Dodaj do ulubionych

Mięsko komercyjne

03.11.09, 07:38
Kto wie, szto eto takoje? Przy okazji naszej dyskusji o pracy Mili (no, między
innymi o tym ;-) przypomniał mi się opis świątecznego obiadu u Felicji w KK.
Czy to oznacza, że były takie miejsca, gdzie można było bezstresowo, ale za
odpowiednio wysoką cenę takie mięso nabyć? Bo przyznam się, że nie pamiętam.
Obserwuj wątek
    • dakota77 Re: Mięsko komercyjne 03.11.09, 07:57
      Przychodza mi do glowy w tej chwili konsumy- sklepy dla milicjantow, no
      ale musieliby miec dojscia. I w Pewexie byla szynka Krakus,
      przeznaczona na eksport:).
      Musze sobie przypomniec opis tego obiadu.
    • the_dzidka Re: Mięsko komercyjne 03.11.09, 08:50
      Tak własnie było. "Wsiąść do rakiety Hermaszewskiego, nie dbać o
      mięso z komercyjnego..."

      Nie wiem, czy rodzinka korzystała z komercyjnego, ale zjawisko
      musiało być mi znane, bo piosenka była dla mnie całkowicie
      zrozumiała.

      A takie cos jeszcze znalazłam:

      "Zarówno nazwa, jak i sama idea zostały skopiowane ze Związku
      Radzieckiego wczesnych lat 30. -
      to właśnie tam w tym czasie "kommierczeskije magaziny" sprzedawały
      po cenach znacznie wyższych towary, które w sklepach "normalnych"
      były dostępne po cenach "państwowych" - za to wyłącznie na różnego
      rodzaju talony.
      W ten sposób zamierzano ściągnąć z rynku część tzw. "nawisu
      inflacyjnego", tj. pieniądza nie znajdującego pokrycia w towarze
      obecnym na rynku. Z założenia tylko w tych sklepach (albo na placach
      targowych, albo też jakkolwiek inaczej, np. nabywając mięso
      wprost "od baby") mogliby się zaopatrywać w żywność ludzie pracujący
      nie "na państwowym", bez stosownego stempelka w dowodzie osobistym -
      i w związku z tym wypłacani poza strukturami oficjalnymi. Na te
      tylko sklepy byliby też "skazani" turyści zagraniczni, gdyby
      zechcieli - zamiast jeść w restauracjach - przyrządzać sobie samym
      posiłki.
      Te "sklepy komercyjne", które pamiętam z Polski, powstały wraz z
      wprowadzeniem w r. 1976 kartek na cukier - sprzedawany na kartki po
      10,50 - był w sklepach komercyjnych bez ograniczeń, ale po 26 zł za
      1 kg. Gdzieś tak od 1977-78 r. w sklepach "komercyjnych" pojawiło
      się mięso i wędliny - początkowo były to asortymenty lepiej
      przetworzone, np. różnego rodzaju kiełbasy podsuszane - w krótkim
      jednak czasie te same ochłapy, co w sklepach "zwykłych", tyle że do
      dostania tylko tam i to po odpowiednio wyższej cenie komercyjnej.
      W Krakowie jeden z takich sklepów był w ścisłym centrum: na rogu
      Szewskiej i Jagiellońskiej (po parzystej stronie Szewskiej - dom
      bodajże nr 10)
      [NB: obecnie w ścisłym centrum w obrębie Plant sklepów spożywczych
      prawie nie ma - na tym miejscu, co za PRL, został tylko spożywczy
      PSS "Społem" na Pl. Szczepańskim; uchowały się dwa sklepy
      sprywatyzowane na Szpitalnej oraz "odrodził się" jeden ze sklepów na
      Grodzkiej - w sieci "Kefirek"].
      Jak pamiętamy, przeniesienie z dniem 1 VII 1980 większości
      oficjalnie dostępnego mięsa do sklepów komercyjnych, co równało się
      podwyżce cen mięsa bez nazywania rzeczy po imieniu, uruchomiło fałę
      strajków. Te z "lubelskiego lipca" udało się jeszcze wygasić
      rzucając ludziom pieniądze, z gdańskim sierpniem już tak łatwo nie
      poszło...
      Od wiosny-lata 1981, od kiedy wszystkie podstawowe dobra objęto
      reglamentacją, sklepy komercyjne zaczęły znikać."
      • senseeko Re: Mięsko komercyjne 03.11.09, 15:07
        the_dzidka napisała:

        > Tak własnie było. "Wsiąść do rakiety Hermaszewskiego, nie dbać o
        > mięso z komercyjnego..."
        Ja znałam w wersji: "Wsiąść do rakiety Hermaszewskiego
        nie dbać o szynkę z komercyjnego
        ściskając w ręku kartki na cukier..."(dalej było nieparlamentarnie)

        Sklepy komercyjne to nie było to samo, co konsumy.
        Tak jak juz inni pisali - było tam to, co powinno być w zwykłym sklepie, tyle ze w zwykłym nie było wcale.
        Potem się jeszcze (chyba po fiasku komercyjnych) pojawiły w sklepach "ceny umowne" i "ceny regulowane".
        Umowne były oczywiście dużo wyższe od regulowanych.
        Mój Tato, pamiętam, dywagował czemu "cena umowna" skoro on z nikim się na taką cenę nie umawiał :)

        Po jakims czasie ceny regulowane zanikły a umownym odpadł drugi człon nazwy. Zupełnie jak w rakiecie Hermaszewskiego.
      • onion68 Re: Mięsko komercyjne 03.11.09, 16:39
        Ha! Scena z udawanym cudzoziemcem kupującym łososia w "Mistrzu i Małgorzacie" :-)
        Uczono mnie na historii gospodarczej, że wszystkie zrywy wolnościowe (no,
        powiedzmy - masowe) w PRL były reakcją na podwyżki cen mięsa, ale nawet ja
        przyjmowałam tę informację sceptycznie ;-) A proszę.
        • ready4freddy OT losos komercyjny 11.11.09, 18:08
          onion68 napisała:

          > Ha! Scena z udawanym cudzoziemcem kupującym łososia w "Mistrzu i Małgorzacie" :
          > -)
          > Uczono mnie na historii gospodarczej, że wszystkie zrywy wolnościowe (no,
          > powiedzmy - masowe) w PRL były reakcją na podwyżki cen mięsa, ale nawet ja
          > przyjmowałam tę informację sceptycznie ;-) A proszę.

          totalny OT: wiecie (na pewno wiecie!) ze sa rozne wydania MiM i nie we
          wszystkich jest ta scena?? ja przez lata mialem na polce tylko i wylacznie
          oprawne w szare plotno wydanie z '73 roku i bardzo sie zdziwilem, kiedy w
          czytanym pozniej wydaniu z '87 znalazlem kilka zupelnie mi nieznanych scen,
          m.in. te wlasnie. i powiem szczerze, bez tych paru scen.. jest chyba lepiej,
          tzn. one nic nie wnosza do calosci, moze to kwestia mojego przyzwyczajenia do
          "ocenzurowanej" wersji? (chociaz to zle slowo, bo nie wszystkie roznice da sie
          wytlumaczyc cenzura).
          • ananke666 Re: OT losos komercyjny 12.11.09, 12:36
            > totalny OT: wiecie (na pewno wiecie!) ze sa rozne wydania MiM i nie we
            > wszystkich jest ta scena??

            Wiecie. Ale nie wiecie, przynajmniej ja, czego nie ma. Bądź milutki i zapodaj!
            • ready4freddy Re: OT losos komercyjny 12.11.09, 12:53
              tak na szybko to moge zapodac, iz:
              - nie ma calego rozdzialu "sen Nikanora Iwanowicza"
              - nie ma sceny z golym grubasem, kapiacym sie nad rzeka (tam, gdzie na
              Malgorzate czeka kozlonogi :)
              - brakuje kilku zdan w scenie, gdzie u Wolanda pojawia sie Alojzy Mogarycz i
              zostaje ukarany za swa podlosc (w dluzszej wersji podlosc jest dokladniej
              wyjasniona)
              - nie ma sceny z cudzoziemcem i lososiem
              - nie ma fragmentu, gdzie Korowiow i Behemot na dachu wyjasniaja Wolandowi, co
              dzialo sie u Gribojedowa - po prostu zjawiaja sie z nadpalonymi gadzetami,
              salutuja, a Woland mowi "dobrzyscie!" czy cos w ten desen
              - rodzial "na Worobiowych Gorach" jest jeszcze krotszy.

              moim zdaniem na braku tych scen ksiazka tylko zyskuje, zwlaszcza w niektorych
              przypadkach, ale moze to kwestia przyzwyczajenia. czesc zmian nie moze byc
              uzasadniona cenzura, a raczej redakcja tekstu.
              -
              • onion68 Re: OT losos komercyjny 12.11.09, 13:04
                > moim zdaniem na braku tych scen ksiazka tylko zyskuje, zwlaszcza w niektorych
                > przypadkach, ale moze to kwestia przyzwyczajenia. czesc zmian nie moze byc

                Przyzwyczajenia chyba :-) Ja z kolei nie wyobrażam sobie MiM bez tych scen. Co
                wadził kąpiący się grubas?
                • lezbobimbo Re: OT losos komercyjny 14.11.09, 03:16
                  onion68 napisała:
                  > Przyzwyczajenia chyba :-) Ja z kolei nie wyobrażam sobie MiM bez tych scen.
                  Co> wadził kąpiący się grubas?

                  Wlasnie! Komu wadzil kapiacego sie grubas, kozlonogi nad rzeka, sen Nikanora
                  Iwanowicza czy cudzoziemiec z lososiem?
                  Za to przyznam, ze nie lubie krotkiego zdania na samym koncu, gdzie Malgorzata
                  jako posepna kobieta czekajaca w domu na meza pada na zawal - przeciez potem wg.
                  epilogu policja bezskutecznie szukala jej i Nataszy.. Wiec ktos by cialo musial
                  usunac, a poza tym po co mialaby caly czas byc posepna w domu aby w koncu tam
                  umrzec a jednoczesnie przezywac wszystkie dzikie przygody z cala halastra,
                  mistrzem i Wolandem? No ja wiem, ze Iwan Bezdomny przeczuwa, ze umarla razem z
                  mistrzem, ale po cholere mieli w ogole umierac a nie sobie po prostu odleciec? I
                  co sie stalo z Natasza?
                  • ananke666 Re: OT losos komercyjny 14.11.09, 03:45
                    nooooooo... akurat sen o zdawaniu waluty rozumiem. I cudzoziemca też, przecież
                    on nie był żadnym cudzoziemcem ;)
    • agnieszka_azj Re: Mięsko komercyjne 03.11.09, 11:11
      Sklepy komercyjne tym różniły się od normalnych (poza cenami), że
      mięso bywało w nich częściej i w trochę lepszym gatunku.

      Kolejki do nich były. Osobiście ogonkowałam w takim sklepie raz,
      kiedy w ramach lekcji Zajęć Praktyczno Technicznych uczyłyśmy się
      gotowania i potrzebne było na tę lekcję mięso na zrazy. Kupowałyśmy
      jeden spory kawał na całą klasę - wyszło po pół zraza na osobę
      (żeńską - bo chłopcy się gotowaniem nie plamili). Był to chyba rok
      1977 (albo 78).

      U nas w domu miesa z komercyjnego się nie jadało, bo zakupy
      generalnie robiła Babcia i dla niej było to za daleko. Poza tym nie
      bylismy wybredni i smakował nam obiad z każdego ochłapa nabytego w
      zwykłym.
      Na szczególne okazje była cielęcina od baby, która przychodziła do
      Mamy do pracy, ale nie pamiętam czy to było juz w latach
      siedemdziesiątych.

      Mam wrażenie, że komercyjne zniknęły po Sierpniu.
      • verdana Mięsko komercyjne a upadek komunizmu 03.11.09, 15:40
        No widzicie - a to absolutnie podstawowa informacja dla upadku
        komunizmu.
        Wobec tego, że rząd bał się podnosić ceny wybrnął z tego tworząc
        sklepy komercyjne, w ktorych były lepsze gatunki miesa, za
        kilkakrotnie wyższa cenę, w sklepach zwyklych pojawiały się tylko
        przed świetami. Chodziło o schab, szynkę, szynkę konserwową,
        poledwicę itd. Co oczywiscie nie oznacza, ze w tych sklepach to
        wszystko bylo - oznacza, ze bywało.
        No i strajki w 80-tym i Solidarność były spowodowane nie nichęcią do
        reżimu, pragnieniem wolnosci etc. tylko przeniesieniem boczku ze
        sklepow zwykłych do komercyjnych. Władza zaczęła wobec tego wyplacac
        strajkujacym rekompensaty, w wysokosci spodziewanych wyadatkow na
        tenże boczek w drozszych sklepach. I ludze widzac, że tym razem do
        strajkujacych nie strzelaja, ani nie zamykaja, tylko im płacą
        zaczęli strajkowac masowo. I strajki objęły caly kraj.
        I tak boczek uczynił wyłom w bloku wschodnim.
        • andrzej585858 Re: Mięsko komercyjne a upadek komunizmu 03.11.09, 17:38
          Do dzisiaj pamiętam przemowienie w sejmie premiera Jaroszewicza w 76 r, ktory
          ogłaszając podwyżki podstawowych artykułow żywnosciowych ogłosił także spadek
          cen na lokomotywy tudziez inne tego typu artykuły.
          Faktem jest ze wszelkie manipulacje przy cenach żywności powodowały wybuch
          niepokojów czyli jak to eufemistycznie wtedy nazywano - "przerw w pracy".

          Mianem "konsumy" określano sklepy dla służb mundurowych o ile pamiętam.
          Natomiast po raz pierwszy ceny komercyjne zastosowano chyba na cukier własnie
          po 76 roku. Na kartki był hmm jakos pamieta mi się cena 10,50 natomiast bez
          kartek bodajże 2 razy drożej? - oczywiście malo kto mogl go dostać.
          W ogole system kartkowy to bylo dopiero pole do popisu w kwestii łamania prawa.
          Często sklepowe mozolnie nalepiały na płachty papieru kartki na mieso a potem
          nikt właściwie ich nie odbierał - w efekcie lądowały w koszu - bo co miały robić?
          Oczywiście z drżeniem serca to robiono bo w każdej chwili mogła
          • verdana Re: Mięsko komercyjne a upadek komunizmu 03.11.09, 19:32
            Spadek cen na lokomotywy to nie za Jaroszewicza - o ile pamietam to
            było jeszcze za tow. Bieruta.
            • andrzej585858 Re: Mięsko komercyjne a upadek komunizmu 03.11.09, 21:08
              verdana napisała:

              > Spadek cen na lokomotywy to nie za Jaroszewicza - o ile pamietam to
              > było jeszcze za tow. Bieruta.

              Może i tak choć był w jego przemówieniu podobnie absurdalny przykład, wydawało
              mi się ze to właśnie te osławione lokomotywy.
              Zresztą epoka obfitowała w różnego rodzaju kwiatki - słynne także - "staliśmy
              krok nad przepaścią a teraz uczyniliśmy wielki krok naprzód" - że nie wspomnę
              sławetnych wiecach poparcia dla tow. Gierka.
              • kkokos Re: Mięsko komercyjne a upadek komunizmu 03.11.09, 21:40
                google - niestety, tylko ustami forów różnych, więc z o.o. -
                twierdzi, że spadek cen lokomotyw to 1970. ergo gomułka
          • kkokos Re: Mięsko komercyjne a upadek komunizmu 03.11.09, 21:02
            ircha, ircha - czekałam, kiedy ta nazwa padnie :)

            www.tvp.pl/retro/tak-to-bylo/irch/wideo/czy-ta-ryba-ma-sie-dobrze-1985-r
          • senseeko Re: Mięsko komercyjne a upadek komunizmu 04.11.09, 20:28
            andrzej585858 napisał:

            > Natomiast po raz pierwszy ceny komercyjne zastosowano chyba na cukier własnie
            > po 76 roku. Na kartki był hmm jakos pamieta mi się cena 10,50 natomiast bez
            > kartek bodajże 2 razy drożej? - oczywiście malo kto mogl go dostać.

            A nie piszesz czasem o cenach umownych i regulowanych?

            Bo po cenach komercynych to się sprzedawało w osobnych sklepach i chyba to jednak było tylko mięso, a raczej wędliny. Myle sie?
            • andrzej585858 Re: Mięsko komercyjne a upadek komunizmu 04.11.09, 21:47
              senseeko napisała:

              >
              > A nie piszesz czasem o cenach umownych i regulowanych?
              >
              > Bo po cenach komercynych to się sprzedawało w osobnych sklepach i chyba to jedn
              > ak było tylko mięso, a raczej wędliny. Myle sie?

              Moim zdaniem trochę tak. Pojęcie cen komercyjnych wprowadzono właśnie po 76 roku
              z początku na cukier a potem takze na mięso. W związku z powyższym dochodziło
              do takich paradoksów że w jednym sklepie były czasem dwa stoiska - na jednym
              sprzedawano kiełbasę po cenach urzędowych a na drugim po komercyjnych.
              To co się działo wtedy - to trudno nawet opisać. W każdym badż razie w dość
              krótkim czasie nie mozna było nic dostać ani po cenach urzędowych ani komercyjnych.
              Pojecie cen regulowanych pojawia się dopiero w okresie stanu wojennego w 1982r.
              - przynajmniej dla mnie tak się wydaje - choć tak naprawdę chodziło o to samo,
              tylko pod inna nazwą.


              • kkokos Re: Mięsko komercyjne a upadek komunizmu 04.11.09, 21:55
                nie, przeciwieństwiem cen regulowanych nie były ceny urzędowe, tylko
                umowne (jak napisała senseeko) - pamiętam, że moja babcia miała
                kłopot ze zrozumieniem, dlaczego "umowne", czy to znaczy, że można
                się targować? oczywiście nie można było.

                z drugiej strony ceny umowne mi się kojarzą z pojawieniem się
                sklepów ajencyjnych, czyli coś w rodzaju dzierżawy. na sąsiedniej
                ulicy była pasmanteria z kierowniczką-cholerą, która - jak mówiłą
                moja matka, dużo szyjąca i często pasmanterie różne odwiedzająca -
                za wszelką cenę chciałą wykazać, że sklep nierentowny, więc
                odstraszała potencjalnych klientów. udało jej się, sklep jako
                nierentowny przejęła w ajencję i już na "swoim" (bo to jednak nie
                było całkiem na swoim, w dzisiejszym rozumieniu) była do rany
                przyłóż :)
              • kkokos Re: Mięsko komercyjne a upadek komunizmu 04.11.09, 21:58
                W związku z powyższym dochodziło
                > do takich paradoksów że w jednym sklepie były czasem dwa stoiska -
                na jednym
                > sprzedawano kiełbasę po cenach urzędowych a na drugim po
                komercyjnych.


                a takich cudów nie pamiętam, pamiętam osobne sklepy. na przykład był
                taki sklep na tyłach składnicy harcerskiej przy marszałkowskiej.
                jeśli pamiętacie "nie lubię poniedziałku", to tam jerzy turek
                przychodzi do maszynohurtu po treblinki, a pani malinowska (nie
                pamiętam nazwiska) od tych treblinek kolejkuje na dole w sklepie i
                turek z inną panią z biura skandują przez okno "pani malinowska".
                pani malinowska to słyszy i mówi: "i tak żadnych treblinek nie mam".
                no i właśnie ten sklep, gdzie ona kolejkuje, przerobiono potem na
                sklep komercyjny :)
                • meduza7 Re: Mięsko komercyjne a upadek komunizmu 08.11.09, 17:01
                  Pamiętam, gdzie na moim osiedlu był "komercyjny" - używaliśmy tej nazwy zdaje
                  się, dużo dłużej od samego czasu trwania zjawiska...
                  • lutecja4 Re: Mięsko komercyjne a upadek komunizmu 10.11.09, 07:44
                    spytałam wczoraj mamę o te komercyjne sklepy-potwierdziła,że były takowe i że
                    było w nich sporo drożej i nie było jej stać na kupowanie w nich-tylko kilka
                    razy kupiła dla nas szynkę-cieniutko pokrojoną, ładnie zapakowaną(moja mama ma
                    fioła na punkcie cieniutko krojonej wędliny)
                    ja zupełnie nie pamiętam tych sklepów, nie pamiętam też tych pustych półek czy
                    sklepu tylko z octem (lata 80-te kojarzą mi się tylko i wyłącznie z beztroskim
                    dzieciństwem i filmami, w których prawie zawsze świeciło słońce)
                    na wspomnienia o czasach komunistycznych się nam zebrało przy okazji czytania
                    wywiadu z Tessą Capponi w WO-jak ona musiała kochać tego swojego męża,że nie
                    uciekła z powrotem do Włoch :)
                    • ready4freddy Re: Mięsko komercyjne a upadek komunizmu 11.11.09, 18:33
                      lutecja4 napisała:

                      > ja zupełnie nie pamiętam tych sklepów, nie pamiętam też tych pustych półek czy
                      > sklepu tylko z octem (lata 80-te kojarzą mi się tylko i wyłącznie z beztroskim
                      > dzieciństwem i filmami, w których prawie zawsze świeciło słońce)

                      dobrze, ze ktos to w koncu napisal, bo juz myslalem, ze tylko ja, co mialem
                      niecale 5 lat kiedy wprowadzono stan wojenny, i 11, kiedy obradowal Okragly
                      Stol, niezbyt wiele pamietam. wydawalo mi sie to raczej normalne, dopoki nie
                      zaczalem czytywac mlodszych ode mnie, piszacych, jak to "pamietaja
                      przesladowania". dobra maja pamiec widac.


                      > na wspomnienia o czasach komunistycznych się nam zebrało przy okazji czytania
                      > wywiadu z Tessą Capponi w WO-jak ona musiała kochać tego swojego męża,że nie
                      > uciekła z powrotem do Włoch :)

                      dwie sprawy mi sie kojarza od razu, pierwsza to cienkie krojenie szynki :) tutaj
                      we Wloszech wszyscy chca, zeby im na stoisku z wedlinami kroic bardzo cienko,
                      wiec kiedy poprosilem razu jednego wyraznie, aby mi pokroic "normalnie", znaczy
                      niezbyt cienko, pani az podskoczyla z uciechy i oglosila mnie prawdziwym znawca
                      wedlin, bo, panie, wszystkie jak jeden chca cienko kroic, zeby przezroczyste
                      prawie bylo, a to smaku nie czuc ani nic! :) bo to nie chodzi o cienkie
                      pokrojenie, zeby bylo wiecej plasterkow z tej samej masy wedliny, tylko zeby
                      bylo cienko i juz, cienko znaczy dobrze :)
                      a druga sprawa: akurat w czasach naszych sklepow komercyjnych Wlochy nie byly
                      najlepszym miejscem na Ziemii, mimo wszsytko, mam na mysli lata 70te zwlaszcza.
                      zamach na dworcu w Bolonii w sierpniu 80go roku pochlonal wiecej ofiar niz np.
                      poznanski Czerwiec'56. tak przy okazji: nadal nie wiadomo do konca, kto za tym
                      stal, 30 lat pozniej. to tak na marginesie.
                      • skrzydlate.bobry Re: Mięsko komercyjne a upadek komunizmu 12.11.09, 10:10
                        lutecja4 napisała:

                        > > ja zupełnie nie pamiętam tych sklepów (...)

                        ready4freddy napisał:

                        > dobrze, ze ktos to w koncu napisal (...)

                        Wygląda na to, że jestem tylko minimalnie starsza, ale zajmowanie kolejek w
                        mięsnym we czwartki pamiętam. Chodziłam wtedy do szkoły na popołudnie i - jak
                        mama miała pierwszą zmianę - ja rano leciałam zająć kolejkę, a mama mnie
                        zmieniała po powrocie z pracy. Pamiętam też problemy z kupieniem kakao we
                        wczesnych latach osiemdziesiątych. No i pamiętam, że to, co się wtedy jadało,
                        było jednak inne od tego, co się jada dzisiaj. O wiele więcej się robiło różnych
                        pierogów i placków. Piekło się też przeróżne domowe ciasteczka, bo te ze
                        sklepów, o ile były, nie nadawały się do jedzenia.
                        Prześladowań nie pamiętam, ale ja jestem z Płocka, a tam się niewiele działo, a
                        tego, co się działo, nie rozumiałam. Zresztą jak się zaczął stan wojenny, to
                        mama mnie natychmiast wywiozła do dziadków na wieś, więc żadnych widoczków
                        czołgów na ulicach ma pamięć nie utrwaliła. Ale z wczesnej podstawówki pamiętam
                        jeszcze obchodzenie rocznic rewolucji październikowej i wyklejanie zeszytów
                        zdjęciami Lenina, i różne wierszyki a takoż piosenki okolicznościowe :) I wyroby
                        czekoladopodobne pamiętam, i to, że przez jakieś dziesięć lat nie jadłam
                        bananów. Delicji, takich prawdziwych, też nie. Na marginesie - ja też najpierw
                        wyjadam galaretkę, a potem biszkopcik z czekoladą, zapijając kawą albo herbatą.
                        I - podobnie jak Wy - nie wspominam tego wszystkiego źle - dzieci wszystko
                        przyjmują jako normalne. Tak jest, więc tak ma być. Dopiero z perspektywy czasu
                        możemy sobie porównać, jak się nasze dzieciństwo różniło od tego, co mają
                        współczesne dzieciaki. Ciekawe, że wcale im nie zazdroszczę :)
                • senseeko Re: Mięsko komercyjne a upadek komunizmu 10.11.09, 19:10
                  kkokos napisała:

                  >
                  > a takich cudów nie pamiętam, pamiętam osobne sklepy. na przykład był
                  > taki sklep na tyłach składnicy harcerskiej przy marszałkowskiej.
                  > jeśli pamiętacie "nie lubię poniedziałku", to tam jerzy turek
                  > przychodzi do maszynohurtu po treblinki, a pani malinowska (nie
                  > pamiętam nazwiska) od tych treblinek kolejkuje na dole w sklepie i
                  > turek z inną panią z biura skandują przez okno "pani malinowska".
                  > pani malinowska to słyszy i mówi: "i tak żadnych treblinek nie mam".
                  > no i właśnie ten sklep, gdzie ona kolejkuje, przerobiono potem na
                  > sklep komercyjny :)
                  To była, jeśli dobrze pamiętam, pani Kubasińska :)
                  Ale nie wiedziałam, że tam naprawdę był sklep :)
    • mamarcela Schab wędzony 10.11.09, 09:06
      czyli mięsne wspomnienia wegetarianki

      Czy istnieje jeszcze coś takiego jak schab wędzony???

      W PRL wg moich wspomnień z tak zwanych lepszych wędlin istniała szynka (bez
      przymiotników), polędwica, baleron oraz schab wędzony. Wydaje mi się, że pojawił
      się on wraz z powstaniem właśnie sklepów komercyjnych. W każdym razie moja mama
      w takim sklepie kupowała tenże. Potem w latach osiemdziesiątych nie wiem, czy
      był w ogóle dostępny, ja zresztą całe kartki za czasów studenckich wymieniałam
      na mięso dla psa. Potem na pewno pojawił się na początku lat dziewięćdziesiątych
      w moim już rodzinnym gospodarstwie domowym w postaci "kości od schabu
      wędzonego". Ja już wówczas mięsa nie jadałam, ale kupowałam owe kości i
      gotowałam na nich żurek dla ówczesnego męża. Pewnego dnia kość wystawała nieco z
      wywaru i zainteresował się nią śp. kot - rudy złodziejski kot, który kradł nawet
      chleb z chlebaka. To wszystko, co ukradł, a co nie nadawało się do
      bezpośredniego spożycia dla kota, na pewno nadawało się do spożycia dla psa.
      Pies był oczywiście świetnie wychowany i ze stołu nie ruszył, ale jak mu kot
      zwalił na ziemie to łaj not. W każdym razie tego pamiętnego dnia kot rudy i
      złodziejski dobrał się do gotującego się wywaru z wystająca kością, jakimś cudem
      tę kość wyjął, ale przy okazji oczywiście wywalił garnek i tłusty ohydny wywar
      rozprysnął się z mocą wodospadu na moją świeżo pomalowana kuchnię (łącznie z
      sufitem!).

      Natomiast ceny urzędowe i umowne najbardziej kojarzą mi się z białym serem. W
      połowie lat osiemdziesiątych chudy ser kosztował 12 złotych (cena urzędowa), a
      tłusty dwa razy więcej (cena umowna). Nie zapomnę tego do końca życia bowiem
      wspomniany wyżej pies w młodości zjadał na śniadanie kilogram sera, a czasami
      chudy "wyszedł" i wtedy nie zjadał.
      • skrzydlate.bobry Re: Schab wędzony 10.11.09, 10:05
        mamarcela napisała:

        > Czy istnieje jeszcze coś takiego jak schab wędzony???

        W sklepie mięsnym na Pradze-Północ (przy 11 Listopada, przystanek Bródnowska)
        bywał. Czy bywa nadal - nie wiem. Bywała też szynka wędzona. Wychodziło to w
        serii "Ze wsi. Bez konserwantów" i było bardzo dobre, bo rzeczywiście pachniało
        i smakowało podobnie jak to, co mój dziadek wędził, aczkolwiek było też
        oczywiście dwa razy droższe niż przeciętne wędliny. Miało jednak też tę zaletę,
        że długo się nie psuło, jeśli było odpowiednio zapakowane w lodówce.
        • senseeko Re: Schab wędzony 10.11.09, 19:19
          skrzydlate.bobry napisała:


          > bywał. Czy bywa nadal - nie wiem. Bywała też szynka wędzona. Wychodziło to w
          > serii "Ze wsi. Bez konserwantów" i było bardzo dobre, bo rzeczywiście pachniało
          > i smakowało podobnie jak to, co mój dziadek wędził, aczkolwiek było też
          > oczywiście dwa razy droższe niż przeciętne wędliny. Miało jednak też tę zaletę,
          > że długo się nie psuło, jeśli było odpowiednio zapakowane w lodówce.

          A ja się niedawno zastanawiałam jak to jest, ze kupuję w mięsnym po 2-3 plasterki wędliny na głowę domownika i broń Boże więcej, bo przeciez lepiej pójśc następnego dnia do sklepu i kupić świeże, niz kupic raz na jakiś czas ileś tam plastrów i po 3 dniach jeść jakieś oslizgłe podśmiardujące plasterki nie wiadomo czego, a przecież "za komuny" kupowało się wędliny "ile dawali", jak dawali pół kilo czy moze kilo, nie pamietam, to się brało. I jadło się to przez cały miesiac czasem, ale ja nie pamiętam by to było takie oślizgłe i śmierdzące jak leżaca w lodówce przez kilka dni szynka w plasterkach.
          A przecież narzekało się na tamte wędliny, ze paskudne, ze dają tam papier toaletowy i nie wiadomo co jeszcze.
          Zatem... czy one tak były naszpiko0wane konserwantami, czy przeciwnie - teraz za dużo walą tam dodatków?
          Bo wędliny, które robił dziadek tez się nie psuły a przecież nie dodawał tam nic prócz normalnych przypraw i oczywiście wędzenia.
          • andrzej585858 Re: Schab wędzony 10.11.09, 20:21
            senseeko napisała:


            > Zatem... czy one tak były naszpiko0wane konserwantami, czy przeciwnie - teraz z
            > a dużo walą tam dodatków?
            > Bo wędliny, które robił dziadek tez się nie psuły a przecież nie dodawał tam ni
            > c prócz normalnych przypraw i oczywiście wędzenia.

            One nie miały tych konserwantów tak jak teraz. Pamiętam jak byłem na
            kapitalistycznym zachodzie w schyłkowym okresie PRL to po dwoch dniach jedzenia
            tamtejszej wędliny cieszyłem się że u nas tego nie ma - a teraz :-((( ohyda

            Chociaż z drugiej strony - w okresie przedświątecznym jedna z najbardziej
            przyjemnych wiadomości była informacja iż statek z Kuby z ładunkiem cytrusów
            zmierza do portu w Gdańsku no i ten smak pomarańczy wtedy - niezapomniany. Czy
            on był inny niż teraz? - nie wiem ale wtedy był niezmiernie oczekiwany.
            Może na tym właśnie polega cała różnica?

            Chociaż akurat w przypadku wędlin to były one naprawdę lepsze.
            Przy okazji ze smutkiem stwierdzam że niedlugo jak Matuzalem zaczne sie czuć.
            • onion68 Re: Schab wędzony 10.11.09, 20:28
              Mam podobne wspomnienia - że wędlina wówczas smakowała wspaniale, podobnie jak
              banany i pomarańcze. I też nie wiem, czy faktycznie wszystkie te produkty były
              lepsze, czy wynikało to z faktu, że jedno, drugie i trzecie jadało się od
              święta. Już nie wspomnę, że potrafiłam zjeść wszystkiego ze trzy razy więcej niż
              teraz ;-) Teraz zawsze podczas świąt zastanawiam się, jak to było możliwe.
              Aha, jeszcze owocowe jogurty, takie z rysunkiem owoców leśnych na wieczku (ok.
              1979 r.) - jakoś nie porażały słodyczą, jak obecnie jogurty owocowe.
              • andrzej585858 Re: Schab wędzony 10.11.09, 21:05
                onion68 napisała:
                .
                > Aha, jeszcze owocowe jogurty, takie z rysunkiem owoców leśnych na wieczku (ok.
                > 1979 r.) - jakoś nie porażały słodyczą, jak obecnie jogurty owocowe.

                O rany ale wspomnienia obudziłaś :-))) Pamiętam że bodajże jedyna mleczarnią w
                której takowe jogurty - przynajmniej na Wybrzeżu - produkowano była mleczarnia w
                Gdańsku na ulicy - nomen omen - Marksa na Wrzeszczu.
                Ponieważ mój Tata pracował jako kierowca w mleczarni to ja nieraz bylem z nim w
                tej mleczarni i korzystając z tego wypijałem przynajmniej z 10 takich jogurtów -
                co to byl za smak!!!

                Oczywiście nie było to zgodne z żadnymi przepisami - niestety jestem dzieckiem PRL.
                Ale jakie wspomnienie - niebo w gebie poczulem nawet teraz :-)))
                • zuzzia1 Re: Schab wędzony 12.11.09, 11:20
                  Tez pamietam te jogurty, ale jakos bez sentymentu (na studiach przez
                  jakis czas probowalam sie nimi zywic, chyba w nadziei, ze maja
                  wlasciwosci odchudzajace) - byly tylko w 1 smaku i mialy kolor buro-
                  bialy. Pamietam za to, jak z rozkosza sacze boski napoj - coca-cole
                  podana na jakiejs zabawie choinkowej. I jakies herbatniki z
                  zachodnich darow czy z paczki, ktore takie znakomite mi sie wydawaly
                  (chyba po prostu chrupaly, te w sklepach od razu byly dziwnie
                  rozmiekle). Stad jakos mi sie wydaje, ze te smaki PRL-u (mowie tu o
                  rzeczach ze sklepow, a nie np wiejskich domowych wedlinach, do
                  ktorych akurat nasza rodzina dostepu nie miala) tylko w naszych
                  glowach sa (boska coca-cola ta sama, a jakos nie smakuje, a inne
                  rzeczy trudno sprawdzic). No, moze chleb bez polepszaczy, cieply, z
                  chrupiaca skorka, pachnacy na cala ulice.
          • skrzydlate.bobry Re: Schab wędzony 10.11.09, 21:39
            senseeko napisała:

            > Bo wędliny, które robił dziadek tez się nie psuły a przecież nie dodawał tam
            nic prócz normalnych przypraw i oczywiście wędzenia.

            Właśnie w tym cała zagwostka. Taką "domową szynkę najpierw się peklowało, a
            potem dłuuugo wędziło, ale na pewno nie była tak pompowana wodą, jak to, co
            można dziś w sklepach kupić. Z kilograma surowej szynki nie otrzymywało się w
            drodze obróbki chemicznej, potwornego zasalania i dopychania sojopochodnymi
            elementami trzech kilogramów gotowego produktu, tylko na przykład pół kilo. Wody
            ubywało, a nie przybywało. I wszystko. Jak dziś kupić któreś z "suchych" wędlin,
            np. żywiecką czy inne kabanosy, to też się tak migiem-błyskiem nie zepsują.
            • meduza7 Re: Schab wędzony 11.11.09, 00:20
              Tamte wędliny miały nie tylko inny smak, ale i strukturę. Teraz wszystkie są
              jednakowo gumiaste, wtedy były suchsze i widać po nich było, że to mięsień, a
              nie jakaś gładka masa. Pamiętam to, bo jako dziecko bawiłam się rwaniem
              plasterków szynki na mniejsze kawałki i dopiero tak poszarpane zjadałam - i
              właśnie tak fajnie się dzieliły. W ogóle byłam bardzo niegrzeczna i bawiłam się
              jedzeniem, np. chleb był najsmaczniejszy ugnieciony w kulkę. A z kotleta
              należało najpierw obedrzeć panierkę, zjeść, a potem dopiero powolutku samo
              mięsko. Przyjemność dłużej trwała ;)
              • onion68 Re: Schab wędzony 11.11.09, 07:53
                > jedzeniem, np. chleb był najsmaczniejszy ugnieciony w kulkę. A z kotleta
                > należało najpierw obedrzeć panierkę, zjeść, a potem dopiero powolutku samo
                > mięsko. Przyjemność dłużej trwała ;)

                Z chleba wyjadałam najpierw miąższ, a skórkę, sam cymes, na końcu. Delicje -
                najpierw polewa czekoladowa, potem biszkopt, galaretka na końcu ;-)
                • meduza7 Re: Schab wędzony 11.11.09, 14:51
                  Ja tak samo! Delicje się starannie obgryzało dookoła, potem należało delikatnie
                  oddzielić ten ostatni kawałek biszkopta i na koniec można się było rozkoszować
                  powolnym ssaniem galaretki.
                  A co do miąższu i skórki - ja jeszcze wygryzałam co się dało, żeby skórka była
                  jak najcieńsza, po czym zwijałam ją w rulonik i zjadałam tak, żeby spodnia,
                  najlepsza, była na samym końcu.
                  • jottka Re: Schab wędzony 11.11.09, 16:03
                    ekhm, a ptasie mleczko jecie, że tak powiem, w całości, czy najpierw, rzecz
                    jasna, czekoladową okładkę, a później mleczko jako takie?:)
                    • ewaty Re: Schab wędzony 11.11.09, 16:17
                      Zdecydowanie, najpierw okładkę, a potem goły środek...tak samo mam z
                      galaretką w czekoladzie.Z czekolady z orzechami najpierw wygryzam
                      miąższ czekoladowy, a dopiero potem chrupi e orzechy...mru..
                    • onion68 Re: Schab wędzony 11.11.09, 16:26
                      > ekhm, a ptasie mleczko jecie, że tak powiem, w całości, czy najpierw, rzecz

                      Jasne, że najpierw... i potem... :-) A w miarę postępów konsumpcji, czekoladkę
                      zostawiamy na talerzyku już.
                      Z czekolady z orzechami laskowymi jadalne są tylko orzechy w cienkiej
                      czekoladowej skorupce - li i jedynie.
                      • kkokos Re: Schab wędzony 11.11.09, 17:39
                        z delicji najpierw wygryza się galaretkę, potem trochę obgryza
                        czekoladę, a pozostalego biszkopta - jak to biszkopta - moczy się w
                        kawie i dopiero zjada :)
                        ptasie mleczko - najpierw całą okładkę, potem zawartość, ale odkąd
                        wedel znów wedlem i produkuje ptasie mleczko "jeszcze lepsze",
                        czekoladowy spód jest tak cienki, że się go nie da odkleić :(
                        kawałek czekolady z orzechami bierze się do buzi i czeka, aż
                        czekolada się w całości rozpuści, a potem się zgryza orzechy, ot co.
                        • lezbobimbo Re: Schab wędzony 14.11.09, 02:59
                          Spiesznie dopisuje:

                          Oczywiscie, ze z chleba zawsze dla mnie najsmaczniejsza byla skorka, chrupiaca i
                          lsniaca :) A w ogole jestem nieslychanie oburzona, ze z prawdziwego polskiego
                          chleba - ze sprezysta, szara osrodka i ta boska, chrupiaca skorka - zrobiono
                          teraz ta szmaciano-waciana biala bule bez smaku, zwana chlebem baltonowskim :'(

                          I ciociu, Delicje takoz pozeram rytualnymi etapami: najpierw odzieram, niczym
                          Czas, zębem biszkopt z czekoladowej powloki, potem starannie obgryzam biszkopt
                          wokol gwozdzia programu, czyli galaretki przyczepionej do biszkopta, nastepnie
                          kilkoma :D
                          Takiez brewerie czynilam tez w latach PRLu z Princessa (vel Prince Polem),
                          zebami czyszczac kazdy level owego wyr.czeku :)
                          Ptibery moczylam perwersyjnie dlugo w herbacie, az niemalze sie rozplywaly
                          (lapiac ten moment tuz przed sekunda, w ktorej sie rozleca), aby potem dopiero
                          pozrec.
      • agnieszka_azj Re: Schab wędzony 10.11.09, 10:57
        Schab wędzony kojarzy mi się z moim obozem harcerskim w 1982 roku.

        Zaopatrzenie obozu w jedzenie wystarczające dla czeredy głodnych
        nastolatków było zadaniem niełatwym, ale nasz Kwatermistrz jakoś
        sobie radził.
        Pewnego dnia triumfalnie przywiózł właśnie schab wędzony - po
        jednym całym schabie na podobóz.
        U nas, w obozie żeńskim schab został pracowicie oddzielony od kości
        (na których ugotowałyśmy zupę) i pokrojony w cienkie plasterki na
        kanapki. W obozie męskim zaś...
        No cóż - chłopcom schab kojarzył sie wyłącznie z kotletami
        schabowymi ;-)

        Podobno kotlety ze schabu wędzonego mają interesujący smak, ale nie
        wiem, bo nie próbowałam. Kwatermistrz prawie się popłakał, a
        chłopcy przez najbliższe dni mieli do kanapek wyłączbnie dżem.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka