotą.
Jak tu pozostać wolną duszą kiedy miłość (szczęśliwa czy też nie) wywołuje stan tęsknoty

Jak pogodzić idee wolności duszy, i duchowej podróży przez wcielenia, galaktyki czy drogi do raju - jak kto woli

- z tą "najzwyklejsza" tęsknotą i porządaniem serca za tą jedną jedyną osobą.
Próbuję latać sobie jak kolorowy motyl a tęsknota ciągnie mnie do jednego tylko "kwiatka"
Gdzież ta wolność?!

Powtarzam sobie z uporem że tego "kwiatka" na zawsze nie dostałam, że on nalezy tylko do siebie.. próbuję rozgraniczyć, podejść do uczuc i emocji racjonalnie ezoterycznie i duchowo... i nie wiem...

Może ktoś wie jak znaleźć spokój duszy mimo miłości

Miałam plan być duszą wolną i niepodległą a tu nagle moja dusza pragnie potajemnie, podświadomie tylko tych brązowych oczu...

Heh... mam nadzieje że ktoś pojął moje rozmyślania